Krzyż człowieczy - Krzysztof Kamil Baczyński

Kup ebooka

12.49 zł
10.24 zł (9,49 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Pieśń o ciemności

Sny leżą na mnie warując milczenia

jak lwy z pomników co warują śmierci i liść opada czasem, śnieg, albo i obłok, albo ptaków pióropusz wzbije się i przejdzie. I niebo stoi. Wtedy mam podobną twarz do nieba, choć cienia niema w niej, ni żalu słyszę jak się sodomy w cichym trzasku palą. O nie sędzią ja czekam! Dzień płonie jak listek na płytę pieca opadły i zwija sieć żyłek delikatną, a z nim giną wszystkie chwile nerwem łączone. Noc i dzień przemija. I w katakumbach czasu od sklepień odbija głos, może napomnienie, może bitwa walna - - wszystko nierozróżnione i rozdarte wszystko. I noc przechodzi górą jak śmierć - triumfalna i spływa obraz do mórz wrzących pysków.

W huku werbli, w burz wrzawie, w łoskocie pokoleń idą chłopcy o oczach z największych przeznaczeń, idą, aż za daleko przechodzą - do ziemi, idą, kiedy za nimi i świt nie zapłacze mlekiem błękitnym. I tak stygną z niemi i przechodzą żelazem - karty czarnej ziemi.

A tyle rzeczy czeka jak spod dłoni - nowych na nadawanie imion. Jak zwierzęta stoją, tak smutnieją mijane i schylają głowy, aby przeżuwać zapomnienia zmierzch.

O zatrzymać! Płacz milknie. Znów przywala grób, znów sen się kładzie głazem mruczący jak lew i niebo jak kolumna. Stygnie w urnach krew, a burza ciężko pełznie nad doliną.

Noc. Po nocy powstają upiory i z ciała wychodzą, aby truć oczy i zmieniać je w popiół, aby smutnym dziewczynkom twarz jak orzech gnieść,

i słuchać w płaczu cichym zwycięstwa i śmiechu swojej strasznej postaci jak uschnięty badyl natchniony śmiercią, lub serc wodospadem, który się w ciemność toczy. Znowu dym spowija i snem przybity leżąc umieram. Wiek mija.

O! Zatrzymać! Milczenie. Widzę jeszcze ludy i naród pod kopułą, gdzie szalone wozy wypruwają z obłoków deszcze krwawych nożyc.

I pada mór i ludzie wypłoszeni do bram łomoczą, a bramy z kamieni więc przypadają do stóp drżącej ziemi, a ta otwiera paszcze, całuje i wchłania, a niebo drga, nie woła żaden głos.

Milczenie. Sny ziewają. Puszcze płyną górą i leżą tak, a w dłoniach kolumny z marmuru wbite warują ciszy. Nie przychodzi śmierć i tylko niebo błyszczy oparte o pierś,

a ciało jeszcze raz zmienia się w sypki popiół.