UCZESTNICTWO
W rozmowie przeprowadzonej pod koniec ubiegłego wieku na temat powinności literatury Krzysztof Koehler podzielił się refleksją:
[...] pisarze, w przeciwieństwie do literatów, mają świadomość konsekwencji swoich słów, swojej postawy. Dlatego też, mam wrażenie, pojmują swoje zadanie także jako uczestnictwo w życiu społecznym, duchowym, niekiedy nawet politycznym. [...] Racją istnienia poezji klasycznej jest połączenie wartości poznawczej z sakralną, bo poezja musi dążyć do rozpoznawania swojej rzeczywistości, ale zarazem chodzi jej w tym poznaniu o cechy zasadnicze czasu i ich odległość od prawdy, piękna i dobra1.
Wynika z tej wypowiedzi, że działalność pisarza powinna wiązać się z odpowiedzialnością, poszanowaniem słowa oraz swoistą czujnością. Aktywność taka miałaby zarówno charakter poznawczy, jak i interwencyjny, będący konsekwencją określonych przekonań etycznych i estetycznych twórcy. Pisarz rozpoznaje rzeczywistość, tłumaczy ją i koryguje, tzn. przybliża do prawdy, piękna i dobra. Czyni to na poziomie słowa, a efekt jego działania wpływa na realnego odbiorcę. W innym miejscu Koehler określił taką postawę słowami: "stać po stronie jasności, ale nie z zamkniętymi oczyma". Filozofia "otwartych oczu" zakłada wyczulenie, wrażliwość i gotowość. Jest ważną przesłanką uczestnictwa, które uczyniłem centralnym motywem tej opowieści. Jeśli natomiast zgodzimy się, że szeroko otwartych oczu wymaga zwłaszcza twórczość poetycka, to jasne będzie, dlaczego właśnie poezja stała się w tej książce głównym polem analizy. Tytułową kategorię łączę ze świadomą i odpowiedzialną postawą pisarza, ukierunkowaną na "bojowanie", ale też na czerpanie "metafizycznej" radości z takiej postawy (u Koehlera łączy się to z pełnieniem misji i motywacją religijną), co poeta ujął w słowach:
Co to jest radość? Jaki jest związek radości z wiarą? Cieszenie się życiem wiąże się z uświadomieniem sobie, co jest większe, pierwsze, mocniejsze od tego, co stanowi naszą jednostkową historyczność. Radość jest zstąpieniem, drogą ku temu, co stanowi zasadę egzystencji. Radość, miłość, praca, każde głębokie zaangażowanie jest chwilowym uczestnictwem w owej zasadzie, może być początkiem refleksji, a niekiedy początkiem wiary2.
"Uczestnictwo w zasadzie" oznacza specyficzny rodzaj "umocowania" pisarza w świecie bliskich mu wartości. Natomiast sama świadomość uczestnictwa sprawia, że twórca jest bardziej obecny, a jego podmiot bardziej wyrazisty i "wielofunkcyjny". Podmiot Koehlera wyróżnia ruchliwość, ciekawość, partycypacja. Jest to podmiot niespokojny, poszukujący, a kiedy trzeba - porządkujący. Taki podmiot jednocześnie błądzi i znajduje, cofa się i podąża naprzód, zaś całe jego działanie wynika z konkretnego imperatywu, za którym stoi aktywny twórca. W ten sposób objawia się tytułowe uczestnictwo, czyli wewnątrz- i zewnątrztekstowa aktywność (na poziomie literatury i życia). W ramach realizacji artystycznej uczestnictwo utożsamiam z przekonaniem, że życie i literatura pozostają w ścisłej zależności, a poświadczona przez życie twórczość powinna przemieniać rzeczywistość - czynić ją lepszą i bardziej zrozumiałą. I czynić doskonalszym człowieka (czytelnika, uczestnika spotkania). Biorąc udział w listopadzie 1998 roku w imprezie Konfrontacje Poetyckie Wrocław, a dokładnie w panelu krytycznym pod hasłem Pomiędzy literaturą a krzewieniem wartości, Koehler stwierdził, że "celem literatury jest piękno egzystencjalne", czyli piękno zakorzenione w ludzkiej egzystencji. Literaturze nie zadajemy pytań, czy jest inteligentna albo dobrze skonstruowana. Zadajemy jej pytania egzystencjalne w stylu: czy poprzez Prawdę, Dobro i Piękno literatura odnosi się do zbawienia lub doskonalenia człowieka, czy literatura jest egzystencjalnie potrzebna (czy autor pomaga czytelnikowi "żyć dobrze"). Tak więc ""Krzewić wartości" znaczyłoby: odwoływać się do tych wartości, czyli uczestniczyć w życiu innych ludzi, tych, do których się mówi"3. Świadomość (poczucie) uczestnictwa i wynikająca z poczucia odpowiedzialności aktywność twórcy tkwi w wierszach Koehlera niczym mocna nić, pleciona na całej długości zróżnicowanej tematycznie kanwy. To przekonanie wyznacza horyzont moich przemyśleń, dla których osią jest tytułowe pojęcie.
Dziewiętnastowieczny Słownik języka polskiego Samuela Bogumiła Lindego tłumaczy "uczestnictwo" jako spólnictwo, dzielenie czego. Dodane przykłady łączą to hasło z językiem religijnym: "Panna Marya wyniesiona jest aż do uczestnictwa bóstwa przez niejaką niezamierzoność doskonalstw i łask [...]", "Zowią sakrament ciała pańskiego uczestnictwem (komunią), bo przezeń stawamy się uczestniki Chrystusowemi". Późniejszy o sto lat słownik warszawski uzupełnia znaczenie synonimami: uczestniczenie, udział, współudział i wspólnictwo. I wreszcie trzeci, już powojenny słownik Witolda Doroszewskiego powiela zakres znaczeniowy ("uczestnictwo" to branie w czym udziału, uczestniczenie w czym; współudział w czym), dodając, że można uczestniczyć w soborze, kampanii, wycieczce, handlowych przedsięwzięciach, rządach, zabawie, sejmowaniu, a dawniej nie zaszkodziło usiąść do uczestnictwa obiadu i stołu pośród innych współstołowników4. Przywołane konteksty wskazują na różne formy i stopnie obecności. Uczestnik bywa świadkiem, obserwatorem, może też dzielić aktywność jako współuczestnik - od działań powszednich (obiad, zabawa, wycieczka, handel), po bardziej odpowiedzialne (sejmowanie, rządzenie, sobór). Ten różnorodny punkt widzenia znajduje odbicie w poezji Koehlera, w poruszanych tematach i formach uczestniczenia: indywidualnych (prywatnych), wspólnotowych, obywatelskich, duchowych i przyziemnych, doraźnych - nowoczesnych i staroświeckich. Idea uczestnictwa przybiera w wierszach Koehlera różne formy, z tomu na tom zmieniają się także sposoby jej wypowiadania. Zawsze jednak u źródła tkwi zgoda na obecność, czasem ryzykowne, a w gruncie rzeczy heroiczne potwierdzanie istnienia wierszem.
*
Kiedy czyta się wywiady z poetą, artykuły poświęcone jego książkom, teksty przekrojowe, syntetyzujące czy wspomnieniowe, nietrudno dojść do przekonania, że pierwsze skojarzenie z Koehlerem to - założony w Krakowie i redagowany przez Roberta Tekielego - kwartalnik (potem nieregularnik) "brulion" (właśc. "brulion. pismo nosem"5), pierwotnie wydawany poza cenzurą. Po 1989 roku było to jawne czasopismo, które pod koniec PRL-u skupiło wokół siebie środowisko artystyczne prezentujące różne, czasem skrajnie odmienne poglądy, a którego celem było radykalne przemodelowanie i przewartościowanie polskiej kultury6. Rzeczywiście, z "brulionem" Koehler związany był przez wiele lat, choć nie od samego początku. Pismo reprezentowało tzw. trzeci obieg - nieufny zarówno wobec kontrolowanego przez komunistów obiegu oficjalnego, jak i drugoobiegowej retoryki solidarnościowego podziemia7. To właśnie dzięki pismom trzecioobiegowym (sam Koehler zamiast zwrotu "trzeci obieg" preferował sformułowanie "kultura alternatywna"), jak "brulion" czy poznański "Czas Kultury", ale też dzięki subkulturowym zinom (artzinom czy fanzinom, skrót od ang. magazine - do tej estetyki nawiązywał sam "brulion"), czyli niewielkich rozmiarów bezdebitowym wydawnictwom poświęconym kulturze alternatywnej, powielanym na własną rękę i kolportowanym w grupie zainteresowanych osób, a także niezliczonej ilości innych inicjatyw8 powstawała niezależna kultura. I choć początkowo do "brulionu" pisali zwłaszcza autorzy solidarnościowego podziemia, to prowokacyjność i antyinstytucjonalność pisma szybko skorygowała ten akces. Środowisko "brulionu" wypowiadało się na różne sposoby: od najbardziej radykalnych, purnonsensowych, wręcz nihilistycznych czy skrajnie minimalistycznych, po subtelniejsze, ale nie mniej wyraziste (drukowano np. teksty muzyków rockowych, jak Maciej Maleńczuk czy Muniek Staszczyk). Swoją niezależność "brulionowcy" manifestowali również po 1989 roku, kiedy to wraz z upadkiem komunizmu skończyła się klasyczna polska biografia - kojarzona z romantyzmem, działaniami spiskowców czy powstańców. Środowisko "brulionu" postawiło na prywatność, a także na indywidualny, a nie wspólnotowy udział w kulturze9. W 1996 roku w filmie dokumentalnym Planeta brulion (reż. Dariusz Gajewski), podsumowującym dzieje pisma i jego fenomen, Krzysztof Koehler przypomniał, że w sytuacji prostego podziału lat 80. na "komunę" i "antykomunę" niejednorodny "brulion" proponował "uczestnictwo" w nowej rzeczywistości (kryzysu, przesilenia, transformacji, popkulturowo-kontrkulturowej rewolucji itp.), ukazując ożywczą wielość postaw i propozycji estetycznych. Objawiło się to również rozmaitymi dykcjami poetyckimi. "Brulionowcy" za nic mieli tradycyjne powinności literatury zaangażowanej, a ich biografia "buntowała się" przeciwko opozycyjno-martyrologicznemu etosowi. Oczywiście, w swoich wierszach poeci "brulionu" żywo komentowali rzeczywistość, ale szybko okazało się, że ich komentarze wynikają z zupełnie od siebie niezależnych postaw. Koehler ingerował w rzeczywistość na swój sposób, odwołując się do takich pojęć, jak duchowość czy wiara, czym zdecydowanie się wyróżniał. Na początku lat 90. poeta stał się zdeklarowanym zwolennikiem tradycji i ładu, a także wielkim obrońcą klasycyzmu, który rozumiał zresztą na swój oryginalny sposób. Wybierając harmonię, stanął w opozycji do popularnej wówczas poetyki barbarzyńców (nazywanych też banalistami czy o'harystami), a zaufawszy tradycji chrześcijańskiej, konsekwentnie podążał drogą doświadczenia duchowego. W jednej z rozmów stwierdził po latach, że czuje się poetą katolickim, odnajdując niezwykle mocne wpływy religii zwłaszcza w wyobraźni czy języku10.
W czym jeszcze tkwi odmienność Koehlera? Otóż konsekwentnie i całkiem udanie od lat próbuje on łączyć w kulturze dwie skrajne tendencje - elitaryzm i egalitaryzm (popkulturowość)11. Czasem opowiada o rzeczach głębokich językiem niemalże rockowej piosenki (niczym Bob Dylan, którego uważa za jednego z najwybitniejszych twórców literatury i którego ceni właśnie za to, że prostym językiem potrafi tworzyć znakomitą poezję). Innym razem piętrzy sensy w erudycyjnych nawiązaniach i wyszukanych skojarzeniach. Jest uczestnikiem naukowych konferencji, ale też odbiorcą, który potrafi docenić kulturę popularną i bronić jej "sprawczości" (np. późnobarokowy poeta ks. Józef Baka i współczesny artysta Tomasz Budzyński z rockowym zespołem Armia są dla niego tożsami w "przekazywaniu Słowa"). Jeśli dodać, że na spotkaniach autorskich recytuje własne wiersze, specyficznie przy tym rapując, a przez młodszą krytykę został określony mianem "punkowca polskiego klasycyzmu", to jego portret staje się naprawdę wielowymiarowy.
Jak się rzekło, Krzysztof Koehler należy do wcale nie tak licznego grona współczesnych poetów zainspirowanych tradycją. Przeszłość jest dla niego ważna, ponieważ wynika z niej nasza teraźniejszość. W ten "aktualizujący" sposób interpretuje i popularyzuje kulturę sarmacką - tę jedyną w swoim rodzaju "formułę polskiej tożsamości". Jako swego rodzaju nowoczesny Sarmata doskonale zdaje sobie sprawę z funkcji społecznej poety i z tego, jakie zadania powinna realizować poezja. Dawne powinności (na nasz użytek powiedzielibyśmy - formy uczestnictwa) przymierza do współczesnych wyzwań, dostrzegając potencjał w tym, co wielu kwituje ironicznym uśmiechem. Próba zrekonstruowania pełnego słownika Koehlerowych inspiracji nie jest łatwa. Można jednak pokusić się o stworzenie przynajmniej zarysu takiego zbioru. Otwierałaby ją Biblia, którą poeta uważa za najważniejszą dla siebie książkę. Dalej nie powinno w tym wykazie zabraknąć ks. Piotra Skargi, kardynała Stanisława Hozjusza (obu ich traktuje poeta jak "z krwi i kości istniejących rozmówców"), Stanisława Orzechowskiego, Wacława Potockiego (którego Koehler nazywa swoim "mistrzem"), wspomnianego już ks. Baki, Jana Kochanowskiego, Wespazjana Kochowskiego, Jana Chryzostoma Paska, Macieja Kazimierza Sarbiewskiego, Mikołaja Sępa Szarzyńskiego, Franciszka Karpińskiego, Adama Mickiewicza (choć swego czasu przyznał Koehler, że Mickiewicza kocha miłością podejrzaną jak złoczyńcę, który zawładnął polską wyobraźnią). Wśród inspiracji współczesnych i rodzimych wymienić trzeba Czesława Miłosza (zwłaszcza młodego), "niepatriotycznego" Zbigniewa Herberta (ale już nie Wisławę Szymborską, bo - jak stwierdził poeta - "nie popycha myśli" i "konstatuje oczywistości"), Jarosława Marka Rymkiewicza, Ryszarda Przybylskiego czy Zygmunta Kubiaka, a z literatury powszechnej - Rainera Marię Rilkego, Osipa Mandelsztama, Thomasa Stearnsa Eliota i Josifa Brodskiego. Biorąc udział w ankiecie "Frondy" pod hasłem: "Jakie lektury z obszaru literatury pięknej (nie stricte religijnej) wywarły na Państwa wpływ duchowy, zmieniły Państwa życie, były impulsem do nawrócenia lub pogłębienia wiary i dlaczego?" - wymienił poeta ponadto Wergiliańską Eneidę, dzieła Alberta Camusa, Konstandinosa Kawafisa (zwłaszcza wiersz Miasto) i tragedie Sofoklesa12. Obok nich również św. Augustyna, św. Tomasza i filozofów starożytnych, ale jest też entuzjastą prozy Yukio Mishimy czy Jakuba Małeckiego. Na marginesie można dodać, że w wierszach Koehlera doszukiwano się także wpływów Bolesława Leśmiana, Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, Tadeusza Gajcego, Bronisława Maja, Jana Polkowskiego (tropy te wskazał Karol Maliszewski, który określił tę poezję mianem "transcendującego jazzu").
Krzysztof Koehler to współczesny poeta doctus (tytułem tym był zresztą nieraz określany, choć - jak sam twierdzi - raczej dla żartu), profesor nauk humanistycznych (nominację profesorską z rąk Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej otrzymał w kwietniu 2019 roku), znawca dzieł klasycznych i staropolskich (ale też badacz tych bardziej współczesnych autorów13), edytor i redaktor naukowy (np. debat staropolskich o Rzeczypospolitej i wolności szlacheckiej: Stanisława Orzechowskiego, Andrzeja Frycza Modrzewskiego, Augustyna Rotundusa, Krzysztofa Warszewickiego, pism Franciszka Stankara). To również akademik biorący czynny udział w życiu uczelni (m.in. jako członek Komisji ds. Oceny Pracowników Wydziału Nauk Humanistycznych UKSW). Wreszcie Koehler to krytyk literacki14, współpracownik licznych czasopism (od opiniotwórczych tygodników po periodyki naukowe), eseista, powieściopisarz, librecista, wykładowca, scenarzysta, dyrektor instytucji kultury, a także członek gremiów kulturą się zajmujących i opiekujących (Społeczny Komitet Odnowy Zabytków Krakowa, Towarzystwo Naukowe Warszawskie, Rada Naukowa Muzeum Literatury, Instytut Książki, TVP Kultura). Był też Koehler wielokrotnym stypendystą (m.in. Funduszu Pomocy Niezależnej Nauce i Kulturze Polskiej, Fundacji Kopernikańskiej, Fundacji Huberta Burdy, Fundacji Kościuszkowskiej, Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego), zdobywcą literackich nagród, w tym zagranicznych (nagroda poetycka Saksońskiego Związku Pisarzy za całokształt twórczości), autorem tłumaczonym (m.in. przez Karla Dedeciusa) i tłumaczącym (wspólnie z żoną przyswoił polskiemu czytelnikowi m.in. prace Alejandra A. Chafuena, Ronalda A. Knoxa czy Quentina Skinnera). Pod koniec 2021 roku dał się poznać jako jeden z ponad 40 sygnatariuszy listu otwartego w związku z kryzysową sytuacją na granicy polsko-białoruskiej, wyrażając wsparcie i uznanie dla "ludzi, którzy strzegą polskich granic"15.
Próbując odnaleźć klucz do wytłumaczenia tych "wielozadaniowych" dokonań Krzysztofa Koehlera, odnajduję cenne wskazówki w przestrzeni prywatnej tego twórcy, i to w kontekście nawet dla mnie samego dość niespodziewanym. Od lat poeta odnosi bowiem sukcesy w biegach górskich na długich dystansach (informatory biograficzne podają także inne hobby: narciarstwo alpejskie i wspinaczka skałkowa16). Ta trudna dyscyplina wymaga od uczestnika zaangażowania, konsekwencji, wiedzy i wytrwałości, ale też - świadomości celu. Wydaje się, że świadomość taka powinna stanowić również naczelną funkcję twórczej aktywności. I tak właśnie jest w przypadku Koehlera.
Rytm rekonstruowanej przeze mnie propozycji interpretacyjnej i splecionej z nią opowieści biograficznej wyznacza w książce porządek chronologiczny. Wychodzę bowiem z założenia, iż świadectwa uczestnictwa ujawniają się w kolejnych tomach poety w nowych formach i kontekstach, a wybrane przeze mnie pozostałe wypowiedzi autora dopełniają ten obraz. Z tego też powodu warto śledzić tę twórczość w jej naturalnym rozwoju, począwszy od pierwszych wierszy. Koehler debiutował jako wyznawca klasycznego ładu. Poeta pewnie wkroczył w zastaną rzeczywistość, choć punktów zabezpieczenia szukał niejako poza swoim czasem i terenem - w tradycji. Od samego też początku wadził się ze światem, czyniąc stawką swojej potyczki duchowość i tożsamość współczesnego człowieka. Własną formę klasycyzmu nazwał odpowiedzialnym uczestnictwem w kulturze, to znaczy takim, które zakłada dokonanie w jej obrębie koniecznych zmian. To punkt wyjścia mojej opowieści, ale też dobre ulokowanie samego poety w wąskiej szczelinie osobności17, pomiędzy tradycją a nowatorstwem.
Początkowo w autorskim projekcie klasycyzmu istniała tylko forma, która miała za zadanie sprostać światu. Pospieszne ruchy Koehlerowego podmiotu zakreśliły pierwotne granice teorii, która stała się pułapką. O tym mówi pierwsza część książki. Dalsze rozdziały zostały poświęcone próbom zapisu doświadczenia religijnego, stąd postać pielgrzyma i fenomen pielgrzymki - rozwiniętej w formułę obecności duchowej i utrwalonej w wierszu. Figura "partyzanta prawdy" i ruch wywołany przez kinetykę duszy to kolejne etapy tej historii. Taki ruch wzmaga potrzebę wiernego relacjonowania duchowych praktyk w formie zredukowanego, niemalże mistycznego zapisu. Inaczej "uczestniczy" podmiot konfrontowany przez Koehlera ze współczesnym światem, inaczej widziany przez pryzmat dziejów, kiedy staje się bohaterem tożsamościowych i wspólnotowych narracji "z historią w tle", o czym opowiadają kolejne części pracy. Na koniec Koehlerowy podmiot ujawnia się w języku i na płaszczyźnie wiary, czyniąc swą obecność jeszcze bardziej świadomą i odpowiedzialną. Dobrane wiersze i teksty im towarzyszące, które stanowią egzemplifikację poczynionych ustaleń, pozwalają prześledzić wszystkie te zagadnienia, a także umieścić je w konkretnych punktach poetyckiej biografii.
Z oczywistej przyczyny książka nie obejmuje w pełni obszernego i bogatego tematycznie dzieła Krzysztofa Koehlera. Kategoria uczestnictwa, czyli pojmowanej na wiele sposobów aktywności, uważności i odpowiedzialności poety, a także specyficznej obecności podmiotu, jest tylko jedną z możliwych interpretacji wielowątkowej i wielopoziomowej poezji tego autora. W żadnym razie nie wyczerpuje też pola tematycznego analizowanych wierszy ani - tym bardziej - nie zamyka drogi innym objaśnieniom. Jest subiektywną propozycją. I z taką wzmianką chciałbym polecić tę pozycję łaskawej uwadze Czytelnika.