PIĄTEK
ROZDZIAŁ 1
Maj 2018
Kiedy Weronika podniosła ciężkie od snu powieki, do alarmu brakowało dziesięciu minut. Zza drzwi sypialni dobiegały krzątanina i szmer włączonego radia, znak, że Szymon jest już na nogach. Nowacka, podłożywszy ramiona pod głowę, wspomniała dzień, gdy Pawelec zaproponował jej, by razem zamieszkali. Kilka godzin wcześniej Weronika trafiła do szpitala po tym, jak biegnąc na ratunek znajomej nastolatce, upadła i uderzyła głową o betonowy kosz. Zawiadomiony o zajściu mężczyzna pojechał do kliniki i kiedy upewnił się, że z Niką wszystko w porządku, wyartykułował swoje pytanie. Najwyraźniej czytał w jej myślach, ponieważ i ona od pewnego czasu rozważała zrobienie kolejnego kroku w ich związku. Kochała Szymona, było jej z nim dobrze, czuła się przy nim bezpiecznie i wiedziała, że może na niego liczyć. Do tamtego momentu pomieszkiwali nawzajem u siebie, a chęć zakotwiczenia razem pod jednym dachem walczyła w nich o lepsze z potrzebą posiadania na wyłączność swojej przestrzeni. Po wypadku Weroniki Pawelec przeniósł rzeczy do mieszkania partnerki, zaś dotychczas zajmowaną kawalerkę udostępnił córce. Zosia, chcąc się usamodzielnić, postanowiła wyprowadzić się od matki i zacząć żyć na własny rachunek. Po znalezieniu pracy, której wykonywanie mogła łączyć ze studiami, szukała pokoju do wynajęcia. Decyzja ojca i jego partnerki była dla dziewczyny niczym bibilijna manna z nieba.
Rozmyślanie o niedawnej przeszłości przerwał dźwięk budzika. Nowacka dotknęła przycisku, wstała, podniosła rolety. Pokój zalało majowe słońce, zwiastując piękny dzień. Weronika otworzyła drzwi sypialni i czując aromat świeżo parzonej kawy, postanowiła w drodze do łazienki zajrzeć do kuchni. Szymon, ogolony i ubrany, ze ścierką zatkniętą za pasek, smażył naleśniki.
- Cześć. - Nika wspięła się na palce i pocałowała go w policzek. On musnął wargami jej skroń, następnie podrzucił cienki placek, który obrócił się w powietrzu i opadł z powrotem na patelnię. - Nie mam pojęcia, jak to robisz. - Nowacka się zaśmiała, kręcąc głową. - Mnie na pewno wylądowałby na podłodze. - Objęła mężczyznę w pasie.
- Za ile minut będziesz gotowa? - spytał.
- Piętnaście?
- Okej. Akurat skończę.
Kwadrans później usiedli do śniadania. Szymon postawił na stole talerz ze stosem naleśników, pojemnik ze śmietaną i drugi z konfiturą. Weronika napełniła kubki kawą. Jedli z apetytem, rozmawiając o błahostkach, słuchając radiowych wiadomości, a później audycji poświęconej twórczości Anny Jantar, przeplatanej piosenkami z jej repertuaru.
- Dziś piątek - uświadomiła sobie Weronika, kończąc posiłek. - Kiedy pomyślę, że jeszcze tylko sześć tygodni do zakończenia roku szkolnego, ogarnia mnie euforia.
- A jednak zgodziłaś się zostać na kolejny rok - przypomniał Pawelec.
- Mówiłam ci dlaczego. Uległam prośbie pani Słowik. Przecież wiesz, że ona ma nauczycielstwo w genach i było jej szkoda oddawać dzieciaki po siódmej klasie. Chce doprowadzić towarzystwo do końcowego egzaminu, a potem powie Biedrzyckiemu, że wraca na przerwaną emeryturę.
- Hej, nie musisz się tłumaczyć. - Szymon wziął ją za rękę. - Akceptuję wszystko, co postanowisz.
- Po historii z Kamilą Jesionowską[1] reszta roku szkolnego aż do teraz upłynęła całkiem spokojnie - stwierdziła Nika. - Oby tak zostało do końca. Ale nauczyciele są coraz bardziej niezadowoleni. Kiedy na wiosnę dyrektor zaczął układać przyszłoroczny grafik i przydzielać godziny, kilka osób złożyło wypowiedzenie. Nie chcą już pracować w zawodzie, mają dość kolejnego eksperymentu oświatowego.
- Będziecie strajkować?
- Nie wiem. - Weronika spojrzała na zegarek. - Niedługo wakacje. Podobno na jesieni mają być przeprowadzane ankiety w sprawie wyboru formy protestu, więc jeśli zapadnie decyzja o strajku, to najwcześniej za parę miesięcy. - Włożyła naczynia do zmywarki. - Muszę wychodzić, dziś zaczynam o dziewiątej.
- Ja też się zbieram. - Szymon dopił kawę. - Mogę cię podwieźć.
- Dziękuję, mam ochotę na spacer. - Nika go pocałowała. - Zobacz, jak jest pięknie na zewnątrz. - Poszła do przedpokoju, wzięła torebkę. - Do zobaczenia.
- Kino wieczorem? - spytał, zanim zamknął za nią drzwi.
- Chętnie. Sprawdzę repertuar.
Weronika zbiegła po schodach i stanęła na moment przed klatką. Zrobiła wdech, powiodła spojrzeniem po okolicy, po czym ruszyła między blokami w stronę szkoły. Wiosna trwała już na całego, kwitły drzewa i krzewy, w powietrzu czuć było odurzający zapach ich różowych lub białych kwiatów. Przyjemnie było iść plątaniną bocznych ulic Starego Mokotowa, mrużyć oczy drażnione słońcem, patrzeć na ulubione domy. Kiedy Nowacka dotarła na miejsce, miała dobry nastrój i rozpierała ją energia. Weszła do budynku i skierowała kroki do gabinetu. Właśnie zabrzmiał dzwonek i zaczęła się przerwa po pierwszej lekcji. Z sal wybiegli uczniowie i wypełnili korytarze gwarem rozmów. Niesiona falą przemieszczających się dzieci, Nika poczuła dłoń na ramieniu. Zerknęła za siebie i zobaczyła przyrodniczkę Alicję Popowicz, wychowawczynię piątej b, która po wdrożeniu reformy uczyła biologii i geografii.
- Masz teraz chwilę? - Ala próbowała przekrzyczeć hałas.
- Tak. Chodźmy do mnie, bo tutaj nie da się wytrzymać - zaproponowała Weronika.
- Zaraz mam lekcję, więc będę się streszczać - powiedziała nauczycielka, a gdy weszły do środka, spytała: - Kojarzysz Huberta Iwanowicza z mojej klasy?
- Tak. Co z nim?
- Znów zasnął na lekcji.
- Jak to znów? - Szkolna pedagog położyła torebkę na biurku i otworzyła okno. Wraz z ciepłym podmuchem wiatru do pokoju napłynęły odgłosy wrzawy na boisku: śmiechu, nawoływania, uderzeń piłki o podłoże. Słońce było już wysoko na niebie, świeciło teraz wprost do pomieszczenia, więc Nika zmieniła położenie pionowych żaluzji.
- Noo, zdarzyło mu się już kilka razy, kiedy przychodził na ósmą - wyjaśniła Popowicz. - Na różnych przedmiotach, wczoraj u mnie.
- Rozmawiałaś z nim?
- Jasne, że tak. Pytałam, o której chodzi spać, o której wstaje, czy je śniadanie przed wyjściem, czy bierze do szkoły kanapkę, czy ma jakieś problemy. Z jego odpowiedzi wynikało, że wszystko jest w porządku. Zaprowadziłam go do naszej pielęgniarki, żeby z nim pogadała, zmierzyła ciśnienie i tak dalej.
- Pisałaś do rodziców?
- Wysłałam maila, kiedy to się zdarzyło drugi raz. Matka mi odpisała, że Hubert zaprzeczył, jakoby spał, podobno oparł na chwilę głowę na ramionach, a nasza Mariola od polskiego błędnie to zinterpretowała.
- I co ty na to?
- Pomyślałam, że okej, może tak było, chociaż Wawrzyniak trwała przy swojej wersji. Przez jakiś czas był spokój, ale przedwczoraj i wczoraj znów usnął w połowie zajęć. - Alicja urwała na dźwięk dzwonka. - Muszę lecieć, bo zaraz Majewska będzie się czepiać.
- Odprowadzę cię do sali, po drodze dokończysz. - Weronika wzięła klucz do pokoju.
- Słowo daję, że spał - podjęła Popowicz, kiedy poszły ku schodom. - Musiałam potrząsnąć jego ramieniem, żeby się ocknął. Wreszcie otworzył oczy i popatrzył na mnie półprzytomny.
- Dobrze, rozumiem, w czym rzecz. - Nowacka odsunęła się, żeby uniknąć zderzenia z biegnącym szóstoklasistą. - Jak mogę ci pomóc?
- Zamierzałam ponownie napisać do Iwanowiczów, ale dziś przed ósmą skontaktowała się ze mną matka jednej z uczennic z naszej klasy. Po wczorajszym zdarzeniu córka opowiedziała w domu o Hubercie. Kobieta od razu chciała zadzwonić do Iwanowiczów, ale dziewczynka prosiła, żeby tego nie robić. Nie chciała też przyjść do mnie. W obydwu przypadkach chodziło o to, żeby nikt z kolegów i koleżanek nie dowiedział się, że "donosi". - Przyrodniczka odwzorowała w powietrzu znak cudzysłowu. - Wiesz, że oni są przewrażliwieni na tym punkcie. Summa summarum poprosiła matkę, żeby zrobiła to zamiast niej. - Alicja wpuściła uczniów do sali i poleciła, by powtórzyli ostatni temat. - Kobieta nalegała na zachowanie dyskrecji, więc ci nie powiem, o kogo chodzi. - Nauczycielka ściszyła głos. - Zresztą to nieistotne. Rzecz jest w tym, że podobno Hubert w nocy gra na komputerze, czasem nawet do drugiej albo trzeciej rano. Potem pisze do innych dzieci na komunikatorze.
- To pewne?
- Siedzenie na czacie? Owszem. Matka pokazała mi telefon córki. Rzeczywiście na Messengerze było kilka wiadomości od Huberta, typu "elo", "czy już śpisz", a godzina nie pozostawiała wątpliwości. Zatem nic dziwnego, że jeśli musi wstać o siódmej, później nie daje rady i odpływa. - Popowicz położyła rękę na klamce. - Muszę iść, bo zaczynają gadać. - Zajrzała do sali. - Proszę o ciszę! - zawołała i wróciła spojrzeniem do Weroniki. - Zajmiesz się tym? Najlepiej jeszcze dziś. Będą mieli czas podczas weekendu, żeby porozmawiać z synem i coś zrobić.
- Dobrze. Zaraz zadzwonię do Iwanowiczów i ustalę, czy któreś z nich może dziś wpaść do szkoły.
- Dzięki. Dasz mi znać później, co i jak?
- Na pewno.
Weronika wróciła do gabinetu i włączyła komputer. Zalogowała się do Librusa, żeby znaleźć dane kontaktowe opiekunów Huberta. W skrzynce odbiorczej czekało kilka maili. Powstrzymała się od czytania, chcąc najpierw załatwić sprawę chłopca. Znalazłszy numer komórki jego matki, wybrała w telefonie dziewięć cyfr.