Kryształowy chłopak - Damian Zduńczyk Stifler

Reflow text when sidebars are open.
Najlepszą rzeczą jaką ćpałem był płyn do czyszczenia alufelg zamknięty w kapsułce - GBL1. Normalnie kupowało się jedną kapsułkę za pięć złotych, ale ja w pewnym momencie brałem tego tak dużo, że "doktor" (student medycyny, który sam robił te kapsułki) sprzedawał mi za złotówkę. Za trzy złote lądowałem w bajce.
Ćpa się między innymi po to, żeby chodzić na imprezy i zaliczać dupy. Na zapleczu klubu, w klubowym kiblu, w samochodzie na parkingu, na afterach w hotelach lub mieszkaniach. Ale przede wszystkim ćpa się dla samego ćpania.
Od kiedy zacząłem swoją ćpuńską karierę, brałem mefedron2. Dawno temu w czasach legalnych sklepów z dopalaczami mefedron też był legalny. Po jednej kresce świat stawał się nie tylko bardziej do zniesienia, ale wręcz piękniał w oczach. Ja, który na co dzień byłem robolem, który pracował w hurtowni ojca na pół etatu i zarabiał żałosne grosze, po zarzuceniu 4-MMC w łazience klubu czułem niemal każdy bit muzyki w każdej komórce ciała. Chciałem tańczyć, chciałem zerżnąć każdą laskę, którą miałem w zasięgu wzroku, nie musiałem jeść ani spać.
O ile mefedron był królem imprezy, to GBL dawał inny efekt. Brało się go przed seksem. Wywoływał euforię i takie... zamknięcie w bańce zmysłów. Każde najmniejsze dotknięcie skóry powodowało dreszcz. Ale trzeba było wziąć 3 albo 4 kapsułki. Po pierwszej było wow! Po drugiej - odlot. Po trzeciej - już nie lecisz tylko płyniesz. Sex jak z bajki. Każda kolejna wypierdalała w kosmos, ale przeważnie już przy czwartej traciłem przytomność na 15 minut. GBL to był dla mnie narkotyk idealny, miał tylko jedną wadę - wysokie ryzyko śpiączki.
Jak się mieszka w Warszawie, wiadomo, że bierze się koks. Koperta za trzy stówy. Ale jak się jest nieudacznikiem i pracuje w hurtowni ojca a do tego mieszka na jakimś zadupiu, gdzie jedyną rozrywką jest transowy klub, działka musi kosztować osiem razy mniej i kopać osiem razy bardziej. Mefedron był jak bilet do raju. Bilet, na który było mnie stać.
Gdyby nie to, że wspomniany wyżej "doktor" sam się za bardzo naćpał własnymi dragami i go odcięło jak leżał w wannie, tak że woda zalała sąsiadów, brałbym tylko GBL. Prawdziwy rarytas. Nie każdy miał szansę spróbować. Ale musiałem wrócić do mefedronu, bo źródełko wyschło. Nachatę do "doktora" wjechała policja i znalazła zapas płynu. Nie było chuja, żeby pomyśleli, że to do samochodu. Nie wiem, co się z nim później stało.
W liceum byłem przezroczysty. Nawet dla ludzi, z którymi siedziałem w ławce. Nigdy nie byłem na żadnej imprezie poza szkolną dyskoteką. Ponieważ nie lubiłem pić, nie byłem dobrym towarzystwem do zabawy. Do tego przez chorobliwą nieśmiałość prawie do nikogo się nie odzywałem. A już do dziewczyn to w ogóle. Zapytany o coś od razu robiłem się czerwony i zaczynałem dukać. Tak samo to wyglądało, jak nauczyciel wywoływał mnie do odpowiedzi. I nieważne czy umiałem, czy nie. Zawsze ta sama masakra. Ćpanie znacznie wszystko ułatwiało.
Jednak zanim nastąpił mój narkotykowy pierwszy raz, zaliczyłem swój pierwszy raz z kobietą. W trzeciej klasie liceum (27.4.2004 roku) mój znajomy ze szkoły, który regularnie jeździł na dziwki, postanowił zabrać mnie do burdelu. Tylko, że to ja miałem płacić. Taki deal - on mnie zabiera gdzie trzeba a ja sponsoruję. Rozbiłem skarbonkę (!) i pojechaliśmy. Za nas dwóch trzeba było zapłacić chyba 140 zł. Dziewczyna powiedziała, że ma na imię Magda i ma 30 lat.
Wszystko trwało 45 minut i było mega rozczarowaniem. Ja spodziewałem się wielkiego wow! a tu takie... nic. Może dlatego, że w gumie? No ale pierwsze ruchanie miałem za sobą. Za to całowania jeszcze nie.
Pierwszy raz całowałem się pół roku później z koleżanką kumpla, którą odprowadzałem do domu. Pod klatką jej bloku zaczęliśmy się całować. Też wyszło raczej średnio - nie umiałem, więc cały czas uderzałem swoimi zębami o jej zęby. Nieważne. Byłem tak podjarany, że wracałem do domu biegnąc.
Na kolejny seks musiałem poczekać rok. Tym razem to znowu była prostytutka. Inny niż poprzednim razem kolega wiedział gdzie jechać. Więc była perspektywa na sprawdzone dziewczyny. Jedna z nich chcąc mieć sprawę szybko z głowy powiedziała, że przyjmie nas dwóch równocześnie. Koszt - 120 zł + 20 zł ekstra za loda bez gumy. Czyli od poprzedniego roku cena bez zmian. Ale w 'dorosłych pieniądzach' mieliśmy tylko stówkę. Resztę musieliśmy uciułać w drobnych, które mieliśmy po kieszeniach. I nie były to wyłącznie pięciozłotówki. Zanim przeszliśmy do rzeczy, musieliśmy to wszystko policzyć. Jak jakieś małolaty pod sklepem z oranżadą.
Dziewczyna miała zajebiste ciało, fajne jędrne piersi i kaloryfer, za to nie miała górnej jedynki. Coś za coś. Wszystko trwało około godziny. Ale znowu było bez szału, bo ja leżałem, ona mnie ujeżdżała a nade mną dyndały jaja mojego kumpla, któremu ona obciągała. Właśnie taki obrazek został mi w głowie. Dwa razy, dwa niewypały. I za każdym razem za hajs.
Później na dziwkach byłem jeszcze raz. Kilka lat później. Tym razem już sam znalazłem na Roksie3. Głównym kryterium była cena - 60 złotych za 15 minut. Idealnie. Na zdjęciach była szczupła i seksowna, a gdy dotarłem na miejsce okazała się gruba i obleśna. Ale byłem mega napalony. No i ta cena. Podczas sexu musieliśmy zrobić przerwę, bo zadzwonił kolejny klient. Po wznowieniu ona zauważyła, że coś jest nie tak. Pękła gumka... Kurwa, z dziwką! A ja zamiast szybko się umyć i to zakończyć to założyłem kolejną i ruchałem dalej. Debil. Był to mój trzeci i ostatni raz za pieniądze.
Mój pierwszy raz z dragami był tak samo rozczarowujący jak mój pierwszy seks. Ten narkotykowy pierwszy raz wydarzył się na jakiejś imprezie w szczecińskim klubie. Ktoś podsunął mi niebieską tabletkę, którą bez zastanowienia łyknąłem. Na dwa razy, czyli pół i po chwili drugie pół. Popiłem trochę alkoholem i... nic się nie wydarzyło. Towar chyba był trefny.
Pierwszy zajebisty odlot nastąpił dużo później. I to nie po jakiejś pigule, ale po kresce mefedronu. Po nim przestawałem być nieśmiały. Nie czerwieniłem się, rozmawiając z dziewczynami. Zaliczałem jedną po drugiej.
Po maturze od razu zacząłem pracować u ojca. Nigdy nie musiałem pójść na żadną rozmowę kwalifikacyjną. Od razu tam. Ale jego wspólnik uważał mnie za lewusa, więc nigdy nie zarobiłem w miesiącu więcej niż 2,000 zł. To był mój maks. Zazwyczaj i tak było znacznie mniej. Około 1,200 zł. Co można robić z takimi pieniędzmi? Co można robić z takimi pieniędzmi i ze swoim życiem mieszkając na dodatek z rodzicami?
Można od poniedziałku do piątku chodzić do pracy a po pracy siadać do kompa i hejtować. Wszystkich, wszystko i wszędzie. Za to w weekendy można chodzić na imprezy i ćpać.
Po jakichś trzech latach od matury, poszedłem na zaoczne studia. Miałem dziewczynę mieszkającą w Norwegii i ona wymogła na mnie te studia. Skończyłem coś, o czym w Szczecinie mówiło się Wydział Gier i Zabaw. Poszedłem tam, żeby ona w końcu przestała mi truć. Z dziewczyną zerwałem na pierwszym roku, ale z rozpędu zrobiłem na tych studiach licencjat.
Na imprezach w tamtym okresie w ogóle nie piłem. Zależało mi na formie i miałem wstręt do alkoholu, bo się źle po nim czułem. Zamiast tego kupowałem gram mefedronu. Do klubu zabierałem ze sobą opakowanie tabletek musujących z witaminą C. W trakcie imprezy kupowałem butelkę wody mineralnej w której rozpuszczałem tabletki, żeby się nie odwodnić (zdrowie przede wszystkim). Gdy woda się kończyła to nie kupowałem następnej butelki, tylko w ramach oszczędności szedłem do kibla dolać kranówy, a przy okazji zajebać krechę. To był mój przepis na idealną imprezę za 50 złotych.
Narkotykami zachwyciłem się w 2012 roku na Festiwalu Sunrise. Nie pamiętam czemu, ale odbywał się w dwa weekendy z rzędu i już po pierwszym z nich wiedziałem, że na pewno pojawię się tam tydzień później. Byłem tam z 2 kumplami z Polic. Zaraz po wejściu na teren festiwalu ktoś sprzedał nam jakieś tabsy. Połknąłem i poszedłem tańczyć pod scenę. Akurat grał bardzo mocny transowy kawałek. Ummet Ozcan - 'The Box'. I w momencie największego dropa, ta piguła mi wjechała w mózg i go zmiażdżyła. Straciłem pamięć. Później z opowieści znajomych dowiedziałem się, że wziąłem podczas tej imprezy 6 piguł. Ale i tak nie byłem najlepszy, miano największego narkomana dnia zdobył mój kumpel - 11 piguł. Respect!
Musiałem się tam pojawić za tydzień. Wtedy miałem już towar ze sobą, żeby nie było wtopy, że nie ma od kogo kupić. Zarzuciłem 3-MMC4 w kiblu i towar wjechał po minucie. To jak się czułem, idealnie współgrało z muzyką i tańczącymi wokół mnie dupeczkami. Stwierdziłem wtedy, że narkotyki są super. Było to zajebista odskocznia od tego, co robiłem od poniedziałku do piątku. Bo od poniedziałku do piątku miałem chujowe życie. Chujowe i pełne hejtu. I to nie mnie hejtowano, ale ja byłem hejterem. Wracałem z roboty, siadałem do kompa i jechałem po kim się dało, gdzie się dało - na Pudelku, na forum Onetu, na portalach piłkarskich. Wtedy czułem się lepiej. Czułem się dowartościowany.