Hunsil przysłał Szczurca i Drakera, co w normalnych okolicznościach Derla uznałaby za zniewagę, teraz jednak doszła do wniosku, że widocznie wszyscy jego godni zaufania pomagierzy byli już zajęci czymś innym.
- Widzę, że nie mogę liczyć, żebyś wytarł buty - rzuciła na powitanie, zerkając na ślady błota, które Szczurzec zostawił na jej pięknym alpirańskim dywanie.
Szczurzec odpowiedział wzruszeniem ramion, a potem przystanął, by raz jeszcze zmienić swoją wąską, zakończoną szpiczastym nosem twarz w groźną maskę. Draker był zbyt zajęty gapieniem się na Liverę, by w ogóle zareagować, Szczurzec musiał więc szturchnąć go w kudłaty łeb.
- Obudź się, przygłupie! Mamy robotę, pamiętasz?
- I tak nie byłoby was stać na którąkolwiek z nas - stwierdziła Livera, nie odrywając wzroku od swojego haftu. Siedziała przy oknie, pracując igłą i nicią na tamborku z jedwabiem. Jej plisowana spódnica była wystarczająco długa, by ukryć sztylety, które miała przymocowane do obu nóg. W pochwie na plecach Derli czekał nóż, zakrzywione ostrze, jakiego rybacy używają do patroszenia, bez trudu nadające się do wybebeszenia kogoś albo poderżnięcia mu gardła w zamkniętym pomieszczeniu.
- Uważaj, co gadasz. - Szczurzec starał się brzmieć groźnie. Jego złowieszczy ton osłabił nieco fakt, że cofnął się o kilka kroków, by nie deptać dywanu ubłoconymi buciorami.
Derla zawsze sądziła, że jest zbyt przezorny, by nadawać się na skutecznego oprycha, dziś jednak jego zwyczajowa nerwowość zmieniła się w czyste przerażenie. Strach jest zły, była tego pewna. Strach sprawia, że nawet tchórze stają się niebezpieczni.
- Mówcie, czego chcecie, albo spierdalajcie - powiedziała. - Mamy zaplanowane spotkania.
- Frentis - rzucił Szczurzec. - Gdzie jest?
- A skąd mam wiedzieć?
- Jesteś jego paserką. Wszyscy o tym wiedzą.
- Jestem paserką co najmniej połowy kieszonkowców w tym mieście. To nie znaczy, że wiem, gdzie w danej chwili są. - Przechyliła głowę w pokazie lodowatej kalkulacji. - Ale to też nie znaczy, że nie będę w stanie go wytropić, o ile oczywiście zostanę odpowiednio nagrodzona za taką fatygę. Swoją drogą, co on takiego zrobił?
- Przespałaś cały dzień czy jak? - zdziwił się Szczurzec. - Wrze w całej dzielnicy.
- Miałyśmy pracowitą noc - stwierdziła Livera, uśmiechając się do Derli. - Za długo nie pospałyśmy, no nie, Derl?
- Co to...? - rzucił Draker chrapliwym, pełnym pożądania głosem, nieświadomie robiąc krok naprzód. Derla czuła zapach grogu bijący od jego brody.
- Robota! - przypomniał mu Szczurzec, znów szturchając go w głowę. Tym razem potężny mężczyzna warknął, a potem przygarbiony odwrócił się do swego drobnego kompana, gotów się na niego rzucić.
- Debile, jeżeli chcecie się lać, róbcie to na zewnątrz - powiedziała Derla.
Mężczyźni przez chwilę gapili się na siebie, a potem znów odwrócili do Derli. Na brodatym obliczu Drakera pojawił się grymas nadąsania, lecz jego spojrzenie koniec końców i tak zaczęło błądzić w kierunku Livery.
- Zeszłej nocy Hunsil stracił oko - rzekł Szczurzec. - Robota Frentisa.
- Tego wychudłego gnojka? - prychnęła Derla. - Nie żartuj.
- Byłem tam - upierał się Szczurzec. - Z piętnastu kroków cisnął nożem i trafił Hunsila w oko, a potem spierniczył, skacząc po dachach. Niejeden zawodowy zabójca nie zrobiłby tego równie dobrze.
A jeszcze lepiej byłoby, gdyby dokończył robotę, pomyślała Derla, przywołując na twarz wyraz całkowitego zdumienia. Szczurzec tymczasem mówił dalej:
- Sama widzisz. Hunsil nie chce nawet słyszeć o żadnych gadzinych odeszkodowaniach ani niczym takim. A jeśli mu powiemy, żeście nie współpracowały, to przyśle nas tu znowu, tyle że z innym zadaniem.
Derla z początku nie odpowiedziała, wpatrując się w coraz bardziej błyszczącą warstwę potu na łysiejącej głowie Szczurca.
- Byłeś tam - odezwała się po chwili. - Miałeś go pilnować, co nie? No to chyba nie poszło ci za dobrze, nie uważasz? Pewnie o to się tak wkurwił. Więc coś mi się zdaje, że to na was się wścieka, a nie na mnie.
- Po prostu powiedz, gdzie on jest, Derla! - Szczurzec zrobił krok naprzód, obnażając zęby w grymasie zwiastującym rychłe użycie przemocy. Draker podążył za przykładem towarzysza, pochylając się i szykując do ataku.
Derla widziała napięcie na twarzy Livery, która przestała haftować, położyła dłonie na kolanach i ściskała materiał spódnicy. Derla zdusiła chęć chwycenia za nóż, zamiast tego zmarszczyła brwi i znów odezwała się do swoich gości:
- Czy to na pewno najlepszy pomysł?
Czasami pewna reputacja związana z brutalnością ma swoje zalety. Derla własną zyskała po wyjątkowo krwawej walce z pewnym volariańskim kapitanem. Facet korzystał z jej usług niemal przez cały tydzień, po czym w wyjątkowo chamski sposób wyraził niechęć do uregulowania rachunku, co wywołało jej nieszczególnie cywilizowaną reakcję. Mimo że Derli nie udało się odzyskać pieniędzy, pocieszała się świadomością, że mężczyzna nie będzie już do nikogo zwracał się w równie wulgarny sposób, gdyż udało jej się skrócić jego język o dobre dwa cale.
Jej słowa zdenerwowały Drakera, jednak Szczurzec, odrobinę bystrzejszy od kompana, powstrzymał go gestem ręki.
- Jeśli nie będziesz gadać z nami, on przyśle tu kolejnych, już nie tak miłych - stwierdził w nieczęstym przypływie szczerości.
Derla westchnęła z irytacją, a potem zwróciła się do Livery:
- Liv, ty najlepiej znasz tego gnojka. Gdzie mógł się zaszyć?
- Zna kanały lepiej niż ktokolwiek w mieście, nawet ty - odparła Livera, uśmiechając się słodko do Szczurca.
- Już je przeszukali od jednego końca do drugiego - powiedział. - Musi być gdzie indziej.
- Zawsze gadał, że jak da radę złupić wystarczająco dużo, to pewnego wykupi sobie koję na statku. "Odpłynę z tej dziury na dobre", tak właśnie mówił.
- W dokach też go szukali.
- A czy "Wędrowiec" nadal stoi w porcie? - zapytała Derla, a potem zaczęła opowiadać o skłonnościach bosmana. - Jeśli chłopak będzie wystarczająco zdesperowany, każda koja może okazać się dobra - dodała, wzruszając ramionami. Prawdę mówiąc, już o świcie odbyła ukradkową wycieczkę do doków, by upewnić się, że "Wędrowiec" opuścił port wraz z porannym przypływem. Przy dobrych wiatrach miał dopłynąć aż na Daleki Zachód, co znaczyło, że nie wróci do Varinshold przez co najmniej rok.
- Sprawdzimy to - stwierdził Szczurzec, popychając Drakera ku drzwiom.
Ten jednak ani drgnął. Znów patrzył tylko na Liverę.
- Mam parę monet... - zaczął, sięgając do sakwy u pasa.
- Nie ma tyle złota ani wódy na świecie - powiedziała Derla, a potem wskazała na drzwi.
Twarz Drakera pociemniała, jednak posłusznie poczłapał śladem Szczurca do wyjścia.
- Na waszym miejscu - dodała jeszcze Derla - nie zabawiłabym tu zbyt długo. Jak już Hunsil sprawdzi każdą dziurę w tym mieście, szukając Frentisa, będzie musiał się na kimś wyładować. Słyszałam, że na południowym wybrzeżu można nieźle zarobić, jeśli oczywiście nie boicie się zmoczyć nóżek.
Szczurzec wpierw przeszył ją wzrokiem, lecz w końcu skinął głową z ponurą akceptacją i zamknął za sobą drzwi.
- Mogło pójść gorzej - zawyrokowała Livera, jak tylko kroki na klatce schodowej ucichły. Derla podeszła do okna i obserwowała, jak para szubrawców oddala się deptakiem Loftera w kierunku doków.
- Przy odrobinie szczęścia - powiedziała - zostaną na tyle długo, by przekonać Hunsila, że Frentis już odpłynął, a potem szybko uciekną z miasta.
- To jeszcze nie znaczy, że nie przyśle tu kogoś innego.
- Nie - przyznała Derla, siadając koło Livery i chwytając jej dłoń. - Lepiej będzie się przyczaić na jakiś czas. Żadnej paserki, póki to całe zamieszanie się nie skończy. Żadnych spotkań przez kilka następnych tygodni. I na wszelki wypadek się spakuj, gdybyśmy musiały stąd zwiewać.
- Ale Kwo ma już dla mnie następnego klienta - zaprotestowała Livera. - To nilsaelicki kupiec, który wykupił królewski przywilej handlu w Varinshold. - Oparła głowę o ramię Derli, otwierając szeroko oczy i unosząc brwi w figlarnej prośbie. - Kupcy zawsze tyle wiedzą - zamruczała. - Pomyśl tylko o wszystkich tych łupach, które jego statki tutaj dostarczą. Jedwab i porcelana, tak powiedział Kwo. To gruba ryba, Derl. Szkoda byłoby go nie usidlić. Zresztą Hunsil też będzie nam nieźle płacił za takie informacje. Może dzięki temu przestanie się tak wkurzać.
- Czasami mam wrażenie, że trochę za dobrze cię wyszkoliłam - wymamrotała Derla. - Kiedy?
- Następny oprian.
- A ten kupiec to jakiś cywilizowany typ czy kolejny zboczeniec od Kwo Sha?
- Człowiek o nieskomplikowanych gustach, najwyraźniej. Łatwo go zadowolić. - Livera wzruszyła ramionami.
- W porządku. - Derla ścisnęła jej dłoń. - Ale zatrudnię Gallisa, żeby miał was na oku, w razie gdyby ten facet okazał się nie aż taki prosty. I weź ze sobą nóż.