Krucjaty a sprawa polska - Bartosz Ćwir

Kup ebooka

25.00 zł
20.75 zł (21,25 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Bi­blio­gra­fia

Źró­dła:

Jan­ko z Czarn­ko­wa, Kro­ni­ka, www.zro­dla.hi­sto­rycz­ne.prv.pl;

Kro­ni­ka tzw. Gal­la Ano­ni­ma, Wy­daw­nic­two Na­uko­we Uni­wer­sy­te­tu Mi­ko­ła­ja Ko­per­ni­ka, To­ruń 2011;

Piotr z Dus­bur­ga, Kro­ni­ka Zie­mi Pru­skiej, Wy­daw­nic­two Na­uko­we Uni­wer­sy­te­tu Mi­ko­ła­ja Ko­per­ni­ka, Wro­cław 2011;

Jan Dłu­gosz, Rocz­ni­ki czy­li Kro­ni­ki Sław­ne­go Kró­le­stwa Pol­skie­go, Wy­daw­nic­two Na­uko­we PWN, War­sza­wa 2009;

Usa­ma ibn Mun­kidh, Ksi­ęga po­ucza­jących przy­kła­dów, Wy­daw­nic­two Osso­li­neum, Wro­cław 1975.

 

Opra­co­wa­nia:

Chri­stian­sen E., Kru­cja­ty pó­łnoc­ne, Wy­daw­nic­two Re­bis, Po­znań 2009;

Dąbrow­ski J., Ostat­nie lata Lu­dwi­ka Wiel­kie­go 1370-1382, To­wa­rzy­stwo Au­to­rów i Wy­daw­ców, Kra­ków 2009;

Fel­czak W., Hi­sto­ria Węgier, Za­kład Na­ro­do­wy im. Osso­li­ńskich, Wro­cław 1983;

Fon­nes­berg-Schmidt I., Pa­pie­że i kru­cja­ty ba­łtyc­kie 1147-1245, Wy­daw­nic­two Bel­lo­na, War­sza­wa 2009;

Gła­dysz M., Za­po­mnia­ni krzy­żow­cy. Pol­ska wo­bec ru­chu kru­cja­to­we­go w XII-XIII w., Wy­daw­nic­two DiG, War­sza­wa 2002;

Jef­fer­son J., The Holy War of King Wla­di­slas and Sul­tan Mu­rad, Wy­daw­nic­two Ko­nin­klij­ke Brill NV, Le­iden-Bo­ston 2012;

Ker­sten A., Hi­sto­ria Szwe­cji, Za­kład Na­ro­do­wy Imie­nia Osso­li­ńskich, War­sza­wa 1973;

Ko­necz­ny F., Cy­wi­li­za­cja Bi­zan­ty­ńska, Wy­daw­nic­two An­tyk, Lon­dyn 1973;

May­er H. E., Hi­sto­ria wy­praw krzy­żo­wych, Wy­daw­nic­two WAM, Kra­ków 2008;

Mi­lit­zer K., Hi­sto­ria za­ko­nu krzy­żac­kie­go, Wy­daw­nic­two WAM, War­sza­wa 2007;

Mó­raw­ski K., Tysz­kie­wicz J., Krzy­ża­cy, Wy­daw­nic­two Ksi­ążka i Wie­dza, War­sza­wa 1980;

Pli­siec­ki P., Dia­log o Bo­le­sła­wie Wiel­kim, Wy­daw­nic­two WER­SET, Lu­blin 2011;

Pre­kop D., Woj­na za­ko­nu krzy­żac­kie­go z Li­twą w la­tach 1283-1325, Wy­daw­nic­two Adam Mar­sza­łek, Po­znań 2004;

Sire H.J.A., Ka­wa­le­ro­wie Mal­ta­ńscy, Pa­ństwo­wy In­sty­tut Wy­daw­ni­czy, War­sza­wa 2000;

Skwier­czy­ński K., Re­cep­cja idei gre­go­ria­ńskich w Pol­sce do po­cząt­ku XIII wie­ku, Wy­daw­nic­two Na­uko­we Uni­wer­sy­te­tu Mi­ko­ła­ja Ko­per­ni­ka, To­ruń 2016;

Sro­ka S.A., Po­la­cy na Węgrzech za pa­no­wa­nia Zyg­mun­ta Luk­sem­bur­skie­go 1387-1437, To­wa­rzy­stwo Na­uko­we ,,So­cie­tas Vi­stu­ala­na", Kra­ków 2001;

Sta­choń B., Po­li­ty­ka Pol­ski wo­bec Tur­cji i ak­cja an­ty­tu­rec­ka w wie­ku XV do utra­ty Ki­lii i Bia­ło­gro­du (1484), Wy­daw­nic­two Na­po­le­on V, Oświ­ęcim 2015;

Te­ter­czyk-Pu­zio A., Hen­ryk San­do­mier­ski (1126/1133 -18X1166), Wy­daw­nic­two Ava­lon, Kra­ków 2009;

Urban W., Krzy­ża­cy Hi­sto­ria dzia­łań mi­li­tar­nych, Wy­daw­nic­two Ksi­ążka i Wie­dza, War­sza­wa 2007;

 

Ar­ty­ku­ły:

Bie­niak J., Ge­ne­za pro­ce­su pol­sko-krzy­żac­kie­go z 1339 roku, ,,Acta Uni­ver­si­ta­tis Ni­co­lai Co­per­ni­ci", z. 204, 1990, s. 23-49; Czar­niec­ka A., Oj­czy­zna czy Liga Świ­ęta? Ko­ali­cja an­ty­tu­rec­ka w pro­pa­gan­dzie za cza­sów Jana III So­bie­skie­go (1684-1696), [w:] Jarz­mo Ligi Świ­ętej? Jan III So­bie­ski i Rzecz­po­spo­li­ta w la­tach 1684-1696, pod red. D. Mi­lew­skie­go, Mu­zeum Pa­ła­cu Kró­la Jana III So­bie­skie­go w Wi­la­no­wie, Wi­la­nów 2017, s. 83-107;

Dy­mek B., Wal­ka Sie­mo­wi­ta IV o ko­ro­nę pol­ską, "Rocz­nik Ma­zo­wiec­ki", nr 11, 1999, s. 57-82;

Gór­ski Sz., Bi­sku­pi i krzy­że. Tak zwa­ny epi­zod szcze­ci­ński kru­cja­ty po­tab­skiej (1147) w re­la­cjach Win­cen­te­go z Pra­gi, "Za­pi­ski Hi­sto­rycz­ne", T. LXXXIII, 2018, s. 7-32;

Graff T., So­bór w Kon­stan­cji wo­bec mo­nar­chii pol­sko-li­tew­skiej, "Ze­szy­ty Na­uko­we Uni­wer­sy­te­tu Ja­giel­lo­ńskie­go", nr 141, 2014, s. 511-529;

Gry­giel J., Ry­cer­stwo pol­skie wo­bec hu­sy­ty­zmu i idei kru­cja­ty an­ty­hu­syc­kiej, ,,Ido - Ruch dla Kul­tu­ry: rocz­nik na­uko­wy [fi­lo­zo­fia, na­uka, tra­dy­cje wscho­du, kul­tu­ra, zdro­wie, edu­ka­cja]", nr 4, 2004, s. 18-28;

von Güt­t­ner Spo­rzy­ński D., Pia­sto­wie a idea wy­praw krzy­żo­wych w cza­sie pierw­szej i dru­giej wy­pra­wy krzy­żo­wej, [w:] J. Do­bosz (red.), Ko­ściót w mo­nar­chiach Prze­my­śli­dów i Pia­stów, Wy­daw­nic­two Po­zna­ńskie, Po­znań 2009, s. 139-150.

Iwa­ńczak W., Po­stać Zyg­mun­ta Luk­sem­bur­skie­go w ujęciu Jana Dtu­go­sza, ,,Hi­sto­rie-Otaz­ky-Pro­ble­my", nr 1, 2015, s. 102-112; Kała D., Ksi­ążę Jak­sa z XII wie­ku - wy­mo­wa źró­det a hi­sto­rio­gra­fia, "Me­ri­tum", nr 3, 2011, s. 35-58;

Ko­ło­dziej­czyk D., Sto­sun­ki daw­nej Rzecz­po­spo­li­tej z Tur­cją i Ta­ta­ra­mi: czy na­praw­dę by­li­śmy przed­mu­rzem Eu­ro­py?, "Prak­ty­ka Teo­re­tycz­na", nr 4 (26), 2017, s. 16-36;

La­bu­da G., Sta­no­wi­sko zie­mi che­łmi­ńskiej w pa­ństwie krzy­żac­kim w la­tach 1228-1454, "Prze­gląd Hi­sto­rycz­ny", nr 45/2-3, 1954, s. 280-337;

Mar­chel S., Ze stu­diów nad ka­rie­rą Pa­wła Włod­ko­wi­ca: okres po so­bo­rze w Kon­stan­cji, "Słup­skie Stu­dia Hi­sto­rycz­ne", nr 13, 2007, s. 183-198;

Mróz F., Od­dzia­ły­wa­nie re­li­gij­ne i kul­tu­ro­we sank­tu­arium Bo­żo­grob­ców w Mie­cho­wie w la­tach 1163-1819, [w:] Rola klasz­to­rów w pro­ce­sie kszta­łto­wa­nia się pa­ństwo­wo­ści kra­jów sło­wia­ńskich, pod red. W. Stęp­niak-Min­cze­wa, Wy­daw­nic­two Na­uko­we PAT, Kra­ków 2002, s. 155-167;

Niem­czyk K, An­te­mu­ra­le chri­stia­ni­ta­tis? Pro­pa­gan­da an­ty­tu­rec­ka a wy­pra­wa Jana Ol­brach­ta z 1497 roku w świe­tle źró­deł, "Ze­szy­ty Na­uko­we Uni­wer­sy­te­tu Ja­giel­lo­ńskie­go", z. 1, 2019, s. 43-61; No­wak Z.H., Ob­raz Zyg­mun­ta Luk­sem­bur­skie­go w pol­skiej hi­sto­rio­gra­fii: funk­cjo­no­wa­nie ste­reo­ty­pu, ,,Acta Uni­ver­si­ta­tis Ni­co­lai Co­per­ni­ci. Hi­sto­ria", nr 24(204), 1990, s. 115-124 Pi­sko­zub A., Mi­ędzy Krzy­wo­ustym a Ło­kiet­kiem, nr 33/1-134, 1988, s. 3-10;

Po­wier­ski J., Mi­ędzy­na­ro­do­we tło kon­flik­tu pol­sko-krzy­żac­kie­go przed kam­pa­nią wrze­śnio­wą 1331 roku, [w:] Bal­ti­cum. Stu­dia z dzie­jów po­li­ty­ki, go­spo­dar­ki i kul­tu­ry XII-XVII wie­ku. Ofia­ro­wa­ne Ma­ria­no­wi Bi­sku­po­wi w sie­dem­dzie­si­ątą rocz­ni­cę uro­dzin, pod red. Z. H. No­wa­ka, To­wa­rzy­stwo Na­uko­we w To­ru­niu, To­ruń 1992, s. 269-284;

Roz­mus D., Zo­bo­wi­ąza­nia praw­ne ksi­ęcia Miesz­ka I wo­bec swo­ich dru­żyn­ni­ków w świe­tle kro­ni­ki Ibra­hi­ma ibn Ja­ku­ba, "Rocz­ni­ki Ad­mi­ni­stra­cji i Pra­wa", nr 15 (2), 2015, s. 105-116;

Rusz­kow­ski J., Adam Mic­kie­wicz i ostat­nia kru­cja­ta?, "Pa­mi­ęt­nik Li­te­rac­ki: cza­so­pi­smo kwar­tal­ne po­świ­ęco­ne hi­sto­rii i kry­ty­ce li­te­ra­tu­ry pol­skiej", nr 84/3/4, 1993, s. 41-62;

Sro­ka S.A., Rola Ści­bo­ra ze Ści­bo­rzyc w sto­sun­kach pol­sko-węgier­skich w la­tach 1409-1412, ,,Nowe Stu­dia Grun­waldz­kie", nr 4, 2016, s. 69-76; Szczur S., W spra­wie suk­ce­sji an­de­ga­we­ńskiej w Pol­sce, "Rocz­ni­ki Hi­sto­rycz­ne", R. LXXV, 2009, s. 61-104

Szwa­da A., Oko­licz­no­ści wi­zy­ty kró­la Ka­zi­mie­rza Wiel­kie­go w Mal­bor­ku w 1365 roku, "Rocz­ni­ki Hi­sto­rycz­ne", R. LXXVII, 2011, s. 83-101;

Szwe­da A., Za­kon krzy­żac­ki wo­bec Pol­ski i Li­twy w la­tach 1411-1414, "Ze­szy­ty Na­uko­we Uni­wer­sy­te­tu Ja­giel­lo­ńskie­go", nr 141, 2014, s. 531-533;

Te­ter­czyk-Pu­zio A., Ksi­ążęta ma­zo­wiec­cy wo­bec pa­ństwa li­tew­skie­go w XIII wie­ku - wal­ka czy wspó­łpra­ca?, T. LXXV, 2010, s. 7-29;

Te­ter­czyk-Pu­zio A., Po­li­ty­ka Kon­ra­da Ma­zo­wiec­kie­go wo­bec mo­żno­władz­twa, "Słup­skie Stu­dia Hi­sto­rycz­ne", nr 15, 2009, s. 45-60; Wa­si­lew­ski T., Za­po­mnia­ne prze­ka­zy rocz­ni­kar­skie o Bo­le­sła­wie Miesz­ko­wi­cu. O nie-Gal­lo­we poj­mo­wa­nie wcze­snych dzie­jów Pol­ski, "Prze­gląd Hi­sto­rycz­ny", nr 80/2, 1989, s. 225-237;

Wró­bel D., Kwe­stia krzy­żac­ka a wschod­nia po­li­ty­ka Ka­zi­mie­rza Wiel­kie­go po roku 1343, "Śre­dnio­wie­cze Pol­skie i Po­wszech­ne", nr 4, 2007, s. 136-187;

Wy­rwa A.M., A.D. 966. Chrzest ksi­ęcia Miesz­ka. Dy­le­ma­ty na­uko­we i zna­cze­nie tego aktu dla prze­mian kul­tu­ro­wych na zie­miach pol­skich. Za­gad­nie­nia wy­bra­ne, "Stu­dia Led­nic­kie", nr 15, 2016, s. 19-72.

Roz­dział INa kra­ńcu świa­ta

Istnie­je w Pol­sce pew­ne fa­łszy­we prze­świad­cze­nie, że nie ma cze­goś ta­kie­go jak głu­pie py­ta­nia - są tyl­ko i wy­łącz­nie głu­pie od­po­wie­dzi. Ten ja­kże po­pu­lar­ny slo­gan wy­da­je się jed­nak nie wy­trzy­mać zde­rze­nia z rze­czy­wi­sto­ścią, gdzie od głu­pich py­tań aż się roi. We­źmy cho­cia­żby to: czy Pol­ska leży w Eu­ro­pie? Owo na wskroś nie­do­rzecz­ne za­py­ta­nie nie­ustan­nie prze­wi­ja się w ja­kie­jś for­mie za­rów­no w pol­skiej, jak i w mi­ędzy­na­ro­do­wej prze­strze­ni pu­blicz­nej. Jak to mo­żli­we, sko­ro geo­gra­fia po­zo­sta­je nie­zmien­na od ty­si­ąc­le­ci? Wpraw­dzie ru­chy tek­to­nicz­ne czy zmia­ny kli­ma­tu do­ko­nu­ją pew­nych mi­kro­sko­pij­nych (jak na ska­lę glo­bal­ną) prze­mian w za­kre­sie cho­cia­żby ukszta­łto­wa­nia te­re­nu, jed­na­kże nie­mo­żli­we jest wła­ści­wie wy­stąpie­nie sy­tu­acji, w któ­rej na­gle - z dnia na dzień - prze­strzeń zaj­mo­wa­na przez dane pa­ństwo ode­rwie się od kon­ty­nen­tu i zu­pe­łnie zmie­ni swo­je po­ło­że­nie. Po­dob­ne wi­zje pa­su­ją ra­czej do li­te­ra­tu­ry scien­ce fic­tion ani­że­li do prac na­uko­wych czy ar­ty­ku­łów pra­so­wych.

Tym­cza­sem w Pol­sce nie­jed­no­krot­nie już po­ja­wia­ły się gło­sy, że pa­ństwa wła­ści­wie w Eu­ro­pie nie leżą, lecz mogą się co naj­wy­żej do Eu­ro­py za­pi­sać, ra­ty­fi­ku­jąc sze­reg trak­ta­tów mi­ędzy­na­ro­do­wych. Oczy­wi­ście pro­pa­gan­da opie­ra­jąca się na uto­żsa­mia­niu kwe­stii przy­na­le­żno­ści do Eu­ro­py z przy­na­le­żno­ścią do Unii Eu­ro­pej­skiej jest jak naj­bar­dziej zro­zu­mia­ła (z punk­tu wi­dze­nia jej au­to­rów), cho­ciaż dzi­wi w dal­szym ci­ągu to, jak wie­lu lu­dzi na­bie­ra się na ów na­rzu­co­ny przez pa­ństwa za­chod­nie dys­kurs. Wszy­scy ode­bra­li prze­cież pod­sta­wo­we wy­kszta­łce­nie ta­kże z geo­gra­fii, a w tym za­kre­sie od lat nic się nie zmie­ni­ło - wschod­nia gra­ni­ca Eu­ro­py leży w dal­szym ci­ągu mniej wi­ęcej tam, gdzie le­ża­ła, czy­li wzdłuż Ura­lu. Ka­żdy po­wi­nien to wie­dzieć, więc pa­pla­ni­na o tym, ja­ko­by Pol­ska była lub nie była częścią Eu­ro­py, nie po­win­na na ni­kim ro­bić wra­że­nia.

Wąt­pli­wo­ści w tym za­kre­sie opie­ra­ją się o dzi­wo na ca­łkiem lo­gicz­nych prze­słan­kach. Cho­dzi tu mia­no­wi­cie o pew­ne roz­bie­żno­ści mi­ędzy geo­gra­ficz­nym po­strze­ga­niem rze­czy­wi­sto­ści a geo­po­li­ty­ką. Rzecz w tym, że usta­lo­ne przed laty gra­ni­ce kon­ty­nen­tów, stwo­rzo­ne w opar­ciu o ukszta­łto­wa­nie te­re­nu, nie są do ko­ńca zgod­ne z gra­ni­ca­mi, ja­kie ry­su­je się w ra­mach nauk po­li­tycz­nych. Na przy­kład trud­no jest obec­nie za­kła­dać, że Eu­ro­pa z geo­po­li­tycz­ne­go punk­tu wi­dze­nia si­ęga aż po Ural, sko­ro ró­żni­ce cy­wi­li­za­cyj­ne, spo­łecz­ne i po­li­tycz­ne mi­ędzy, daj­my na to, Ukra­iną a Niem­ca­mi są tak duże. W geo­po­li­ty­ce nie spo­sób po pro­stu przy­jąć tego geo­gra­ficz­ne­go pa­ra­dyg­ma­tu. Po­dob­nie wy­gląda sy­tu­acja na po­łud­niu. W ra­mach geo­gra­fii przyj­mu­je się, że kon­ty­nent eu­ro­pej­ski si­ęga do Mo­rza Śró­dziem­ne­go, po­nie­waż akwen ów sta­no­wi trud­ną do prze­by­cia prze­szko­dę, a to au­to­ma­tycz­nie kwa­li­fi­ku­je go do by­cia gra­ni­cą kon­ty­nen­tu. Je­że­li jed­nak po­trak­tu­je się Mo­rze Śró­dziem­ne jako swe­go ro­dza­ju łącz­nik, wów­czas otrzy­mu­je­my zu­pe­łnie od­mien­ny ob­raz rze­czy­wi­sto­ści. Afry­ka Pó­łnoc­na nie jest wów­czas aż tak od­le­gła, lecz może być bli­ższa dla Wło­chów czy Hisz­pa­nów niż Pol­ska, Bia­ło­ruś lub Szwe­cja. W ko­ńcu nie bez przy­czy­ny daw­ne Im­pe­rium Rzym­skie bu­do­wa­ło swo­ją po­tęgę rów­nież w opar­ciu o te­re­ny Czar­ne­go Kon­ty­nen­tu - eks­pan­sja w tym kie­run­ku wy­da­wa­ła się dla Rzy­mian w pew­nym sen­sie na­tu­ral­na. Ara­bo­wie ta­kże eks­pan­do­wa­li w po­dob­ny spo­sób.

Tak czy ina­czej w dal­szym ci­ągu nie mo­żna jed­nak my­lić po­jęć - Pol­ska leży, le­ża­ła i będzie le­ża­ła w Eu­ro­pie bez względu na to, jak za­czną pa­trzeć na świat spe­cja­li­ści od geo­po­li­ty­ki. Ta­nia pro­pa­gan­da nie po­win­na ro­bić wi­ęk­sze­go wra­że­nia na pol­skiej opi­nii pu­blicz­nej. Zresz­tą, bez względu na to, któ­ry z opi­sa­nych wy­żej punk­tów wi­dze­nia przyj­mie­my, Pol­ska (tak wspó­łcze­sna, jak i hi­sto­rycz­na) w dal­szym ci­ągu po­zo­sta­nie przy­naj­mniej po części w gra­niach Eu­ro­py. W przy­pad­ku Bia­ło­ru­si czy Ukra­iny mo­żna to­czyć spo­ry, jed­na­kże kwe­stia przy­na­le­żno­ści Rzecz­po­spo­li­tej z hi­sto­rycz­ne­go punk­tu wi­dze­nia nie po­win­na być w ża­den spo­sób kon­te­sto­wa­na.

Dla­cze­go w ogó­le opi­sa­ne po­wy­żej wąt­pli­wo­ści zna­la­zły się na ła­mach ksi­ążki po­świ­ęco­nej - bądź co bądź - wy­pra­wom krzy­żo­wym? Otóż z bar­dzo pro­ste­go po­wo­du: sko­ro w dzi­siej­szych cza­sach (cza­sach zdo­mi­no­wa­nych przez ideę glo­ba­li­zmu, pe­łnych no­wo­cze­snych tech­no­lo­gii po­zwa­la­jących na ko­mu­ni­ko­wa­nie się w cza­sie rze­czy­wi­stym mi­ędzy sobą naj­od­le­glej­szych części świa­ta oraz umo­żli­wia­jących prze­miesz­cza­nie się z za­wrot­ną pręd­ko­ścią po­nad te­re­na­mi nie­gdyś zu­pe­łnie nie­do­stęp­ny­mi) po­strze­ga się Pol­skę jako pe­ry­fe­ria Eu­ro­py, a na­wet od­ma­wia się jej nie­kie­dy miej­sca na eu­ro­pej­skim kon­ty­nen­cie, to ła­two so­bie chy­ba wy­obra­zić, jak wi­dzia­na była na­sza oj­czy­zna ocza­mi Fran­cu­zów, Niem­ców, Wło­chów czy Hisz­pa­nów w cza­sach Śre­dnio­wie­cza.

Mi­nęły wpraw­dzie wie­ki, lecz od­le­gło­ści nie zmie­ni­ły się ani o jotę. Na­wet je­że­li dys­po­nu­je­my obec­nie lep­szą in­fra­struk­tu­rą dro­go­wą oraz sku­tecz­niej­szy­mi na­rzędzia­mi ko­mu­ni­ka­cji, to w dal­szym ci­ągu nie zmie­nia to fak­tu, że ist­nie­jący mi­ędzy po­szcze­gól­ny­mi punk­ta­mi na glo­bie dy­stans trze­ba prze­cież ja­koś prze­być, po­świ­ęca­jąc na to czas lub za­so­by. Sto­jące na dro­dze prze­szko­dy trze­ba ja­koś po­ko­nać, zwal­czyć ist­nie­jące trud­no­ści. Po­stęp tech­no­lo­gicz­ny (a tym bar­dziej spo­łecz­ny) nie zmie­nił za­tem tej jed­nej pro­stej za­sa­dy: że za­wsze ła­twiej jest kon­tak­to­wać się z miej­sca­mi po­ło­żo­ny­mi bli­żej niż z tymi le­żący­mi da­lej. Oczy­wi­sta spra­wa. Ko­mu­ni­ka­cja nie do­ty­czy przy tym tyl­ko i wy­łącz­nie prze­pły­wu ka­pi­ta­łu czy lud­no­ści, lecz ta­kże - co w kwe­stii wy­praw krzy­żo­wych wy­da­je się szcze­gól­nie istot­ne - idei.

Co bar­dzo wa­żne, trans­port mor­ski nie zmie­nił się na prze­strze­ni stu­le­ci aż tak dra­stycz­nie, jak mo­gło­by się to z po­zo­ru wy­da­wać - poza za­si­ęgiem dzia­ła­nia okrętów czy ich wy­por­no­ścią i wy­trzy­ma­ło­ścią obec­na sy­tu­acja wy­gląda za­sad­ni­czo po­dob­nie do cza­sów za­mierz­chłych. Ró­żni­ce do­ty­czą za­tem przede wszyst­kim trans­por­tu śró­dlądo­we­go, a ten, w kon­te­kście re­la­cji Pol­ski z pa­ństwa­mi za­chod­ni­mi, jest ab­so­lut­nie klu­czo­wy. Ko­ro­na Kró­le­stwa Pol­skie­go bar­dzo dłu­go wal­czy­ła bo­wiem o do­stęp do Ba­łty­ku (któ­re­go uzy­ska­nie - w po­łącze­niu ze zdo­mi­no­wa­niem roz­le­głych ob­sza­rów rol­ni­czych Eu­ro­py Cen­tral­nej - przy­nio­sło ogrom­ne ko­rzy­ści go­spo­dar­cze i po­zwo­li­ło Rzecz­po­spo­li­tej Oboj­ga Na­ro­dów stać się praw­dzi­wym mo­no­po­li­stą w za­kre­sie pro­duk­cji żyw­no­ści), dla­te­go też przez dłu­gi czas mu­sia­ła ogra­ni­czać się wy­łącz­nie do pro­wa­dze­nia wy­mia­ny dro­gą lądo­wą. Zresz­tą kie­ru­nek po­łu­dnio­wy i tak ni­g­dy nie ofe­ro­wał in­nej mo­żli­wo­ści. Na­wet je­że­li trans­port mor­ski był zde­cy­do­wa­nie wy­daj­niej­szy, to opły­wa­nie ca­łe­go kon­ty­nen­tu tyl­ko po to, aby skon­tak­to­wać się z Rzy­mem, nie wy­da­je się naj­roz­sąd­niej­szą opcją.

Hi­sto­ria ro­snącej mo­nar­chii pia­stow­skiej, a pó­źniej okrze­płe­go już re­gnum ja­giel­lo­ńskie­go, opie­ra się za­tem w du­żej mie­rze na ci­ągłym par­ciu ku pó­łno­cy (z prze­rwa­mi na eks­pan­sję na Rusi), zaś kie­ru­nek ten przez lata ogra­ni­czał pod­miot będący esen­cją ru­chu kru­cja­to­we­go - za­kon krzy­żac­ki. Nie ule­ga za­tem wąt­pli­wo­ści, że roz­wój pa­ństwa pol­skie­go, a za­tem za­war­ta w ty­tu­le "spra­wa pol­ska", jest w cza­sach Śre­dnio­wie­cza nie­ro­ze­rwal­nie zwi­ąza­ny z bez­po­śred­ni­mi na­stęp­stwa­mi wy­praw krzy­żo­wych. Idea woj­ny w obro­nie chrze­ści­ja­ństwa wy­wa­rła ko­lo­sal­ny wpływ na całą Eu­ro­pę - raz w spo­sób bez­po­śred­ni i jak naj­bar­dziej po­zy­tyw­ny, co za­owo­co­wa­ło wzro­stem bez­pie­cze­ństwa ze­wnętrz­ne­go i we­wnętrz­ne­go wie­lu pod­mio­tów pa­ństwo­wych, a in­nym ra­zem w spo­sób po­śred­ni, w wy­ni­ku za­ist­nie­nia nie­jed­no­krot­nie ne­ga­tyw­nych skut­ków ubocz­nych (np. dzia­łal­no­ść za­ko­nów ry­cer­skich, kru­cjat lu­do­wych itd.). Pol­ska zaś, bez względu na wspo­mnia­ne wy­żej szem­ra­nia nie­któ­rych po­li­tycz­nych śro­do­wisk, ist­nia­ła od sa­me­go po­cząt­ku w ści­słym zwi­ąz­ku z hi­sto­rią Eu­ro­py - po­twier­dza to ta­kże fakt, iż zna­la­zła tu za­sto­so­wa­nia ide­olo­gia kru­cja­to­wa. Bez względu na to, jak oce­nia się kru­cja­ty, nie ule­ga wąt­pli­wo­ści, że ruch ów wpły­nął ta­kże w znacz­nym stop­niu na hi­sto­rię Pol­ski i do­ko­nał wy­ra­źnej zmia­ny w ca­łym ba­se­nie Mo­rza Ba­łtyc­kie­go.

Dy­stans ro­bił jed­nak swo­je. Ko­ro­na Kró­le­stwa Pol­skie­go po­strze­ga­na była przez pa­ństwa za­chod­nie, a przede wszyst­kim przez Sto­li­cę Apo­stol­ską (głów­ny mo­tor na­pędo­wy ru­chu kru­cja­to­we­go), za swo­isty kra­niec świa­ta, a ist­nia­ły prze­cież ta­kże inne ka­to­lic­kie mo­nar­chie w re­gio­nie, któ­rych po­ło­że­nie było jesz­cze bar­dziej od­le­głe. Wszel­kie wąt­pli­wo­ści w tym za­kre­sie roz­wie­wa sam Gall Ano­nim. We wstępie do swo­je­go po­nad­cza­so­we­go dzie­ła pi­sał: "Lecz po­nie­waż kraj Po­la­ków od­da­lo­ny jest od szla­ków piel­grzy­mich i mało komu zna­ny poza tymi, któ­rzy za han­dlem prze­je­żdża­ją [tam­tędy] na Ruś, niech się za­tem ni­ko­mu to nie wyda nie­do­rzecz­nym, je­śli parę słów na ten te­mat po­wiem (...)". Au­tor pierw­szej kro­ni­ki Kró­le­stwa Pol­skie­go pa­trzy na spra­wę ocza­mi lu­dzi Za­cho­du, bo sam wy­wo­dzi się z te­jże wła­śnie za­chod­niej kul­tu­ry i nie pró­bu­je tego w ża­den spo­sób ukry­wać. Uza­sad­nia wręcz przed Po­la­ka­mi to, że będzie mu­siał do­dać krót­ki wstęp, któ­ry za­chod­nim od­bior­com uświa­do­mi, o ja­kim kon­kret­nie miej­scu na glo­bie jest tu­taj mowa.

Zda­nie po­wy­ższe jest nie­zmier­nie fa­scy­nu­jące ta­kże z punk­tu wi­dze­nia hi­sto­rii wy­praw krzy­żo­wych. Ano­nim pi­sze ab­so­lut­nie wprost, że w owym cza­sie pa­ństwo pol­skie w prze­strze­ni mi­ędzy­na­ro­do­wej wła­ści­wie się nie li­czy­ło - bro­ni­ło je­dy­nie wła­snych lo­kal­nych in­te­re­sów i nie mia­ło wi­ęk­sze­go wpły­wu na to, jak zmie­niał się ła­ci­ński świat. Mło­dą pia­stow­ską mo­nar­chę ko­ja­rzo­no sze­rzej je­dy­nie ze względu na szla­ki han­dlo­we wio­dące z za­cho­du na Ruś. Po­cząt­ko­wo sła­ba po­zy­cja Ko­ro­ny wi­ąza­ła się za­tem z jed­no­cze­snym po­ten­cja­łem eko­no­micz­nym, bo­wiem Pol­ska już w pierw­szych wie­kach swe­go ist­nie­nia sta­no­wi­ła po­most mi­ędzy Wscho­dem a Za­cho­dem. W jed­nym zda­niu Ano­nim za­wa­rł trzy nie­zwy­kle cen­ne in­for­ma­cje. Dwie do­ty­czy­ły go­spo­dar­ki i po­li­ty­ki, a trze­cia - re­li­gij­no­ści. Kro­ni­karz za­zna­czył bo­wiem ta­kże, że bra­ko­wa­ło w Pol­sce w owym cza­sie ja­kich­kol­wiek świ­ętych miejsc, któ­re mo­gły­by sta­no­wić cel dla piel­grzy­mów. Oczy­wi­sta oczy­wi­sto­ść, mo­żna po­wie­dzieć - w ko­ńcu Ko­ro­na sta­ła się częścią Chri­stia­ni­tas do­pie­ro pod ko­niec X wie­ku. Skąd mia­ła­by po­sia­dać po­pu­lar­ne miej­sca kul­tu? Ża­den mi­sjo­narz nie po­nió­sł tu­taj męcze­ńskiej śmier­ci, nie dzia­ły się w tym miej­scu żad­ne bi­blij­ne sce­ny...

Nie tyl­ko je­den Gall Ano­nim pod­jął się pró­by scha­rak­te­ry­zo­wa­nia da­le­kiej Pó­łno­cy, choć trze­ba przy­znać, że jego opis kra­ńca świa­ta wy­da­je się nie­zwy­kle re­ali­stycz­ny w po­rów­na­niu do wi­zji za­pre­zen­to­wa­nych przez in­nych twór­ców z epo­ki. Eric Chri­stian­sen, au­tor ob­szer­nej pra­cy po­świ­ęco­nej kru­cja­tom pó­łnoc­nym, wspo­mi­na o pew­nych źró­dłach do­ty­czących wła­śnie ba­se­nu Mo­rza Ba­łtyc­kie­go, w któ­rych aż roi się od mi­to­lo­gicz­nych stwo­rzeń czy fan­ta­stycz­nych opo­wie­ści. Adam z Bre­my pi­sał na przy­kład o ama­zon­kach za­cho­dzących w ci­ążę od pi­cia wody i ro­dzących chłop­ców o psich gło­wach, któ­rych na­stęp­nie sprze­da­wa­no na ru­skich tar­gach nie­wol­ni­ków... choć aku­rat ten wątek wy­da­je się naj­mniej fan­ta­stycz­ny. Pó­łnoc mie­li za­miesz­ki­wać jesz­cze zie­lo­ni lu­dzie do­ży­wa­jący stu lat (z pew­no­ścią po­cho­dze­nia po­za­ziem­skie­go), dzi­ku­sy o bia­łych gło­wach pa­ra­jący się ho­dow­lą po­two­rów, a na­wet ple­mio­na ka­ni­ba­li. Kra­niec świa­ta z całą swo­ją in­try­gu­jącą eg­zo­ty­ką!

Wi­ęk­szo­ść przy­to­czo­nych wy­żej opi­sów do­ty­czy wpraw­dzie La­po­nii, czy­li jed­ne­go z naj­bar­dziej wy­su­ni­ętych na pó­łnoc re­gio­nów Eu­ro­py, acz­kol­wiek prze­ci­ęt­ny za­chod­ni czy­tel­nik uto­żsa­miał je za­pew­ne z ca­łym nie­zna­nym mu ob­sza­rem da­le­kiej Pó­łno­cy. Na­zwa­nie tego miej­sca "kra­ńcem świa­ta" na­wet dla wspó­łcze­sne­go czło­wie­ka nie jest wca­le nad­mier­ną prze­sa­dą. Prze­cież w Pol­sce do dziś funk­cjo­nu­je mit o tym, ja­ko­by La­po­nia była oj­czy­zną świ­ęte­go Mi­ko­ła­ja, któ­ry wła­śnie stam­tąd wy­ru­sza ma­gicz­ny­mi sa­nia­mi na bo­żo­na­ro­dze­nio­wą wy­pra­wę, ci­ągnąc przy tym za sobą grzęznące w śnie­gu tiry z coca-colą...

Do­daj­my do tego wszyst­kie­go fakt, że Skan­dy­na­wia cza­sy świet­no­ści w epo­ce wy­praw krzy­żo­wych mia­ła już daw­no za sobą. Sła­wa wi­kin­gów daw­no już prze­mi­nęła. Na­je­żdża­nie pa­ństw za­chod­nich od dłu­ższe­go cza­su prze­sta­ło być opła­cal­ne, a wy­pra­wy na da­le­kie po­łud­nie, w oko­li­ce Mo­rza Śró­dziem­ne­go, nie przy­no­si­ły re­gio­no­wi wi­ęk­szych ko­rzy­ści. O sa­mych wi­kin­gach naj­praw­do­po­dob­niej nie­wie­le dziś by­śmy wie­dzie­li, gdy­by w ich ży­łach nie pły­nęła krew od­kryw­ców i że­gla­rzy - skan­dy­naw­skie pa­ństew­ka nie po­sia­da­ły na­tu­ral­nych złóż, zaś kli­mat zde­cy­do­wa­nie nie sprzy­jał upra­wom, więc z go­spo­dar­cze­go punk­tu wi­dze­nia lu­dzie Pó­łno­cy nie po­sia­da­li ab­so­lut­nie żad­ne­go po­ten­cja­łu. Z tego wła­śnie po­wo­du bar­ba­rzy­ńcy z pó­łno­cy roz­po­częli swo­je na­jaz­dy. Dzi­ęki po­wszech­nej bie­dzie za­pi­sa­li się na kar­tach hi­sto­rii. Adam Ker­sten nie bez przy­czy­ny roz­po­czął ksi­ążkę o hi­sto­rii Szwe­cji na­stępu­jącym zda­niem: "Szwe­cja była bied­nym, chłop­skim kra­jem na pe­ry­fe­riach ów­cze­snej kul­tu­ry eu­ro­pej­skiej (...)".

Cze­go mie­li­by szu­kać piel­grzy­mi w tej za­po­mnia­nej przez Boga i lu­dzi kra­inie? Nie­wąt­pli­wie bra­ko­wa­ło tu miejsc świ­ętych (chrze­ści­ja­ńskich miejsc świ­ętych, do­daj­my, bo­wiem sym­bo­li ro­dzi­me­go kul­tu znaj­do­wa­ło się tu ca­łkiem spo­ro), do któ­rych mo­gli­by wędro­wać, a co za tym idzie - ba­sen Mo­rza Ba­łtyc­kie­go zna­li jako tako tyl­ko i wy­łącz­nie kup­cy. O ile za­tem Zie­mia Świ­ęta była dla prze­ci­ęt­ne­go za­chod­nie­go czło­wie­ka czy­mś, co do­sko­na­le ko­ja­rzył, na­wet je­że­li nie miał oka­zji doń piel­grzy­mo­wać, o tyle Ba­łtyk i mro­źna pó­łnoc sta­no­wi­ły te­re­ny nie­ma­lże le­gen­dar­ne. Na­wet dzi­siaj żyją po­noć lu­dzie wy­obra­ża­jący so­bie Pol­skę jako kra­inę po­kry­tą śnie­giem, gdzie znaj­du­ją się miej­sca ab­so­lut­nie nie­do­stęp­ne, do któ­rych da się do­je­chać wy­łącz­nie sa­nia­mi.

Oczy­wi­ście trud­no­ści nie spra­wia­ła tyl­ko i wy­łącz­nie od­le­gło­ść, ale rów­nież brak ja­kiej­kol­wiek in­fra­struk­tu­ry lo­gi­stycz­nej. O nie­mo­żli­wo­ści prze­miesz­cza­nia się mi­ędzy ró­żny­mi miej­sca­mi na glo­bie wca­le nie świad­czy sam dy­stans - ka­żdą od­le­gło­ść mo­żna prze­cież po­ko­nać przy po­świ­ęce­niu od­po­wied­niej ilo­ści cza­su i ener­gii. Głów­ne pro­ble­my ko­mu­ni­ka­cyj­ne tak wspó­łcze­sne­go, jak i śre­dnio­wiecz­ne­go świa­ta wy­ni­ka­ją przede wszyst­kim z na­tu­ral­nych, nie­mo­żli­wych do prze­by­cia ba­rier te­re­no­wych. Dla po­je­dyn­cze­go wędrow­ca prze­by­cie gęstych la­sów, ba­gni­stych po­je­zie­rzy czy po­kry­tych śnie­giem gór było w Wie­kach Śred­nich nie­mal nie­wy­ko­nal­nym za­da­niem. Ów­cze­sne pa­ństwa (a szcze­gól­nie tak mło­de jak Pol­ska) nie utrzy­my­wa­ły roz­bu­do­wa­nej in­fra­struk­tu­ry dro­go­wej, po­nie­waż wi­ąza­ło­by się to ze zde­cy­do­wa­nie zbyt wy­so­ki­mi kosz­ta­mi, a ko­rzy­ści nie przy­no­si­ło­by wła­ści­wie żad­nych. Z tego też względu nie­któ­rych ob­sza­rów nikt nie pró­bo­wał na­wet pe­ne­tro­wać.

Uczeń słyn­ne­go mi­sjo­na­rza i ce­sar­skie­go kanc­le­rza Ot­to­na z Bam­ber­gu, nie­ja­ki Her­bord, w na­stępu­jący spo­sób opi­sy­wał dro­gę, jaką mu­siał prze­być z Po­zna­nia do Py­rzyc w 1124 roku: "Ża­den śmier­tel­nik nie mógł bo­wiem prze­drzeć się przez te pusz­cze, do­pó­ki ca­łkiem nie­daw­no (...) [pol­ski] ksi­ążę nie ka­zał wy­rąbać szla­ku dla swo­jej dru­ży­ny, do­brze go zna­ku­jąc. Podąża­li­śmy tedy za owy­mi mar­ka­mi, ale sze­ść dni upły­nęło, za­ni­me­śmy z la­sów wy­chy­nęli i na po­pas sta­nęli na brze­gu rze­ki, któ­ra gra­ni­cę Po­mo­rza wy­zna­cza. Za­iste znoj­ny był to marsz, usta­wicz­ną wal­ką z węża­mi i dzi­kim zwie­rzem zna­czo­ny, przez te­ren często pod­mo­kły, w któ­rym grzęzły na­sze wozy, a wszyst­ko przy nie­zno­śnym kle­ko­cie i wrza­sku ptac­twa po drze­wach gniaz­du­jące­go".

Sze­ść dni trwa­ła ta mo­zol­na wędrów­ka. Obec­nie prze­by­cie tra­sy z Po­zna­nia do Py­rzyc za­jęło­by (we­dług Go­ogle Maps) pie­sze­mu wędrow­cy nie­co po­nad 35 go­dzin. Oczy­wi­ście trze­ba w tym miej­scu wzi­ąć pod uwa­gę, że po­ka­zy­wa­ny czas nie uwzględ­nia po­sto­jów, dla­te­go też w celu usta­le­nia fak­tycz­ne­go wy­ni­ku na­le­ża­ło­by po­dzie­lić ową licz­bę przez 10 (tj. przez śred­ni czas dzien­ne­go mar­szu), choć bar­dzo mo­żli­we, że z za­sto­so­wa­niem za­przężo­nych wo­zów da­ło­by się po­ru­szać na­wet przez 12 go­dzin (albo 8, przy wy­jąt­ko­wo nie­sprzy­ja­jących wa­run­kach at­mos­fe­rycz­nych). Wy­cho­dzi za­tem na to, że obec­nie po­dob­na wędrów­ka za­jęła­by Ot­to­no­wi z Bam­ber­gu mniej wi­ęcej po­ło­wę tego cza­su, któ­ry mu­siał na nią po­świ­ęcić w okre­sie wcze­sne­go Śre­dnio­wie­cza. O ile na­wi­ga­cja nie wy­pro­wa­dzi­ła­by go na ma­now­ce...

Dla­cze­go jed­nak kwe­stia po­ło­że­nia geo­gra­ficz­ne­go Ko­ro­ny Kró­le­stwa Pol­skie­go jest aż tak istot­na z punk­tu wi­dze­nia wy­praw krzy­żo­wych? Po tym wszyst­kim, co na­pi­sa­no po­wy­żej, od­po­wie­dź po­win­na ry­so­wać się przed oczy­ma czy­tel­ni­ka względ­nie czy­sto i kla­row­nie. Geo­gra­fia wpły­wa nie tyl­ko na kszta­łto­wa­nie się po­li­ty­ki za­gra­nicz­nej pa­ństw albo na kie­ru­nek i in­ten­syw­no­ść wy­mia­ny han­dlo­wej, ale do­ko­nu­je ta­kże istot­nych zmian w za­kre­sie funk­cjo­no­wa­nia na da­nym te­re­nie kul­tu­ry oraz do­mi­nu­jących ide­olo­gii. Nie mniej­szych prze­mian do­ko­na­ła prze­strzeń w ra­mach idei kru­cja­to­wej - to, jak po­strze­ga­no wal­kę w obro­nie chrze­ści­ja­ństwa w Rzy­mie czy na Pó­łwy­spie Ibe­ryj­skim, ró­żni­ło się nie­raz znacz­nie od tego, jak po­strze­ga­no tę kwe­stię w Gnie­źnie, Kra­ko­wie, Oslo czy pra­wo­sław­nym No­wo­gro­dzie. Fakt ten ta­kże za­wdzi­ęcza­my wła­śnie geo­gra­fii.

Wspo­mnia­ne ró­żni­ce do­ty­czą przede wszyst­kim kwe­stii for­mal­nych, któ­rym po­świ­ęci­łem cały pierw­szy roz­dział w po­przed­niej pu­bli­ka­cji do­ty­czącej wy­praw krzy­żo­wych. Roz­dział ów do­ty­kał pro­ble­mu de­fi­nio­wa­nia po­jęć oraz ogrom­ne­go zna­cze­nia tego pro­ce­su w za­kre­sie kszta­łto­wa­nia ob­ra­zu opi­sy­wa­nej rze­czy­wi­sto­ści w umy­słach lu­dzi. O do­kład­ne przed­sta­wie­nie ter­mi­no­lo­gii dba­li przede wszyst­kim hi­sto­ry­cy, któ­rzy zaj­mo­wa­li się ca­ło­ścio­wo ba­da­nym zja­wi­skiem, zaś po­śród ba­da­czy zaj­mu­jących się te­ma­ty­ką kru­cjat pó­łnoc­nych (ba­łtyc­kich) oraz ana­li­zą dzia­łal­no­ści za­ko­nu krzy­żac­kie­go kwe­stia ta spy­cha­na jest na mar­gi­nes. Dla­cze­go? W rze­czy­wi­sto­ści trud­no jest udzie­lić pra­wi­dło­wej od­po­wie­dzi na to py­ta­nie, bo­wiem nie spo­sób od­czy­tać my­śli i in­ten­cji, ja­kie to­wa­rzy­szy­ły au­to­rom wie­lu na­uko­wych i po­pu­lar­no­nau­ko­wych pu­bli­ka­cji. Po­zo­sta­ją do­my­sły. Wszyst­ko wska­zu­je jed­nak na to, że w tym za­kre­sie geo­gra­fia ta­kże spe­łnia­ła klu­czo­wą rolę. Sto­li­ca Apo­stol­ska wy­ra­źnie trak­to­wa­ła dzia­łal­no­ść kru­cja­to­wą pro­wa­dzo­ną na da­le­kiej Pó­łno­cy nie­ja­ko po łeb­kach, po­nie­waż Rzym nie miał mo­żli­wo­ści kon­tro­lo­wać tego, jak prze­bie­ga woj­na w obro­nie chrze­ści­ja­ństwa na te­re­nach tak od­le­głych. Rzym wła­ści­wie ni­g­dy nie ini­cjo­wał kru­cjat pó­łnoc­nych na wła­sną rękę, lecz je­dy­nie re­ago­wał na nad­cho­dzące stam­tąd pro­śby o udzie­le­nie od­pu­stów okre­ślo­nym przed­si­ęw­zi­ęciom. Z tego wła­śnie względu na pó­łno­cy bar­dzo szyb­ko za­ni­kł kru­cja­to­wy for­ma­lizm.

Nic za­tem dziw­ne­go, że w kon­te­kście wy­praw krzy­żo­wych ba­da­cze ba­se­nu Mo­rza Ba­łtyc­kie­go zu­pe­łnie swo­bod­nie ope­ru­ją ta­ki­mi nie­któ­ry­mi pod­sta­wo­wy­mi po­jęcia­mi. O ile na po­łud­niu ist­nia­ły pew­ne ofi­cjal­ne wy­mo­gi w za­kre­sie pro­wa­dze­nia kru­cja­ty (jak ślu­by krzy­żo­we, pro­ce­du­ra zwi­ąza­na z "wzi­ęciem krzy­ża", na­wo­ły­wa­nie do kru­cja­ty, bul­le pa­pie­skie za­twier­dza­jące okre­ślo­ne przed­si­ęw­zi­ęcia itd.), o tyle na Pó­łno­cy bar­dzo często kom­plet­nie o to nie dba­no. Fak­tycz­nie pierw­sza wy­pra­wa pó­łnoc­na (z 1147 roku, zor­ga­ni­zo­wa­na przez pa­pie­ża Eu­ge­niu­sza III) zo­sta­ła prze­pro­wa­dzo­na z for­mal­ne­go punk­tu wi­dze­nia tak, jak na­le­ży, jed­na­kże pó­źniej Sto­li­ca Apo­stol­ska za­częła z wol­na wy­co­fy­wać się z prze­wod­niej roli w wal­ce prze­ciw­ko po­ga­nom, po­zwa­la­jąc so­bie je­dy­nie na za­twier­dza­nie okre­ślo­nych ini­cja­tyw or­ga­ni­zo­wa­nych przez miej­sco­wych mo­żnych, a osta­tecz­nie udzie­la­jąc od­pu­stów wła­ści­wie wszyst­kim jak leci - bez względu na cha­rak­ter czy czas za­an­ga­żo­wa­nia w dzia­łal­no­ść kru­cja­to­wą. Zmie­ni­ło się przy tym rów­nież po­de­jście do kwe­stii od­pu­stów. Osta­tecz­nie prak­tycz­nie wszy­scy, któ­rzy po­dej­mu­ją się wal­ki z po­ga­na­mi okre­śla­ni są w pu­bli­cy­sty­ce i pra­cach na­uko­wych mia­nem krzy­żow­ców, na­wet je­że­li nie zło­ży­li żad­nych ślu­bów ani nie do­sta­li for­mal­nej zgo­dy na zor­ga­ni­zo­wa­nie eks­pe­dy­cji.

Kru­cja­ty pó­łnoc­ne po­ka­zu­ją za­tem swo­istą dru­gą stro­nę me­da­lu pro­ce­su de­fi­nio­wa­nia. Ow­szem, bez przy­jęcia okre­ślo­nych de­fi­ni­cji nie da­ło­by się pro­wa­dzić żad­nej dys­ku­sji w ra­mach na­uki, a i pi­sa­nie pu­bli­cy­sty­ki wi­ąza­ło­by się z licz­ny­mi pro­ble­ma­mi. Z dru­giej jed­nak stro­ny ist­nie­je wie­le po­jęć tak roz­le­głych i zło­żo­nych, że de fac­to ich zde­fi­nio­wa­nie nie­wie­le wno­si. Mimo wszyst­ko na ła­mach ni­niej­szej pu­bli­ka­cji sto­so­wa­na będzie w dal­szym ci­ągu przy­jęta wcze­śniej de­fi­ni­cja, gdzie "kru­cja­ty" ro­zu­mia­ne były jako "piel­grzym­ki zbroj­ne za­twier­dzo­ne przez hie­rar­chię Ko­ścio­ła ka­to­lic­kie­go, któ­rych je­dy­nym ce­lem jest obro­na chrze­ści­ja­ństwa". Pe­wien wy­jątek od re­gu­ły sta­no­wi­ły przy tym tzw. kru­cja­ty se­zo­no­we, któ­re nie wpi­su­ją się do ko­ńca w ramy utwo­rzo­ne przez po­wy­ższe wy­ja­śnie­nie oma­wia­ne­go po­jęcia, lecz ze względu na swój cha­rak­ter trak­tu­ję je w dal­szym ci­ągu jako prze­jaw wal­ki w obro­nie chrze­ści­ja­ństwa - sta­no­wią one swo­isty wy­jątek od re­gu­ły. Jak­by nie pa­trzeć pa­pie­że bar­dzo często udzie­la­li od­pusz­cze­nia grze­chów w spo­sób zbio­ro­wy, więc otrzy­my­wa­li je nie tyl­ko krzy­żow­cy w ra­mach wcze­śniej za­pla­no­wa­nych ope­ra­cji, ale ta­kże wszy­scy ci, któ­rzy pod­jęli się obro­ny Kró­le­stwa Je­ro­zo­lim­skie­go lub in­nych za­gro­żo­nych ziem Chri­stia­ni­tas. Z tego względu im rów­nież przy­słu­gu­je mia­no "krzy­żow­ców".

W ka­żdym ra­zie od­le­gło­ść Pol­ski od Sto­li­cy Apo­stol­skiej skut­ko­wa­ła re­duk­cją for­ma­li­zmu - wbrew po­zo­rom ca­łkiem w tym przy­pad­ku po­trzeb­ne­go. W ko­ńcu to wła­śnie for­ma­lizm blo­ko­wał wie­le nie­ko­rzyst­nych skut­ków ubocz­nych i za­po­bie­gał wy­stępo­wa­niu ini­cja­tyw, któ­re w rze­czy­wi­sto­ści ru­cho­wi kru­cja­to­we­mu je­dy­nie szko­dzi­ły. W tym miej­scu jako przy­kład na­le­ża­ło­by po­dać - nie po raz pierw­szy i nie po raz ostat­ni - wy­pra­wy lu­do­we oraz zwi­ąza­ne z nimi po­gro­my lud­no­ści, ra­bun­ki i gra­bie­że. Przed­si­ęw­zi­ęcia te z całą pew­no­ścią prze­sta­ły wy­stępo­wać wła­śnie ze względu na ści­słą for­mal­ną kon­tro­lę wszyst­kich ope­ra­cji woj­sko­wych po­dej­mo­wa­nych na dużą ska­lę. Wraz z upły­wem cza­su Sto­li­ca Apo­stol­ska wpro­wa­dzi­ła wy­móg, iż gło­sić kru­cja­tę mo­żna było tyl­ko na te­re­nach ob­jętych spe­cjal­nym po­zwo­le­niem - wszyst­ko po to, aby nie do­pro­wa­dzić do nie­po­trzeb­ne­go po­ru­sze­nia lud­no­ści, tam, gdzie nie było to ko­niecz­ne.

Od­da­le­nie Mo­rza Ba­łtyc­kie­go od ser­ca cy­wi­li­zo­wa­ne­go świa­ta przy­no­si­ło ta­kże sze­reg in­nych skut­ków. Poza nie­licz­ny­mi wy­jąt­ka­mi nie­wie­le było na świe­cie pa­ństw, któ­rym le­ża­łby na ser­cu los mro­źnej Pó­łno­cy, dla­te­go też kru­cja­ty w tym re­gio­nie nie cie­szy­ły się za­zwy­czaj wiel­ką po­pu­lar­no­ścią. Z dru­giej jed­nak stro­ny wal­ki z po­ga­na­mi pro­wa­dzo­no prak­tycz­nie bez prze­rwy, więc zde­cy­do­wa­nie bar­dziej po­trze­bo­wa­no tu­taj sta­łych sił słu­żących do obro­ny ist­nie­jących pod­mio­tów po­li­tycz­nych. Ze­wnętrz­ne wspar­cie - ma­jące cha­rak­ter se­zo­no­wy - wy­ko­rzy­sty­wa­no za­tem głów­nie do pro­wa­dze­nia ope­ra­cji ofen­syw­nych, któ­re mia­ły za za­da­nie ode­pchnąć za­gro­że­nie od gra­nic Chri­stia­ni­tas albo wy­móc na po­ga­nach ustęp­stwa (np. po­kój i da­ni­ny). Do­ra­źna obro­na po­zo­sta­wa­ła w rękach lo­kal­nych mo­żno­wład­ców. W Zie­mi Świ­ętej sy­tu­acja wy­gląda­ła za­sad­ni­czo od­mien­nie. Tam nie pro­wa­dzo­no nie­ustan­nej woj­ny, więc nie­jed­no­krot­nie przy­by­cie du­żych sił krzy­żo­wych przy­no­si­ło wi­ęcej szko­dy niż po­żyt­ku. O ile ry­cer­stwo dało się za­przęgnąć do spe­łnia­nia tak szczyt­nych ce­lów, jak cho­cia­żby od­bu­do­wa twierdz i umoc­nień wo­kół miast, o tyle z nie­sub­or­dy­no­wa­ny­mi ban­da­mi chłop­ski­mi po­dob­ny sce­na­riusz w ogó­le nie wcho­dził w grę. Pó­łnoc szczęśli­wie wol­na była od po­dob­nych pro­ble­mów, co za­wdzi­ęcza­ła wła­śnie pe­ry­fe­ryj­ne­mu usy­tu­owa­niu.

Zre­du­ko­wa­ny for­ma­lizm, nie­wiel­ka li­czeb­no­ść oraz ci­ągło­ść pro­wa­dzo­nych walk - to trzy naj­istot­niej­sze ce­chy cha­rak­te­ry­stycz­ne wy­praw krzy­żo­wych pro­wa­dzo­nych na pó­łno­cy Eu­ro­py. Na tej li­ście nie ko­ńczy się jed­nak spe­cy­fi­ka oma­wia­ne­go zja­wi­ska. Ist­niej jesz­cze je­den nie­zwy­kle istot­ny aspekt, któ­ry wy­wa­rł ogrom­ny wpływ na kru­cja­ty ba­łtyc­kie i któ­ry zresz­tą zmie­nił ob­raz wal­ki w obro­nie chrze­ści­ja­ństwa w tym re­gio­nie już u sa­mej ge­ne­zy. Otóż za­rów­no w przy­pad­ku Zie­mi Świ­ętej, jak i Pó­łwy­spu Ibe­ryj­skie­go kru­cja­ty czer­pa­ły ga­rścia­mi z idei piel­grzy­mo­wa­nia ro­zu­mia­nej jako dzia­ła­nie o cha­rak­te­rze po­kut­nym. Nic za­tem dziw­ne­go, że w ter­mi­no­lo­gii zwi­ąza­nej z oma­wia­ną te­ma­ty­ką przez wie­le lat nie stwo­rzo­no żad­ne­go osob­ne­go po­jęcia dla owych spe­cy­ficz­nych zbroj­nych wy­praw, lecz na­zy­wa­no je po pro­stu "piel­grzym­ka­mi" (krzy­żow­ców zaś "piel­grzy­ma­mi"). Na Pó­łno­cy sy­tu­acja po­now­nie wy­gląda­ła ina­czej, o czym wspó­łcze­śni au­to­rzy pi­szą z ja­kie­goś po­wo­du ra­czej nie­chęt­nie.

Wil­liam Urban w pierw­szym roz­dzia­le swo­jej ksi­ążki po­świ­ęco­nej mi­li­tar­nej hi­sto­rii za­ko­nu krzy­żac­kie­go opi­su­je sze­ro­ko kwe­stię ka­to­lic­kich mi­sji, si­ęga­jąc przy tym nie tyl­ko do po­cząt­ków hi­sto­rii wy­praw krzy­żo­wych, ale jesz­cze da­lej wstecz - do epo­ki do­mi­na­cji pa­ństwa Fran­ków. W owym cza­sie, twier­dzi Urban, żyło w ca­łej Eu­ro­pie sto­sun­ko­wo nie­wie­lu wy­kszta­łco­nych du­chow­nych, a za­po­trze­bo­wa­nie na ich usłu­gi nie­ustan­nie ro­sło. Ka­pła­ni nie trud­ni­li się tyl­ko i wy­łącz­nie po­słu­gą ty­po­wo du­cho­wą, lecz na ich bar­kach spo­czy­wa­ły ta­kże za­da­nia o cha­rak­te­rze stric­te cy­wil­nym (taki stan rze­czy utrzy­mał się zresz­tą aż do XIX wie­ku). Wład­cy kra­jów za­chod­nich po­trze­bo­wa­li du­cho­wie­ństwa do ob­słu­gi­wa­nia ro­snącej ad­mi­ni­stra­cji, po­nie­waż tyl­ko oni po­sia­da­li ku temu od­po­wied­nie pre­dys­po­zy­cje. Z tego też względu uta­rła się swo­ista "tra­dy­cja" wy­sy­ła­nia przez fran­ko­ńskich wład­ców zbroj­nej eskor­ty wraz z ir­landz­ki­mi ksi­ężmi, któ­rzy wy­ru­sza­li na­wra­cać Ger­ma­nów. Wszyst­ko po to, by chro­nić ja­kże po­trzeb­ny "ka­pi­tał ludz­ki". Tak oto mia­ła usta­lić się prak­ty­ka wy­sy­ła­nia wraz z mi­sjo­na­rza­mi do­świad­czo­nych wo­jow­ni­ków w celu za­bez­pie­cza­nia ich pra­cy dusz­pa­ster­skiej. Na­le­ży przy tym pod­kre­ślić, że mi­sjo­na­rze przyj­mo­wa­li po­dob­ną ob­sta­wę z dużą dozą nie­chęci, bo­wiem ich ser­ca wy­pe­łnia­ło pra­gnie­nie po­nie­sie­nia męcze­ńskiej śmier­ci, a nie­któ­rzy za­pew­ne do­strze­ga­li w owej eskor­cie ta­kże za­gro­że­nie dla po­wo­dze­nia mi­sji.

Tak się nie­ste­ty zło­ży­ło, że ka­pła­ni i za­kon­ni­cy w owym cza­sie byli cen­niej­si ni­źli zło­to, więc nikt nie za­mie­rzał wy­pusz­czać ich na sa­mo­bój­cze wy­pra­wy. Ktoś mó­głby po­wie­dzieć: ale prze­cież to cza­sy świet­no­ści pa­ństwa Fran­ków, więc do kru­cjat jesz­cze da­le­ko! Rze­czy­wi­ście, to praw­da. W Eu­ro­pie Za­chod­niej w do­bie wy­praw krzy­żo­wych nie bra­ko­wa­ło ka­pła­nów, więc za or­ga­ni­za­cją zbroj­nych piel­grzy­mek do Zie­mi Świ­ętej z pew­no­ścią nie kry­ły się po­dob­ne prze­słan­ki. Rzecz w tym, że Fran­cja funk­cjo­no­wa­ła wów­czas jako część Chri­stia­ni­tas od prze­szło sze­ściu­set lat, a Pol­ska nie mia­ła na kar­ku na­wet set­ki! W mo­nar­chii pia­stow­skiej chrze­ści­ja­ństwo do­pie­ro za­czy­na­ło racz­ko­wać, dla­te­go też po­dob­ny sce­na­riusz jak naj­bar­dziej miał szan­sę za­ist­nieć. Ana­lo­gicz­nie wy­gląda­ła sy­tu­acja w Da­nii, Szwe­cji, Nor­we­gii, Pru­sach, Cze­chach...

Nie­wie­lu ba­da­czy tak moc­no za­głębia się w te­mat, jak zro­bił to Urban, ale wie­lu pod­kre­śla, że rze­czy­wi­ście ka­to­lic­kie mi­sje nie­jed­no­krot­nie po­trze­bo­wa­ły ob­sta­wy. Ele­ment ten oka­zał się klu­czo­wy dla roz­wo­ju idei kru­cja­to­wej w ba­se­nie Mo­rza Ba­łtyc­kie­go. Nie­ma­lże od sa­me­go po­cząt­ku woj­nę obron­ną prze­ciw­ko po­ga­nom pro­wa­dzo­no rów­no­le­gle do dzia­łal­no­ści mi­syj­nej, a to po­łącze­nie nie­chyb­nie do­pro­wa­dzi­ło do po­wsta­nia prak­ty­ki na­wra­ca­nia mie­czem. Prak­ty­ki, do­daj­my, ab­so­lut­nie ne­ga­tyw­nej, któ­rej Ko­ściół ka­to­lic­ki nie uznał i nie za­twier­dził jako części dok­try­ny chy­ba ni­g­dy w swo­jej hi­sto­rii. Na Pó­łno­cy tym­cza­sem z ja­kie­goś po­wo­du idea na­wra­ca­nia mie­czem nie tyl­ko prze­szła bez szem­ra­nia, lecz sto­so­wa­no ją po­wszech­nie bez wi­ęk­sze­go wa­ha­nia, choć oczy­wi­ście nie­kie­dy zda­rza­ły się ta­kże gło­sy sprze­ci­wu. O dzi­wo naj­wy­ra­źniej za­ra­ził się nią sam Ber­nard z Cla­irvaux, kie­dy zna­la­zł się w Niem­czech pod­czas gło­sze­nia II kru­cja­ty do Zie­mi Świ­ętej, choć w jego przy­pad­ku cho­ro­ba mia­ła ra­czej ła­god­ny prze­bieg i sto­sun­ko­wo szyb­ko ustąpi­ła.

Kwe­stia na­wra­ca­nia mie­czem jest do­syć zło­żo­na, dla­te­go też zo­sta­nie omó­wio­na sze­rzej w osob­nym roz­dzia­le. W tym miej­scu jed­nak nie dało się po pro­stu prze­sko­czyć nad pro­ble­mem, sko­ro jego po­ja­wie­nie się zmie­ni­ło w tak za­sad­ni­czy spo­sób kon­cep­cję pro­wa­dze­nia wal­ki w obro­nie chrze­ści­ja­ństwa w re­gio­nie ba­łtyc­kim. Dla miej­sco­wych pa­nów feu­dal­nych na­wra­ca­nie mie­czem sta­ło się rze­czą na­tu­ral­ną, po­nie­waż idea ta wy­ewo­lu­owa­ła ze sto­so­wa­nej wcze­śniej prak­ty­ki wy­sy­ła­nia zbroj­nej eskor­ty wraz z mi­sjo­na­rza­mi, aby nie do­pu­ścić do utra­ty cen­ne­go po­ten­cja­łu in­te­lek­tu­al­ne­go.

Co na to Ko­ściół? Wbrew po­zo­rom Sto­li­ca Apo­stol­ska nie mia­ła w tej kwe­stii zbyt wie­le do po­wie­dze­nia. Na kra­niec świa­ta nie do­cie­ra­ła jej wy­ima­gi­no­wa­na przez wie­lu "spe­cja­li­stów" omni­po­ten­cja. Rze­czy­wi­ście, w gło­wach nie­któ­rych czy­tel­ni­ków może wci­ąż ist­nieć fa­łszy­wy ob­raz (lan­so­wa­ny w mass me­diach) Ko­ścio­ła ka­to­lic­kie­go jako sil­nie scen­tra­li­zo­wa­nej in­sty­tu­cji, któ­ra dzi­ęki po­wszech­ne­mu do­no­si­ciel­stwu po­sia­da­ła roz­le­głe bazy da­nych na te­mat ży­cia po­szcze­gól­nych jed­no­stek i po­tra­fi­ła bez­względ­nie wy­ko­rzy­sty­wać te dane do ste­ro­wa­nia spo­łe­cze­ństwem (a w tym ta­kże ksi­ążęta­mi i mo­żny­mi). Ów ob­raz to­tal­nej wszech­wła­dzy jest oczy­wi­ście wy­ssa­ny z pal­ca i nie ma z praw­dą naj­mniej­sze­go zwi­ąz­ku. W cza­sach wy­praw krzy­żo­wych pa­pie­stwo mu­sia­ło ope­ro­wać w sta­nie per­ma­nent­ne­go kry­zy­su. Pa­pież Alek­san­der II (ten sam, któ­ry za­twier­dził kru­cja­tę na Bar­ba­stro w 1064 roku) roz­po­czął swój pon­ty­fi­kat od kon­flik­tu z nie­miec­ką ce­sa­rzo­wą Agniesz­ką, po­nie­waż mia­ła ona wła­sne­go kan­dy­da­ta na tron Pio­tro­wy i by­naj­mniej nie za­mie­rza­ła go­dzić się z wy­bo­rem do­ko­na­nym przez kar­dy­na­łów. Hi­sto­ria jego na­stęp­cy, pa­pie­ża Grze­go­rza VII, była tak burz­li­wa, że nie da się opo­wie­dzieć jej w do­sta­tecz­nie du­żym skró­cie. Wik­tor III zo­stał wy­pędzo­ny z Rzy­mu jesz­cze przed kon­se­kra­cją przez an­ty­pa­pie­ża Kle­men­sa III po­pie­ra­ne­go przez Jor­da­na z Ka­pui i Ma­tyl­dę To­ska­ńską. Kon­flikt ów trwał jesz­cze za pon­ty­fi­ka­tu Urba­na II (tego sa­me­go, któ­ry za­sły­nął z or­ga­ni­za­cji I kru­cja­ty do Zie­mi Świ­ętej), a ta­kże za jego na­stęp­cy - Pas­cha­li­sa II. An­ty­pa­pież Kle­mens III upar­cie trzy­mał się ży­cia.

Gdzie w ta­kich oko­licz­no­ściach jest miej­sce na osła­wio­ną omni­po­ten­cję? Jest rze­czą ab­so­lut­nie oczy­wi­stą, że pa­pie­że mie­li w owym cza­sie ogrom­ne pro­ble­my z kon­tro­lo­wa­niem wła­sne­go naj­bli­ższe­go oto­cze­nia, zaś ich wpływ na wy­da­rze­nia w tak od­le­głych za­kąt­kach świa­ta jak Pol­ska (że o opi­sy­wa­nej wy­żej La­po­nii nie wspom­nę...) miał cha­rak­ter zni­ko­my. Wy­sy­ła­nie mi­sjo­na­rzy nie le­ża­ło w ogó­le w ge­stii Rzy­mu - zaj­mo­wa­ły się tym albo za­ko­ny, albo lo­kal­ne wspól­no­ty (bi­skup­stwa), a ta­kże sami przed­sta­wi­cie­le wła­dzy świec­kiej. Oczy­wi­ście zda­rza­ły się sy­tu­acje, w któ­rych to Sto­li­ca Apo­stol­ska do­ko­ny­wa­ła bez­po­śred­nich de­cy­zji w za­kre­sie dzia­łal­no­ści mi­syj­nej, jed­na­kże wbrew po­zo­rom sy­tu­acje ta­kie wy­stępo­wa­ły sto­sun­ko­wo rzad­ko.

W kwe­stii ko­mu­ni­ko­wa­nia się Rzy­mu z Pol­ską i in­ny­mi pa­ństwa­mi ba­se­nu Mo­rza Ba­łtyc­kie­go nie na­le­ży przy tym prze­gi­nać w dru­gą stro­nę i twier­dzić, że Sto­li­ca Apo­stol­ska w ogó­le nie in­te­re­so­wa­ła się lo­sa­mi Chri­stia­ni­tas w tym re­gio­nie albo nie dba­ła o to, aby utrzy­my­wać re­la­cje z miej­sco­wy­mi mo­żny­mi. Taki spo­sób my­śle­nia oba­la cho­cia­żby ko­re­spon­den­cja wy­sy­ła­na przez pa­pie­ża Grze­go­rza VII w naj­dal­sze za­kąt­ki świa­ta, in­for­mu­jąca o wy­bra­niu go na ko­lej­ne­go na­stęp­cę św. Pio­tra (m.in. do kró­la du­ńskie­go Swe­na oraz - jak przy­pusz­cza­ją nie­któ­rzy ba­da­cze - do pol­skie­go ksi­ęcia Bo­le­sła­wa Śmia­łe­go). Ist­nia­ła ta­kże pew­na li­nia ko­mu­ni­ka­cyj­na mi­ędzy Sto­li­cą Apo­stol­ską a le­ga­ta­mi czy bi­sku­pa­mi, choć trud­no jest obec­nie wy­ci­ągać da­le­ko idące wnio­ski na te­mat tego, ja­kie do­kład­nie in­for­ma­cje za­wie­ra­ła ko­re­spon­den­cja tego typu i jaki do­kład­nie przed­sta­wia­ła ob­raz lo­kal­nych wspól­not. Tak na przy­kład z li­stu pa­pie­ża Grze­go­rza VII do Bo­le­sła­wa Śmia­łe­go wnio­sku­je się nie­raz, iż Oj­ciec Świ­ęty nie­wiel­kie miał po­jęcie na te­mat tego, jak wy­gląda­ła sy­tu­acja pol­skie­go Ko­ścio­ła (będące­go wów­czas w po­wa­żnym kry­zy­sie). Le­ga­ci zresz­tą dzia­ła­li w du­żej mie­rze na wła­sną rękę - do­sta­wa­li tyl­ko ogól­ne wy­tycz­ne na te­mat po­stępo­wa­nia w da­nej spra­wie, zaś pod­jęcie prak­tycz­nych dzia­łań oraz wi­ążących de­cy­zji le­ża­ło w ca­ło­ści w ich ge­stii.

Przy­kła­dem trud­no­ści w po­ro­zu­mie­wa­niu się Rzy­mu z Ko­ro­ną jest ta­kże pręd­ko­ść re­cep­cji za­ło­żeń re­for­my gre­go­ria­ńskiej, któ­rą za­czął wpro­wa­dzać w ży­cie wspo­mnia­ny Grze­gorz VII (w XI wie­ku), jed­na­kże na zie­miach pol­skich zo­sta­ła ona zre­ali­zo­wa­na do­pie­ro w XIII wie­ku - z bli­sko dwu­stu­let­nim opó­źnie­niem! W tym wy­pad­ku nie cho­dzi jed­nak tyl­ko i wy­łącz­nie o od­le­gło­ść. Ko­ro­na Kró­le­stwa Pol­skie­go w owym cza­sie bo­ry­ka­ła się z wie­lo­ma pro­ble­ma­mi na­tu­ry we­wnętrz­nej, co z całą pew­no­ścią nie sprzy­ja­ło roz­wo­jo­wi wspól­not du­chow­nych, a tym bar­dziej ich re­for­mo­wa­niu. Nic za­tem dziw­ne­go, że du­cho­wie­ństwo na­le­ża­ło w du­żej mie­rze do gro­na zwo­len­ni­ków zjed­no­cze­nia roz­bi­tej na dziel­ni­cę Pol­ski.

Kra­niec świa­ta rządził się za­tem wła­sny­mi pra­wa­mi. Do­cie­ra­ły tu oczy­wi­ście wszyst­kie dy­le­ma­ty wi­docz­ne na Za­cho­dzie i Po­łud­niu (jak cho­cia­żby kwe­stia spo­ru o in­we­sty­tu­rę czy wła­śnie idea kru­cja­to­wa), jed­na­kże nikt ich nie kon­tro­lo­wał, przez co na­bie­ra­ły one spe­cy­ficz­ne­go, re­gio­nal­ne­go ko­lo­ry­tu. Mó­wi­ąc i pi­sząc o wy­pra­wach krzy­żo­wych w ba­se­nie Mo­rza Ba­łtyc­kie­go na­le­ży za­wsze pa­mi­ętać o tym, jak wiel­kie zna­cze­nie ma od­le­gło­ść, a tym bar­dziej jak wie­le zna­czy­ła w cza­sach Śre­dnio­wie­cza. Bez zro­zu­mie­nia tego ja­kże wa­żne­go aspek­tu nie­zwy­kle trud­no będzie zro­zu­mieć hi­sto­rię kru­cjat pó­łnoc­nych, jak i re­la­cji pol­sko-krzy­żac­kich, a ta­kże po­de­jścia do nich Sto­li­cy Apo­stol­skiej.

 

Wstęp

Przy­znam szcze­rzę, że na­praw­dę dłu­go za­sta­na­wia­łem się nad tym, czy jest w ogó­le sens pi­sać ni­niej­szą ksi­ążkę, zaś moje wąt­pli­wo­ści nie wi­ąza­ły się tyl­ko i wy­łącz­nie z fak­tem, że o pol­skich krzy­żow­cach po­wsta­ło na prze­strze­ni lat ca­łkiem spo­ro in­te­re­su­jących pu­bli­ka­cji (choć trze­ba przy­znać, iż wie­le z nich daw­no się już ro­ze­szło, przez co nie są one do­stęp­ne ani na ryn­ku wtór­nym, ani tym bar­dziej na pier­wot­nym).

Po pierw­sze, hi­sto­ria Pol­ski i hi­sto­ria wy­praw krzy­żo­wych nie za bar­dzo idą ze sobą w pa­rze. Ba­da­cze nie mają wła­ści­wie żad­nych wąt­pli­wo­ści co do tego, że za­an­ga­żo­wa­nie Po­la­ków w ruch kru­cja­to­wy - w po­rów­na­niu z za­an­ga­żo­wa­niem Fran­cu­zów, Wło­chów, Hisz­pa­nów czy na­wet Niem­ców - mia­ło cha­rak­ter ra­czej zni­ko­my. Po­nad­to, ze względu na do­syć nie­licz­ne ma­te­ria­ły źró­dło­we, nie trze­ba wła­ści­wie pi­sać ko­lej­nej ksi­ążki, bo­wiem szcze­gó­ło­we opra­co­wa­nia te­jże te­ma­ty­ki do­stęp­ne są po­wszech­nie w In­ter­ne­cie. Wpraw­dzie nie­kie­dy trze­ba tro­chę bar­dziej za­głębić się w te­mat i po­szpe­rać w miej­scach nie tak po­wszech­nie do­stęp­nych jak wy­szu­ki­war­ka Go­ogle, lecz ko­niec ko­ńców do­tar­cie do na­praw­dę cie­ka­wych i ob­szer­nych ar­ty­ku­łów na te­mat pol­skie­go za­an­ga­żo­wa­nia w ruch kru­cja­to­wy nie po­win­no sta­no­wić wi­ęk­sze­go pro­ble­mu na­wet dla la­ika.

O czym za­tem pi­sać? Uczest­nic­two Po­la­ków w ru­chu kru­cja­to­wym (a tym bar­dziej Kró­le­stwa Pol­skie­go jako ca­ło­ści) nie wy­wa­rło na ów ruch wi­ęk­sze­go wpły­wu, co zresz­tą wy­ni­ka­ło wprost z fak­tu, iż pol­skie ry­cer­stwo ge­ne­ral­nie było wo­bec idei wspól­nej wal­ki z po­ga­na­mi nie­zwy­kle nie­chęt­ne, więc... za­raz, za­raz! Po­la­cy prze­ja­wia­li nie­chęć wo­bec idei wo­jen krzy­żo­wych? Fak­tycz­nie: ry­cer­stwo Ko­ro­ny nie­wie­le wnio­sło w obro­nę Pó­łwy­spu Ibe­ryj­skie­go czy Kró­le­stwa Je­ro­zo­lim­skie­go, zaś wszel­kie przed­si­ęw­zi­ęcia o cha­rak­te­rze kru­cja­to­wym po­dej­mo­wa­ne przez Po­la­ków mia­ły ra­czej nie­wiel­ką (in­dy­wi­du­al­ną) ska­lę lub łączy­ły się z ochro­ną in­te­re­sów mi­ędzy­na­ro­do­wych Ko­ro­ny. Czy na tej pod­sta­wie mo­żna jed­nak stwier­dzić, że Po­la­cy byli nie­chęt­ni wo­bec idei wy­praw krzy­żo­wych lub na­wet prze­ja­wia­li wo­bec niej swe­go ro­dza­ju wro­go­ść?

Bez względu na to, ja­kiej od­po­wie­dzi udzie­li się na po­sta­wio­ne wy­żej py­ta­nie, nie ule­ga wąt­pli­wo­ści, że po­dob­nych tez w pol­skiej prze­strze­ni pu­blicz­nej nie bra­ku­je. Nie­zwy­kle po­pu­lar­ne jest cho­cia­żby od­no­sze­nie się do po­sta­ci ksi­ęcia Lesz­ka Bia­łe­go, któ­ry w nie­zwy­kle cwa­ny spo­sób miał "wy­kręcić się" od udzia­łu w wy­pra­wach krzy­żo­wych, ar­gu­men­tu­jąc to tym, że w Zie­mi Świ­ętej nie ma prze­cież piwa "i żyć prze­to tam nie mo­żna". Ot, try­umf pol­skie­go cwa­niac­twa nad fa­na­ty­zmem Ko­ścio­ła ka­to­lic­kie­go oraz ca­łej Za­chod­niej Eu­ro­py!

I tak oto po­ja­wia się na ła­mach pol­skiej hi­sto­rio­gra­fii, a przede wszyst­kim na ła­mach pol­skiej pu­bli­cy­sty­ki i prac po­pu­lar­no­nau­ko­wych, prze­świad­cze­nie, że nie­wiel­ka ska­la za­an­ga­żo­wa­nia Po­la­ków w re­kon­kwi­stę czy obro­nę Zie­mi Świ­ętej wy­ni­ka­ła wła­śnie ze wspo­mnia­nej nie­chęci do sa­mej idei, a nie in­nych, zde­cy­do­wa­nie bar­dziej prak­tycz­nych prze­sła­nek. Nie­kie­dy na­bu­do­wu­je się na to fa­łszy­we spo­strze­że­nie całą mi­to­lo­gię i przed­sta­wia się śre­dnio­wiecz­nych Po­la­ków jako lu­dzi bar­dziej oświe­co­nych od resz­ty świa­ta, le­piej zo­rien­to­wa­nych i przede wszyst­kim zde­cy­do­wa­nie bar­dziej po­stępo­wych. Po­la­cy wie­dzie­li bo­wiem, że kru­cja­ty to po­my­sł nie tyl­ko głu­pi, ale przede wszyst­kim zły i nie­go­dzi­wy, więc nie za­mie­rza­li go w ża­den spo­sób wspie­rać.

Nie­dłu­go mu­sia­łem za­tem szu­kać, aby od­na­le­źć cel dla mo­jej ko­lej­nej ksi­ążki. Oka­zu­je się bo­wiem, że kru­cja­to­wa (a ra­czej: an­ty­kru­cja­to­wa) mi­to­lo­gia po­wsta­ła nie tyl­ko w prze­strze­ni mi­ędzy­na­ro­do­wej, lecz nie bra­ku­je jej ta­kże na grun­cie pol­skim. Na­sza rze­czy­wi­sto­ść wy­da­je się przy tym nie­co bar­dziej zło­żo­na, więc nie wy­star­czy zrzu­cić całą winę (albo przy­naj­mniej znacz­nej jej części) na Ste­ve­na Run­ci­ma­na, co chcąc nie chcąc mu­sia­łem uczy­nić na ła­mach po­przed­niej pu­bli­ka­cji.

Oczy­wi­ście mu­szę w tym miej­scu nad­mie­nić, że nie­kie­dy ksi­ążka ni­niej­sza będzie wcho­dzi­ła w buty pra­cy po­pu­lar­no­nau­ko­wej, po­nie­waż poza oba­la­niem mi­tów chcia­łbym ze­brać ta­kże wszyst­kie nie­zbęd­ne in­for­ma­cje zwi­ąza­ne z wkła­dem ry­cer­stwa Ko­ro­ny Pol­skiej w wal­kę w obro­nie chrze­ści­ja­ństwa. Po­sta­ram się przy tym wy­ra­źnie od­dzie­lić po­szcze­gól­ne seg­men­ty pra­cy (tak na przy­kład dwa roz­dzia­ły zwi­ąza­ne z pol­skim za­an­ga­żo­wa­niem w ruch kru­cja­to­wy, któ­re­go dzie­je po­zwo­li­łem so­bie po­dzie­lić na dwa eta­py). W dal­szym ci­ągu nie za­mie­rzam re­zy­gno­wać jed­nak z pu­bli­cy­stycz­ne­go cha­rak­te­ru pu­bli­ka­cji, o czym świad­czy zresz­tą sam ty­tuł. Od­nie­sie­nie do "spra­wy pol­skiej" w kon­te­kście ru­chu kru­cja­to­we­go wska­zu­je bo­wiem wy­ra­źnie na pró­bę stwo­rze­nia ca­ło­ścio­wej oce­ny tego, jak idea wy­praw krzy­żo­wych wpły­nęła na roz­wój Ko­ro­ny Kró­le­stwa Pol­skie­go, a pó­źniej Rzecz­po­spo­li­tej Oboj­ga Na­ro­dów. W tym za­kre­sie nie może za­tem za­brak­nąć ana­li­zy re­la­cji pol­sko-krzy­żac­kich oraz pró­by pod­su­mo­wa­nia dzia­łal­no­ści za­ko­nu teu­to­ńskie­go na te­re­nie Prus i Inf­lant, któ­ra zresz­tą ta­kże w Pol­sce przed­sta­wia­na jest w spo­sób jed­no­znacz­nie ne­ga­tyw­ny (co nie­kie­dy jest, jak­by nie pa­trzeć, od­da­niem sta­nu fak­tycz­ne­go).

Pi­sa­nie o kru­cja­tach w kon­te­kście pol­skim ro­dzi sze­reg trud­no­ści na­tu­ry "po­li­tycz­nej". Otóż bar­dzo często opi­sy­wa­nie dzie­jów wła­sne­go na­ro­du wi­ąże się z pro­jek­cją pew­nych prze­ko­nań i sto­so­wa­nia od­gór­nych za­ło­żeń, któ­re ta­kże mogą pro­wa­dzić do po­wsta­nia prze­kła­mań i błędów w oce­nie sy­tu­acji. Pro­sty przy­kład: nie­jed­no­krot­nie za­rzu­ca się Sto­li­cy Apo­stol­skiej, że nie przy­zna­ła z miej­sca ra­cji Ko­ro­nie Pol­skiej w jej kon­flik­cie z Krzy­ża­ka­mi, cho­ciaż wszy­scy do­sko­na­le wie­my, po któ­rej stro­nie le­ża­ła wów­czas praw­da. Pro­blem w tym, że pa­pież nie miał o tym zie­lo­ne­go po­jęcia. Wbrew mnie­ma­niu po­nie­któ­rych Jego Świ­ęto­bli­wo­ść nie po­sia­da ma­gicz­nych mocy, któ­re po­zwa­la­ły­by bez­błęd­nie oce­niać sy­tu­ację bez do­kład­ne­go jej zba­da­nia, zaś do­cie­ra­jące doń wie­ści nie mia­ły cha­rak­te­ru szcze­gó­ło­wej ana­li­zy zda­rze­nia, lecz sta­no­wi­ły je­dy­nie ogól­ny opis sy­tu­acji. Tym­cza­sem już na­wet pró­ba do­jścia do praw­dy i za­cho­wa­nia przy tym wstęp­nej neu­tral­no­ści oce­nia­na jest przez wie­lu kry­ty­ków za dzia­ła­nie nie­ko­rzyst­ne wo­bec Ko­ro­ny. Sto­li­ca Apo­stol­ska po­win­na bo­wiem przy­znać Po­la­kom ra­cję tyl­ko dla­te­go, że są Po­la­ka­mi, i tyl­ko dla­te­go, że mó­wią praw­dę! Nie­ste­ty po­li­ty­ka za­gra­nicz­na nie dzia­ła w po­dob­ny spo­sób - tu­taj nie wy­star­czy mieć ra­cję; po­trzeb­na jest jesz­cze siła i zdol­no­ść do tego, by tę ra­cję od­po­wied­nio wy­ar­ty­ku­ło­wać i prze­ko­nać do niej in­nych.

W Śre­dnio­wie­czu zda­wa­no so­bie z tego spra­wę za­pew­ne le­piej niż dziś, stąd ża­den przed­sta­wi­ciel ów­cze­snych elit nie za­mie­rzał zry­wać dy­plo­ma­tycz­nych re­la­cji z Rzy­mem tyl­ko dla­te­go, że spór pol­sko-krzy­żac­ki nie zo­stał roz­strzy­gni­ęty zgod­nie z tym, cze­go so­bie ży­czo­no. Nie­ste­ty, obec­nie w pol­skiej pu­bli­cy­sty­ce hi­sto­rycz­nej często sto­su­je się swo­isty aprio­ryzm, gdzie z góry za­kła­da się, że pa­ństwa ościen­ne po­win­ny po­stępo­wać z ja­kie­goś bli­żej nie­okre­ślo­ne­go po­wo­du zgod­nie z pol­skim in­te­re­sem po­li­tycz­nym. Świa­do­mych czy­tel­ni­ków może za­tem dzi­wić obu­rze­nie nie­któ­rych ba­da­czy przy opi­sy­wa­niu agre­syw­nej po­li­ty­ki za­ko­nu krzy­żac­kie­go i jego eks­pan­sjo­ni­stycz­nych za­pędów czy też kry­ty­ko­wa­nie Rzy­mu za to, że nie sta­nął zde­cy­do­wa­nie w obro­nie Ko­ro­ny. Je­że­li ów brak zro­zu­mie­nia świa­ta po­li­ty­ki po­łączy się z ogól­ni­ko­wą wie­dzą na te­mat wy­praw krzy­żo­wych, po­wsta­nie spe­cy­ficz­na kom­bi­na­cja, w ra­mach któ­rej fak­tycz­nie da się za­uwa­żyć zu­pe­łną sprzecz­no­ść mi­ędzy ideą kru­cja­to­wą a in­te­re­sa­mi Pol­ski.

I w tym wła­śnie miej­scu po­ja­wia się dru­ga ze wspo­mnia­nych wy­żej wąt­pli­wo­ści - kwe­stia prio­ry­te­tów. Ni­niej­sza ksi­ążka jest jak­by nie pa­trzeć kon­ty­nu­acją cy­klu o kru­cja­tach, więc przed­mio­tem ana­li­zy prze­pro­wa­dzo­nej na jej ła­mach są wła­śnie kru­cja­ty, zaś Pol­ska słu­ży je­dy­nie jako pe­wien kon­tekst te­goż zja­wi­ska. Z po­wy­ższych względów w pu­bli­ka­cji ni­niej­szej znaj­dzie się wie­le wąt­ków zwi­ąza­nych z kru­cja­ta­mi pó­łnoc­ny­mi, któ­re do­ty­czą wy­łącz­nie dzia­łań za­ko­nu krzy­żac­kie­go albo in­nych pa­ństw chrze­ści­ja­ńskich w re­jo­nie Mo­rza Ba­łtyc­kie­go, a nie sa­mej Pol­ski. Za­pre­zen­to­wa­ny punkt wi­dze­nia może ró­żnić się od punk­tu wi­dze­nia przyj­mo­wa­ne­go przez wi­ęk­szo­ść pol­skich pu­bli­ka­cji wła­śnie ze względu na za­sto­so­wa­nie ta­kich, a nie in­nych prio­ry­te­tów. My­ślę, w ka­żdym ra­zie, że ta­kie po­sta­wie­nie spra­wy może być dla pol­skie­go czy­tel­ni­ka na­praw­dę cie­ka­wym eks­pe­ry­men­tem.

Na­tu­ral­ną kon­se­kwen­cją przy­jęcia po­dob­ne­go pa­ra­dyg­ma­tu jest po­wi­ąza­nie ni­niej­szej pu­bli­ka­cji z po­przed­nią - cho­dzi tu przede wszyst­kim o klu­czo­we za­gad­nie­nia teo­re­tycz­ne, jak cho­cia­żby kwe­stię de­fi­nio­wa­nia oma­wia­ne­go zja­wi­ska, a ta­kże na­wi­ąza­nia do kru­cjat ba­łtyc­kich (pó­łnoc­nych), któ­re przed­sta­wio­ne zo­sta­ły w po­przed­niej pu­bli­ka­cji w spo­sób ra­czej po­bie­żny. Nie­któ­re kwe­stie zo­sta­ną za­tem po­wtó­rzo­ne bądź też znacz­nie roz­sze­rzo­ne, jed­na­kże po­ja­wią się ta­kże ta­kie, dla któ­rych szer­sze­go omó­wie­nia nie wy­star­czy miej­sca. Z tego też względu za­chęcam wszyst­kich czy­tel­ni­ków, któ­rzy nie mie­li oka­zji prze­czy­tać W obro­nie wy­praw krzy­żo­wych, do za­in­te­re­so­wa­nia się ta­kże tą po­zy­cją.

Co zaś ty­czy się przy­pi­sów, to po­now­nie po­sta­no­wi­łem z nich zre­zy­gno­wać - z czy­sto prak­tycz­nych przy­czyn. Spe­cy­fi­ka pu­bli­cy­sty­ki nie po­zwa­la na ta­kie ich za­sto­so­wa­nie, ja­kie ma miej­sce w ob­szer­nych pra­cach na­uko­wych. Pro­blem w tym, że gdy­by rze­czy­wi­ście chcia­ło się użyt­ko­wać to ja­kże przy­dat­ne na­rzędzie w przy­pad­ku prac nie­będących na­uko­wy­mi czy po­pu­lar­no­nau­ko­wy­mi, wów­czas nie­raz wy­stępo­wa­ły­by sy­tu­acje, gdzie po­szcze­gól­ne od­no­śni­ki trze­ba by sto­so­wać do ka­żde­go zda­nia z osob­na. Zu­pe­łnie inne cele przy­świe­ca­ją bo­wiem pu­bli­cy­stom, a inne na­ukow­com, dla­te­go też for­ma prze­ka­zu w obu przy­pad­kach jest za­sad­ni­czo ró­żna, zaś ró­żni­ce te prze­kła­da­ją się ta­kże na sto­so­wa­ne na­rzędzia.

Z po­wy­ższych względów w ni­niej­szej pu­bli­ka­cji nie­jed­no­krot­nie po­sta­wio­nych zo­sta­nie wi­ęcej py­tań ani­że­li od­po­wie­dzi. Oso­bi­ście nie cho­dzi mi bo­wiem o na­rzu­ce­nie czy­tel­ni­ko­wi ja­kie­goś ści­śle okre­ślo­ne­go ob­ra­zu świa­ta, a je­dy­nie o skło­nie­nie go do my­śle­nia i wy­pra­co­wa­nia wła­snych wnio­sków. Opcjo­nal­nie: aby wzbu­dzić pew­ne wąt­pli­wo­ści, od­kry­wa­jąc bra­ki w prze­ka­zach po­wie­la­nych nie­jed­no­krot­nie w po­pu­lar­nych środ­kach prze­ka­zu.

Dla wy­pe­łnie­nia jed­nak luki, jaka po­wsta­je w wy­ni­ku bra­ku za­sto­so­wa­nia na­uko­wych przy­pi­sów, chcia­łbym ode­słać czy­tel­ni­ka przede wszyst­kim do bi­blio­gra­fii, w któ­rej za­wa­rłem wy­łącz­nie tek­sty prze­ze mnie wy­ko­rzy­sta­ne. Za­sto­so­wa­łem w spi­sie li­te­ra­tu­ry ty­po­wy po­dział na źró­dła, pu­bli­ka­cje zwar­te, ar­ty­ku­ły, stro­ny in­ter­ne­to­we itd., dla­te­go też w tym miej­scu chcia­łbym za­zna­czyć te ksi­ążki, któ­re w ra­mach oma­wia­nej te­ma­ty­ki są naj­istot­niej­sze. Cho­dzi tu przede wszyst­kim o dwie pu­bli­ka­cje do­ty­czące bez­po­śred­nio kru­cjat pó­łnoc­nych - pierw­sza jest au­tor­stwa Eri­ca Chri­stian­se­na, zaś dru­ga Ibe­na Fon­nes­ber­ga-Schmid­ta. W przy­pad­ku pol­skie­go za­an­ga­żo­wa­nia w ruch kru­cja­to­wy (etap I) ist­nie­je ca­łkiem spo­ro pu­bli­ka­cji, choć obec­nie nie­zwy­kle trud­no jest je do­stać (na­wet na ryn­ku wtór­nym) ze względu na wy­czer­pa­nie na­kła­dów. W ka­żdym ra­zie jed­no z naj­lep­szych opra­co­wań na­pi­sał Mi­ko­łaj Gła­dysz, któ­re­go ty­tuł brzmi: Za­po­mnia­ni krzy­żow­cy. Pol­ska wo­bec ru­chu kru­cja­to­we­go w XII-XIII wie­ku. Je­śli zaś cho­dzi o etap dru­gi, a przede wszyst­kim o samą wy­pra­wę war­ne­ńską Wła­dy­sła­wa III, to nie­wąt­pli­wie naj­cie­kaw­szą pu­bli­ka­cją jest ta au­tor­stwa Joh­na Jef­fer­so­na: The Holy Wars of King Wla­di­slas and Sul­tan Mu­rad. W kon­te­kście hi­sto­rii za­ko­nu krzy­żac­kie­go nie nad­mie­nię żad­nej kon­kret­nej ksi­ążki - za­in­te­re­so­wa­ni te­ma­tem po­win­ni, jak sądzę, przede wszyst­kim za­dbać o to, aby czy­tać nie tyl­ko opra­co­wa­nia pol­skie, lecz ko­rzy­stać rów­nież z tych na­pi­sa­nych przez au­to­rów za­gra­nicz­nych.

Ko­ńcząc ten przy­dłu­gi nie­co wstęp, mu­szę na­pi­sać do­kład­nie to samo, co zo­sta­ło na­pi­sa­ne w po­przed­niej mo­jej ksi­ążce po­świ­ęco­nej kru­cja­tom, i prze­pro­sić za wszyst­kie uprosz­cze­nia czy skró­ty my­ślo­we, któ­re nie­wąt­pli­wie na ła­mach ni­niej­szej pu­bli­ka­cji wy­stępu­ją. Z ubo­le­wa­niem ta­kże przyj­mu­ję fakt, iż nie star­czy­ło tu miej­sca na roz­wi­ni­ęcie kwe­stii pol­sko-węgier­skie­go so­ju­szu geo­po­li­tycz­ne­go, będące­go tak nie­zwy­kle istot­ną kwe­stią z punk­tu wi­dze­nia wy­praw krzy­żo­wych. W tym miej­scu po­zo­sta­je mi je­dy­nie po­wie­dzieć, że po­sta­ram się tym pro­ble­mem za­jąć zu­pe­łnie osob­no, bo kry­je on ta­kże wie­le ta­jem­nic i mi­tów, któ­re do dnia dzi­siej­sze­go nie zo­sta­ły - we­dług mnie - do­sta­tecz­nie do­brze przed­sta­wio­ne (szcze­gól­nie przez po­pu­la­ry­za­to­rów i pu­bli­cy­stów).