WSTĘP
Tematyka niniejszej pracy jest niezwykle trudna dla polskiego historyka, gdyż może prowadzić do próby polityzacji analiz w związku z działaniami informacyjnymi Federacji Rosyjskiej, której istotną częścią jest rosyjska polityka historyczna.
Propaganda historyczna Federacji Rosyjskiej w agresywny sposób lansuje bowiem tezę o "odpowiedzialności" Polski za wybuch II wojny światowej. "Wina" Rzeczypospolitej miała polegać na jej gotowości do współdziałania z Hitlerem w planach agresji przeciwko ZSRS, co miało w rezultacie doprowadzić do wybuchu paneuropejskiego, a w efekcie światowego konfliktu. Enuncjacje rosyjskich publicystów i historyków (a nawet samego prezydenta FR, który włączył się w dyskurs stricte historyczny1, określając się jako "historyk i geopolityk"2) po polskiej stronie napotykają na oburzenie i gniew połączone z niedowierzaniem. Trzeba przy tym dodać: niestety.
Polskie reakcje są bowiem pełne emocji, co nigdy nie sprzyja poprawnemu rozumowaniu. Sytuację pogarsza fakt, że strona rosyjska do tezy o "polskiej winie" dodaje oskarżenia o systemowy antysemityzm rzekomo faszyzującej Polski oraz tezy o polskiej megalomanii, każącej polskim politykom domagać się w latach 30. XX w. kolonii i traktowania zapóźnionej cywilizacyjnie RP jak mocarstwa3. Ta mieszanka argumentów stricte politycznych (współodpowiedzialność za wojnę), moralnych (zarzut antysemityzmu w nałożeniu na tragedię Holokaustu jest wyjątkowo bolesny i politycznie zapalny) oraz podwórkowego szyderstwa ma ewidentnie charakter prowokacyjny. Jak bowiem inaczej można zinterpretować taki melanż zarzutów mających na celu nie dialog, a złośliwą dyskredytację przeciwnika? Jak można w wyważony i racjonalny sposób odnieść się do kombinacji oskarżeń o całkowicie odmiennych konotacjach? Nieuchronnie musi to prowadzić do stoczenia się dialogu w rynsztok wzajemnego obwiniania się i powodować urazy. Bo przecież przy tak "wzbogaconej" wersji rosyjskiej można ze swobodą przerzucać się z jednej narracji na drugą, płynnie przechodząc od posądzania o bycie antysemickimi wspólnikami Hitlera i hieną Europy4 do drwin z Polski snującej fantasmagorie o koloniach, podboju ZSRS i wywiezieniu polskich Żydów na Madagaskar5.
Przy czym sytuację pogarsza niepojęta maniera polskich historyków i publicystów, którzy na zarzuty Rosjan często odpowiadają ahistoryczną i zwyczajnie nieprawdziwą tezą, że to pakt Ribbentrop-Mołotow (którego głównym celem miał być rozbiór Polski) był przyczyną wybuchu II wojny światowej oraz że sojusz zbrodniczych reżimów był oczywistym skutkiem ich amoralnego totalitaryzmu, zaś wojna niemiecko-sowiecka była tylko rezultatem nieporozumień dwóch bandytów kłócących się o podział łupów zdobytych na uczciwych sąsiadach. Ta koncepcja, choć świetnie wkomponowuje się w nuty naszej narodowej martyrologii, jest historycznie łatwa do podważenia. Wojna musiała wybuchnąć, gdyż Niemcy - wskutek nałożenia się na siebie obciążeń reparacyjnych po I wojnie światowej, nadprodukcji siły roboczej i światowej recesji - przeszły w ręce Hitlera, który w maniakalny sposób zmierzał do podboju ZSRS6. Wskutek czego wydatki Niemiec na zbrojenia wzrastały w takim tempie (1933 r. - 4% budżetu państwa, 1934 - 18%, 1936 - 39%, 1938 - 50%7), że wojna stała się jedynym sposobem na uniknięcie całkowitego gospodarczego załamania8. Kwestią niejasną było jedynie, czy agresja niemiecka zostanie skierowana zgodnie ze strategicznym programem Hitlera na ZSRS9, czy też - w ramach taktycznych wolt - czasowo zwróci się w innym kierunku, by przygotować sobie przedpole do strategicznego pochodu na Moskwę10. Polskie zacietrzewienie niepozwalające na dostrzeżenie geopolitycznych celów Hitlera i skupiające się na taktycznym (z punktu widzenia Niemiec) konflikcie polsko-niemieckim, który wiązany jest z domniemaną antypolskością Hitlera11, ułatwia rosyjskim propagandzistom co jakiś czas wyciągać kolejne historyczne trupy z archiwalnych szaf, by sprawnie manipulować polską opinią publiczną i (co gorsza) administracją państwową RP, która za każdym razem rzuca się do heroicznej obrony polskiego imienia, tracąc z oczu podstawową kwestię, czyli fakt, że robią dokładnie to, czego chce od nich rosyjska strona, bez śladowego choćby rozpoznania, czemu służą rosyjskie prowokacje12.
W tym sporze gubi się kilka głównych problemów:
Po pierwsze, choć teza o wywołaniu wojny przez podpisanie paktu między Hitlerem i Stalinem jest nieprawdziwa, to pozostaje faktem, że agresja niemiecka we wrześniu 1939 r. była klęską strategicznych planów Hitlera, który od przejęcia władzy w 1933 r. chciał wojny z ZSRS, w sojuszu z Wielką Brytanią i Rzeczpospolitą Polską13. Jakby tego było mało, Hitler w swoich planach zniszczenia bolszewickiego reżimu, do 1935 r.14 chciał współdziałać z Czechosłowacją15, a do 1936 r.16 z Francją17, której proponował de facto podział stref wpływów w Europie. Pomimo że geopolityczne projekty Hitlera teoretycznie pozwalały na zabezpieczenie strategicznych interesów Europy18 (kosztem ZSRS i Pribałtyki, czyli krajów bałtyckich) oraz uzyskanie poparcia silnych grup lobbujących na Zachodzie za takim rozwiązaniem, sześć lat od zainicjowania przez Hitlera pomysłu ogólnoeuropejskiej krucjaty przeciwko ZSRS (w celu uratowania paneuropejskiego pokoju oraz aby móc przeciwstawić się gospodarczemu naciskowi USA) rozpoczęła się wojna - wbrew strategicznym założeniom Hitlera - na Zachodzie, dając Sowietom dwa lata na przygotowanie się i zajęcie terytoriów niezbędnych im do przyszłej wojny z Niemcami. Wynika z tego, że w latach 1933-1939 Związek Sowiecki odniósł bodaj największe w dziejach zwycięstwo niemilitarne, przekierowując agresję Hitlera na Zachód. Należy przy tym koniecznie dodać, że Hitler konsekwentnie od 1922 r. chciał wojny z Sowietami, do 1939 r. nigdy nie rozpatrując nawet teoretycznie opcji konfliktu z Polską (o sojusz z którą zabiegał od 1931 r.19 do wiosny 1939 r.), ani z Francją, ani tym bardziej z Wielką Brytanią, która w jego wizjach geopolitycznych odgrywała rolę sojusznika strategicznego. Wojna z RP i Zachodem była wymuszona realizacją celów taktycznych, niezbędnych, by zaatakować ZSRS. A ostatecznie doprowadziła do likwidacji nazistowskiego reżimu oraz kompromitacji planów antysowieckiej, paneuropejskiej krucjaty, pozwalając Związkowi Sowieckiemu na opanowanie Europy Środkowej i stanie się potęgą światową - czyli do realizacji dokładnie tego scenariusza, przed którym chronić miała proponowana przez Hitlera krucjata. Brakuje miejsca na opis całości sowieckich działań, które umożliwiły im uniknięcie konfliktu z Niemcami, pomimo że odpowiadał on kluczowym interesom Zachodu. Jedynie dla ilustracji pozwolę sobie omówić pokrótce arcyciekawe hipotezy dwóch rosyjskich historyków próbujących wyjaśnić brak zmiany polityki RP po podpisaniu paktu Ribbentrop-Mołotow:
Jak wiadomo, rząd Polski w 1939 r. odrzucił ostatecznie żądania niemieckie, opierając się na dwóch pewnikach: gwarancjach ze strony Wielkiej Brytanii i sojuszniczej Francji20 oraz przekonaniu, że Związek Sowiecki zachowa "życzliwą neutralność" w razie wojny polsko-niemieckiej21. Te dwa założenia były warunkiem sine qua non polityki polskiej. Bez pomocy Zachodu wojna była z definicji przegrana, a wejście Sowietów do konfliktu po stronie niemieckiej musiało zablokować militarną pomoc Zachodu, w obawie przed odrodzeniem antyzachodniego sojuszu niemiecko-sowieckiego w duchu Rapallo, lecz tym razem o charakterze militarnym. To oznaczało, że podpisanie paktu Ribbentrop-Mołotow 23 sierpnia 1939 r. powinno było doprowadzić do natychmiastowej korekty dotychczasowej polityki polskiej, to jest do przyjęcia żądań niemieckich i wejście do paktu antykominternowskiego, czyli dołączenie Wojska Polskiego do wymarzonej przez Hitlera krucjaty antysowieckiej. Do takiej wolty politycznej nie potrzeba było nawet informacji o tajnym załączniku (która była znana Amerykanom oraz Brytyjczykom i Francuzom, którzy nie uprzedzili Polaków22), gdyż sam fakt podpisania traktatu przekreślał polski dogmat mówiący o tym, że różnice ideologiczne uniemożliwiają porozumienie między Rzeszą a Sowdepią. Zwłaszcza że powszechną praktyką dyplomatyczną dwudziestolecia było załączanie niejawnych aneksów do oficjalnych umów. A jednak rząd polski ani na jotę nie zmienił swojej polityki, która - w geopolitycznej sytuacji zmienionej przez traktat sowiecko-niemiecki - musiała doprowadzić do wojny i porzucenia Polski przez aliantów, którzy - bojąc się ducha Rapallo - nie mogli ryzykować konfliktu z dwiema największymi potęgami militarnymi ówczesnej Europy.
Mimo że doszło do zawarcia traktatu między reżimami, mającymi być rzekomo niezdolnymi do współpracy z powodów ideologicznych23, polityka polska nie uległa zmianie. Rząd RP opierał się bowiem na wspomnianych dogmatach, czyli gwarancjach zachodnich i założeniu, że ZSRS zachowa neutralność. Wynika z tego, że - prócz infantylnej wiary w zachodnich aliantów - dla polskich decydentów potwierdzona informacja o pełnej neutralności ZSRS w razie wojny RP z Niemcami miała znaczenie strategiczne. Jednak, by kierownictwo polskiego państwa zaakceptowało taką ocenę, nawet gdy pojawiły się oficjalne informacje o podpisaniu traktatu niemiecko-sowieckiego, musiała ona być sformułowana przez największe autorytety w zakresie polityki wschodniej, czyli w praktyce przez Oddział II SG WP oraz Wydział Wschodni MSZ. Sanacyjni decydenci - pomimo naocznego dowodu fałszywości założeń w postaci paktu Ribbentrop-Mołotow - wciąż wierzyli w zapewnienia wywiadu wojskowego i cywilnego24, przyjmując za pewnik niezrozumiałe w świetle historycznych faktów przeświadczenie, że Polacy lepiej niż Zachód orientują się w sprawach sowieckich.
W świetle wieloźródłowych informacji, pochodzących od historyków rosyjskich i polskich25, nie ma najmniejszej wątpliwości, że główny autor oceny pozycji ZSRS sformułowanej przez MSZ, Tadeusz Kobylański był sowieckim agentem26. Brakuje dokumentów potwierdzających agenturalność kierującego podówczas Oddziałem II SG WP płk. Józefa Englichta, jednakże - na podstawie jego działań w 1939 r. - rosyjski historyk Stanisław Morozow wysunął hipotezę roboczą o zwerbowaniu Englichta przez INO GUGB NKWD27 [wywiad zagraniczny - red.] jako jedyne racjonalne wytłumaczenie tej sytuacji. Z kolei Jurij Borisionok28 wysunął arcyciekawą i logicznie spójną hipotezę, zgodnie z którą autorami fałszywej oceny rzeczywistości dokonanej przez rząd polski w 1939 r. było dwóch wysokich urzędników MSZ, mianowicie wspomniany już Kobylański oraz dyrektor Biura Personalnego MSZ, Wiktor Tomir Drymmer29, który - zdaniem Borisionoka miał wykorzystać do tego swoją pozycję szarej eminencji przy ministrze Józefie Becku ślepo ufającym obu wyżej wymienionym podwładnym30. Borisionok w swoich analizach powołał się na nieznany do tej pory historiografii polskiej list oficera sowieckich służb, generała lejtnanta Amajaka Kobułowa, który, aresztowany i skazany na śmierć w śledztwie dotyczącym Berii, w liście z 7 stycznia 1954 r. do ministra obrony ZSRS, marszałka Nikołaja Bułganina, prosząc o wstawiennictwo w sprawie zmniejszenia najwyższego wymiaru kary, przypominał Bułganinowi spotkanie z 16 sierpnia 1939 r., kiedy to - na osobiste polecenie Stalina - Bułganin (kierujący podówczas Gosbankiem) przekazał Kobułowowi 500 tysięcy złotych polskich, które ten, po drodze na placówkę w Berlinie, zawiózł do Warszawy na "wykonanie pewnej nielegalnej operacji":
Nikołaju Aleksandrowiczu! Miałem szczęście być u Was trzykrotnie: 1) w 1939 r., kiedy kierowaliście Gosbankiem, przy mnie telefonował do was J.W. Stalin i prosił, by wydać mi pół miliona złotych w celu realizacji pewnej nielegalnej operacji w Warszawie. Następnego dnia, po otrzymaniu od Was tej kwoty, wyjechałem do Warszawy i z honorem wypełniłem poruczone mi zadanie31.
Zdaniem Borisionoka te pół miliona złotych polskich mogły być zapłatą dla ww. urzędników MSZ, którzy mieli zadbać o to, by informacje o planowanym przez Stalina zawarciu traktatu z Niemcami32 nie wpłynęły na zmianę stanowiska rządu RP, który (gdyby pojął powagę sytuacji po traktacie sowiecko-niemieckim) mógł zaakceptować żądania niemieckie, by uniknąć zniszczenia państwa polskiego. Borisionok słusznie zauważa, że list Kobułowa musiał zawierać prawdę, gdyż człowiek skazany na śmierć, błagający o litość w imię swoich przeszłych zasług musiał odwoływać się do prawdziwych wydarzeń, o których wiedział adresat (jaki sens miałoby przypominanie Bułganinowi o wydanych przez niego 500 tysiącach złotych, gdyby był to wymysł?). Tak więc możemy za Borisionokiem przyjąć hipotezę, że za samobójczą decyzją o odrzuceniu żądań niemieckich mogła stać sowiecka agentura wpływu33, która za pomocą rzekomo niepodważalnych analiz politycznych ugruntowała stanowisko polskie, co spowodowało reakcję łańcuchową w postaci najazdu hitlerowskiego na RP i wypowiedzenia Niemcom wojny przez Francję i Anglię. Czyli - w rezultacie - przeniesienie wektora niemieckiej agresji z ZSRS na mocarstwa zachodnie. Jest to, jak już wspomniano wcześniej, na pewno jedynie drobny wycinek działalności Sowietów, która pozwoliła im na wplątanie Hitlera w wojnę z Polską i Zachodem (której Hitler nigdy nie chciał, hołubiąc strategiczny plan podboju ZSRS) i odwlekała nieuchronną wojnę z Niemcami34 o kluczowe dwa lata.
Warto dodać, że w tej historii ciekawostką jest wypłacenie gigantycznego wynagrodzenia dla hipotetycznych agentów w złotówkach, a nie w dolarach (czyli w walucie tradycyjnie używanej do rozliczeń przez wywiad). Stalin dzięki temu po pierwsze pozbył się złotówkowych zapasów Gosbanku bez ściągania uwagi obserwatorów zachodnich na nagłe pozbywanie się przez Sowietów polskiej waluty. Po drugie zaś w klasyczny dla inteligentnych psychopatów sposób zakpił ze zdrajców, oferując im wynagrodzenie za zdradę ojczyzny w walucie, która wskutek tejże zdrady już za miesiąc stała się bezwartościowa. Stalin mentalnie był bolszewikiem, ale przy tym - wielkoruskim nacjonalistą i nawet jeśli kupował usługi agenta lub agentów35, najwyraźniej nie chciał, by za przyłożenie ręki do zniszczenia własnego państwa byli sowicie wynagrodzeni.
Tak więc, choć za wybuch wojny był rzecz jasna odpowiedzialny Hitler, to jednak za przekierowanie jej na Zachód (co poskutkowało rozlaniem się konfliktu na cały świat) stał Związek Sowiecki. I ten fakt jest skutecznie ukrywany przez politykę historyczną Federacji Rosyjskiej, która nie może szczycić się tym niebywałym triumfem sowieckiej dyplomacji, służb specjalnych i propagandy bez niszczenia mitu wojny ojczyźnianej36.
Po drugie, cel propagandowo-polityczny (a właściwie cele), jaki chcą osiągnąć Rosjanie. Opisane wyżej próby dyskredytacji RP pozwalają bowiem kremlowskim strategom obsłużyć kilka naraz linii politycznych. Przede wszystkim należy sobie uświadomić, że wielka wojna ojczyźniana jest mitem założycielskim Federacji Rosyjskiej, która, powstając na gruzach ZSRS, nie mogła swoim etnicznie i kulturowo różnym obywatelom zaoferować spójnej tożsamości historycznej. Zaowocowało to schizofrenicznym rozszczepieniem duszy rosyjskiej na quasi-religijną apologetykę czasów carskich37 przy jednoczesnym głębokim sentymencie do dorobku sowieckiego. Nieprzypadkowy jest więc renesans zainteresowania Stalinem, będącym czymś na kształt zwornika samodzierżawia i sowieckiej ideologii.
Z tego punktu widzenia pokonanie Niemiec, kosztem dziesiątków milionów zabitych, oferuje "narodom Rosji" wspólny mianownik historyczny - dzieloną między "wszystkie narody sowieckiej ojczyzny" chwalebną przeszłość. Zaś wieloetniczna Armia Czerwona staje się alembikiem "prawdziwego człowieka rosyjskiego" (dawniej sowieckiego).
Starcie z nazistami nabiera w narracji rosyjskiej zabarwienia eschatologicznego. Jest bitwą dobra i zła, światła i ciemności. W tym manichejskim pojedynku gubi się polityczno-wojskowy cel zmagań38, a na jego miejsce stawia się zmitologizowaną wersję planu eksterminacji całych narodów i ras, której zapobiec miał żołnierz sowiecki39. Przy okazji ukrywając fakt, że celem strategicznym Hitlera w okresie całej jego działalności politycznej było zniszczenie ZSRS40, a wymierzone w Słowian i Żydów ludobójstwo było (choć brzmi to potwornie) jedynie logicznym skutkiem tego podstawowego paradygmatu hitlerowskich planów geopolitycznych. Połączenie wypaczonej narracji historycznej z moralną oceną o quasi-religijnym charakterze pozwala rosyjskim sternikom świadomości na pozycjonowanie Rosji w społecznej podświadomości jako elementu mistyczno-konfesyjnego, który swoją samoofiarą zapobiegł całopaleniu etnosów uznawanych przez nazistów za niegodne istnienia, a jednocześnie na skrywanie genezy tej zbrodni w postaci geopolitycznego celu Hitlera.
W ten sposób wojna 1941-1945 przestaje być zjawiskiem politycznym, przechodząc w sferę sacrum41. Tym samym nabiera ona wartości uniwersalistycznej, gdyż udział w starciu sił dobra i zła nie ma (wręcz nie może mieć) charakteru narodowego. Przecież w Armii Czerwonej służyły (co jest stale podkreślane) wszystkie narody ZSRS. Dzięki temu zabiegowi, postsowiecka eschatologia staje się nie tylko budulcem rosyjskiej tożsamości narodowej, lecz także elementem przyciągającym dla "bratnich narodów" z postsowieckiej zony, które ongiś uczestniczyły w zmaganiach dobra ( ZSRS) z siłami zła (faszyzmem, który celowo pozbawia się cech narodowych), ale teraz, wskutek intryg Zachodu, oddaliły się od dawnych towarzyszy broni. To pozwala także tworzyć dwubiegunowy czarno-biały obraz świata, wykorzystujący mitologię wypracowaną już w carskim panslawizmie: my (ludzie sowieccy walczący z demonicznym złem upostaciowanym w hitleryzmie) i oni (szeroko rozumiany Zachód tajnie wspierający faszyzm i układający się z Hitlerem, a nawet planujący dołączenie do pochodu legionów Waffen SS na wschód42).
W naturze ludzkiej leży zarówno dychotomia widzenia świata (zwłaszcza w odniesieniu do samego siebie i swojej w nim roli), jak i potrzeba postrzegania rzeczywistości w kategoriach starcia światła i ciemności. Wszystkie chyba religie i mitologie bazują na tym podstawowym dla zwierząt dziennych rozróżnieniu: dnia kojarzonego z bezpieczeństwem i nocy, w której budzą się drapieżniki. Równie ludzkie jest stanięcie po stronie światła. Rosyjscy twórcy mitologii państwowych świetnie o tym wiedzą i z tego powodu budują mit wojny ojczyźnianej w wersji quasi-religijnej.
Problem polega jednak na tym, że powyższy konstrukt jest rezultatem sprytnej manipulacji narracją historyczną (a więc i pamięcią społeczną) - i to jest drugi główny aspekt niedostrzegany przez Zachód. Wspomniana manipulacja nie polega bowiem na tym, że Rosjanie chcą przemilczenia faktu podpisania paktu Ribbentrop-Mołotow wraz z jego tajnym aneksem. Wręcz przeciwnie, historycy rosyjscy mogą - dzięki fałszywej tezie o pakcie jako przyczynie wojny - z łatwością podważać całość zachodniej narracji, sprawnie wskazując na ahistoryczność i alogiczność tego zarzutu oraz jego logicznych konsekwencji. Mało tego - mogą ze spokojnym poczuciem wyższości i niepodważalną logiką udowadniać, że pakt sowiecko-niemiecki był dyplomatycznym majstersztykiem, wynikającym z politycznej konieczności43, który dał ZSRS prawie dwa lata na zebranie sił44, co ostatecznie pozwoliło na wielkie zwycięstwo nad Niemcami. W dodatku w koalicji z zachodnimi demokracjami, które - w zaskakujący sposób - zapomniały o bolszewickich zbrodniach i planach światowej rewolucji, by wspólnie pokonać Hitlera. Pełne oburzenia repliki zachodnich historyków, mówiące o immanentnej niemoralności paktu dwóch totalitaryzmów, który je rzekomo do siebie zbliżał, tylko pogarszają sprawę, przenosząc dyskusję z poziomu faktów na poziom moralnych ocen i emocji. Które są potem z lubością wyłapywane przez narrację rosyjską. Zapomina się przy tym stale o fakcie doskonale rozumianym przez Rosjan, że pakt Ribbentrop-Mołotow był tylko taktycznym wybiegiem dla obu stron gotujących się do ostatecznego starcia. Hitler, w sytuacji odrzucenia jego wezwań do antysowieckiej krucjaty z lat 1933-1937 i fiaska paktu antykominternowskiego (mającego być zalążkiem przyszłego militarnego sojuszu antysowieckiego), musiał najpierw zabezpieczyć sobie linie aprowizacyjne przez Polskę oraz bezpieczeństwo zachodnich granic, by móc zrealizować cel swojego życia, czyli zniszczenie bolszewizmu45. Sowieci to rozumieli i za pomocą wielorakich działań, wplątawszy Zachód w "wojnę imperialistyczną", zamierzali wejść do niej jak najpóźniej, by ostatecznie zsowietyzować Europę.
Manipulacja rosyjska jest dużo subtelniejsza i trwa niezauważana właśnie dzięki absurdalności tezy o "sowiecko-faszystowskim spisku" jako przyczynie wojny. Narracja rosyjska bowiem dokonuje dwóch głównych zabiegów pozwalających na zafałszowanie rzeczywistości:
Nade wszystko, w niezrozumiały na gruncie logiki sposób, utożsamia zachodnie plany wojny z ZSRS (najpierw tworzone przez państwa ententy i wpływowe grupy lobbingowe wokół gen. Maxa Hoffmanna, a potem przejęte przez Hitlera) z wojną paneuropejską, a nawet światową.
Jest to historyczny nonsens. Owszem, na przełomie lat 20. i 30. XX w. miało miejsce przyspieszenie procesu demontażu systemu powersalskiego i to nie w drodze dyplomatycznej, a siłowej46. Był to skutek zarówno światowego kryzysu i wywołanych nim gwałtownych zbrojeń ZSRS, jak i dojścia do władzy w Europie ugrupowań faszystowsko-militarystycznych, dążących do siłowego rozwiązania konfliktów stworzonych przez traktat wersalski47. Konflikt interesów silnych graczy ówczesnej sceny politycznej musiał prędzej czy później doprowadzić do wybuchu. Jednakże w tamtej sytuacji likwidacja reżimu bolszewickiego była bodaj jedynym sposobem na uniknięcie wojny paneuropejskiej (w konsekwencji światowej) i uratowanie ładu powersalskiego (w wersji zmodyfikowanej), gdyż trwale kanalizowałaby niemiecką frustrację (wywołaną reparacjami, stratami terytorialnymi i nadprodukcją siły roboczej) oraz potrzeby rosnącej gospodarki, kierując je na ZSRS48. Zachodni planiści byli świadomi tego, że - wbrew majaczeniom Hitlera - podbój, a nade wszystko okupacja49 gigantycznego terytorium ZSRS - przerastały możliwości Niemiec50.
W gruncie rzeczy polityce zachodniej (głównie brytyjskiej) chodziło o to, by rękami nazistów pozbyć się bolszewików51 (jako elementu stale zagrażającemu ładowi europejskiemu i interesom Anglii w Azji Centralnej), a potem - w razie zakusów Niemiec na europejską hegemonię - powtórzyć manewr z I wojny światowej i wykrwawione wojną na wschodzie Niemcy zmusić do podpisania pokoju na zachodnich warunkach52. Tym sposobem ład powersalski zostałby poddany niezbędnym korektom53 bez monstrualnych zniszczeń, które przyniosła II wojna światowa. Rozbicie Rosji na państwa etniczne (traktowane jako optimum w planach Marszałka Józefa Piłsudskiego i Hitlera54), jak zakładano, przyniosłoby Europie ożywienie gospodarcze z racji możności swobodnej ekspansji zachodniego kapitału do nowo powstałych organizmów państwowych skazanych, przynajmniej w początkowym okresie, na uzależnienie od Zachodu w odbudowie gospodarek narodowych55. Postsowiecki rząd narodowy (być może w formie monarchii konstytucyjnej) odsuniętej maksymalnie na wschód Rosji, jako następca prawny rządów przedbolszewickich musiałby przejąć odpowiedzialność za długi carskie i oddać prawowitym właścicielom (głównie zachodnim) znacjonalizowane przez bolszewików kopalnie i fabryki. Byłoby to olbrzymim impulsem ekonomicznym dla nękanej kryzysem gospodarki europejskiej. Europa, dzięki niemieckim planom ekspansji na wschodzie, mogła - relatywnie niewielkim kosztem - uratować ład powersalski, rozwinąć gospodarkę i uniknąć krwawych paroksyzmów wojny światowej skutkującej zbrodniami przeciwko ludzkości.
Dzięki lokalizacji konfliktu zapewne nie doszłoby do gigantycznych zniszczeń i Holokaustu oraz do stworzenia bipolarnego, groźnego dla całej ludzkości, powojennego systemu światowego. Wojna z ZSRS, rozumiana jako lokalny konflikt na wschodzie Europy, pozwoliłaby uniknąć załamania całości ładu międzynarodowego wypracowanego po I wojnie światowej.
Po trzecie, narracja rosyjska dokonuje nieuprawnionego zabiegu demonizacji Adolfa Hitlera także w odniesieniu do lat poprzedzających wojnę, przenosząc wiedzę na temat jego zbrodni z lat 1939-1945 na lata wcześniejsze. Jest to podejście ahistoryczne (choć zapewne moralnie poprawne), gdyż powszechnie przyjmuje się periodyzację historii nazistowskiego państwa, której cezurami było przechodzenie do coraz brutalniejszych form realizowania strategicznych celów politycznych56. Oczywiście jest rzeczą absolutnie niedopuszczalną, by w jakikolwiek sposób relatywizować zbrodniczość nazistowskiego państwa i podważać winę Hitlera za wybuch wojny oraz ludobójstwo Żydów i Słowian. Jednakże do zbrodni popełnionych w czasie agresji na Polskę Hitler był postrzegany jako jeden z polityków europejskich starających się realizować cele polityczne w sposób względnie racjonalny (z punktu widzenia zarówno interesów Niemiec, jak i Europy Zachodniej - niezainteresowanych wojną paneuropejską)57. Co więcej, używał przy tym retoryki pokojowej, deklarując zarówno chęć utrzymania pokoju w Europie, jak i przyjęcie międzynarodowej legislacji maksymalnie humanizującej wojnę58. Zapewne ideologiczne szaleństwa czystości rasowej prędzej czy później doszłyby do głosu, zważywszy na pogłębiające się samoradykalizację i ewidentny obłęd Hitlera oraz wpływ antysemickiej propagandy państwowej wpędzającej w krwawą psychozę całą populację, co doprowadziło do quasi-industrialnej zbrodni Shoah. Jednakże powtórzmy: do wojny z Polską reżim nazistowski był uznawany za relatywnie normalnego gracza na scenie politycznej i negocjacje z Hitlerem nie budziły w nikim najmniejszego moralnego dyskomfortu, nawet jeśli państwowy antysemityzm Niemców kazał zachodnim politykom publicznie odżegnywać się od proniemieckich sympatii. Dodajmy, że większość biografów Hitlera, zgadzając się w kwestii, że łączył on w sobie myślenie w kategoriach geopolitycznej Realpolitik z paranoidalnymi teoriami spiskowymi osadzonymi w ugruntowanej ideologii, jednocześnie podkreśla, że element ideologiczny w światopoglądzie i sposobie rozumowania Hitlera zaczął dominować dopiero po 1937 r.59 Wcześniej radykalna ideologia była równoważona względnie trzeźwym geopolitycznym oglądem sytuacji. I w ten sposób był postrzegany przez ówczesnych polityków, w tym przez kierujących II RP, którzy - próbując znaleźć płaszczyzny porozumienia z Hitlerem - nie mogli w żaden sposób przewidzieć, że ten człowiek za kilka lat stanie się spiritus movens monstrualnych zbrodni przeciw człowieczeństwu.
Nawiasem mówiąc, choć pytanie, czy Hitler zdecydowałby się na masowe zbrodnie na Słowianach, Żydach i pozostałych nacjach, uwikłany w wojnę jedynie z ZSRS, jest nienaukowe, to jednak można przypuścić, że mając w perspektywie konieczność ułożenia się po wojnie z szeroko rozumianym Zachodem (a więc i z Polską, i Wielką Brytanią, mającymi być istotnymi komponentami nowego hitlerowskiego ładu geopolitycznego), mógłby musieć prowadzić Realpolitik uwzględniającą fakty, a nie dawać upust ideologicznemu szaleństwu.
Trzeba przy tym podkreślić fakt (notorycznie zapominany i w Polsce, i na Zachodzie), że planowaną i lansowaną przez wiele wpływowych grup w dwudziestoleciu międzywojennym interwencję wojskową w ZSRS60 trudno byłoby uznać za wojnę amoralną lub choćby sprzeczną z prawem międzynarodowym61. Bolszewicy nie mieli legitymacji społecznej, gdyż zagarnęli władzę w drodze wojskowego puczu62. Doprowadzili do monstrualnego kryzysu początku lat 20. XX w. oraz do masowego głodu (w latach 1920-1922 i 1932-1933) w kraju będącym do 1914 r. największym światowym producentem zboża63, który spowodował śmierć około 15 milionów ludzi64. W wojnie domowej wywołanej przez przewrót bolszewicki zginęło między 10 a 17 milionów ludzi, a minimum 2 miliony (elita i inteligencja) uciekły z kraju65. Podczas czerwonego terroru bolszewicy wymordowali około 1 200 000 ludzi66, a w czasie wielkiej czystki 3 800 00067 - co daje łącznie niewyobrażalną liczbę 30-37 milionów ofiar bolszewickiego reżimu. Przy czym Sowieci - terrorem, głodem i chroniczną biedą - skutecznie zakłócili dynamikę rozwoju rosyjskiej populacji sprzed rewolucji. Skutkiem tego była różnica między szacowaną na podstawie przedrewolucyjnego wzrostu a faktyczną liczbą ludności w latach 40. XX w. - wynosząca 160 milionów ludzi68.
Garstka fanatyków politycznych, zagarnąwszy władzę w ogromnym i błyskawicznie rozwijającym się kraju, pogruchotała cywilizacyjne szanse narodów zamieszkujących jego terytorium, zdziesiątkowała i zdemoralizowała za pomocą strachu populację oraz zniszczyła starą i oryginalną kulturę. Sowdepia trwała tylko dzięki aparatowi przemocy stosującemu metody niedopuszczalne w Europie (przynajmniej w stosunku do ludności własnej), terroryzując zarówno ludność wielkoruską, jak i narodowe mniejszości, anihilując ich historyczny dorobek, przy tym - za sprawą systemowej niewydolności - skutecznie blokując rozwój gospodarczy. Co gorsza, ta skrajnie brutalna i nieudolna gospodarczo dyktatura, tonąc w oparach ideologicznego szaleństwa, wciąż marzyła o sowietyzacji Europy albo i całego świata i - za pomocą Kominternu - realizowała całkiem realne działania propagandowo-wywrotowe w większości cywilizowanych państw.
Podsumowując powyższe: koncepcja siłowej likwidacji reżimu bolszewickiego69, postulowana w międzywojniu przez wiele wpływowych środowisk w Europie i ostatecznie przejęta przez Hitlera jako doktryna geopolityczna, z gospodarczego, prawnego, a nawet moralnego punktu widzenia była słuszna. Interwencja wojenna w ZSRS mogła przynieść odbudowę Rosji jako państwa burżuazyjnego i ponowny rozwój gospodarczo-kulturalny uciskanych przez Sowietów narodów. Obalenie zbrodniczych reżimów, nawet w drodze militarnych działań, zwykle nie budzi moralno-prawnych wątpliwości, czego dowodzi choćby mandat ONZ udzielony operacji wojskowej wymierzonej w Irak w 1990 r. Dlaczego zatem tworzone w dwudziestoleciu plany likwidacji nieludzkiego reżimu w ZSRS są przedstawiane przez historyków rosyjskich jako zbrodnia przeciw ludzkości, która musiała prowadzić do konfliktu światowego?
Dzięki wspomnianej ahistorycznej perspektywie, za pomocą krwawych obrazów niemieckich zbrodniczych szaleństw z lat 1939-1945, ukrywa się fakt, że realnie istniejące w polityce europejskiej (w tym polskiej) pomysły interwencji militarnej w ZSRS nijak się miały do hitlerowskiej wojny totalnej, której cele geopolityczno-wojskowe rozmyły się w ideologicznych nonsensach czystości rasowej i antysemityzmu z wyraźnym zabarwieniem psychozy społecznej. Ta kwestia zostanie omówiona w dalszej części pracy, na tym etapie należy poprzestać na konstatacji faktów: rosyjska narracja w sposób historycznie całkowicie nieuprawniony odnosi działania nazistów po 1939 r. do planów antysowieckiej krucjaty z lat 20. i 30. XX w.
Z tą kwestią wiąże się kolejna osobliwość manipulacji rosyjskiej historiografii. Przypisawszy wszelkim planom zbrojnego konfliktu z ZSRS walor "zbrodniczości" oraz "nieuchronności wojny światowej jako jego skutku", podnosi się kwestię odpowiedzialności Polski za wybuch II wojny światowej, która przyniosła niewyobrażalne straty ludzkie i gospodarcze. Generalnie rzecz biorąc, paradygmat rosyjski odpowiada propagandzie sowieckiej i sprowadza się do następującej konstrukcji myślowej:
Polacy, odstręczeni od Zachodu paktem czterech70, grając na zbliżeniu z ZSRS, najpierw zmusili słabego jeszcze Hitlera do zawarcia paktu o nieagresji, który od samego początku miał charakter antysowiecki i zawierał niejawny aneks wojskowy. Następnie w latach 1934-1935 aktywnie planowali wojnę z ZSRS w koalicji z Niemcami i Japonią. Jednakże, gdy - dzięki dyplomatycznemu kunsztowi sowieckiego kierownictwa - te plany spełzły na niczym, kontynuowali romans z Hitlerem mający na celu realizację planu Piłsudskiego, czyli inkorporację Litwy i Ukrainy jako rekompensaty za oddane Niemcom "korytarz" i Gdańsk71. Gdy się jednak okazało, że Niemcy nie chcą widzieć w Polsce równoprawnego partnera, sterując w stronę przekształcenia RP w satelitę Niemiec72, odrzucili ich żądania, dając się infantylnie nabrać na od początku nierealne gwarancje Wielkiej Brytanii i Francji. Podkreśla się przy tym z mocą, że RP "samobójczo" odtrącała wszelkie oferty pomocy ze strony ZSRS, co - w świetle klęski wrześniowej - ma dowodzić kompletnego odrealnienia sanacyjnych rządów, a zwłaszcza "proniemieckiego alkoholika" Józefa Becka73.
Dzięki analizie tej narracji nietrudno dostrzec, że jest ona wariacją na wcześniej omówiony temat "zbrodniczości planów obalenia bolszewickiego reżimu". II Rzeczpospolita słusznie widziała w ZSRS potencjalnego wroga, a polscy politycy i wojskowi byli świadomi nieuchronności nadciągającej wojny. Sztab Generalny WP już w 1925 r. wyznaczył przedział czasowy 1938-1940 jako moment rozpoczęcia przewidywanego konfliktu74. Interes narodowy wymagał przeciwdziałania zagrożeniu, przy czym Rzeczpospolita, usadowiona między dwoma wrogimi krajami, z których każdy był od niej ludnościowo i gospodarczo silniejszy, musiała znaleźć sposób, by się zabezpieczyć przed agresją każdego z nich, a zwłaszcza przed perspektywą ich współpracy przeciwko Polsce. Odmieniana przez wszystkie przypadki zasada "równych odległości" od Moskwy i Berlina okazała się w 1939 r. skrajnie szkodliwa75, doprowadzając do rozbioru II RP. Polityka zagraniczna Becka, będąca przyczyną takiego biegu wypadków, była wielokrotnie analizowana - w zależności od autorów i ich sympatii politycznych albo przypisuje się jej skrajną głupotę i mitomaństwo, albo heroizm i nieokiełznaną dumę narodową, której przejawem miało być przemówienie Becka z 5 maja 1939 r.76 Nikt jednak do tej pory nie przypisywał jej waloru racjonalności, mając w pamięci klęskę wrześniową. Paradoksalnie, zabiegi historiografii rosyjskiej, próbującej przypisać Polsce odpowiedzialność za wojnę, pozwalają na oddanie sprawiedliwości kierownictwu II RP, które (zgodnie z rosyjską narracją) najwyraźniej próbowało zrezygnować z samobójczej polityki równych odległości, wybierając (przynajmniej do śmierci Marszałka) Niemcy oferujące korzystniejszy sojusz77.
W latach 30. XX w. hitlerowcy jeszcze nie skalali się zbrodniami wojennymi i Holokaustem, nie było więc moralnych oporów przed wyborem ich na ewentualnego sojusznika. Wybór Hitlera jako sojusznika był racjonalny, gdyż zarówno Polska, jak i Rzesza miały interesy gospodarczo-polityczne na wschodzie, które można było pogodzić. Stalinowski Związek Sowiecki jako obiekt "niemiecko-polskiej agresji" był zaś tworem nie do zaakceptowania dla całej cywilizacji zachodniej, będąc przy tym stałym elementem zagrożenia światowego ładu. Z tego powodu mocarstwa zachodnie nigdy nie zarzuciły pomysłu siłowego obalenia bolszewików78. Dlaczego więc plany polsko-niemieckiej współpracy militarnej przeciwko ZSRS miałyby, jak twierdzą historycy rosyjscy, doprowadzić do wojny światowej? Kto miałby wspomóc Sowietów, w razie gdyby armie niemiecko-japońsko-polskie przy współpracy (lub w najgorszym razie przy cichej aprobacie) Wielkiej Brytanii i USA pomaszerowały na Moskwę? Apokaliptyczna wizja rosyjska, w której naprzeciwko siebie stałyby "obłąkany rasowo faszyzm i międzynarodowi obrońcy pokoju" nijak się ma do opisywanej przez samych badaczy rosyjskich ówczesnej sytuacji politycznej. Atak na ZSRS zrealizowany rękami Niemców oraz państw sąsiadujących z ZSRS mógł potencjalnie pozwolić na uniknięcie wojny paneuropejskiej, stać się potężnym impulsem ekonomicznym i utrzymać ład międzynarodowy, choćby dzięki temu, że agresja Niemiec z całą pewnością straciłaby impet w wyniku strat w wojnie ze zmodernizowaną Armią Czerwoną i w związku z koniecznością okupowania olbrzymich terytoriów na wschodzie. Wtedy Wielka Brytania mogłaby swobodnie zrealizować swój strategiczny cel, czyli wymusić nową, stabilniejszą wersję ładu powersalskiego gwarantującą Anglikom kontynentalną równowagę.
Jednakże, aby uniknąć pokus pisania historii alternatywnej, skupmy się na analizie informacji tworzących narrację rosyjską. Jedną z najciekawszych z nich jest w intrygujący sposób udokumentowany rzekomy plan polsko-niemieckiej agresji na ZSRS w latach 1934-1935.
Przyjrzyjmy się rosyjskiemu opisowi krucjaty rzekomo planowanej przez Piłsudskiego i Hitlera. Pozwala to bowiem na wysunięcie wielu hipotez roboczych dotyczących rzeczywistego przebiegu procesów politycznych oraz wpływu na nie działań służb specjalnych, których ostatecznym rezultatem był wybuch II wojny światowej. Ważne jest przy tym zawieszenie całej wiedzy na temat zbrodni hitlerowskich popełnionych w czasie II wojny światowej, by móc - sine ire et studio - ocenić politykę Piłsudskiego wobec Niemiec. Tylko bowiem skupienie się na analizie historycznej i geopolitycznej, z pominięciem późniejszych czasowo elementów moralnie nie do przyjęcia, może pozwolić na wyciągnięcie logicznych wniosków nieobarczonych wpływem mitotwórczej propagandy, która wmówiła światu, że II Rzeczpospolita, rozważając antysowiecki sojusz z Niemcami, wywołała II wojnę światową, pomimo że wszystkie fakty historyczne świadczą o tym, że było dokładnie na odwrót, że właśnie niezgoda Polski na współdziałanie z Hitlerem w wojnie z ZSRS doprowadziła do przeniesienia wektora konfliktu na Zachód, a więc do umiędzynarodowienia wojny, która w niemieckich planach miała być wymierzona przeciwko ZSRS.