Rozdział II
Minęło kilka tygodni i przestałam myśleć o tamtym przerażającym wydarzeniu. Poza tym niewiele pamiętałam, nie było nad czym się zastanawiać. Tamta dziwna noc sprawiała wrażenie odległej i zamglonej jak sen, który coraz bardziej tracił na ostrości. Może to i lepiej - w końcu im mniej o tym myślałam, tym łatwiej było wrócić do normalności. A normalność, choć chwilami przytłaczająca, była bezpieczna.
Wiosenne dni zleciały szybko w natłoku zajęć i niekończących się sprawdzianów. Nim zdążyłam się obejrzeć, wakacje były tuż-tuż.
W szkole panował luźniejszy nastrój. Nauczyciele przestali się przejmować zadaniami domowymi, a my odliczaliśmy dni do końca roku. Zamiast skupić się na lekcjach, planowaliśmy wspólne wyjazdy, wypady nad jezioro i długie letnie wieczory przy ognisku.
To była moja nowa rzeczywistość - codzienne rozmowy o niczym, śmiechy na korytarzach, wpatrywanie się w zegar, byle szybciej minęła kolejna nudna lekcja.
Siedzenie w domu doprowadzało mnie do szaleństwa. Przebywanie w czterech ścianach, w które wsiąknęło wspomnienie tej jednej nocy, sprawiało, że się dusiłam. Musiałam wyjść, ruszyć się, poczuć, że znowu mam kontrolę nad swoim życiem. Każdego dnia, kiedy zamykałam za sobą drzwi, czułam, jak napięcie powoli ustępuje, a powietrze staje się lżejsze. Ale, mimo że przestałam myśleć o tamtej nocy, od czasu do czasu łapałam się na tym, że coś było... nie tak. Niby wszystko wróciło do normy, a jednak miałam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje.
To uczucie pojawiało się nagle, bez powodu - czasem na ulicy, czasem w szkole, a czasem w środku nocy, kiedy leżałam w łóżku. Tamta noc wciąż rzucała cień na moje życie, nawet jeśli nie chciałam tego przyznać.
Mama krzątała się w kuchni, a zapach jajecznicy i smażonego bekonu dotarł aż do mojego pokoju. Ale pachniało czymś jeszcze. Coś słodkiego unosiło się delikatnie w powietrzu jak zapowiedź niespodzianki. Nie mogłam się oprzeć - szybko zbiegłam po schodach i wpadłam do kuchni jak błyskawica.
- Co tak pachnie? - zapytałam, niemal wpadając na stół, na którym leżała już miska świeżych owoców i kawałek ciepłego chleba.
Mama odwróciła się z patelnią w ręku i uśmiechnęła tajemniczo. Ale to nie jajecznica zwróciła moją uwagę - na blacie w kącie kuchni stało ciasto cynamonowe, pokryte lukrem, którego zapach wypełniał przestrzeń.
- To na później - powiedziała i zerknęła na mnie z uśmiechem. - Ale wiedziałam, że przyciągnie cię tu szybciej niż bekon.
Usiadłam przy stole. Czułam, jak moje myśli na chwilę ulatują od wszystkiego, co ostatnio działo się wokół mnie. Były takie dni jak ten, kiedy wszystko zdawało się być w porządku.
Ale wciąż, gdzieś głęboko we mnie czaiło się to niepokojące uczucie, które od czasu do czasu wracało. Jakby cienka linia oddzielająca ten spokojny poranek od czegoś mroczniejszego była gotowa pęknąć w każdej chwili. Dziś jednak... dziś chciałam uwierzyć, że wszystko będzie dobrze.
- Zawsze, gdy jest ładna pogoda, szykujesz jakieś wymyślne śniadanka - powiedziałam z uśmiechem, podchodząc do mamy.
Przytuliłam się do jej pleców. Poczułam ciepło, które od niej biło. To było takie znajome, takie kojące.
- Wiesz, że lubię cię rozpieszczać - odpowiedziała. Śmiała się przy tym, a ja poczułam jej ręce spoczywające na moich, kiedy delikatnie się odwróciła. - Poza tym kiedy pogoda jest taka piękna, to aż chce się coś zrobić.
Promienie słońca wpadające przez okno tworzyły w kuchni złote refleksy. Na chwilę wszystko wydało się idealne. Złapałam widelec i zaczęłam nakładać jajecznicę, było tak cudownie, normalnie. Powinnam pielęgnować te momenty, bo nigdy nie wiadomo, jak długo będą trwać. Coś we mnie szeptało, że ta harmonia może zostać przerwana, tak jak noc, której szczegóły wciąż były dla mnie zagadką.
- Pamiętaj, że ciasto jest na deser - rzuciła mama z uśmiechem, próbując przywrócić mnie do rzeczywistości.
- Obiecuję, że poczekam - odpowiedziałam.
- Dobrze spałaś?
- Tak, dziękuję, jestem wyspana i gotowa na nowe wyzwania! - Wyszczerzyłam się, by w końcu wypuściła mnie do szkoły.
- Na pewno czujesz się już dobrze? - spytała zatroskana, marszcząc czoło, a w jej głosie wyraźnie pobrzmiewała obawa.
- Tak, mamo, czuję się dobrze, a jeśli będę siedziała w domu, zwariuję i trafię do wariatkowa. - Parsknęłam śmiechem, żeby ją uspokoić.
Mama uśmiechnęła się niepewnie, ale widziałam, że wciąż nie była przekonana. Podała mi kubek kawy i przyjrzała się badawczo.
- No dobrze, skoro tak mówisz - odpowiedziała, ale jej oczy zdradzały, że martwi się bardziej, niż chciała pokazać.
Wzięłam widelec i zaczęłam jeść. Próbowałam nadać rozmowie lżejszy ton. Wiedziałam, że od tamtej nocy mama nie była sobą. Cały czas pytała, czy nic mi nie jest, czy na pewno dobrze się czuję. A ja sama, choć udawałam, że wszystko jest w porządku, miałam wrażenie, że coś we mnie się zmieniło - choć nie potrafiłam jeszcze powiedzieć co.
- Może pójdziemy na spacer pod wieczór? - zapytała niespodziewanie, jakby chciała odwrócić uwagę od swoich myśli.
- Jasne, czemu nie? Trochę ruchu mi się przyda - odpowiedziałam, mimo że w głowie wciąż krążyły pytania, na które nie miałam odpowiedzi.
***
W szkole panował spokój, niektórzy wyjechali już na wakacje, więc korytarze były o wiele mniej zatłoczone niż zwykle. Klasy wyglądały jak puste statki, a dźwięki śmiechu i rozmów, które zazwyczaj wypełniały przestrzeń, ustąpiły miejsca szumowi wentylatorów i szelestowi papierów.
W powietrzu unosiła się mieszanka woni letniego słońca i zapachu świeżej farby - szkoła przygotowywała się do letnich porządków.
Usiadłam na ławce w szkolnym ogrodzie, który tętnił życiem. Gałęzie pokrytych kwiatami drzew uginały się pod ciężarem delikatnych, białych i różowych płatków, wypełniających powietrze słodkim zapachem.
W słońcu kolorowe kwiaty mieniły się jak klejnoty, a drobne pszczoły i motyle krążyły wśród nich, ciesząc się letnią aurą.
Szkoła, choć prawie pusta, wydawała się pełna życia. Od czasu do czasu przechodziły grupki uczniów, a ich śmiech odbijał się od ścian budynku. Patrzyłam na nich i czułam, jak spokój tej chwili kołysze mnie do snu. W tym momencie, w tym ogrodzie, z widokiem na niebo w pełni błękitu, czułam, że mogę na chwilę zapomnieć o wszystkim.
Wtedy przyszła mi do głowy myśl, że może te wakacje będą dla mnie czasem odkryć, początkiem czegoś nowego. Może w końcu zdobędę się na odwagę, żeby wyjść poza strefę komfortu i zrealizować plany. Moje serce zaczęło bić mocniej na samą myśl o możliwościach, które przede mną stały.
Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk dzwonka na lekcje. Wstałam, odetchnęłam głęboko i ruszyłam w stronę klasy, gotowa na ostatnie lekcje przed wakacyjnym rozluźnieniem. Przede mną były jeszcze dni, które mogły odmienić moją perspektywę, a może nawet życie.
Baśka na boisku, jak zawsze, mizdrzyła się do chłopaków, przystępując do nich z uśmiechem, który mógłby rozpalić nawet w najchłodniejszy dzień. Jej kręcone włosy falowały na wietrze, a ruchy były pełne pewności siebie, co sprawiało, że nie dało się oderwać od niej wzroku. Wyglądało na to, że każdy chłopak w okolicy zwracał na nią uwagę, a ona, jak prawdziwa gwiazda, korzystała z tego z przyjemnością.
Anka, zawsze gotowa rzucić ciętą uwagę, nie mogła się powstrzymać od komentowania. Z bliska obserwowała sytuację, a w jej oczach czaił się złośliwy błysk.
- Patrzcie, patrzcie! Nasza Baśka znów myśli, że gra w teatrze - nabijała się z niej, zwracając uwagę reszty dziewczyn. - Może powinna zgłosić się do castingu na modelkę?
Reszta koleżanek wybuchła śmiechem, a Baśka, niezrażona, tylko przewróciła oczami i przekornie odpowiedziała:
- A ty może powinnaś zostać krytyczką mody, Anka? Może też ci się uda?
Dziewczyna uniosła brwi. Jej śmiech był zaraźliwy. Ich przyjaźń była pełna żartów i docinków, które sprawiały, że nawet najnudniejsze dni spędzane wspólnie miały w sobie iskrę.
- Nie potrzebuję tytułu, żeby wiedzieć, co jest modne - odparła Anka przez śmiech. - Ale jeśli chodzi o ciebie, to mogłabyś pomyśleć o tym, żeby zrezygnować z tej szminki. Wyglądasz jak straszydło z horroru!
Obie dziewczyny znowu zaczęły się śmiać, a Baśka z udawanym oburzeniem poprawiła swoją fryzurę.
Właśnie takie chwile sprawiały, że życie szkolne było znośne - drobne docinki, śmiech i przyjaźń, które dodawały kolorów do ich codzienności. Na boisku zapanowała radosna atmosfera, a reszta uczniów, choć może nie wszyscy byli z nimi blisko, również podchwyciła nastrój wywołany słońcem i błękitem nieba.
- Wiecie, że mamy nowego ucznia w mieście? - powiedziała Kaśka z wyrazem podekscytowania na twarzy. Wydawała się nieco bardziej ożywiona niż zwykle. - Widziałam zajebisty samochód pod szkołą dziś rano. Wcześniej go nie widziałam! A wczoraj wieczorem matka wspominała, że musi przygotować papiery w sekretariacie. Po co pod koniec wakacji przygotowuje się papiery? Dla nowego, nie?!
Wszyscy na chwilę się zatrzymali, zaintrygowani.
W szkole nic tak nie elektryzowało uczniów jak nowi. Oznaczało to nowe plotki, nowe twarze i oczywiście - nowe miłości.
- Co to za samochód? - zapytał Tomek, a jego oczy zaświeciły się na myśl o szybkim aucie. - Sportowy?
- Tak, wyglądał jak z jakiegoś filmu! - potwierdziła Kaśka, a w jej głosie słychać było podniecenie. - Czerwony, błyszczący, a silnik brzmiał jak... jakby chciał rzucić wyzwanie całej reszcie!
- Może jest jakimś celebrytą - zażartowała Anka, a reszta przytaknęła, wyobrażając sobie, jak nowy uczeń przyjeżdża do szkoły w otoczeniu fanów. - Albo synem jakiegoś bogacza.
Zaczęły się spekulacje. Każdy dodawał coś od siebie, a historie robiły się coraz bardziej absurdalne. Niektórzy mówili, że nowy uczeń jest mistrzem sportów ekstremalnych, inni twierdzili, że pochodzi z innego kraju i mówi kilkoma językami.
- A może wcale nie jest nowym uczniem, tylko przyszedł tu po prostu pojeździć autem - rzucił Kamil, rozbawiony. - Może zapisał się do tej szkoły tylko po to, żeby zdobyć nasze serca.
Kaśka kiwnęła głową.
- W każdym razie musimy sprawdzić, kim on jest! Może się z nim zaprzyjaźnimy. Takie auto może być świetnym pretekstem do rozmowy.
Plotki o przybyszu rozprzestrzeniały się po szkole jak wirus. Cała klasa zaczęła snuć plany, jak go odnaleźć i poznać. Ktoś zaproponował, by po lekcjach zbadać sprawę, inni byli za tym, by poczekać, aż sam się ujawni. Była to osoba, z interesującym samochodem i tajemniczą historią, a to oznaczało, że nadchodziły kolejne przygody.
- Tak nawiasem mówiąc, to dziwne, że ktoś nowy przyjechał do tej dziury - wtrąciła Ola, krzyżując ramiona i kręcąc głową z dezaprobatą.
Cała klasa zwróciła na nią uwagę, a Anka przytaknęła z uśmiechem.
- No właśnie, kto w ogóle decyduje się na przeprowadzkę do naszej małej wioski? To jakby pójść na wycieczkę do muzeum - dodała z przekąsem.
Kaśka nie dała się zniechęcić i tylko wzruszyła ramionami.
- To może być tymczasowe. Albo ma jakieś powody, o których nie wiemy.
Ola spojrzała na nią z wymownym uśmiechem.
- Albo chce się schować przed światem - powiedziała, a reszta znowu zaczęła snuć różne teorie.
- Może przegrał w pokera z gangsterami i teraz się ukrywa! - zażartował Tomek, co wywołało salwę śmiechu.
- A może jest geniuszem, który przeprowadził się tutaj, żeby w spokoju napisać swój debiutancki thriller - dodała Anka, po czym teatralnie zakryła usta dłonią.
Rozmowy przerodziły się w swoisty spektakl, a każdy dodawał coś od siebie, próbując wymyślić najdziwniejsze historie na temat nowego ucznia. W końcu wszyscy przyznali, że niezależnie od tego, kim był, stanowił ciekawy temat do rozmowy, a jego obecność z pewnością mogła wprowadzić świeżość w ich rutynę. Ola, widząc, że reszta grupy się bawi, postanowiła jednak dodać coś poważniejszego.
- Wiecie, co jest najdziwniejsze? Że nikt z nas nie wie, dlaczego w ogóle się tu pojawił. Może ma jakieś ukryte powody, które mogą nas wszystkich zaskoczyć.
Rozmowa nabrała nowego wymiaru. Inni zaczęli spekulować, a w ich oczach pojawiła się ciekawość. Wyglądało na to, że nie był tylko nowym uczniem z zajebistym samochodem. Krył w sobie tajemnice warte odkrycia. Gdy każdy z nas wymyślał coraz bardziej szalone historie, z drugiego końca boiska przyszła do nas Patrycja, najśliczniejsza dziewczyna w szkole, jeśli nie w całym mieście.
Jej długie, złociste włosy lśniły w promieniach słońca wpadających przez okno, a oczy miały kolor czystego, letniego nieba. Kiedy podeszła, rozmowy natychmiast ucichły. Chłopcy zaczęli się wiercić, jakby nagle w klasie zrobiło się cieplej.
Patrycja spojrzała na nas z uśmiechem, a w powietrzu dało się wyczuć dreszczyk ekscytacji. Jej obecność zawsze wprowadzała atmosferę tajemniczości i uroku. Sprawiała, że każdy zwracał na nią uwagę.
- Hej, co tu takiego ciekawego? - zapytała, przerywając nasze spekulacje. Jej głos brzmiał jak muzyka, a cała klasa wpatrywała się w nią z ciekawością.
Kaśka, nieco zaskoczona, zaczęła szybko opowiadać o nowym uczniu i jego samochodzie. Patrycja słuchała z zainteresowaniem, a jej uśmiech stawał się coraz szerszy.
- Może jest księciem z bajki? - dodała i puściła oko.
Wszyscy wybuchnęli śmiechem, a Patrycja będąca w centrum uwagi zdawała się rozkwitać. Uniosła brwi. W jej oczach zaiskrzyła ciekawość.
- Zawsze warto poznać kogoś nowego. Może zaproponuję mu wspólny projekt - stwierdziła, a wszyscy spojrzeli na siebie, jakby dostrzegli w tym nieoczekiwaną możliwość.
- Dobry pomysł! - przytaknęła Anka. - Kto wie, może będzie zaskakująco utalentowany albo po prostu przystojny, co też by nam się przydało w tej szkole.
Patrycja zachichotała, a w klasie znów zapanowała radosna atmosfera. Obecność dziewczyny dodała energii całej grupie. Wszyscy zaczęli snuć coraz śmielsze pomysły na to, jak przyciągnąć świeżaka do swojego kręgu.
- Zdradzić wam pewną tajemnicę? - wyszeptała Pati zniżonym głosem, jakby bała się, że ktoś mógłby nas usłyszeć. W oczach koleżanki pojawił się błysk tajemnicy, a cała klasa zamarła w oczekiwaniu na to, co miała do powiedzenia.
- Co wiesz? - zapytała Kaśka, nie mogąc się powstrzymać. Jej ciekawość była niemal namacalna.
- Cała rodzina przyjechała do mojej sąsiadki, pani Karskiej, i mieszkają teraz naprzeciwko mnie! - wyznała Patrycja z wyraźną ekscytacją.
Na chwilę wszyscy zamarli, a w klasie zapanowała cisza, w której słychać było jedynie tykanie zegara. Wyglądało na to, że każdemu po głowie krążyły różne myśli, a wyobraźnia działała na pełnych obrotach.
- Jak to możliwe, że nic o tym nie wiedzieliśmy? - zdziwił się Tomek, nagle bardziej zainteresowany. - Musisz nam powiedzieć, co o nim wiesz!
Patrycja uśmiechnęła się tajemniczo.
- Widziałam go parę razy, ale jeszcze nie miałam okazji z nim porozmawiać. Mówią, że jest bardzo przystojny i podobno gra w piłkę nożną. Niektórzy twierdzą, że ma nawet kilka nagród z lokalnych rozgrywek.
Kiedy Anka to usłyszała, dodała z rozbawieniem:
- No to na pewno rzucimy się na niego jak sępy!
- Chyba nie tylko my - wtrącił Kamil, zerkając w stronę Baśki, która przez cały czas wydawała się znudzona. - Cała szkoła będzie go obserwować.
Patrycja pokiwała głową.
- A ja myślę, że to może być nasza szansa na kolejnego kumpla w klasie. Może będzie taki cool, że rozkręci całą paczkę!
Gdy koleżanka snuła opowieści o przybyszu, atmosfera stawała się coraz bardziej elektryzująca. Chłopcy zaczęli wymieniać spojrzenia i planować, jak najlepiej przywitać nowego kolegę, a dziewczyny już wyobrażały sobie, że będą go zapraszać na różne szkolne imprezy. Patrycja uśmiechnęła się z zadowoleniem, kiedy zobaczyła narastający entuzjazm.
- A wiecie co? Powiem wam coś... - Jest jeszcze drugie ciacho!
Dziewczyny zaczęły podskakiwać na krzesłach, klaskały, a w sali zapanował niesamowity hałas. Wszystkie czuły, jakby były w centrum jakiegoś wielkiego wydarzenia, a ich ekscytacja stała się zaraźliwa.
- Co? Naprawdę? - wrzasnęła Anka, niemal skacząc z radości. - Jak on wygląda? Czy jest równie przystojny?
Patrycja, widząc reakcję przyjaciółek, nie mogła się powstrzymać od śmiechu.
- Właściwie to jest nawet ładniejszy.
Ola, wciąż drżąc z emocji, dodała:
- To jak? Mamy dwóch nowych przystojniaków! Prawdziwe szczęście!
- Musimy to jakoś rozegrać! - zdecydowała Kaśka z szerokim uśmiechem na twarzy. - Może zorganizujemy małą imprezkę powitalną, żeby ich przywitać?
- I zaprosimy wszystkich, żeby nie było, że tylko nasza paczka się bawi! - zasugerowała Anka. - Może nawet na boisku.
Patrycja pokręciła głową.
- Ponoć starszy nie chodzi już do liceum. Chyba jest na urlopie dziekańskim. Czy jakoś tak. Ale taka impreza to jednak świetny pomysł! Będziemy mogli zaprosić ich obu i wszyscy się poznamy. Przygotujemy jakieś przekąski i zrobimy grilla.
W miarę jak planowali, rozmowy stały się coraz głośniejsze. Wyglądało na to, że nowi sąsiedzi zamierzali dostarczyć im wielu emocji.
Nagle Kaśka zapytała z tajemniczym uśmiechem:
- To od kiedy wiesz, że mamy takie ciacha w mieście? Ukrywałaś ich dla siebie?
Patrycja się roześmiała.
- Wariatka! Pamiętacie tę okropną burzę? To było chyba ósmego kwietnia. Wtedy pierwszy raz podjechał samochód do pani Karskiej.
Znowu zapanowała cisza, a po chwili cała klasa spojrzała na mnie. Czułam, jak na mojej twarzy pojawia się rumieniec. Pamiętałam tamten dzień doskonale. Deszcz lał jak z cebra, a ja biegłam do domu, żeby schować się przed żywiołem.
- Zobaczyłam ich przez okno, jak wysiadali z auta - kontynuowała Patrycja. - Miałam wtedy wrażenie, że coś wisi w powietrzu, jakby przynieśli ze sobą nie tylko siebie, ale i jakieś tajemnice...
W tej chwili wszyscy znowu skierowali na mnie zaciekawiony wzrok. Byli wyraźnie zainteresowani tym, co powiem.
- I co się stało dalej? - naciskał Tomek, bo nie mógł powstrzymać ciekawości.
- Ktoś w ciemnym płaszczu, z równie ciemnymi włosami, stał pod drzwiami pani Karskiej, a obok niego - drugi, niższy. W momencie, kiedy otworzyli drzwi, błyskawica przecięła niebo, a ja wstrzymałam oddech. Wtedy zadzwonił telefon i zorientowałam się, że Sary nie ma w domu.
Dziewczyny zaczęły szeptać między sobą, a chłopcy wymieniali się spojrzeniami. Wszyscy próbowali zrozumieć, co się dzieje.
- Ale to dziwne, aż przeszły mnie ciarki - powiedziała Anka i wyszczerzyła zęby.
Patrycja uśmiechnęła się i poklepała mnie po ramieniu.
- To był dziwny dzień, ale na szczęście wszystko dobrze się skończyło. A oni trafili na kiepską pogodę - skwitowała.
Każdy chciał pomóc w realizacji planu poznania nowych, a ja czułam, że ci ludzie wniosą w nasze życie coś zupełnie innego. Lecz niezależnie od tego, kim byli, jedno było pewne - życie w szkole zyskało odmienne barwy, a rutyna została przerwana przez falę świeżości i ekscytacji, która nadchodziła w postaci dwóch chłopaków.
Nie mogliśmy się doczekać spotkania z kolegą i podrzucaliśmy sobie pomysły na to, jak najlepiej wprowadzić go do naszego świata. Tajemnice i spekulacje zamieniły się w ekscytację, która napełniła serca nadzieją na kolejne przygody.
Każdy z nas marzył o tym, żeby poznać tajemniczego nieznajomego, a Patrycja, która zawsze była w centrum uwagi, stała się kluczem do odkrycia jego tajemnic.