Wstęp
Rok 1939 był dla Polaków wstrząsem. Nie spodziewali się, że nagle utracą
dopiero co odzyskane państwo. Zaufali elitom, które przekonywały, że
zbudowały mocarstwo zdolne poradzić sobie z rzekomo słabymi wrogami.
Związek Sowiecki miał znajdować się na skraju upadku, a karmieni
margaryną Niemcy dysponowali jedynie tekturowymi czołgami. Wydarzyło się
jednak coś niemożliwego do pojęcia: Rzeczpospolita w ciągu kilku tygodni
przestała istnieć.
Upadek zwiastowało wiele znaków. Konstelacja międzynarodowa zmieniała
się na niekorzyść Polski od połowy lat dwudziestych XX wieku. Na
początki lat trzydziestych wydawało się, że jej los jest już
przypieczętowany. Mocarstwa dążyły do strategicznego porozumienia w imię
pokoju i stabilizacji na kontynencie, za które miała zapłacić
Rzeczpospolita. Taki scenariusz wydawał się być nieunikniony. Stał się
jednak cud -?drugi cud nad Wisłą. Polski dyktator, Józef Piłsudski,
dostrzegł zagrożenie i wykorzystał sprzyjające okoliczności. Politykę
Józefa Stalina, który działał przeciwko porozumieniu
francusko-niemieckiemu, i dojście do władzy w Niemczech Adolfa Hitlera.
Marszałek, podejmując grę, odniósł sukces, nie tylko obronił suwerenność
państwa, ale także na kilka ładnych lat zapewnił mu podmiotową pozycję
wobec mocarstw. Polska w połowie lat 30. osiągnęła taki stopień
niezależności, jakiego nie miała ani wcześniej ani później w XX wieku.
System międzynarodowy okresu międzywojennego stanowił bezpośrednią
konsekwencję I wojny światowej oraz decyzji podjętych na konferencji
paryskiej w latach 1919-1920, której zasadniczym rezultatem był
podpisany w czerwcu 1919 roku traktat wersalski -?akt pokojowy
ustanawiający nowy porządek w Europie. Z punktu widzenia geopolitycznej
logiki głównym gwarantem ładu wersalskiego powinna była zostać Francja
jako zwycięskie mocarstwo kontynentalne. Jej szczególna pozycja miała
opierać się na współpracy z pozostałymi państwami alianckimi oraz na
sieci powiązań z nowo powstałymi państwami Europy Środkowej, położonymi
między Niemcami a Rosją. Kraje te pełniły ważną rolę, tworzyły wschodnią
flankę francuskiego systemu bezpieczeństwa, dzięki której Paryż miał
nadzieje hamować mocarstwowe apetyty Niemiec. Jednocześnie były buforem
odgradzającym Europę od bolszewickiej Rosji i tamą chroniącą ją przed
komunistyczną rewolucją. I wreszcie last but not least klinem wbitym
między Berlin i Moskwę, zabezpieczającym przed ich ewentualnym aliansem.
Główną słabością nowego porządku były mocarstwa, które miały go
gwarantować. Teoretycznie rzecz biorąc powinien on opierać się na
zwycięskim triumwiracie: Francji, Wielkiej Brytanii i Stanach
Zjednoczonych. Jednak mocarstwa anglosaskie nie wzięły zań pełnej
odpowiedzialności. Waszyngton i Londyn nie ratyfikowały umów
sojuszniczych z Paryżem, w których zobowiązywały się do przyjścia z pomocą w razie niesprowokowanej agresji Niemiec. Umowy te miały być
swoistą rekompensatą za łagodniejsze warunki pokojowe postawione
Niemcom. Jakby tego było mało, Stany Zjednoczone nie ratyfikowały
traktatu wersalskiego i nie wstąpiły do Ligi Narodów. Świadomie
ograniczyły swój wpływ na politykę europejską, mimo że to one stworzyły
ideologiczne podwaliny Wersalu zawarte w koncepcjach prezydenta USA
Woodrow Wilsona.
Francję przymuszono zatem do pełnienia roli osamotnionego
kontynentalnego hegemona. Musiała ona stawić czoło krajom
rewizjonistycznym: niemieckiej Rzeszy i bolszewickiej Rosji, mając za
jedynych pewnych sojuszników słabiutkie państwa środkowoeuropejskie. Nie
mogła przy tym liczyć na wsparcie Wielkiej Brytanii, gdyż ta tradycyjnie
przeciwstawiała się układowi kontynentalnemu zdominowanemu przez jedną
potęgę. Londyn grał na powrót Berlina do koncertu mocarstw. Najgorsze
jednak było to, że roli kontynentalnego Hegemona nie zamierzali i nie
byli w stanie odgrywać sami Francuzi.
Polska była największym i najważniejszym dzieckiem Wersalu. We
francuskim systemie sojuszniczym przejęła rolę podobną do tej, jaką
carska Rosja odgrywała przed rokiem 1914. W oczywisty sposób była to
rola na wyrost dla państwa co prawda stosunkowo ludnego, ale słabego
społecznie i gospodarczo. Warszawa dzięki umowie sojuszniczej i konwencji wojskowej z 1921 roku była najważniejszym partnerem Paryża w Europie Środkowej i Wschodniej. W gruncie rzeczy, wzięła na siebie
zadania ponad swoje siły, bo miała trzymać w militarnym szachu Niemcy i Rosję równocześnie. Pytanie, czy miała jakikolwiek wybór.
Pozostawiona sama sobie Francja szybko dotarła do granic mocarstwowości.
Gdy w roku 1923 okazało się, że nie potrafi zmusić Niemiec do ścisłego
wypełniania zobowiązań wersalskich (okupacja zagłębia Ruhry), zachęcana
przez Wielką Brytanię porzuciła rolę hegemona. Uznała, że zda się na
zasadę równowagi sił i w ten sposób zapewni trwanie porządku
kontynentalnego. A to oznaczało zgodę na polityczne równouprawnienie
Niemiec i ich powrót do gry w koncercie mocarstw.
Najpierw, w roku 1924, alianci wraz z Niemcami uzgodnili plan Dawesa,
który zmienił mechanizm spłat reparacji. Otworzył on drogę do rokowań w sprawie tzw. paktu bezpieczeństwa, które zakończyły się podpisaniem w Locarno w 1925 roku pakietu umów. Ich sens polegał na tym, że Berlin
zagwarantował nienaruszalność swoich granic zachodnich, ale nie uczynił
tego samego wobec wschodnich. Wielka Brytania i Francja dopuściły Niemcy
do udziału w europejskim koncercie mocarstw i pozwoliły na stopniową
odbudowę ich potęgi. W istotny sposób przekształciły ówczesny porządek
europejski, albowiem, przywracając suwerenność Niemiec, zgodziły się na
rezygnację z "bezpieczników", jakie zawarowały sobie w traktacie
wersalskim (przede wszystkim z wojskowej kontroli wschodnich przyczółków
mostowych na Renie).
Zgoda mocarstw zachodnich, by Niemcy nie musiały zagwarantować granic
wschodnich, wyznaczała dalszy kierunek polityki mocarstw. Berlin jasno i otwarcie deklarował, że odzyskanie Pomorza Gdańskiego (tzw. korytarza) i części Górnego Śląska jest priorytetem jego polityki zagranicznej. A zatem porozumienie mocarstw zachodnich z Niemcami, w którym gwarantowali
oni jedynie granicę zachodnią oznaczała co najmniej désintéressement w odniesieniu do przyszłości granicy wschodniej. Rewizja musiała się
jednak dokonać w sposób pokojowy, czyli także za zgodą państw, które na
wschodzie graniczyły z Niemcami. Mocarstwa porozumiały się w typowy dla
siebie sposób: kosztem małych i słabych państw środkowoeuropejskich w pierwszej kolejności Polski.
Niemcy w drugiej połowie lat dwudziestych, w okresie gdy ministrem spraw
zagranicznych był Gustav Stresemann, byli przekonani, że rewizja granic
jest na wyciągnięcie ręki. Zakładali, że Polska znajduje się na krawędzi
upadku, wywołanego narastającym kryzysem społeczno-gospodarczym. Wówczas
byli gotowi przyjść jej z pomocą, za którą oczekiwali ustępstw
terytorialnych. Wierzyli, że Polacy, nie mając innej drogi ratunku, będą
musieli przystać na taki układ, a mocarstwa zachodnie zgodzą się nań dla
dobra stabilności i pokoju europejskiego. Taki był niemiecki master
plan.
Możliwość strategicznego porozumienia Berlina z Paryżem, Londynem i Waszyngtonem budziła niepokój jednego mocarstwa -?Związku Sowieckiego.
Sowieci nie brali udziału w konferencji paryskiej i nie byli stroną
traktatu wersalskiego. Znaleźli się więc w izolacji poza ramami nowego
porządku międzynarodowego. Gdy w połowie lat dwudziestych stracili
nadzieje na szybki wybuch rewolucji światowej, rozpoczęli grę na
salonach dyplomatycznych. Ich pierwszym sukcesem było porozumienie z Niemcami zawarte w Rapallo w 1922 roku -?układ dwóch pariasów, których
łączyła niezgoda na powstały ład międzynarodowy. Berlin i Moskwa
stworzyły wspólny front sprzeciwu wobec mocarstw zachodnich, w szczególności wobec ich głównego eksponenta w Europie Środkowej -
Polski. Niemcy liczyli wówczas na to, że uda im się dokonać rewizji
tanim kosztem, bo cudzymi rękoma. Przygotowywali się na scenariusz
podboju Polski przez Sowiety, wierząc, że dzięki niemu na wschodzie
powróci status quo ante bellum.
Pomimo wysiłków Moskwy Rapallo nigdy nie zmaterializowało się jako
sojusz. W Niemczech lat 20. zwyciężyła bowiem linia współpracy z mocarstwami zachodnimi. Relacje z Sowietami miały służyć Berlinowi
przede wszystkim jako lewar w relacjach z Londynem i Paryżem. Wśród
niemieckich elit zwolennicy osi kontynentalnej Berlin-Moskwa byli w mniejszości; jej największymi entuzjastami byli konserwatywni
przedstawiciele Reichswehry z generałem von Seecktem na czele.
Rozmowy na temat paktu bezpieczeństwa doprowadziły do redefinicji
relacji niemiecko-sowieckich. Moskwa, zagrożona powtórną izolacją, nie
mogła nie zareagować na to, że Berlin wzmacnia zachodni wektor polityki
zagranicznej kosztem wschodniego. Najpierw starała się temu
przeciwdziałać, próbując storpedować porozumienie Berlina z Londynem i Paryżem. W tym celu w grudniu 1924 roku członek kolegium Ludowego
Komisariatu Spraw Zagranicznych (LKSZ) Wiktor Kopp zwrócił się do
niemieckiego ambasadora w Moskwie Ulricha von Brockdorff-Rantzaua z propozycją porozumienia w "kwestii polskiej", którą w Berlinie
zrozumiano jako inicjatywę rozbioru Rzeczypospolitej. Gdy Stresemann
zwlekał z odpowiedzią, przewodniczący Rady Komisarzy Ludowych (premier
ZSRR) Aleksiej Rykow podbił stawkę i zaoferował Niemcom sojusz militarny
skierowany przeciwko Francji i Wielkiej Brytanii. Berlin pomimo tych
starań nie odrzucił oferty mocarstw zachodnich i w październiku 1925
roku podpisał traktaty lokarneńskie, a w następnym roku stał się
członkiem Ligi Narodów. Sowieci musieli zadowolić się podpisanym w kwietniu 1926 roku traktatem berlińskim, który gwarantował im
neutralność Niemiec w przypadku konfliktu z Zachodem.
Moskwa po Locarno nie miała dobrego wyboru i była zmuszona podążać w tym
samym kierunku co Berlin, czyli normalizować stosunki z zachodnimi
sąsiadami, przede wszystkim z Polską, a w miarę możliwości także z Francją i Wielką Brytanią. Kreml niepokoiło, że porozumienie Niemiec z Francją i Wielką Brytanią otworzy możliwość organizacji wielkiej
antykomunistycznej krucjaty wschodniej. Stalin i jego współpracownicy
obsesyjnie bali się interwencji mocarstw kapitalistycznych, która
położyłaby kres władzy bolszewików w Rosji. Dlatego dostrzegli wspólny
interes łączący ich z Polakami. W styczniu 1925 roku sowiecki połpred
(bolszewicy zrezygnowali z tradycyjnych rang dyplomatycznych i szefów
placówek zwali połpredami, co było skrótem od pełnomocny przedstawiciel
-?полномочный представитель) Piotr Wojkow w rozmowie z polskim
ministrem spraw zagranicznych Aleksandrem Skrzyńskim przedstawił ofertę
zawarcia paktu o nieagresji. Skrzyński nie był nią zainteresowany, bo
ufał w dobrą wolę sojuszniczego Paryża i Londynu, licząc, że w trakcie
przyszłej konferencji poświęconej sprawie bezpieczeństwa europejskiego
obroni fundamentalne interesy swojego kraju. Niestety, z Locarno wrócił
na tarczy i jakby tego było mało, w ciągu kilku miesięcy poniósł kolejną
porażkę, gdy spełzły na niczym jego próby storpedowania nowego traktatu
pomiędzy ZSRR a Niemcami.
Kilka miesięcy później, w wyniku przewrotu wojskowego, władzę w Polsce
objął Józef Piłsudski. Jedną z jego pierwszych decyzji była próba
odwrócenia skutków kolejnych klęsk dyplomatycznych i zmiana
niekorzystnej konstelacji, w jakiej Polska znalazła się po Locarno.
Zamiast oczekiwać na dobrą wolę mocarstw zachodnich, próbował ułożyć
stosunki z dwoma wrogimi sąsiadami. Przede wszystkim dążył do
porozumienia z Niemcami, a potem do unormowania, aczkolwiek nie na
drodze traktatowej, stosunków z Sowietami. Jego kalkulacje okazały się
płonne. Stresemann nie miał najmniejszego zamiaru układać się z Polską,
bo w ten sposób wzmocniłby kraj, na którego rychły upadek liczył.
Marszałkowi nieco lepiej powiodło się na wschodzie, gdyż znormalizował
stosunki z Moskwą. Sowieci odczuwali jednak silny niedosyt, ponieważ
zależało im na zawarciu formalnego paktu gwarancyjnego lub paktu o nieagresji.
Na początku lat trzydziestych sytuacja w Europie Środkowej i Wschodniej
poważnie się skomplikowała. Niemcy stali się pełnoprawnymi członkami
koncertu mocarstw. Wzmacniali swoją pozycję międzynarodową i jednocześnie coraz asertywniej stawiali postulat rewizji granicy
polsko-niemieckiej. Proponowali mocarstwom zachodnim następujący układ:
ostateczny pokój i stabilizację w Europie kosztem części terytoriów
Polski. Chodziło o powołanie do życia triumwiratu: Paryż -?Londyn -
Berlin. A to wszystko przede wszystkim na koszt Warszawy i innych krajów
środkowoeuropejskich.
Nad Polską zawisła realna groźba rozbioru. Tym razem jednak odbyłby się
on również za sprawą mocarstw zachodnich, które Warszawa traktowała jako
głównych aliantów. Było wielce prawdopodobne, że ziści się
najczarniejszy scenariusz. Polska zostałaby okrojona z dwóch kluczowych
dla jej bytu regionów: Pomorza Gdańskiego i części Górnego Śląska,
tracąc dostęp do morza, a także kluczowy okręg przemysłowy. Z tej
operacji wyszłaby na zawsze osłabiona. Nie miałaby żadnego manewru na
arenie międzynarodowej: czekałaby ją pełna satelityzacja wobec Niemiec,
albo kolejny rozbiór.
Polskie elity polityczne nie zdawały sobie sprawy z grozy sytuacji i mimo wyraźnych sygnałów nie dopuszczały do myśli nielojalności mocarstw
zachodnich. Były przyzwyczajone do bezrefleksyjnego płynięcia w głównym
nurcie polityki wyznaczonej przez Francję i Wielką Brytanię. Nie były w stanie wyobrazić sobie, że dwa najważniejsze mocarstwa, powołane do
podtrzymywania porządku wersalskiego, mogą pewnego dnia same wystąpić
przeciwko niemu.
Piłsudski nie myślał tak jak elity. Wcześnie dostrzegł zagrożenia
związane z możliwością porozumienia Francji i Wielkiej Brytanii z Niemcami. Dlatego bardzo ostro wyrażał się o traktatach lokarneńskich. Z tego samego względu po zdobyciu władzy dyktatorskiej nadał priorytet
stosunkom z Niemcami i sowiecką Rosją. Jednak na początku jego wysiłki
dyplomatyczne nie przyniosły żadnych skutków. Dopiero zmiana uwarunkowań
na arenie międzynarodowej pozwoliła mu na skuteczną grę o obronę i utrwalenie suwerenności Polski. Paradoksalnie w tej grze wykorzystał
dwóch arcywrogów Polski: Józefa Stalina i Adolfa Hitlera.
Stalin na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych postanowił
przeprowadzić w ZSRR odgórną rewolucję, będącą warunkiem koniecznym
sukcesu światowej rewolucji i opanowania przez Sowiety kuli ziemskiej.
Powszechna kolektywizacja miała zapewnić środki na industrializację, w efekcie której Sowieci dysponowaliby siłą zbrojną, mogącą rozstrzygnąć
losy świata w trakcie konfliktu powszechnego. Aby zrealizować ten
zamiar, Stalin potrzebował kilkuletniego okresu pokoju z państwami
leżącymi za zachodnią granicą ZSRR. Gdy okazało się, że jego eksperyment
doprowadził do poważnego kryzysu społeczno-politycznego, zdwoił wysiłki
na rzecz pokojowych gwarancji ze strony Polski i Francji. W tym celu
złamał opór germanofilsko nastawionego Ludowego Komisariatu Spraw
Zagranicznych. Jego osobiste zaangażowanie w latach 1930-1932
doprowadziło w końcu do tego, że Piłsudski zgodził się na zawarcie paktu
o nieagresji.
Umowa ta, jak było do przewidzenia, spowodowała kryzys w stosunkach
sowiecko-niemieckich. Jednak Berlinowi na początku lat trzydziestych nie
zależało na zupełnym zerwaniu z duchem Rapallo, albowiem sowiecka karta
nadal ważyła w rozgrywkach z Paryżem i Londynem. Sytuację zmieniło
dojście Hitlera do władzy w styczniu 1933 roku. Wódz narodowych
socjalistów dokonał reorientacji niemieckiej polityki zagranicznej;
ostatecznie zrezygnował z prób ożywienia ducha Rapallo i przyjął kurs na
antysowiecki sojusz z Polską.
Piłsudski znalazł się w korzystnym położeniu, ponieważ porozumienie z Hitlerem otworzyło przed nim opcję niemiecką, umożliwiając balansowanie
między mocarstwami. W swojej polityce zagranicznej przyjął zasadę
niewchodzenia w alians z Niemcami przeciwko ZSRR i odwrotnie. Problem
polegał jednak na tym, że zarówno Stalin, jak i Hitler byli gotowi
podjąć z nim strategiczną współpracę wyłącznie pod warunkiem zawarcia
ścisłego sojuszu militarnego -?dla każdego z nich stanowiącego jedynie
etap w walce o dominację nad kontynentem. Stalin jako pierwszy
zrozumiał, że podporządkowanie Polski nie będzie możliwe, i stosunkowo
szybko, już w pierwszych miesiącach 1934 roku, porzucił koncepcję
zbliżenia. Hitler okazał się bardziej cierpliwy i utracił nadzieję na
sojusz z Polską dopiero wiosną 1939 roku.
Wielka gra, jaką Piłsudski rozegrał w latach 1932-1934, jest doskonałym
przykładem, że mąż stanu nie kreuje rzeczywistości, ale wykorzystuje ją
do własnych celów. Na początku marszałek obrócił na swoją korzyść
relacje ze Stalinem, zawierając z nim w 1932 roku pakt o nieagresji. Z oczywistych względów akt ów nie miał wyłącznie dwustronnego znaczenia.
Poprawiał pozycję Polski wobec Niemiec i mocarstw zachodnich,
zapewniając bezpieczeństwo polskich granic wschodnich. Był wyraźnym
sygnałem, że Moskwa nie wesprze ewentualnego rozbioru Polski dokonanego
przez Niemcy przy poparciu mocarstw zachodnich. Notabene, nie oznacza
to wcale, że Stalin nie byłby skłonny zaakceptować rozbioru
przeprowadzonego wspólnie przez sowiecką Rosję i Niemcy, lecz bez
udziału Francji i Wielkiej Brytanii.
Następnie Piłsudski potrafił wpisać swoją dyplomację w zasadniczy
przełom europejskiej polityki, jakim było dojście do władzy w Niemczech
partii nazistowskiej. Dostrzegł, że Hitler był bardziej zainteresowany
podbojem ZSRR niż rewizją granic. Zawarł więc z nim porozumienie, które
ad calendas Graecas odłożyło groźbę rozbioru Polski sprokurowanego
wspólnie przez Niemcy i mocarstwa zachodnie. To mistrzowskie
wykorzystanie okoliczności nie tylko uratowało suwerenność
Rzeczpospolitej, ale także pozwoliło jej przez kilka lat cieszyć się
podmiotową pozycją w Europie. Warszawa przestała być satelitą Paryża,
nie wpadając w zależność od Moskwy lub Berlina. Marszałkowi udała się
więc wielka sztuka, bo Polska uzyskała najszersze pole manewru
dyplomatycznego w całej swojej porozbiorowej historii.
Rozdział 1. Piłsudskiego gra o podmiotowość Polski
Józef Piłsudski był wytrawnym konspiratorem, nie miał więc w zwyczaju
dzielić się przemyśleniami na temat polityki zagranicznej nawet z najbliższymi współpracownikami. Inna sprawa, czy w ogóle tworzył złożone
strategie w tej dziedzinie. W tym punkcie różnił się od swoich głównych
konkurentów Stalina i Hitlera, którzy powodowani ideologiami wymyślali
szczegółowe programy polityczne, a następnie starali się je wdrażać.
Piłsudski najbliżej był wzorca postulowanego przez Makiawela, polityka
zorientowanego na władzę, na jej zdobycie, zachowanie i rozszerzanie.
Nie był doktrynerem i nie miał szczególnej predylekcji do ideologii.
Czuł, że materia jego działania, rzeczywistość społeczna, nie poddaje
się łatwo ludzkim zmysłom, rozumowi i woli. Nie sposób jej zatem urabiać
i formować zgodnie z własnymi zamierzeniami i planami. Polityk,
prawdziwy mąż stanu, rozumie, że nie tworzy historii, ale, że w gruncie
rzeczy jest jej tworzywem. Dlatego kluczowe znaczenie ma dla niego nie
tyle refleksja nad wykoncypowanymi strategiami, co umiejętność
dostrzeżenia tego, czego nie widzą inni, łut szczęścia, intuicja i właściwa kalkulacja ryzyka. Krótko mówiąc, cechuje go pokora wobec
rzeczywistości. Piłsudski, co prawda, demonstrował ją z rzadka, ale w rozmowie z niemieckim politykiem w roku 1933, odnosząc się aluzyjnie do
Hitlera, stwierdził za Goethem, że "mistrza poznać po ograniczeniu".
Prawdziwy mąż stanu -?wbrew obiegowym wyobrażeniem -?wcale nie
przypomina arcymistrza szachowego, który przed rozpoczęciem gry
przemyślał możliwe strategie, a jego sukces wynika z intelektualnej
przewagi nad przeciwnikiem. Polityka to nie szachy, chociażby dlatego,
że jest grą o wiele bardziej skomplikowaną i nie sposób zamknąć jej w skończonej liczbie reguł. Polityk musi polegać i dostosowywać się do
ciągle zmieniającej się rzeczywistości, a nie ślepo trzymać się
wymyślonych a priori strategii. Doktrynerstwo prędzej czy później
przynosi mu klęskę.
Mistrzem tak rozumianej polityki był Bismarck. Sens swojego fachu
wyjaśniał z nadzwyczajną pokorą, wręcz umniejszając swoją rolę. Używał
metafory prądu i fali, twierdząc, że nie można płynąć przeciwko nim, a co najwyżej je wykorzystywać. Porównywał polityka do człowieka idącego
przez las, który nie widzi jeszcze drogi, ale widzi kierunek, w którym
znajduje się jego cel -?koniec lasu. Idzie więc w tę stronę, wybierając
ścieżki, które się przed nim otwierają. Jakkolwiek Piłsudski nie
pozostawił po sobie takich działających na wyobraźnię metafor, to jednak
dobrze opisują one jego sposób uprawiania polityki. I to dawało mu ważny
atut w grach ze Stalinem i Hitlerem.
Nie powinno zatem dziwić, że Piłsudski nie przedstawił nigdy całościowej
koncepcji polityki zagranicznej. Nigdy takiej nie miał, bo nie była mu
potrzebna, gdyż kierował się zupełnie oczywistą maksymą, zgodnie z którą
jego działania na arenie międzynarodowej mają służyć zachowaniu bytu
państwa polskiego. Marszałek dzielił się ze swoimi współpracownikami
myślami na ten temat, wydając im szczegółowe instrukcje. Dlatego analizę
jego działań należy poprzedzić przywołaniem kilku relacji, jakie
pozostawili po sobie bezpośredni wykonawcy jego poleceń. Rzucą one pewne
światło na jego rozumienie dyplomacji. Trzeba jednak pamiętać, że każda
z nich jest rodzajem wytycznych konkretnego działania, przeznaczonych
dla konkretnej osoby w konkretnym czasie. Dlatego pełna rekonstrukcja
polityki zagranicznej Piłsudskiego przyniesie dopiero analiza gier
marszałka z jego głównymi konkurentami zawarta w kolejnych rozdziałach.
Decyzję o aktywizacji polskiej polityki zagranicznej Piłsudski podjął
pod koniec roku 1930. Sprzyjała temu stabilizacja wewnętrzna jego
reżimu, czego dowodem były listopadowe wybory do Sejmu i Senatu, które
zakończyły się sukcesem BBWR. W tych okolicznościach 18 listopada 1930
roku odbyła się "konferencja", w której obok marszałka wzięli udział:
prezydent Ignacy Mościcki, Walery Sławek, Kazimierz Świtalski i Józef
Beck. W jej trakcie Piłsudski przekazał najbliższym współpracownikom
swoje polityczne zamiary. Na wstępie zauważył, że "mamy 5 lat spokojnego
życia i trzeba ten okres czasu umieć wyzyskać"1. Potem dokonał
krótkiej oceny dotychczasowych rządów własnego obozu, twierdząc, że ich
wadą było to, iż "nie obracaliśmy się dość swobodnie i obawialiśmy się
rozstrzygania w sprawach finansowych, jak i w sprawach polityki
zagranicznej". Dodał, że gdy go zabraknie, "będzie musiała Polska
ustępować zagranicy w sprawach, które nie wymagają zupełnie ustępstw,
gdyż [...] w bardzo wielu kwestiach, w których istnieje nacisk
zagranicy, można po prostu nie ustępować"2. Skrytykował przy
tej okazji Zaleskiego, który miał zwyczaj straszyć zaostrzeniem sytuacji
międzynarodowej, aby wytargować więcej pieniędzy budżetowych dla swojego
resortu. Wyjaśnił, że obecnie Zaleski chciałby iść na ustępstwa wobec
mniejszości narodowych, na co nie będzie jego zgody, ponieważ "wkrótce
moglibyśmy odwrócić zupełnie stosunek i zacząć mniejszościom "włazić w dupę"".
Marszałek negatywnie ocenił politykę MSZ, zarzucając jej, że "ma
kierunek najzupełniej fałszywy, gdyż negliżuje wschód, a natomiast ma
skłonność do "włażenia w dupę" zachodowi"3. Dlatego uznał za
konieczne wzmocnienie ministerstwa i poinformował zebranych o dwóch
decyzjach personalnych: wysłaniu dotychczasowego wiceministra spraw
zagranicznych Alfreda Wysockiego na szefa placówki w Berlinie i nominowaniu na jego miejsce Józefa Becka oraz mianowaniu Tadeusza
Schaetzla na stanowisko naczelnika Wydziału Wschodniego MSZ. Na koniec
uznał, że sytuacja międzynarodowa "raczej się poprawiła", co uzasadnił w następujący sposób: "Ameryka ciśnie w tej chwili niedawaniem kredytów
Niemcom, stosunek nasz z Francją trochę się poprawił, Włochy raczej chcą
iść na pewne umizgi, a Anglia przy obecnym rządzie nie szkodzi
nam"4.
Ta zdecydowana krytyka polskiej polityki zagranicznej może dziwić,
albowiem uczestnicy konferencji wiedzieli, że polityka zagraniczna
leżała wyłącznie w domenie marszałka. A zatem Piłsudski musiał godzić
się na to, że w końcu lat 20. XX wieku była ona uległa wobec mocarstw
zachodnich (przede wszystkim Francji) oraz zaniedbywała (tak chyba
należy rozumieć słowo "negliżowała") to, co działo się za wschodnią
granicą Polski. Taka ocena podyktowana była zapewne faktem, że pierwsza
próba korekty kursu, jaką marszałek podjął zaraz po zamachu majowym, nie
powiodła się: Niemcy nie zgodziły się na zawarcie ogólnego porozumienia
politycznego, służącego generalnemu uporządkowaniu stosunków
dwustronnych, a Sowieci byli nieusatysfakcjonowani zwykłą normalizacją,
gdyż chcieli zawrzeć z Polską porozumienie traktatowe. Inaczej mówiąc, w latach 1926-1930 Piłsudski grał na przeczekanie. Jak widać z przebiegu
powyższej narady, pod koniec roku 1930 dostrzegł możliwość
zaktywizowania polskiej polityki zagranicznej. Decyzja o zmianach
personalnych w MSZ pokazuje, że planował nowe otwarcie w stosunkach ze
Związkiem Sowieckim. Zastosował manewr balansowania: skoro nie udało się
dojść do porozumienia z Berlinem, to trzeba zagrać z Moskwą.
Nieprzypadkowo właśnie w listopadzie i grudniu 1930 roku doszło do
kolejnych sondaży polsko-sowieckich, w które bardzo silnie zaangażował
się sam Stalin (patrz niżej). Gensek za pośrednictwem szefa
przedstawicielstwa dyplomatycznego w Ankarze przekazał stronie polskiej
sygnał gotowości do ustępstw w kluczowej sprawie, związanej z negocjowaniem paktu polsko-sowieckiego, a mianowicie wyraził zgodę, aby
traktaty ZSRR z limitrofami, czyli państwami graniczącymi z ZSRR na
Zachodzie, zostały zawarte jednocześnie i na identycznych warunkach.
Piłsudski w odpowiedzi zakomunikował, że zawarcie paktu o nieagresji
uważa za możliwe i, że zajmie się stosunkami polsko-sowieckimi w całym
ich zakresie. Co dla niego charakterystyczne, o tych konkretach nawet
słowem nie zająknął się w trakcie listopadowej konferencji ze swoimi
najbliższymi współpracownikami. Potwierdza to tezę, że więcej o jego
polityce zagranicznej dowiemy się z analizy polskiej praktyki
dyplomatycznej tego okresu, aniżeli z jego przemów wygłaszanych w gronie
najbliższych współpracowników.
Dyrektywę o aktywizacji polityki zagranicznej Piłsudski uszczegółowił
nieco w trakcie narady, jaką odbył z wiceministrem Beckiem na przełomie
roku 1931 i 1932. Marszałek podzielił się refleksją, "[...], że armatura
polityczna stosunków europejskich słabnie w dalszym ciągu, [co] z jednej strony nakazuje większą czujność i bardziej indywidualne
ustawienie polityki polskiej, gdyż na organizacje kolektywne nie można
już za wiele liczyć, a z drugiej strony otwiera być może okres
uporządkowania polskich spraw "zaległych""5, czyli Gdańska,
traktatu mniejszościowego, relacji z Litwą oraz Śląska Cieszyńskiego.
Piłsudski przyznał, że te cztery sprawy wymagają rozwiązania i są
spuścizną po pierwszych latach niepodległej Rzeczypospolitej, która
wówczas była zbyt słaba, aby sobie z nimi poradzić. Następnie omówił
każdą z nich. W Gdańsku "w obecnym stanie rzeczy niemal codziennie
tracimy coś z naszego stanu posiadania i możemy dojść do sytuacji
niebezpiecznie drastycznej"6. Aby temu przeciwdziałać,
strona polska winna zaostrzać spór, a nawet wziąć pod uwagę "mocniejsze
uderzenia". Traktat mniejszościowy stał się czynnikiem rozkładającym
państwo od wewnątrz. Problem ten będzie musiał być rozwiązany drogą
faktów dokonanych, ponieważ instytucje Ligi Narodów nie dają nadziei na
rozwiązanie. Z akcją na tym froncie należy jednak zaczekać na
odpowiednią koniunkturę. Z Litwą trzeba podjąć próbę dyskretnych rozmów,
mając świadomość kontrakcji ze strony Berlina i Moskwy i désintéressement Francji. Z kolei decyzje w sprawie Śląska
Cieszyńskiego będą mogły zostać podjęte tylko "w razie wielkiego
wstrząsu". Beck przypomniał w tym kontekście, że marszałek nie wierzył w trwałość bytu państwowego Czechosłowacji. Na koniec tej narady Piłsudski
ponownie dał do zrozumienia Beckowi, że "w miarę zaostrzania się
sytuacji i otwierania wspomnianych problemów"7 powinien się
liczyć z objęciem teki ministra spraw zagranicznych po Zaleskim.
Jak wynika z powyższego, Piłsudski na początku lat trzydziestych
dostrzegł zmianę konstelacji międzynarodowej, która otwierała przed
Polską możliwość prowadzenia bardziej aktywnej polityki zagranicznej
oraz uregulowania zaległych kwestii w relacjach z sąsiadami. W trakcie
tej rozmowy nie poruszono jednak najważniejszej kwestii, a mianowicie
powodu słabnięcia "armatury" międzynarodowej, pozwalającej myśleć o rozwiązaniu spraw zaległych. Z polskiego punktu widzenia kluczową zmianą
konstelacji międzynarodowej na przełomie roku 1931 i 1932 było
porozumienie, jakie Piłsudski zawarł ze Stalinem, którego konsekwencją
mógł być kryzys w relacjach sowiecko-niemieckich. Ale niestety
tradycyjnie w rozmowach ze swoimi najbliższymi współpracownikami,
wiernymi wykonawcami swojej polityki zagranicznej, marszałek bardzo
ostrożnie wypowiadał się na temat sensu swoich koncepcji.
Warto również zwrócić uwagę, że dwie spośród "zaległych" kwestii, o których Piłsudski rozmawiał z Beckiem, dotyczyły pośrednio Niemiec. W Berlinie rządziły wówczas gabinety nieprzychylne Polsce, które nie tylko
nie były skłonne do jakichkolwiek ustępstw w sprawach Gdańska czy
mniejszości, lecz wręcz coraz wyraźniej podważały terytorialne status
quo w relacjach z Polską. Czy Piłsudski planował zatem zaostrzenie
sporu z Niemcami? Jaka kalkulacja strategiczna mogła stać za takim
zamiarem?
Marszałek dostrzegał przede wszystkim słabnięcie osi Moskwa-Berlin,
czego sygnałem była finalizacja rozmów na temat polsko-sowieckiego paktu
o nieagresji. Miał przy tym świadomość słabości militarnej Niemiec
związanej z obowiązującymi jeszcze postanowieniami wersalskimi. Z tego
punktu widzenia była to ostatnia możliwość wejścia w spór z Niemcami,
ponieważ na początku lat 30. mocarstwa zachodnie zgodziły się na
stopniowe usuwanie nałożonych na Niemcy ograniczeń w dziedzinie zbrojeń.
Taki sprowokowany kryzys w stosunkach polsko-niemieckich byłby świetnym
sprawdzianem stosunku mocarstw zachodnich do Polski, a przede wszystkim
wartości sojuszu polsko-francuskiego. Okazja do tego nadarzyła się
szybko. W czerwcu 1932 roku ORP Wicher wpłynął do portu gdańskiego,
czyniąc honory gospodarza wobec flotylli Royal Navy. Gdyby władze
Gdańska podjęły próbę uczynienia jakiegokolwiek despektu polskiej
banderze, dowódca polskiego okrętu otrzymał rozkaz ostrzelania
najbliższego budynku należącego do Wolnego Miasta. Dzięki tej
demonstracji militarnej udało się załatwić pewną zaległą sprawę, a mianowicie odnowić wypowiedzianą na początku roku 1931 przez władze
Gdańska umowę o korzystaniu przez okręty RP z tamtejszego portu.
Piłsudski wymienił Zaleskiego na Becka pod koniec 1932 roku. Ten ostatni
dwukrotnie zrelacjonował treść instrukcji, jaką wtedy otrzymał od
marszałka. W przemówieniu do urzędników MSZ wygłoszonym 3 listopada 1937
roku z okazji piątej rocznicy objęcia przez siebie urzędu wspominał, że
2 listopada 1932 roku Piłsudski udzielił mu dwóch wskazówek:
"Pierwsze -?powiedział mi Marszałek: "Musi pan pamiętać, że idą czasy,
kiedy zachwieje się konwencjonalna struktura życia międzynarodowego,
jaka ciągnęła się w poprzednich dziesięciu latach prawie. Formy, do
których świat się już prawie jakby do stałych przyzwyczaił, kruszeją. Na
nowo nam trzeba będzie sprawdzać myśli i na nowo jakby weryfikować
państwa, jakby określać ich prawo zabierania głosu w szerszym czy
mniejszym znaczeniu. Zjawisku temu towarzyszyć będzie szereg długich
komplikacji i dla nas, dla Polski, stanie się problem podejmowania z czasem walki, może przeciwko wszystkim, a w każdym razie poprawienia tej
najnowszej powojennej historii naszej, która z natury rzeczy zostawiła
za nami smugi słabości, niedokładności i niedociągnięć" [...].
Druga rzecz -?w tej samej rozmowie, przy odejściu, powiedział Komendant:
"Ale pamiętajcie przede wszystkim, że nie wolno robić myśli i planów
ponad wytrzymałość instrumentu, który ma je wykonać, bo wszystko robią
ludzie""8.
W grudniu 1939 roku w rumuńskim Brasov Beck podyktował Władysławowi
Pobóg-Malinowskiemu trochę inną wersję tej instrukcji. Pierwszą zasadą
postępowania miało być utrzymywanie dobrych stosunków z sąsiadami, drugą
-?przestrzeganie zobowiązań, wynikających z istniejących sojuszy.
Marszałek przedstawił także kilka reguł technicznych. Przykazał Beckowi,
aby ten pamiętał, że "stopień zainteresowania Polski krajami Europy i świata zależy od odległości geograficznej, w dążeniu do celu trzeba
przechodzić jak pług od śniegu; usuwanie przeszkód zaczynać trzeba
zawsze od strony najtrudniejszej, za wszelką cenę trzymać się swego i bronić swego; sprzeciwiać się wszelkiej decyzji, powziętej bez udziału
Polski w sprawach ją obchodzących; wreszcie -?nigdy, nikomu, nigdzie nie
kłaniać się bez potrzeby"9.
Jak widać instrukcja, jaką Beck otrzymał od Piłsudskiego na początku
urzędowania, była bardzo ogólnej natury. Składała się z pewnych
niepokojących przeczuć marszałka dotyczących nietrwałości obecnego
porządku międzynarodowego oraz wskazań, nakazujących dużą ostrożność w działaniach dyplomatycznych. A przecież wiemy z dalszego biegu historii,
że nominacja Becka miała wyraźny cel, a mianowicie była przygotowaniem
do wielkiej ofensywy dyplomatycznej, jaką Piłsudski podejmie w latach
1932-1934, służącej oddaleniu zagrożenia rewizją granicy zachodniej i przekształceniu relacji w trójkącie Warszawa-Berlin-Moskwa.
Decydujące dla polityki Piłsudskiego okazały się zmiany w Niemczech. Już
w styczniu 1933 roku marszałek przeczuwał, że dla polskiej polityki
zagranicznej nadchodzą rewolucyjne czasy10. Świtalski,
relacjonując "konferencję" u Prystora z 18 stycznia 1933 roku, w której
wzięli również udział Beck i Sławek, zapisał: "Z relacji Becka
wyglądałoby na to, że Komendant wyjątkowo intensywnie interesuje się
kwestiami polityki zagranicznej i należałoby przypuszczać, że Komendant
w jakimś momencie chciałby przystąpić do ofensywy na tym terenie". I rzeczywiście, widocznymi efektami tej ofensywy na arenie międzynarodowej
były rozmowa Hitlera z Wysockim, do której doszło w maju, a następnie
lipcowa wizyta prezydenta Senatu Wolnego Miasta Gdańska, Hermanna
Rauschninga. Wydarzenia te stanowiły wyraźne świadectwo istotnej zmiany
konstelacji międzynarodowej. Do końca lat 20. Niemcy i Związek Sowiecki
izolowały Polskę. Pierwszy izolację tę przerwał Stalin w 1930 roku, a następnie Hitler w roku 1933. W ten sposób przed Piłsudskim otworzyły
się dwie dotychczas zamknięte opcje -?najpierw wschodnia, a następnie
zachodnia.
Piłsudski był świadom korzyści, związanych z powstaniem nowej
konstelacji. Ujawnia to narada w Pikieliszkach 21 lipca 1933 roku, w trakcie której marszałek w obecności ministra Becka przekazał instrukcję
Alfredowi Wysockiemu, który właśnie został mianowany ambasadorem przy
Kwirynale. Piłsudski zaczął od uwagi, że "Polska [...] myślała, że
Italia będzie prowadziła i prowadzi, tak jak ona, politykę samodzielną,
niezależną, politykę wolnej ręki. Okazało się jednak, że tak nie
jest"11. Marszałek nie wyjaśnił jednak, dlaczego jego zdaniem
polityka Mussoliniego nie jest niezależna i od razu przeszedł do kwestii
niemieckich. Pochwalił Wysockiego, który do niedawna był posłem w Berlinie, że słusznie przewidział, że reżim hitlerowski ustabilizuje
swoją władzę oraz, że nie doprowadzi do pogorszenia stosunków z Polską,
a być może wpłynie nawet na ich polepszenie. Dodał, że obawia się, że
junkrzy i nacjonaliści niemieccy mogą przeszkodzić Hitlerowi w polepszeniu stosunków z Polską. Następnie krótko wyłożył zasady polskiej
polityki zagranicznej. Powinna ona przede wszystkim stać na straży
traktatów, które gwarantują obecny porządek terytorialny w Europie.
Zauważył jednak, że w przypadku, gdy inni sygnatariusze je złamią, to
Polska pójdzie w ich ślady i pozbędzie się zobowiązań, jakie one na nią
nakładają. Zapewnił, że Polska nigdy nie będzie członkiem Małej Ententy
i to nie z powodu, "abyśmy nie chcieli iść z tym d... Benešem, ale z tego
powodu, iż mamy w naszej polityce pewne tradycje i pewne sentymenty,
których nigdy się nie wyrzekniemy"12. Piłsudski uzasadnił to
stosunkiem Polski do Węgier i Turcji.
Marszałek odniósł się też do anszlusu Austrii. Zauważając, że Mussolini
jest mu "bardzo przeciwny", poinstruował Wysockiego: "niech pan do tych
spraw nigdy się nie miesza ani się niczym nie przejmuje, bo my jesteśmy
gotowi sprzedać cały ów Anschluss, tylko musimy dostać za niego dobrą
cenę. Nie będzie także zbytnio się gniewać, jeżeli [...] południowy
Tyrol wróci z powrotem do swej macierzy niemieckiej"13. O ZSRR Piłsudski kazał Wysockiemu milczeć, ponieważ uznał, że "się na tym
nie wyznaje, więc lepiej siedzieć cicho". W kontaktach z Brytyjczykami
polecił przypominać rolę, jaką odgrywa w regionie:
"My pracujemy istotnie nad pacyfikacją Wschodu. Dążymy do stabilizacji
stosunków Moskwy z jej sąsiadami, do wyrównania przeciwieństw między
ZSRR i Rumunią, do utwierdzenia niepodległości państw bałtyckich. W tym
celu pracujemy nad zawieraniem paktów regionalnych, a nie doktrynalnych,
bo tylko pakty regionalne mają swoją realną, a nie papierową wartość.
Poza tym nie mieszamy się do spraw, które nas bezpośrednio nie obchodzą,
i nie wtrącamy naszych trzech groszy do ogólnoeuropejskich
doktryn"14.
To ograniczone zainteresowanie polityką światową powoduje, że Polska
według Piłsudskiego ma "dość luźny związek z Ligą Narodów". Łączą ją
bowiem z nią tylko trzy kwestie: Gdańsk, Górny Śląsk i mniejszości
narodowe. Marszałek przyznał, że w ciągu ostatnich kilku lat zastanawiał
się nad wystąpieniem z Ligi, gdyby jej działania okazały się dla Polski
niebezpieczne. Zauważył jednak obecnie poprawę sytuacji, albowiem "[...]
Polska niezagrożona od Wschodu i Zachodu wchodzi nareszcie w stadium
zupełnej niezależności swej polityki, która może służyć tylko własnym
polskim, a nie cudzym interesom"15.
Piłsudski zauważył, że to "uniezależnienie od wszelkich obcych wpływów",
do którego zawsze dążył, prowadzi do normalności w stosunkach z Francją.
Dlatego uważał, że rolą nowego ambasadora w Rzymie będzie uświadomienie
gospodarzom istotnego znaczenia relacji polsko-francuskich:
"Jesteśmy zawsze gotowi spełnić nasze zobowiązania wobec Francji, jeżeli
zajdzie tego potrzeba, i uważam przymierze z nią za jedną z podstaw
mojej polityki narodowej. Staje się ono aktualne w razie agresji Niemiec
w stosunku do Francji lub do nas, pozostawia jednak obu stronom zupełną
swobodę ruchów"16.
Motywem przewodnim tej rozmowy była niezależność Polski na arenie
międzynarodowej. Stałym elementem polityki zagranicznej Piłsudskiego od
roku 1926 było uniezależnienie od obcych wpływów. Był on niewątpliwie
fanatykiem niezależności i ta jego postawa miała uzasadnienie, ponieważ
przez przeszło pół wieku swojego życia doświadczał braku bytu
państwowego Polski. Dlatego po odzyskaniu przez nią niepodległości jego
pokoleniu towarzyszyła wyidealizowana wizja niezależności własnego,
świeżo zdobytego państwa. Ta wizja nie przeszkadzała jednak Piłsudskiemu
dostrzegać rzeczywistości. Polska po roku 1918 nie była mocarstwem, na
co pośrednio zwrócił uwagę marszałek w tej rozmowie, wskazując na
ograniczone do własnego regionu zainteresowania polskiej dyplomacji.
Dlatego była uwikłana w różnorodne zależności, przede wszystkim ze
strony Francji. Jednak od początku swoich rządów Piłsudski starał się
uzyskać "samodzielną" pozycję, by mieć "wolną rękę" na arenie
międzynarodowej. Co najważniejsze, w jego ocenie Polska w lipcu 1933
roku osiągnęła "stadium zupełnej niezależności". Udało się to dzięki
odsunięciu zagrożenia ze strony Rosji Sowieckiej i Niemiec, czyli dzięki
balansowaniu pomiędzy Stalinem i Hitlerem.
Warto zwrócić uwagę, że pozycja Polski nie poprawiła się wskutek wzrostu
jej potencjału mocarstwowego (zwiększenie liczby ludności, gospodarki i armii), ale wskutek udanego manewru dyplomatycznego. Polska wskutek
zmiany polityki przez Stalina, a następnie Hitlera oraz dzięki
wykorzystaniu tej okoliczności przez Piłsudskiego wyrwała się z dotychczasowej izolacji17.
Analiza wypowiedzi Piłsudskiego na temat polityki zagranicznej musi
prowadzić do wniosku, że nie wyjawiał on najbardziej skrytych myśli
swoim interlokutorom. Można odnieść wrażenie, że rozmawiał z nimi jak
dyplomata, czyli tak aby pod żadnym względem nie wyjawiać zasadniczych
celów, do jakich zmierzał. Co więcej, mogłoby się wydawać, że marszałek
był zadowolony z położenia międzynarodowego Polski. No bo jak rozumieć
jego uwagę z lipca 1933 roku skierowaną do Wysockiego, że Polska
osiągnęła "zupełną niezależność". Jak zobaczymy, jego działania będą
świadczyć jednak o tym, że doskonale dostrzegał zagrożenia dla
bezpieczeństwa Polski. Gdyby było inaczej, to w lipcu 1933 r. nie
kusiłby Stalina sojuszem przeciwko Hitlerowi.
Rozdział 2. Widmo francusko-niemieckiego "twardego rdzenia"
Piłsudski w rozmowach ze swoimi współpracownikami ani słowem nie
wspominał o skutkach potencjalnego strategicznego porozumienia między
Paryżem a Berlinem, którego podstawą byłaby rewizja granicy
polsko-niemieckiej. A przecież od początku lat trzydziestych stanowiło
ono główne zagrożenie dla Warszawy; było najważniejszym motywem
skłaniającym Piłsudskiego najpierw do zawarcia paktu o nieagresji z ZSRR, a następnie do poszukiwania porozumienia z Hitlerem.
Kolejne rządy Republiki Weimarskiej prowadziły wobec Polski politykę
jednoznacznie wrogą, ukierunkowaną na zmianę niemieckiej granicy
wschodniej18. Dobrym przykładem sposobu myślenia i działania
niemieckich rewizjonistów na początku lat trzydziestych była dyrektywa
następcy Stresemanna na stanowisku szefa Auswärtiges Amt (Urząd Spraw
Zagranicznych -?po dziś dzień oficjalna nazwa niemieckiego MSZ, dalej
AA) Juliusa Curtiusa z marca 1931 roku19. Curtius informował
placówki w Londynie, Paryżu, Moskwie, Rzymie i Waszyngtonie, że nie
nadszedł jeszcze moment, by oficjalnie występować z żądaniem rewizji
wschodniej granicy Niemiec. Na razie trzeba wstrzymać się z podjęciem
akcji dyplomatycznej na tym polu i zachować postawę biernego
obserwatora. Równocześnie jednak należało konsekwentnie uświadamiać
głównych partnerów Niemiec, że w dłuższej perspektywie utrzymanie
status quo w kwestii granicy wschodniej nie jest możliwe. Stanowiło to
jedno z kluczowych zadań propagandowych niemieckiej dyplomacji. Polityka
rewizji granic powinna opierać się na zasadzie, że nie należy
kwestionować istnienia Polski, o ile znajdzie się ona w granicach
etnograficznych, a tym samym zachowa wewnętrzną stabilność. Curtius
stanowczo wykluczył możliwość likwidacji Polski: "Nowy rozbiór Polski
nie może być naszym celem, lecz jedynie odłączenie obszarów, które
etnograficznie nie należą do Polski, względnie pomostów lądowych, które
są przeszkodą dla pokojowego wytyczenia granicy. Nie dążymy do ponownego
wcielenia większej, czysto polskiej ludności. Również z tego powodu
możemy domagać się od Polski wyłącznie zwrotu obszarów etnograficznie
niemieckich, ponieważ w przeciwnym razie skompromitowalibyśmy akcję
rewizyjną"20. Dlatego Curtius postulował włączenie do Niemiec
Pomorza Gdańskiego (tzw. korytarz) i polskiej części Górnego Śląska, ale
już nie Wielkopolski. Niemcy powinny zagwarantować nienaruszalność nowej
granicy i terytorium Polski, czyli zawrzeć coś w rodzaju locarneńskich
paktów wschodnich (Ost-Locarno).
Program rewizji miał zostać zrealizowany w sposób pokojowy, przy
współpracy mocarstw zachodnich, przede wszystkim Francji. Wcześniejsza
koncepcja rozbioru Polski wspólnie z ZSRR została stosunkowo szybko
zarzucona. Traktaty lokarneńskie w połowie lat dwudziestych otworzyły
drogę do zbliżenia Berlina i Paryża. Wydawało się, że oba państwa
utworzą twardy kontynentalny rdzeń, który przekształci się w swoisty
europejski duumwirat.
Francuski minister spraw zagranicznych Aristide Briand we wrześniu 1929
roku na forum Ligi Narodów w Genewie zaproponował, by narody europejskie
połączył "rodzaj więzi federalnej"21. Koncepcja ta była
nacechowana idealizmem, ale miała swój praktyczno-polityczny wymiar. Jej
realizacja ułatwiłaby Francuzom akceptację odbudowy niemieckiej
mocarstwowości, zapewniłaby stabilizację na kontynencie, a także
wzmocniłaby pozycję krajów europejskich wobec Ameryki. Gustav
Stresemann, w reakcji na tę propozycję, podkreślił wagę współpracy
gospodarczej w Europie. Nie podjął tematu integracji politycznej, a nawet częściowo się od niej zdystansował, sugerując, że nie powinna ona
być skierowana przeciwko innym mocarstwom22.
Niespodziewana śmierć Stresemanna w październiku 1929 roku wydawała się
być kresem polityki strategicznego porozumienia Niemiec z Francją. W marcu 1930 roku kanclerz Heinrich Brüning odrzucił uszczegółowione przez
Brianda propozycje federalizacji Europy i wystąpił z inicjatywami,
których ostrze wymierzone było przeciw Paryżowi. Mimo poważnych
problemów budżetowych podjął decyzję o budowie dwóch nowych krążowników.
Ponadto przygotował projekt unii celnej z Austrią, która w zamierzeniach
szefostwa niemieckiej dyplomacji miała służyć powołaniu do życia nowego
wielkiego obszaru gospodarczego. Sekretarz stanu w AA Bernhard von Bülow
liczył, że do takiej unii przyłączą się: Czechosłowacja, Węgry,
Jugosławia, Rumunia, a nawet państwa bałtyckie. Po jej powstania Polska
znalazłaby się w kleszczach i byłaby bardziej skłonna do wyrażenia zgody
na rewizję zachodniej granicy. W rozumieniu von Bülowa projekt unii
celnej skupiającej państwa południowoeuropejskie był alternatywą wobec
ścisłej współpracy francusko-niemieckiej, której warunkiem miała być
zgoda Paryża na rewizję granicy polsko-niemieckiej23.
Gdy na początku roku 1931 niemiecki rząd odrzucił francuską propozycję
pomocy finansowej, a następnie w marcu ogłosił projekt
niemiecko-austriackiej unii celnej, stosunki pomiędzy Berlinem i Paryżem
znalazły się w największym od lat impasie.
Sytuację dodatkowo zaostrzyły skutki światowego kryzysu gospodarczego,
za którego symboliczny początek przyjmuje się panikę na giełdzie
nowojorskiej w październiku 1929 roku. W roku 1930 roczne płatności
Niemiec związane z obsługą zobowiązań reparacyjnych (tzw. plan Younga)
wynosiły ok. 2 mld marek. Rząd Brüninga, aby je spłacić, zastosował
twardą politykę deflacyjną, która przyniosła społeczno-gospodarczą
katastrofę. W czerwcu 1931 roku Berlin zażądał zniesienia reparacji, co
spotkało się z natychmiastową odpowiedzią rynków finansowych. W połowie
lipca 1931 roku rozpoczął się run na banki, a niemieckie firmy zaczęły
plajtować24. Rząd Rzeszy nie miał wyjścia i musiał szukać
pomocy za granicą, skoro polityka deflacyjna nie przyniosła
spodziewanych efektów.
Zewnętrzne wsparcie finansowe zależało od poprawy stosunków z Paryżem25. Skala kryzysu wymusiła na Niemczech i Francji
strategiczny konsensus. Stawką była współpraca nad stworzeniem
francusko-niemieckiego twardego rdzenia, który przekształciłby układ
równowagi sił w Europie. Byłoby to niekorzystne zarówno dla Polski, jak
i ZSRR, gdyż marginalizowałby znaczenie obu krajów.
Kanclerz Brüning przybył do Paryża w dniach 18 i 19 lipca 1931 roku po
drodze na konferencję londyńską (20-24 lipca 1931 roku) poświęconą
kryzysowi ekonomicznemu26. Francuzi dali mu jasno do
zrozumienia, że pomoc finansowa zależeć będzie od intensyfikacji
dwustronnego dialogu politycznego. Berlin miał się wyrzec prób rewizji
traktatu wersalskiego w najbliższych latach. Niemcy stali na stanowisku,
że zbliżenie z Francją nie może dokonać się za jednym razem i dlatego
dwustronne konsultacje na najwyższym szczeblu winny być kontynuowane.
Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom swych partnerów, deklarowali, że przed
obydwoma państwami stoją wielkie zadania, a wśród nich m.in.
"ujednolicenie europejskiego systemu gospodarczego w kierunku unii
celnej"27.
Rozmowy polityków francuskich i niemieckich były kontynuowane w drodze z Paryża do Londynu, a potem przy okazji konferencji londyńskiej.
Zaskakująco, w porównaniu z wynikami konsultacji paryskich, wypadła
wymiana poglądów niemieckiego ministra spraw zagranicznych Juliusa
Curtiusa z André François-Poncetem, podsekretarzem stanu ds.
ekonomicznych w rządzie Francji i przyszłym ambasadorem Francji w Berlinie (od września 1931 roku). W trakcie tej rozmowy francuski
polityk zadeklarował, że jest zwolennikiem unii celnej w Europie,
obejmującej Francję i Niemcy, której powołanie poprzedziłyby rozmowy
przemysłowców z obu zainteresowanych państw. Uznał także konieczność
"zapewnienia Niemcom działalności kolonialnej" z uwagi na obecną trudną
sytuację żywnościową. Wiele miejsca poświęcił problemowi granicy
polsko-niemieckiej. Zaczął od uwagi natury historycznej, twierdząc, że
sami Niemcy powołali do życia Królestwo Polskie. Curtius odpowiedział,
że niemieckim zamiarem nigdy nie było przekazanie Polsce "korytarza" i wschodniej części Górnego Śląska; nie myślał o tym ani Piłsudski, ani
Zaleski, ani inni rozsądni Polacy. François-Poncet oświadczył, że "we
francuskich kołach rządowych istnieje plan szczerych rozmów z Niemcami i Polską na temat możliwości rewizji [granic]". Zaznaczył, że "kwestia
ta jest w oczywisty sposób nadzwyczaj drażliwa, ale trzeba się będzie
wreszcie za nią zabrać". Curtius odparł, że otrzymał niedawno
informację, że Piłsudski rozważa "oddanie korytarza w zamian za
zjednoczenie z Litwą"28. Skarżył się przy tym, że z Polakami
bardzo trudno porozumieć się na rozumnych zasadach.
Po zakończeniu konferencji londyńskiej w drodze powrotnej z Dover do
Calais doszło do spotkania kanclerza Brüninga i ministra Curtiusa z francuskim premierem Pierrem Lavalem (24 lipca 1931 roku). Laval
częściowo zdystansował się od stanowiska François-Ponceta sprzed kilku
dni. Jakkolwiek przyznał, że w ogólnych zarysach zgadza się z poglądami
swojego podsekretarza stanu, to zastrzegł, że uważa za zbyt daleko idące
jego pomysły dotyczące kwestii kolonialnej i rewizji wschodniej granicy
Niemiec. Natychmiast jednak przyznał, że dążąc do francusko-niemieckiego
porozumienia trzeba będzie omówić również sprawy drażliwe, a wśród nich
kwestię korytarza. Curtius wykorzystał tę okazję do podzielenia się z Lavalem uwagą, że rozsądnie nastawieni Polacy, tacy jak Piłsudski i Zaleski, nie chcieli wcale przyłączenia korytarza do Polski, a obstawał
przy tym prezydent USA Wilson, któremu zależało na głosach Polaków
amerykańskiego pochodzenia.
W lipcu 1931 roku doszło więc do pierwszych sondaży
francusko-niemieckich. Francuzi chcieli wykorzystać kłopoty finansowe
Niemców, przymuszając ich do szerokiego porozumienia politycznego.
Wysłali również wyraźny sygnał, że w przyszłości będą gotowi podjąć
temat rewizji granicy polsko-niemieckiej. Najkrótszą drogą do
osiągnięcia porozumienia była współpraca gospodarcza, której rozwojowi
sprzyjały obydwie strony. Pod koniec lipca 1931 roku Francuzi powołali
Comité d'entente internationale (zwana również: Comité Foug?re), czyli
komitet na rzecz francusko-niemieckiej współpracy gospodarczej, w którego skład weszli politycy i biznesmeni. Jego celem było
przygotowanie koncepcji włączenia Niemiec do nowego europejskiego
systemu gospodarczego tworzonego pod przywództwem Francji, a narzędziem
do jego osiągnięcia miałaby być unia celna29.
W połowie sierpnia 1931 roku ambasador Niemiec w Paryżu Leopold von
Hoesch przekazał Lavalowi zaproszenie do wizyty w Berlinie. Laval
zastrzegł, że chciałby zająć się wyłącznie omówieniem relacji
dwustronnych, a nie sprawami, które jeszcze do tego nie dojrzały i wskazał m.in. na sprawę unii celnej i "korytarza"30. W ramach
przygotowań tej wizyty von Hoesch przesłał w sierpniu do centrali w Berlinie obszerny raport na temat stosunków niemiecko-francuskich.
Zauważył ich poprawę w ostatnich miesiącach, wskazując m.in. na
naznaczone zaufaniem, osobiste relacje pomiędzy przywódcami obydwu
państw. Stwierdził jednak, że sprawy kolonii, anszlusu Austrii i granicy
wschodniej Niemiec nie dojrzały jeszcze do rozwiązania. Jednak ta
ostatnia kwestia nie jest beznadziejna, mimo iż jest najbardziej gorąca,
drażliwa i trudna. Jakkolwiek nie wiadomo obecnie, w jaki sposób
zostanie rozwiązana, to jest oczywiste, że będzie to możliwe tylko pod
warunkiem współpracy z Francją. Ambasador wyraził przypuszczenie, że
postępy w procesie zbliżenia niemiecko-francuskiego przyniosą
rozwiązanie problemu rewizji granicy wschodniej Rzeszy31.
W AA w połowie września powstała agenda przyszłego spotkania
francuskiego premiera z niemieckim kanclerzem. Postanowiono, że jego
celem będzie normalizacja i poprawa relacji dwustronnych oraz działania
na rzecz przezwyciężenia kryzysu gospodarki światowej. Założono, iż
współpraca gospodarcza przyczyni się do pogłębienia porozumienia
pomiędzy obu państwami, a jej program obejmie następujące trzy kwestie.
Po pierwsze, zawarcie unii celnej, po drugie, wspólne rozwiązanie
problemu zaopatrzenia w węgiel i produkcji stali, ponieważ uznano, że
jest to możliwe tylko na drodze międzynarodowej, a po trzecie, wolny
przepływ siły roboczej32.
Dla relacji francusko-niemieckich owego czasu istotnym wyzwaniem było
ocieplenie w stosunkach Paryża z Moskwą, zapoczątkowane wiosną 1931
roku. Von Bülow wysłał ministrowi Curtiusowi dwie notatki na ten temat;
jedną autorstwa Moritza Schlesingera (z 7 września), eksperta AA
specjalizującego się w problematyce gospodarki sowieckiej, i drugą posła
w Warszawie Hansa Adolfa von Moltkego (z 16 września). Schlesinger
ocenił, że Francja, negocjując z ZSRR pakt o nieagresji, zamierza
osłabić więzi sowiecko-niemieckie (szczególnie w dziedzinie współpracy
wojskowej), zapobiec realizacji zobowiązań, wynikających z jej sojuszu z Polską oraz zamaskować przedsięwzięcia wymierzone przeciwko Moskwie.
Niemiecki ekspert nie wykluczał możliwości zawarcia trójstronnego paktu
między Francją, ZSRR i Polską, który w przyszłości mógłby zablokować
pokojową rewizję niemieckiej granicy wschodniej. Podkreślał
jednocześnie, że strategicznym celem Paryża pozostaje likwidacja reżimu
sowieckiego, realizowana we współpracy z Londynem i Waszyngtonem.
Przekonywał, iż współpracy tej należy przeciwdziałać, ponieważ nie
przyniesie ona nic dobrego dla Niemiec. W tym kontekście wskazywał na
rolę Polski i postulował przemyślenie dotychczasowej polityki Berlina
wobec Warszawy. Zastrzegał jednak, że ewentualna korekta kursu wobec
Polski nie może wpływać na niemieckie stanowisko w sprawie "korytarza".
Schlesinger w podsumowaniu swojej notatki stwierdził: "Nie powinniśmy
tylko myśleć i mówić o korytarzu, lecz również pracować nad jego
odzyskaniem, ale tylko za pomocą środków, które mamy realnie do
dyspozycji. Jednym z takich środków, być może nawet podstawowym, jest
wzmocnienie naszej pozycji na wschodzie, które osiągniemy raczej
[współpracując] z Polską niż wbrew Polsce"33.
Poseł von Moltke zgodził się z diagnozą Schlesingera, że należy dokonać
reorientacji w relacjach z Polską. Podkreślił, że "normalizacja
stosunków niemiecko-polskich służyć ma utrzymaniu i -?o ile to możliwe -
skonsolidowaniu naszych aktywów dla późniejszego uregulowania kwestii
granicznych"34. Przypuścił, że Francuzi co najwyżej przyjmą
postulat rewizji granicy wschodniej do wiadomości, ale nie wyrażą nań
ostatecznej zgody. Sceptycznie odniósł się do ewentualnych prób
bezpośrednich rozmów z Paryżem, mających na celu storpedowanie
inicjatywy francusko-sowiecko-polskiego trójkąta, który skutkowałby
geopolitycznym okrążeniem Niemiec. Klucza do uniknięcia tej
niekorzystnej konstelacji upatrywał w relacjach z Polską, gdyż
"osobowość Piłsudskiego jest ważnym czynnikiem, który stać będzie na
przeszkodzie francusko-polsko-rosyjskiej kombinacji". Ostrzegł jednak,
że opór Piłsudskiego będzie słabł, o ile Niemcy nie zmienią swojej
polityki i nadal będą postrzegane jako państwo, które chce Polskę tylko
"zdyskredytować i osłabić"35.
Notatki Schlesingera i von Moltkego dowodzą, że w AA nadal żywy był
pogląd, że pokojowa rewizja granicy polsko-niemieckiej stanie się
możliwa tylko pod warunkiem porozumienia się z Francją i Polską, czego
skutkiem i przewidywanym kosztem będzie osłabienie więzi
niemiecko-sowieckich.
Długo oczekiwana wrześniowa wizyta Lavala w Berlinie36 nie
przyniosła przełomu37. Francuski premier już na samym wstępie
ostudził ewentualne oczekiwania, informując kanclerza, że nie posiada
pełnomocnictw od swojego rządu, aby omawiać tzw. sprawy trudne
(schwebende Fragen). Dlatego przede wszystkim skupiono się na
rozwiązaniu problemów gospodarczych i powołano do tego celu wspólną
komisję. Najważniejszym tematem rozmów okazała się kwestia sowiecka.
Laval ostrzegł Brüninga, że "Rosja załatwi jeszcze całą Europę i zaprowadzi wszędzie bolszewickie porządki"38. Kanclerz zgodził
się z tym, jakkolwiek zastrzegł, że Niemcy nie wezmą udziału w bloku
antysowieckim. Francuski premier skrytykował Niemcy za udzielanie
kredytów Sowietom. Wątek ten pojawił się w rozmowie Lavala z ministrem
Curtiusem. Tym razem zagrożenia bolszewickie omówiono w kontekście
francuskiego sprzeciwu wobec rozbrojenia. Francuski premier wdał się w rozważania z pogranicza historiozofii i geopolityki. Twierdził, że nie
wierzy w możliwość wybuchu wojny francusko-niemieckiej, albowiem tak jak
do tej pory stronami konfliktów zbrojnych były państwa i imperia, tak w przyszłości będą nimi kontynenty. Uznał, że prędzej czy później Sowieci
i Chińczycy zaatakują Europę, dlatego Francuzi i Niemcy powinni wspólnie
zadbać o swoje bezpieczeństwo. W odpowiedzi na to Curtius zadał podszyte
ironią pytanie, czy francusko-sowiecki pakt o nieagresji i niemiecko-sowiecka współpraca w duchu Rapallo nie są najlepszym środkiem
przeciwko tego rodzaju zagrożeniu. W odpowiedzi Laval zasugerował, że
traktat z Sowietami nie został jeszcze całkowicie
sfinalizowany39.
Pod koniec roku 1931 w relacjach francusko-niemieckich zarysowała się
idea kontynentalnej osi Paryż-Berlin. Miała ona potencjał
przekształcenia się w trójkąt Paryż-Berlin-Warszawa, który na trwałe
mógłby ustabilizować postwersalski porządek w Europie. Francja
prowadziła jednak politykę dwutorową i sondowała Stalina, strasząc
Niemców widmem bolszewizacji Europy. To balansowanie pomiędzy Niemcami i ZSRR miało na celu, co w lot zrozumiano w Berlinie, osłabienie ducha
Rapallo i tym samym otwierało również nowe możliwości dla Polski.
Polityka Paryża, służąca rozluźnieniu więzi sojuszniczych z Warszawą
przy jednoczesnych próbach zbliżenia z Berlinem i Moskwą, prowadziła do
powstania nowej konstelacji. Dla Warszawy mogła ona stanowić zagrożenie,
ponieważ ewentualny kontynentalny sojusz francusko-niemiecki zostałby
zawarty przede wszystkim na jej koszt. Powstanie nowego układu niosło
jednak ze sobą szanse na podmiotowość pod warunkiem, że Warszawie uda
się sztuka balansowania pomiędzy Paryżem, Berlinem i Moskwą.
Rozdział 3. Stalina inicjatywa porozumienia z Polską
Stalin, w odróżnieniu od Piłsudskiego, był doktrynerem. Politykę
zagraniczną ZSRR podporządkował realizacji ideologii komunistycznej.
Podobnie jak Lenin, był zdania, że Sowiety nie przetrwają na dłuższą
metę w otoczeniu kapitalistycznym. Z tego powodu postrzegał samo
istnienie krajów kapitalistycznych jako egzystencjalne zagrożenie. I to
niezależnie od ich rzeczywistego stosunku do Moskwy. Za jedyne wyjście z tej sytuacji uważał więc zniszczenie porządku kapitalistycznego i zwycięstwo rewolucji komunistycznej na całym świecie. I tu w całej
krasie ujawniał się dialektyczny paradoks: jakkolwiek państwa
kapitalistyczne subiektywnie nie musiały prowadzić w stosunku do ZSRR
polityki wrogiej, to obiektywnie były wrogami. Były wrogami Związku
Sowieckiego, nie zdając sobie nawet z tego sprawy!
Bolszewicy wierzyli, że historia im sprzyja, bo na świecie zapanowała
sytuacja rewolucyjna. Porządkom kapitalistycznym miały zagrażać: od
wewnątrz niezadowolony proletariat i wojna imperialistyczna pomiędzy
poszczególnymi państwami kapitalistycznymi, a od zewnątrz -?walka
wyzwoleńcza w koloniach. Nieodległy wybuch wojny imperialistycznej był
kluczową i konieczną przesłanką wybuchu rewolucji. Sprzeczności pomiędzy
mocarstwami kapitalistycznymi miały doprowadzić do wyniszczającego
konfliktu, który, osłabiając je wewnętrznie i zewnętrznie, otworzy drogę
światowemu panowaniu komunizmu. Taki scenariusz Stalin najjaśniej
naszkicował publicznie w przemówieniu na plenum KC RKP(b) wygłoszonym 19
stycznia 1925 roku:
"[...] w związku z tym, że przesłanki wojny dojrzewają i wojna może
stać się, oczywiście nie jutro i nie pojutrze, ale za kilka lat,
nieunikniona -?w związku z tym, że wojna nie może nie zaostrzyć kryzysu
wewnętrznego, rewolucyjnego, zarówno na Wschodzie, jak i na Zachodzie -
w związku z tym nie może nie stanąć przed nami zagadnienie, że
powinniśmy być na wszystko gotowi. Sądzę, że siły ruchu rewolucyjnego na
Zachodzie są wielkie, one rosną, będą rosły i mogą doprowadzić do tego,
że gdzieniegdzie wywrócą burżuazję. Tak jest. Ale utrzymać się będzie im
bardzo trudno. Świadczą o tym wyraźnie przykłady z limitrofami, na
przykład z Estonią, Łotwą. Zagadnienie naszej armii, jej potęgi, jej
gotowości nieuchronnie stanie przed nami przy komplikacjach w otaczających nas krajach jako palące zagadnienie.
Nie znaczy to, że w takiej sytuacji musimy koniecznie iść na czynne
wystąpienie przeciwko komukolwiek. To jest niesłuszne. Jeśli u kogokolwiek przebija taka nutka, to jest to błędne. Nasz sztandar po
dawnemu pozostaje sztandarem pokoju. Ale jeżeli wojna się zacznie, to
nam nie wypadnie siedzieć z założonymi rękami, nam wypadnie wystąpić,
ale wystąpić jako ostatni. I my wystąpimy po to, żeby rzucić decydujący
ciężar na szalę, ciężar, który mógłby przeważyć [pogrubienie -
K.R.].
Stąd wniosek: być gotowym na wszystko, przygotowywać swoją armię, obuć i odziać ją, wyszkolić, udoskonalić sprzęt techniczny, udoskonalić chemię,
lotnictwo i w ogóle podnieść naszą Armię Czerwoną na należyty poziom.
Tego wymaga od nas sytuacja międzynarodowa"40.
Wystąpienie to zawierało kwintesencję sowieckiej polityki zagranicznej
okresu międzywojennego. Sowieci mieli świadomość słabości swojego
państwa i wiedzieli, że własnymi siłami nie podbiją świata. Dlatego
uchwycili się innej drogi: oczekiwali nowej wojny światowej, którą w nieodległym czasie miały rozpętać główne mocarstwa kapitalistyczne. Na
jej początku planowali ogłosić neutralność, by -?gdy walczące strony
osłabną -?uderzyć i rozstrzygnąć konflikt na swoją korzyść, niosąc
władzę bolszewicką Europie, Azji, a może nawet całemu światu. Z tej
wizji przyszłości logicznie wynikała cała strategia sowieckiej polityki
zagranicznej, oparta na dwóch zasadach: po pierwsze, podsycaniu
sprzeczności między mocarstwami, po drugie, utrzymywaniu pokojowych
stosunków z sąsiadami ZSRR, aby uniemożliwić przedwczesną interwencję.
Warunkiem realizacji tych planów było przekształcenie Rosji w mocarstwo,
co wymagało przeprowadzenia "odgórnej rewolucji".
Za jej zapowiedź można uznać Sprawozdanie polityczne Komitetu
Centralnego wygłoszone 3 grudnia 1927 roku podczas XV Zjazdu WKP(b).
Stalin zapowiedział w nim realizację planu pięcioletniego,
przedstawiając pierwsze, jak się to potem okaże, bardzo zaniżone,
wskaźniki, jakie miała osiągnąć sowiecka gospodarka: roczny wzrost
produkcji na poziomie 12%, co w okresie pięcioletnim miało zapewnić
wzrost o 70% w porównaniu z okresem przedwojennym. Wspomniał również o przyszłej kolektywizacji, ogłaszając "[...] przekształcenie drobnych i rozproszonych gospodarstw chłopskich w wielkie połączone gospodarstwa na
podstawie społecznej uprawy ziemi, przejście do kolektywnej uprawy ziemi
na podstawie nowej, wyższej techniki"41.
Gensek przewidywał, że kapitaliści nie będą spokojnie przyglądać się
wzrostowi potęgi gospodarczej ZSRR. Dlatego przed rozpętaniem światowego
konfliktu będą starali się uporać ze swoim głównym wrogiem, czyli z ZSRR: "Dlatego, aby oczyścić grunt dla przyszłych wojen
imperialistycznych, aby mocniej ujarzmić "własną" klasę robotniczą i okiełznać "własne" kolonie w celu umocnienia kapitalistycznego zaplecza
-?należy, zdaniem burżuazyjnych prowodyrów, okiełznać przede wszystkim
ZSRR, to ognisko i rozsadnik rewolucji będący, na domiar, jednym z największych rynków zbytu dla krajów kapitalistycznych. Stąd ożywienie
interwencyjnych tendencji wśród imperialistów, polityka izolacji ZSRR,
polityka otaczania ZSRR, polityka przygotowywania warunków do wojny z ZSRR. Wzmożenie się tendencji interwencyjnych w obozie imperialistów i groźba wojny (przeciwko ZSRR) jest jednym z podstawowych czynników
obecnej sytuacji"42.
Wiara w antysowiecką interwencję była koronnym uzasadnieniem dla
"odgórnej rewolucji", a przede wszystkim prowadzonej w oszałamiającym
tempie industrializacji i kolektywizacji. Stalinowskie plany
industrializacji zaczęły się krystalizować w połowie roku 1928, lecz
wówczas nie udało się stworzyć całego planu pięcioletniego, a jedynie
plan na następny rok. W maju 1929 roku formalnie uchwalono plan
pięcioletni, ale dosłownie kilka tygodni potem rozpoczęto podwyższać
jego poszczególne wskaźniki. Po kilku miesiącach rzucono hasło
realizacji planu pięcioletniego w cztery lata. Forsowanie "odgórnej
rewolucji" wywołało potężny kryzys. Jego pierwszym objawem było
wprowadzenie kartek na żywność roku na Ukrainie w 1928 roku, a rok
później także w Rosji. W roku 1930 odnotowano pierwsze poważne
niepowodzenie, ponieważ produkcja zamiast o 32% wzrosła tylko o 22%. W kolejnych dwóch latach również nie udało się uzyskać zaplanowanego
wzrostu, a gospodarka wyraźnie wyhamowywała. Pomimo niewykonania planu
wzrost był i tak imponujący. W latach 1928-1932 produkcja energii
elektrycznej wzrosła przeszło dwukrotnie, a ropy naftowej, węgla,
surówki żelaza mniej więcej półtorakrotnie43.
Uprzemysłowienie odbywało się kosztem wyzysku wsi: tzw. socjalistyczna
akumulacja kapitału polegała z grubsza rzecz biorąc na tym, że chłopstwo
miało przepłacać za towary przemysłowe, a państwo zaniżać ceny za
produkty rolne, które następnie były przez nie sprzedawane za granicę.
Uzyskane w ten sposób środki przeznaczano na rozbudowę bazy przemysłowej
kraju44. Ów wyzysk spotkał się z reakcją chłopstwa, które
przestało przeznaczać wyprodukowane nadwyżki płodów rolnych na rynek. W odpowiedzi komunistyczna władza wprowadziła przymusowe rekwizycje i terror oraz przyspieszyła kolektywizację. W kwietniu 1929 roku w kołchozach znajdowało się 1,7% gospodarstw chłopskich, w czerwcu -?3,9%,
w październiku -?prawie 8%, zaś w styczniu 1931 roku -?przeszło 20%, a pod koniec lutego przeszło 50%. Sowiecka wieś zareagowała biernym
oporem, a w wielu miejscach otwartym buntem, którego gwałtowny przebieg
w zachodniej części sowieckiej Ukrainy wywołał w bolszewickim
kierownictwie lęk przed wojną domową i polską interwencją45.
"Odgórna rewolucja" Stalina nie była bynajmniej celem samym w sobie, tak
jak nie była nią modernizacja Rosji. Industrializacja i kolektywizacja
miały przygotować ZSRR do światowej wojny i rewolucji. Rozbudowa
potencjału militarnego odbywała się w ścisłej tajemnicy, a zasadnicze
decyzje i programy uchwalane były przez Biuro Polityczne i działające w jego ramach komisje i komitety. Równolegle z pięcioletnim planem
uprzemysłowienia opracowano pięcioletni plan rozbudowy armii
(1928-1932). Jeszcze w lipcu 1927 roku Politbiuro postanowiło zwiększyć
siły Armii Czerwonej do 617 tysięcy ludzi, 2510 czołgów, 4522 samolotów
i 13650 dział46. Plany te jednak spaliły na panewce, gdyż okazało
się, że sowiecki przemysł nie jest w stanie ich zrealizować. Pomimo to
Biuro Polityczne przyjęło w lipcu 1929 roku nowy plan rozwoju sowieckich
sił zbrojnych przewyższający ilościowe założenia z 1927 roku47.
Krach na nowojorskiej giełdzie w październiku 1929 roku, który znowu
ożywił nadzieje bolszewików na rychły wybuch rewolucji światowej, po raz
kolejny zmusił sowieckie kierownictwo do przemyślenia strategii
militarnej i realizacji programów zbrojeniowych. Politbiuro doszło do
wniosku, że sowieckie czołgi i samoloty są zapóźnione technologicznie i powołało kolejne komisje, które miały temu zaradzić48. Pierwsze
pozytywne efekty Sowieci odnotowali już po kilku latach. Pomiędzy rokiem
1931 a 1932 dokonali skokowego wzrostu produkcji zbrojeniowej.
Jakkolwiek nie osiągnęli założonych wskaźników, to postęp ilościowy był
i tak spektakularny: w roku 1931 wyprodukowali 847 czołgów, w 1932 roku
-?2585, a w 1933 roku -?3509. Podobna tendencja zarysowała się w produkcji samolotów: w 1931 roku powstało ich 1489, w 1932 roku -?2490,
a w 1933 roku -?4354. Szybko okazało się jednak, że za postępem
ilościowym nie poszedł jakościowy, co szczególnie dało się odczuć w lotnictwie, gdzie niska jakość spowodowała ogromną liczbę katastrof
lotniczych (w latach 30. zginęło w nich ok. 1000 pilotów)49.
Aby zrealizować "odgórną rewolucję", Stalin potrzebował czasu i pokoju
na granicach ZSRR. I dlatego na początku lat 30. podjął decyzję o szybkim zamknięciu negocjacji z Polską na temat paktu o nieagresji.
Musiał jednak przekonać do tego Piłsudskiego, który nie był jego
entuzjastą, ponieważ obawiał się, że spowoduje on zależność Polski od
Rosji. Stalin, rozpoczynając ofensywę dyplomatyczną wobec Polski, chciał
nie tylko zabezpieczyć swoją zachodnią granicę. Pakt z Warszawą
oddalałby także groźbę "interwencji" mocarstw zachodnich przeciwko ZSRR
i przeciwdziałałby negatywnym skutkom porozumienia pomiędzy Berlinem i Paryżem. Polska stałaby się buforem odgradzającym sowiecką Rosję od
Niemiec, Francji i Wielkiej Brytanii i jednocześnie zapewniałaby
bezpieczeństwo sowieckiej flanki zachodniej w razie konfliktu z Japonią
na Dalekim Wschodzie.
Najpierw jednak Stalin musiał usunąć przeszkody na własnym podwórku,
przezwyciężając opór kierownictwa Ludowego Komisariatu Spraw
Zagranicznych (LKSZ), które sprzeciwiało się porozumieniu z Polską,
uznając je za szkodliwe dla współpracy ZSRR z Niemcami.
Stalin prowadził więc bardzo skomplikowaną i wielowariantową grę. W Warszawie na stanowisku połpreda zainstalował swojego człowieka
Władimira Antonowa-Owsiejenkę, który w odróżnieniu od swoich szefów w LKSZ był przekonanym zwolennikiem porozumienia z Piłsudskim. Dlaczego
wódz szukał takich obejść i nie wpływał bezpośrednio na kierownictwo
LKSZ? Na początku roku 1930 sprawował władzę nad Politbiurem, które
podejmowało wszystkie najważniejsze decyzje dotyczące sowieckiej
polityki. Nie kontrolował jednak w pełni zarządzanych kolegialnie
komisariatów (ministerstw). Panując nad Politbiurem, najważniejszym
organem decyzyjnym w ZSRR i mając swojego człowieka na miejscu w Warszawie, w pełni kontrolował politykę w stosunku do Polski. Z czasem
Stalin wprowadzi jednoosobowe kierownictwo i jednoosobową
odpowiedzialność w sowieckich urzędach i w ten sposób zdobędzie
absolutną władzę nad strukturami państwa. Na początku lat 30. musiał
jeszcze poświęcać czas na subtelne gry personalne.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
1. K. Świtalski, Diariusz 1919-1935, Warszawa 1992, s. 524. [wróć]
2. Tamże, s. 524-525. [wróć]
5. Polska polityka zagraniczna w latach 1926-32. Na podstawie tekstów min. Józefa Becka opracowała Anna M. Cienciała, Cienciała Anna M. (opr.), Paryż 1990, s. 54. [wróć]
8. J. Beck, Przemówienia, deklaracje, wywiady 1931-1937, Warszawa 1938, s. 327. [wróć]
9. W. Pobóg-Malinowski, Najnowsza historia polityczna Polski 1864-1945. Tom drugi. Część pierwsza, Londyn 1956, s. 544. [wróć]
10. K. Świtalski, op. cit., s. 640-641. [wróć]
11. A. Wysocki, Tajemnice dyplomatycznego sejfu, Warszawa 1979, s. 176. [wróć]
12. Tamże, s. 177. [wróć]
13. Tamże, s. 178. [wróć]
15. Tamże, s. 179. [wróć]
17. Świtalski relacjonując przebieg konferencji u Komendanta w 31 stycznia 1934 roku zapisał następującą uwagę Piłsudskiego: "[...] gdyby nie Hitler, to wiele rzeczy by się nie udało" (K. Świtalski, op. cit., s. 654). [wróć]
18. Zob. H. von Riekhoff, German-Polish Relations 1918-1933, Baltimore 1971, s. 226. [wróć]
19. Zob. Akten zur deutschen auswärtigen Politik 1918-1945 (dalej: ADAP), B, Bd. XVII, dok. nr 18, s. 54-61. [wróć]
21. Zob. Z. Wroniak, Polityka Polska wobec Francji w latach 1925-1932, Poznań 1987, s. 132-138. [wróć]
22. J. Wright, Gustav Stresemann. Weimar's Greatest Statesman, Oxford-New York 2002, s. 483-485 oraz Z. Wroniak, wyd. cyt., s. 138-139. [wróć]
23. Zob. P. Krüger, Die Aussenpolitik der Republik von Weimar, Darmstadt 1985, s. 531-534. [wróć]
24. Zob. A. Tooze, Cena zniszczenia. Wzrost i załamanie nazistowskiej gospodarki, Oświęcim 2017, s. 38-43. [wróć]
25. Zob. Polskie Dokumenty Dyplomatyczne 1931 (dalej: PDD), dok. nr 180, s. 469-471. [wróć]
26. Zob. ADAP, B, XVIII, dok. nr 69, s. 115-126. [wróć]
27. Tamże, s. 123. [wróć]
28. Tamże, dok. nr 69, s. 129. [wróć]
29. Tamże, dok. nr 95, s. 184-187 oraz dok. nr 98, s. 191-193. [wróć]
30. Tamże, dok. nr 134, s. 266-269. [wróć]
31. Tamże, dok. nr 144, s. 290-296. [wróć]
32. Zob. tamże, dok. nr 192, s. 417-421. [wróć]
33. Zob. tamże, dok. nr 194, s. 426. [wróć]
34. Tamże, s. 427. [wróć]
35. Tamże, s. 430. [wróć]
36. Zob. tamże, dok. 212-215, s. 464-476, oraz relację na temat tej wizyty, jaką posłowi Wysockiemu w Berlinie złożył niewymieniony z nazwiska wyższy urzędnik AA, który brał udział w rozmowach z Francuzami: PDD, 1931, dok. nr 236, s. 604-607. [wróć]
37. Zob. tamże, dok. nr 214, s. 473, przyp. nr 1. [wróć]
38. Tamże, dok. nr 212, s. 465. [wróć]
39. Zob. tamże, dok. nr 214, s. 472-473. [wróć]
40. J.W. Stalin, Przemówienie na plenum KC RKP(b), 19 stycznia 1925 roku; w: J.W. Stalin, Dzieła, t. 7, Warszawa 1950, s. 23-24. Warto zauważyć, że tekst tego wystąpienia został wydany po raz pierwszy dopiero w roku 1947 w Moskwie w sowieckiej edycji Dzieł Stalina, a więc przeszło dwie dekady po jego wygłoszeniu. [wróć]
41. J.W. Stalin, Sprawozdanie polityczne Komitetu Centralnego z 3 grudnia 1927 roku; w: J.W. Stalin, Dzieła, t. 10, Warszawa 1950, s. 302. [wróć]
42. Tamże, s. 284. [wróć]
43. Zob. S. Ciesielski, Rewolucja Stalina, Łomianki 2017, s. 23-96. [wróć]
44. Zob. tamże, s. 24-29. [wróć]
45. O. Ken, "Alarm wojenny" wiosną 1930 roku a stosunki sowiecko-polskie, "Studia z dziejów Rosji i Europy Środkowo-Wschodniej", t. XXXV, Warszawa 2000, s. 41-74. [wróć]
46. Zob. B. Musiał, Na Zachód po trupie Polski, Warszawa 2009, s. 49-153. [wróć]
47. Zob. tamże, s. 160-165. [wróć]
48. Zob. tamże, s. 187-197. [wróć]
49. Zob. tamże, s. 238-274. [wróć]