Krótka wędrówka - Marianna Sołtys

Reflow text when sidebars are open.
Pielgrzymi szli jakiś czas w milczeniu. Mieli czas na przemyślenie swoich osobistych spraw. Nie wiadomo było, ile kilometrów już pokonali, ale wiedzieli, że przeszli już las. Na przedzie kolumny wyraźnie się rozjaśniało. Nareszcie południowe słońce zaczęło ich ogrzewać. Mijali jakąś wioskę, w której gdzieniegdzie stały wolno stojące domy, a w dali widać było pola uprawne. Ludzie powychodzili całymi rodzinami przed swoje domy i pozdrawiali pielgrzymów. Przy jezdni przygotowane były stoliki z piciem. Każdy, kto był spragniony, mógł ugasić pragnienie. Gdzieś w oddali słychać było bicie dzwonów na Anioł Pański. Brat Mateusz wyśpiewał pięknie tę modlitwę, do której dołączyli także inni. Na koniec pomodlili się za dusze cierpiące w czyśćcu, odmawiając wspólnie: "Wieczny odpoczynek...".
Po bardzo krótkiej przerwie niestrudzony brat Mateusz patrzał w niebo, rozkładając ręce i mówił entuzjastycznie:
- Zobaczcie, kochani, jaki mamy dzisiaj wspaniały dzień: dzień pełen słońca i radości. Zaśpiewajmy więc Panu.
W struny gitary uderzała mocno jedna z sióstr z chóru. Pielgrzymi powyciągali swoje śpiewniczki i wtedy gdzieś ponad polami rozległa się pieśń mówiąca o dniu, który stworzył Pan Bóg dla człowieka. Dlatego powinni oni cieszyć się i radować z tego powodu. - Jeszcze raz, jeszcze raz - zachęcał wesoło przewodnik. Drugi raz wyszło lepiej, bardziej entuzjastycznie. Dochodziła godzina 13.00. Grupa zbliżała się na miejsce wypoczynku obiadowego.
- Prosimy zachować porządek i ciszę. Przerwa potrwa do godz. 14.00 - informował brat Mateusz.
Pielgrzymi po kolei szóstkami zachodzili do pięknego sadu owocowego należącego do prywatnego gospodarstwa. Tam nakryte już były białymi obrusami stoły z przygotowanym jedzeniem. Zielona skoszona trawa była niby-dywan specjalnie rozścielony dla zaproszonych gości. Taką samą soczystą zieleń miały liście zadbanych drzew owocowych. Dojrzewające brzoskwinie, jabłonie i grusze wydawały się zdziwione przyjściem pielgrzymów, którzy zakłócali ich ciszę. W tym zaczarowanym miejscu było naprawdę bardzo przyjemnie. Gdzieniegdzie słychać było wybuch radosnego śmiechu. Uśmiechnięte i dobroduszne kobiety z całego serca zapraszały wszystkich na poczęstunek.
- To wszystko jest dla was, moi kochani, najedzcie się wszyscy do syta, abyście mieli siłę iść dalej do naszej Pani - powiedziała jedna z nich, a w oku zakręciła się jej łza ze wzruszenia.
- Zobacz, Henryko - krzyknęła spontanicznie Helena - ile znowu jest jedzenia, a ja miałam nadzieję, że będę pościć. Chcę schudnąć.
Helena była wyraźnie zawiedziona.
- Jutro pościmy, bo jest piątek - odpowiedziała rzeczowo Henryka. - A ty, siostro, wcale nie musisz się odchudzać, i tak jesteś szczupła.
Część pielgrzymów zasiadała przy stole. Pozostali z pełnymi talerzami szli usiąść na trawie. Helena z Henryką usiadły z boku, aby rozprostować nogi i zdjąć ciążące buty.
Kobiety wiejskie w kolorowych chusteczkach na głowie i przepasane fartuszkami uwijały się jak mogły, aby nakładać na talerze pieczone kurczaki, kotlety schabowe, ziemniaki i różne przystawki warzywne. Był przepyszny, zimny kompot wiśniowy. Nie brakowało też różnego rodzaju wypieków.
- Nie uważasz, Heleno, że mamy lepiej niż w domu? Wszystko gotowe i podane do stołu łącznie z deserem, bez żadnego wysiłku. - Henryka wyraźnie marudziła. - Źle się czuję w sytuacji, gdzie jest przesyt.
Helena wstała w milczeniu i odniosła puste talerze do kuchni. Henryka miała już stopy lekko spuchnięte. Położyła się na moment. Wtedy znowu ujrzała rudą dziewczynę o nieznanym imieniu, która siedziała samotnie w trawie i wzrok utkwiony miała... o rany - Henryka złapała się za głowę - w kierowniku grupy.
- O mateczko - wyrwało się jej. - Czyżby Helena miała rację? Ta dziewczyna na pewno podkochuje się w naszym bracie Mateuszu - myślała przerażona. - Ciekawa jestem, jak to się wszystko potoczy.
Helena wróciła, zobaczyła siostrę bardzo podekscytowaną, ale nie wiedziała, o co chodzi. Henryka chciała tę sprawę wyjaśnić. Pokazała jej wzrokiem rudą dziewczynę. Helena w odpowiedzi zaśmiała się ironicznie i skinęła głową, jakby chciała potwierdzić, że się nie myliła.
- Zobacz, ta ruda dziewczyna zostawiła paulinów i usiadła zupełnie sama, z boku. - Próbowała ją bronić. - A ty myślałaś nie wiadomo o czym i podejrzewałaś ją o Bóg wie co.
- Chyba się pomyliłam - odpowiedziała cichutko skruszona Helena.
Nagle jeden z braci porządkowych zatrąbił głośno i krzyknął do mikrofonu:
- Wstajemy. Jak dyscyplina, to dyscyplina.
Powoli formowała się kolumna. Znów nastąpiła zmiana osób niosących wizerunki i głośniki. Po serdecznym pożegnaniu gospodarzy pielgrzymi wyruszyli w dalszą drogę z pieśnią na ustach. Słowa pieśni mówiły o pewnym grzeszniku, który idąc przez życie, upadał i podnosił się. Zwracał się do Boga, mówiąc, że jest ubogi i ręce ma puste, ale prosi, aby Bóg przyjął jego miłość, taką, jaką ma w swoim sercu. Jest bezradnym grzesznikiem, dopóki nie powstanie. Na jego twarzy pojawia się uśmiech dopiero wtedy, gdy Pan Bóg go rozgrzeszy. W końcu grzesznik rozumie, co to znaczy kochać Pana. Kochać to znaczy zrywać z grzechem.
Po krótkiej przerwie przewodnik zarządził wspólną modlitwę: "Ojcze nasz..."; "Zdrowaś Maryjo..."; "Chwała Ojcu...", za mieszkańców wioski, która ugościła ich królewskim obiadem. Oby dobry Bóg wysłuchał ich prośby i miał ich w swojej opiece.
Grupa minęła już wioskę i powoli znów zatapiała się w las. Pachniało żywicą, a powietrze było wyjątkowo rześkie. Przez pewien czas panowała zupełna cisza. Punktualnie o godzinie 15.00 brat Mateusz zabrał głos mówiąc:
- 2000 lat temu ludzkość z utęsknieniem spoglądała w niebo, oczekując Mesjasza, który położyłby kres jej niedoli. Dlatego Bóg w swym niezgłębionym miłosierdziu dał światu swego syna. Całe ziemskie życie Jezusa było miłosierdziem: uzdrawiał chorych, karmił głodnych, wskrzeszał umarłych, pocieszał smutnych, nauczał szukających prawdy... Jednak szczytem Jego miłosiernej miłości do ludzi było oddanie życia na krzyżu. Z Jego przebitego serca wypłynęły zdroje miłosierdzia dla świata. - Cóż nowego? - Mógłby się ktoś zapytać. Tę prawdę słyszeliśmy już tyle razy, że nie robi już na nas większego wrażenia. Przez ponad 2000 lat ludzie omijali owo źródło, nie zauważając Go zupełnie. Gdy dziś cierpiąca ziemia wznosi ku niebu błaganie o litość, Bóg przypomina jej o swoim otwartym na oścież miłosiernym sercu. Objawiając się siostrze Faustynie, mówi: "Powiedz zbolałej ludzkości, niech się przytuli do miłosiernego Serca Mojego ... Nie znajdzie ludzkość ukojenia, dopóki nie zwróci się z ufnością do Miłosierdzia Mojego". Poprzez Koronkę do Miłosierdzia Bożego mamy okazję prosić o łaskę miłosierdzia dla każdego z nas, bez względu na to, jak bardzo jesteśmy grzeszni i kim jesteśmy.
Kierownik modlił się z różańcem, śpiewając: "Ojcze Przedwieczny...". Śpiewem też odpowiadała grupa. Ta piękna modlitwa zakończyła się wspólnym, głośnym: "Święty Boże, Święty Mocny, Święty a Nieśmiertelny, zmiłuj się nad nami i nad całym światem" (3 razy).
Po skończonej pieśni, gdy grupa się wyciszyła, brat Mateusz poprosił kleryka Pawła, aby powiedział kilka słów na temat różańca. Zachęcające brawa, które się rozległy, speszyły paulina. Oblał się rumieńcem, bo z natury był wstydliwy.
- Prosta modlitwa różańcowa - zaczął po dłuższej chwili niepewnym głosem - jest pięknym bukietem róż ku czci Matki Najświętszej. Na pewno wszyscy umiecie modlić się na różańcu, ale... skoro brat Mateusz prosił mnie, abym powiedział to, co myślę na ten temat, więc nie wypada mi odmówić. - Uśmiechnął się niepewnie. Pielgrzymi znów zaklaskali w dłonie, aby zachęcić go do dalszych objaśnień. - Różaniec - kontynuował Paweł pewniejszym już głosem i mniej się jąkając - składa się z powszechnie znanych form modlitewnych: "Ojcze nasz..." - według brzmienia podanego nam przez samego Chrystusa, "Zdrowaś Maryjo..." - czyli fragmentu dialogu ze sceny zwiastowania. Chcę powiedzieć, że zwiastowanie to nic innego jak objawienie się archanioła Gabriela Maryi i jego zapowiedź narodzenia Jezusa. Do tego dochodzi uzupełnienie prośbami pobożności chrześcijańskiej, "Chwała Ojcu..." - a więc uwielbienia Trójcy Przenajświętszej, oraz z wyznania wiary - "Wierzę w Boga...". Podczas modlitwy myśli nasze musimy kierować ku tajemnicom Odkupienia, które są najpiękniejszym obrazem miłosierdzia Bożego. Chodzi o najważniejsze dzieło w historii ludzkości, o zbawczą miłość Boga do człowieka - brat paulin mówił teraz bardzo spokojnie, powoli i płynnie. - Pierwsza część różańca obejmuje pięć tajemnic radosnych, druga - pięć tajemnic bolesnych, trzecia - pięć tajemnic chwalebnych i wreszcie ostatnia - pięć tajemnic światła. Różaniec ma swoją bogatą tradycję w Kościele. Wierni odmawiają go już od wielu wieków. Paciorki różańca przesuwają w swoich rękach ludzie mądrzy i prości, młodzi i starzy, bogaci i biedni. W krąg modlitwy różańcowej włączają się ludzie różnych narodowości, różnych warstw społecznych, różnych ras i kontynentów. Z różańcem w ręku ukazywała się Niepokalana Maryja wybranym dzieciom w Lourdes, w Fatimie. Znaczenie modlitwy różańcowej opiewali papieże w wielu encyklikach, a jej skuteczność potwierdzają sanktuaria maryjne, niekiedy w sposób cudowny. Nasz papież Jan Paweł II również bardzo często odmawiał różaniec, nie mówiąc już o innych świętych, którzy z różańcem się nie rozstawali. Każdy z nas, mający pietyzm do różańca, może przytoczyć różne fakty i przeżycia, świadczące o wartości tej modlitwy. Stolica Apostolska, licząc na miłosierdzie Boże, związała z różańcem rozliczne łaski nadprzyrodzone. W związku z tym, co powiedziałem, namawiam wszystkich bardzo serdecznie do jak najczęstszego odmawiania różańca, bo naprawdę warto. Bóg zapłać.
- Bóg zapłać - odpowiedział brat Mateusz, a pielgrzymi podziękowali brawami.
Grupa szła w milczeniu. Henryka zamyśliła się. Przypominała sobie, jak to było z tym różańcem w jej życiu. Pierwszy raz zetknęła się z nim przy Pierwszej Komunii Świętej. Później odmawiała go, ale tylko dlatego, że brała udział w modlitwach zbiorowych w kościele. Nie rozumiała sensu ani mocy modlitwy różańcowej. Z biegiem jednak lat sama nauczyła się na nim modlić i stworzyła sama sobie intymną rozmowę z Bogiem i Maryją. To przyszło jakby samo. Przebierała paciorkami coraz częściej i w ten sposób stworzyła swój wewnętrzny świat, w którym było jej całkiem nieźle. Z czasem różaniec stał się cząstką jej osobowości, a Maryja drogą mateczką. Stworzyła sama sobie modlitwę różańcową, która polegała na tym, że najpierw oddawała cześć Trójcy Świętej, później każdą pierwszą dziesiątką dziękowała za wszystko, co dostała od życia, a następnie modliła się za osoby jej bliskie, kochane, powierzając wszystkie ich sprawy Panu Bogu za pośrednictwem Maryi. Jedna dziesiątka różańca poświęcona była jednej osobie. Henryka chciała wyprosić dla niej wiele łask w danej dziesiątce. Następnie w swojej wyobraźni wysyłała swojego Anioła Stróża, aby stał przy tej osobie, czuwał nad nią i wspomagał ją w każdej potrzebie. Wiedziała, że Pan Bóg jest tak dobry, że da jej następnego Anioła Stróża, którego będzie mogła znowu komuś ofiarować i tak aż do wyczerpania...
Grupa zaczęła odmawiać chwalebną część różańca. Szli asfaltową jezdnią zwartą kolumną. Po obu stronach w dalszym ciągu towarzyszył im las. Było chłodno, ponieważ promienie słoneczne zatrzymywały się wśród wysokich, rozłożystych konarów drzew. Twarze wędrujących były radosne. Panowało ogólne skupienie i zainteresowanie tym, co działo się w grupie. Jeden z braci idących obok Henryki podszedł do kobiety pchającej wózek i zastąpił ją przy chorym. Obok brata Mateusza szła ruda dziewczyna, ta sama, która na przystanku siedziała samotnie.
Paulin przystąpił do rozważania części pierwszej różańca - Zmartwychwstanie Pana Jezusa.
- Radujmy się wszyscy z chwały i zwycięstwa Pana Jezusa, bo oto On zwyciężył grzech, gładząc go swoją krwią - mówił do mikrofonu głośno i wyraźnie. - Zwyciężył szatana, wyrywając ludzi z jego mocy. Zwyciężył śmierć, zmartwychwstając. Obudź więc w sobie, pielgrzymie, wiarę w Jezusa i Jego Objawienie. Dziękuj Mu, że swoją śmiercią i zmartwychwstaniem wysłużył ci zmartwychwstanie do życia wiecznego. I pamiętaj, że aby z Nim zmartwychwstać do życia chwały, trzeba zmartwychwstać z grzechu. Trzeba być jak Jezus posłusznym Bogu aż do śmierci. Raduj się więc, drogi pielgrzymie, razem z Maryją i przez Jej radość proś Ją, by Jezus zmartwychwstał w tobie przez łaskę... i przygotował cię do zmartwychwstania ciała w dzień ostateczny.
Nastąpiła krótka chwila ciszy na skupienie wewnętrzne. Henryka posmutniała. Przypomniała sobie dwóch młodych chłopców, których bardzo dobrze znała i którzy odeszli z tego świata stanowczo za wcześnie. Najsmutniejsze było to, że żyli oni tutaj, na ziemi bez Boga. Po jakimś czasie, po ich śmierci przyśnili się Henryce, że leżą w czarnych plastikowych workach, gdzieś pod płotem. Henryka zrozumiała, że potrzebują modlitwy. W związku z tym zamówiła za ich dusze mszę świętą. Prócz tego modliła się gorąco, aby dobry Bóg zlitował się nad nimi i wziął ich chociaż do czyśćca. W odpowiedzi, następnej nocy znów przyśnili się jej. Tym razem worki się poruszały, ale wciąż były zamknięte. Henryka miała serce ściśnięte z przerażenia, że nie może pomóc tym duszom. Była zbyt grzeszna, aby cokolwiek dla nich zrobić. Bóg nie chciał jej wysłuchać. Nie było już nikogo, kto mógłby się za nich modlić. Zrozumiała, że oni... przepadli na zawsze. Nie chciała dopuścić sobie myśli, że już nigdy nie odżyją, dlatego w swoich skromnych modlitwach zawsze o nich pamiętała.
Kierownik grupy przystąpił do odczytania intencji różańcowych, które skierowane były do Maryi. Jedną ręką sięgał po karteczki do kapelusza, niesionego przez rudą dziewczynę, a w drugiej trzymał mikrofon i czytał:
Proszę o szczęśliwe rozwiązanie dla mojej córki. Matka. Proszę Matkę Przenajświętszą o szczęśliwe zdanie matury i opiekę na dalszej drodze mojego życia. Pątniczka. Dziękuję Pani Jasnogórskiej za wszystko, co mam tu na ziemi. Pokorny sługa. Dziękuję Ci, Matko Boża, za to, że mogę do Ciebie iść piętnasty już raz i za wszystkie łaski, którymi obdarzasz mnie i całą moją rodzinę. Pątniczka. Miej w opiece, Matko Boża, wszystkich tych, którzy nie mogli pójść z nami na pielgrzymkę. Siostra. Prosimy o zdrowie dla wszystkich pielgrzymów, aby szczęśliwie zaszli na Jasną Górę. Brat.Następnie wspólnie została odmówiona pierwsza dziesiątka różańca świętego.
- Część druga różańca - kontynuował rozważanie kierownik. - Wniebowstąpienie Pana Jezusa. Raduj się z Jezusem, drogi pielgrzymie, który wracał do chwały Ojca Swego. Jezus wstępuje do nieba dla nas, po to, by być nieustannie pośrednikiem naszym, by przygotować nam miejsce wśród aniołów i świętych. Obudź więc w sobie, drogi pielgrzymie, pragnienie życia z Jezusem w Jego Chwale. Ciesz się, że Jezus w niebie czeka na Ciebie. Zachęcaj się do gorliwości w Jego służbie, do dźwigania krzyża, bo ci będą z Nim królować, którzy będą z Nim cierpieć. Proś więc Jezusa, by jako pośrednik pamiętał zawsze o tobie. Raduj się z Maryją, drogi pielgrzymie, i proś Ją, by prowadziła Cię do nieba.
Nastąpiła kilkunastosekundowa cisza. Henryka zamyśliła się. Myślała o swojej mamie, która odeszła do nieba. Przypominała sobie o swojej miłości do niej. Była w niej bardzo zawsze zakochana, i pragnęła też od niej miłości. Ale ona jako matka miała jeszcze inne dzieci, które też kochała, a także mnóstwo pracy. Henryka była zawsze, odkąd pamięta, zazdrosna o jej miłość, bo chciała mieć matkę zawsze blisko siebie. To było niemożliwe, ale jej natura domagała się miłości. Gdy minęło ileś lat od śmierci matki, pewnego razu opowiadała o swojej kochanej mamie ze łzami w oczach pewnej koleżance. Zupełnie przypadkowo. Wtedy w nocy przyśniła się jej. Była uśmiechnięta, radosna i ze łzami w oczach mówiła: - Dziękuję, dziękuję, dziękuję. Henryka była szczęśliwa, że przyśniła się jej, ale słów podziękowań nie rozumiała. Zrozumiała wtedy również, że jest niebo.
Grupa odmawiała różaniec w następujących intencjach: jedna z córek prosiła Mateczkę Jasnogórską o zdrowie dla swojej matki, aby ta dzielnie znosiła swoją chorobę i miała nadzieję na wyzdrowienie; jakaś żona prosiła Maryję Przenajświętszą, aby uczyniła cud i wyrwała jej męża z nałogu pijaństwa; pewna pątniczka powierzyła macierzyńskiej opiece swoją rodzinę; Nieznany sługa Maryi powierzył wszystkie swoje sprawy ziemskie w Jej ręce, aby Ona je uświęcała i ofiarowała swojemu synowi. Na zakończenie jeden z pątników prosił, aby droga Matka oświecała jego ścieżki życia, nie chce więcej błądzić, woli nieść krzyż Jej Syna; następna intencja była o pokój na świecie.
Następnie grupa modliła się wspólnie, odmawiając drugą cząstkę różańca.
Później brat Mateusz przystąpił do rozważań trzeciej części różańca:
- Zesłanie Ducha Świętego na apostołów. Dziękuj Jezusowi, drogi pielgrzymie, za to, że tak jak nam obiecał, tak nam zesłał Ducha pocieszyciela. Dziękuj Duchowi Świętemu, że zstąpił na cały Kościół, aby uświęcać wiernych i zespalać z Jezusem. Proś Go o Jego dary. Błagaj, aby cię uświęcał, pocieszał, umacniał. Polecaj się Maryi, pielgrzymie, i proś Ją, aby tak jak apostołom, tak i tobie wyjednała obfitość darów Ducha Świętego.
Znów nastąpiła cisza, aby można było zastanowić się nad przeczytanym tekstem. Henryka w tym czasie również myślała o Duchu Świętym. Zrozumiała, że dzięki rodzicom, co ją ochrzcili, zamieszkał On w niej, podobnie jak w każdym innym człowieku zamieszkuje, właśnie w momencie Chrztu Świętego. Duch Święty został dany jej po to, aby zamieszkał w jej wnętrzu, aby wykształtował w niej Boży charakter. Ta trzecia osoba Boska miała zbudować w jej życiu miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie. Później jako osoba dorosła została bierzmowana, tak jak inni ludzie. Sakrament ten był dopełnieniem i umocnieniem tego, co zostało zapoczątkowane Chrztem Świętym. Dostała wtedy jakby nowe życie z wody i Ducha. Ale zadała sama sobie pytanie, czy teraz On, Duch Święty, również mieszka w niej? Czy poprzez swoje nędzne życie, które prowadziła do momentu pielgrzymki, nie wypędziła Go ze swojego serca? Zawstydzona spuściła głowę i powiedziała skruszona: - Boże, proszę Cię, wybacz mi wszystko.
Odczytywane były intencje do wspólnej modlitwy różańcowej: pewna siostra prosiła o modlitwę za zmarłych z jej rodziny, aby ich dusze znalazły wieczny spokój w niebie; ktoś drugi prosił Maryję, aby chroniła ją przed złymi ludźmi, aby lekko schodzili z jej drogi życia; pewien pielgrzym zawierzył Maryi swoje dzieci, aby życie ich podobało się Panu Bogu; następny pielgrzym prosił Maryję, aby czuwała nad naszym krajem i broniła nasz naród przed wszelkim złem; pątniczka prosiła o łaskę pokory, a jakiś nieznany brat prosił, aby mógł mieć w sercu swoim ukryte rany Jezusa.
Po wspólnym odmówieniu trzeciej dziesiątki różańca Henryka zauważyła, że czas na pielgrzymce biegł bardzo szybko. Wystarczyło tylko skupić się nad tym, co działo się w grupie, a zupełnie gubiło się rachubę czasu.
- Przystępujemy teraz do czwartej części różańca - mówił niestrudzony brat Mateusz. - Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny. Raduj się, pielgrzymie, z chwały Maryi wziętej z duszą i ciałem do nieba. Dziękuj Jezusowi, że miał taką świętą matkę, która zawsze zachęcała nas do kroczenia tutaj po ziemi z twarzą zwróconą ku niebu. Proś więc Maryję, drogi pielgrzymie, aby twoje myśli, uczucia i pragnienia do nieba kierowała.
Znów zapadła cisza. Henryka spojrzała na idącą obok siostrę. Helena płakała. Szła prosto przed siebie, a po twarzy ciekły jej w ciszy łzy. Zrobiło się jej bardzo przykro.
- Czy możesz mi powiedzieć, co się dzieje? - Henryka dotknęła ją delikatnie za łokieć. - Proszę cię, powiedz mi, zobaczysz, że będzie ci lżej - nalegała, bo w ten sposób chciała pomóc koleżance. Tamta westchnęła głęboko i powiedziała szeptem:
- Ależ to nic takiego, wzruszyłam się, bo pomyślałam o swoim mężu, który żyje obok mnie bez Boga, bez Jezusa, bez Maryi.
- Nie przejmuj się - Henryka puściła do niej oczko - nie on jeden. W tym momencie zrobiło się jej strasznie przykro. Pomyślała o ludziach, którzy żyli bez Boga, i o ich strasznych wewnętrznych cierpieniach. Nieświadomie nie wiedzieli, co tracili.
Brat Mateusz znów wyciągał karteczki z kapelusza. Jeden z braci prosił Matkę Przenajświętszą, aby przez swoje znękane serce uprosiła mu cnotę pokory i dar świętej bojaźni Bożej; jakiś pielgrzym prosił Matkę Bożą, aby pomogła mu poprawić oceny w nadchodzącym roku szkolnym; następna pątniczka prosiła Maryję, aby zawsze z nią była i pomogła jej nieść swój krzyż Jezusowy; pewna siostra błagała Maryję, aby nie pozwoliła jej nigdy stracić swojej osobowości; pątniczka dziękowała Maryi za dzieci, które były jej jedyną radością w życiu; żona prosiła o zdrowie dla swojego męża; ktoś prosił o modlitwę za ojczyznę. Po chwili rozbrzmiewała wspólna modlitwa różańcowa: "Ojcze nasz...", "Zdrowaś Maryjo... Święta Maryjo...", "Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi...".
- Część piąta różańca - kończył już modlitwę kierownik. - Ukoronowanie Najświętszej Maryi Panny w niebie, oraz chwała aniołów i świętych. Raduj się więc, drogi pielgrzymie, z chwały Maryi, jako królowej nieba i ziemi. Lecz pamiętaj, że Jezus uczcił tak Matkę Swoją, bo Ona z Nim współcierpiała... Stała pod Jego krzyżem. Dlatego też i w chwale stoi obok Niego króla, jako królowa... Jezus, koronując Maryję, oddał Jej wszelkie skarby nieba. Dlatego jest Ona naszą pośredniczką wszelkich łask. Do niej się więc zwracaj z ufnością w każdej potrzebie.
Powyższe czytanie przebiegało w zupełnej ciszy. W skupieniu odczytywane były również intencje. W pobliżu brata Mateusza ciągle przebywała ruda dziewczyna. Henryka rozpoznała ją natychmiast. Była szczupła, wysoka i ładna. Włosy splecione w gruby warkocz, a spod beretu świeciły niebieskie, duże oczy.
- Czy wiesz, kto to jest? - zapytała Helenę.
- To jedna z tegorocznych maturzystek, pamiętam ją z naszego kościoła.
Intencje na różaniec były następujące: jeden z pielgrzymów dziękował Matce Bożej za swoje uczestnictwo w pielgrzymce; pewien pokorny sługa prosił Maryję, aby wybaczyła mu wszelkie uchybienia w jego życiu; jeden z braci przepraszał Maryję za wszelkie wyrządzone przez niego zło swoim najbliższym osobom; ktoś następny dziękował za siostrę, która pomogła mu uczestniczyć w pielgrzymce; ktoś jeszcze prosił Maryję o wstawiennictwo do Boga, aby wypraszała u Niego łaski dla niego i całej jego rodziny. Grupa znów modliła się wspólnie, odmawiając ostatnią cząstkę różańca, a na zakończenie: "Pod Twoją obronę...". Po skończonej modlitwie Helena zaczęła rozmowę na temat rudej dziewczyny.
- Podoba ci się ta siostra, co kręci się obok paulinów? - zapytała znienacka. - Nie wiem, na co ona liczy, ale wyraźnie coś mi tu śmierdzi - mówiąc to, zgorszona wykrzywiła usta.
- Co ty podejrzewasz? - Henryka wzięła w obronę młodą siostrę. - Przecież to jest niewinne dziecko, a jasne, że taki Mateusz może się podobać. Ja sama jestem pod jego urokiem. Wspaniały chłopak. Heleno, czy ty naprawdę nie rozumiesz miłości braterskiej, chrześcijańskiej? Młodzi na pewno myślą inaczej, są względem siebie otwarci, bardziej spontaniczni. Szybciej się dogadują i dochodzą do porozumienia. Myślę, że łączy ich tylko i wyłącznie przyjaźń braterska i wspólne sprawy pielgrzymkowe. Sama powiedziałaś, że znasz tę dziewczynę z kościoła.
Helena nic nie odpowiedziała.
Henryka, dzięki kościołowi w swoim mieście, stała się pobożną kobietą, podobnie jak wiele innych parafianek. Była wdzięczna swojemu kościołowi, że odprawiał przepiękne nabożeństwa, które tak wciągały, że z czasem nie można było bez nich żyć. Dzięki temu pokochała też modlitwę. Najbardziej podobała się jej modlitwa do Matki Bożej Częstochowskiej, której nauczyła się na pamięć. Brzmi ona w ten sposób:
"O Maryjo, nasza droga Pani Częstochowska, spójrz łaskawie na Twoje dzieci w tym udręczonym i grzesznym świecie. Obejmij nas Swoją kochającą i Macierzyńską opieką. Broń naszej młodzieży od bezbożnych ścieżek; pomóż naszym drogim dzieciom dożyć sędziwego wieku, aby się przygotowały do podróży do domu Ojca; osłoń nasze bezbronne, nienarodzone dzieci od horroru aborcji i bądź naszą siłą przeciw wszystkim grzechom. Zachowaj Twoje dzieci od wszelkiej nienawiści, dyskryminacji i wojny. Napełnij nasze serca, nasze domy i nasz świat tym pokojem i miłością, która pochodzi od Twojego Syna, którego Ty obejmujesz tak czule. O, Królowo i Matko, bądź naszą Pocieszycielką i Siłą! W Imię Jezusa my modlimy się. Amen".
W młodości Henryka podróżowała trochę po świecie i miała to szczęście, że widziała niektóre miejsca kultu religijnego, poświęconego Najświętszej Panience. Gdyby ktoś ją zapytał, które było najpiękniejsze z tych, co widziała, nie umiałaby dać jednoznacznej odpowiedzi. Wszystkie były piękne. Wszystkie były przebogate, dostojne i tchnęły swoją indywidualnością. I wszystkie one stworzone były specjalnie dla Maryi, Matki Boga: prostej, pięknej i świętej niewiasty, która objawiła się wielu ludziom na ziemi i odegrała wielką rolę w zbawieniu człowieka.
Henryka lubiła modlić się w swoim kościele pw. św. Ludwika we Włodawie. Przychodziła do niego od dzieciństwa. Miała swoje stałe miejsce w ławce naprzeciw ołtarza. Pogrążając się w modlitwie i uczestnicząc we mszy świętej, wyciszała się wewnętrznie. A tak naprawdę to uciekała od otaczającego ją złego świata. Kościół był jej przystanią, w której czuła się bezpiecznie i gdzie było jej dobrze. Była wdzięczna kościołowi, że istniał, że zawsze był otwarty i zawsze można było tam wejść. Była szczęśliwa zwłaszcza wtedy, gdy nie miała dokąd pójść.
W roku 1992 kościół we Włodawie nad Bugiem wrócił w ręce braci paulinów, którzy sprowadzili do niego kopię obrazu jasnogórskiego, przedstawiającego Maryję z dzieciątkiem na rękach. Od tego momentu Henryka uwagę swą przeniosła z tabernakulum na obraz Pani Jasnogórskiej widniejącego nad nim. Uwielbiała specjalne nabożeństwa maryjne. Mogła w nieskończoność przyglądać się twarzy Maryi, która w jej oczach była bardzo smutna, zatroskana, pełna bólu wewnętrznego, ale jednocześnie piękna i posiadająca swój majestat.
Henryka urodziła się dziesięć lat po drugiej wojnie światowej w bardzo biednej rodzinie. Nie znała na tyle Boga, aby móc zrozumieć swoje przyjście na świat. Nikt jej tego nie wyjaśnił. Po co się urodziła, sama nie wiedziała, ponieważ w swoim środowisku zawsze było jej źle i czuła się bardzo nieszczęśliwa. Nie raz przeklinała Boga za to, że ją stworzył. Miała pretensje do Niego, że stworzył złych ludzi i w tym świecie przyszło jej żyć. Nie rozumiała, po co Pan Bóg zrobił z niej świadka niemoralnych wydarzeń, gdzie zło goniło zło i nigdy nie wiadomo było, gdzie jest początek, a gdzie koniec. A w tym wszystkim bezbronny, biedny człowiek ogarnięty niemocą, bezsilny.
Panujący system polityczny pozbawiał społeczeństwo wartości moralnych, zmuszał ludzi do dziwnych rzeczy, do osobistego zniewolenia. Na przykład obowiązkowe było uczestnictwo w Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej czy przynależność do służb bezpieczeństwa, zmuszano do wielu innych złych rzeczy, które doprowadzały ludzi do utraty godności osobistej. Ludzie często nawet sami nie wiedzieli, byli nieświadomi, jak odbierało się im człowieczeństwo, jak zacierały się różnice między dobrem a złem. Wielu z nich uciekało za granicę, jeśli tylko mieli taką możliwość, a ci, co pozostali w kraju modlili się bardzo gorąco, bo dla wielu z nich modlitwa była ostateczną nadzieją na przetrwanie.
Było to 1.08.1995 roku. W tym dniu wyruszała piętnasta z kolei piesza pielgrzymka z Włodawy do Częstochowy. Pielgrzymi mieli do pokonania 450 kilometrów. Henryka zawsze marzyła o pójściu na pielgrzymkę, ale w jej przypadku tylko na marzeniach się kończyło. Było jej po prostu bardzo trudno wyrwać się od obowiązków dnia codziennego. Zawsze coś wypadało. Jednak tym razem chęć przeżycia tak wielkiej przygody okazała się silniejsza niż wszystko inne. Sama osobiście wiedziała, że Maryja istnieje. Nie mogła zapomnieć, jak przyszła do niej pewnej nocy w szpitalu, gdy leżała w bólach porodowych. Była w kolorze nieba, promienista i miała wyciągnięte dłonie. Przyszła po jej dziecko, dziewczynkę. Po kilku latach po tym wydarzeniu, po zagojonych już w sercu ranach i gdy ból został lekko przyćmiony, nastał w końcu ten piękny dzień. Przyszedł ten wymarzony dzień, że ona również stała się pątniczką. Ostatniej nocy przed wymarszem źle spała, ponieważ głowa jej pełna była obaw i pytań bez odpowiedzi. Tłumaczyła sobie, że przecież jest zdrowa, że nic jej nie dolega i nie powinno być problemów. Poza tym bała się, aby nie zaspać, bo całe jej przygotowanie poszłoby na marne.
Wyszła z domu o godzinie 6.00, pozostawiając śpiących jeszcze domowników. Oddała bagaż do stojącego przy kościele samochodu ciężarowego i weszła do świątyni. Punktualnie o godzinie 7.00 rozpoczęła się msza święta, celebrowana przez przeora parafii. Henryka miała mieszane uczucia. Tak naprawdę to nie lubiła sama siebie. Czuła się bardzo grzeszna. Czuła, że jej dusza jest bardzo uboga i nieświadoma wielu rzeczy. Przyszła jej nawet do głowy myśl, że nie jest godna, aby uczestniczyć w pielgrzymce. W kościele był tłum ludzi, ponieważ oprócz pątników byli ci, którzy ich odprowadzali. Poranna msza święta, przy pełnym oświetleniu wnętrza, była cudowna. Henryka była bardzo wzruszona. W oczach kręciły się jej łzy szczęścia. Nie mogła uwierzyć, że znalazła się w środowisku, które czciło tak głęboko Maryję. Że stała się pewną jego cząstką. Że razem z nimi będzie iść tak daleko, do Częstochowy, aby powierzyć Jej to wszystko, co skrywała w sercu. Chciała tak jak inni powierzyć Jej swoje troski, zmartwienia, problemy dnia codziennego: aby Jej dziękować, aby Ją czcić, uwielbiać. - Jak bardzo jesteś wspaniała, Matko - myślała Henryka. - Jakim jesteś fenomenem, że przyjmujesz wszystkich, którzy do Ciebie idą, którzy się do Ciebie zwracają. Wytarła oczy chusteczką i postanowiła skoncentrować się na kazaniu.
Przeor był wysokim mężczyzną, dobrze zbudowanym, o jasnej cerze i uśmiechniętym spojrzeniu. Na głowie była już widoczna nieznaczna łysina. W jego głosie brzmiało przekonanie, że to, co mówi jest prawdą.
- Kochani pielgrzymi. Dzisiaj jest szczególny dzień. Dlatego chciałbym powiedzieć wam coś na temat naszej wiary. - Nastąpiła dłuższa przerwa, a po namyśle kontynuował swój wywód.- Statystyki podają, że chrześcijaństwo wyznaje 30% ludności świata. Oznacza to, że około 2,7 miliarda jest ludzi wierzących. Większość z nich stanowią katolicy - około 1,1 miliarda. Ale chrześcijanami są również takie wyznania jak: protestanci, prawosławni, zielonoświątkowcy, anglikanie, świadkowie Jehowy, Żydzi mesjanistyczni. Chrześcijaństwo zlokalizowane jest szczególnie w Europie oraz na terenach skolonizowanych przez Europejczyków - Ameryce i Australii. Oprócz chrześcijaństwa istnieje też druga wielka na świecie religia skupiająca 1,2 miliarda wyznawców. Nazywa się islam i zlokalizowana jest głównie na Bliskim Wschodzie, w Azji i Afryce. Istnieje również buddyzm, judaizm i hinduizm. - Znów nastąpiła krótka przerwa. Przeor przestąpił z nogi na nogę, odetchnął głęboko i spokojnie mówił: - Kochani, zobaczcie, ile mamy na świecie ludzi wierzących w Boga. Jeśli spojrzelibyśmy na statystyki, to według nich powinniśmy mieć raj na ziemi, ponieważ każda wiara jest czymś dobrym, pięknym. A co pokazuje życie? Życie pokazuje, że podziały na religie utworzone zostały przez ludzi. Między religiami istnieje niepotrzebna rywalizacja. Jedna chce być lepsza od drugiej, co w rezultacie prowadzi do prześladowań, do terroryzmu, do zniewalania człowieka i do wojen. Giną ludzie. W sumie do zła. - Przeor w tym momencie spuścił głowę i ściszył głos, mówił bardzo przekonywająco. - To wszystko jest niepotrzebne, to wszystko nie powinno mieć miejsca między ludźmi tutaj, na ziemi. Uważam, że nieważne jest, jak religia ma na imię. Każda powinna być dobra jak chleb powszedni. Nieważne też jest, jak Bóg ma na imię w poszczególnych religiach. Człowiek wierzący, a zwłaszcza chrześcijanin powinien wiedzieć, że Bóg jest jeden dla wszystkich ludzi na całym świecie, i tylko w Bogu mieści się dobro całego świata. W naturze człowieka od początku swego istnienia jest pragnienie religijności, czyli szczęścia, sprawiedliwości, spełnienia, pełni życia. Człowiek radykalnie potrzebuje Boga, bo sam z siebie skazany jest na klęskę. To jest proste i powinno być zrozumiałe dla każdego. Nie budzi żadnej wątpliwości fakt, że po naszej pielgrzymce tu, na ziemi staniemy twarzą w twarz z jednym Bogiem niezależnie od przynależności. Każdy umrze, a Pan Bóg cię zapyta: człowieku, pokaż swoje ręce, czy są czyste, pokaż swoje serce, czy mieszka w nim miłość.
Przeor zamilkł. Wierni byli wyciszeni. Po chwili mówił dalej:
- Kochani pielgrzymi. Cieszę się, że chcecie iść śladami Boga i przeżyć piękną przygodę w poznaniu Go. Właśnie na pielgrzymce jest ku temu najlepsza okazja. - Na twarzy przeora coraz częściej pojawiał się uśmiech. Jego twarz powoli się rozjaśniała. - Bo tak naprawdę, to wiele jest dróg, które prowadzą do Boga i do wspólnoty z Nim. Podczas prawdziwie przeżywanej wędrówki zobaczycie, jak otaczająca was przyroda przemówi do waszych zmysłów. Wasze serca, gdy się otworzą, odczują miłość i chwałę Bożą objawioną w dziele Jego rąk, w prawach natury. - W tym momencie mówiący zaczerpnął powietrza i dalej ciągnął swoją myśl: - To Bóg was zaprasza na pielgrzymkę, byście popatrzyli na to, co stworzył, i zastanowili się sami nad sobą, nad swoim charakterem. Byście mogli przyjrzeć się temu, co robicie, jak postępujecie w swoim życiu i kim tak naprawdę jesteście. Zastanówcie się przez chwilę i pomyślcie, jak doskonale stworzony jest wszechświat i wszystko to, co w nim istnieje. Każda gwiazdeczka na niebie ma swoje miejsce i przeznaczenie. Tak samo jest z człowiekiem. Bóg stworzył istotę ludzką również doskonałą i wobec każdej ma swój plan. Każdy z nas jest więc taką gwiazdeczką we wszechświecie, która powinna świecić. Nie wolno się więc buntować, lecz swoje życie zawierzyć właśnie Jemu, temu Jedynemu. Gdyby ludzie głęboko wierzyli w Boga, to życie wielu z nich na pewno nie byłoby takie ciężkie, zgorzkniałe i pełne rozczarowań. Bo dla Niego żadne troski nie są kłopotami ani ciężarem. Gdybyście tylko potrafili to zrobić, to przekonalibyście się, że dusza wasza stałaby się spokojna jak nigdy. Zrozumielibyście również, jak cennym skarbem jest spokój duszy. Kochani pielgrzymi - powiedział na zakończenie przeor. - Będziecie przeżywać waszą dwutygodniową pielgrzymkę właśnie z Bogiem. To On przemówi do was poprzez słowo Boże, poprzez Ewangelię, poprzez modlitwę, rekolekcje w drodze, pojednanie i życie we wspólnocie. Tą drogą zajdziecie do Maryi, do naszej polskiej Częstochowy, gdzie zaniesiecie swoje serca, w których ukryty jest niejednokrotnie ból, udręki i utrapienia. Tam też otworzycie swoje serca, bo przecież idziecie do tej najpiękniejszej i najlepszej z Matek, która zrozumie każdego. Ona na was już czeka, czeka na każdego z was i żadnej prośby nie odrzuci. Życzę wszystkim szerokiej i szczęśliwej drogi. Szczęść Boże.
Mszy świętej towarzyszyła piękna muzyka organowa i wielka jasność dzięki stuprocentowemu oświetleniu kościoła, co podkreślało jej uroczysty charakter. Wewnątrz było duszno. Zaraz po zakończeniu mszy świętej ponad stu pielgrzymów stało już na placu przed kościołem. Plac ten na pierwszy rzut oka nie wydawał się duży, jednak pomieścił wszystkich. Mimo że ludzie pomiędzy sobą rozmawiali skupieni w grupkach, przekazując sobie wzajemnie ostatnie rady i wskazówki, to panowała ogólna cisza. Powietrze z rana było rześkie, a na błękitnym niebie nie było widać żadnej chmurki, co zapowiadało piękny, słoneczny dzień.
Henryka była sama. Myślała o odprawionej mszy świętej. Doszła do wniosku, że wiele słyszała w życiu pięknych kazań, doznawała wielu wzruszeń, słuchając ich, ale później niewiele zapamiętywała. Nawet teraz, gdyby ktoś poprosił ją, aby powtórzyła dokładnie to, co usłyszała, to na pewno miałaby trudności. Stanęła z boku, aby nikomu nie przeszkadzać i przyglądała się ludziom z ciekawością. Wszyscy byli ubrani zgodnie z regulaminem pielgrzymkowym. Skromnie, zdrowo i wygodnie. Spodnie za kolana, a koszulki zakrywające ramiona. Nawet dzieci musiały podporządkować się regulaminowi. Obowiązkowe też było nakrycie głowy oraz wygodne, mocne i rozchodzone buty. W podręcznym bagażu: peleryna od deszczu, modlitewnik, karta uczestnika pielgrzymki, śpiewnik, notes, długopis oraz różaniec.
Każdy uczestnik pielgrzymki musiał być u spowiedzi przed wyjściem w trasę. Grupa włodawska była siedemnastą z kolei grupą i charakterystyczne było to, że każdy jej uczestnik posiadał znaczek oraz jedwabną, pomarańczową chusteczkę. Kategoryczny był zakaz palenia tytoniu i spożywania alkoholu pod każdą postacią. Obowiązywało też odpowiednie zachowanie pełne życzliwości, wzajemnej troski i pogody ducha. Wszystko to zapisane było w karcie uczestnika pielgrzymki, z którą każdy pątnik miał obowiązek zapoznać się i wziąć sobie do serca.
Powoli, w ciszy ustawiała się długa kolumna. Na przedzie jakiś mężczyzna trzymał duży, drewniany krzyż. Za nim ustawiło się dwóch młodych chłopców, z których jeden trzymał wizerunek Matki Bożej, a drugi wizerunek Pana Jezusa. Za nimi z kolei ustawiły się dwie nastolatki z długim, niebieskim transparentem, gdzie widniał napis: "Pielgrzymka włodawska, grupa siedemnasta".
Wzdłuż kolumny z lewej strony przygotowane były do niesienia cztery głośniki połączone między sobą bardzo długimi kablami, które stanowiły jednocześnie barierę między pielgrzymami a lewą stroną jezdni. W momencie wyruszenia grupy kościelne dzwony głośno rozbrzmiewały na cztery strony świata, aby ogłosić miastu, że ten dzień jest szczególny dla jego mieszkańców. W tym zaś momencie pątnicy zostawiali za sobą, na najbliższe dwa tygodnie, całe swoje cywilizowane życie osobiste: mieszkania, domy, wygody, dobre lub złe nawyki i przyzwyczajenia. Wszystko tylko po to, aby przeżyć przepiękną wakacyjną przygodę duchową. Radio, telewizja, prąd, lodówki, pralki, a także niezręczne czy przykre sytuacje w pracy, w domu, być może jakieś kłopoty czy zmartwienia - to wszystko zostało. Teraz tylko liczył się trud na szlaku, i ważne było, aby szczęśliwie dojść do Maryi, do Częstochowy, aby dziękować, prosić czy czynić pokutę za przeszłe, grzeszne życie. Teraz najważniejsi byli oni, którzy mieli stanąć twarzą w twarz z przyrodą, modlitwą i z Bogiem. Czyż może być coś piękniejszego w życiu człowieka?
Wyruszyli z pieśnią na ustach:
Jest zakątek na tej ziemi, Gdzie powracać każdy chce, Gdzie króluje Jej oblicze, Na Nim cięte rysy dwie. Wzrok ma smutny, zatroskany, Jakby chciała prosić cię, Byś w matczyną Jej opiekę oddał się.
Ref. Madonno, Czarna Madonno, Jak dobrze Twym dzieckiem być. O, pozwól Czarna Madonno, W ramiona Twoje się skryć.
W Jej ramionach znajdziesz spokój I uchronisz się od zła, Bo dla wszystkich swoich dzieci Ona czułe serce ma. I opieką cię otoczy, Gdy Jej serce oddasz swe, Gdy powtórzysz Jej z radością słowa te:
Ref. Madonno, Czarna Madonno, Jak dobrze Twym dzieckiem być. O, pozwól Czarna Madonno, W ramiona Twoje się skryć.
Dziś, gdy wokół nas niepokój, Gdzie się człowiek schronić ma, Gdzie ma pójść, jak nie do Matki, Która ukojenie da. Więc błagamy, o Madonno, Skieruj wzrok na dzieci swe, I wysłuchaj jak śpiewamy, Prosząc Cię:
Ref. Madonno, Czarna Madonno, Jak dobrze Twym dzieckiem być. O, pozwól Czarna Madonno, W ramiona Twoje się skryć.
Nazajutrz pobudka była o 6.00. Słońce już świeciło, ale po przeszłej burzy ziemia była mokra i stały kałuże. Było chłodno. Znów zapowiadał się następny piękny, słoneczny dzień. Na polu namiotowym stała woda, a pielgrzymi, prawdę mówiąc, byli w opłakanym stanie. Ciekawe w tym wszystkim było to, że nikt nie narzekał, nikt się nie skarżył. Mokre namioty pielgrzymi pozanosili do samochodu ciężarowego. Gdy wyruszyli w drogę do pobliskiego kościoła, brat Mateusz, aby podnieść wszystkich na duchu, śpiewał wesoło pieśń o tym, że nastał nowy dzień stworzony przez Pana i z tego powodu wszyscy powinni być radośni. Pielgrzymi powtórzyli tę pieśń jeszcze dwa razy i dopiero wtedy na ich twarzach zawitał uśmiech. Brat Mateusz przypomniał wszystkim o tym, że to wyjątkowy dzień. Był akurat pierwszy piątek miesiąca. W związku z tym proponował, aby w tym dniu pielgrzymi ofiarowali swoje modlitwy, komunię świętą i swój trud wędrówki w intencji wynagradzającej Najświętszemu Sercu Pana Jezusa za grzechy całego świata.
- Ze spowiedzi korzystamy przede wszystkim podczas drogi - informował wszystkich kierownik.
W radosnych nastrojach podążali na mszę świętą poranną. Ten odcinek drogi wykorzystany był na odśpiewanie Godzinek o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny. Godzinki przypominały modlitwę brewiarzową, czyli liturgię godzin. Od setek lat godzinki były w Polsce ulubionym nabożeństwem czcicieli Maryi. Śpiewana modlitwa była bardzo piękna i długa. Była duetem między bratem paulinem a grupą pielgrzymów. Nie sposób przytoczyć całości. Dodam, że na zakończenie kierownik grupy śpiewał:
- Święta Maryjo, królowo niebieska, matko Pana Naszego Jezusa Chrystusa i Pani Świata, która nikogo nie opuszczasz i nikim nie gardzisz, wejrzyj na nas Pani nasza łaskawym okiem miłosierdzia swego i uproś nam u Syna swego umiłowanego, odpuszczenie wszystkich grzechów naszych. Abyśmy przez Twoje błogosławieństwo zapłatę w niebie otrzymać mogli. Niech to się stanie poprzez Syna Twojego, a Pana naszego Jezusa Chrystusa, który z Ojcem i Duchem Świętym żyje i króluje w Trójcy Świętej jedyny, Bóg na wieki wieków.
- Amen - odpowiedzieli chórem pielgrzymi.
- Pani, wysłuchaj modlitwy nasze - śpiewał dalej paulin.
- A wołanie nasze niech do Ciebie przyjdzie - grupa.
- Błogosławmy Panu - brat.
- Bogu chwała - odpowiadali ludzie.
- A dusze wiernych zmarłych przez miłosierdzie Boże niech odpoczywają w pokoju - brat Mateusz kończył modlitwę.
- Amen - zakończyli chórem pielgrzymi.
Msza święta rozpoczęła się punktualnie o godzinie 8.00. Celebrowana była specjalnie dla nich, dla grupy siedemnastej z Włodawy. Kościół parafialny jednej z najbliższych wiosek ledwo co pomieścił wszystkich. Kazanie było przepiękne, wzruszające. Henryka ulegała bardzo szybko emocjom. Miała taką naturę, że gdy zobaczyła u kogoś łzy w oczach, sama natychmiast zaczynała płakać. Tak samo było i teraz, podczas tego kazania.
- Cieszę się ogromnie, że tak liczna grupa młodzieży idzie z głęboką wiarą do Maryi, do Częstochowy - mówił na kazaniu miejscowy ksiądz. - Kochani moi młodzi przyjaciele - ściszył tutaj głos - na temat wiary mógłbym mówić w nieskończoność, bo to temat rzeka, ale nie o to chodzi. Chciałbym dzisiaj tylko trafić do waszych młodych, czystych serc. Dlatego na samym początku już pytam się was, czy wiecie - tutaj mówił już głośno i dobitnie: - dlaczego religia i wiara są tak ważnymi elementami w życiu człowieka? Natychmiast odpowiadam: - ponieważ religia i wiara ma sama w sobie tyle siły, ile potrzeba człowiekowi, aby się nie załamał i nie uległ złu w tej ziemskiej, krótkiej pielgrzymce. - Zamilkł na chwilę, nabrał powietrza w płuca i kontynuował:
- W dzisiejszych czasach potęga zła jest ogromna. To zło to: szatan, wielki świat i namiętności. Może się ktoś śmiać i szydzić ze mnie, że jestem głupi, bo mówię bzdury o jakimś tam szatanie, a jego wcale nie ma. Mimo wszystko jednak twierdzę z czystą odpowiedzialnością, że szatan jest. Jest on duchem, a więc jest on o wiele mądrzejszy i przebieglejszy od człowieka. Szatan oszukał pierwszego człowieka, oszukuje również jego potomków. Atakuje on zwłaszcza młodych, niedoświadczoną młodzież, taką jak wy. Wyobraźcie sobie, że jest tak sprytny, że kiedy sam nie może dać sobie rady z człowiekiem, nasyła na niego innego, równego mu człowieka. I w ten sposób zdobywa swoją ofiarę. Na przykład Adama zdobył przez Ewę. To oni sprzeciwili się woli boskiej w raju, w chwili, gdy zerwali owoc z zakazanego drzewa. Ich działanie oparte było na pokusie. Od tej chwili grzech pierworodny ciąży na każdym człowieku.
Następnym złem na ziemi są namiętności. Namiętna miłość, nienawiść, chciwość, zazdrość. Prócz tego istnieje ogromna duma i szalona pycha. Wszystkie te namiętności prowadzą człowieka do przepaści. Dlatego więc do końca ziemskiego życia trzeba walczyć. Walczyć nieustannie, aby nie skończyć swojego życia w grzechu, bo nie może już być nic gorszego. Przytoczę wam pewien przykład: zdarzyło się pewnego razu, że człowiek zerwał z grzechem. Gdy pokonał szatana, wtedy nastąpił w jego duszy taki moment wyzwolenia wewnętrznego i poczuł prawdziwe życie - wolność i szczęście. Ale zegar przemijania wciąż idzie do przodu i życie toczy się dalej. I cóż się dzieje? Świat znów człowieka kusi, obiecuje, a nawet grozi. Wciąż więc trwa walka, nieustanna walka z grzechem przez całe życie. Wciąż powtarzać trzeba słowa Chrystusa: "Idź precz, nędzniku", jeśli chcemy być wolni i szczęśliwi. Jest to bardzo, bardzo trudne. Wielu ludzi pomimo najlepszych chęci upadło i skończyło marnie. Czy wiecie dlaczego? Dlatego, że swoje życie opierali na fałszywej dumie, na swoim wysokim pochodzeniu, wzorowym wychowaniu i uczciwym sercu. Ale nie na Bogu i religii. Wielu ludzi na świecie nie wierzy w Boga, ale w pieniądze. To mamona jest ich Bogiem. Jakie to wszystko jest bardzo smutne, bo prowadzi donikąd. Ludzie nie wiedzą, że tylko w religii, w Bogu, mogą znaleźć odpowiednią siłę dającą im moc przetrwania tutaj, na ziemi do czasu naturalnej śmierci. Bo właśnie wiara daje człowiekowi od zarania dziejów to, co najpotrzebniejsze. Człowiekowi każdego stanu, wieku, płci daje pociechę w bólu, nadzieję w walce o przetrwanie. Wielu też ludzi załamuje się pod ciężarem zła. Jezus zaś daje nadzieję zwycięstwa. To Jezus powiedział: "Na świecie ucisk mieć będziecie, lecz ufajcie: Jam zwyciężył świat". On nic nie tai, ale wyraźnie zapowiada łzy i ból, a w końcu zwycięstwo. - Ksiądz zamilkł. Wypił łyk wody, przestąpił z nogi na nogę i kontynuował:
- Następnym punktem pozytywnym religii i wiary jest równowaga człowieka w życiu, spokój duszy i pogoda serca ujawniająca się na zewnątrz. Prawdziwy chrześcijanin w swoim sercu ma prawdziwą, głęboką radość. Posłużę się tu pewnym przykładem. Za czasów prześladowania pierwszych chrześcijan w roku Pańskim 312 żył święty Lucjan. Poniósł on męczeńską śmierć tylko dlatego, że był chrześcijaninem. Czy wiecie, kochani, co było szczególnego w męczeństwie tego świętego? A więc to, że zastępca cesarski Maksym sądził Go przez zasłonę, ponieważ nie mógł patrzeć na twarz Lucjana. Bał się, że on też może zostać chrześcijaninem. Z twarzy męczennika biła wielka pogoda ducha, spokój i radość. Mimo obietnic i gróźb ze strony urzędnika Lucjan nie wyrzekł się Chrystusa, a wprost przeciwnie, zawsze odpowiadał: - "Jestem chrześcijaninem, niczego się nie spodziewam, nie żądam, nie obawiam". A co przynosi życie młodym, niedoświadczonym ludziom? Rozczarowanie, smutek, a w końcu zniechęcenie. Gdy ze swoich oczu zdejmą różowe okulary, to stwierdzą, że ludzie są bardzo samolubni, że życie wielu z nich jest bardzo płytkie, że na świecie jest bardzo dużo błota materialnego, a jeszcze więcej moralnego. I ta rzeczywistość napełnia młodych zrozumiałym smutkiem, a potem zniechęceniem. Jeśli więc taki jest świat, to czy warto żyć pragnieniami, szlachetnymi porywami? Czy nie lepiej na wszystko machnąć ręką i iść przez życie po prostu, tak jak idzie pospólstwo? Szukać tylko siebie, pracować tylko dla siebie i żyć tylko dla siebie? Czy nie lepiej opłaca się interes osobisty od jakiegoś tam zapału, entuzjazmu i szlachetnego celu?
Kochana młodzieży, niech was Bóg broni przed taką postawą, przed taką ostateczną decyzją. Stracić zapał do życia w młodości to znaczy stracić całą młodość. A stracona młodość to stracone trzy czwarte całego życia. Pamiętajcie więc, że taka jest wasza wartość, jakim jest wasz zapał. Jeśli na świecie jest wiele błota, to czy i wy chcecie w nim grzęznąć? Jeśli widzicie wokół siebie wielu samolubów, to czy i wy chcecie do nich należeć? Czy chcecie prowadzić życie płytkie, takie, jakie prowadzą masy ludzi? Czy to wam imponuje, chociaż cuchnie trupem? - Ksiądz umilkł, a po chwili zacytował Adama Asnyka:
Mieszkańcy Włodawy odprowadzili pielgrzymkę aż do pobliskiego lasu, znajdującego się 5 kilometrów za miastem. Mimo wczesnej pory dnia, odprowadzających było wielu. Wśród pobożnych pieśni wciąż powiewały w górze pomarańczowe chusteczki. Gdy odprowadzający goście wrócili do swoich domów, jeden z braci paulinów natychmiast zaczął wprowadzać w grupie atmosferę pielgrzymkową.
- Teraz, gdy wyruszyliśmy w trasę, musimy zająć się sobą - mówił do mikrofonu. - Najpierw pomodlimy się wspólnie, a następnie będziemy zapoznawać się w grupie. Musimy między nami utworzyć pewną przyjazną wspólnotę, abyśmy byli jednością. Nie może tak być, aby człowiek żył tylko sam dla siebie, ale żył z innymi i dla innych - tłumaczył. - Zdrowaś Maryjo - zaczął brat.
- Święta Maryjo - odpowiadali wspólnie pielgrzymi.
- Oto ja służebnica Pańska - zaśpiewał paulin.
- Niech mi się stanie według słowa Twego - odpowiedziała śpiewająco grupa.
Brat paulin ubrany był w biały habit, a na głowie miał białą czapeczkę z daszkiem. Był młody, przystojny i wysportowany. Biła z niego pewność siebie, a gdy przemawiał, wydawał się mężczyzną o wielkiej sile ducha. Henryce biały kolor kojarzył się z niewinnością. Przyszło jej nawet do głowy, że gdyby miał przyczepione skrzydła, mógłby być prawdziwym aniołem zesłanym z nieba. Przyglądała się jego postaci i zgadywała w myślach, kim mógłby być na co dzień? - Jedno jest pewne, że jest grzesznym człowiekiem tak samo jak każdy z nas - rozważała w myślach. - Może ma kobietę, może jest zboczeńcem, może pali papierosy i pije alkohol, może pali trawkę? Kto to wie? Tyle złych rzeczy słyszała o księżach i chociaż ten wyglądał na anioła, to osobiście nie wierzyła tak do końca, że takim jest.
- Mam na imię Mateusz i jestem przewodnikiem grupy siedemnastej. - przedstawił się. Aby go lepiej mogli zobaczyć ci, co szli z tyłu kolumny, odwrócił się do tyłu i pomachał rękami. Rozległy się serdeczne, nieudawane, entuzjastyczne brawa. - Na końcu kolumny jest mój zastępca, brat Michał - powiedział, śmiejąc się braciszek - jest gotowy, aby spowiadać, jeśli ktoś ma tylko ochotę - witamy go serdecznie oklaskami. Za chwilę powiedział: - Gdzieś tam w środku kolumny powinien być nasz brat, kleryk Paweł. Powitajmy go również gorąco i podziękujmy, że zaszczycił nas swoją obecnością. - znów rozległy się oklaski.
W następnej kolejności brat Mateusz witał siostry i braci z zespołów muzycznych, lekarza i siostry pielęgniarki z opaskami na ręku przedstawiającymi czerwony krzyż. Podziękował za ich przybycie i prosił, aby w miarę możliwości korzystać z ich pomocy na postojach. Przywitał braci porządkowych w zielonych kamizelkach, znajdujących się na początku i na końcu kolumny. Kierowali oni ruchem drogowym i czuwali nad bezpieczeństwem całej grupy. Brat Mateusz aż do wzruszenia pamiętał o wszystkich. Witał tych, którzy szli pierwszy raz, a także tych, którzy szli piętnasty raz. Podziękował za przybycie osobom na wózkach inwalidzkich i prosił grupę, aby zrobiła wszystko, aby ludzie ci nie czuli się ciężarem, będąc w grupie siedemnastej. Nie zapomniał również o dzieciach. Najmłodszy uczestnik miał dwa lata.
Po prezentacji grupa szła w milczeniu. Dzień był słoneczny, taki normalny. Nie za gorący i nie za zimny. Gdy weszli głęboko w las, kierownik grupy zarządził wspólne zapoznawanie się w grupie. Polegało to na tym, że każdy brat i każda siostra wyciągali rękę do osób w najbliższym sąsiedztwie. Trzeba było przedstawić się swoim imieniem i wypowiedzieć słowa: "dobrze, że jesteś". W tym czasie dziewczęta z zespołu muzycznego śpiewały: "Dobrze, że jesteś, dobrze, że jesteś, dobrze, że jesteś. Co by to było, gdyby Cię nie było, co by to było?". Do śpiewu dołączyła się cała grupa. Gest zapoznawania był bardzo wzruszający. Henryce chciało się płakać z emocji. Przykro jej się zrobiło, że straciła już rodziców i braci, i już ich nie było wśród żywych. W głowie pulsowało jej krótkie zdanie: "dobrze, że jesteś". Według niej tak wiele znaczyło: dobrze, że jesteś, dobrze, że żyjesz, że istniejesz, że jesteś na pielgrzymce, że jesteś moim bratem, że jesteś obok mnie, że kochasz mnie takim, jakim jestem - więc mogę na tobie polegać. Niektórzy w tym geście pod wpływem emocji ściskali się serdecznie, a nawet całowali w policzek.
Podczas dalszego marszu brat Mateusz przypomniał dokąd idzie grupa.
- Mamy dziś do pokonania 29 kilometrów - mówił. - W Krzywowierzbie zaplanowany mamy nocleg. Mam nadzieję, że wszyscy mają wygodne buty.
Henryka, tak naprawdę, nie była dobrze przygotowana do pielgrzymki. Nie miała wypróbowanych, wygodnych butów, o zawyżonej numeracji, ale normalne, nowe adidasy. Nie wzięła również namiotu. Nie chciała mieć z nim kłopotu. Pocieszała się myślą, że jakoś to będzie.
Obok Henryki cały czas, całkiem przypadkowo, szła pewna siostra. Kobiety bardzo szybko porozumiały się między sobą. Okazało się, że na imię ma Helena, że też nie ma namiotu i idzie w pielgrzymce sama, bez rodziny, również pierwszy raz. Obie były bardzo zadowolone ze swojej znajomości. Od razu zaprzyjaźniły się i sprawiały wrażenie, że znały się od zawsze. Śmiały się z faktu, że będą musiały sobie jakoś radzić w nocy. Henryka była pełna optymizmu. Wierzyła, że z pomocą Bożą można pokonać wszelkie trudności, choćby po ludzku wydawały się nie do pokonania. Uspokoiła się wewnętrznie. Nabrała pewności, że szczęśliwie zajdzie do Pani Jasnogórskiej, do Częstochowy.
Miasto zostało daleko w tyle. Pielgrzymi szli cały czas w gęstym, ciemnym lesie. Tylko słońce oświetlało słabo jezdnię. Czuło się chłód. Aby nie było za nudno, paulin zaproponował grupie naukę hymnu pielgrzymkowego: Pokorna służebnica Pana. Każdy uczestnik musiał się go nauczyć na pamięć.
- Za cicho - krzyczał do mikrofonu brat Mateusz. - To jest nasz hymn, więc śpiewajmy go głośno i z całego serca.
Dopiero za piątym czy szóstym razem wyszło całkiem dobrze. W ten sposób, nie wiadomo kiedy, przeszli już spory kawałek lasu.
- Za chwilę zatrzymamy się na odpoczynek, na drugie śniadanie - informował brat. - W związku z tym przejdziemy przez jezdnię na lewą stronę. Proszę to zrobić bardzo sprawnie, aby nie hamować ruchu na drodze. Tymczasem proszę przygotować karteczki z intencjami na różaniec.
Miejsce przeznaczone na odpoczynek było zwyczajną polanką, a raczej nieskoszoną łąką, gdzie pośród trawy przebijały dzikie czerwone maki, jakieś żółte kwiaty polne i błękitne chabry oraz dzwoneczki okrągłolistne. Gdzieniegdzie stała kępa dzikiej róży. Przed południem nie było jeszcze gorąco, więc pielgrzymi nie musieli szukać cienia. Posiadali w wysokiej trawie jak popadło. Henryka wciąż dotrzymywała towarzystwa Helenie. Wszędzie były razem. Teraz też usiadły obok siebie. Henryka przyglądała się z bliska siostrze, którą Pan Bóg przeznaczył jej do towarzystwa (tak to odebrała). Helena nie była ładna. Była bardzo wysoka, chuda, miała długi nos i pryszcze na twarzy. Robiła jednak wrażenie miłej i bardzo sympatycznej. Lubiła żartować i śmiać się, co spodobało się Henryce. Nie zdążyły jeszcze rozwinąć kanapek przyniesionych z domu, gdy na łąkę niespodziewanie wjechały dwie furmanki. Pielgrzymi siedzący zbyt blisko drogi pouciekali, aby konie ich nie stratowały. Zrobiło się zamieszanie. Furmanki były wykonane z masywnego drewna. Koła miały gumowe, a na nich przymocowane były drewniane blaty, przykryte białymi prześcieradłami. Dwie pary pięknych, lśniących koni posłusznie zatrzymały się na znak woźnicy. - Co to ma znaczyć? - nie kryła zdziwienia Helena.
- Coś mi się zdaje, że przyjechało do nas śniadanie - powiedział głośno brat Mateusz, zbliżając się do jednego z wozów.
Mężczyzna miał wesołą twarz, przyozdobioną wąsem i dwoma rumieńcami. Ubrany był w dżinsowe spodnie, białą koszulkę polo z krótkim rękawem. Energicznie ściągnął prześcieradło z wozu. Tak samo uczynił drugi woźnica. Potem razem zapraszali na wspólny poczęstunek. Furmanki pełne były jadła. Na białych obrusach przygotowano wiele smakołyków, którym nie sposób było się oprzeć. Na talerzach znajdowały się: przeróżna wędlina, jaja na twardo w majonezie, miód, masło, marmolada, ser żółty w plasterkach, twarożek, puszyste pączki, serniki, wyrośnięte babki drożdżowe. Nie brakowało też owoców: jabłek, bananów, wiśni. Były również termosy z gorącą wodą, kawą, herbatą. Dużo wody mineralnej.
- Jaki to musiał być wielki wydatek dla tych ludzi, aby przygotować taką ucztę. Czyżby ta wioska była tak bogata? - zapytała Henryka koleżankę.
- Czy ja wiem?- przeciągnęła Helena. - Nie wszystko w życiu przelicza się na pieniądze. Wioska jak każda inna, przeciętna. Ludzie, co to przygotowali, nie są wcale bogaci. Oni są po prostu gościnni. - Spojrzała w oczy Henryki.
- Coś takiego? - odpowiedziała ta z niedowierzaniem. - Nie chce mi się wierzyć, że tacy ludzie istnieją jeszcze na tym świecie.
Helena popatrzyła na siostrę jakoś dziwnie i pomyślała, że jej koleżanka nie doświadczyła wielkiej dobroci od ludzi. Nic się nie odezwała.
- Jedzcie, jedzcie, częstujcie się - mówił woźnica, śmiejąc się dobrodusznie. - W zamian prosimy o modlitwy za nas i za mieszkańców naszej wioski.
- Obietnicy dotrzymamy na pewno. Bóg zapłać za gościnę - zapewniał brat Mateusz w imieniu grupy.
Siedząc na trawie i zajadając smaczne śniadanie, Henryka zauważyła młodą dziewczynę, która siedziała samotnie z boku grupy i patrzyła gdzieś przed siebie, jakby kogoś obserwując. Poszła za jej wzrokiem i zrozumiała, że obserwuje ona trzech paulinów: Mateusza, Michała i Pawła. W tym czasie dwóch chłopców z wielkimi tacami przechadzało się między pątnikami. Wyglądali uroczo. Okrągłe buzie, gęste czupryny, śmiejące się oczy i wypieki na twarzy. Ubrani byli w spodnie za kolana na szelkach i kolorowe koszulki.
- Proszę, częstujcie się - zapraszali, podsuwając tacę prawie pod nos.
Kobiety, aby nie robić przykrości chłopcom, wzięły po jednym ciasteczku.
- Czy to wasz własny wyrób? - zapytała Henryka tajemniczo, zachwycając się ciasteczkiem. - Przepyszne.
- To nasza babcia jest specjalistką w tych sprawach - odpowiedział dumnie jeden z nich, a następnie obiej skierowali się do innych osób. - Obraz tych chłopców będę miała w pamięci chyba do końca życia - pomyślała Henryka. Spodobał się jej fakt, że ci mali chłopcy już umieli dawać. Niby nic, ale w imieniu swojej rodziny częstowali pielgrzymów ciasteczkami. Był to drobny, wzruszający gest miłości człowieka do człowieka i właśnie to wzruszyło Henrykę. Pielgrzymi mogli zrewanżować się tylko modlitwą. Posileni, szczęśliwi ustawili się spokojnie na jezdni. Nastąpiła zmiana braci i sióstr niosących krzyż, wizerunki Pana Jezusa i Maryi, transparent, a także głośniki. Gdy tylko wyruszyli przed siebie, jedna z sióstr szła od początku grupy do końca z kapeluszem w ręce i zbierała karteczki z intencjami na różaniec.
- Pomodlimy się teraz za mieszkańców wsi, którzy nas ugościli po królewsku, aby dobry Pan wysłuchał ich modlitw i miał ich w swojej opiece - mówił przewodnik grupy.
Rozległo się wspólne, głośne "Ojcze nasz...", "Zdrowaś Maryjo...", "Święta Maryjo...". Następnie rozbrzmiała pieśń pt. Modlitwa do Matki Boga. Kierownik prosił chór o wsparcie. Powoli, coraz śmielej wszyscy włączyli się do śpiewu i szli krok po kroku jednostajnym rytmem. Patrzyli przed siebie, upajali się leśnym zapachem i nie myśleli o przebytej drodze. Nie myśleli też, co będzie później. Każdy z nich przeżywał na swój sposób obecną chwilę.
Henryka myślała przez chwilę o przewodniku grupy, Mateuszu, i naprawdę była nim zachwycona. Zauważyła wielką hojność Boga, który stworzył takiego właśnie człowieka. W swoim środowisku, wśród ludzi świeckich nie spotkała nikogo takiego. Był przystojny, urodziwy, mądry i wykształcony. Następną zaletą było to, że przepięknie śpiewał. W białym habicie wyglądał przeuroczo. Nic więc dziwnego, że młode dziewczyny podkochiwały się w nim skrycie. Helena chyba się nie myliła. Ruda dziewczyna wciąż była blisko paulina.
Zarządzono półgodzinną przerwę. Pielgrzymi zeszli na prawą stronę jezdni i zanurzyli się w gęstym lesie. Większość poszła za własną potrzebą. Pozostali wypoczywali. Zdejmowali buty i rozkładali się wygodnie na miękkiej ściółce leśnej. Las szumiał jednostajnie, monotonnie. Lecz czas takiej sielanki szybko minął. Po chwili pielgrzymi znów znaleźli się na jezdni. Szli przed siebie wsłuchani w to, co działo się w grupie. Pałeczkę w prowadzeniu grupy przejął teraz brat Michał. Przedstawił się i na samym początku zagadnął na temat istnienia Boga.
- Wszyscy wiemy, prawda, że Bóg jest. Że jest tylko jeden Bóg. Ten, który stworzył człowieka i wszystko to, co we wszechświecie. Spisane jest to dokładnie w Starym Testamencie, a ściślej w Księdze Rodzaju. - Chwila ciszy. - Świat dzisiaj wyraźnie podważa istnienie Boga - mówił. - Świat, odrzucając Boga, chce usprawiedliwić samego siebie ze swego złego postępowania i chce być panem samego siebie. - Chwila ciszy. Paulin kontynuował swój wykład. - Ale my, jako ludzie wierzący, wiemy, że jest jeden Bóg. Jeden Bóg, ale występujący w trzech osobach: Ojciec, ten który istniał zawsze w niebie, Syn Boży - Jezus Chrystus, który urodził się ponad 2000 lat temu, oraz Duch Święty, ten, który mieszka w każdym człowieku od momentu Chrztu Świętego. To od człowieka zależy, czy ten Duch Święty będzie mieszkał w nim cały czas, czy też opuści go, bo człowiek będzie grzeszył i wolał żyć bez Boga. Te trzy osoby boskie tworzą ze sobą współistnienie, jedną całość. W związku z tym Bóg jest nieśmiertelny, wszechmogący i wszechwiedzący. Istniejący i wszechobecny. Może niepojęty na ludzki rozum, ale znany, dzięki objawieniu samego siebie. Dlatego też jest On godzien wiecznej czci, chwały i służby całego ludzkiego stworzenia. - Paulin zrobił krótką pauzę. - Dzięki temu my, jako istoty zamieszkujące kulę ziemską, powinniśmy zawsze wielbić Boga. Bardzo często nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele Bogu zawdzięczamy, jak wieloma łaskami nas obdarza. Czy myślimy o tym, że to właśnie Bóg sprawia, że żyjemy dzięki Niemu? - Raczej nie. Że codziennie budzimy się do życia, do codziennych obowiązków, a po każdym przeżytym dniu idziemy spać? Jeżeli chociaż trochę zdajemy sobie sprawę z tego, że żyjemy, to dziękujmy Mu. Dziękujmy więc Bogu za każdy przeżyty dzień. Dziękujmy za to, że oddychamy i upajamy się darami natury. Dziękujmy, że możemy poruszać się, uśmiechać się do siebie wzajemnie, że widzimy się i porozumiewamy się między sobą. Dziękujmy Panu na wysokościach, że w nasze serca wlał miłość i możemy się nią obdarowywać. Pamiętajcie, że każdy z nas jest indywidualnością. W związku z tym, każdy z nas ma tysiące spraw indywidualnych i bardzo osobistych, którymi może uwielbiać Boga. Prosiłbym teraz, abyście kochane siostry i bracia podawali sobie mikrofon z rąk do rąk i swobodnie mówili, za co chcecie uwielbiać Boga. Zachęcam wszystkich do otworzenia się. Naprawdę zachęcam wszystkich - powiedział na zakończenie, uśmiechając się serdecznie. - Nie krępujcie się.
Rozbrzmiała pieśń pt. Uwielbienie, która wprowadziła wszystkich w ten stan właśnie. Pielgrzymi tą przepiękną pieśnią dziękowali za dar miłości, za wolność osobistą, za prawdę, za skarb wiary, dzięki którym życie na ziemi staje się lepsze, wartościowsze i prowadzi do zbawienia.
- Chwalmy więc Pana Boga i dziękujmy Mu, że możemy iść razem do Częstochowy, jako szczęśliwa, zwarta grupa - powiedział radośnie kleryk Paweł, a gdy ucichły oklaski, dodał: - Uwielbiajmy Pana za ten las, który mijamy, za tych wspaniałych ludzi, którzy idą obok nas, i za to słońce, które świeci.
Jakaś pątniczka powiedziała:
- Wielbię Cię, Panie Boże, za to, że mogę iść do Matki Bożej i za to, że mam dzieci. Dzięki Tobie jestem szczęśliwa.
Następnie mikrofon swobodnie już przechodził z rąk do rąk i rozbrzmiewały się uwielbienia:
- Wielbię Cię, Boże, za żonę, którą mi przeznaczyłeś w pielgrzymce ziemskiej, i za dzieci, którymi mnie obdarowała.
- Wielbię Cię, Panie Jezu, za to, że jestem trzeźwy, i jestem tutaj na pielgrzymce.
- Wielbię Cię, Boże, za to, że mam pracę i rodzinę.
- Uwielbiajmy Boga poprzez dziewczęta z naszego chóru, które przyczyniają się do tego, że zapominamy o bólu nóg i przez to możemy iść przed siebie.
- Uwielbiajmy Boga poprzez dzieci, które idą z nami.
- Wielbię Cię, Boże, za to, że jestem na wózku inwalidzkim i mimo to mogę uczestniczyć w pielgrzymce na Jasną Górę.
- Wielbię Cię, Boże, za osoby, dzięki którym mogłam pójść na pielgrzymkę.
- Uwielbiajmy Pana Boga za to, że dał nam wspaniałego przewodnika brata Mateusza.
- Uwielbiam Cię, Boże, za to, że mogę nieść krzyż Twój na swoich ramionach poprzez ziemskie życie. Będę szczęśliwa, jeśli przyczyni się on do czyjegoś zbawienia.
- Wielbię Cię, Panie Boże, za przyjaciół, których postawiłeś na mojej ścieżce życia.
- Chcę Cię uwielbiać, Boże, za chorobę, którą mi dałeś i z którą muszę żyć.
- Wielbię Cię, Panie Boże, za moich rodziców, dzięki którym żyję.
- Uwielbiam Cię, Panie Jezu, za to, że studiuję.
- Wielbię Cię, Panie Boże, że obdarzasz mnie wszelkimi łaskami.
- Uwielbiam Cię, Boże, za to, że jesteś dla mnie dobry i miłosierny.
- Uwielbiajmy Boga za naszych braci porządkowych, którzy dbają o nasze bezpieczeństwo na jezdniach.
W grupie wytworzyła się radosna, przyjazna atmosfera. Tylko echo, gdzieś w oddali, wciąż powtarzało: wielbię Cię, Boże, wielbię Cię, Boże, wielbię Cię... i powoli cichło.
W dalszej części marszu pielgrzymi śpiewali pieśń o tym, aby Pan Bóg błogosławił ich pragnieniom, zamiarom i aby życie ich nie było wypełnione nicością, ale Ewangelią. "Niech wielbi Pana ziemia cała, niech wielbią Pana ludzie nowi". Słońce było jeszcze wysoko na niebie, gdy zbliżali się do końca wędrowania tego dnia. Na miejsce postoju wyznaczona była duża łąka przydzielona na pole namiotowe. Stał już tam samochód ciężarowy z bagażami. Brat Michał zapraszał chętnych na kolację do kuchni polowej.
- Kto ma namiot, ten nie ma problemu z noclegiem - mówił paulin. - Jeśli zaś ktoś z was nie ma namiotu, to może korzystać z gościnności tutejszych gospodarzy zarówno na kwaterach, jak w stodołach. Przypominam, że na polu namiotowym posługujemy się tylko i wyłącznie latarkami. Nie można używać ognia pod żadnym pozorem. O godzinie 22.00 obowiązuje cisza nocna. Przypominam również, że siostry nie mogą spać razem z braćmi ani w namiotach, ani w stodołach. Zapraszam wszystkich bardzo serdecznie na godzinę 19.00 na pasowanie na pielgrzyma, a o 21.00 na Apel Jasnogórski.
Henryka z Heleną usiadły z boku pola namiotowego i przyglądały się z ciekawością, jak inni krzątali się na placu. Odpoczywały. Pielgrzymi brali swoje bagaże, swoje miski i wiaderka na wodę. Namioty powstawały jak grzyby po deszczu jeden po drugim. Przyjaciółki poszły szukać noclegu do pewnego domu stojącego w pobliżu. Było już tam kilka sióstr i braci. Myli się oni na dworze, wyciągając wodę ze studni głębinowej. Gorącą wodę do mycia przynosili z domu. Gospodarze stali akurat na dworze, gdy przyszły kobiety. Okazało się, że jest już tylko miejsce w stodole. Podziękowały i skorzystały z propozycji. Nie miały wielkiego wyboru. Lepsza w końcu stodoła niż pozostanie pod gołym niebem. Umyły się, przebrały w cieplejsze ciuchy i skorzystały z propozycji gospodarzy, częstując się kolacją. Przygotowały sobie spanie w stodole, w której było pełno siana. Henryka nie przyznawała się, ale panicznie bała się myszy. Przetłumaczyła sobie, że akurat ta stodoła nie ma myszy, ponieważ była bardzo czysta. Dochodziła już 19.00 i dlatego wszyscy podążali na plac namiotowy. Niektórzy poprzynosili nawet koce. Gdzieś z boku wydzielone było miejsce na ognisko. Pielgrzymi zataczali krąg wokół niego. Zaczynało się pasowanie na pielgrzyma. Tak zwany chrzest pielgrzymkowy polegał na tym, że osoby, które szły pierwszy raz w pielgrzymce, musiały znaleźć sobie matkę lub ojca chrzestnego. Rodzic chrzestny pomagał takiemu nowicjuszowi brać udział w konkurencjach. Zaczynała się wesoła zabawa. W pewnej odległości od ogniska ustawiła się kolejka. Brat Mateusz trzymał w ręku kijek i pytał się każdego nowicjusza, czy chce zostać dobrym pielgrzymem. Gdy usłyszał słowo "tak", uderzał go kijkiem po obu ramionach i wypowiadał słowa: "Udowodnij, że będziesz dobrym pielgrzymem". Nowicjusz musiał pokonać tor przeszkód: najpierw było przeskakiwanie ogniska, potem ścieżka szyszek, a na koniec marsz z garnkiem wody na głowie. Tam brat Michał chrzcił zawodnika wodą. Kropił mu głowę i wypowiadał słowa: "Pasuję cię na prawdziwego pielgrzyma". Było wiele wspólnego śmiechu. Zabawa trwała do godziny 21.00.
Następnie pielgrzymi utworzyli okrąg, w którego centrum było ognisko. Ono również wytwarzało ciepłą, rodzinną atmosferę. Apel rozpoczął się od pieśni pt. Bogurodzica w wykonaniu chóru, która była modlitwą skierowaną do Maryi. Następnie wszyscy razem zaśpiewali dobrze znany hymn apelowy Maryjo, Królowo Polski. Po tym zabrał głos brat Mateusz.
- Oddajemy Ci dzisiaj nasze serca, Maryjo - mówił - aby od tej chwili biły tylko i wyłącznie dla Ciebie. Wierzymy, że Ty poprowadzisz je do Boga. - Paulin, mówiąc to, był niezwykle poważny i skupiony. Patrzył gdzieś w dal, jakby tam, na horyzoncie ukryta była Maryja. - Ktoś mógłby zapytać: kim jesteś Maryjo, skoro oddajemy Ci nasze serca? Dlaczego ludzie na całym świecie czczą Cię i oddają Ci hołd? - Paulin po chwili namysłu kontynuował swoją wypowiedź. - To Bóg tak sprawił. Bo to On, jako Wszechmogący Ojciec wszelkiego stworzenia, wybrał Ciebie, Maryjo, kobietę z Nazaretu. Zostałaś wybrana spośród pokornych i ubogich Pana, którzy z ufnością oczekiwali na Boże zbawienie. W Izraelu nazywali Cię "umiłowaną córką Ojca, ponieważ Bóg związał z Twoją osobą swój zbawczy plan obejmujący całe dzieje ludzkości". Musimy wiedzieć, że ta miłość Boga Ojca wobec "umiłowanej córy" objawiła się w działaniu Ducha Świętego. To Ty, Maryjo, zostałaś jakby utworzona przez Ducha Świętego i ukształtowana zostałaś jako nowe stworzenie. Duch Boży ogarnął Cię i zamieszkał w Tobie od chwili Twojego poczęcia. Ty zaś od początku stałaś się Jego świątynią. To również Duch Święty spowodował, jak to zostało objawione, że dokonało się w Tobie misterium wcielenia. To znaczy, że Twoje dziewicze łono zaowocowało Chrystusem - wcielonym Synem Bożym. Uświęcające działanie Ducha Świętego w Twojej osobie było szczytowym momentem poczynań Bożych w historii zbawienia. Można więc powiedzieć, Maryjo, że od samego początku żyłaś według Ducha i dążyłaś do tego, czego Duch chce. I tak oto, Maryjo, "umiłowana córo Ojca" i świątynio Ducha Świętego, stałaś się ziemską Matką Jednorodzonego Syna Bożego. Twoje Boże macierzyństwo wprowadziło Cię w najgłębszą relację, jaka może łączyć ludzką osobę z Bogiem. Była to więź tak głęboka i tajemnicza, jak wielkie i pełne tajemnicy było samo Wcielenie Syna Bożego. Twoja wyjątkowa więź z Bogiem - Ojcem, Synem i Duchem Świętym spowodowała, że stałaś się "pełną łaski". I to określenie "pełna łaski" stało się z czasem Twoim drugim imieniem. Stałaś się cała napełniona łaską Bożą. Dlatego jesteś. Maryjo, arcydziełem łaski Boga Trójjedynego. Wielbimy za to Boga. Maryjo, Twoją odpowiedzią na Boży wybór i Boże dary była głęboka wiara i pełne posłuszeństwo: "niech mi się stanie według słowa Twego". Twoją wiarę, Maryjo, błogosławiła przy nawiedzeniu Twoja krewna Elżbieta. Jednak my wiemy, że Ty, Maryjo, całe swoje życie pielgrzymowałaś w wierze. W tej pielgrzymce zaszłaś aż na Kalwarię, gdzie zostałaś poddana szczególnej próbie. Wyszłaś z niej zwycięsko. Twoja wiara była tak istotna, że według Jana Pawła II stanowiła klucz do prawdy o Jezusie. - Mateusz milczał ułamek sekundy. - Dlatego, modląc się do Maryi, powinniśmy ustawicznie kontemplować Najświętszą Dziewicę jako arcydzieło łaski Trójjedynego Boga. Nie możemy też nigdy zapomnieć o naśladowaniu Maryi w Jej wierze, o podążaniu za Jej przykładem w pielgrzymce naszego chrześcijańskiego życia. - Ucichł ciepły głos Mateusza i po chwilowej przerwie nastąpiła wspólna modlitwa: "Ojcze nasz...", "Zdrowaś Maryjo..." 10 razy oraz "Wierzę w Boga...".
Na zakończenie apelu wszyscy trzymali się za ręce, śpiewając wspólnie pieśń pt. Panience na dobranoc. Słowa jej były proste, mówiące o tym, jak to z naszego życia odfrunął jak ptak znów następny dzień. A Maryja swą opieką otacza w nocy uśpione wioski, miasta i daje ludziom szczęśliwą, dobrą noc, błogosławiąc ich snom. Zasypia więc dzień piosenką kołysany, by jutro mógł znowu powrócić.
W trakcie śpiewania ostatniej zwrotki gdzieś daleko niewinnie zagrzmiało. Pielgrzymi w ciszy rozeszli się na nocny odpoczynek, oświetlając drogę latarkami. Ktoś zalał wodą ognisko. Helena z koleżanką, przyspieszając kroku, udały się do stodoły, ponieważ zaczął kropić deszcz. Za kilkanaście minut lało już jak z cebra. Henryce przykro było, że w pierwszą noc tak padało i smuciła się, że namioty podmyje woda. Zadowolona była, że spała w stodole. Helena również nie ukrywała swojej radości. Burza rozszalała się dosyć szybko. Grzmiało często, a błyskawice rozdzielały niebo na połowę. Krople deszczu spadały coraz grubsze. Helena, gdy tylko ulokowała się wygodnie w sianie, natychmiast zasnęła jak suseł. Henryka zaś nie mogła zasnąć. Ktoś z drugiej strony stodoły też nie spał, bo słychać było, jak szeleściło siano. Zapach siana był intensywny, więc Henryka upajała się jego wonią, oddychając głęboko. Myślała, że w ten sposób przyjdzie szybciej sen. Bolały ją trochę nogi, czuła, że stopy są spuchnięte. Przed oczami miała rudą siostrę, która podkochiwała się w przystojnym bracie Mateuszu. Nie mogła zapomnieć, w jaki sposób patrzyła na niego. Pożerała go wzrokiem. - Ach, ta młodość - westchnęła. Grzmoty piorunów były potężne i wydawały się tak bliskie, że zaczęła się bać. Skuliła się w kłębek w swoim śpiworze i po cichutku się modliła. Ze strachu zapomniała nawet o myszach.