Wykaz ilustracji
Zamieszczone w książce zdjęcia uprzejmie udostępnili ich właściciele,
chyba że zaznaczono inaczej (w takich przypadkach źródło podano
kursywą).
1. Pałac Klifowy, Mesa Verde, ok. 1190-1260 n.e. Rational
Observer/Wikimedia Creative Commons.
2. Amerigo Vespucci, szczegół z mapy Nowego Świata autorstwa Martina
Waldseemüllera, 1507. Pictures Now/Alamy.
3. Sekotanowie, Roanoke, 1585. Szczegół ilustracji Theodora de Bry
wykonanej na podstawie akwareli Johna White'a z: Thomas Hariot, A Briefe and True Report of the New Found Land of Virginia, 1590. Barry
Lawrence Ruderman Antique Maps, Inc.
4. Pocahontas, 1616. Portret ze szkoły angielskiej na podstawie ryciny
Simona van der Passe. Zbiory prywatne. Peter Newark American
Pictures/Bridgeman Images.
5. Pierwszy Dzień Dziękczynienia, Plymouth, 1621. Obraz Jennie A.
Brownscombe, 1914. Pilgrim Hall Museum, Plymouth. GL Archive/Alamy.
6. Proces George'a Jacobsa, Salem, 1692. Obraz Tompkinsa Mattesona,
1855. Peabody Essex Museum, Salem. Bridgeman Images.
7. Traktat pokojowy Penna z Indianami w 1683 roku. Szczegół obrazu
Benjamina Westa, 1771-1772. Olej na płótnie, 191,77 × 273,68 cm (75? ×
107? cala). Pennsylvania Academy of the Fine Arts, Filadelfia. Dar Sarah
Harrison (The Joseph Harrison, Jr Collection). Nr inwent. 1878.1.10.
Dzięki uprzejmości Pennsylvania Academy of the Fine Arts, Filadelfia.
8. Plantator z Wirginii pali tytoń, obserwując pracujących nieopodal
niewolników. Karta reklamowa handlarza tytoniem, ok. 1725. New York
Public Library Digital Collections.
9. John Winthrop. Portret pośmiertny nieznanego artysty, ok. 1750-1775.
Olej na płótnie, 91,4 × 73,3 cm (36 × 28? cala). Harvard University
Portrait Collection, Cambridge. Dar Adama Winthropa, 1840. Obiekt nr H8.
? President and Fellows of Harvard College.
10. Elizabeth Freake z dzieckiem, ok. 1671-1674. Portret nieznanego
angielskiego artysty. Worcester Art Museum, Worcester. Bridgeman
Images.
11. Masakra bostońska, 5 marca 1770 roku. Miedzioryt Paula Revere'a na
podstawie ryciny Henry'ego Pelhama, 1770. Metropolitan Museum of Art,
Nowy Jork. Dar małżonki Russella Sage'a, 1910. Obiekt nr 10.125.103.
12. Herbatka bostońska w 1773 roku. Rycina W.D. Coopera z The History
of North America, wyd. E. Newberry, 1789, s. 58. Rare Book and Special
Collections Division, Biblioteka Kongresu, Waszyngton.
13. Deklaracja niepodległości. Obraz Johna Trumbulla, 1776. Rotunda,
Kapitol, Waszyngton. Album/Alamy.
14. Generał Jerzy Waszyngton przekracza rzekę Delaware nocą 25-26
grudnia 1776 roku. Obraz Emanuela Leutzego, 1851. Metropolitan Museum of
Art, Nowy Jork. Dar Johna Stewarta Kennedy'ego, 1897. Obiekt nr 97.34.
15. Jerzy Waszyngton. Portret Gilberta Stuarta, 1795. Narodowa Galeria
Sztuki, Waszyngton, Fundacja Ailsy Mellon Bruce. Nr inwent. 1979.4.2.
16. James Madison. Portret Gilberta Stuarta, ok. 1821. Narodowa Galeria
Sztuki, Waszyngton, Fundacja Ailsy Mellon Bruce. Nr inwent. 1979.4.2.
17. Fort Union, Missouri. Rycina na podstawie obrazu Karla Bodmera, ok.
1840-1845. Newberry Library, Chicago.
18. Andrew Jackson. Portret Thomasa Sully'ego, 1845. Zbiory Andrew W.
Mellona, Narodowa Galeria Sztuki, Waszyngton. Nr inwent. 1942.8.34.
19. Miles Holmes, jeden z forty-niners. Dagerotyp, 1853. Amon Carter
Museum of American Art, Fort Worth. Nr inwent. P1983.20.
20. Harriet Beecher Stowe. Portret Alansona Fishera, 1853. National
Portrait Gallery, Smithsonian Institution, Waszyngton.
21. Frederick Douglass. Dagerotyp, ok. 1858. National Portrait Gallery,
Smithsonian Institution, Waszyngton. Dar anonimowego darczyńcy.
22. Generał major Winfield S. Hancock jadący konno wzdłuż szeregów
żołnierzy Unii podczas bombardowania konfederackiego przed szarżą
Picketta, bitwa pod Gettysburgiem, 1863. Rycina opublikowana przez Prang
& Co., 1887. Prints and Photographs Division, Biblioteka Kongresu,
Waszyngton.
23. Lokomotywa na linii łączącej Baltimore i Ohio, okolice Oakland, ok.
1860. Everett Collection/Bridgeman Images.
24. Abraham Lincoln. Fotografia Alexandra Gardenera, 1863. Prints and
Photographs Division, Biblioteka Kongresu, Waszyngton.
25. Generał Robert E. Lee. Fotografia, 1864. Prints and Photographs
Division, Biblioteka Kongresu, Waszyngton.
26. Nocny wyścig parowców Baltic i Diana na Missisipi, 1858.
Litografia A. Weingartnera na podstawie obrazu George'a F. Fullera.
Barry Lawrence Ruderman Antique Maps, Inc.
27. Czarni dzierżawcy zbierający bawełnę. Obraz Williama Aikena Walkera,
lata 80. XIX wieku. Zbiory prywatne. Christie's Images/Bridgeman
Images.
28. Widok Nowego Jorku i Brooklynu z lotu ptaka. Rycina, ok. 1880.
Getty Images.
29. Keokuk, wódz Sauków i Lisów znad Missisipi. Zdjęcie Thomasa M.
Easterly'ego, 1847. Missouri Historical Society, St Louis.
30. Wyścig po ziemię w pasie Cherokee, 16 września 1893 roku. Fotografia
asystenta Williama S. Prettymana, Arkansas City. Zbiory Thomasa N.
Atheya. Dzięki uprzejmości Towarzystwa Historycznego Oklahomy.
31. Program widowiska Buffalo Bill's Wild West and Congress of Rough
Riders of the World, Chicago, 1893. Newberry Library, Chicago.
Bridgeman Images.
32. Consuelo Vanderbilt. Fotografia, 1900. Bettmann/Getty Images.
33. J.P. Morgan. Fotografia, 1900. Bettmann/Getty Images.
34. Przyłożenie, mecz Yale kontra Princeton, Święto Dziękczynienia, 27
listopada 1890 roku. Obraz Frederica Remingtona, 1890. Yale University
Art Gallery, New Haven. W zbiorach Whitney Collections of Sporting Art;
dar Francisa P. Garvana (absolwenta rocznika 1897) z 2 czerwca 1932 roku
mający upamiętnić Harry'ego Payne'a Whitneya (rocznik 1894) oraz Payne'a Whitneya (rocznik 1898). Nr inwent. 1932.264.
35. Theodore Roosevelt przemawia w New Castle. Fotografia, 1903.
Bettmann/Getty Images.
36. Rodzina oraz jej Ford Model T, 1910. Universal History
Archive/Universal Images Group/Getty Images.
37. Amerykańska flota przybywa do Scapa Flow, grudzień 1917 roku. Obraz
Bernarda F. Gribble'a, 1928. US Naval History Command. Fotografia ze
zbiorów Naval History and Heritage Command. Nr kat. NH 58841-KN.
38. Douglas Fairbanks senior i jego druga żona Mary Pickford.
Fotografia, lata 20. XX wieku. Archive Pics/Alamy.
39. Tańczący charlestona w klubie nocnym, Nowy Jork. Fotografia, 1926.
Granger/Alamy.
40. The Empire State Building (1930) i Chrysler Building (1928),
Manhattan. Antonino Bartuccio/4Corners.
41. Amerykański gotyk. Obraz Granta Wooda, 1930. The Art Institute of
Chicago, Chicago, zbiory Friends of American Art. Bridgeman Images.
42. Matka tułaczka, Nipomo, Kalifornia, marzec 1936 roku. Fotografia
Dorothei Lange, 1936. Prints and Photographs Division, Biblioteka
Kongresu, Waszyngton.
43. Japończycy atakują Pearl Harbor, Honolulu, Oahu, 7 grudnia 1941
roku. Fotografia wykonana przez Marynarkę Wojenną Stanów Zjednoczonych.
Interim Archives/Getty Images.
44. Amerykańscy żołnierze na plaży Omaha, Normandia. Fotografia,
czerwiec 1944 roku. MPI/Getty Images.
45. Franklin D. Roosevelt. Fotografia Leona A. Perskiego, 1944. Everett
Collection/Alamy.
46. Wolność od niedostatku. Litografia Normana Rockwella z serii
Cztery wolności, 1943. Indianapolis Museum of Art, Indianapolis.
Zbiory własne muzeum. Publikacja za zgodą Norman Rockwell Family Agency.
Copyright ? 1943 the Norman Rockwell Family Entities. Bridgeman Images.
47. Louis Armstrong. Fotografia, 1946. GL Archive/Alamy.
48. Portret Betty Grable na kadłubie Latającej Fortecy B-17. Fotografia
Paula R. Jonesa. Shutterstock.
49. Dr Martin Luther King junior podczas Marszu na Waszyngton,
Waszyngton, 28 sierpnia 1963 roku. Hulton Archive/Getty Images.
50. Przyjazd prezydenta Johna F. Kennedy'ego i pierwszej damy Jacqueline
Kennedy do Dallas, listopad 1963 roku. Bridgeman Images.
51. Marsz na Pentagon. Fotografia, 1967. Everett Collection/Bridgeman
Images.
52. Amerykańskie śmigłowce pomagają w ewakuacji wietnamskiej ludności
cywilnej z okolic Xuân LÔc. Fotografia Dircka Halsteada, 1975. Getty
Images.
53. Prezydent Ronald Reagan i radziecki przywódca Michaił Gorbaczow
podpisują Traktat o całkowitej likwidacji pocisków rakietowych krótkiego
i średniego zasięgu, Waszyngton. Fotografia, 1987. Bettmann/Getty
Images.
54. Nowy Jork, 11 września 2001 roku. Fotografia Susan Meiselas. ?
Susan Meiselas/Magnum Photos.
55. Wszyscy żyjący byli prezydenci i pierwsze damy podczas pogrzebu
George'a H.W. Busha, Waszyngton. Fotografia, 2018. 2020 Images/Alamy.
Wstęp
Stany Zjednoczone Ameryki zostały powołane do życia w XVIII stuleciu na
spłachetku ziemi kontynentu północnoamerykańskiego. Kontynent ten od
dawna zasiedlały ludy wywodzące się z Azji, a Europejczycy pojawili się
na nim na większą skalę dopiero w XVI wieku. Pierwsi osadnicy przybyli z Hiszpanii, kierując się na północ od Karaibów. Po nich zjawili się
Francuzi, na północy, i Anglicy, którzy osiedli wzdłuż wybrzeża
atlantyckiego. Ci ostatni stanowili najliczniejszą grupę - przybywali
tysiącami z kraju, który nie tolerował ich przekonań religijnych i nie
dawał im szans na spełnienie marzeń. Utworzyli oni energiczne,
samorządne społeczności zajmujące się przede wszystkim rolnictwem.
Amerykańska historia nieustannie powraca do tych początków, do ambicji
pierwszych osadników oraz tak zwanych Ojców Założycieli. Wywodzili się
oni głównie ze wschodnich kolonii - Wirginii i Massachusetts. Jedni
majętni, inni pobożni, przywiązani byli do historii starożytnej i filozofii oświecenia. Przyświecały im dwie intencje: chcieli sformułować
ideologię wolności politycznej i opracować konstytucję, która zwiąże
rozproszone osady w mocną unię.
Pierwsza - pean ku czci wolności i równości - była szlachetna, ale
stronnicza. Wirgińczycy posiadali niewolników, koloniści niewiele też
mieli szacunku dla ludów tubylczych, które wkrótce nieomal całkiem
wyniszczyli. Druga intencja była bardziej konkretna - dążyli do
połączenia trzynastu samorządnych kolonii w konfederację, która pozwoli
im jednak zachować indywidualny rys i niezależność władzy.
Odzwierciedlający je dokument jest dziełem architektury politycznej,
które moim zdaniem stanowi główny klucz do amerykańskiej historii.
Zdołał on spoić grupę niewielkich społeczności rolniczych oderwanych od
ojczyzn swych przodków, a jednocześnie stał się fundamentem
najpotężniejszego państwa na świecie. Jeden z autorów konstytucji,
Alexander Hamilton, upierał się, aby nazywać ją eksperymentem mającym na
celu wypracowanie modelu rozproszenia władzy pomiędzy poszczególne
wspólnoty - czyli stany - przy zachowaniu ośrodka centralnego, który
szanowałby ich lokalną, demokratyczną autonomię. Doprowadziło to do
wojny domowej. Unia przetrwała jednak do dziś i może służyć za wzór
narodom wciąż rozdzieranym przez napięcia wewnętrzne. Dotyczy to wielu
państw Europy, przed którą uciekali założyciele Ameryki, w tym, co
znaczące, samej Wielkiej Brytanii.
W prawa przyznane stanom na mocy amerykańskiej konstytucji wmontowano
jeszcze jeden bezpiecznik: podział władzy w obrębie rządu centralnego.
Jego instytucje kontrolowały się i równoważyły wzajemnie w ramach
triumwiratu prezydenta oraz dwóch izb Kongresu. Ceną za to były często
inercja i impas, niemniej powściągnięto w ten sposób zapędy
centralizacyjne, które pchnęły wiele potężnych państw na drogę ku
dyktaturze. Nawet obecnie Ameryka nie podążyła ich śladem. Dlatego
właśnie uważam jej konstytucję za motyw przewodni jej historii, choć w chwili, gdy piszę te słowa, jest ona poddawana szczególnej próbie.
Ponieważ jej populacja wywodzi się z wielu narodów i krajów, Ameryka
swoją historię zawsze oblekała w patriotyzm. Uwznioślała swe heroiczne
dokonania i ubierała je w mity, tym samym narażając na kontrowersje.
Narodowa narracja często nie stroni od ekscytacji - od Jamestown i kolonistów z Mayflower po herbatkę bostońską i Yorktown. Każda epoka
otrzymała własną nazwę, na przykład miasto na wzgórzu (City upon a Hill), duch pogranicza (Frontier Spirit), pozłacany wiek (Gilded Age)
czy szalone lata dwudzieste (Roaring Twenties). Jej wczesne lata
zaludniają wybitne osobowości, od Pocahontas i Johna Smitha po Jerzego
Waszyngtona i Abrahama Lincolna. Już samo słowo "Ameryka" przywodzi na
myśl obrazy Pielgrzymów, kowbojów i Indian, parowców na Missisipi,
włoskiej mafii i napisu "Hollywood".
Kontrowersji nigdy nie brakowało. Opowieści często miały drugie dno: od
zniewolenia Afrykanów w 1619 roku po zagładę Pekotów i innych plemion w 1638. Jeffersonowskie "imperium wolności" wielu kojarzy się z brutalnym
podbojem. W tradycyjnej narracji rzadko wspomina się o wydanym przez
króla Jerzego III zakazie ekspansji poza granicę wyznaczoną przez
Appalachy. Ciągłej reinterpretacji podlegają wojna secesyjna i rekonstrukcja, a także wojny z Meksykiem i Siuksami. Swoją ciemną stronę
miała nawet amerykańska prosperity - od kolejowych monopolistów i baronów rabusiów po wielki kryzys. W niniejszym opracowaniu starałem się
zachować obiektywizm wobec tych ciągle drażliwych kwestii.
Bezsporne natomiast jest to, że w wiek XX Ameryka weszła jako fenomen na
skalę światową. Prawa popytu i podaży, zasilane nieprzerwanym napływem
siły roboczej, surowców i kapitału, przyniosły niewyobrażalne bogactwo.
W pewnym momencie 80 procent wszystkich automobili produkowano - i używano - w Ameryce. Przez chwilę, za prezydentury Theodore'a Roosevelta, kraj próbował nawet nieśmiało budować własne imperium poza
granicami Ameryki Północnej.
Coraz większą pewność siebie Ameryki istotnie podbudował jej udział w dwóch wojnach światowych oraz późniejszej zimnej wojnie. Ich wynik
pchnął naród w nową epokę, w której potęga wojskowa zyskała nową
definicję i rozmieszczenie. Mimo że bezpieczna pod względem
geograficznym, Ameryka czuła potrzebę stworzenia niezrównanego sojuszu
obronnego. Jego zadaniem była ochrona wartości odziedziczonych po Ojcach
Założycielach przed "siłami zła" w każdym zakątku planety.
Po klęsce Związku Radzieckiego w zimnej wojnie prezydent Michaił
Gorbaczow zadał przewrotne pytanie: "Co Ameryka pocznie bez wroga?".
Pojawiło się wiele analiz dotyczących możliwej odpowiedzi. Koncepcja
stróża "nowego porządku świata", forsowana przez kolejnych lokatorów
Białego Domu, okazała się stosunkowo nietrwała. Czasami Ameryka
sprawiała wrażenie sędziego, ławy przysięgłych i kata zarazem, zwłaszcza
po traumie 11 września oraz porażkach w Iraku i Afganistanie. Kolejni
prezydenci wydawali się głusi na apele jej założyciela Jerzego
Waszyngtona, by trzymać się z dala od cudzoziemskich wojen, chociaż
interwencje jedna po drugiej kończyły się klęską.
Zażarte dyskusje nad tym, czy i kiedy się wtrącić, sięgają samych
narodzin Stanów Zjednoczonych, gdy izolacjonizm pierwszych Wirgińczyków
ścierał się z misjonarskimi zapędami ich kolegów z Massachusetts. Łatwo
podziwiać tych ostatnich z ich pragnieniem niesienia światu wartości
wolności i demokracji. Kontrowersyjny jest jednak sposób, w jaki to
następowało - z rosnącą wojowniczością. Obecnie zwolennicy interwencji
toczą bój z izolacjonistami, wojownicy z pacyfistami, globalni
filantropi z tymi, którzy działają przede wszystkim w interesie własnego
kraju. Niezmiennie niepewny wynik tych sporów stanowi esencję najnowszej
amerykańskiej historii, zwłaszcza okresu, w którym powstawała ta
książka. Mogę tylko mieć nadzieję, że lepsze rozumienie przeszłości
przełoży się także na teraźniejszość.
1.
Wyjście z Azji
przed 1492 rokiem
Mulista linia brzegowa jeziora w obecnym Parku Narodowym White Sands w stanie Nowy Meksyk, około 23 tysięcy lat temu. W piasku, oprócz tropów
mamutów i leniwców, widnieją ślady kobiety, która przez co najmniej dwa
kilometry prowadzi, a czasami niesie, dziecko. Zachwycające osiągnięcia
nauki umożliwiły archeologom względnie precyzyjne datowanie pyłków i innych substancji, które przyczepiły się do odcisków. Są to najstarsze
znane ślady ludzkiej obecności na kontynencie amerykańskim.
Odkryte w 2009 roku odciski dziś są już niedostępne, ale w pobliskim
muzeum można obejrzeć ich odlewy. Nawet wyrwane ze swego otoczenia
wywołują dziwne wrażenie bliskości. Wydaje się, że krocząc obok nich,
jesteśmy świadkami wędrówki przez życie innych istot ludzkich,
odciskających swój ślad na piaskach czasu. Ich widok jest bardzo
poruszający.
Mało który kraj może się poszczycić taką znajomością swojej przeszłości,
jak ten, którego obywatele zamieszkują dziś te ziemie - Stany
Zjednoczone Ameryki. Jest tak choćby dlatego, że ich historia jest
stosunkowo krótka. Liczy dwa i pół stulecia i większa jej część została
utrwalona w ogólnodostępnych źródłach. Niewiele wiemy za to o kontynencie, który zajmuje ta unia, a także o jego pierwszych
mieszkańcach. Do końca XX wieku powszechnie sądzono, że na oba
kontynenty amerykańskie, północny i południowy, ludzkość dotarła około
14-15 tysięcy lat temu. Najwcześniejszymi śladami ludzkiego osadnictwa
były rysy pozostawione przez kamienne narzędzia na kościach mamutów i mastodontów. Uważano, że ci, którzy się nimi posługiwali, przybyli z Syberii na Alaskę przez pomost lądowy zwany Beringią, który istniał w okresie zlodowacenia w miejscu dzisiejszej Cieśniny Beringa.
Archeogenetyka potwierdziła, że pierwsi Amerykanie bez wątpienia
wywodzili się z Azji.
W latach dwudziestych XX wieku ten okres zasiedlenia powiązano ze
znaleziskami w Clovis w Nowym Meksyku, tak zwana kultura Clovis musiała
jednak oddać palmę pierwszeństwa. Metody datowania radiowęglowego i sekwencjonowania DNA odsłoniły jeszcze starsze dowody działalności
człowieka: obozowiska, pułapki na zwierzęta, narzędzia oraz nasiona.
Ślady ludzkich siedzib, od Idaho na północy po Chile na południu, mogą
mieć nawet 33 tysiące lat, bo na tyle datowano najstarsze znane obecnie
narzędzia odnalezione w Chiquihuite, jaskini w środkowym Meksyku,
chociaż odkrycie to jest nadal przedmiotem sporów. Z całą pewnością
możemy natomiast stwierdzić, że odciski stóp z Nowego Meksyku to
najstarsze jak dotąd ślady fizycznej obecności człowieka odkryte na
ziemiach obu Ameryk.
Przypisano je "nieudanej kolonizacji, która najprawdopodobniej nie
pozostawiła po sobie wykrywalnego śladu genetycznego". Pojawiły się
nawet sugestie, że mogą być pokłosiem migracji Polinezyjczyków
(wywodzących się z Azji), którzy przebyli Ocean Spokojny. Jeśli zaś
chodzi o najstarsze znane szczątki człowieka, tytuł ten należy się
kościom chłopczyka odnalezionym w Montanie w 1968 roku. Dziecko z Anzick
- nazwane tak od farmy, na terenie której dokonano odkrycia - ma
zaledwie 12,6 tysiąca lat. Jego DNA wskazuje zarówno na syberyjskie, jak
i południowoamerykańskie pochodzenie. Anzick jest najstarszym znanym
Amerykaninem związanym z kulturą Clovis.
Ci pierwsi mieszkańcy kontynentu tworzyli grupy łowiecko-zbieracze
wędrujące od Beringii w kierunku południowym, czy to wzdłuż zachodniego
wybrzeża Ameryki - szlakiem nazwanym "autostradą wodorostów" (kelp
highway) - czy to wolnym od lodu korytarzem ciągnącym się na wschód od
Gór Skalistych aż po południowo-zachodnie prerie. Zmiany klimatu
skłoniły tych przybyszów do dalszej wędrówki na południe - do Ameryki
Środkowej i Południowej. Tam stali się oni przodkami populacji, z których znacznie później wykształciły się cywilizacje Majów, Tolteków,
Inków i Azteków.
Ci, którzy skręcili na wschód, w głąb Ameryki Północnej, przez długi
czas pozostawali zagadką. Podróżowali w grupach rodzinnych, tropiąc
dziką zwierzynę. Nie odczuwali potrzeby, aby dla wzajemnej pomocy czy
bezpieczeństwa łączyć się w większe struktury plemienne. Prawdopodobnie
dlatego właśnie Krajowy Kongres Indian Amerykańskich, z pomocą
środowiska naukowego, zdołał zidentyfikować aż 574 plemiona tubylcze
zajmujące różne obszary obecnych Stanów Zjednoczonych, w tym 229 na
Alasce. W ciągu tysięcy lat dotarli oni do Wielkich Równin i dorzecza
Missisipi, zapewne zmuszeni do tej wędrówki stopniowym wymieraniem
mamutów i innych wielkich ssaków, od których zależał ich byt.
Natrafiwszy na żyzne ziemie, zaczęli się osiedlać. Rozwinęli obróbkę
miedzi, garncarstwo i tkactwo.
Próby skategoryzowania etapów amerykańskiej prehistorii na wzór
europejskich odrębnych "epok" - kamienia, brązu, żelaza - okazały się
płonne. Wiadomo jedynie, że osady ludzkie w Ameryce Północnej zaczęły
się pojawiać już 13 tysięcy lat temu, a ich złożoność rosła. Wiek kopców
i jam odkrytych na stanowisku Watson Brake w Luizjanie, wiązanych z osiadłymi społecznościami i obrzędami religijnymi, określono na 5,5
tysiąca lat. Są starsze od piramid egipskich i Stonehenge i wskazują, że
w Ameryce Północnej żyły społeczności, które rozwijały się równolegle z ich lepiej znanymi odpowiednikami z Ameryki Południowej. Te tak zwane
"kultury budowniczych kopców" zasiedlały dorzecze Missisipi przez
tysiące lat.
Dawni mieszkańcy Ameryki nie znali wprawdzie trzech głównych motorów
zmian w społeczeństwach Europy i Azji - żelaza, koni oraz pisma - nie
wydaje się jednak, aby przeszkodziło im to w rozwoju rolnictwa czy
osadnictwa. Amerykańską prehistorię otacza aura pełnego nadziei
wyczekiwania, że któregoś dnia naukowcy odkryją nieznane dotąd ludy i ślady ich działalności. Ze wszystkich praw rdzennych ludów świata
najbardziej podstawowym jest prawo do własnej historii. Jednak tam,
gdzie jej jedynym nośnikiem są kopce, jamy, narzędzia i nasiona,
odmalowanie pełnego, bogatego w szczegóły obrazu pozostaje olbrzymim
wyzwaniem.
Posuwając się naprzód w czasie, zagłębiamy się w trwający od dwóch
tysięcy lat okres nazywany naszą erą. Tu jedną z najstarszych i prawdopodobnie największych znanych nam osad w Ameryce Północnej jest
Cahokia w stanie Illinois. Położona w widłach rzek Missisipi i Missouri,
nieopodal współczesnego Saint Louis, funkcjonowała od około 900 do 1350
roku naszej ery i stanowiła znaczne skupisko ludzi. Badania ujawniły
"obszar zabudowany" o powierzchni około 15,5 kilometra kwadratowego
otaczający enklawę chronioną palisadą. Na miasto składa się 120 kopców
ziemnych i kompleksów budynków. Niektóre z tych ostatnich miały
dziedzińce, a nawet łaźnie parowe.
Cahokię zbudowano na planie siatki, bez zewnętrznych umocnień obronnych.
Szacuje się, że w okresie największej świetności miasta, około 1100
roku, gdy w części Europy trwała ekspansja Normanów, zamieszkiwało je od
10 do 20 tysięcy ludzi. Drugie tyle mogło zasiedlać okoliczne tereny. W centralnym punkcie Cahokii wznosił się trzydziestometrowy Kopiec
Mnichów, o połowę niższy od piramidy z zaginionego miasta Tenochtitlan w Meksyku. Wymiarami podstawy dorównywał Piramidzie Cheopsa w Gizie, u jego stóp zaś rozciągał się plac o powierzchni ponad 20 hektarów.
Wewnątrz innej budowli, Kopca 72, znajdował się "grób człowieka-ptaka",
w którym około 950 roku, w otoczeniu dziesiątek domniemanych akolitów i biżuterii z muszli, pochowano dostojnika z ptasią maską i skrzydłami.
Mieszkańcy miasta nie pozostawili po sobie źródeł pisanych, ale ich
rzeźby grobowe zdradzają wysokie umiejętności artystyczne.
Stabilność hierarchii sprawującej władzę nad Cahokią jest przedmiotem
ożywionej dyskusji. Tak duża osada sugeruje istnienie złożonego
społeczeństwa z rozwiniętym przywództwem. Trudno wyobrazić sobie, aby
nie poprzedzały jej inne, nam jeszcze nieznane. Bez wątpienia składano
tu ofiary z ludzi - w Kopcu 72 odkryto szczątki około 270 ofiar
pochodzące z sześciu różnych okresów. Wymagało to istnienia władzy i porządku, nie wspominając o gospodarce zdolnej do wytwarzania i dystrybucji żywności. Źródłem przewagi Cahokii mogło być położenie w pobliżu dwóch rzek. Transport wodny, bardziej niż lądowy, ułatwiał
wymianę handlową. Wiemy, że wyroby z miedzi eksportowano na północ, do
Wielkich Jezior, oraz na południe, do Zatoki Meksykańskiej. Pewne jest
również, że pod koniec pierwszego milenium w Ameryce Północnej istniało
miasto przewyższające rozmiarami ówczesny Londyn czy Paryż.
Przyczyną upadku tego wspaniałego ośrodka były prawdopodobnie zmiany
klimatyczne związane z małą epoką lodową w XIV wieku. Siedemnaste
stulecie przyniosło przelotne odrodzenie - do osady dotarli podróżnicy
francuscy. Pobożni misjonarze osiedlili się w pobliżu Kopca Mnichów,
który im zawdzięcza swoją nazwę. Pobliską kolonię - Saint Louis -
nazwali zaś na cześć króla Francji Ludwika IX Świętego. Nawet kiedy
Cahokia została opuszczona, kultura Missisipi przetrwała w dorzeczu
dzięki plemionom Naczezów i Czoktawów. Naczezi posługiwali się
całkowicie odrębnym językiem, niepodobnym do mowy innych rdzennych
ludów. Zawarli oni sojusz z francuskimi kolonistami, lecz na początku
XVIII wieku stosunki się pogorszyły, a powstanie, które wybuchło w 1729
roku, doprowadziło do masowych rzezi dokonanych przez kolonistów.
Francuzi przewieźli tysiące pojmanych Naczezów na Karaiby.
Osada przodków ludów Pueblo w kanionie Chaco w Nowym Meksyku, choć
mniejsza od Cahokii, ma nad nią tę przewagę, że część jej kamiennych
budynków stoi do dzisiaj. Została założona około 850 roku i szacuje się,
że w XII stuleciu, w szczytowym okresie jej świetności, zamieszkiwało ją
około 15 tysięcy ludzi. Budowle tworzą gęstą zabudowę; niektóre są
koliste, a wiele zachowało dwie kondygnacje, choć są pozbawioną dachów
ruiną. Ich wnętrza przypominają plaster miodu wypełniony izbami
mieszkalnymi, poniżej których ulokowano podziemne kivy - pomieszczenia
przeznaczone do celów obrzędowych. Jedną z takich właśnie kiv zdają się
kryć kamienne mury Chetro Ketl.
Na obrzeżach natrafiamy na półkoliste Pueblo Bonito, prawdopodobnie
kompleks pałacowy liczący około trzystu pomieszczeń. Wewnątrz odkryto
szkielety dziewięciu władców miasta spokrewnionych po linii matki. Inna
z budowli, Pueblo Pintado, musiała być wyjątkowo okazała - to jeden z około 150 "wielkich domów" połączonych siecią pustynnych dróg. Ze
względu na ocalałe ściany i pomieszczenia należą one do najbardziej
pobudzających wyobraźnię ruin w Ameryce.
Kanion Chaco stanowi węzeł dawnej sieci dróg rozciągającej się na blisko
sto kilometrów. Podobnie jak w przypadku Cahokii, sugeruje to istnienie
zaawansowanego handlu lub pielgrzymek na skalę wyraźnie dorównującą
cywilizacjom Ameryki Południowej. Także w tym przypadku przyczyną upadku
miasta w XII wieku wydają się zmiany klimatyczne i pustynnienie. Dzisiaj
majestatyczne Chaco stoi osamotnione, z dala od nowoczesnych dróg czy
budowli, które zakłócałyby jego pradawną atmosferę. Ze względu na brak
sztucznego oświetlenia jest chętnie odwiedzane przez amatorów obserwacji
gwiazd.
Innym wybitnym zabytkiem kultury Pueblo, który dotrwał do naszych
czasów, jest położone w południowej części Kolorado Mesa Verde. Datuje
się je na VI-VIII stulecie, gdy okoliczne żyzne tereny tętniły życiem.
Do jego zamieszkiwanych przez 20 tysięcy ludzi niezwykłych budynków,
które zdają się wyrastać z nisz w zboczu kanionu, można się było dostać
jedynie po drabinach lub schodach. Na Pałac Klifowy składa się około 150
pomieszczeń wyciętych w otulającej go skale. Mesa Verde również padło
ofiarą zmian zachodzących w środowisku. Spośród wszystkich tych ruin to
ono najsilniej przemawia do wyobraźni; można tu spacerować po dawnych
pokojach, spoglądając na tereny, które dziś są już tylko jałową
pustynią.
Tak dobrze zachowanych miejsc jest niewiele, ale wraz z mniej znanymi -
w Taos, Casa Grande czy kanionie De Chelly - są wystarczającym dowodem
na to, że Ameryka "odkryta" w XV stuleciu nie była dziewiczą ziemią
"dzikich" zbieraczy i łowców, jak opisywali ją pierwsi europejscy
podróżnicy. Tubylczy Amerykanie od tysięcy lat zajmowali już wówczas - i do pewnego stopnia kontrolowali - znaczną część kontynentu.
Ich potomkowie zdołali oprzeć się kolonialnym najeźdźcom na tyle
skutecznie, że po dziś dzień zachowali swoją tożsamość. Wyróżniamy
obecnie 574 plemiona, które posługują się co najmniej 147 językami. W Europie próżno szukać struktur plemiennych czy tradycji kulturowych o porównywalnie długim rodowodzie. Przez lata ignorowano ich odrębną
tożsamość i historię; dopiero w XX wieku doczekały się one zbadania i popularyzacji. Lubię myśleć, że obsesyjny lokalizm współczesnej Ameryki
- objawiający się na przykład w niezgodzie na łączenie mniejszych stanów
w większe - jest odbiciem tej właśnie prehistorycznej różnorodności.
Niewiele sygnałów świadczy o naturalnej skłonności do przemocy czy
wojowniczości amerykańskich społeczeństw prekolumbijskich. W wielu
plemionach dominował matriarchat, a większość wcześnie nawiązała
pokojowe stosunki z hiszpańskimi, francuskimi i angielskimi kolonistami
prącymi na północ z Zatoki Meksykańskiej, na południe z Kanady lub na
zachód ze wschodniego wybrzeża. Gros z nich nastawiało się na handel,
poszukując złota i futer. To przede wszystkim drapieżne osadnictwo
brytyjskie stało się zarzewiem konfliktów wzdłuż wschodniego wybrzeża,
między innymi z Irokezami, Lenapami i Powatanami.
Nawet same władze brytyjskie twardo sprzeciwiały się dalszej ekspansji
kolonistów na zachód, poza granicę Appalachów, na terytorium, które
uważano za należące do Indian. Karol II (pan. 1660-1685) wprost tego
zakazał1. Dopiero po utworzeniu niepodległych Stanów
Zjednoczonych w XVIII wieku mieszkańcy pogranicza przedzierzgnęli się w zdobywców ziem, które złożyły się na kontynentalne imperium Ameryki.
Spychane przez nich na zachód plemiona stawiały coraz silniejszy opór.
W książce Indigenous Continent (2022) fiński historyk Pekka Hämäläinen
podkreśla, że utrzymywał się on jeszcze w XIX stuleciu. Plemiona
zachodnie, zwłaszcza Lakotów, Komanczów i Apaczów, zachowały kontrolę
nad znacznymi połaciami ziemi na zachód od Missisipi. Analizując jej
zasięg geograficzny, Hämäläinen wykazuje, że dopełnienie wizji
europejskiego "imperium" w Ameryce Północnej wymagało militarnego
podboju trwającego aż po wojny z Siuksami w latach osiemdziesiątych XIX
wieku. W ten sposób ostatecznie usunięto tubylcze plemiona z ich ziem na
dalekim zachodzie i zamknięto je w rezerwatach. Ich liczebność
gwałtownie spadła - według niektórych szacunków z około 50 milionów w czasach pierwszej kolonizacji do 7 milionów obecnie, wliczając w to
osoby o mieszanym pochodzeniu etnicznym - aczkolwiek teraz zaczyna
ponownie rosnąć.
Mieszkańcy Cahokii nie mieli pojęcia, że w X stuleciu na północny wschód
od nich, na terenach dzisiejszej Kanady, powstało skromne obozowisko. W 986 roku wikiński żeglarz Bjarni Herjólfsson zagubił się u wybrzeży
Grenlandii i popłynął na zachód. Dotarł do "płaskich i porośniętych
lasem ziem" u podnóży lodowca. Nie zszedł jednak na brzeg, ale powrócił
na Grenlandię, aby opowiedzieć o swoim odkryciu. Doświadczenia
Herjólfssona, w przeciwieństwie do dziejów współczesnych mu rdzennych
Amerykanów, zostały spisane w sagach. Był pierwszym znanym nam
Europejczykiem, który zobaczył Amerykę.
Piętnaście lat później, w 1001 roku, jego relację postanowił
zweryfikować inny poszukiwacz przygód, Leif Eriksson, płynąc na tym
samym statku. Jego ojciec Eryk Rudy, Islandczyk skazany na wygnanie za
zabójstwo, udał się na Grenlandię i tam założył osadę. Z niej to właśnie
wypłynął Eriksson wraz z trzydziestoma pięcioma osadnikami, aby
skolonizować nowe tereny. Uważa się, że dotarł do Ziemi Baffina, a stamtąd do Labradoru i dalej, na kraniec Nowej Fundlandii. Natrafiwszy
tam na bujne łąki i obfitujące w łososie rzeki, zbudował osadę
składającą się z ośmiu chat. Porośniętą winoroślą i jagodami krainę
nazwał Winlandią.
Pozostałości owej osady odkryto w 1960 roku w miejscu nazywanym dziś
L'Anse aux Meadows. Wydobyto tam około ośmiuset skandynawskich znalezisk
datowanych krótko po roku 1000. Według nordyckiej sagi osadnicy to
handlowali, to znów ścierali się z tubylcami, prawdopodobnie z plemienia
Mikmaków. O tych drugich saga mówi, że byli to "niscy, nieurodziwi
mężczyźni o brzydkim owłosieniu głowy. Mieli duże oczy i kości
policzkowe". Podczas jednego ze spotkań zaatakowali oni Skandynawów. Ci
natychmiast zrejterowali, tymczasem ich kobiety chwyciły miecze,
obnażyły piersi i przeraziwszy tubylców, pokonały ich.
Kolonia w Winlandii przetrwała około dwudziestu lat, zanim ochłodzenie
klimatu zmusiło jej mieszkańców do powrotu na Grenlandię. Skandynawskie
fiordy stały się tymczasem zbyt ciasne dla wikingów. Zignorowali oni
jednak Winlandię, a zamiast tego skierowali się na wschód, ku Rusi, oraz
na południe, ku wybrzeżom Europy, gdzie nazywano ich Normanami - "ludźmi
północy". Amerykańskie wody u brzegów Nowej Fundlandii pozostawiono
Francuzom i innym flotom rybackim. Bogactwa północnych mórz stały się
dla Francuzów tym, czym było złoto dla Hiszpanów.
Hipotezy, jakoby książę Madoc, syn króla Gwynedd, dotarł w 1170 roku do
Florydy lub Missisipi i zaszczepił tam elementy walijskiego w językach
pierwotnych mieszkańców Ameryki, uważa się powszechnie za mity.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki