Kronos 4/2022 LEKCJA ŁACINY - Opracowanie zbiorowe

Kup ebooka

30.00 zł
24.00 zł (21,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Col­lo­quia fa­mi­lia­ria (Roz­mowy po­toczne) to obok Po­chwały głu­poty naj­czę­ściej czy­tane dzieło Era­zma z Rot­ter­damu. Jedna z ta­kich roz­mów, na­pi­sana jesz­cze przed ro­kiem 1500, zo­stała zor­ga­ni­zo­wana wo­kół za­gad­nie­nia, "czy ko­bieta po­winna uczyć się ła­ciny". To­czy się ona z udzia­łem opata An­tro­niusa, osoby mocno ogra­ni­czo­nej, oraz Mag­da­lii, ko­biety świa­tłej, nie­uprze­dzo­nej, otwar­tej. Mnich spo­tyka się z nią u niej w domu i z miej­sca wy­rzuca jej nie­uprzej­mie "dzi­waczne ume­blo­wa­nie", a zwłasz­cza roz­liczne książki grec­kie i ła­ciń­skie. Dla­czego nie fran­cu­skie? - chce wie­dzieć. "Czy tylko książki pi­sane po fran­cu­sku uczą mą­dro­ści?" - od­po­wiada py­ta­niem Mag­da­lia. Do­wia­du­jemy się od niej, że dzieła kla­syczne dają ko­nieczne do do­brego ży­cia ra­dość i przy­jem­no­ści. Wszakże mnich ina­czej ro­zu­mie do­bre ży­cie, na które przede wszyst­kim skła­dają się - twier­dzi - bie­siady, ma­ją­tek, za­szczyty. Czy rów­nież mą­drość? - pyta Mag­da­lia. Nie - od­po­wiada An­tro­nius - do do­brego ży­cia mą­drość nie jest po­trzebna. Ci, któ­rzy gro­ma­dzą się wo­kół ob­fi­to­ści stołu i in­nych ziem­skich przy­jem­no­ści, są bar­dziej ule­gli, ła­twiej się nimi rzą­dzi. Poza tym nie za­dają nie­po­trzeb­nych py­tań. Mag­da­lia prze­ko­nuje mni­cha, jak bar­dzo fa­scy­nu­ją­cym za­ję­ciem może być roz­mowa ze Sta­ro­żyt­nymi, ile po­łu­dnio­wego słońca wno­szą do jej co­dzien­nego ży­cia, jak bar­dzo od­świe­żają jej sto­sunki z mę­żem, tak jak ona wiel­kim ama­to­rem dzieł sta­ro­żyt­nych. A jed­nak - ob­staje przy swoim opat - "ła­cina nie przy­czy­nia się do za­cho­wa­nia skrom­no­ści nie­wie­ściej [...]. Książki za­bie­rają pra­wie cały ro­zum ko­bie­cie, choć go jej i tak nie za wiele dała na­tura [...]. Ob­co­wa­nie z książ­kami spro­wa­dza sza­leń­stwo" (przeł. Ma­ria Cy­tow­ska). To książki ła­ciń­skie. A grec­kie? Od­naj­du­jemy w nich - twier­dzi Vir­gi­nia Wo­olf - pier­wotne czło­wie­czeń­stwo, które co ja­kiś czas tra­cimy z oczu. "By wpra­wić je w ruch, nie­zbędne są gwał­towne emo­cje, ale gdy te po­niosą An­ty­gonę, Ajaksa lub Elek­trę, wzbu­dzone przez śmierć, zdradę lub inną jesz­cze pier­wotną nie­dolę, wów­czas po­stę­pują oni w spo­sób, w jaki i my sami win­ni­śmy po­stę­po­wać przy­gnie­ceni ta­kim po­ło­że­niem" - czy­tamy w jej pięk­nym, pu­bli­ko­wa­nym w tym nu­me­rze "Kro­nosa" eseju O nie­zna­jo­mo­ści greki.

Dziś po­dzi­wiamy Wo­olf, śmie­jemy się z roz­mowy Mag­da­lii z An­tro­niu­sem, po­nie­waż na­resz­cie ko­biety mogą czy­tać, co chcą. A skoro tak, dla­czego tego nie ro­bią? Lub po­stawmy to py­ta­nie jesz­cze ina­czej: dla­czego w ogóle po­winny to ro­bić? Dla­czego mia­łyby przed­kła­dać jedne książki nad inne, dzieła ła­ciń­skie nad dzieła ro­dzime - pol­skie, fran­cu­skie czy nie­miec­kie? Po­nie­waż chcą być wolne, wy­eman­cy­po­wane, a pi­sma Sta­ro­żyt­nych - po­wiada Mag­da­lia - na­wet nie tyle wol­ność po­stu­lują, obie­cują, co są jej naj­prost­szym wy­ra­zem. Ko­bieta wolna to ko­bieta wy­kształ­cona na dia­lo­gach Pla­tona i Era­zma z Rot­ter­damu. Tak było za­wsze, nie tylko dzi­siaj.

Inne po­wody, dla któ­rych nie po­win­ni­śmy opusz­czać lek­cji greki czy ła­ciny, po­dają pol­scy fi­lo­lo­go­wie - Ta­de­usz Zie­liń­ski, Ta­de­usz Sinko, Gu­staw Przy­chocki, Ju­liusz Do­mań­ski, Ta­de­usz Ku­biak i wielu in­nych. Zie­liń­ski i Sinko na­wią­zują do piękna i pro­stoty ję­zy­ków kla­sycz­nych, Przy­chocki za­sta­na­wia się, czy czło­wiek współ­cze­sny w ogóle doj­rzał do pod­ję­cia dzie­dzic­twa Sta­ro­żyt­nych, Do­mań­ski i Ku­biak przy­po­mi­nają, że jesz­cze w XIX wieku ła­cina sta­no­wiła drugi, obok oj­czy­stego, ję­zyk, któ­rym po­słu­gi­wano się w Eu­ro­pie za­chod­niej. Po­lacy roz­ma­wiali po ła­ci­nie nie tylko z cu­dzo­ziem­cami, ale także mię­dzy sobą, w kon­tak­tach to­wa­rzy­skich i kul­tu­ral­nych. Pierwsi po­eci pol­scy, Jan Ko­cha­now­ski czy Kle­mens Ja­nicki, na­wią­zy­wali w swo­ich wier­szach do tra­dy­cji ła­ciń­skiej (Ja­nicki pi­sał wy­łącz­nie po ła­ci­nie). Sto lat temu msze we wszyst­kich pol­skich ko­ścio­łach ce­le­bro­wano w ję­zyku ła­ciń­skim. Odej­ście w Eu­ro­pie od tego zwy­czaju w kie­runku ję­zy­ków wer­na­ku­lar­nych mu­sia­łoby wy­da­wać się era­zmiań­skiej Mag­da­lii ja­kąś ka­ta­strofą, to­tal­nym nie­po­ro­zu­mie­niem, a może na­wet po­ro­nioną przez mni­chów próbą znie­wo­le­nia ko­biet. Cią­głość tra­dy­cji to ważny po­wód, dla któ­rego nie po­win­ni­śmy od­stę­po­wać od na­uki ła­ciny, lecz nie je­dyny. Po­wód drugi wy­daje się na­wet waż­niej­szy: prak­tycz­nie wszyst­kie sfor­mu­ło­wane po grecku my­śli zo­stały prze­ło­żone na ję­zyk ła­ciń­ski, w nim też za­do­mo­wiły się pod pseu­do­ni­mami: za­gad­kowa i wie­lo­znaczna ????? stała się swoj­sko brzmiącą es­sen­tia, ????? w ko­men­ta­rzu do Pla­toń­skiego Iona Fi­cino od­dał jako alie­na­tio men­tis, ale też bę­dący zwy­kłym ad­wo­ka­tem ?????????? zmie­nił się w "Pa­ra­kleta", Du­cha Świę­tego. Nie­mniej to dzięki ła­ci­nie te my­śli zy­skały dru­gie ży­cie. "Dla śre­dnio­wie­cza - twier­dzi prof. Do­mań­ski - dzie­dzic­two an­tyczne było ak­tu­al­no­ścią do bez­po­śred­niego i pro­stego spo­żyt­ko­wy­wa­nia. Wsku­tek tego w swej au­ten­tycz­nej po­staci pod­le­gało se­lek­cji, a więc zmia­nom i re­duk­cjom, czę­ścio­wemu za­tem prze­mi­ja­niu, ubyt­kowi". Re­cep­cję an­tycz­nych tre­ści zmie­nił bo­wiem do­piero wiek XIX, w któ­rym ła­cina sta­wała się w rę­kach fi­lo­lo­gów (głów­nie nie­miec­kich) ję­zy­kiem co­raz bar­dziej mar­twym, to zna­czy przed­mio­tem ba­dań, a nie oka­zją do za­ży­wa­nia do­brego ży­cia. Ję­zyki kla­syczne, mó­wiąc to jesz­cze ina­czej, zo­stały za­stą­pione z suk­ce­sem przez ję­zyki na­ro­dowe, pod­czas gdy greka i ła­cina - ta ostat­nia zwłasz­cza - stra­ciły moc uni­wer­sal­nego kodu, w któ­rym po­ro­zu­mie­wali się przez wieki lu­dzie wolni. Na skromną skalę pró­bu­jemy w bi­blio­tece kwar­tal­nika "Kro­nos" od­wró­cić te ten­den­cje, pu­bli­ku­jąc w se­rii ła­ciń­skiej prze­ło­mowe w swoim cza­sie książki, jak choćby Ra­tio­nale di­vi­no­rum ope­rum Mat­tha­eusa de Cra­co­via, Glossa in po­li­ti­cam Pau­lusa de Wor­czyn, Ser­mo­nes de sa­pien­tia se­lecti Sta­ni­slausa de Scar­bi­mi­ria, czy wresz­cie Pra­eco­gnita phi­lo­so­phica Bar­tho­lo­ma­eusa Kec­ker­manna. Wraz z tymi książ­kami wra­camy do prze­rwa­nej lek­cji ła­ciny, do pierw­szych po­jęć, które na­przód do­tarły do nas w po­staci ła­ciń­skich od­po­wied­ni­ków, do­piero po­tem po pol­sku. Bez po­now­nego przy­swo­je­nia obu ję­zy­ków "mar­twych" staną się one mar­twe na­prawdę i nie­odróż­nialne od dzie­dzic­twa Ma­jów czy Az­te­ków, my zaś bez nich - prze­strzega dzie­więt­na­sto­wieczny homme de let­tres Mat­thew Ar­nold, a także dwu­dzie­sto­wieczni po­eci T.S. Eliot i W.H. Au­den - bar­ba­rzyń­cami bez hi­sto­rycz­nej przy­na­leż­no­ści.

Piotr No­wak

Za­stępca Re­dak­tora Na­czel­nego