Kronos 3/2024. Demodok - Opracowanie zbiorowe

Kup ebooka

30.00 zł
24.00 zł (21,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Nu­mer "Kro­nosa", który przed­kła­damy Pań­stwu do lek­tury, to fol­low-up nu­meru o Pla­to­nie sprzed je­de­na­stu lat. Pa­tro­nem du­cho­wym obu pu­bli­ka­cji jest Leo Strauss, który za­wsze słu­żył nam do­brą radą i su­ge­stiami. W tam­tym nu­me­rze ogło­si­li­śmy nie­tłu­ma­czony na pol­ski dia­log Pla­tona Epi­no­mis. Fi­lo­zof ba­dał w nim gwiazdy, za­sta­na­wia­jąc się, co z nich wy­nika dla ży­cia, ja­kie pro­wa­dzi na ziemi. De­mo­dok - ostatni nie­opu­bli­ko­wany do tej pory po pol­sku tekst Pla­tona - jest inny na tle reszty jego twór­czo­ści. Struk­tura De­mo­doka za­sad­ni­czo różni się od re­guł kon­stru­owa­nia dia­logu cha­rak­te­ry­stycz­nych dla szkoły so­kra­tyczno-pla­toń­skiej i bar­dziej przy­po­mina zwarty tekst ani­żeli dia­log. Na­to­miast nie­zmienne po­zo­stają same wątki, zwłasz­cza kry­tyka de­mo­kra­cji jako rzą­dów wielu. Pla­ton za­sta­na­wia się w tek­ście, na ja­kich pod­sta­wach wy­borcy for­mu­łują opi­nie i od­dają swoje głosy. Czy ra­dzą się sie­bie na­wza­jem? Czy po­tra­fią sobą roz­po­rzą­dzać? Jak od­róż­niają rady głu­pie od mą­drych wska­zó­wek i traf­nych pod­po­wie­dzi? Czy moż­liwe jest przej­ście od wie­dzy do nie­wie­dzy (rów­nież od­wrot­nie) i w ja­kich oko­licz­no­ściach to się od­bywa? Co ustala się w sys­te­mie gło­so­wa­nia: prawda czy fałsz? Jaki po­ży­tek pły­nie z agonu wielu roz­mów­ców, skoro do po­zna­nia prawdy wy­star­czy je­den głos (383d)? Tylko jak go usły­szeć? Kim w de­mo­kra­cji jest eks­pert i na czym mia­łaby po­le­gać war­tość jego eks­per­tyzy? A może ??????? ?????? ???? ????????, "każdy strzela, jak się mu po­doba" (Pla­ton, Sy­zyf, 391b)? Wie­lość zróż­ni­co­wa­nych czy też po­łą­czo­nych w przy­pad­ko­wym uni­sono gło­sów nie pro­wa­dzi do prawdy - czy­tamy w De­mo­doku - de­mo­kra­cja zaś oparta jest na fun­da­men­tal­nej bla­dze i pod­waża róż­nicę mię­dzy prawdą a fał­szem. Wy­bory do­ko­ny­wane en masse jesz­cze bar­dziej ją za­cie­rają.

Pla­ton to awers obec­nego nu­meru. Jego re­wer­sem jest anty-Pla­ton, Frie­drich Nie­tz­sche ("Ja­sny dzień; śnia­da­nie; po­wrót zdro­wego roz­sądku i po­gody du­cha; Pla­ton czer­wony ze wstydu; pie­kielna wrzawa wszyst­kich wol­nych du­chów", Zmierzch bo­żyszcz).

Idea mię­dzy­na­ro­do­wej kon­fe­ren­cji na te­mat ak­tu­al­no­ści my­śli Frie­dri­cha Nie­tz­schego - bo to z niej po­cho­dzą ze­brane w nu­me­rze tek­sty - po­ja­wiła się przy wi­nie. Jej szcze­góły oma­wia­łem przez wiele wie­czo­rów z dr. Wil­lia­mem Wo­odem. W któ­rejś z roz­mów po­ja­wiło się na­zwi­sko fi­lo­zofa nie­miec­kiego Vol­kera Ger­hardta, urzęd­nika na­uki, ja­kich wielu. Nie by­łoby o kim mó­wić, gdyby nie za­cze­pił on Nie­tz­schego w spo­sób gra­ni­czący z im­per­ty­nen­cją, pro­tek­cjo­nal­nie. Na­przód pro­fe­sor Ger­hardt wska­zał na nie­prze­mi­ja­jącą ak­tu­al­ność pism Nie­tz­schego. Pi­sał, że "mimo okre­so­wych wąt­pli­wo­ści Frie­drich Nie­tz­sche rze­czy­wi­ście na­leży do wiel­kich my­śli­cieli. Choć jego dzieło po­zo­stało nie­mal pod każ­dym wzglę­dem nie­do­koń­czone - do­da­wał - i choć wiele jego my­śli wy­czer­pało się we wznio­słych ge­stach i nie ma w jego pi­smach ani jed­nej idei, któ­rej nie można by zna­leźć gdzie in­dziej, i tak stał się on fi­gurą po­mni­kową". A więc zna­cze­nie dzieła Nie­tz­schego wy­czer­puje się we "wznio­słych ge­stach", samo dzieło zaś na­leży uznać za mało ory­gi­nalne, choć ja­koś tam atrak­cyjne z uwagi na formę li­te­racką. Tego ro­dzaju po­chwały - prze­ko­ny­wał Wil­liam - są za­ska­ku­jąco po­wszechne w re­cep­cji Nie­tz­schego. Ktoś mógłby za­py­tać: czy ma­jąc ta­kich przy­ja­ciół, Nie­tz­sche po­trze­buje jesz­cze wro­gów? Je­śli Nie­tz­sche rze­czy­wi­ście "na­leży do wiel­kich my­śli­cieli", ważne jest, aby­śmy wy­ka­zali, dla­czego przez po­nad sto lat po śmierci fi­lo­zofa po­zo­staje on na­dal ważny - jako nie­za­stą­pione źró­dło pro­wo­ka­cji i wni­kli­wo­ści, a nie tylko jako uta­len­to­wany re­tor, po­wta­rza­jący my­śli po in­nych, także po Pla­to­nie. Chęt­nie zgo­dzi­łem się z Wil­lia­mem i ją­łem za­sta­na­wiać się nad pol­skim wkła­dem w fi­lo­zo­fię Nie­tz­schego.

Za­czą­łem od po­czątku. Szybko zro­zu­mia­łem, że fi­lo­zo­fię Nie­tz­schego wpro­wa­dzały do my­śli pol­skiej ko­biety. W 1894 roku pierw­szą mo­no­gra­fię o nim na­pi­sała Ma­ria Prze­wó­ska, za­raz po niej, bo w 1896 roku zro­biła to Zo­fia Da­szyń­ska. Ta druga mo­no­gra­fia była wy­raź­nie lep­sza, bar­dziej sys­te­ma­tyczna. Wszakże na prze­ło­mie XIX i XX wieku mó­wiono i pi­sano w Pol­sce o Nie­tz­schem je­dy­nie w ga­ze­tach, wi­dząc w nim po tro­chu an­ty­de­mo­kra­tyczną sen­sa­cję albo - czę­ściej - ko­goś, kto wy­my­śla lu­dziom od naj­gor­szych i - tro­chę jak Jo­na­than Swift - wy­biera to­wa­rzy­stwo koni.

Do końca XIX wieku uka­zy­wały się w Pol­sce głów­nie frag­menty pism Nie­tz­schego na pra­wach afo­ry­zmu. Ga­zety lu­bią ży­wić się frag­men­tami, to­też głów­nie w nich wła­śnie można było spo­tkać ja­kieś zu­peł­nie przy­pad­kowe, wy­rwane z kon­tek­stu zda­nia. W 1901 roku uka­zało się po pol­sku pierw­sze ob­szerne dzieło Nie­tz­schego: Tak mó­wił Za­ra­tu­stra w prze­kła­dzie Ma­rii Cumft i jej męża. Ona sama parę lat póź­niej opu­bli­ko­wała tłu­ma­cze­nie Wa­gnera w Bay­reuth. No a po­tem Nie­tz­schego w Pol­sce prze­jęli dzien­ni­ka­rze i po­eci. Ci ostatni prze­tłu­ma­czyli i wy­dali w ciągu paru lat wszyst­kie jego książki. Do dziś znamy go przede wszyst­kim w tam­tych prze­kła­dach.

W Pol­sce ko­mu­ni­stycz­nej fi­lo­zo­fia Nie­tz­schego była ob­jęta za­ka­zem. Je­śli uka­zy­wały się ja­kieś książki o nim, były to książki po pro­stu bar­dzo złe, pi­sane przez aka­de­mic­kich tro­glo­dy­tów. Ko­mu­ni­ści nic z niego nie chwy­tali, po­wta­rza­jąc jak man­trę my­śli Lu­kácsa o Nie­tz­schem jako fi­lo­zo­fie fa­szy­stow­skim. Na opak wy­kła­dali jego naj­waż­niej­sze idee, nie ro­zu­mieli - nie mo­gli zro­zu­mieć - "pa­tosu wyż­szo­ści", który sta­wiał go po­nad nimi.

Piotr No­wak

Za­stępca Re­dak­tora Na­czel­nego