Kronos 3/2019. Florenski - Opracowanie zbiorowe

Kup ebooka

20.00 zł
15.99 zł (14,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać
?

Od strony osobowej grzech przejawia się w obumieraniu uczuć, rozpadzie myśli na litery alfabetu, dezintegracji we wszystkich sferach ducha, opętaniu przez szczegół. Obrazuje go uśmiech Giocondy - występny, sceptyczny, dwulicowy; wyrażający "wiem swoje". A więc czyje? "W istocie to uśmiech grzechu - czytamy w opus magnum Florenskiego - pokusy, czaru, uśmiech rozwiązły, podniecający, nie wyrażający niczego pozytywnego (na tym właśnie polega jego tajemniczość!) poza jakimś zmieszaniem wewnętrznym, jakimś wewnętrznym zamętem ducha, ale także brakiem skruchy" (Filar i podpora prawdy, przeł. Jacek Chmielewski, s. 145). Dusza Giocondy - dusza Zachodu - ulatuje, wymyka się samej sobie, nie bardzo wiadomo, gdzie. Na jej miejsce wchodzą bezosobowe mechanizmy. Psychologowie zajmujący się preparowaniem nowoczesnej duchowości to w gruncie rzeczy "prostytutki" - za pieniądze, mówi pop, gubią siebie i innych.

Teoretyczne podstawy grzechu stworzyła filozofia Kanta, "cała utkana [...] z tajemniczych uśmiechów, dwuznacznego przenikania się "tak" i "nie". Ani jedno pojęcie nie wydaje z siebie czystego tonu, one tylko jęczą. W rzeczy samej system Kantowski to system genialny - genialniejszy od tego, co było, jest i co będzie [...]. Na tym polega jego diabelstwo. Kant to diabeł" (Paweł Florenski, podaję za: Natalia Boniecka, Русский Фауст XX века, s. 279).

Kant - zgodnie z logiką Floreńskiego - był więc diabłem. Czy był również - zgodnie z tą samą aberracją - Żydem? Nawet jeśli nim nie był, to mógł się nim stać. Żydzi zawdzięczają to, kim są, tradycji. Tacy są - scil. tacy byli, gdyż już ich nie ma - Żydzi religijni, ale nie Żydzi oświeceni. Tymi kołuje bies. Żydzi oświeceni to pospołu komuniści i liberałowie, awangarda postępu, wyznawcy Kościoła "wiecznego pokoju". Szukają zbawienia w dostatku i materializmie, naznaczając swymi dążeniami całą współczesną epokę. Wykorzenieni, poruszają się w tym świecie swobodnie, szybko, bez zobowiązań. Niszczą wszystko, co staje w poprzek ich starań. Bóg - myśli Floreński - stanowi dla nich relikt wstydliwej przeszłości, nie jest też żadnym ograniczeniem, prędzej obciachem, cepelią. W tym sensie mordy rytualne religijnych Żydów na chrześcijanach może sympatyczne nie były, natomiast są jako takie w pełni zrozumiałe, skoro stanowią element ich mistycznego odczuwania sacrum. Wtedy też padają te straszne, odrażające słowa: "Przyznaję, iż Żydzi chłepczący krew są mi o wiele bliżsi od tych, którzy tego nie robią [...]. Ci pierwsi to Żydzi prawdziwi, drudzy - to parchy" (Paweł Florenski, podaję za: Natalia Boniecka, Русский Фауст XX века, s. 287).

Historyczną katastrofę może przełamać jedynie "nowe średniowiecze". W eseju o "przypuszczalnym ustroju państwowym w przyszłości" Florenski postuluje powrót do "faraońskich" projektów politycznych, a więc stworzenie takiej struktury władzy, która nawiązywałaby do platońskiej Rady Nocnej czy "Państwa Bożego". Wyszykowani w laboratoriach genetycznych chrześcijanie mieliby się kłonić nowemu księciu, który dla ich dobra zniszczyłby stary świat i wymyślił nowy.

"Przyszły system polityczny naszego kraju czeka na kogoś, kto mając intuicję i wolę, nie będzie się bał zerwać otwarcie z więzami przedstawicielstwa, stronnictw partyjnych, prawa wyborczego, z innymi jeszcze rzeczami, by poddać się celowi, który jawi mu się jako najważniejszy. Każdy tytuł do władzy [...] prawo wyborcze (umówmy się tak) to stara szmata, której miejsce przeznaczone jest w krematorium. Istnieje tylko jedno prawo pozwalające na stworzenie nowego, otwierającego nowy okres w historii systemu politycznego, obligujące także związaną z nim nową kulturę. Prawem tym jest potęga geniuszu, potęga tworzenia takiego systemu. To prawo nie pochodzi od ludzi i dlatego zasługuje na miano prawa boskiego. I bez względu na to, czy nazywany jest taki twórca kultury dyktatorem, władcą [правителем], imperatorem, czy jeszcze jakoś inaczej, uznamy go za pana prawdziwego [самодержец] i będziemy mu posłuszni nie ze strachu, ale przez wzmożoną świadomość, iż mamy oto cud i żywą manifestację twórczej mocy ludzkiej" (Paweł Florenski, Предполагаемое государственное устройство в будущем, część druga).

Lecz o tym wszystkim czytelnik nie dowie się z tego numeru "Kronosa", ponieważ zamiarem naszym nie była prezentacja antyjudajskiej, potem zaś wyraźnie antysemickiej strony pisarstwa Florenskiego. Wątki te są natomiast - o czym mogłem przekonać się w ostatnich latach, biorąc udział w licznych debatach z uczonymi rosyjskimi - przedmiotem pogłębionej analizy w dzisiejszej Rosji. I niech tak zostanie. Niechaj sami Rosjanie naprzód uporają się z problematyczną schedą po swoim enfant horrible. W numerze "Kronosa" czytelnik znajdzie więc wspaniałe eseje Florenskiego o Hamlecie, kulturze egejskiej, realizmie, estetyce okładki czy symbolice marzeń sennych i ani słowa o polityce, mniejszościach narodowych i ich denominacji.

Ojciec Paweł Florenski odznaczał się nieprzeciętną umysłowością, co przyznają właściwie wszyscy, nawet niechętny mu Bierdiajew. "Był dla mnie - to słowa Siergieja Bułgakowa - nie tylko uosobieniem genialności, ale dziełem sztuki" (przeł. Zbigniew Podgórzec). Jednocześnie bywał fanatycznym wariatem, kolejnym maksymalistą rosyjskim, z którym, jak z pijanym wujkiem na weselu, nie bardzo wiadomo, co począć. Jego pisma polityczne i społeczne dostarczały złych odpowiedzi na poprawnie stawiane pytania: o Boga, ludzką bezdomność, merkantylizm, moc nazywania, maszynowy charakter współczesnego świata.

Rosja z przełomu wieków XIX i XX była najbardziej konserwatywnym państwem na kontynencie europejskim. Wszakże nawet ona nie potrafiła przeciwstawić się idącym z Zachodu prądom i tendencjom. Modernizacja bolszewicka nie tylko podsuwała złe odpowiedzi na "odwieczne rosyjskie pytania"; ona zniszczyła następnie możliwość stawiania takich pytań, zniszczyła Rosję samą, prawdopodobnie nieodwracalnie. A Florenski? Po rewolucji pozwolono mu jeszcze trochę zajmować się elektryfikacją kraju, damską modą i heraldyką. Przez parę lat badał strukturę zlodowacenia podziemnego na dalekiej północy. Zdobył nawet tytuł inżyniera i uznanie towarzyszy radzieckich. Potem go zabito.

Piotr Nowak

Zastępca Redaktora Naczelnego