Kronos 2/2022 Filozofia tantryzmu - Opracowanie zbiorowe

Kup ebooka

30.00 zł
24.00 zł (21,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Cia­ło jest pro­ble­mem dla my­śli - cia­ło jako to, co obce, co par­ty­ku­la­ry­zu­je, ró­żni­cu­je, prze­ciw­sta­wia. Wszel­ki dys­kurs, w szcze­gól­no­ści fi­lo­zo­ficz­ny, jest for­mą my­śli i jako taki jest ra­dy­kal­nie an­ty­te­tycz­ny w sto­sun­ku do cia­ła. Myśl do­cho­dzi do swych gra­nic, for­mu­łu­jąc po­jęcie jed­no­ści, któ­re nie tyl­ko zno­si ró­żni­ce mi­ędzy roz­ma­ity­mi for­ma­mi my­śli, ale też pro­wa­dzi do prze­kro­cze­nia jej wła­snej au­to­no­mii, wła­śnie jako cze­goś ró­żne­go od cia­ła. Tu do­ty­ka ona tego, co nie­wy­po­wia­dal­ne i po­za­słow­ne, z czym musi się skon­fron­to­wać naj­bar­dziej na­wet wy­szu­ka­na abs­trak­cja kon­cep­tu­al­na. Ruch ten wi­dać w kla­sycz­nym pla­to­ńskim du­ali­zmie psy­cho­fi­zycz­nym, alie­nu­jącym cia­ło z dzie­dzi­ny czy­ste­go my­śle­nia, symp­to­ma­tycz­nie uzna­jącym je za grób du­szy, co jed­nak prze­zwy­ci­ęża sama myśl. Ekwi­wa­len­cja po­jęć soma/sema ma bo­wiem ukry­ty sens prze­kra­cza­jący ich opo­zy­cyj­no­ść: cia­ło jest gro­bem, lecz za­ra­zem zna­kiem du­szy (Kra­ty­los, 400b-c). Do tego sa­me­go wnio­sku do­cho­dzi Freud, gdy mówi, że "psy­che jest roz­ci­ągła, lecz o tym nie wie" (no­tat­ka z 20 sierp­nia 1938). Nie­świa­do­mo­ścią psy­che jest cia­ło - jest ono tym, co do­ma­ga się uświa­do­mie­nia. Po­dob­nie twier­dzi Bla­ke: "to, co Cia­łem zwie­my, jest cząst­ką Du­szy ro­ze­zna­wa­ną przez pięć Zmy­słów, przez owe głów­ne w wie­ku na­szym Du­szy wni­jścia" (Za­ślu­bi­ny Nie­ba i Pie­kła). Samo po­jęcie jed­no­ści im­pli­ku­je sze­reg po­stu­la­tów: po pierw­sze jed­no­ści świa­do­mo­ści i cie­le­sno­ści (przed czym wzdry­ga się myśl czy­sta), po dru­gie jed­no­ści ciał (przed czym wzdry­ga się par­ty­ku­lar­ne cia­ło). W ten spo­sób myśl wsku­tek po­za­dy­skur­syw­nej jed­no­ści z tym, co wo­bec niej obce, musi wy­kro­czyć poza sie­bie i do­jść do swo­jej osta­tecz­nej kon­se­kwen­cji - mil­cze­nia.

Sym­bo­lem tego ru­chu ucie­le­śnie­nia świa­do­mo­ści jest przede wszyst­kim Eros. Re­li­gia po­tocz­nie poj­mo­wa­na wy­da­je się lo­ko­wać w zu­pe­łnie in­nym re­jo­nie. "Do­brze jest czło­wie­ko­wi nie ty­kać się nie­wia­sty", po­wia­da Pa­weł z Tar­su. Ma­łże­ństwo nie jest dlań ak­tem hie­ro­ga­mii, lecz tyl­ko an­ti­do­tum na "nie­bez­pie­cze­ństwo roz­pu­sty", da­nym "z wy­ro­zu­mia­ło­ści", "aby wsku­tek nie­wstrze­mi­ęźli­wo­ści wa­szej nie ku­sił was sza­tan" (1 Kor 7). Jesz­cze Ril­ke­mu wy­da­wa­ło się, że "nie po­sia­da­my żad­nej re­li­gii, w któ­rej mo­gły­by zo­stać od­da­ne do­świad­cze­nia ero­tycz­ne, tak do­słow­ne i uchwyt­ne, a za­ra­zem tak nie­wy­po­wia­dal­ne i nie­ty­kal­ne" (list do Ru­dol­fa Bo­dlän­de­ra z 23 mar­ca 1922). Ist­nie­je jed­nak, o czym Ril­ke nie wie­dział, cały sze­reg tra­dy­cji re­li­gij­nych, któ­re zgo­ła od­mien­nie trak­tu­ją cia­ło, nie jako sza­ta­ńskie źró­dło grze­chu, lecz jako wro­ta bo­sko­ści. Bóg nie jest wów­czas je­dy­nie za­świa­to­wym stwór­cą i pra­wo­daw­cą, lecz wcie­lo­nym w świat i w nim uobec­nia­jącym się du­chem; nie tyl­ko pierw­szą przy­czy­ną spraw­czą, lecz im­ma­nent­ną we wszel­kim jego ru­chu cau­sa im­ma­nens (Spi­no­za): "Roz­łup­cie drze­wo, ja tam je­stem. Pod­nie­ście ka­mień, a znaj­dzie­cie mnie tam" (Ewan­ge­lia To­ma­sza, 77). Nie cho­dzi tu o pro­sty pan­te­izm, lecz o kon­kret­ne prak­ty­ki ry­tu­al­ne ada­mi­ty­zmu: "Wej­dzie­cie do kró­le­stwa, je­śli czy­ni­cie dwa jed­nym", "je­śli czy­ni­cie męskie i że­ńskie jed­nym" (ta­mże, 22), "gdy będzie­cie się roz­bie­rać, nie wsty­dząc się" (ta­mże, 37), "znaj­dzie­cie kró­le­stwo, po­nie­waż po­cho­dząc z nie­go, po­now­nie tam wej­dzie­cie" (ta­mże, 49).

Ril­ke nie był świa­dom ist­nie­nia tra­dy­cji re­li­gij­nych, któ­re w sfe­rze dok­try­nal­nej uzna­ją bo­sko­ść ma­te­rii, a w sfe­rze ry­tu­al­nej wi­ążą li­tur­gię z cie­le­sno­ścią i sek­su­al­no­ścią, do­ko­nu­jąc w ak­cie ofiar­nym trans­sub­stan­cja­li­za­cji cia­ła, "prze­mia­ny fi­zjo­lo­gii w li­tur­gię" (Elia­de). Wie­dział jed­nak o nich już Octa­vio Paz, któ­ry w Po­dwój­nym pło­mie­niu za­uwa­żył, że "ka­żda z wiel­kich hi­sto­rycz­nych re­li­gii wy­two­rzy­ła na swo­ich pe­ry­fe­riach albo i na­wet w swo­im wła­snym wnętrzu sek­ty, ru­chy, ryty i li­tur­gie, w któ­rych cia­ło i seks są dro­ga­mi ku bo­sko­ści [...] ko­pu­la­cja ry­tu­al­na była prak­ty­ko­wa­na przez tan­tryj­skie sek­ty w In­diach, przez tao­istów w Chi­nach, przez gno­stycz­nych chrze­ści­jan znad Mo­rza Śró­dziem­ne­go [...] przez ana­bap­ty­stów Jana z Lej­dy". Przy­pa­dek skraj­ny sta­no­wią ben­gal­scy bau­lo­wie, któ­rzy od­rzu­ca­ją au­to­ry­tet pi­sma i in­sty­tu­cji, za for­mę kul­tu uzna­jąc je­dy­nie tan­trycz­ne prak­ty­ki cie­le­sne, eks­ta­tycz­ny ta­niec i śpiew. Jak pi­sał Ta­go­re w ese­ju In­dyj­ska re­li­gia lu­do­wa: "Bau­lo­wie nie mają świ­ąty­ni ani świ­ęte­go ob­ra­zu, tak skraj­na pro­sto­ta jest po­trzeb­na, aby osi­ągnąć cel, ja­kim jest uświa­do­mie­nie so­bie we­wnętrz­nej bli­sko­ści Boga. Bau­lo­wie mają fi­lo­zo­fię, któ­rą na­zy­wa­ją fi­lo­zo­fią cia­ła, wsze­la­ko trzy­ma­ją ją w ta­jem­ni­cy, jest ona prze­zna­czo­na tyl­ko dla adep­tów. Cho­dzi w niej o to, że świ­ąty­nią jest samo cia­ło czło­wie­ka, to w jej we­wnętrz­nym sank­tu­arium bo­sko­ść uka­zu­je się du­szy, jed­nak klucz mo­żna otrzy­mać tyl­ko od wta­jem­ni­czo­nych. Nie jest on do­stęp­ny dla nas, pro­fa­nów".

Tra­dy­cje tan­trycz­ne często są na­zy­wa­ne "ście­żką le­wej ręki" (wa­ma­ća­ra). W mi­sty­ce ży­dow­skiej (ka­ba­le) mówi się o prze­jściu na lewą stro­nę (si­tra achra) i od­kry­ciu in­ne­go Boga (deus alie­nus, el 'acher) za spra­wą wy­zwa­la­jące­go aktu trans­gre­sji, "zba­wie­nia przez grzech" (Scho­lem). Zna­mien­ne, że ta eks­ta­tycz­na for­ma an­ty­no­micz­nej re­li­gii przyj­mu­je po­stać kul­tu świ­ętej że­ńsko­ści: Sze­chi­ny w ka­ba­le, So­fii w gno­zie, Śak­ti w tan­try­zmie. Na­rzu­ca się w tym miej­scu py­ta­nie: jaka tra­dy­cja eu­ro­pej­ska jest tu­tej­szym od­po­wied­ni­kiem tan­try? Hi­sto­ry­cy re­li­gii wska­zu­ją na re­li­gie mi­ste­ryj­ne, szcze­gól­nie na naj­dłu­żej funk­cjo­nu­jące w Eu­ro­pie mi­ste­ria ma­triar­chal­ne w Eleu­sis. Wspó­łcze­śni hi­sto­ry­cy pla­to­ni­zmu do­pa­tru­ją się tan­try w teur­gii neo­pla­to­ńskiej. Dla­cze­go jed­nak nie u sa­me­go Pla­to­na, któ­re­go dia­lo­gi są "pró­bą li­te­rac­kiej po­pu­la­ry­za­cji mi­ste­riów eleu­zyj­skich" (Col­li)? By­łby więc pla­to­nizm eu­ro­pej­skim tan­try­zmem? Tego do­wo­dzą za­pi­ski pol­skie­go pla­to­ni­ka, a za­ra­zem znaw­cy ka­ba­ły Krzysz­to­fa Mau­ri­na. Su­po­zy­cja ta wy­da­je się wstrząsa­jąca, zwa­żyw­szy na po­tocz­ne ro­zu­mie­nie po­jęcia mi­ło­ści pla­to­nicz­nej, któ­re być może nie jest ni­czym wi­ęcej, jak kul­tu­ro­wo brze­mien­nym nie­zro­zu­mie­niem pla­to­ńskiej iro­nii. Pla­ton jako tan­tryk oka­za­łby się wów­czas nie tyle me­ta­fi­zy­kiem, sy­tu­ującym bo­sko­ść w za­świa­to­wej trans­cen­den­cji, ile na­tu­ra­li­stą-fi­zy­kiem, a sama phy­sis ko­lej­ną fi­gu­rą że­ńsko­ści, pra­ma­cie­rzy, na­tu­ry, któ­ra lubi się ukry­wać - po to tyl­ko jed­nak, aby w ko­ńcu się od­kryć.

An­drzej Se­ra­fin

Re­dak­tor