Wyprawa po skarb
Dzień przed wyprawą po skarb wydał się bardzo ponury, a to za sprawą nadciągającej burzy. Do tej pory pogoda sprzyjała podróżnikom ale nagle na niebie pojawiło się mnóstwo czarnych jak węgiel chmur, które przesłoniły słońce i sprawiły, że zapanowała na długi czas ciemność.
Zosia musiała zaufać instynktowi i Niuniusiowi, który miał prowadzić drużynę do celu. Bies obwąchał mapę i klejnot, który w czasie burzy nie działał poprawnie, a następnie zaczął kierować załogę w kierunku północnym.
W strugach deszczu dotarli do lasu, a później do niewielkiego zagajnika otoczonego pierścieniem kamieni. Królewna zsiadła z wierzchowca i udała się pieszo w kierunku niewielkiego ołtarzyku położonego na samym środku polany. Tam spoczął Niuniuś.
Ołtarz zbudowany z marmuru mieścił mały otwór, który ukazał się oczom Zosi, kiedy odsunęła trawę, która go przesłaniała.
- To musi być otwór na klucz, a ołtarz jest zapewne wejściem do krypty - stwierdziła pewna dziewczyna klęcząc przy marmurowej płycie i macając dziurę.
- A skąd weźmiemy klucz, do tej pory nie było mowy o żadnym - powiedziała Martyna drapiąc się po głowię uklęknąwszy obok przyjaciółki.
- Mamy go cały czas ze sobą - powiedziała królewna sięgając do skórzanej torby po jakiś przedmiot.
- Klejnot jest kluczem? - Zapytała zdziwiona Sławomira przyglądając się całej sytuacji.
- Tak, spójrzcie, ma taki sam kształt jak otwór, to takie oczywiste - odpowiedziała Zosia wpychając klejnot do otworu i przekręcając go delikatnie.
Płyta zaczęła się odsuwać i po chwili opadła na ziemię odsłaniając tym samym schody. Korytarze były dość ciasne, królewna zarządziła, że do środka wejdą tylko w trójkę, reszta miała zostać na zewnątrz i rozstawić obozowisko.
Schodząc w dół czuły dziwny zapach spalenizny, "jakby ktoś palił siarkę" - myślały. Ukazały się pierwsze drzwi, za małą dziurą u góry widać było strażnika. Dalszej części pilnował golem ognia. Zosia znała to stworzenie doskonale, takich strażników pozostawiali magowie, kiedy chcieli chronić swoje cenne przedmioty.
- Woda, potrzebne będą wiadra z wodą - rozkazała dziewczyną królewna - tylko tak zniszczymy strażnika.
Posłuszne przyjaciółki pognały na górę i przyniosły kilka wiader napełnionych wodą z niedalekiego strumyka.
- Otworze drzwi, a wy ochlapcie stwora - powiedziała Zosia po czym szybkim ruchem uchyliła drzwi i przykucnęła, a Martyna i Sławomira wylały wszystkie wiadra z wodą wprost na golema.