Fragment Kodeksu Triady Czarownic.
My, które niegdyś chodziłyśmy po ziemi Doliny i strzegłyśmy jej światła - Selena, Ariana i Walkiria, Córki Światła i Cienia - spisujemy ten Kodeks, by pamięć o nas nie zginęła, a moc naszych artefaktów nie popadła w zapomnienie.
Z miecza powstała Moc,
by bronić świat przed mrokiem.
Z Księgi wypłynęła Wiedza,
by światło nigdy nie zgasło.
Z Kotła narodziło się Życie,
by to co umiera, mogło powrócić.
Lecz gdy Cień pożre nasze serca, a zdrada zrodzi zło silniejsze niż śmierć - wówczas artefakty zostaną rozdzielone, a pamięć o Triadzie zniknie w odmętach czasu.
Tylko Trzy Córki Trzech odnajdą na nowo Ścieżkę. One wypowiedzą słowa, które przywrócą pamięć i zjednoczą los. One dopełnią Rytuału Odrodzenia a Miecz, Księga i Kocioł znów przemówią jednym głosem. Niechaj więc szukają - lecz nie oczami, a sercem. Bo tylko czyste serce odnajdzie drogę do Triady, a tylko Jedność Trzech otworzy Bramę Zapomnianej Potęgi.
Jako rzecze Kodeks, niech tak się stanie!
Trzeci tom dedykuję sobie -
za to, że miałem odwagę spojrzeć w Lustro Seleny, wypowiedziałem Zaklęcie Ariany i uwierzyłem,
że Rytuał Walkirii skrywa moc spełnionych marzeń.
Dedykację tę kieruję także do Was,
Czytelników, bo bez Was magia tej opowieści nie
rozświetliłaby świata.
Niech Kroniki Czarownic będą świadectwem,
że nawet w ciszy, samotności i zwątpieniu
można odnaleźć własną moc.
4. Rozmowy przy Ogniu
Cisza. Huk. Krzyk i znowu cisza. Powietrze wokół Amelii zadrżało a ona poczuła ogromny ból i pustkę w sercu. Coś w niej pękło, gdy nie odnalazła obecności Sary w swoim umyśle.
- Nieeeee!
Kendra zniknęła. Cyntia również zbiegła w stronę lasu, przepędzona przez Wandę. Za wiedźmą pofrunęło kilka wywern, które ocalały w bitwie. Przybyłe na polanę Amanda i Letycja nie zdołały już ich pochwycić.
Amelia zostawiła rannego Marlina, nad którym się pochylała, smarując jego rany maścią z wrotyczu, Sylfionu i łoju. W powietrzu wciąż unosił się jej silny aromat, pomieszany z zapachem krwi, potu i smrodem pozostałości po nekromantycznych stworzeniach. Dziewczyna wytarła dłonie o spodnie i odszukała wzrokiem Wiolettę.
Ta klęczała, trzymając się mocno za głowę i kołysząc się w tył i w przód. Obok niej, również na kolanach, Wiktor wył z rozpaczy, z martwą Sarą w ramionach.
- Nie, nie, nie... - szeptała do siebie Amelia, biegnąc w stronę przyjaciół - Tylko nie ona! - jej głos osłabł i po chwili osunęła się bez zmysłów na ziemię.
- Zemdlała - oznajmił Artur, przyklękając na jedno kolano obok swojej dziewczyny. Jego błękitne oczy patrzyły na nieruchome ciało rudowłosej Sary. Jej złoty medalion drgał słabym blaskiem a obrączka na jej palcu migotała zielonym światłem.
Wioletta poruszyła się niespokojnie, gdy Damian delikatnie położył rękę na jej drżącym ramieniu.
Cisza była wręcz namacalna. W kręgu wokół Wiktora zebrali się wszyscy uczestnicy bitwy. Amanda i Letycja tuliły się do siebie, patrząc z niedowierzaniem na Sarę leżącą bez zmysłów. Wanda cicho załkała, zakrywając usta dłońmi. Wioletta opuściła ręce wzdłuż ciała, a łzy nie przestawały jej płynąć z jej rozmazanych od tuszu oczu. Po chwili przez tłum zebranych przetoczył się zduszony pomruk, gdy do kręgu wkroczył duży bury kot.
- Miauuuuuu! - jego głos przypominał płacz, który zbudził nieprzytomną Amelię.
- Artemis! - szepnęła Amelia, ocierając twarz. Wciąż nie wierzyła w to co widzi... Kendra zabiła Sarę!
Artemis wpatrywał się w swoją Sarę, spoczywającą w ramionach Wiktora tak intensywnie, jakby chciał samym spojrzeniem przywrócić jej życie.
- Śmierć jeszcze po nią nie sięgnęła! - Amelia i Wioletta poderwały głowy, słysząc słowa Afuna.
Faun przyklęknął obok Wiktora i pogłaskał kota po głowie. Przyłożył dłoń do poranionej twarzy Sary i zamknął oczy. Wymruczał cicho dwa albo trzy słowa i otwierając oczy, zwrócił się do Artemisa :
- Wiesz co trzeba będzie robić, przyjacielu.
Kot cicho zamruczał i zrobił kilka kółek między nogami fauna.
- Zabierzmy ją do Korzenia - rzekł Afun, wstając - Trzeba opatrzyć jej rany - wszyscy spojrzeli na niego ze zdziwieniem - Pozwól chłopcze, że ja to zrobię.
Afun przejął delikatnie od Wiktora ciało Sary w swoje wielkie ramiona, unosząc ją jak najdelikatniejszy kwiat. Artemis wskoczył na pierś Sary i zwinął się w kłębek. Już więcej się nie poruszył.
- Artemis! - próbował go skarcić Wiktor.
- Zostaw. Kot wie co robi - mruknął Afun - To jej Towarzysz i teraz wyruszył w tą podróż z nią... By ją odnaleźć.
- Afunie, jesteś pewien że ona... - odezwała się cicho Wioletta, delikatnie ujmując dłoń Sary.
Z drugiej strony Amelia lekko przygładziła kosmyk włosów nieruchomej przyjaciółki, niesionej przez przywódcę Leśnego Ludu.
- Wszystko wyjaśnię w Korzeniu! - przerwał Afun, bo już dało się słyszeć z tłumu pojedyncze głosy - Wando, sprowadź proszę Sylvię Wilczewską.
Wanda otarła łzy z policzków i skinęła głową. Po chwili już biegła w stronę miasteczka. A dziwny pochód ruszył przez polanę w stronę lasu.
**********************
Gdy wkroczyli do Korzenia czekały tam na nich Kera, Elia i Patra. Po wyrazach ich twarzy było widać, że są świadome tragedii, jaka miała miejsce. Nikt z przybyłych się nie odezwał. Amelia razem z Wiolettą uniosły swoje różdżki, ich umysły połączyły się i wypowiedziały życzenie - nie zaklęcie. A wtedy w jednej ze ścian Korzenia, plecionej z masy pnączy i korzeni, utworzyła się głęboka nisza. Podobna do łoża lub szerokiej półki, nad która zamigotały ogniki lewitujących świec. Amelia przysiadła po turecku przy niszy, w której Afun złożył ciało Sary. Zaczęła delikatnie smarować rany na jej twarzy swoją uzdrawiającą maścią z Sylfionu i wrotyczu. Wszyscy wiedzieli, że wrotycz jest toksyczną rośliną, jednak w połączeniu z magicznym Sylfionem, tworzył niezwykłą maść uzdrawiającą. Wioletta z czułością wygładzała zmarszczki na ubraniu Sary. Wyglądała tak pięknie, gdy dziś rano przystępowała do egzaminu. W tej czarnej spódniczce i białej koszuli... A teraz wszystko było poszarpane przez szpony wywern, a jej krew przesiąkła przez ubranie. Do dziewcząt dołączyła Kasjopeja cicho nucąc :
- Tam, gdzie wiatr szepcze pośród starych drzew,
A rzeki niosą pamięć dawnych dni,
Śpimy ukryci w snach wieczności,
Czekając, aż znów rozbłyśnie świt.