Kroniki Archeo. Złoty szlak. Tom 11 - Agnieszka Stelmaszyk

-
Proszę czekać
?

Porywisty podmuch wiatru wzbił tumany kurzu. Idąca pośpiesznie kobieta osłoniła twarz jaskrawą chustą w kolorze fuksji. Po chwili przystanęła, rozejrzała się, a potem weszła do grobowca, który jeszcze do niedawna skrywały piaski Pustyni Nubijskiej.

Pustynia Nubijska

rozległa piaszczysta pustynia we wschodniej części Sahary, w Sudanie.

Archeolożka zeszła w głąb tunelu prowadzącego do komory grobowej. Od wielu już tygodni, wraz z kilkoma współpracownikami, warstwa po warstwie usuwała piasek z podziemnego korytarza. Była to ciężka i mozolna praca, ale ekipa była już tylko o krok od spektakularnego odkrycia. Dlatego mimo późnej pory Coreen Cormann wróciła do grobowca. Chciała być zupełnie sama, gdy wreszcie odnajdzie to, czego z takim poświęceniem wytrwale szukała.

Wewnątrz tunelu było duszno i gorąco. Kobieta zdjęła chustę i nałożyła na głowę latarkę czołówkę. Sprawdziła, czy działa, a potem - uzbrojona w szpachelkę i pędzel - przystąpiła do usuwania ostatniej warstwy piasku.

Po dwóch godzinach zrobiła sobie krótką przerwę na łyk herbaty z termosu. I wtedy na moment ogarnęło ją zwątpienie. Czy na pewno szukała we właściwym miejscu? A może bezcenny artefakt dawno już skradziono? Wejście do grobowca zostało przecież uszkodzone - znaleziono ślady po starożytnych rabusiach. Irwin Parker sugerował, żeby prowadzić badania nieco dalej, w sąsiedniej komorze, ale go nie posłuchała. Dopiero teraz zaczęła się zastanawiać, czy słusznie postąpiła. Za parę dni wygasną pozwolenia na prace terenowe i skończy się sezon badań archeologicznych, a jeśli okaże się, że przez upartość Coreen ten zakończy się klapą, szef ekipy nie będzie zadowolony.

Kobieta w zamyśleniu przesunęła dłonią po piasku i nagle serce załomotało jej jak szalone.

W świetle latarki błysnęło złoto!

W tym samym momencie na końcu tunelu usłyszała podejrzany szmer.

Czyżby przyszedł któryś z pracowników?

- Jest tam kto?! - zawołała, lecz nie doczekała się odpowiedzi.

Przez dłuższą chwilę nasłuchiwała, ale niepokojący dźwięk się nie powtórzył.

- Hm, pewnie mi się zdawało - mruknęła, po czym wróciła do pracy.

Ostrożnymi pociągnięciami pędzla oczyściła znalezisko z piasku, a gdy pod jej palcami ukazał się złoty kartusz, zadrżała z emocji.

Kartusz egipski

owalna ramka, w którą wpisywano imię faraona. Przez cały okres panowania władcy kartusz umieszczano w miejscach publicznych, na różnych budowlach i świątyniach.

Nagle tuż za plecami Coreen rozległ się tupot stóp. Obejrzała się gwałtownie, ale w ciemnościach nikogo nie dostrzegła. Uznała więc, że to umysł płata jej figle, i powróciła do przerwanej czynności.

Przyjrzała się dokładnie kartuszowi. Oprócz imienia faraona wyryto na nim również dziwne znaki. Czyżby ostrzeżenie? Słowa klątwy przeznaczone dla intruza zakłócającego spokój zmarłych spoczywających w grobowcu? Mimo wieloletniego doświadczenia archeolożka poczuła się trochę nieswojo. Miała wrażenie, że ktoś ją obserwuje, choć w pustym korytarzu nie było nikogo.

Potrząsnęła głową, jakby chciała odrzucić niepokojące myśli, i ponownie zabrała się do oczyszczania kartusza.

I wtedy znowu usłyszała tupot stóp, przerażający chichot, a na plecach poczuła lodowate dotknięcie.

Włosy zjeżyły jej się na głowie.

- Co to za głupie żarty?! Irwin, to ty?! - krzyknęła rozsierdzona, sądząc, że kolega chce ją nastraszyć.

Mocnym snopem światła z latarki omiotła dokładnie szyb.

Nigdzie nie było śladu żywej istoty.

Otarła zroszone potem czoło, wycofała się z tunelu i energicznym krokiem ruszyła do wyjścia.

Nagle znowu poczuła dotknięcie na plecach.

Zamarła. "To niemożliwe" - pomyślała strwożona. Wstrzymała oddech i mimo woli poczuła paraliżujący strach.

Bardzo wolno się odwróciła, lecz nikogo nie dostrzegła.

Uniosła głowę, by przyjrzeć się sklepieniu. Może jest źle zabezpieczone i to piasek osypuje się na jej ramiona?

Dostrzegła coś dziwnego - jakby pęknięcie, rysę...

- Co to, u licha? - mruknęła.

Oświetliła podejrzane miejsce latarką, ale nie zdążyła mu się lepiej przyjrzeć. Coś szarpnęło ją za ramiona, na szyi poczuła ucisk. Z trudem łapała oddech, szamotała się, lecz coś mocno trzymało ją niewidzialnymi dłońmi.

Na próżno próbowała się uwolnić i wzywać pomocy. Głos uwiązł jej w gardle i tylko bezgłośnie poruszała wargami:

- Ratunkuuu!

Nazajutrz na dnie szybu znaleziono jedynie porzuconą latarkę, szpachelkę i pędzel.

Coreen Cormann zniknęła.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki