Kronika życia i twórczości Stanisława Ignacego Witkiewicza - Opracowanie zbiorowe

Kup ebooka

55.00 zł
45.65 zł (46,75 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Anna Micińska KRONIKA ŻYCIA I TWÓRCZOŚCI STANISŁAWA IGNACEGO WITKIEWICZA 1885-1918

1885

24 lutego w Warszawie urodził się Stanisław Ignacy Witkiewicz, syn Stanisława Witkiewicza (1851-1915) i Marii z Pietrzkiewiczów (1853-1931).

W roku urodzin syna Stanisław Witkiewicz jest redaktorem graficznym "Wędrowca", na którego łamach ogłasza kilkanaście artykułów (m.in. Mickiewicz jako kolorysta), wespół z Antonim Sygietyńskim1 przygotowuje album Maksymiliana i Aleksandra Gierymskich, wiele maluje. Pierwsze miesiące życia Stanisława Ignacego poznajemy z listów, jakie rozkochani rodzice ślą gęsto do - odtąd już "Babci" Elwiry i "Ciotek" - Mery i Żeni2.

[Warszawa] 8 kwietnia: ""Auga" - tak mówi mały, który teraz nazywa się: "Graf Kakin-Razsiusiajew" [...]. Boski jest i nadzwyczajny"3. "Stacha trudno oderwać od małego, siedząc w pracowni, mówi do siebie "auga". Jest to rzeczywiście rozrywka w jego teraźniejszym literacko-artystycznym życiu. Zapomnienie o głupocie ludzkiej i wielu innych rzeczach. Zabawianie się z Małym to odpoczynek dla jego umysłu bardzo często zmęczonego pracą".

27. Maria Witkiewiczowa ze Stasiem Ignacym, fotografia gabinetowa, atelier Konrada Brandla w Warszawie, 1885

8 czerwca Stanisław Witkiewicz zgłosił w parafii św. Aleksandra w Warszawie urodzenie swego syna, podając nieprawdziwą datę 24 marca, aby uniknąć ewentualnych konsekwencji z powodu niedotrzymania obowiązującego terminu sześciu tygodni, w jakim należało to uczynić. Powodem zwłoki było oczekiwanie na przyjazd Heleny Modrzejewskiej, która przyrzekła rodzicom, że będzie matką chrzestną dziecka, ale po otrzymaniu propozycji występów w Anglii udała się najpierw do Warszawy, potem do Paryża, a stąd do Londynu. W Księdze Metrykalnej kancelista parafii dokonał wpisu w języku rosyjskim, który w tłumaczeniu polskim brzmi:

"495. Spisano w Warszawie w Parafii Św. Aleksandra dwudziestego siódmego Maja/ósmego Czerwca tysiąc osiemset osiemdziesiątego piątego roku, o godzinie czwartej po południu. Zgłosił się Stanisław Witkiewicz Artysta Malarz, trzydzieści pięć lat liczący, w Warszawie pod numerem tysiąc trzysta dziewięćdziesiątym pierwszym zameldowany, w obecności Antoniego Sygietyńskiego, Profesora Instytutu Muzycznego, i Józefa Holewińskiego4, Rzeźbiarza, pełnoletnich, zamieszkałych w Warszawie, i przyniósł do Nas niemowlę płci męskiej, urodzone w domu zamieszkania jego, dwunastego/dwudziestego czwartego Marca tego roku o godzinie szóstej wieczorem, przez prawowitą małżonkę jego Marię z domu Pietrzkiewiczów, dwadzieścia dziewięć lat liczącą. Niemowlęciu owemu przy Chrzcie Św. udzielonym tego dnia tylko wodą przez księdza Franciszka Kaczyńskiego, tutejszego Wikariusza, nadano imiona Stanisław Ignacy, a do chrztu podawali: Antoni Sygietyński i Jadwiga Świerzawska5. - Zgłoszenie oddano do miejsca zatrudnienia Ojca. - Akt ten po przeczytaniu przez Ojca, Świadków i przez Nas podpisany został6.

Pierwsze swe "wakacje" "Kalunio"7 (tak nazywany jest w języku domowym kilkumiesięczny Stanisław Ignacy) spędza z rodzicami w Syłgudyszkach u ciotki Anieli Jałowieckiej.

[Syłgudyszki] wrzesień [1885]: "Aniela uszyła małemu wspaniały płaszcz z kapiszonem na podszewce z materii od kapy cioci Anety. Kalunio więc w szatach pradziadów w białej konfederatce wjedzie do Warszawy, witany przez karaluchy i szczury".

1886

W lutym Stanisław Witkiewicz po raz pierwszy wyjeżdża do Zakopanego. Nawiązuje przyjaźń z osiadłym tam już od kilku lat Bronisławem Dembowskim i jego żoną Marią8, którą zresztą - jeszcze jako Marię Sobotkiewiczównę, przyjaciółkę panien Szetkiewiczówien (późniejszych Janczewskiej i Sienkiewiczowej) poznał był w roku 1881 w Meranie. Plonem pierwszego spotkania przyszłego twórcy stylu zakopiańskiego z Tatrami i góralszczyzną były ogłoszone w "Wędrowcu" i w "Kłosach" artykuły: Tatry w śniegu, Zakopane w zimie i Jan Sabała. Oprócz tego pisze, maluje, podejmuje wreszcie bliższą współpracę z czasopismem "Kłosy", których zostaje kierownikiem artystycznym.

1887-1889

Lata te to w życiu Stanisława Witkiewicza okres ogromnej aktywności artystycznej i krytycznej. Publikuje w "Wędrowcu" (Największy obraz Matejki), "Życiu", "Kraju", "Wiśle", "Tygodniku Ilustrowanym", przez Adama Giełguda9 nawiązuje kontakt z londyńskim "Magazine of Art", do którego nadsyła rysunki. Letnie pobyty z rodziną w Zakopanem owocują napisaniem Na przełęczy, drukowanej w roku 1889 w odcinkach w "Tygodniku "Ilustrowanym", artykułem o Tytusie Chałubińskim10 ("Wszechświat" 1889), w "Wiśle" pojawia się jego tekst z rysunkami - Drzwi chaty góralskiej - wynik głębszych studiów nad sztuką i zdobnictwem górali tatrzańskich. Nie przestaje cieszyć się synkiem i jego rozwojem; dzięki raportom składanym rodzinie poznajemy prawdziwe pierwociny talentów - literackiego i malarskiego przyszłego Witkacego: dyktowane ojcu listy do babci i kuzynów oraz wysyłane im rysunki.

W marcu 1887 Kalunio ze słyszenia nauczył się bajki Szybki poseł Klemensa Szaniawskiego. "Ni z tego, ni z owego jednego dnia przebudza się i zaczyna mówić, przekręcając niektóre słowa, ale wybornie podkreślając sens. [...] Pasją małego jest puszczanie baniek mydlanych, godzinami całymi oddaje się temu sportowi. Wyrabia olbrzymie, kolorowe i mówi - "Bija ladna""11.

Zakopane [Bystre, dom Wójciaka] lipiec [1887]: "Jesteśmy od tygodnia w Zakopanem. [...] Używamy go bez względu na pogodę. Nawet mały jak tylko trochę deszcz ustanie, wkłada serdak, kalosze i - "malsz" [...] Mały przy tym tak się cieszy z Górali i ze wszystkiego, co widzi tutaj, że jest zupełnie szczęśliwy. Sabała nocuje często u nas i w ogóle jest naszym bliskim przyjacielem".

[Warszawa] środa, 29 II [1888]: "Najdroższa Matulu! [...] Dziecko skończyło swoje trzy latka bardzo przyzwoicie. Kto ma dzieci, staje się zabobonnym. Ja lękam się przechwalać zdrowiem małego - pamiętając na te wszystkie choroby, które naokoło dziecka czyhają. [...] Z marnego cherlaczka, jakim wyszedł z czasów, kiedy go Matka karmiła, dziś zrobiło się tęgie, zdrowe, silne, energiczne dziecko. Trzeba go widzieć, z jaką miną maszeruje, śpiewając: "Raz tam w karczmie za stołem" - albo jak się toczy ulicą, ubrany jak mazur w brązowej sukmanie, czerwonym pasie i ogromnej rogatej czapce.

[Warszawa] Sobota [1888]: "Matka uszyła mu sukmankę mazurską, więc podpasany czerwonym pasem, w ogromnej granatowej kapocie chodzi po Marszałkowskiej, wysłuchując słupy telegraficzne. W domu maszeruje i śpiewa grubym głosem "Raz tam w karczmie za stołem" - podobno bez żadnego tonu".

[Warszawa] 11 stycznia [1889]: "Stasiek całymi dniami zapracowuje się nad malarstwem i rysunkami, buduje, bawi się w wojsko, gimnastykuje się, śpiewa - "Raz tam w karczmie", "Jak na wiosnę rój" i "Kuma sobie siedziała". Wszystko robi z taką pasją, energią, z przejęciem się, że z satysfakcją na niego patrzę, jest duży, wygląda dobrze i każe wszystkim macać swoje muskuły".

[Warszawa] kwiecień 1889: "Dziecko zdrowe i w ostatnich dniach w wybornym humorze. Ciągle zajęty jest swymi malarskimi robotami, na które zużywa masy papieru [...]. Teraz dostał manii do czapki starej, maciejówki wuja Ignacego i cały dzień nie zdejmuje jej".

[Warszawa] październik 1889: "ciągle zajęty malowaniem lub budowaniem. Dziwny jest w nim wstręt do muzyki, po prostu cierpi, jak słyszy fortepian".

28. Staś Witkiewicz w sukmanie mazurskiej podpasanej czerwonym pasem, fotografia gabinetowa, atelier Konrada Brandla w Warszawie, ok. 1889

[Warszawa, 9 lutego 1890]: "Oto są najnowsze obrazki Kalunia, które posyła Babuni na imieniny: 1. Ojciec, matka, synek i córeczka kupują, koło kolei, balony u baloniarza. 2. Przyszli do domu. 3. Balony się urwały, synek kijem, córeczka parasolem, a ojciec szczotką do zamiatania starają się złapać. Taka jest treść tych obrazów. List Kalunia: - "Czy u Was jest cukier w cukierniczce? A Niunia czy zdrowa? A Janek czy jąka się? Przysyłam dla Babuni na imieniny coś ładnego. Grzebień i szczotkę do czesania i lalkę dla Niuni, a dla Janka kupię, jak wyrosnę, pancerz z epoletami i majtki czerwone żelazne i może Janek będzie się cieszył. [...] Kupię dla Niuni ubranie nowe, jak wyrosnę, i jakąś osobeczkę12 przywiozę i kupię dla Janka konia, a dla Niuni osiołka, dla Niuni przysyłam domek składany i mały pociążek [...]. Na końcu to ja: Stanisław Witkiewicz, pan żołnierz mały i ma konia". - Taki jest list Staśka. Nadzwyczajna hojność w obiecywaniu, ale żeby miał, toby na pewno wszystko to oddał".

1890-1893

Decyzja osiedlenia się wraz z rodziną na stałe w Zakopanem (jesienią 1890) otwiera nowy etap w życiu Stanisława Witkiewicza. Współpracuje wprawdzie nadal z warszawską prasą, publikując głównie w "Kurierze Warszawskim" i w "Życiu", przygotowuje do druku swoją Sztukę i krytykę u nas (pierwsze jej wydanie ukazało się w 1891), wiele maluje, przede wszystkim jednak pochłania go "styl zakopiański" - w architekturze i zdobnictwie - którego idei patronują z entuzjazmem i współpracą oboje Dembowscy, Władysław Matlakowski13 i Karol Potkański14.

29. Staś Witkiewicz z psem Drylem, fot. Stanisław Witkiewicz, ok. 1891

30. Stanisław Witkiewicz ze Stasiem w pracowni malarskiej, Zakopane, ok. 1892

W roku 1891 na łamach "Kuriera Warszawskiego" ogłasza cykl artykułów pt. Styl zakopiański, swym maczanym w ukropie piórem walczy o nadanie rodzimego charakteru zakopiańskiej Szkole Przemysłu Drzewnego, kierowanej dotąd przez obcokrajowców Neužila15 i Kovátsa16, w roku 1892 projektuje pierwszy swój stylowy dom - willę "Kolibę" Gnatowskich17 przy ul. Kościeliskiej. Jego listy do rodziny pozwalają tymczasem nadal śledzić rozwój "Staśka", budzenie się jego coraz to nowych zainteresowań, a także metody wychowawcze rozkochanego ojca - jakże dalekie od powszechnych - które też zaważyć miały na całym późniejszym życiu Stanisława Ignacego.

31. Staś Witkiewicz na tle obrazu ojca Czarny Staw - kurniawa, ok. 1893

Zakopane, 5 VI [1890]: "Najdroższa Matulu! Z całej "chorości" zostało mi potworne lenistwo! Zwłaszcza od czasu, jak mam towarzystwo Staśka, nie mogłem siebie utrzymać przy pisaniu i bardzo się zaniedbałem z listami. Dobrze nam tu jest, toteż ciągle o tym myślę, czemu sam tylko spomiędzy nas mogę używać tego powietrza. Oczywista rzecz, że mieszkanie w tych warunkach jak tu [nie] jest szczytem higieniczności. Marusia na razie nie mogła się pogodzić, że nie należy obawiać się deszczu, chłodu, mgły i chmur, które siadają na dachu, i porywały ją zwątpienia - ja znam się już na tym i nie przerywam używania świeżego powietrza, czy deszcz pada lub nie. Stasiek ma tu raj zupełny. Siedzimy pod lasem, zasłonięci od wiatru, o ile to można - odgrodzeni od drogi łąkami - dziecko cały dzień kąpie się w powietrzu, kopie, grzebie, odwiedzają go małe góraliki, z którymi dobrze się bawi. Marusia sama gotuje, a do sprzątania i pomocy mamy dobrą i sympatyczną góralkę. No i tak idzie! Ja mam nadzieję pozbyć się przez lato resztek kaszlu [...] trzymamy się też, póki co, dróg bitych, i co najwyżej na spadki regli idziemy, gdzie mały szaleje, zbierając górskie kwiaty. Wiosna była nadzwyczaj ciepła, wczesna i pogodna [...]. Dziecko tak wrażliwe jak Kala ma tu nieprzebraną moc rzeczy i zjawisk ciekawych do obserwowania. Ludzi ze świata coraz więcej. Sienkiewicza widuję - ale się nic albo mało co zmienił. Przeczytałem jeden tom jego nowej powieści - kapitalna18. Dzieci jego są tutaj19 - nadzwyczajnej piękności - szkoda, że mają bonę Francuzkę i przez to są lalkowate - mówią jak cudzoziemcy po polsku, a między sobą po francusku! Państwo Dembowscy - zawsze z ludzi najlepsi - mieszkamy od nich o kilka minut dróżką przez las. [...]

Mam wielką ochotę być na pogrzebie Mickiewicza"20.

[Zakopane] 2 sierpnia [1890 lub 1891]: "Dziecku dobrze się tu wiedzie - bo też trudno o lepsze miejsce dla dzieci. Posyłam Babci pierwsze jego studium z natury. Jest to Osobita, ostatnia od zachodu góra, jaką z Zakopanego widać. Narysowana bardzo dobrze. Sabała stanowczo twierdzi, że "cosi z tego bedzie, bo bardzo do rzeczy"! Gazda nasz lubi z małym gadać, gdyż pomimo różnicy wieku (o 60 lat) poziom umysłowego rozwinięcia nie różni się. Najważniejszym towarzyszem małego jest Kiesio Matlakowski, który tylko z nim się bawi [...]. Jedna z wnuczek Mickiewicza tak była zachwycona jednym ze szkiców małego, że zabrała to na pamiątkę z jego autografem".

[Zakopane] 3 września [1890]: "Nasz chłoptuś - na psa urok - zdrów, urósł [...] strasznie się zużywa - taka czynna i zawzięta natura. Żeby zebrać te kamienie, które on przydźwigał przez lato, toby sporą górkę można z tego usypać. Jest ogromnie wytrzymały i śmiały do gór. Zrobiliśmy z nim kilkugodzinną wycieczkę do jednego szałasu opisanego w Przełęczy, szedł wybornie, bez zmęczenia i zachowywał się wzorowo".

[Zakopane] 29 grudnia [1890]: "Kalunio jest pracowity, lubi pasjami "lekcje" - a ponieważ ma wakacje, więc uczy Urszulę-kucharkę. Sto pociech z tej pedanterii, z jaką pilnuje, żeby dobrze pisała liczby! Naturalnie maluje dużo i nazywa swoje roboty "dziełami sztuki malarskiej"".

W pierwszych dniach stycznia 1891 roku zjeżdża do Zakopanego Helena Modrzejewska. Pragnie znów spotkać się ze swoimi ukochanymi Witkiewiczami - upojona lekturą Na przełęczy, szykuje się do pisania swoich pamiętników zamówionych przez amerykański "Century Magazine" i marzy się jej, że Stach będzie je ilustrował - a przede wszystkim dotrzymać obietnicy sprzed lat. Sześcioletni Staś Witkiewicz jest nadal "poganinem" - najwyższy czas, żeby go wreszcie ochrzcić! 27 stycznia w drewnianym kościółku przy Kościeliskiej odbyła się ceremonia, której barwną rekonstrukcję odnajdujemy w książce Tymona Terleckiego o wielkiej aktorce: "Przed księdzem Stolarczykiem, który - olbrzym i siłacz - sam własnymi rękami zbudował ten kościółek, stanęła najdziwniejsza para rodziców chrzestnych: Helena Modrzejewska-Chłapowska, gwiazda dwóch kontynentów, i Jan Krzeptowski Sabała, stary myśliwiec, morderca niedźwiedzi, włóczęga tatrzańskiej puszczy, niekiedy towarzysz zbójników, a do tego jeszcze rapsod, bajarz, przygrywający sobie na złobeckach noszonych w rękawie cuchy, Homer zakopiański. Witkiewicz-artysta urzeczywistniał w tym połączeniu symboliczny kontrast. Ale i na gołe oko była to feta niezwykła. Kumowie trzymali chrześniaka za ręce, bo szło mu na siódmy rok życia. Za nimi stało kilka dorodnych par góralskich. I ta sama góralska, parzenicowa, gęśliczkowa parada toczyła się dalej w ukwieconej, rozedrganej od muzyki i tupotu nóg chacie Witkiewiczów na Krupówkach"21.

32. Stanisław Witkiewicz, portret Heleny Modrzejewskiej, rysunek ołówkiem

Chrzest z olejów odbył się nie w starym kościółku (nowy był w budowie), ale w domu wynajmowanym przez Witkiewiczów, co znajduje potwierdzenie we wspomnieniach Marii Witkiewiczówny (siostry Stanisława): "Pani Helena ubrana w najpiękniejszą szatę, cudna jak zjawisko, trzymała do chrztu Stasia z Sabałą22, chata cała ukwiecona, skrzypeczki, gęśliczki grały, a za tymi dostojnymi gośćmi stało jeszcze kilkanaście par góralskich. To całe Zakopane - wicie - trzymało tego Staśka do krztu - mówili potem górale"23. Kilka lat później żalił się Sabała: "My drzewień i teráz wse w kościele dzieci krzcili, a ja tego krzesnego tok trzýmał w izbie. [...] Honoruk w kościele nijakiego z kumosiom Modrzewskom nie miał - haj"24. Powodem ceremonii w domu była ospa wietrzna Stasia, o której w liście z 1 marca 1891 pisał Stanisław Witkiewicz do matki, wspominając wpływ tej choroby na muzykalność syna. Odkładać ceremonii nie chciano z powodu rychłego wyjazdu Modrzejewskiej do Warszawy, gdzie na początku lutego rozpoczynała występy gościnne25.

33. Sabała ze Stasiem, Zakopane, fot. Stanisław Witkiewicz, ok. 1893

W kilka dni później "bohater" owej fety otrzymał jeszcze tradycyjny prezent wraz z - należy mniemać, że jednym z pierwszych w życiu do niego adresowanych - listem: "Kochany Stasiu! Posyłam Ci trochę zabawek. Małpa jest brzydka, ale tu nie ma nawet małp ładnych. Ma to być sybirska małpa. Proszę Cię, abyś tym kubkiem, który Ci posyłam, pił wino przy obiedzie. Czy już wychodzisz na spacer? Kłaniaj się ode mnie młodym Sienkiewiczom i Sabale. Całuję Cię serdecznie. - Chrzestna Matka"26.

[Zakopane] 1 marca [1891]: "Od ospy wietrznej zaszła w nim zmiana w kierunku muzycznym. Nie tylko nie brzydzi się muzyką, ale gra chętnie, komponuje rozmaite dziecinne, śmieszne, ale harmonijne kawałki, albo dochodzi ze słuchu. Maluje teraz olejno, z czego ma taką rozkosz, że się nie posiada z radości".

Po latach Witkacy wspominał o tym przyjacielowi Hansowi Corneliusowi: "byłem pozbawiony zdolności muzycznych, nawet nienawidziłem muzyki aż do siódmego roku życia, i przeszkadzałem matce, która ukończyła konserwatorium, w zajmowaniu się tą sztuką. Namaszczony olejami świętymi w czasie bardzo ciężkiej choroby - rzecz zgoła komiczna - stałem się, psychicznie i fizycznie, zupełnie innym dzieckiem. Zacząłem lubić muzykę i dzięki ćwiczeniom tak rozwinąłem słuch (którego byłem przed tym całkowicie pozbawiony), że potrafiłem pod dyktando muzyczne zapisywać nuty. Wraz z wojną moja namiętność do muzyki (której muzyczność pojmowałem formalnie) wygasła"27.

[Zakopane] 14 marca [1891]: [Na wiadomość o operacji, jaką przeszła Babunia] "mały w tej chwili siadł i narysował, jak Babuni brzuch rozcięli. Rysunek jest cały zlany czerwoną farbą wyrażającą krew". "Najulubieńszym tematem rozmów jest astronomia. Całe godziny gotów jest mówić i słuchać o stosunkach planet i słońca".

[Zakopane] 8 lipca [1891]: "Dziecko zdrowe, nurza się w astronomii, trawach i lasach - no i w rowie i deszczu. Z Urszulą pobił się za to, że nie chciała wierzyć, że Wega też jest słońcem [...]. W tej chwili bierze kąpiel w cebrzyku, który sobie kupił na jarmarku, i nadzwyczaj się z tego cieszy".

[Zakopane] 22 lipca [1891]: "Stasiek zdrów i tęgi, zaniedbał dla Tadzia28 swoich najmilszych towarzyszy Sienkiewiczów, ale zawsze sympatia między nimi taka sama [...]. Pomimo zabawy Stasiek nie zapomina o swoich ulubionych zajęciach z zoologią i chodzi do muzeum, gdzie czyta książki i dyskutuje z kustoszem"29.

[Zakopane] [sierpień 1891]: "Stasiek jest zatopiony w badaniach nad owadami, kamieniami i gwiazdami. Urządził muzeum tatrzańskie, w którym przylepia kartki z potwornymi nazwami na przedmiotach. Rozgniewany na "Wisłę" za umieszczenie portretów Neužila (dyrektora szkoły snycerskiej), napisał do "Kuriera" artykuł tej treści: "Neužil jest gałgan, nie mówi chłopski styl, tylko 'klopska stil', więc mnie to dziwi przeogromnie ta wada, że przypasuje sobie szablę i chodzi nadęty z brodą jak orangutang". W ogóle przejmuje się ważnymi sprawami".

[Zakopane] 3 września [1891]: "Stasiek ogromne drabisko - cały pochłonięty przez muzeum, które na wzór tatrzańskiego sobie urządził z malowanych motyli i żuków, płazów z chleba i prawdziwych roślin i kamieni. Uważa siebie za p r z y r o d n i k a. Dziecko jest dobre i wszyscy go lubią, a już w muzeum jest traktowany jako honorowy członek. Jego rozmowa z panią Weryho30, jaką powinna być książka o lesie, była zadziwiająca. Będzie miał - ma - samodzielny umysł i bardzo ścisły. Dobrze!".

[Zakopane] 4 marca [1892]: "Byliśmy zaproszeni [...] na góralskie tańce. Stasiek nie mógł wytrzymać, ponieważ go przestraszała gwałtowność ruchów zbójnickiego i brzęk muzyki, więc wróciliśmy, a dziecko mówiło: "Tyle czasu straciłem! Byłbym pisał zoologię!" - gdyż ciągle w zoologii siedzi i coraz ją udoskonala. [...] Nie uczy się on systematycznie - to jest nie ma ułożonego kursu, ale coraz więcej wiadomości wsiąka w niego, a to tym łatwiej, że są mu dawane w miarę zapotrzebowania. Teraz dostał wspaniały prezent [...] dwa pudła doskonale zasuszonych motyli - więc się nie mieści w skórze z radości [...]. Z Kiesiem Matlakowskim kochają się - póki się nie widzą, ale przy dłuższej zabawie kłócą się [...]. Są w nim rozmaite cechy charakteru nie z naszej rodziny. Ale taki, jaki jest, jest dobre i mądre dziecko. Zabawna jest jego muzyka - te kompozycje, w których jest charakter i o wykonanie których jest nadzwyczaj troskliwy i z pedanterią poprawia wszystkie zmiany. - "Musi cosik z tego bedzie" - jak mówi Sabała".

[Zakopane] 2 lipca [1892]: "Dziecko zdrowe i duże. Tak się zaprzyjaźnił z Heniem i Dzinią Sienkiewiczami, że nie mogą bez siebie wytrzymać chwili. Dobrali się też dobrze. Są to miłe, delikatne i żywe dzieci, a że Staś ma te same przymioty, więc się wybornie z sobą bawią i nie zmuszają starszych do interwencji. Stasiek przepada za Dzinią. Mieszkają tak blisko, że wpadają bez kapeluszy na nasze podwórko".

[Zakopane] 8 listopada [1892]: "Stasiek zdrów i dzielny. Co do "systemu uczenia" [...] to zawiera się on w braku systemu. Stasiek uczy się "porządnie" i systematycznie tylko muzyki. Zresztą wsiąkają w niego wiadomości z rozmowy i czytania. Jest rozwinięty, z natury ma umysł samodzielny. Myśl lub wiadomość o jakimś fakcie rzucona w jego główkę po niejakim czasie objawia się przez jakąś całkiem samodzielną robotę. Przepiszę kiedy jego Komedie z życia rodzinnego - wyborne rzeczy31. Do muzyki ma zdolność i zamiłowanie. Teraz już sam swoje kompozycyjki wypisuje. Ale co dalej? Żebym miał za co kupić Dygasa32 albo innego pedagoga - lub żeby tu się ktoś znalazł taki - ale nikt nie zjawia się. W usposobieniu jest on serdeczny, ale ma skłonność do ukrywania się z tym, nie chce i wstydzi się czytać głośno lub opowiadać jakieś rzewniejsze rzeczy z książek".

34. Fotografia Stasia z podpisem Ja na krześle siedzący, fot. Stanisław Witkiewicz, ok. 1895

35. Stanisław Witkiewicz, autoportret fotograficzny, Zakopane, ok. 1890

[Zakopane] 10 grudnia [1892]: "Maluje bazgroty, ponieważ jednak dobrze obserwuje naturę i ma jasną wyobraźnię, więc malując z pamięci, uczy się jednak. Z czasem, jak będzie malował z natury, to mu to obznajomienie się z farbami i pędzlami przyda się. Muzyki uczy się porządnie i teraz już swoje kompozycyjki sam spisuje. Ostatnia wyraża przyjazd poczty. Słychać trąbkę z daleka, potem bliżej, potem gwar na poczcie - a potem znowu odjazd, trąbka się oddala - noc i słychać śpiew pijanego górala - taka jest jej treść. Pisze dalej Komedie z życia rodzinnego i ma do tej formy literatury ogromne zamiłowanie. We wszystkim, co pisze i komponuje, nie ma czułości, nie ma rzewności - nie wiem, co z tego będzie. Wstydzi się też czytać głośno wszystko to, w czym jest trochę patosu, uniesienia lub stylowej ozdoby. Czy jest to brak pewnej rzewnej struny w naturze jego, czy to niedorozwinięcie - ale tak jest. Natomiast ma ścisłą obserwację, wielką pamięć natury i stara się o ścisłość w jej przedstawieniu".

[Zakopane] 21 grudnia [1892]: "Gramy w szachy ze Staśkiem, który ma do tego wielkie upodobanie"33. "Maluje teraz dużo. Właśnie dziś rozpoczyna Czarny Staw - taki jak widzi u mnie. Przez takie malowanie tak się obezna z rzemiosłem, że jak pójdzie latem na studia, nie będzie mu już przeszkadzać paleta i pędzle".

[Zakopane] 24 stycznia [1893]: "największą uciechę miał na gwiazdkę z pięciu tomów Fredry, które mu pani Dembowska podarowała34. Poza swymi zajęciami autorskimi bawi się jak szalony w wojnę, którą zresztą z zasady potępia".

[Zakopane] 18 lutego [1893]: "Przepisałem trochę komedii Staśka, w których są tak prawdziwe szczegóły z naszego życia i tak dobrze zaobserwowane charakterystyczne cechy. Ortografia tego wszystkiego jest potworna - ale mnóstwo talentu - jeżeli się zważy, że to dopiero kończy osiem lat. Okropnie się interesuje wszystkim, co jest w formie dialogu pisane. Może to wpływ pani Heleny? Marzeniem jego jest widzieć te komedie drukowane, toteż obawiam się, żeby nie oszalał na urodziny, bo Pani Dembowska da mu małą drukarenkę, na której będzie mógł odbijać swoje dzieła".

[Zakopane] 1 marca [1893]: "Stasiek w dalszym ciągu pisze komedie i dramaty. Posyłam Matuli pierwsze, w dzień urodzin zrobione druki na drukarence, którą mu kochana Pani Dembowska dała. Czekamy przyjścia czcionek w większej ilości, a wtedy będziemy posyłać tom za tomem. Teraz pisze dramaty, które chce, żeby były smutne, i tak się wstydzi tego, że nie śmie sam czytać. Wielki zabawnik. Jeden z Górali, Jędrek Ślimak, mówił mi wczoraj: - "Ten wasz Staś to będzie mędrszy jako wy!". Niech tak będzie".

36. Stanisław Witkiewicz w pracowni w willi "Jadwinówka", Zakopane, ok. 1893

37. Staś Witkiewicz z psem Drylem, Zakopane, fot. Stanisław Witkiewicz, ok. 1893

[Zakopane] 20 marca [1893]: "Jeżeli uwzględnicie, że ten "autor" ma osiem lat i jeden miesiąc - musicie przyznać, że ma diabelny talent! Lope de Vega35 napisał pierwszy dramat, mając lat dziesięć - Stasiek miał siedem i pół, kiedy zaczął. Jeżeli w tym stosunku będzie postępował i tak będzie dalej dużo pisał, to zapewne na tysiące będą się liczyć jego dzieła".

[Zakopane] 19 kwietnia [1893]: "Pozaczynał kilka komedii, ale wiosna, możność spacerowania, jeżdżenia na wielocypedzie - odrywają od roboty. Drukujemy za to - doprowadziwszy drukarnię do porządku, i w tych dniach przyszlemy Babci najmilszej wytworne wydanie Karaluchów36 [...]. Jest teraz oczarowany jedną starszą a bardzo miłą dziewczynką i rumieni się jak zorza na jej wspomnienie!".

Wiosną 1893 roku, w wieku siedemdziesięciu trzech lat, umiera Elwira z Szemiothów Witkiewiczowa, ukochana Babcia "mińskowa" (bo wiele lat mieszkała w Mińsku Litewskim), do której mały Staś Witkiewicz przesyłał pozdrowienia w listach ojca, dopisywał się do nich, wreszcie sam pisał i rysował37.

"W noc wigilijną 1893 r. na czerwienicę, złapaną podczas jednej z wędrówek etnograficznych, zmarł Bronisław Dembowski - człowiek, który ściągnął Witkiewicza do Zakopanego. To jeszcze bardziej zbliży Stanisława do Marii Dembowskiej, która wkrótce stanie się dla niego najbliższym człowiekiem"38.

38. Staś Witkiewicz, Karaluchy. Komedia w jednym akcie, Zakopane 1893. Późniejszy dopisek autora: "Pierwszy druk w Zakopanem. Drukarnia od Wieszczki Mary (p. M[arii] Dembowskiej)"

1894-1899

W grudniu 1894 roku umiera ojciec chrzestny Stanisława Ignacego - Jan Krzeptowski Sabała. W 1895 roku Witkiewiczowie zmieniają miejsce zamieszkania, z domu przy ulicy Przecznica przenoszą się niedaleko, na ulicę Krupówki - gdzie pozostaną już na dłużej, Witkiewicz do 1908 roku, żona i syn do roku 191239.

Ukazuje się Elementarz muzyczny Marii Witkiewiczowej (Kraków 1894) z fotografią Stasia przy pianinie na okładce.

Stasiek nadal uczy się w domu w myśl ojcowskiego "braku systemu" - program szkolny przerabia pod kierunkiem uwiecznionej w Komediach z życia rodzinnego panny Jastrzębskiej40 oraz Walentego Staszela - kustosza zakopiańskiego Muzeum Tatrzańskiego. Już wtedy daje się zauważyć dystans Witkiewicza do szkolnego programu nauczania: 10 stycznia 1896 pisał: "Staszek zapalił się do Napoleona I-szego, a przy tym uczy się po szkolnemu, to znaczy powtarza: papugi i postaci, papugi, postaci, postaci, postaci"41. W czerwcu 1897 zdaje egzamin do II klasy szkoły realnej we Lwowie. Odtąd aż do matury uczyć się będzie w domu - pannę Jastrzębską zastąpi z czasem Mieczysław Limanowski42 - i dojeżdżać do Lwowa na egzaminy semestralne. Jego wena teatralna wyraźnie przygasa - nie przestaje natomiast malować pod kierunkiem ojca, budzi się także jego pasja fotograficzna. Nieliczne ocalałe listy ojca do rodziny z tego okresu przynoszą mniej wiadomości o Kaluniu niż poprzednie - i w nich jednak znajdujemy znamienne informacje:

39. Chałupa Jędrzeja Ślimaka, zakopiańska siedziba Witkiewiczów od 1890 do 1912, fot. S.I. Witkiewicz, ok. 1902

40. Widok zimowy z ganku chałupy Ślimaka na ogród Marii Witkiewiczowej i willę "Podlasie", fot. S.I. Witkiewicz (?), ok. 1900

41. Fotografia Stasia z podpisem Ja z okrętem, Zakopane, fot. Stanisław Witkiewicz, ok. 1896

[Zakopane] 2 maja 1897: "Uczy się biedactwo szkolnej sieczki. W pewnych kierunkach robi postępy - ale katechizm idzie trudno. Bo też równie czegoś głupiego jak tutejszy katechizm świat nie widział43. Poza lekcjami bawi się swoimi ołowianymi żołnierzami"44.

42. Maria Witkiewiczowa ze Stasiem Ignacym, fotografia gabinetowa, atelier Mazur we Lwowie, 1898. Dedykacje dla Anny (Andzi) Starzewskiej, przyszłej Sinkowej

43. Pani Witkiewiczowa ze Stasiem w swoim ogrodzie, Zakopane, fotografia Klementyny hr. Szembekowej, 29 czerwca 1897

[Zakopane] 27 czerwca 1897: "Kujemy ze Staśkiem katechizm i gramatykę. Dziecko chce składać egzamin, więc powtarzamy. Idiotyczna to robota, ale cóż, kiedy dziecko chce. Niech spróbuje. Stasiek tak urósł, że wszystkie dzieci w jego wieku wyglądają przy nim jak karły. Zaczyna lubieć elegancję - mankiety i kołnierzyki krochmalone".

[Zakopane] 31 stycznia 1898: "Stasiek z matką jeździli do Lwowa - na egzamin - który poszedł doskonale. Świadectwo "pierwszego stopnia z odznaczeniem". Stasiek [...] był przygotowany, więc to zasłużone. Teraz odpoczywa, bo wrócił kaszlący i blady [...]. Teraz właśnie czytam Pickwicka45 na nowo i Stasiek bawi się tym wybornie".

[Zakopane] 25 grudnia 1899: "Stasiek jest w fazie miłości do lokomotywy"46.

1900-1902

W roku 1900 Stanisław Ignacy Witkiewicz kończy lat piętnaście. 22 lutego 1900 roku na łamach "Przeglądu Zakopiańskiego" (nr 8) ukazuje się artykuł Mieczysława Limanowskiego pt. Glossopteris - historia paproci, "której skamieniałe szczątki znaleziono na "cmentarzu Tomanowej" w Czerwonych Żlebkach. Do tego artykułu Staś namalował dwie ilustracje przedstawiające krajobrazy pratatrzańskie z ogromnymi paprociami Glossopteris i przodkiem dzisiejszego widłaka, lepidodendronem"47. Ilustracje te są pierwszymi publikowanymi pracami malarskimi Stanisława Ignacego Witkiewicza. Z Limanowskim młody Staś uczy się także języka japońskiego48. Rok ten to jednak nie tylko cezura oddzielająca okres sielskiego-anielskiego dzieciństwa "Staśka" od progu lat jego młodości. To także rok pierwszych jego kroków w samodzielność - na razie tylko w postaci wakacji spędzonych w Syłgudyszkach na Litwie u ciotki Anieli Jałowieckiej49. Pierwsze rozstanie z domem, a przede wszystkim z ojcem - rozpoczyna trwającą aż do śmierci Stanisława Witkiewicza wymianę korespondencji między ojcem a synem: bezcenne źródło tak dla ich biografów, jak i tych wszystkich badaczy Witkacego, których interesuje jego emocjonalny, artystyczny i intelektualny "okres dojrzewania". Niestety - nie znamy dzisiaj - z małymi wyjątkami - listów syna do ojca. Wieść głosi, że sam je zniszczył po śmierci Stanisława Witkiewicza; ocalały tylko listy ojcowskie. Wydane w 1969 roku stanowić będą faktograficzną podstawę kalendarycznych zapisów do roku 1915.

Pierwszy samodzielny wyjazd Staśka spod ojcowskiej kurateli trwa od lipca do połowy sierpnia 1900 roku. Prawdopodobnie odwiedził on wtedy także innych członków rodziny - był w Hancewiczach koło Mińska, w Raubach (u Elwiry i Józefa Jagminów), u Matusewiczów na Litwie50. Ojcowskie listy słane do Syłgudyszek utrzymane są w tonie na poły koleżeńskim, nie bez mentorskich akcentów jednak. Przekazywane z Zakopanego wiadomości obracają się głównie wokół rodziny i znajomych, a zwłaszcza kolegów syna, których, jak z listów tych wynika, Staś posiada już stały krąg. I tak powtarzać się będą imiona przede wszystkim "Adzia" i "Ora'' - braci Lilpopów51, "Kiesia" - Władysława Kiejstuta Matlakowskiego, syna Władysława, Leonka Chwistka52, Bronia Malinowskiego53, zwanego wówczas "Lordem Douglasem" - wszyscy ci towarzysze lat dziecinnych i wczesnej młodości Witkacego stanowić będą i w przyszłości grono jego najbliższych przyjaciół. W życiu Witkacego jest to także okres, w którym zaczyna się krystalizować jego pasja malarska. Pisze o tym Witkiewicz w liście do siostry Marii w parę miesięcy później:

[Zakopane] 26 lutego 1901: "Bo on [Stasiek] jest malarz i dobry. Ma zamiłowanie i konieczną potrzebę. Robi mnóstwo studiów i obrazów. Dość są ponure te jego obrazy. Spotkał go największy zaszczyt, bo Brat Albert54 powiedział, że jest "Fine". Brat Albert ogromnie się tym cieszy. Jeżeli tak dalej pójdzie, to zanim skończy szkołę, będzie wystawiał obrazy prawdziwe i ciekawe. Dobra to rzecz. On ma tyle radości, patrząc na naturę - tyle mu to czasu w dobry i zdrowy dla duszy sposób zabiera. Jest pejzażystą - nie cierpi miasta i cieszy się każdą wierzbą, każdą chmurą, każdym załomem ziemi".

[Zakopane] 3 kwietnia 1901: "Stasiek z pudełkiem malarskim ciągle się zaczaja na naturę i coraz lepsze i prawdziwsze, i ciekawsze dzieła robi. I nie tylko staje się malarzem, ale ma myśl wypełnioną dobrymi wrażeniami, dalekimi od płaskich i pospolitych małomiasteczkowych stosunków. Dobrze. Brat Albert go chwali - to dużo".

Latem roku 1901 rozstanie ojca z synem jest już znacznie dłuższe i trwa od połowy sierpnia do połowy października. Obok relacji z zakopiańskiej codzienności i wydarzeń w listach Witkiewicza zaczynają się pojawiać uwagi ogólne zawierające rady i pouczenia malarskie w zakresie studiów z natury, a także nawołujące syna do pracy nad rozwijaniem w sobie pewnych cech charakteru, a przede wszystkim dobroci i "wzniosłości". "Przede wszystkim być absolutnie dobrym człowiekiem, a potem cokolwiek dobrego robić, malować cudowne obrazy czy rozwozić bułki po Zakopanem albo gnój oskidować, byleby mieć wzniosłą duszę - to wszystko, co stanowi istotną mądrość życia"55.

44. S.I. Witkiewicz, portret fotograficzny Marii Witkiewiczowej, Zakopane, ok. 1912

Pod koniec września Stanisław Ignacy, w towarzystwie ciotki Anieli i jej córki Jadwigi, wyjeżdża na parodniowy pobyt do Petersburga, gdzie zwiedza Ermitaż, po czym, przez Syłgudyszki, jedzie do Warszawy. Sprawozdanie z jego tam pobytu zdaje Witkiewiczowi w parę miesięcy potem Jan Owidzki56, co wskazuje, że ojcowskie napomnienia ("pamiętaj, żeby żadnych głupich zabaw w Warszawie nie było!") nie pozostały bez echa.

Z Warszawy w połowie października Stanisław Ignacy wraca do Zakopanego, gdzie z powrotem zabiera się do nauki i malowania. Zadowolony z syna ojciec znowu donosi siostrze Marii: "Stasiek jeszcze oczywiście urósł, a wąs czarny "ozdabia" jego twarz. Maluje i dobrze. [...] Był tu Ruszczyc57 [...] a wczoraj był Stanisławski58 i obaj najznakomitsi polscy pejzażyści z wielkim zainteresowaniem i pochwałami oglądali roboty dziecka". A już w miesiąc później: "Właśnie otwarto wystawę obrazów, na której Stasiek ma dwa pejzaże z Litwy, które bardzo dobrze wyglądają, i opinia publiczna uważa za najlepsze dzieła". Fakt ten odnotowuje zresztą i "Przegląd Zakopiański" z 2 stycznia 1902 w artykule Wystawa obrazów i rzeźb: "Dostrzec było można przede wszystkim, że ogólne zainteresowanie budzi talent młodego, bo zaledwie 17 lat liczącego, artysty - p. Stan[isława] Witkiewicza, zaznaczający się wybitnie w obydwóch wystawionych jego obrazach".

Lato 1902, od połowy lipca do końca września, Witkacy znowu spędzi w Syłgudyszkach, kontynuując malarskie wędrówki i "pojąc się Litwą". Listy ojca z tego okresu obok zwykłych sprawozdań zawierają cenne uwagi na temat pobudek, z jakich narodziło się Bagno59, informują o podejmowanych pracach oraz pogłębiają ojcowski program wychowawczy odnośnie do syna. "Bądź wzniosłym! przed sześćdziesiątym szóstym rokiem nie oświadcz się żadnej damie. Miej minimum potrzeb i nałogów materialnych i maksimum pragnień ideowych"60.

Z Syłgudyszek Stanisław Ignacy znowu wraca przez Warszawę, po czym, już w Zakopanem, na serio bierze się do nauki, w maju przyszłego roku czeka go bowiem egzamin dojrzałości. Na ślad dodatkowych zajęć siedemnastoletniego maturzysty in spe naprowadzają dwa rękopisy znajdujące się obecnie w Bibliotece Jagiellońskiej (9073/III). Jeden pod tytułem: Marzenia improduktywa - Dywagacja metafizyczna (dedykowany w roku 1904 Karolowi Potkańskiemu) zawiera traktacik filozoficzny z datą ukończenia "1903 w październiku" oraz dodatek Filozofia Schopenhauera i jego stosunek do poprzedników, z datą ukończenia - "1902 w grudniu". Druga zachowana praca filozoficzna, stanowiąca autonomiczną całość, O dualizmie została ukończona w grudniu 1902 roku61. Teksty te stanowią dowód narodzin najsilniejszej z pasji Witkacego, jedynej, która go nie opuści do śmierci - pasji filozoficznej.

45. S.I. Witkiewicz nad jeziorem Jesiata w Syłgudyszkach na Litwie - The old monkey on the sea shore, 1901

46. Salon pałacu Jałowieckich w Syłgudyszkach z olejnymi studiami z natury S.I. Witkiewicza, ok. 1900-1903

Okres ten podsumowuje Stanisław Witkiewicz w liście do siostry:

Zakopane, 22 grudnia 1902: "Stasiek uczy się swoich szkolnych przedmiotów, a jednocześnie studiuje filozofię i maluje. Dobry z niego człowiek, chociaż żyje za jednostronnie i pewne strony jakby się jeszcze nie przebudziły. W każdym razie jak dotąd uniknął wielu złych rzeczy, które życiu dziecka grożą".

W lecie 1902 roku Stanisław Ignacy poznaje Ewę Tyszkiewiczównę, swoją rówieśnicę, córkę właściciela dworu i majątku Szapijówka w guberni kijowskiej, pierwszą (niespełnioną) miłość. Chodzą razem na spacery, a Stanisław Ignacy ją fotografuje62.

1903

Zarówno dla ojca, jak i syna był to obfity rok w wydarzenia i liczne podróże, stąd też listy Witkiewicza poruszać będą wiele zagadnień. Tak więc w korespondencji pierwszej połowy roku na plan pierwszy wysunie się sprawa ojcowskiego procesu o Bagno i jego reperkusji, w odniesieniu do syna natomiast - sprawa jego matury63. Nigdzie wyraźniej niż w cytowanych listach nie sformułował Witkiewicz swojego stosunku do przyjętego systemu edukacji i jego metod. Swoimi krytycznymi uwagami na ten temat dzieli się zresztą nie tylko z synem. W liście z 7 czerwca 1903 pisze do siostry Marii: "Więc Stasiek wrócił wczoraj d o j r z a ł y - choć bardzo zielony - jak jego świadectwo. Rzeczywiście, jak się widzi rezultat tej pracy, tych 14 egzaminów - to trzeba przyznać, że ludzkość jest w obłędzie! Świadectwo dojrzałości! Ja, który go nie mam, jestem zatem dotąd niedojrzały!".

Sam maturzysta pisze na ten temat znacznie lżejszym tonem: "Wczoraj wróciłem ze Lwowa po skończonym szczęśliwie egzaminie "dojrzałości". Mam nadzieję, że to mi zyska większe poszanowanie w rodzinie, a co najważniejsze, że Ojczunio nie będzie mi żałował więcej konfitur".

W pierwszych dniach czerwca "dojrzały" już Stanisław Ignacy rozpoczyna jednak wakacje i po parodniowym pobycie w Zakopanem jedzie do Lwowa, gdzie towarzyszy ojcu podczas procesu w sprawie Bagna64, a następnie wyjeżdża do Bohdanówki, na Podole, skąd wyrusza na pierwszą wyprawę do Kamieńca, by w końcu, przez Kijów, Szapijówkę (gdzie odwiedza Ewę Tyszkiewiczównę, jej rodziców i rodzeństwo - starszą siostrę Zofię oraz brata Janusza, przyszłego kompozytora, przyjaciela Karola Szymanowskiego i Jarosława Iwaszkiewicza) dojechać do Syłgudyszek pod koniec sierpnia. Z Syłgudyszek robi jeszcze wypad nad morze - do Libawy, by wreszcie, jak zwykle przez Warszawę, powrócić tym razem do Krakowa w ostatnich dniach września.

W lipcu 1903 roku, podczas wakacyjnej podróży, "dojrzały" Staś Witkiewicz zapala trzy papierosy, co spotyka się z dezaprobatą ojca:

"Ogromnie się cieszę z Twego pobytu u Aduchny65, z tego zetknięcia się z życiem. Tylko na jedno się nie godzę: N a t r z y p a p i e r o s y. Nie godzę się jako na truciznę, a jeszcze bardziej na zasadę, w imię której jej zażyłeś. Nie można pozostawiać w duszy takiej szpary jak ta, żeby w jakimś zewnętrznym środku szukać w s p a r c i a w o l i. Jest to najzgubniejsza strona wszelkich środków podniecających. Odbierają one człowiekowi wolę do brania całkowitej, świadomej za własne czyny odpowiedzialności. [...] Alkohol, opium, nikotyna - zabijają tę wolę i pozostawiają człowieka w zależności od zewnętrznych podniet. Jeżeli kiedy ludzie zbadają dobrze psychologię końca XVIII wieku, to przekonają się, że ci, co zatracili niezależność państwa, byli alkoholikami - już przez dwa przynajmniej pokolenia"66.

O dalszych losach Stanisława Ignacego z 1903 roku donosi Witkiewicz "Cioci Mery", przebywającej wraz z dziećmi brata Jana w Monachium: "Stasiek z nadzwyczajną energią pracuje - dziesięć obrazów, matematyka i angielski zajmują też cały czas". Proste zdanie ojcowskiej relacji kryje tu w sobie rzeczywisty wysiłek intelektualny i artystyczny syna - wiadomo bowiem skądinąd, że owej matematyki uczył go nie kto inny, tylko profesor Folkierski67, a angielski był jednym z czterech obcych języków, oprócz francuskiego, niemieckiego, a później rosyjskiego, którymi Witkacy władał zupełnie swobodnie - aczkolwiek nie bez pewnej dezynwoltury. Dodać wreszcie należy, czego już ojciec nie uwzględnił, że w tym właśnie czasie syn ukończył był podstawowe rozdziałki swojej Dywagacji metafizycznej o znamiennych zresztą tytułach: Analiza jedności, O osobowym Bogu, O monizmie i O dualizmie w życiu - a noszących datę: "1903, w październiku". Z kolei inne dziełko - O dualizmie opatrzone zostało przez autora mottem przejętym z L'action Maurice'a Blondela68, a którego wybór mówi więcej o krystalizującej się indywidualności i kierunku światopoglądowych poszukiwań osiemnastoletniego Stanisława Ignacego niż cały napisany przezeń "systemacik". Motto brzmi: "II n'y a conscience du déterminisme que par la liberté" (Nie można uświadomić sobie determinizmu inaczej niż poprzez wolność). W tym świetle inaczej już odczytuje się dalsze relacje Witkiewicza z cytowanego listu do siostry o Staśku, który "marzy o pobycie u Cioci w Monachium i o Włoszech, bo chwilami czuje, że mu za pusto, czy za głucho, czy za ciasno w Zakopanem". I komentarz: "Nie chciałbym, żeby godził się na zwyczajne życie...". Zdanie to wprowadza bowiem w problem, który poczynając od tego momentu, stanowić będzie nić przewodnią korespondencji lat następnych. Jest nim zaś coraz wyraźniej krystalizująca się postawa Witkiewicza, który w uwielbianym synu chce widzieć swoją kontynuację, pragnąc mu wpoić, a czasem wręcz narzucić, swój własny światopogląd i zasady postępowania. Nie darmo użyto tu słowa "narzucić", choć sam Witkiewicz tak formułuje swoją postawę: "Ja tylko zawsze staram się wzmocnić to wewnętrzne rusztowanie duszy, utrwalić je tak, żeby się nie chwiała pod wpływem woli innych ludzi i zmysłów i zewnętrznego nacisku zdarzeń, poza tym chcę, żebyś miał maksimum osobistej inicjatywy i przedsiębrał dużo na własną odpowiedzialność"69. Niezależnie jednak od terminologii fakt pozostaje faktem. Witkiewicz nie przestaje synowi stawiać wymagań, każdy z jego listów ma do spełnienia funkcję wychowawczą, wytyczając etyczne, intelektualne i artystyczne drogi rozwoju Stanisława Ignacego. I czy będą to ojcowskie napomnienia, czy przyjacielskie rady i uwagi, rozważania, pozornie na swój, czy też wprost na synowski użytek, cel ich będzie zawsze jednaki - pogłębianie synowskiej świadomości, ukierunkowywanie go w stronę najwznioślejszych ideałów, przy bezkompromisowym sprzeciwie wobec wszelkich odstępstw od raz postawionych zadań.

Rozpoczyna się walka dwóch wielkich indywidualności - i pod tym kątem widzenia odczytywać chyba należy ojcowskie "memoriały", których tak wiele przyniosą lata następne.

Pierwszego września 1903 roku Witkiewicz pisze do syna, aby jeszcze nie zaczynał nauki uniwersyteckiej, co dowodzi, że właśnie naukę na wyższej uczelni (niekoniecznie Akademii Sztuk Pięknych!) rozważano w domu Witkiewiczów jako naturalną kolej rzeczy w rozwoju intelektualnym maturzysty Stanisława Ignacego70:

"Zakopane, 1 września 1903: [...] Ja myślę, że żebyś Ty ten rok jeszcze na uniwersytet nie szedł, żebyś zupełnie samodzielnie popracował i przemyślał tak, żeby wybór tego, co masz studiować, był już wynikiem całkiem świadomych celów - i dobrego oczyszczenia się ze szkolnego stosunku do nauki. Myślę, że malując tęgo i bez przeszkody w ciągu roku, dojdziesz do zupełnego opanowania całości i zrobisz kilka kapitalnych obrazów. Więc sądzę, że zostawszy w Zakopanem - prowadząc naukę z planem całkiem samodzielnie i malując już niedorywczo, a wyjeżdżając od czasu do czasu do Krakowa na dłuższy pobyt dla przyjrzenia się życiu akademickiemu i uniwersyteckiej nauce - możesz ten rok przeżyć z wielką korzyścią dla zdrowia duszy i ciała i wstępując na przyszły rok do uniwersytetu, lepiej, mądrzej i poważniej w nim się zachować i skorzystać"71. Uważna lektura tego listu skłania do hipotezy, że ojciec rozważał możliwość wstąpienia syna do Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie (taką nazwę uczelnia odzyskała w 1900 roku). Stanisław Ignacy Witkiewicz wspominał po latach, że po maturze zajmował się matematyką, sugerując, że nauka miała charakter instytucjonalny: "Sam się nią zajmowałem [matematyką - T.P.] rok po maturze i odżałować nie mogę, że nie skończyłem tego wydziału"; "Na podstawie rocznych po maturze studiów nad wyższą matematyką i w związku z ciągłym kontaktem "popularnym" z rozwojem współczesnej fizyki nie jestem takim ignorantem, abym pojęcie względności Einsteina mięszał z pojęciem względności w ogóle [...]"72. Władysław Matlakowski, przyjaciel z lat dziecinnych młodego Witkiewicza, twierdził, że na "formację umysłową" Stanisława Ignacego miało wpływ "otarcie się o nauki matematyczno-fizyczne podczas krótkich studiów na politechnice lwowskiej"73, ale nie precyzuje, kiedy to było. Wzmianek o studiach we Lwowie nie ma także w opublikowanych listach do syna z tego okresu.

Stanisław Ignacy przebywa w Krakowie do początku 1904 roku.

1904

W marcu realizuje się marzenie Witkiewicza ojca - syn bowiem przez Kraków, Wiedeń i Monachium wyjeżdża do Włoch. Przebieg i konsekwencje tej podróży, oprócz tego, co wyczytać można w samych listach Witkiewicza, notuje w swoim wspomnieniu stryjeczny brat Witkacego - Jan: "Wczesnym latem roku [tu Jan mylnie podaje rok 1903, zamiast 1904] Staś odwiedził mnie w Monachium, gdzie wtedy byłem na studiach, i tam razem robiliśmy (jak Staś twierdził) Parademarsch po Pinakotekach i Galerii Schaka. Z oglądanych tam dzieł zainteresował się bodaj jedynie Böcklinem74, mniej Segantinim75. Wszystko inne go nudziło. Z Monachium pojechał do Włoch, do Nervi, gdzie była wtedy nasza ciotka76. To morze i jego brzegi urwiste malował Böcklin. Po powrocie do Zakopanego Stanisław Ignacy prawie zaniechał malowania z natury, natomiast tworzył, z nową pasją, fantastyczne w temacie i kolorze obrazy pod wrażeniem Böcklina. Przy swej pracowitości malował tych obrazów mnóstwo i obdarowywał nimi, jak zwykle, przyjaciół, zresztą każdego, kto go poprosił"77.

47. Pan Witkiewicz z synem stoją, Stanisław i Stanisław Ignacy Witkiewiczowie w Lovranie, fotografia Klementyny hr. Szembekowej, 20 grudnia 1904

Ojciec szczególnie interesował się wrażeniami artystycznymi Stanisława Ignacego w Monachium:

"Zakopane, 14 marca 1904: [...] Ogromnie mnie interesuje, jaki stosunek będzie Twój do Böcklina. Czy Cię ta materialna rozkosz tej harmonii barw będzie tak przebierać jak mnie"78. I po dwóch dniach: "Dziś Monachium. Więc wyobrażam - widzę Ciebie na tle Meeres Idylle - na tle Willi nad morzem79 lub na tle Orki w Engadinie80, a przez chwilę wyobraziłem Ciebie w jakiejś ogromnej knajpie zadymionej, z kuzynem - i odczułem taką dobrą chwilę, którą się nieraz w tych monachijskich knajpach przeżywało"81.

"Zakopane, 19 marca 1904: [...] Jak przeczytałem, że Böcklin Ci się nie podobał - miałem też chwilę przykrego rozczarowania. Ale pomyślawszy nad tymi obrazami, które Ci się podobały, zrozumiałem wszystko, a następne kartki potwierdziły moje przypuszczenie. Podobało Ci się od razu to, co stoi najbliżej Twojemu malarstwu, to, co nie jest jeszcze Böcklinem przetransponowanym. [...] Właśnie całe to zajście z Böcklinem mi się podoba. Do zjawisk przychodzisz ze swoją treścią, która im się przeciwstawia"82.

Pierwszy wyjazd Witkacego za granicę nie trwał długo, bo zaledwie do końca kwietnia, ale itinerarium było imponujące, bo z Monachium przez Szwajcarię do Werony, następnie przez Mediolan do Nervi koło Genui, potem Piza, Florencja, Rzym, Neapol i Palermo na Sycylii, powrót zaś przez Wenecję. Już jednak w połowie maja ponownie wyjeżdża z Zakopanego, tym razem tylko do Bronowic pod Krakowem. Celem tam pobytu ma być zaś plenerowe malowanie w towarzystwie kolegów i przyjaciół - Włodzimierza Koniecznego83, Antoniego Buszka84 i "Porutczyka" Młodzianowskiego85.

Stanisław Ignacy w Zakopanem zaczyna jeździć na rowerze i grać w tenisa. Prosi ojca o przysłanie roweru i rakiety do Bronowic pociągiem.

"Zakopane, 18 maja 1904. [...] Rower będzie wysłany, ale muszę Ci powiedzieć, że mnie to zmartwiło. Mój miły! Pojechałeś niby, żeby się wydrzeć ze zwykłego train-train [franc. rutyna] życia. Myślałem, że się tam zżyjesz blisko z tą ziemią i tym życiem, którego dobrze nie znasz, że pójdziesz na przełaj szosami i gościńcami, utoniesz w zbożach, miedzami i krętymi ścieżkami, na których najlepiej się wieś polską poznaje, będziesz chadzał i będziesz z dala od tej mieszczańskiej wygody. A tu rower, rakieta - przyzwyczajenia filisterskie od razu Ci się przypomniały. I mój miły, pomyśl, jak obok nędzy Biezkoniecznowo, obok skrawków, na których rysuje kolega Buszek, będziesz wyglądał Ty ze swoim rowerem i lawn tennisem"86.

Lato Witkacy spędza z rodzicami w Zakopanem, a z tego właśnie okresu datować się będą także początki jego znajomości z Karolem Szymanowskim87 - znajomości, która od najżywszej przyjaźni przez równie żywą niechęć w latach późniejszych stanowić będzie niemniej rodzaj fascynacji osobowością wielkiego kompozytora, towarzyszącej Witkacemu przez całe życie. Śladami zaś zadzierzgniętej w tej epoce przyjaźni jest dedykacja, którą nosi I sonata c-moll (op. 8) Szymanowskiego, poświęcona Stanisławowi Ignacemu, oraz liczne wzmianki o Karolu w listach ojca, zwłaszcza w roku następnym. W tym natomiast jeszcze, w pierwszych dniach września, wyjeżdża Witkacy do Żabiego na Huculszczyźnie, gdzie jest gościem malarza, Karola Maszkowskiego88. Jak z listów ojca wynika, nie traci tam czasu, nadal wiele malując, Witkiewicz tymczasem zapada na zdrowiu i trzymany pod kontrolą lekarzy, niemal nie opuszcza domu i łóżka. W tej sytuacji cieszy się na projektowany wyjazd z synem na południe, co zostało mu zalecone ze względu na stan płuc i serca. Początkowo celem podróży ma być Lussin Piccolo (obecnie Mali Lošinj) na małej wysepce na Adriatyku - ostatecznie jednak wybór pada na Lovranę89, na półwyspie Istryjskim, niedaleko Triestu.

Dnia 21 października Stanisław Witkiewicz wraz z synem wyjeżdżają do Lovrany. Obaj (choć pisze tylko ojciec) ślą stamtąd kartki (podpisywane: "Anioł i Syn" lub "Anioł i Staś") do Marii Witkiewiczówny, siostry Stanisława, która sprowadziła się w 1904 roku wraz z dziećmi Jana Witkiewicza (ich matka, Anna z Łopacińskich, zmarła w 1883 roku) do Zakopanego, do willi "Na Antołówce" zaprojektowanej w stylu zakopiańskim przez Jana Witkiewicza-Koszczyca.

1905

Rok 1905 zarówno ojciec, jak i syn witają w Lovranie, skąd Stanisław Ignacy wraca do Zakopanego w pierwszych dniach stycznia, zostawiając ojca, najpierw samego, potem w towarzystwie pani Dembowskiej i Dzineczki (Jadwigi) Sienkiewiczówny, na dalszej kuracji. W życiu Witkacego następuje moment istotnej decyzji. Przez chwilę rozważa wzięcie udziału w rewolucji 1905 roku, co mu ojciec odradza w liście z 29 stycznia, zalecając raczej pracę w konspiracji: " I ś ć d o p o w s t a n i a - to już anachronizm. [...] Więc, mój drogi, d o p o w s t a n i a n i e i d ź. Jeżeli Cię ten świat opanuje, jeżeli zechcesz się stać jednostką czynną spiskowego ruchu, to trzeba się do tego przygotować - trzeba się z tym obeznać, wziąć w siebie to, co stanowi zdobyte już doświadczenie spiskowej walki"90.

Stanisław Ignacy pragnie jednak uniezależnić się od domu i zamieszkać w Krakowie, z myślą o podjęciu studiów na Akademii Sztuk Pięknych z początkiem nowego roku akademickiego. Ojciec w zasadzie projekt ten akceptuje (środki na wynajem mieszkania przy ul. Topolowej pożycza Mikołaj hr. Rey z okolic Tarnowa, działacz galicyjskiego stronnictwa ludowego, któremu Witkiewicz ojciec projektował w stylu zakopiańskim murowany dwór w Przyborowie k. Dębicy) - i już w początkach lutego dochodzi do jego realizacji.

13 lutego 1905 wypełnia kwestionariusz C.K. Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie:

Nazwisko, imię: Stanisław Ignacy Witkiewicz.

Wiele ma lat, rok urodzenia, miejsce urodzenia, religia: 20 lat, ur. w r. 1885 w Warszawie, katolik.

Przynależność do kraju i gminy: Poddany rosyjski. Stały mieszkaniec Warszawy.

Adres rodziców i poczta: p. Zakopane.

Jakimi dokumentami wykazuje się, gdzie przedtem kształcił się: Matura ze Szkoły Realnej we Lwowie.

Jakie przedstawia prace: Studia pejzażowe.

48. Maria Dembowska

Do którego Profesora szkoły chce być zapisany: Do prof. Mehofera [sic!].

Gdzie obrał mieszkanie: Kraków. Topolowa 24

Kraków, dnia 13/II 1905 r.

Podpis ucznia: Stanisław Ignacy Witkiewicz.

Pobyt w Krakowie (co ciekawe, z rewolwerem ojca przywiezionym z Zakopanego91) przerwany został jednak chorobą, po przebyciu której, w drugiej połowie marca, w towarzystwie Karola Szymanowskiego wyjeżdża do Włoch, gdzie spędzi blisko miesiąc, głównie między Rzymem a Neapolem (m.in. w Lago di Albano, niedaleko Castel Gandolfo). Z końcem kwietnia jest już z powrotem na Topolowej (być może właśnie w Krakowie został okradziony - bo 4 maja 1905 ojciec pisze: "Mój drogi, mój miły! Więc cię okradli! Pewno, że komuś było to potrzebne, kiedy brał - ale co on ci zabrał biedaku?"92). Witkiewicz ojciec wraca z Lovrany około 16 maja i listy jego adresowane już będą z Zakopanego do Krakowa.

Życie Stanisława Ignacego w Krakowie w tym okresie można próbować zrekonstruować na podstawie listów ojca. W wynajmowanym pokoiku maluje, wiele czyta, spotyka się z przyjaciółmi, nie dziwiłyby też przypuszczenia, że ociera się o krąg współtwórców i bywalców świeżo powstałego "Zielonego Balonika" - mimo że ani literatura wspomnieniowa dotycząca tej epoki, ani żadne późniejsze wzmianki w listach ojca nie dostarczają dowodów na stwierdzenie tego z całą pewnością. Przede wszystkim jednak Stanisław Ignacy wkracza w problemy natury sentymentalnej. Zadurzony w pannie Ewie Tyszkiewiczównie (księżniczce Isis z powieści 622 upadki Bunga), jedzie za nią i jej rodziną do Rzymu i Florencji ("Italia, wiosna, młodość, muzyka i - Pan Szanowny"), aby "rozmówić się definitywnie z Nią co do mojego stosunku do Niej w przyszłości" (jak pisał po latach w liście do Malinowskiego93). "We Florencji w Museo Nazionale del Bargello podczas rozmowy okazało się, że ich wspólna przyszłość i małżeństwo nie są możliwe. Z tego powodu, właśnie wtedy, jeszcze we Florencji, Stanisław Ignacy pierwszy raz - jak pisał - miał myśli samobójcze. Do tych nieszczęsnych oświadczyn, odrzuconych nie tyle przez pannę Ewę, co jej ojca, odnosi się początek Opowiadania Bunga: "Otóż pamiętasz, w jakim byłem stanie, kiedy stary Bazyli Ostrogski zażądał ode mnie, abym wyrzekł się wszelkich marzeń o córce jego, księżniczce Isis. Chciałem do reszty wytracić w sobie wszystko, co było jeszcze we mnie wartościowym""94.

49. Stanisław i Stanisław Ignacy Witkiewiczowie w Lovranie, 1904

50. Stanisław i Stanisław Ignacy Witkiewiczowie w Lovranie, ok. 1910

Z tego powodu Stanisław Ignacy wiąże się z tancerką, panną W. (zwaną w powieści 622 upadki Bunga Lolą Montez od Friedmana - co sugeruje, że była zatrudniona w tinglu prowadzonym przez Adolfa Friedmana w Krakowie), z którą zamieszkał, nie informując o tym rodziców. Stanisław Witkiewicz, dowiedziawszy się o tym, przypadkowo otwierając list zaadresowany do Stasia, przestrzega syna przed konsekwencjami, zwłaszcza niechcianą ciążą ("Dopóki nie stało się większe nieszczęście, odejdź"). Rozstanie Stanisława Ignacego z panną W. i jej wyjazd do Ameryki uradowały ojca, który pisze: "Mój miły! Strasznie serdecznie Ciebie całuję. A to, co powiedziała panna W., cieszy mnie niezmiernie. Może cały ten wypadek ocali dobrą polską kobietę od zguby. Oby tylko w Ameryce nie trafiła na złych i przewrotnych ludzi"95. Kilka dni po rozstaniu syna z panną W. Witkiewicz ojciec dowiaduje się od zaprzyjaźnionego z Witkiewiczami dra Edmunda Majewicza (w powieści dr Riexenburg) o chorobie syna, wszystko wskazuje na to, że wenerycznej, która wymaga ścisłego leczenia, bo zaniedbana ma "ciężkie następstwa". Ojciec jednak zapewnia, że "Mama o tym nie wie"96.

Pozostaje jednak kwestia studiów na ASP w Krakowie. Monitowany i strofowany na ten temat przez ojca, zdobywa się wreszcie na otwarty bunt. "Nie jestem anemicznym i pokornym idiotą!" - replikuje gwałtownie, odpowiadając jednocześnie na zasadnicze memoriały ojca w sprawie powziętej decyzji wstąpienia na Akademię, która jest dla Witkiewicza wyjątkowo bolesna97. "Co za szczególną mieszaniną sprzeczności jest życie i czy koniecznie każde nowe pokolenie musi być antytezą i reakcją poprzedzającego? Więc po to my walczyliśmy przeciwko niewoli szkolnej, przeciw stadnemu duchowi w sztuce [...] żebyście wy właśnie czuli się dobrze w szkolnym systemie?"98.

Nierozstrzygnięta przez lato, które Witkacy spędza w Zakopanem, sytuacja konfliktowa między ojcem a synem pogłębia się jeszcze na jesieni. Stanisław Ignacy zamieszkuje u matki Bronisława Malinowskiego, na ul. Radziwiłłowskiej 19, by po dwóch miesiącach, w listopadzie 1905 roku, przenieść się na Pańską 9. Witkiewicz ojciec śle listy pod te dwa adresy i stara się wychować syna korespondencyjnie. Stosunek do życia i sztuki, uczuć i spraw społecznych - wszystko to staje się tematem cyklu ojcowskich memoriałów, których genezę tłumaczy: "Chciałbym żebyś [...] zrozumiał, jaki był i jest mój stosunek do Ciebie i czy w ogóle może człowiek bardziej współczuć, bardziej dążyć do zbliżenia, pojęcia, ułatwienia najswobodniejszego rozwoju drugiego człowieka, niż ja to czynię w stosunku do Ciebie!?"99 i gdzie indziej: "Nie mam Ciebie ani za "kretyna", ani za "brutala", jak Ty mówisz, mam, przeciwnie - za coś całkiem innego i dlatego Ci robię takie uwagi. Mam za bardzo inteligentnego i wielkiego talentu człowieka, który się zabłąkał, uwikłał w jakichś błędnych drogach"100. Ostatecznie Stanisław Ignacy od jesieni 1905 roku zaczyna studia w pracowni Józefa Mehoffera101, u którego studiuje do roku 1910 (z jednym rokiem przerwy "z powodu płuc" i trzymiesięcznego wyjazdu do Paryża - jak po wojnie podawał w życiorysie). Pod koniec nauki uczęszcza także do pracowni Stanisława Dębickiego102, o czym wspominał kolega z ASP, Andrzej Pronaszko. Jednak Stanisław Ignacy czuł się zawsze uczniem Mehoffera, a w 1938 roku cztery portrety i jedna kompozycja Witkacego znalazły się na wystawie Józef Mehoffer i jego uczniowie zorganizowanej przez krakowskie Towarzystwo Przyjaciół Sztuk Pięknych w Pałacu Sztuki103.

51. Leon Chwistek, fotografia sprzed 1914

52. Bronisław Malinowski, fot. S.I. Witkiewicz, ok. 1911

Studia są jednak kontynuacją samodzielnej pracy malarskiej, także ilustratorskiej - w 1905 roku ukazuje się w Krakowie zbiór poezji Henryka Ochenkowskiego Klucz. - Patrzę... Czuję... Marzę..., do którego winiety narysował Stanisław Ignacy Witkiewicz104. Już w okresie studiów malarskich Witkiewicz ojciec przepowiada synowi: "Zakopane, 22 listopada 1905 [...]. Jeżeli Tobie się zdaje, że Ty nie będziesz nigdy pisał, to bardzo się mylisz. Właściwie to jest Twoja potrzeba od dzieciństwa i potrzeba ta nie opuszcza Ciebie, objawia się rozmaicie, a przyjdzie czas, kiedy pod naciskiem jakiegoś przypadku zaczniesz pisać całkiem serio"105.

1906-1907

Początek roku 1906 nie przynosi poprawy stosunków między ojcem a synem. "Powtarzam, nie chodzi mi o ojcostwo, nie chodzi o nasz biologiczny stosunek, ale stosunek społeczny, stosunek wynikający ze współżycia, które jest środkiem doświadczalnego zbadania wartości uczuć danych ludzi do nas. Otóż Twoje listy zdradzają absolutny brak tej świadomości; są obrazem stanu umysłu, który w mężczyźnie 21-letnim może zastanawiać i prowadzić do przygnębiających wniosków"106.

Finał swój znajdują natomiast pierwsze, młodzieńcze sentymenty Witkacego związane z osobą panny Ewy. Ingerujący w ich korespondencję "Pan Szanowny" oraz uwagi Witkiewicza ("Strzeż siebie i strzeż inną osobę od wplątania się w bezmyślną, jakąś marną w istocie, a nieraz ciężką w skutkach - miłostkę"107) - doprowadzają w końcu do rozchwiania się ich stosunków, a o ostatecznym wyzwoleniu donosi Stanisław Ignacy ojcu w maju tego roku.

Rozpływającej się we mgle relacji z Ewą Tyszkiewiczówną towarzyszy gra uczuciami z Zofią Dembowską, malarką, córką wileńskiego lekarza, Tadeusza, który był bratem męża Marii Dembowskiej. Studiowała malarstwo na krakowskiej ASP, a jej listy do Bronisława Malinowskiego świadczą o dość skomplikowanych relacjach uczuciowych między tą trójką artystów. Witkiewicz ojciec ostrzega jednak syna przed tym związkiem: "Tylko żadnych surogatów uczuć nie przyjmuj od przypadku i luki, która się w Tobie uczyniła, nie zapychaj żadnymi kłakami pospolitymi i łatwymi do wzięcia, których zawsze na drodze pełno"108. Właśnie owa relacja z Zofią Dembowską staje się powodem zerwania stosunków między Stanisławem Ignacym a Bronisławem Malinowskim pod koniec 1906 roku. Zofia została sportretowana w powieści 622 upadki Bunga jako Donna Querpia.

W Krakowie Stanisław Ignacy zaczytuje się w pracach Hansa Corneliusa (wróci do niego po latach, w 1935 roku nawiąże z nim korespondencję109 i stanie się jego przyjacielem) i nosi się z zamiarem stworzenia własnej teorii sztuki. Witkiewicz ojciec do Corneliusa zniechęca, ale do własnej twórczości teoretycznej wręcz namawia:

"Twoje odrodzenie musi być odrodzeniem uczuć - bez tego nie ma życia. Dlatego, radzę Ci, rzuć Corneliusa, z którym od tak dawna już obcujesz, a który przy dzisiejszym stanie badań nad ludzką duszą nie może dać ścisłej teorii jej życia [...]. Zapowiedź napisania teorii sztuki strasznie mnie ucieszyła. Powrót tej niewyczerpanej energii twórczej, który był cechą Twego dzieciństwa - objawia się w chęci pisania takiej rzeczy. Bierz się do tego, zgromadziwszy w myśli jak największy, najwszechstronniejszy zasób wrażeń i wyobrażeń o sztuce, która już jest dokonana"110.

W końcu maja, po zakończeniu akademickiego kursu, Witkacy wraca do Zakopanego, co ojciec przyjmuje z nadzieją. "Pisała pani Dembowska, żeś Jej mówił, że to już ostatnie Twoje dnie w Akademii - oby tak było. Obyś na powrót wszedł na tę drogę niezależności i bezwzględnego oddawania się szczeremu wewnętrznemu porywowi, bez czego nie ma sztuki"111.

Jak wyglądał przebieg dyskusji na ten temat w ciągu wakacji 1906, trudno dziś sobie wyobrazić, w liście wysłanym latem tego roku do Malinowskiego Stanisław Ignacy pisze: "Ojciec ciężko chory. Ma gorączkę i pluje krwią. W domu zamęt i dlatego nic ciekawszego nie mam humoru pisać. Maluję dość dużo i robię postępy stale"112.

W październiku znowu odnajdujemy Stanisława Ignacego w Krakowie. Gwałtowna reakcja ojca - nawołującego syna do powrotu do Zakopanego - musiała jednak wywrzeć skutek. Studia zostały przerwane, a brak jakiejkolwiek korespondencji z roku 1907 dowodzi, że syn nie opuścił już domu na dłużej, aż do momentu wyjazdu do Paryża - w styczniu 1908. W swoim życiorysie pisanym po I wojnie Stanisław Ignacy Witkiewicz wyjaśniał, że przerwa roczna w studiach była spowodowana "stanem płuc" - co może tłumaczyć, dlaczego pobyt w kurorcie zakopiańskim trwał tak długo.

Nie wiadomo dokładnie, czy na początku, czy na końcu 1906 roku Stanisław Ignacy uczestniczy w wyprawie narciarskiej na Giewont przez Dolinę Małej Łąki, w towarzystwie Mariusza Zaruskiego i Kazimierza Młodzianowskiego113.

Na przełomie roku 1905-1906 natomiast, a najprawdopodobniej latem 1906, Witkacy poznał bawiącego wówczas w Polsce między Krakowem a Poroninem Władysława Ślewińskiego. Znajomość z nim znacznie zaważyła na ukierunkowaniu malarskich poszukiwań Witkacego. Owiany legendą burzliwej młodości i początków malarskiej kariery we Francji, uczeń i przyjaciel Gauguina, posiadacz kilku jego oryginalnych płócien - miał bowiem stać się Ślewiński pierwszym łącznikiem między wychowywanym na Böcklinie Witkacym a najnowszymi prądami sztuki europejskiej, nie bez pozostawienia wyraźnych śladów wpływu własnej twórczości na malarstwo Witkiewicza-juniora w tym okresie. "Zarażony" zaś już raz uwielbieniem dla Gauguina, nie przepuścił Witkacy okazji wyjazdu do Wiednia na wystawę jego prac. Odnotowanie tego przez współtowarzysza wyprawy Tymona Niesiołowskiego114 jest jednym z nielicznych śladów poczynań Stanisława Ignacego w owym, nieistniejącym w ojcowskiej korespondencji, roku 1907: "Na wystawę Gauguina w Wiedniu wybrałem się ze Stanisławem Ignacym Witkiewiczem. W galerii "Mittke" [właśc. Miethke - wystawa w marcu i kwietniu 1907] widzieliśmy po raz pierwszy taką sztukę. Harmonia kolorów i egzotyczne tematy szokowały oryginalnością"115. Z tego roku zachowały się także dwa portrety ojca oraz pejzaże tatrzańskie, które z pewnością młody artysta wykonywał z natury, podczas wycieczek w plener. Maluje Granaty, Widok na Kościelec, łańcuch Baszt (Ranek w górach), przebywa w Dolinie Gąsienicowej (Hińczowe Stawy, Staw w Tatrach) - wyraźnie idąc śladami wycieczki swego ojca opisanej w jego dziele Na przełęczy116. Od 16 listopada do końca grudnia 1907 roku trzy obrazy Stanisława Ignacego Witkiewicza (Hińczowe Stawy, Zwiędłe kwiaty i Jabłka) znajdują się na IV dorocznej wystawie w Warszawie zorganizowanej przez Towarzystwo Zachęty Sztuk Pięknych (Salon 1907, zwany Salonem Polskim)117.

1908

Ojciec i syn rozpoczynają rok w Zakopanem, skąd w końcu stycznia Stanisław Ignacy wyjeżdża do Paryża, gdzie pozostanie do połowy kwietnia. Przebywają tam w tym okresie także liczni znajomi z Zakopanego - Dzineczka Sienkiewiczówna z bratem, Ida Rylska118, Zofia Abakanowicz119 i inni, czego ślady odnajduje się w listach ojca.

Dokładną rekonstrukcję podróży do Paryża, jak i samego pobytu w stolicy Francji, znajdzie czytelnik w pracy Wojciecha Sztaby S.I. Witkiewicz w Paryżu 1908, publikowanej na portalu witkacologia.eu120. Witkacy przez Kraków (gdzie spotkał się z Tadeuszem Micińskim121 - "Poeta oczarowany Tobą, Twoją powagą i głębokością"122), Wiedeń, Salzburg dociera do Monachium, gdzie zatrzymuje się w domu Eugenii i Władysława Ślewińskich. "Z Monachium do Paryża jazda trwa najdłużej, 14 godzin, przez Stuttgart, Karlsruhe, Strasburg. Pierwsza kartka Witkacego z Paryża dochodzi do Zakopanego 4 lutego, wysłana była więc 1 lub 2 lutego, co by znaczyło, że Witkacy wyjechał z Monachium już 31 stycznia, po jednym dniu przerwy u Ślewińskich, o 6.30 rano"123.

53. Tadeusz Miciński w willi "Na Antołówce" w Zakopanem, fot. S.I. Witkiewicz, ok. 1905-1910

Pobyt w Paryżu Witkacy wykorzystuje głównie na zwiedzanie muzeów i galerii124, a przede wszystkim trafia na 24 Salon Niezależnych. Jest to okres, w którym artyści tacy jak Gauguin, van Gogh, Toulouse-Lautrec czy nawet Cézanne zajmują już niemal pozycje klasyków, a ich wystawy retrospektywne stanowią "gwoździe sezonu". Jednocześnie nabistów, skupionych wokół Bonnarda, wypiera pokolenie "dzikich bestii" - fowistów, a jako opowiedzenie się za nowym porządkiem, nowym rygorem i nową dyscypliną krystalizuje się kubizm, przez Braque'a i Picassa "wynaleziony" ("kubizują" już wówczas obok wymienionych Dufy i Vlaminck, Friesz i Derain), przez Apollinaire'a teoretycznie uzasadniony, a przez Kahnweilera lansowany. Dwudziestotrzyletni Witkacy, który dopiero rok przedtem po raz pierwszy zetknął się był naprawdę z malarstwem Gauguina, czuje się wobec natłoku wrażeń mocno oszołomiony. W listach do ojca nazywa to wprost "czymś szalonym", a wzmianki o "karaimach" i "hiszpańskich alfonsach" odpowiadają w domowym nazewnictwie reakcjom na wszelkich "-istów", wśród których płócien się obraca. Witkiewicz cieszy się reakcjami syna, komentując je każdorazowo, nie rezygnuje jednak z ojcowskich rad: "Bylebyś był zdrów i mógł te wrażenia zamienić na wnioski, a ponad wrażeniami skupić się i zdobyć na własną, niezależną twórczość"125. Czy gdzie indziej: "Musisz się nad tym zastanowiać, odnajdywać siebie i być niezależnym wobec "karaimów" i "hiszpańskich alfonsów" - a nawet wobec Gauguina, na którego imię się klniesz"126. Syn nie pozostaje głuchy na ojcowskie wskazania. Z tego okresu właśnie datuje się bowiem pierwsza wzmianka o jego kompozycjach, zwanych w języku rodzinnym "potworami", w których zrywa z dotychczas uprawianym malarstwem pejzażowym, pozostającym na wypadkowej wpływów ojca i Władysława Ślewińskiego, budzi się także jego pasja portretowa127.

Tymczasem ojciec nie rusza się w tym czasie z Zakopanego, pracując nad tekstem monografii o Matejce128, pod nieobecność syna zajmuje się także wysyłką jego obrazów do Krakowa, gdzie w Towarzystwie Przyjaciół Sztuk Pięknych w lutym i marcu eksponowane są na zbiorowej wystawie, organizowanej przez Seweryna Böhma, historyka sztuki, ówczesnego drugiego dyrektora TPSP w Krakowie, wieloletniego sekretarza Towarzystwa129. Witkacy zaprezentował siedem pejzaży: Ranek w górach, Po zachodzie, Noc księżycowa, Morze, Wieczór zimowy, Czarny Staw oraz Pejzaż litewski. Seweryn Gottlieb, krakowski adwokat oraz publicysta i krytyk, pisał w recenzji Z wystawy: "Nową osobą jest p. St. Witkiewicz-syn. Pejzaże jego co prawda wybitne nie są, ale mają notę osobistą. Widać w nich dążenie do w ł a s n e j metody malarskiej. Ten brak oparcia się o wszechwładne dziś wzory jest już dużą zaletą. P. W[itkiewicz] jest jako malarz krajobrazu kolorystą i nastrojowcem. Ranek w górach (118), Noc księżycowa (120) i litewski pejzaż wyróżniają się poważnie"130.

Latem tego roku następuje tak znaczne pogorszenie stanu zdrowia Witkiewicza, iż - po konsultacji z lekarzami w Krakowie - zadecydowano o konieczności jego natychmiastowego wyjazdu na południe.

Czwartego listopada 1908, pod opieką pani Dembowskiej i siostry Eugenii, Witkiewicz wyjeżdża do znanej mu już z lat 1904-1905 Lovrany, by nigdy już z niej do Polski nie wrócić. Wraz z opiekunkami zamieszkuje w "Villa Jeanette", łudząc się, że przymusowy tam pobyt nie potrwa dłużej niż parę miesięcy.

Syn tymczasem wynajmuje w Krakowie pokój na Grodzkiej 9 ("Nająłem byczy pokój na Grodzkiej za 14 blatów" - donosi matce w liście z 3 X131) - i rozpoczyna rok akademicki w pracowni Mehoffera. Obok studiów uprawia intensywne życie towarzyskie, m.in. wpada w krąg satelitów Ludwika i Ireny Solskich132, z którymi znajomość znacznie zaważy na jego późniejszych latach (Stanisław Ignacy miał okazję podziwiać Irenę Solską już latem w Zakopanem, gdzie w hotelu "Stamary" 16 sierpnia 1908 występowała w spektaklu będącym rautem literacko-artystycznym, m.in. wraz z Władysławem Reymontem, Wacławem Sieroszewskim i Gustawem Daniłowskim133), z tego okresu także datują się narodziny jego przyjaźni z Eugenią i Władysławem Borkowskimi134, a której kulminacja przypadnie na lata bezpośrednio poprzedzające I wojnę światową.

54. Stanisław Witkiewicz w Lovranie, fot. Maria Witkiewiczówna (Dziudzia), 1909

Leitmotivem przewijającym się przez listy ojca z tego roku jest głównie troska o rozwój artystyczny syna oraz o układanie się jego stosunków z ludźmi, bądź najbliższymi, bądź nowo w Krakowie poznanymi. Jednocześnie w związku z chorobą i koniecznością kuracji zaczynają się pojawiać stałe komunikaty o stanie zdrowia i samopoczucia, co powtarzać się będzie już we wszystkich następnych listach z Lovrany.

W listopadzie i grudniu ojciec martwi się także stanem zdrowia syna ("Środa, 2 grudnia, Mój Staśku Najdroższy! Martwię się, że ciągle leczysz się pastylkami. Co za lekkomyślne głupstwo! Wiesz, że to, co nazywasz katarem, może być bronchitem i że dla Ciebie to jest bardzo niedobre"135), zapewne będąc przeczulonym, gdyż w roku poprzednim Stanisław Ignacy z "powodu płuc" musiał przerwać studia.

W połowie grudnia Stanisław Ignacy wraca do Zakopanego.

1909

Witkiewiczowi ojcu rok ten będzie upływał na walce z chorobą i jej konsekwencjami, a jedynymi wydarzeniami markującymi pobyt w Lovranie będą przenosiny z "Villa Jeanette" do "Pension Centrale" (1 marca), pensjonatu prowadzonego przez Polkę, panią Sidonię Romańczuk-Gadomską, pierwsze spacery powozem oraz odwiedziny bliskich i znajomych. W marcu do "Pension Centrale" przyjeżdżają Żeromscy z synkiem Adasiem (zdjęcie z jego podobizną widnieje na pierwszej zachowanej pocztówce wysłanej przez syna do ojca pod koniec stycznia - w której Stanisław Ignacy pisał: "Najdroższy Tato: Tak byłem zajęty, że wczoraj listu nie mogłem napisać. Dziś to uczynię wieczorem"136), Aniela Jałowiecka, w kwietniu syn, na kuracji w Lovranie bawią także dwie zaprzyjaźnione panienki - Barbara Wołk137 i Helena Czerwijowska138, Józef Piłsudski. W tym samym czasie następuje przejazd przez Lovranę pp. Borkowskich, z którymi zaprzyjaźniony jest tak Stanisław Ignacy, jak i panna Czerwijowska - nawiązanemu zaś przez to bliższemu kontaktowi między dwojgiem młodych zawdzięczać wypada fakt, że zakochana panna Helena prowadzić będzie odtąd pamiętnik, a jego listy do niej, zwłaszcza z lat późniejszych, stanowić będą bezcenny przyczynek do poznania kolei losów Stanisława Ignacego139. Po krótkim pobycie w Lovranie pp. Borkowscy wyjeżdżają dalej - do Florencji, by złożyć wizytę Stanisławowi Brzozowskiemu, do Witkiewicza przyjeżdża tymczasem ukochany Włodzio Konieczny. W czerwcu odwiedza chorego Tadeusz Miciński ("Był bardzo serdeczny i pocieszny - pozdrów go od nas"140) oraz przebywa parę tygodni "Ciocia Żeni"141 - zastępują oni Witkiewiczowi kontakt ze światem i rozpraszają samotność.

Dla Stanisława Ignacego rok ten będzie w pewnym sensie rokiem przełomowym i brzemiennym w następstwa. Znajomość z "panią S." - Ireną Solską przerodzi się bowiem w burzliwy romans, który trwać będzie prawie do 1912 roku i doprowadzi studenta Akademii Sztuk Pięknych do napisania swojej pierwszej powieści o znamiennym tytule - 622 upadki Bunga, czyli Demoniczna kobieta, w znacznej mierze opartej na autobiograficznych wątkach z tego okresu. Romans z Solską mógł zacząć się 4 marca 1909 roku - ten dzień jako jeden z ważniejszych w życiu wskazał Stanisław Ignacy w liście do Romana Jaworskiego142. Przed marcem tego roku poznaje "u panny M.B." - Jadwigę Janczewską143.

Niezależnie jednak od spraw uczuciowych kontynuuje studia. W pierwszych miesiącach roku spotykamy go zamieszkałego na Grodzkiej (w połowie lutego do Krakowa przyjeżdża matka Stanisława Ignacego i razem udają się do Zakopanego na jego urodziny - 24 lutego) i pełnego twórczego zapału. Zapewne jednak choroba ojca i koszty związane z jego pobytem na południu Europy, wynajem mieszkania w Krakowie i utrzymanie, a także planowany wyjazd do ojca powodują, że młody Witkiewicz szuka dodatkowych źródeł zarobku. Prawdopodobnie wtedy pisze list do Jana Gwalberta Pawlikowskiego i jego żony z podziękowaniem za pomoc w sprzedaży obrazów: "Są one tak bezdennie podłe, że boję się, czy w postępowaniu Państwa nie ma czasem litości. Byłoby to dla mnie bardzo przykrym. Pozwoliłem sobie posłać obrazy na koszt Państwa, ale byłem w dość przykrym położeniu finansowym i myślałem, że o ile co zostanie sprzedane, to koszta te będą od pieniędzy za obraz odtrącone"144.

W kwietniu złoży swą pierwszą wizytę choremu ojcu, spędzi z nim prawie miesiąc, po czym wraca do Krakowa. W maju na chwilę jedzie do matki do Zakopanego ("Strasznie na krótko obliczyłeś bytność w Zakopanem, a jeżeli byłeś zaspany, to Mama niewiele miała pociechy"145, wtedy też prawdopodobnie wybrał się w Tatry na Lodowy Szczyt), by na dłużej pojechać tam na wakacje, od końca czerwca do połowy października - kiedy jest już z powrotem w Krakowie, zmienia miejsce zamieszkania z Grodzkiej na Topolową 8, u pani Siweckiej. W lipcu Stanisław Ignacy wraz z matką jadą jeszcze do Krakowa, aby wziąć udział w pogrzebie Heleny Modrzejewskiej (17 lipca), która zmarła 8 kwietnia tego roku w Kalifornii146.

55. S.I. Witkiewicz, portret Ireny Solskiej, rysunek węglem, ok. 1910-1913

56. Irena Solska z córką Hanią, fot. S.I. Witkiewicz, ok. 1911

Z problemów obchodzących żywo i ojca, i syna w tym roku odnotować należy konflikt z Tadeuszem Micińskim na tle jego Nietoty ("Napisałem do Poety list, po którym albo go przetrąci, albo spali Nietotę, albo wyleje kubeł pomyj na nasze głowy. Jeżeliby przyjechał do Krakowa i czepiał się Ciebie, zachowuj się zimnie, poważnie, a jeżeliby chciał obrażać - sąd honorowy. Niech odczyta dokument!"; po spotkaniu z Micińskim w Lovranie w czerwcu Witkiewicz ostrzega syna: "Czy widziałeś się z Poetą? Uważaj, żebyś nie brał poezji, którą może on utkać na tle naszym, za Wahrheit [prawdę]"147), a przede wszystkim rozwój twórczości Stanisława Ignacego oraz jego sprawy uczuciowe. Ojciec w swych listach stara się zatem podtrzymywać twórczy zapał syna, udzielając mu szeregu rad i wskazówek, a jednocześnie stara się zrozumieć, na czym polega istota związku łączącego syna z wielką aktorką, obawiając się złych następstw owego związku dla rozwoju jego osobowości i jego malarstwa. "Czym jest w Twoim życiu pani S. - przyjaźnią, namiętnością, otumanieniem zmysłów, miłością, zachwytem psychicznym, podziwem myśli - czym? Teatru nie lubisz, sztuki aktorskiej nie uznajesz - więc artystyczny zachwyt nie wchodzi tu w rachubę"148. W innym miejscu pisze: "Chciałbym tylko, żebyś w tej sferze, w której najwięcej głupstw się robi, trzymał się ściśle zasady: ż a d n e j w s p ó l n e j m i s k i i ż a d n y c h r e s z t e k p o n i k i m. Rozumiesz?", by wyjaśnić wprost, po kilku dniach: "Co do wspólnej miski, to rozumiem pod tym po prostu dzielenie się kobietą z mężem czy innym panem i branie na życie całego poniżenia kłamstw, fałszów, może dramatów, i wleczenie się z tym tobołem zabójczym. Rozumiesz?"149.

Stanisław Ignacy Witkiewicz nadal rysuje węglem swoje "potwory", które Michał Pawlikowski po latach ocenił jako "bezwstydną, pornograficzną" relację z romansu z Solską150. Z 1909 roku pochodzą także portrety (m.in. Eugenii Dunin-Borkowskiej), olejny pejzaż Przedwiośnie (z adnotacją autora: "Dla Radcy" - czyli Lilpopa) oraz projekt okładki oraz kart tytułowych do Historii maniaków Romana Jaworskiego - poznanego w Krakowie zapewne w roku 1908151. Witkiewicz ojciec ocenia prace syna: "Dziś obejrzałem Twoje rysunki [...] potwory zawsze mają te same błyski zadziwiającego poczucia charakteru i wyrazu i ja bym się ich nie wyrzekał - tylko udoskonalał formę i figur, i twarzy, i obrazu. W aktach widać uświadomienie budowy i stanowczy postęp. Jedno, co bym radził, to przy zakładaniu cieni czy półtonów z największą ścisłością trzymać się ich natężenia, bo przecie to wyraża kształt na powierzchni - który na zewnątrz wyraża kontur. [...] Idź dalej i jeżeli chcesz zupełnie opanować kształt - rysuj potwornie dużo. Ale mnie strasznie żal, że odłogiem leży malowanie - Twoja tak już duża umiejętność malarska! [...] Strasznie chcę Twoich obrazów!"152. W 1908 roku obraz Ranek w górach S.I. Witkiewicza ukazuje się w formie karty pocztowej nakładem Jana Czerneckiego z Wieliczki153. Nie dochodzi do wydania kolejnych reprodukcji, choć zachowana karta pocztowa z tego okresu Czerneckiego do Witkiewicza dowodzi, że były takie plany, zwłaszcza matki Stanisława Ignacego:

"Wielmożny Panie!

Dziś jadę do Warszawy, a z powrotem będę dopiero w poniedziałek. Na list Pana nie odpowiadam z powodu braku czasu. Pragnę bardzo widzieć się z WPanem osobiście. Do reprodukcji wezmę jeszcze parę prac WPana. Z obrazów, raczej szkiców nadesłanych mi przez Matkę WPana nic reprodukować nie będę aż do porozumienia się z WPanem.

Z wysokiem poważaniem

J. Czernecki"

Karta pocztowa: St.I. Witkiewicz, Ranek w górach. Nakład J. Czerneckiego, Wieliczka 1908, nr 221. Naśladownictwo zastrzeżone. Adres: Wielmożny Pan / St.I. Witkiewicz / artysta malarz / Kraków / Grodzka 9, III p. Stempel nieczytelny154.

W dalszych listach ojca z 1909 roku przewijają się komunikaty o stanie zdrowia podlegającego stałym wahaniom - nie bez nadziei na polepszenie jednak, w co Witkiewicz wierzy bezustannie. Zaraz po Bożym Narodzeniu Stanisław Ignacy wyrusza do Lovrany.

1910

Rok 1910 dla obu Witkiewiczów rozpoczyna się nad Adriatykiem. Stanisław Ignacy przyjechał tu 1 stycznia (tego dnia dopisuje się do kartki ojca wysłanej do Zakopanego: "Najdroższa Mamo: Ojca zastałem bardzo dobrze. Stawy doskonałe. Żołądek już się poprawił. Jestem b. śpiący, więc wieczorem lub jutro. Staś"155), by pozostać dwa tygodnie, spędzając czas na włóczęgach po okolicy, malowaniu oraz rozmowach istotnych z ojcem, które, jak łatwo się domyślić, obracały się najczęściej wokół problemów artystycznych syna oraz "pani S.".

W połowie stycznia Stanisław Ignacy wraca do Krakowa i pełen energii rzuca się do malowania. Powstaje wówczas nowy cykl "potworów", a także z tego okresu datuje się jego zainteresowanie litografią, co umożliwione zostało przez utworzenie przy Akademii pracowni litograficznej, w której rozwijali ożywioną działalność młodzi wychowankowie Akademii - Wojciech Jastrzębowski156, Włodzimierz Konieczny, Antoni Markowski157, Jacek Mierzejewski158 i in. Jedna z prac Witkacego z tego okresu ukazuje się reprodukowana na okładce wydanych w kwietniu 1910 Historii maniaków, z których autorem - Romanem Jaworskim, łączyć go będzie odtąd zażyła przyjaźń. Pisze wówczas do niego z Zakopanego: "Z najgłębszym zainteresowaniem o c z e k u j ę pojawienia się Pańskiej książki, nie tylko w o c z e k i w a n i u niezwykłych wrażeń artystycznych, które mnie c z e k a j ą, ale także dlatego, że moja duma zostanie nasycona, jako że uznano mnie za dość zdatnego do ilustrowania Pańskich perwersji"159. Książkę Jaworskiego syn posyła ojcu do Lovrany, co ten z wdzięcznością (i przewrotnie) komentuje: "Pani Dembowska czyta książkę Jaworskiego i co chwila wykrzykuje: "- Nie! to jest talent! Duży talent! On głęboko czuje pod tymi ironiami!". Ja jeszcze nie mogłem zabrać się do tego"160.

Praca nie wyczerpuje jednak zajęć Stanisława Ignacego w Krakowie. Prowadzi nadal ożywione życie towarzyskie. Jan Rembowski161, Karol Frycz162, Tadeusz Szymberski163, Roman Jaworski, nie licząc dawnych przyjaciół oraz kolegów z Akademii, stanowią stały krąg, w którym się obraca, nad wszystkim zaś nadal niepodzielnie króluje "pani S.". Uczuciowa szarpanina, odejścia i powroty, męki zazdrości i niczym nieopanowana namiętność targają dwudziestopięcioletnim Witkacym, czego echa odczytać można w każdym niemal liście ojca. Tym bardziej przeżywa brak życiowej stabilizacji, o czym pisze zresztą w liście do Ireny Solskiej: "Mam wrażenie, że jak wrócisz z Warszawy, zmieni się nasz stosunek. Ze mną stanowczo coś się stało. [...] Tym bardziej do wściekłości mię doprowadzają Twoje głupie przypuszczenia, że ja coś knuję przeciw Tobie. Kocham Cię ciągle coraz inaczej i mam przeczucie nieskończonych możliwości. [...] Jak pomyślę, że jestem tak potwornie stary, zimno mi się robi. Teraz wszystko robię z tą myślą, żeby jak najprędzej mieć niezależne stanowisko"164. Ten sam motyw powtarza się i w liście do Romana Jaworskiego. "Napisałem przeszło 800 stron, a teraz intensywnie maluję, ażeby wreszcie poprawić swe stanowisko w świecie i moim wszawym wrogom zamknąć mordy"165.

Niezależnie jednak od "zdobycia stanowiska" Witkacy-Bungo kontynuuje cykl swoich "upadków". W maju, korzystając z zaproszenia na występy, jakie Irena Solska otrzymała od Ivo Vojnoviča, dyrektora teatru w Zagrzebiu (grała w Lilli Wenedzie Słowackiego, Norze Ibsena oraz Śmierci Ofelii Wyspiańskiego), wyjeżdża z nią razem i 10 maja niespodziewanie pojawiają się oboje u ojca w Lovranie (Stanisław Ignacy na mniej więcej dziesięć dni). Witkiewicz reaguje na spotkanie jednoznacznie. "Poznanie pani S. nie zmieniło nic w poglądach, nie usunęło żadnych wątpliwości, nie uspokoiło żadnych trwóg. Sprawa przedstawia mi się tak, jak przedstawiała się na zasadzie Twoich opowiadań i listów. Dziś, jak i wtedy, jestem zdania, że musisz być silnym, absolutnie niezależnym i na jakąś spodziewaną, czy niespodzianą chwilę kataklizmu przygotowanym. Nie dać się - nie dać"166. Co ciekawe, przebywała wtedy w Abazji Jadwiga Janczewska, córka adwokata z Mińska i właściciela majątku Leszcze w guberni kaliskiej, późniejsza narzeczona Stasia. 15 maja 1910 roku wysłała Janowi Rembowskiemu do Zakopanego kartę pocztową, nie wiadomo jednak, czy spotykała się wtedy z Witkiewiczami, nie ma o nich mowy w treści kartki167.

Tymczasem Witkiewicz ojciec, korzystając z ogólnego polepszenia stanu zdrowia168, zabiera się do pisania. Jest to tekst do II zeszytu Stylu Zakopiańskiego - Ciesielstwo (Dom), który wykończony w listopadzie tego roku, ukaże się drukiem w roku 1911. Praca idzie mu z trudem, czym zresztą broni się, jako jednym z argumentów, przed propozycją syna, by zaprosił panią S. do Lovrany na lato. Cieszy się wiadomościami o postępach Stanisława Ignacego w pracy, przede wszystkim nad powieścią. Powieść ta to wymienione już 622 upadki Bunga, czyli Demoniczna kobieta, pisana głównie w 1910 roku, mimo że rękopis nosi jako datę rozpoczęcia utworu rok 1909, ukończenia zaś - 1911. Okres najintensywniejszej pracy nad powieścią przypada na lato, które Witkacy spędza w Zakopanem (od końca czerwca), co potwierdza kilka z jego zachowanych kartek do ojca (w których - monitowany przez ojca, stara się dopisywać: "Pani Dembowskiej rączki całuję"), oraz relacje zdawane przyjaciołom. "Pragnąłbym chętnie móc się z Panem spotkać, by Panu donieść, że nie tracę czasu i przecież coś stworzyłem. Pisałem całe lato, a w pracy tej dużą radość sprawiała mi pani S., której wszystko czytałem169" - komunikuje na jesieni Romanowi Jaworskiemu, a nieco później, w liście do Heleny Czerwijowskiej, dorzuca nowe szczegóły: "Niech Pani sobie wyobrazi, że napisałem powieść (przeszło 1000 kartek konceptowego papieru). Chcę ją wydać po opracowaniu szczegółowym pod pseudonimem Tomasz Błuzden i dedykować ją memu bratu Ignacemu i p. Borkowskiej. [...] Przez całe lato pisałem, czasami cały dzień i całą noc bez przerwy, i malowałem stosunkowo bardzo mało"170. Z 1910 roku pochodzą wzmianki o niezachowanych portretach Ludomira Różyckiego171, Władysława Dunin-Borkowskiego. Maluje także martwe natury, portretuje Stefanię Jaworską172, adwokata Ignacego Wasserberga173 (któremu w dowód wdzięczności za pozowanie dedykuje swój fotograficzny autoportret), Eugenię Dunin-Borkowską, Helenę Czerwijowską, a także zimowy pejzaż Reglowej Polany - dowód, że oprócz "potworów" nie zaprzestał rysowania z natury krajobrazów tatrzańskich, podobnie jak wypraw narciarskich174, nie zaniechał także letnich wycieczek w góry (z Klimkiem Bachledą na Niebieską Turnię - zanim ten zginął tragicznie w sierpniu175).

W sierpniu wystawia swoje prace w prywatnym domu Wojciecha Brzegi na Skibówkach, wraz z obrazami Jana Rembowskiego, Stanisława Gałka, Tymona Niesiołowskiego, Zefira (Zefiryna) Ćwiklińskiego, Karola Kłosowskiego i rzeźbami Stanisława Sobczaka176. Dochód z wystawy miał zostać przeznaczony na Muzeum Tatrzańskie. Stanisław Ignacy kontynuuje także swoją pasję fotograficzną. Prawdopodobnie o czterech fotografiach z "minami" pisze w liście z maja ojciec: "Ze ściany patrzą cztery Twoje wyrazy i "miny" - wielką mi to czyni radość"177.

Witkacy przyjeżdża raz jeszcze do Lovrany w ostatnich dniach listopada, bawi tam do 19 grudnia, po czym następuje powrót do Zakopanego i pracy ciąg dalszy. Prawdopodobnie po świętach Bożego Narodzenia wyjeżdża do Krakowa, gdzie - w wieku lat dwudziestu - zapada na dziecięcą chorobę, odrę. Nie jest to jednak powrót na studia. Zrezygnował z nich w 1910 roku.

1911

Blok korespondencji Witkiewicza z roku 1911 składa się z pięćdziesięciu pozycji, obejmując okres od marca do listopada tego roku. Trudno dociec, co stało się z listami do syna z pierwszych miesięcy roku, rekonstrukcję zaszłych wydarzeń ułatwiają jednak kartki i listy Witkiewicza do siostry - Cioci Mery, przebywającej wówczas w Paryżu. Z kartki z 8 stycznia dowiadujemy się, kto leczył młodego Witkiewicza: "Stasiek biedak złapał w Krakowie odrę. Leczy go dr Majewicz178, a Matka pojechała do niego - więc to mnie uspokaja", po czym w kartce z 23 stycznia wiadomość następna: "Stasiek już odbył swoje odrowe nabożeństwo i jutro wyjeżdżają z Krakowa do Zakopanego". Sam podmiot rodzicielskiej troski pisał zaś do Czerwijowskiej 29 stycznia 1911: "Teraz byłem chory na odrę, co w moim wieku jest rzeczą ciężką. Leżałem 3 tygodnie w Krakowie, gdzie przyjechałem na dwa dni. Niech więc Pani wybaczy, że piszę źle i nieciekawie"179.

Przez jakiś czas, pod nieobecność Cioci Mery, Stanisław Ignacy mieszka w jej willi na Antałówce w poszukiwaniu samotności (być może także z chęci odizolowania się od zdrowych członków rodziny, a również w celach czysto praktycznych - pilnowania domu pod nieobecność właścicieli), pod koniec marca w hotelu w Poroninie180, a o swoich losach i samopoczuciu - zwłaszcza po ukończeniu 622 upadków Bunga - donosi w liście do Romana Jaworskiego. "Przebywam obecnie w Zakopanem i z wolna podnoszę się z dziecięcej choroby, zwanej po polsku odrą, którą przebyłem w Krakowie. Powieść swą ukończyłem, lecz widzę teraz, że nie nadaje się do druku. Może ją jeszcze przerobię. Ale z literaturą skończyłem i przyrzekam Panu nigdy do niej nie wrócić. Może się Pan przeto nie obawiać mojej konkurencji na tym polu. Tutaj spadł ogromny śnieg, a ludzie skretynieli od jeżdżenia na nartach. Poza tym nic interesującego, tylko takie rzeczy, których nikomu bezpośrednio nie można powiedzieć. Lecz życie na ogół warte jest życia, a co do mnie na przykład, będę dalej żył, aż do skutku"181. W podobnym tonie pisze też do Heleny Czerwijowskiej po kilku miesiącach: "Pytała Pani, czy miałem dużo przykrości. Odpowiadam, że dosyć, ale wszystko rzeczy, które mają wielką wartość dydaktyczną dla młodego człowieka w pewnym wieku. Nic nie zdołało jeszcze naruszyć mojego życiowego idealizmu, a artystycznie bądź co bądź pcham się powoli w górę"182.

W tym stanie ducha Witkacy szykuje się do wyjazdu do Bretanii. Być może środki na podróż miało zapewnić odnajmowanie gościom dzierżawionego w 1911 roku przez Witkiewiczów domu Ślimaka przy Krupówkach.

"Wyjechał do Berlina pociągiem około 28 kwietnia przez Warszawę albo, co bardziej prawdopodobne, przez Wrocław, gdzie miał do wyboru 10 połączeń, od 3.55 rano do 0.51 w nocy. 30 kwietnia, w niedzielę, dotarł do celu, ale o której godzinie - rano, wieczorem? Tego dnia wysłał kartkę do ojca przebywającego w Lovranie: "Jestem w Berlinie. Po dokładnym wyspaniu się napiszę. 2 noce w drodze niewyspane""183. Berlin opuścił najprawdopodobniej 4 maja i zdążył w nim zobaczyć wystawę XXII Berlińskiej Secesji otwartą 8 kwietnia 1911 roku184. W wystawie "udział wzięło 161 artystów - malarzy i rzeźbiarzy, pokazano 335 prac. Wśród wystawiających ówczesne sławy, na czele "trzy gwiazdy niemieckiego impresjonizmu" wedle określenia Paula Cassirera: Max Liebermann, honorowy prezydent Secesji, zwany "Maximilianem I-szym", Lovis Corinth, nowy prezydent, oraz Max Slevogt. Oraz sławy przyszłe - Max Beckmann, Ernst Barlach, Lyonel Feininger, Otto Modersohn, Hans Purrmann, Jules Pascin; z członków nadzwyczajnych wystawiał Ferdinand Hodler. [...] Zaproszono także 18 malarzy z Francji [...]. Wśród nich byli m.in. Braque, Derain, van Dongen, Dufy, Friesz, Manguin, Marquet, Picasso, Puy, Vlaminck"185. Na młodym artyście większe wrażenie mogła jednak zrobić III wystawa Nowej Berlińskiej Secesji, która formalnie została zakończona w połowie kwietnia, ale - jak dowodzi Sztaba - obrazy nadal można było zobaczyć w Galerii Maximiliana Machta. "Wystawa była niewielka, w 5 salach wystawiało 55 prac 16 malarzy, m.in.: Erich Heckel, Ernst Ludwig Kirchner, Cesar Klein, Otto Mueller, Emil Nolde, Max Pechstein, Christian Rohlsf, Karl Schmidt-Rottluf, Arthur Segal i Georg Tappert - jedna trzecia wystawiających związana była z drezdeńską grupą Die Brücke"186. Katalog tej właśnie wystawy mógł wysłać młody Witkiewicz ojcu, co ten skomentował w liście: "strasznie mocne rzeczy"187. Pocztówki wysyłane z Niemiec przedstawiały obrazy wystawiane w Kaiser-Friedrich-Museum, które "słynęło z bogatej galerii malarstwa, a w niej obrazy van Eycka, Memlinga, van der Weydena, 7 portretów Dürera (Hieronimus Holzschuhber), Cranacha, Holbeina (Kupiec Gisze), portrety Halsa (Hille Bobbe), autoportrety Rembrandta, obrazy Rubensa, wspaniałe przykłady malarstwa hiszpańskiego, francuskiego, angielskiego"188.

Zapewne 6 maja, przez Kolonię (pisze do ojca: "Najdroższy Tato: Czekam w Kolonii na pociąg. Martwi mnie to, że tak długo jestem bez wiadomości o Tacie. Myślę, że u Ciotki znajdę już list. Także nie wiem, czy Tata jest zadowolony z mojej podróży i wierzy w jej dobry skutek"189) dociera do Paryża, gdzie spotka się z "Kotusiami" - Ciocią Mery i Dziudzią oraz Dzineczką Sienkiewiczówną. Pobyt w Paryżu (u p. Dygat190 w "Pension de Famille", rue Jacob 18, gdzie zatrzymywali się w Paryżu Polacy) nie trwa jednak długo; po obejrzeniu paru wystaw i Salonu Niezależnych, wraz z jego słynną 41. salą, stanowiącą tryumfalny manifest kubizmu ("To, co piszesz o wrażeniach z Independentów - cieszy mnie. Poczucie swojej odrębności, swojej " i n n o ś c i" jest dowodem, że j e s t e ś, że przez te lata skrystalizowała się wyraźniej indywidualność. Dobrze"191), Witkacy jedzie dalej, do Doëlan w Bretanii, dokąd zaproszony został przez państwa Ślewińskich.

"Dom, który Ślewiński kupił w Doëlan w 1910 r., nosił nazwę Ker Simon, co w języku bretońskim oznacza Dom Szymona. Położony jest wprawdzie w centrum portowego miasteczka, ale jego rozmiary, większe niż innych domów, dominujące położenie na wzgórzu, ogród dookoła, a szczególnie pseudowarowna wieża - sprawiły, że mieszkańcy nazywali ten dom Château de Ker Simon, a podobno od czasów Ślewińskiego po prostu Château. W rodzinie Ślewińskich i wśród ich przyjaciół dom nazywano Zameczkiem"192.

57. Władysław Ślewiński, portret olejny S.I. Witkiewicza, ok. 1911

Zetknięcie z pejzażem Bretanii i oceanem, a przede wszystkim towarzystwo Władysława Ślewińskiego (oprócz niego był tam także przez jakiś czas Ignacy Pieńkowski - malarz193 oraz państwo Zalescy - "[...] krewni Tyszkiewiczów, którzy się z tobą spotykają w zapadłym kącie Bretanii!"194) staną się dla Stanisława Ignacego silnym bodźcem do rozwoju jego malarstwa. Zwiedza okolice Doëlan - Pont-Aven i Le Pouldu, wsławione przed kilkunastu laty przez Gauguina i jego szkołę, mnóstwo maluje, a fotografie ze swych szkiców i obrazów przesyła ojcu do Lovrany. Konfrontacja jego malarstwa i artystycznych teorii z postawą Władysława Ślewińskiego nie odbyła się jednak bez zgrzytów. Witkacy nazywa sędziwego malarza "naturalistą" i skarży się ojcu, że Ślewiński "zupełnie jak Tato", ojciec natomiast usiłuje ingerować, tłumaczyć, wyjaśniać i łagodzić, obawiając się poważniejszych spięć między synem a wielkim malarzem, którego sam ceni, szanuje i na którego życzliwości mu zależy. "Zmiłuj się, unikaj pierepałek i jeżeli czujesz cień cienia własnej winy, daj zupełne zadośćuczynienie. [...] Nie wiem, na jakim tle ta pierepałka, dopóki jednak nie nakłaniają do przyjęcia prawosławia, szpiegostwa i tym podobnych wolnych profesji, staraj się porozumieć"195 - monituje syna w jednym z listów. Do "pierepałki" dojść jednak musiało, na co wskazują kolejne listy ojca, choć była to prawdopodobnie rzecz błaha, skoro pisał zaraz następnego dnia: "Przyczyny "pierepałki" i jej wyjaśnienie uspokoiły mnie i bardzo ubawiły"196. Nie oznacza to zatem zerwania stosunków, czego ostatecznym dowodem zarówno przejazd Witkacego przez Doëlan w drodze powrotnej z Londynu, jak też serdeczny w tonie list Ślewińskiego do Witkiewicza z grudnia 1911, w którym pisze m.in. "Ucieszyło mnie także bardzo, że Szanowny Pan znalazł postęp w pracach syna. Nie jest to moją zasługą, bo Staś z takim zapałem całe lato pracował, mimo trudnych warunków, jakie miał podczas swojego pobytu w Doëlan, że na nie zasłużył. Wspominamy go bardzo mile i często myślimy i mówimy o nim. Czy i w dalszym ciągu tak dużo pracuje? [...] Czy Staś jeszcze bawi w Lovranie? Nie mogłem bardzo odczytać Jego listu ostatniego, a pragnąłbym Mu odpisać. [...] Prawdziwie oddany W. Ślewiński"197. Warto też przy okazji przypomnieć, że z tego okresu pochodzi portret Stanisława Ignacego Witkiewicza malowany przez Władysława Ślewińskiego, a który bez wątpienia musiał powstać w czasie pobytu Witkacego nad oceanem.

58. Stanisław Witkiewicz i siostra Maria Witkiewiczówna (Mary) na balkonie "Pension Centrale" w Lovranie, fot. Maria Witkiewiczówna (Dziudzia), 1911

59. Maria Witkiewiczówna (Mary), Stanisław i Stanisław Ignacy Witkiewiczowie na tarasie "Pension Centrale" w Lovranie, fot. Maria Witkiewiczówna (Dziudzia), 1911

Wyjazd Witkacego z Bretanii (przez Brest: "Twój list z Brestu i kartka są tak miłe, wesołe i energiczne, że się cieszę strasznie i byleby obeszło się bez krzywdy, będę się Twoją eskapadą cieszył zawsze"198) do Anglii - anonsowany ojcu na początku czerwca ("Jak do Londynu - to do Londynu. Ale chyba nie teraz w czasie koronacji, boby miejsca nie było"199), nastąpił w połowie lipca, choć ojciec nie był zwolennikiem takiego wypadu na Wyspy: "Co do Londynu: 150 franków w stosunku do podróży, życia, poruszania się na olbrzymich przestrzeniach miasta, niespodzianych wydatków, trudności, możliwości jakiegoś niezdrowia - 150 franków jest strasznie mało - prawie nic. I korzyść z takiego przelotu niewielka. Natomiast 150 franków w stosunku do życia w Doëlan, możność pracy, całego prawie miesiąca pobytu i w stosunku do tego, w jaki sposób te 150 franków są zdobywane - jest to duża suma, która daje ogromne korzyści, zważywszy, jak Ty dzielnie tam pracujesz. Takie jest moje o tej sprawie zdanie. Zrobisz, jak uważasz za słuszne - w każdym razie moje zdanie polecam Twojej rozwadze. Londyn! mam nadzieję, że obrazy Twoje dadzą Ci możność gruntownego zbadania tego dreadnoughtu miast"200.

Inspiratorem wyjazdu był Bronisław Malinowski, z którym Witkacy nie widział się był przez lat kilka. (Malinowski po ukończeniu Uniwersytetu w Krakowie wyjechał na dwuletnie studia do Lipska, po czym przeniósł się do Londynu, by tam kontynuować studia i rozpocząć wielką karierę naukową). Sam "Bronio" serdecznie zaprasza przyjaciela, pisząc w liście z 16 czerwca 1911:

"Kochany Stasiu,

Mylisz się i nie jestem bynajmniej tajemniczy, a jeśli list mój wydawał Ci się takim, to nie wiem dlaczego. Mam wielką ochotę, abyś przyjechał. Dla Ciebie samego zawsze znajdę tanie i wygodne pomieszczenie. Mam już pokój duży, ładny i czysty za 8 s. [szylingów - T.P.] = 10 franków tygodniowo i jeżeli przyjedziesz natychmiast, możesz na ten pokój liczyć. Jedzenie zawsze tanie. Ten pokój jest w domu, w którym ja dawniej mieszkałem.

16, Fitzroy Street, Fitzroy Square W.

Przyjeżdżaj więc zaraz albo natychmiast mi odpisz, kiedy przyjedziesz. Obecnie jestem trochę wolniejszy i nauka mi nie stoi w drodze, co zaś do "kobiety", to by to nie było zawadą, zresztą nie ma niestety nic! Przyjeżdżaj na tydzień lub dwa; nie powinieneś się u diabła zrujnować, jeżeli będziesz płacił po fr 1,50 za mieszkanie dziennie i jakie 3-4 fr za życie. Będę się starał dać Ci najwięcej czasu, ile mogę, o ile mi druk książki się jeszcze nie rozpocznie, będę dosyć wolny. W przeciwnym razie możesz sam oglądać muzea, a popoł[udnia] i wieczór będziemy zawsze razem.

A wię[c] możesz przyjechać kiedykolwiek. Jeślibyś przyjeżdżał zaraz, to zatelegrafuj, dokładnie kiedy i na jaką stację, a przyjdę. W razie nieporozumienia lub niespotkania bierz automobil (nie dorożkę, bo droga!) i jedź pod wskazanym adresem wprost na Fitzroy Street, a potem przyjdź do mnie.

Całuję Cię serd[ecznie].

Twój Bronio

W powiedz[iałek] 19, wtorek 20 i środę 21 wieczór nie mógłbym iść na kolej; ale gdybyś Ty był już, tobyś mógł iść ze mną wieczorem. Przyjedź najlepiej rano"201.

Prawdopodobnie po informacjach od Malinowskiego o kosztach pobytu w Londynie ojciec pisze uspokojony: "Londyn jest, sądząc z tego, co piszesz, niedrogi rzeczywiście. Pisałem Ci już, jak mnie się ta sprawa przedstawia. Uczynisz, jak uznasz za słuszne"202.

Ostatecznie Witkacy spędził w Londynie dwa tygodnie (do 1 sierpnia), mieszkając na Fitzroy Street (gdzie mieściło się Kółko Polskie, zrzeszające Polaków w Anglii i oferujące także kilka pokoi do wynajęcia)203, spotykając się nie tylko z Broniem, ale i jego matką oraz Tadeuszem Nalepińskim204, który przyjechał do Londynu pod koniec czerwca.

"W ogłoszeniu Fitzroy Street byłoby zachwalane jako położone wygodnie, w pobliżu British Museum. Malinowski zapewne nie wiedział wtedy, że "Fitzrovia" była okolicą londyńskiej literackiej i artystycznej awangardy. Henry Lamb205 przejął już wtedy pracownię Augustusa Johna na Fitzroy Street 8. Adrian Stephen i jego siostra Virginia (później Woolf206) mieszkali na Fitzroy Street 29, w domu zajmowanym poprzednio przez George'a Bernarda Shawa. Malarz Walter Sickert mieszkał pod numerem 19, zaś pod 21 u Duncana Granta207 zatrzymywał się John Maynard Keynes, gdy przyjeżdżał do Londynu z Cambridge"208. Można założyć, że nie tylko Malinowski, który z Fitzroy Street 16 odbierał jedynie pocztę, ale także mieszkający tam dwa tygodnie w okresie letnim Witkiewicz, nie wiedzieli o tych konotacjach, ale warto o nich wspomnieć ze względu na możliwe kontakty oraz atmosferę miejsca, w którym mieszkał młody artysta.

Listy ojca dość wyraźnie naświetlają charakter owego pobytu ("Mój Staśku Najdroższy! Co za intensywne życie! W tych czasach żyjesz rzeczywiście tak, jakeśmy to zamierzali w m ł o d o ś c i" 209), na który złożyło się zwiedzanie miasta, jego zabytków i muzeów, a także forsowne życie towarzyskie, o którym ojciec pisze - "obyś dotrwał w zdrowiu po tego rodzaju odpoczynku"210. Jedną z osób, o których musiał pisać syn do ojca, była panna Mahala (May) Gardiner - angielska nauczycielka Jadwigi Sienkiewiczówny, której to guwernantce ślą "serdeczne pozdrowienia" Witkiewicz ojciec i p. Dembowska211.

W Londynie - jak i prawie w całej Europie, w tym w północnej Francji, panowały wtedy uciążliwe upały, największe temperatury od wielu lat (zelżało dopiero 24 lipca - o czym pisał zaniepokojony Witkiewicz: "Dziś w "Reformie" stoi, że w Londynie ochłodło. Odetchnąłem, bo mój niepokój o Ciebie rośnie z każdym stopniem ciepła, który tu przybywa"212), co mogło dopingować Stanisława Ignacego do chronienia się w dających miły chłód murach muzealnych - w tym niewątpliwie w British Museum (tam w czytelni pracował Malinowski, a zbiory sztuki z całego świata do dziś imponują), ale także w Tower - gdzie znajdował się skarbiec dziedzictwa kulturowego Anglii, m.in. wraz z ekspozycją historii zbroi rycerskich, w tym wspaniale inkrustowaną, srebrną zbroją króla Henryka VIII i jego konia. Być może Stanisław Ignacy pisał o tej wystawie ojcu, bo ten w liście z 1 sierpnia pisze: "Jakie wrażenie zrobiła na Ciebie [sic] zbroja Ryszarda III-go?"213. W British Museum Stanisław Ignacy widział dzieła Fidiasza - marmurowe płaskorzeźby, metopy z fryzu Partenonu - i w porównaniu m.in. ze sztuką z Australii widzianą tamże doznał uczucia nudy. Ojciec pisze: "I nie dziwię się wrażeniu nudy, jakiego doświadczyłeś wobec Fidiasza. Po bożkach australskich i sundzkich [?] i wobec skomplikowanej sztuki, jaka się w Tobie kotłuje, prostota Fidiasza wydaje się ubóstwem, monotonią - nudą"214. Poza wrażeniami artystycznymi młody artysta miał także spostrzeżenia z życia w Londynie - zwracał uwagę na mechanizację, "automatyzm" życia codziennego: "To, co piszesz o automatyzmie, który Ciebie uderzył w życiu tamtejszym, jest obserwacją słuszną. Takie ucywilizowane miasto jest machiną uporządkowaną, w której mnóstwo czynności i potrzeb ludzkich jest załatwianych i zaspokajanych bez świadomości i woli człowieka"215.

W Londynie musiało też dojść do nieporozumienia z Tadeuszem Nalepińskim: "W jakim punkcie nastąpiło ostateczne spolaryzowanie się z Nalepą?"216.

Z Londynu wyjeżdża Witkacy w pierwszych dniach sierpnia, zajeżdża jeszcze na parę dni do Doëlan (5 sierpnia kartka z Lovrany - "jak Ty się cieszysz Londynem, tak ja się cieszę Tobą i Twoimi czynami w Zjednoczonym Królestwie" - już go nie zastaje w Doëlan i zostaje przeadresowana na Zakopane217), potem przez Quimperlé i Paryż ("Może zobaczę Józia Wielhorskiego"218) oraz Monachium219, z dorobkiem malarskim ("Obrazów 6 pudów"220) w połowie sierpnia jest już w Zakopanem - przybywając akurat na uroczystość odsłonięcia pomnika Grunwaldzkiego na rynku, będącego inicjatywą Związku Podhalan. 19 sierpnia na wieczornicy poświęconej 25-leciu pracy twórczej Kazimierza Przerwy-Tetmajera wykład o Witkiewiczu wygłosił Wojciech Brzega221. Wraz z powrotem Stanisława Ignacego nawiązuje się na nowo stosunek z "panią S.", co ojciec potępia już bez osłonek: "Zawróć się i odejdź bez względu na nic, póki to nie rozjadło Twego charakteru [...]. "Wartości artystyczne" z t e g o ź r ó d ł a nie warte są tej krzywdy, którą życiu robi taki stosunek!"222. Poza tym cieszy się jednak z powrotu syna do Zakopanego, a także nadzieją na jego przyjazd do Lovrany jesienią. Zgadza się z nim także, że nie warto wystawiać prac malarskich, dorobku z Bretanii, w Zakopanem: "Koszta i trudy, a pożytek żaden. Staraj się urządzić porządną wystawę w Krakowie, potem we Lwowie, w Warszawie"223. Prawdopodobnie jesienią wyprawia się Stanisław Ignacy w góry pod Granaty w plener (być może dla odreagowania morskich plenerów bretońskich), ponieważ na 1911 rok datowany jest pejzaż olejny Hali Gąsienicowej.

W Zakopanem jesienią 1911 roku przebywają Bronisław Malinowski, Tadeusz Szymberski, Tadeusz Nalepiński, Helena Biedrzycka224, Aniela Zagórska225, a wszyscy oni zaglądali do pani Solskiej, która ratowała córkę od gruźlicy kiszek226. Śladem życia towarzyskiego jest "zapis" artystyczny: portrety rysunkowe wykonane przez Stanisława Ignacego, a także zdjęcia, m.in. Malinowskiego i Witkiewicza podnoszących za łokcie p. Biedrzycką.

"Wśród lekarzy ordynujących w Zakopanem w październiku 1911 r. pojawia się nazwisko dr. Karola de Beauraina227, który przez kilka lat mieszkał w Poroninie, a już niebawem stanie się psychoterapeutą Stanisława Ignacego Witkiewicza, który za jego pośrednictwem zapozna się praktycznie z metodą psychoanalizy Zygmunta Freuda"228.

W połowie listopada (16 XI) przyjeżdża do Lovrany (osłabiony chorobą morską) Stanisław Ignacy, o czym donosi obu Mariom Witkiewiczównom, zamierzającym dojechać do Lovrany ("Kochane Kotusie: Donoszę Wam, że Ojciec ma się nieźle. Przynajmniej psychicznie czuje się bardzo dobrze. Ja zdążyłem tu mieć wrażenia podróży morskiej, ale już jestem zdrów zupełnie"229), a szczęśliwy ojciec relacjonuje siostrze: "Staśka już mam. Przyjechał trochę przytruty z drogi, ale już zdrów i wraca do normy [...]. Cieszy się Tatą, bo i warto - tak się teraz mam dobrze. Zwłaszcza możność ruszania się go zadziwia. Poza tym zdradzam też pewną zdolność myślenia - a przynajmniej mam w tym kierunku złudzenia"230. Mniej szczęśliwy - z powodu obecności p. Dembowskiej - był sam Stanisław Ignacy Witkiewicz: "Naturalnie atmosfera Lovrany jest dla mnie okropna z powodu obecności Pani Dembowskiej, która mnie do rozpaczy doprowadza. Zacząłem trochę malować, ale o rzeczach prawdziwie istotnych mowy być tu wcale nie może"231. Wraca do Zakopanego tuż przed świętami Bożego Narodzenia - gdzie wraz z matką Stanisława Ignacego mieszka Helena Czerwijowska, której pisze podziękowania za "opiekę nad Matką".

1912-1913

Lata 1912-1913 Stanisław Ignacy Witkiewicz spędza w Zakopanem, a korespondencja ojca z tego okresu adresowana jest w zasadzie przez cały czas zarówno do żony, jak i do syna. Blok ten zatem stanowi znowu pewną całość, tym bardziej ze względu na powtarzającą się problematykę ojcowskich listów. Ujawnia ją już list Witkiewicza z 6 stycznia: "Przed Tobą stoi niezałatwiona sprawa niezależności Twego bytu, samodzielności osobistej, zdobycie materialnych warunków istnienia. Jest to sprawa pierwszorzędnej wagi, bez rozwiązania której nie możesz myśleć o zawieraniu związków, które nakładają takie obowiązki i które tak są złączone ze społecznym istnieniem jednostki. Mówmy zupełnie prosto, to, na czym opiera się materialna strona Twego życia - to praca Mamy i pomoc moja"232. "Związki" tymczasem, o których napomyka Witkiewicz, to najwyraźniej projektowane przez Witkacego małżeństwo z Anką Oderfeld233, szesnastoletnią panną żydowskiego pochodzenia, przebywającą w Zakopanem już od 1911 roku, z której starszą siostrą, Karoliną, żonaty był "Filozof" - Ignacy Wasserberg. Projekt ten jednak rozwiał się równie szybko, jak powstał, wystarczył jeden list ojca, potem nie poruszał już tego problemu:

"I taki jak Ty, bez podstaw materialnego bytu, bez praktycznego doświadczenia, bez umiejętności współżycia z ludźmi miałbyś się dostać do bogatej rodziny żydowskiej, zająć najparszywsze miejsce ubogiego zięcia między bogatymi Żydami? Pomyśl! Co powiesz, jak waszmości "Odziowie" zaczną Cię klepać po ramieniu... Nie stoję i nie chcę, żebyś Ty w tym i w żadnym innym wypadku stawał na stanowisku pogardy szlachcica dla pachciarza. Nie, nie o to mnie chodzi i bynajmniej nie ze względu na antenatów (?) mówię o tej sprawie. Ale ta sprawa, sprawa różnic rasowych, istnieje, a chociaż sama różnica rasy nie stanowi całości tego zjawiska, chociaż w nie wchodzi ogrom zabobonu religijnego, zamienionego na wstręt niesformułowany rozumowo - jednak wszystko razem wytwarza przeciwieństwa prowadzące nieraz do stosunków po prostu poniżających. Wobec najważniejszych poruszeń Twoich uczuć, najgłębszych stanów duszy istota innej rasy może się zachowywać tak inaczej, tak bezwzględnie różnie i sprzecznie z tym, co Ty czujesz, że między nią a Tobą otworzy się od razu przepaść - wypełniona wzajemną pogardą, ponieważ poczucie wyższości rasowej i społecznej, wyższości historycznej wybuchnie odruchowo w Tobie, a poczucie pogardy, jaką mają Żydzi dla reszty ludzkości, wybuchnie w niej. [...] Pomyśl, co zrobisz, jak Ci się wysypie pół tuzina Żydków, Twoich dzieci? Czy potrafisz nie obrazić ich matki, czy potrafisz przezwyciężyć swój wstręt, czy znajdziesz dosyć powagi i umiejętności życia, żeby ich ochronić od tych przykrości i poniżeń, jakimi jest dotąd przepojona atmosfera stosunków polsko-żydowskich?". I w tym samym liście z datą 7 stycznia:

""Szwagier" Wasserberga może być i zaszczytem, i satysfakcją, czy jednak będzie stanowił wystarczającą kompensatę za te dolegliwości, które się łączą ze zdobyciem takiego rodzinnego klejnotu?

60. S.I. Witkiewicz, portret fotograficzny Artura Rubinsteina, Zakopane 1913

61. S.I. Witkiewicz, portret fotograficzny Anny Oderfeld, Zakopane 1912

Panny O. nie znam. Wiem tylko, że jest, jak mówisz, ładna, inteligentna i ma 16 lat. 16 lat to znaczy, że to jest biała karta, na której życie będzie dopiero pisać, jest to X, z którego może się wyłonić coś zupełnie innego, niż jest dzisiaj, i na tym, jaką ona jest teraz, budować przyszłości nie można. [...] Tak prawdę powiedziawszy, dziś trudniej niż kiedy ocenić inteligencję człowieka. Ta masa wiadomości, ten ogrom myśli, który jest rozpylony w atmosferze umysłowej, tak łatwo się pochłania i tworzy na mózgu błyszczący nalot, a na języku świetny frazes, poza którym nie ma wcale istotnie twórczej myśli, stanowiącej rzeczywistą inteligencję. Znałem ojca panny O. Był on z typu Żydów germańskich - Aszkenazów - Żydów blondynów z okrągłymi rysami i skłonnością do tycia. Typ ten nie ma tak wybitnych cech semityzmu. W tym typie byli wujowie Jeleńscy, ale ich wnuki były już w typie Szaloma Asza234 - odrodziły się czystej wody H i r s c h e. Ojciec panny O. był inteligentny, ale to był raczej s p r y t i n t e l i g e n c j i - niepoważny. Żydówki, jak wszystkie wschodnie kobiety, starzeją się prędko i zmieniają się w sposób okropny! O tym wszystkim trzeba myśleć, ponieważ taki stosunek, jeżeli nawet nie jest definitywny, to w każdym razie jest z konieczności przewlekły i w pewnej chwili można ujrzeć obok siebie widmo, w którym nie będzie śladów tego uroku, który kiedyś zdawał się siłą d e f i n i t y w n i e ł ą c z ą c ą l u d z i" 235. Echem tego wyjątkowego listu jest zapewne rysunek węglem Stanisława Ignacego pt. Skutki małżeństwa z Żydówką, na którym artysta otoczony jest gromadką dzieci o semickich rysach płodzonych przez ich matkę widniejącą w pozycji porodowej236.

Niemniej fakt braku jakiejkolwiek życiowej stabilizacji Witkacego pozostaje faktem. Pozostający na utrzymaniu matki, prowadzącej wówczas pensjonat "Nosal" na Bystrem (przeprowadziła się tam wraz z synem prawdopodobnie jesienią 1912 roku), czas swój poświęca głównie malarstwu, fotografowaniu (portrety fotograficzne237 wysyłał ojcu do Lovrany: "Dziś tylko kartkę piszę, żeby Ci podziękować za wspaniałą kolekcję fotografii - potem napiszę szczegółowo. Zdjęcia portretowe wyborne. Helena jak żywa, podobna, z całą poczciwością i zaufaniem patrzy z tych kartek. Panna J. - nie znam - więc tylko widzę, że fotografia wyborna. Żeroma zmienił się szalenie. Dawniejszy melancholijny smutek zamienił się na jakąś ponurość"238), oraz bliżej niesprecyzowanym zajęciom: "Rysowałem Żeromskiego, ale mimo że nieźle narysowany - bez wyrazu. Wczoraj byliśmy do 3-ciej w nocy u Zagóry Anielskiej239 na ponczu. Był Ant. Kamieński240, który mieszka u Korniłowicza, byli Borkowscy (Władzio zaczyna mnie pikować z boku, wobec czego ziębnę dla nich). Jakaś dziwaczna, zamaskowana zazdrość, nie wiadomo o co"241 - wycinek ze swej codzienności relacjonuje Helenie Czerwijowskiej), co w sumie nie może nie niepokoić schorowanego ojca. O atmosferze zakopiańskich dni (a właściwie nocy) 1912 roku świadczy zachowany przez Stanisława Ignacego zapis snu, który ten umieścił po latach jako motto swego dramatu Bezimienne dzieło: "Mieduwalszczycy skarmią na widok Czarnego Beata, Buwaja Piecyty"242. Ciekawą relację z tego okresu podaje także Irena Solska, opisując wizytę Witkiewicza i Malinowskiego, którzy zjawili się z przywiezioną przez tego ostatniego z Londynu czekoladą. Niestety, syn gospodarza domu rozerwał sobie rękę, próbując ściągnąć ze strychu chrust na ogień potrzebny do zrobienia gorącej czekolady. Obaj panowie mieli młodego górala opatrzyć i wysłać do apteki, ale Solska dostała wtedy ataku nerwowego i musieli także nią się zająć: "Na łące położyli pled, poduszkę. Wypoczęłam chwilę i w doskonałym humorze, pieszo, żartując z egzotycznego podwieczorku, który się nie odbył, przeszliśmy na Antałówkę do Hani"243. Z Solską Witkiewicz zachował relacje przyjacielskie i nie zaprzestał szukać innych kobiet. Poza Anką Oderfeldówną Stanisław Ignacy rozważał także związek małżeński z Heleną Czerwijowską, z którą prowadził swoistą grę uczuciami: "Chwilami myślałem z rozpaczy: oświadczyć się Helenie. Jeżeli się zgodzi, ożenić się z nią natychmiast i konsekwentnie zrezygnować z życia na zawsze. To jest punkt, którego Pani nie rozumie na pewno, bo Pani mnie nie zna zupełnie. Pani byłaby nieszczęśliwa, ja byłbym tylko artystą, tj. właściwie czymś, czym jedynie byłem i jestem (ale tak, byłoby to w inny jakiś, zbrodniczy sposób). Nie kompromis, tylko zbrodnia. A ja wierzę w zemstę i na pewno zginęlibyśmy oboje albo uciekli na koniec świata od siebie. - Piszę bez literatury i wiem, że to może być piekielnie komiczne, ale śmiech Pani jest teraz dla mnie obojętny"244. W tym samym jednak liście drwi: "I nagle pomyślałem o Pani, że Pani jest tą jedyną, którą mógłbym kochać naprawdę. I znowu zobaczyłem Pani czarne włosy i czarne oczy i pomyślałem, że nade mną ciąży jakieś potworne przekleństwo. Jakaś maskarada okropna, pomieszanie d u s z i p e r u k. Problem głęboki i fryzjerski zarazem"245.

62. S.I. Witkiewicz, portret fotograficzny Stefana Żeromskiego, Zakopane 1913

Wyjątkowo interesującą i pełną charakterystykę swego, dwudziestosiedmioletniego już, syna prezentuje Witkiewicz w wielkim memoriale z lutego, pragnąc dokonywaną pośrednio "psychoanalizą" pomóc mu wyrwać się ze stagnacji i ślepego zaułka: "Do czego właściwie Ty chcesz swoje wewnętrzne przeobrażenie się przystosować? Jaką jest ta kierownicza idea, która ujmuje w całość ścisłą wszystkie rozbieżne władze i poruszenia duszy?"246 - oto zasadnicze pytanie sześćdziesięciojednoletniego ojca, który właśnie w tym czasie, pod naporem idei, przezwyciężając chorobę, pisze nadal swój esej - Życie, etyka, rewolucja... Niepokój ojca nie dziwi w świetle wyjątkowych w swej niczym niezamaskowanej szczerości listów, jakie w tym właśnie okresie pisywał Witkacy do panny Czerwijowskiej: "Zgasiłem lampę i doznałem potwornego uczucia, mianowicie, że zwariuję (ale tym razem nie w przenośni, tylko na serio). [...] Zrobiłem parę potwornych kompozycji i doszedłem do stanu ostatecznego zdenerwowania, graniczącego z obłędem. Boję się, że już nie wrócę. Dziś sobie pomyślałem: czy też ja już nie przekroczyłem tej linijki"247. I dalej: "Jestem najnieszczęśliwszym z ludzi. Jestem bardzo chory i zagmatwany w sobie do obłędu. Góry muszę przewalić. I coraz bardziej się w tym kierunku natężam, aż do pęknięcia"248.

63. Tadeusz Langier, portret fotograficzny S.I. Witkiewicza, Zakopane, ok. 1910

64. S.I. Witkiewicz, portret fotograficzny Heleny Czerwijowskiej, Zakopane, ok. 1912

Jak na podobne wyznania reagowała Czerwijowska, mówią jednoznacznie karty jej pamiętnika: "Wierzyłam w niego szalenie, wierzyłam, że choćby przechodził przez wszystkie piekła, wydobędzie się i będzie tym, czym zechce być w życiu. Był dla mnie artystą we wszystkim i zawsze, w niebie i w piekle"249. W tej sytuacji z próbą pomocy usiłują przyjść Witkacemu Władysławostwo Borkowscy - namawiając go na "prawdziwą" psychoanalizę, kierowaną przez doktora Karola de Beauraina250. Ostrożnie reagował na wieści o psychoanalizie syna Witkiewicz w Lovranie: "Mój Stary! - nie dawaj się Beaurainowi używać do eksperymentów. Jeszcze Ci wmówi jaką chorobę"251. Po roku wzmianki o kuracji, spotykane w listach Stanisława Ignacego do Heleny Czerwijowskiej, są niezwykle znamienne: "Do Borena [sic] chodzę. Już p.a. na ukończeniu. Ale wiary mi w nią nie przybyło. Ciągle wmawia mi kompleks embriona bez skutku"252. I w listach następnych: "Przeprowadziłem analizę i przestałem wierzyć w Beauraina i sprawy jego", "W Beaurainizm nic nie wierzę. O ile wyjdę, to nie dzięki uświadomionemu kompleksowi embriona"253.

Inne fragmenty listów Witkacego do Czerwijowskiej dotyczą planów i realizacji nowej powieści: "Zasadniczym ewenementem będzie dla mnie teraz moja nowa powieść. Metafizyka czynnego bezwładu i ujęcie i przemyślenie pewnych rzeczy, których bez papieru i atramentu przemyśleć nie jestem w stanie" - donosi w liście z 22 kwietnia 1912. I kiedy indziej: "Pisanie powieści na razie przerwałem. Ale myślę o niej ciągle. Może coś z tego będzie". W rok zaś od pierwszych wzmianek o pisaniu powieści: "Trzymam się wściekle i pracuję. Zrobiłem 4 potworne portrety własne i zacząłem na nowo pisać powieść"254. Był to początek pisania Nienasycenia, którą to powieść dokończy dopiero po wielu latach i wydaniu Pożegnania jesieni w roku 1927255.

Listy do Czerwijowskiej są także odzwierciedleniem prawdziwej walki wewnętrznej młodego artysty, który poszukiwał swojej tożsamości, walcząc z obłędem, a być może grając jednocześnie przed obiektem swych uczuć: "Zamyka się ciemna nora, w której zgnije więzień i dawny mój rajfur nieskończoności. Otwiera się przypadkowość (życie artysty jest przypadkiem) i dalsza droga artystycznego rozwoju [...]. Żelazna maska pokryje dziecinną twarzyczkę dawnego Ignasia. Urodzi się Maciej. Najpotworniejszy z tej całej kompanii, gorszy od Tymbeusza, Breitera, Bronia, Chwistka, Solskiego i Władzia B." - donosi - niemalże już wyglądający na uwolnionego - Witkacy pannie Helenie, by dorzucić ponad miesiąc później: "Gnębię w sobie obłęd i upadek bezwzględnie, ale własną siłą (Maciej z własnej potęgi)". A wcześniej w innym liście: "Pani kochała mnie bez zastrzeżeń, człowieka pełnego perwersji i zastawek, zasłaniających rzeczy prawdziwie wielkie. Ale to jest to, co jest w najistotniejszym związku z moją sztuką. Dla mnie życie jest i będzie potworne, a każdy fakt mego życia za tym przemawia"256.

65. S.I. Witkiewicz w Lovranie, fot. Maria Witkiewiczówna (Dziudzia), 1909

Skupienie się na problemach artystycznych, na własnej autentycznej i oryginalnej sztuce oraz "stoczenie walki o swoją pozycję" wśród malarzy młodego pokolenia, jako jedyne wyjście z sytuacji widzi także i ojciec. I tak listy jego z tego okresu, obok bieżących wiadomości o stanie zdrowia, wizytach znajomych, pogodzie, a także planowanych pracach, przynoszą głównie analizę malarskich prac syna, które ojciec poznaje kolejno z przesyłanych mu do Lovrany fotografii. Być może w poszukiwaniu własnej tożsamości artystycznej powstaje w tym czasie "pseudonim artystyczny" - Witkacy. Po raz pierwszy pojawia się na widokówce (z fotografią portretu Żeromskiego autorstwa S.I. Witkiewicza) do ojca z 6 kwietnia 1913 roku.

Nawoływanie Witkiewicza, by syn zaczął wreszcie brać udział w wystawach, nie pozostało bez echa. Od 11 lutego do połowy marca 1912 roku Stanisław Ignacy Witkiewicz uczestniczy w wystawie obrazów i rzeźb Towarzystwa "Sztuka Podhalańska" w Zakopanem, obok Brzegi, Gałka, Jarockiego, Hofmana, Skoczylasa, Z. Pronaszki i Wyspiańskiego257. Z marca tegoż 1912 roku pochodzi list Leonarda Lepszego, reprezentującego krakowskie Towarzystwo Przyjaciół Sztuk Pięknych, w którym donosi Ignacemu Witkiewiczowi: "Poświadczając odbiór obydwóch listów Pańskich, pospieszam zawiadomić, że sale na oddzielne wystawy zbiorowe rozdaje tylko Dyrekcja. [...] Prosimy więc załączone zgłoszenie wypełnić choćby w przybliżeniu, aby można sobie zdać sprawę z ilości i wymiarów prac", co wskazuje, że Witkacy rozpoczął był odpowiednie w tej sprawie starania. Na początku maja 1912 roku Maria Witkiewiczowa pisała do swego męża: "Staś dziś wysłał obrazy (5) do Warsz[awy] prosto. Dla Lepszego pójdą inne, nienabite"258. Ostatecznie do wystawy Witkacego w Krakowie doszło dopiero w rok później, ale za to już w sierpniu 1912 sześć jego obrazów (pejzaży z Bretanii) wystawionych zostało w Warszawie259. Ojciec cieszy się tym ogromnie, syna zaś dopinguje to do pracy, której efekty omawiane są każdorazowo, niemal w każdym liście. Tymczasem Stanisław Ignacy donosi w sierpniu Czerwijowskiej:

66. S.I. Witkiewicz, portret matki Marii Witkiewiczowej, rysunek węglem, ok. 1912.

67. S.I. Witkiewicz, portret ojca Stanisława Witkiewicza, rysunek węglem, 1913

"Dziękuję Pani bardzo za list. Na tej pustyni, w której żyję otoczony przyjaciółmi (Bronio, Miciński, Nalepiński), wściekłą mi przyjemność sprawiła wiadomość od Pani. Rysuję obecnie akt nowej modelki pod malowanie i czytam Russella [prawdopodobnie Principles of Mathematics], pozując Władziowi [Borkowskiemu]. Jest tu Antoni Kamieński, eksnarzeczony Anieli, który dziś po pijanemu (? litra starki w godzinę) rysował mój portret do galerii i cudowne sceny urządzał z naszą lokatorką, p. Liranowską (tajemnicza osoba)? W stosunku do Władzia włożyłem żelazną maskę, u Kub. nie bywam, ponieważ mi się oni razem nie p o d o b a j ą. Miciński jest cudowny. Czytał mi swoją rzecz X. Faust [wraz z J. Rembowskim Stanisław Ignacy wykonał ilustracje do tego utworu, wydanego w 1913]. Bywamy z nim u chiromantki Myrthy Noël [Romana Stecka]. Z Broniem miewam rozmowy istotne na Olczy. O Pani nie mówię zupełnie (jako takiej). Tylko raz kazałem mu patrzeć na Jowisza, aby spotkał tam wzrok Pani. Musiałem przestudiować dramat Nalepińskiego, który mi się nie podobał [Książę niewolny]. Dziś na odczycie Starca Gór [Miciński] widziałem Żeromskiego z p. Z. [Zawadzką]. Co za mops potworny z niego się zrobił. P. S. [Solską] spotkałem raz oko w oko. Ona się zaczerwieniła, a ja nie. Oto co jest mieć nieczyste sumienie. Przygotowuję się do wściekłej, ostatecznej walki o moją jaźń"260.

W styczniu 1913 roku Stanisław Ignacy pisze o przygodach sportowych: "Kierowałem z Cyrhli i Hurkotnego żelaznym bobsleigh'em na 8 osób. Cudowna rzecz". W marcu zaś rejestruje wycieczkę narciarską w Tatry: "Byliśmy na ski na Kasprowej. Widziałem takie rzeczy, że mózg mi się wywrócił pod czaszką. Niebo czerwonawe u dołu przechodzi w czarny granat, a opancerzone lodem szczyty lśnią jak obite srebrną blachą"261. Nie wiadomo, czy zwiedza otwartą we Lwowie 29 czerwca wystawę "Futurystów, Kubistów i Ekspresjonistów" (z pracami m.in. E. Adlera, W. Kandinsky'ego, O. Kokoschki), ale zaprojektował na nią plakat, sygnowany inicjałami I.W.262.

Jedynym cieniem na życiowym horyzoncie Witkacego mącącym spokój ojca w Lovranie jest kolejny przyjazd do Zakopanego "pani S." z chorą córeczką, nic jednak nie wskazuje, by bliskość "demonicznej kobiety" miała w czymkolwiek bulwersować byłego Bunga. Przeciwnie, już w styczniu 1912 roku pojawiają się w listach do ojca wzmianki o pannie Jadwidze Janczewskiej, która, rzecz charakterystyczna, jest pierwszą z miłości syna, którą ojciec akceptuje bez reszty. Nie omieszkuje zresztą znowu z tej okazji przypomnieć synowi: "Jest to chwila, która niech pobudzi Twoją energię do szukania źródeł niezależności materialnej, do - po prostu - zarobku, za pomocą takiego środka, jaki posiadasz - za pomocą Twojej sztuki"263. Sam Witkacy ma do tego nieco inny stosunek, z niezamierzonym (?) okrucieństwem donosząc Helenie Czerwijowskiej: "Przekonałem się, że właściwie au fond des fonds mniej lub więcej świadomie kochałem się w pannie J. Oświadczyłem się jej i zostałem przyjęty. Postanowiłem się ożenić co?te que co?te - dlatego że inaczej życie moje zacznie przybierać formę potwornego bezsensu"264. Że jednak "szczęśliwe narzeczeństwo" nie rozwijało się normalnymi drogami, świadczą następne zwierzenia wypisywane przez Witkacego torturowanej nimi powierniczce: "Oczywiście definitywnie z mojego małżeństwa nic nie będzie, mimo że z p. J. pozostaję w dobrych stosunkach. Ona jest osobą wyjątkową zupełnie, bo woli nawet, żeby tego nie było. Dlatego jestem uratowany. Pracuję teraz nad wytworzeniem nowego światopoglądu i może jeszcze zobaczy mnie Pani w innej fazie"265. Adresatce pozostaje już tylko westchnąć w swym pamiętniku: "Jak oni wszyscy żyją - nawzajem szukają zła w sobie - i po co to robią - to tak strasznie deprawuje najpiękniejsze dusze"266. Witkacy zaś nadal, nie przestając demonizować panny Jadwigi, ciągnąć będzie ich związek do tragicznego lutego 1914.

68. S.I. Witkiewicz, Ona i jej otoczenie, rysunek węglem, 1912. Na rysunku S.I. Witkiewicz z Ireną Solską oraz inni zalotnicy, m.in. Jerzy Żuławski (z prawej)

Tymczasem 9 sierpnia 1913 roku w Towarzystwie Przyjaciół Sztuk Pięknych w Pałacu Sztuki w Krakowie odbywa się wystawa zbiorowa prac Stanisława Ignacego Witkiewicza267, który zaprezentował 82 prace, w tym m.in. 6 portretów, 7 zimowych pejzaży, 3 jesienne i 4 wiosenne z Zakopanego, 7 morskich z Bretanii, 2 jesienne i 1 wiosenny z Lovrany, a także kompozycje, kompozycje rysunkowe268 i szkice węglem ("potwory"). To prawdopodobnie o tej wystawie po latach wspominał Michał Pawlikowski, opisując Witkacego: "Cynik i najskrajniejszy ekshibicjonista, który cały własny romans z Ireną Solską w bezwstydnej, pornograficznej formie pokazał na wystawie. (Dziwić się tylko, jak mu się udało uniknąć interwencji policji)"269. Witkiewicz próbował przenieść wystawę do Salonu Artystycznego Feliksa Richlinga, ale bez skutku270. Ojciec bardzo przeżywał pierwszą zbiorową wystawę prac syna: "Mój Staśku! Mój Najdroższy! Proszę o dwa bilety wejścia na wystawę. Rozumiesz, że jestem z Tobą i czekam wiadomości o tym, jak to się wszystko ułożyło. Bardzo żałuję, że nie ma nikogo z bliższych w Krakowie, np. zawsze wiernych i poczciwych Lilpopów. Obyś był zdrów. Mnie nadzwyczaj interesuje Twój własny sąd o Twoich pracach. Czas dla wystawy nie najlepszy. Ani ludzi interesujących się sztuką - ani kupujących. Nic to. Dobrze, że zacząłeś wystawianie"271. Ojciec przeczuwał słusznie, że syn na dobrą krytykę nie ma co liczyć. W "Nowej Reformie" Władysław Prokesch272, pisał o "Ignacym Witkiewiczu": "Plon, z jakim po raz pierwszy występuje, jest bardzo różnorodnym, bardzo obfitym i niesłychanie zaciekawiającym. [...] Mamy przed sobą niewątpliwie indywidualizm artystyczny, który, gardząc szablonem i banalnością, pragnąc się wznieść ponad powszedność, mając w duszy pogardę dla wszelkich prawideł poprawności i rutynizmu, usiłuje stworzyć własny świat myśli, własną sferę pojęć artystycznych i w tej pogoni, jak wielu innych młodych, niedouczonych, zabłądził na manowce"273.

Powtarzające się uwagi Witkiewicza na temat konieczności uniezależnienia się materialnego podyktowane są nie tylko troską o przyszłość syna. Sytuacja finansowa Witkiewicza wygląda bowiem gorzej niż kiedykolwiek. Pozbawiony honorariów za prace, których nie może podejmować, utrzymywany przez siostry i panią Dembowską, a przede wszystkim potajemnie przez swego przyjaciela-noblistę, Henryka Sienkiewicza, wyrzec się musi nawet największego marzenia - zobaczenia w Lovranie syna, któremu nie może zapewnić kosztów pobytu. Wszystko wskazuje na to, że do kolejnej wizyty Witkacego w Lovranie doszło dopiero z końcem 1913 roku (od połowy listopada do 21 grudnia) i że było to ostatnie spotkanie ojca z synem. Witkacy pisał do Janczewskiej 20 grudnia: "Ostatni dzień w Lovranie. Ojciec nie obejrzał drugi raz moich kompozycji. Okropnie ciężko stąd wyjeżdżać, a zostać niepodobna. W ogóle straciłem wiarę w potrzebę mojego bywania w Lovranie"274.

1914

Rok 1914 obaj Witkiewiczowie rozpoczynają pod najlepszymi, wydawałoby się, gwiazdami. Ojciec w Lovranie, mimo że dręczony nowymi atakami artretyzmu, ma wielką radość ze spotkania z "Ziukiem" Piłsudskim, który z pobliskiej Abacji składa "wujaszkowi" parokrotne wizyty. Nie przestaje też interesować się pracami syna i cieszyć przysłanymi fotografiami. Witkacy natomiast dużo maluje, ma wokół siebie krąg interesujących znajomych (Rubinstein275, Szymanowski, Czerwijowska, Zagórskie - w willi "Konstantynówka" - aż ojciec dopytuje: "Ciebie prosiłem w ostatnim liście, uczyń i przyszlij mi opis życia w Konstantynówce i określenie tych ludzi, z którymi tam obcowałeś"276), no i przede wszystkim pannę Jadwigę Janczewską, która mieszka w willi "Nosal". Że jednak stan jego ducha nie jest najlepszy, wskazuje list z początku tego roku do "Bronia" Malinowskiego: "Chciałbym Ci wiele rzeczy napisać, a nie mogę. Kiedy siadam do pisania, przychodzi stan takiego zdenerwowania, że się rozlatuję w drobne kawałki. Pracuję dość gwałtownie, ale z przerwami. Nie piszę Ci nic o nowych wynalazkach w dziedzinie artystycznej, bo te rzeczy mogą być zrozumiałe tylko dla kogoś, co sam to robi. Co do "erotyki", stan jest zupełnie ten sam. Bardzo bym Ci był wdzięczny za pragmatystów i Jamesa277 i za adres księgarni, z której mógłbym takie rzeczy wypisać. [...] Zasadnicze stanowisko moje dla Ciebie jest zawsze najgłębsza przyjaźń. Punkt trwały we wszechświecie. Koniec mego życia będzie okropny. Wystawa pośmiertna może być interesująca. Na razie nic nie mogę napisać. Stan moich nerwów jest fatalny. Mieszka u nas Karol Szymanowski. Ma być Miciński z Wielopolską. Napiszę o tym dalej. Całuję Cię Twój Staś"278. W tym samym czasie (20 I 1914) Karol Szymanowski pisze do Stefana Spiessa279 z willi "Nosal": "Jestem już, jak widzisz, w Zakopanem. Ładnie tu i przyjemnie, ale nie wiem, jak długo tu wytrzymam, gdyż atmosfera wydaje mi się dziwnie obca, pomimo że e l i t a polska tu obecna, więc Żeromski, Miciński etc., etc. Każdego z osobna strasznie lubię [...] ale razem wytwarzają ciężką atmosferę - wobec której chce mi się powiedzieć z Zarathustrą: von allen diesen höheren Menschen wird schwer die Luft"280. Że w owym "wytwarzaniu ciężkiej atmosfery" brał udział i Witkacy, świadczy jego list do Stefana Żeromskiego ze stycznia tego roku: "Przepraszam, że zajmuję Sz. Pana raz jeszcze moją osobą. Mam wstręt do niewyjaśnionych sytuacji i dlatego piszę ten list. [...] Ponieważ w zeszłym roku okazywał mi Pan pewną sympatię, w czym zaszła widoczna zmiana, postanowiłem Pana o to zapytać, dlatego że przekonałem się, jak nieprzyjemne i ubliżające rzeczy ludzie jedni o drugich rozsiewają. Myślałem, że ktoś między Sz. Panem a mną zrobił jakąś plotkę, albo intrygę"281.

Coś więc rzeczywiście niedobrego wisi w powietrzu. W drugiej połowie lutego dochodzi w Zakopanem do tragedii, którą w skomplikowanym łańcuchu przyczyn i skutków rządzących prawami Witkacowskiej biografii należy uznać za przyczynę pierwszą tego, co w ciągu lat najbliższych miało się wydarzyć.

21 lutego 1914 roku ginie samobójczą śmiercią narzeczona Witkacego - Jadwiga Janczewska. Przyczyny jej samobójstwa rozmaicie były interpretowane. Pojawiały się argumenty o młodopolskim geście rozegzaltowanej młodej panienki, ale prawdopodobnie narzeczona Witkiewicza była w ciąży i na tym tle doszło miedzy nimi do nieporozumienia, o czym pisze Stefan Okołowicz w tekście o Jadwidze Janczewskiej w tym tomie.

Niezależnie od interpretacji bezpośrednich przesłanek samobójstwa narzeczonej Witkiewicza, wydarzenie to wstrząsnęło zarówno nim samym, jak i ojcem w Lovranie. Podczas gdy ojciec śle listy mające syna podtrzymać na duchu, wskazując drogi wyjścia z psychicznego kryzysu przez "pamiętanie o Matce", o sztuce, a przede wszystkim o tym, by nie czynić sobie wyrzutów sumienia (ostrzega jednocześnie, żeby nie pisać otwarcie do niego na kartach pocztowych, w obawie plotek: "Jeszcze ostrzeżenie: Kartki otwarte muszą być bardzo dyskretne - nie jesteśmy już sami w "Centralu""282), sam Witkacy zwierza się ze swoich przeżyć swojemu najbardziej wypróbowanemu przyjacielowi - Malinowskiemu:

"Kochany Broniu: Spotkało mnie najstraszniejsze nieszczęście, jakie być może. Nieszczęsna panna Jadwiga popełniła samobójstwo. Wiele było w tym, co zaszło od początku tego roku, mojej winy. Czułem się b. źle, ona brała to do siebie i wynikły stąd rzeczy, które przy fatalnym zbiegu okoliczności doprowadziły Ją do tego. Gdyby nie Matka, już bym dawno nie żył. Straszną odpowiedzialność biorą ci, którzy żyć każą mimo zupełnej niemożliwości życia. [...] Mogłem Ją zatrzymać nad brzegiem przepaści i nie zrobiłem tego. Ten wyrzut mnie zabija, a oprócz tego jestem sam i czuję się opuszczony przez wszystko. [...] Nic nie wie i nie rozumie ten, kogo nie spotkała rzecz tak straszna. [...] Tydzień upłynął od tego czasu. Chwilami nie wierzę, że się to stało. [...] Każdy dzień jest coraz gorszy i jedyna myśl to chęć skończenia wszystkiego. Mógłbym usprawiedliwić to życie jakąś niesłychaną twórczością. Ale jej przed sobą nie widzę. Nic oprócz straszliwej pustki życia już po śmierci istotnej wszystkiego, dla czego żyć warto". I w niedługi czas potem: "Jestem bardzo głęboko wzruszony Twoimi listami. Ta myśl, że jesteś ze mną, i to w taki sposób, jest dla mnie czymś niezmiernie ważnym. Ale co będzie ze mną, nic nie wiem. Widzę przed sobą zupełną pustkę. Poza tym faktem okropnym, poza wyrzutami nie do zniesienia w stosunku do Niej, czuję, że ja sam - jeżeli można mnie brać niezależnie od tego, co przeżyłem - jestem definitywnie skończony. Dla Niej tylko pracowałem. [...] Teraz życie dla Matki z pracą, która mnie przyprawia o obłęd (bo zacząłem z nadludzkim wysiłkiem pracować) i ze śmiercią w sobie, jest czymś tak potwornym, że przechodzi pojęcie każdego, co nie przeżył tego, co ja. [...] Nie można żyć, nosząc w sobie śmierć. Myśl o dniu jutrzejszym jest straszna, nie do zniesienia - a cóż mówić o latach". I jeszcze: "Stan mój jest wprost okropny. Chęć śmierci nie opuszcza mnie ani na chwilę. Wyrzuty straszne gnębią mnie i żadnego wyjścia absolutnie nie widzę. [...] Skąd wziąć siłę na przeżycie tego i pozostanie z Matką, nie wiem. [...] Będę miał do Ciebie prośbę i myślę, że właśnie jako mój przyjaciel prawdziwy n i e o d m ó w i s z m i t e g o. Chcę mieć cyjanek potasu dlatego, żeby w każdej chwili być panem swego życia. Gdybym kończył, to nie chcę się strzelać, bo to niepewne i można chybić, i być odratowanym. Gdybym to zrobił, to z rozmysłem i na pewno, i już wrócić bym nie chciał za żadną cenę. Nie będziesz nic miał na sumieniu, bo jeśli żyć nie zechcę i nie będę mógł, to i tak to potrafię zrobić. Tylko będzie to dla mnie o wiele przykrzejsze. Mój drogi, nie odmów mi tego. Wiedz, że l e k k o m y ś l n i e n i e p o s t ą p i ę. [...] Łaskę mi wielką zrobisz, jeśli mnie choć trochę kochasz"283.

69. S.I. Witkiewicz, Helena Biedrzycka i Bronisław Malinowski na ganku willi "Na Antołówce", ok. 1913

70. S.I. Witkiewicz, autoportret fotograficzny z ojcem w czasie ostatniej wizyty w Lovranie, 1913

71. S.I. Witkiewicz, portret fotograficzny grupy kobiet na tle Tatr, od lewej: NN, Maria Witkiewiczówna (Dziudzia), Maria Witkiewiczówna (Mary), za nimi od lewej: Jadwiga Janczewska i NN, Antołówka, Zakopane, ok. 1913

72. Maria Witkiewiczowa, NN, S.I. Witkiewicz i Helena Czerwijowska na werandzie pensjonatu "Nosal", Zakopane 1914

Że rozpacz Witkacego była szczera i niczego przed przyjacielem nie udawał, świadczy relacja, jaką śle do Paryża Emilianna Stożkowa - siostra przebywającego w tym okresie we Francji drugiego z najbliższych, wydawałoby się, przyjaciół Stasia - Leona Chwistka. "Do głębi przejęło mnie opowiadanie Witkiewiczowej o śmierci Janczewskiej i o strasznej rozpaczy Stasia: - Dwa miesiące dzień i noc płakaliśmy, Staś miał ataki takiej rozpaczy, że zdawało się, że nie przeniesie. Jest to straszliwy wyrzut, zrobił jej uwagę o kwestii jej stosunku do Szymanowskiego, choć matka prosiła go, by jej nic nie mówił, i nie wspominają z matką, że jej coś powiedział. Poszedł na ski w góry. Panna tymczasem, widocznie w szalonym rozstroju nerwowym, zastrzeliła się. Witkiewiczowa nawet nie przeczuwała. Z listów Stasia Witkiewiczowa nie widzi ulgi. Obawia się, by mu to nie przeszło w manię"284. Jak różni byli przyjaciele Witkacego, tak różne były ich reakcje. W odpowiedzi na list siostry Chwistek pisze z Paryża: "Z Szymberskim prowadzimy niekończące się rozmowy o Stasiu i tych wszystkich sprawach. Zestawienia faktów przedstawiają tego człowieka w ohydnym świetle. [...] Jest to jednostka zgangrenowana, równie daleka od prawdziwej sztuki, jak od życia, wieczny embrion oszalały z megalomanii, jak [...] Miciński mniej więcej go określał. [...] Zaglądam w dna mroków cuchnących, po których wodził mnie ten cudotwór. Nie żałuję tej przechadzki, ale wstyd mnie trochę, że odbyłem ją w przekonaniu, że bujam na skrzydłach, choć w rzeczywistości byłem ciągnięty na nitce"285.

Tymczasem Malinowski kochał Witkacego naprawdę, postanowił więc ratować go nie cyjankiem i nie próżnym słowem, ale i przyjazdem na kilka dni do Zakopanego pod koniec kwietnia286, a także konkretną propozycją. Nie znamy formy, w jakiej przedstawił Stasiowi pomysł zabrania go z sobą w projektowaną wyprawę naukową na Nową Gwineę, ale z reakcji Witkacego widać, że uchwycił się tej myśli jak ostatniej deski ratunku: "Jedynie myśl o podróży z Tobą w jakiś kraj dziki coś przedstawia. Jakaś zmiana tak radykalna, żeby wszystko wywrócić do góry nogami". "Na myśl o dniach, które mnie czekają, niedobrze mi się robi. Jedna rzecz, na którą bym miał ochotę, to ta podróż z Tobą. N a p i s z, i l e t r z e b a n a r a z, a p o t e m i l e m n i e j w i ę c e j m i e s i ę c z n i e. Czy nie mógłbym pełnić funkcji fotografa i rysownika? Rysuję szybko i podobnie"287. Z każdym listem zapala się coraz bardziej: "Chciałbym jechać razem z Tobą. Nie narzucałbym Ci się już wtedy z moimi stanami psychicznymi, ale moglibyśmy mówić po angielsku, czytałbym coś takiego, co mogłoby mnie wykształcić w kierunku pomocy dla Ciebie. Nie odrzekam się od tej pomocy i wszystko, co będzie w mojej mocy, zrobiłbym, aby Ci tam być pożytecznym. [...] Na czym się tam maluje i jakimi farbami? Czy są drogie te rzeczy? [...] Czy można malować na drewnianych blejtramach i czy można za tanie pieniądze mieć skrzynię blaszaną do chowania tego przed mrówkami? [...] Czy podczas pobytu w Australii myślisz, że będę mógł malować gdzieś tam ze skutkiem podczas Twoich zabaw z Kongresem?". Co do spraw finansowych: "Mam w tej chwili 2000 rubli [...] 600-700 rubli na Australię i początki Gwinei. 500 Matka ma dosłać do Sydney przed odjazdem na Gwineę". I raz jeszcze: "Pamiętaj, że ta podróż to moja jedyna, ostatnia nadzieja radykalnego przewrotu. Inaczej nie wiem, co będzie. Pomyśl nad tym [...] i zaraz z a t e l e g r a f u j t a k l u b n i e ostatecznie. Zaraz po telegramie wyjadę [...] jednocześnie ze mną pieniądze pójdą do banku w Londynie"288.

Tu należy wyjaśnić, że niezależnie od planów badawczych Malinowskiego bezpośrednim celem jego podróży do Australii miał być udział w Kongresie British Association for the Advancement of Science, którego był członkiem. Aby zapewnić przyjacielowi finansowe ulgi, jakie przysługiwały członkom Towarzystwa podczas trwania Kongresu, zapisał i Witkacego w poczet brytyjskiego stowarzyszenia, dzięki czemu obaj mieli wyruszyć na jednakowych prawach. Witkacy propozycję akceptuje. Żegna się z matką (charakterystyczny i zabawny jednocześnie przekaz o tym, jak w dniu wyjazdu Witkacy kazał matce wyskoczyć przez okno z pierwszego piętra ich zakopiańskiego domu dla sprawdzenia, czy w razie pożaru potrafiłaby się uratować - przytacza Roman Jasiński289), przyjeżdża do Londynu290 (via Berlin, gdzie ma chwilę słabości i wraca do Zakopanego, by ulec namowom i znowu wyjechać) 24 maja (przygotowuje się, m.in. kupuje tropikalne przybory "u Gamego"291, chodzi do dentysty, spotyka się m.in. z Ignacym Wasserbergiem, Jerzym Żuławskim292, Otolią i Józefem Retingerami293), a już w czerwcu obaj z Broniem jadą via Paryż (gdzie podejmują ich Żuławscy, spotykają się ze Strugami294, Szymberskim) do Marsylii i Tulonu, aby tam znaleźć się na pokładzie "Orsovy", statku Królewskich Linii Wschodnich, który przez Morze Śródziemne (w tym Neapol, Tarent, Port Said), Kanał Sueski i Morze Czerwone wiezie ich do pierwszego etapu podróży - na Cejlon, spędzają tam dwa tygodnie. Jak wynika z zachowanych źródeł: wysłanych i niewysłanych listów Witkacego do obojga rodziców oraz innych osób, pisanych na okręcie zapisków na użytek Bronia, a także ostatniej woli oraz listu z 2 lipca 1914 pisanego w Anuradhapura, a skierowanego "To the Aut[h]orities or Pol[ice] of Ceylon" - podróż ta nie przyniosła Witkacemu oczekiwanego ukojenia:

" T e s t a m e n t

Kompozycja (Błaganie o litość), rysunek i portret olejny p a n i I r e n i e S o l s k i e j.

P P. J a n c z e w s k i m pozostałe rysunki Jej i moje Jej portrety rysunkowe. Klisze z Jej fotografii.

P. L a n g i e r o w i obraz z Ptakiem snu, kompozycje: Niedobrana para i Melancholia. Pałę zrobioną przeze mnie, która była Jej własnością. Wszystkie klisze oprócz Jej (z prawem reprodukowania kompozycji).

B r o n i o w i M a l i n o w s k i e m u aparat fotograficzny. Jeśli wróci z wyprawy, niech sobie wybierze obrazy, jakie zechce a discretion.

P a n n i e J a d w i d z e Z i e l i ń s k i e j wszystkie jej portrety i albumy z reprodukcjami moich prac, które były własnością śp. Jadwigi Janczewskiej.

P a n n i e A n i e l i Z a g ó r s k i e j albumy z photo moich prac, które były moją własnością. Wszystkie prace "literackie" (powieść, wiersze itd.).

Listy Jej i pamiątki po niej pochować pod kamieniem, który ma być dla mnie postawiony w dolinie Kościeliskiej, tam gdzie ona sobie życie odebrała.

Niech, Broń Boże, ultrakabotyn Miciński nie napisze o mnie ani słowa. Błagam o to najmocniej. Wolę być zupełnie zapomniany. To mu przeczytać. O s t a t n i a w o l a u m a r ł e g o.

Proszę jeszcze raz o przebaczenie wszystkich. Niech mi nie biorą za złe śmierci. Lepsze to niż ciągła męka bez końca i brak twórczości.

R.M.S. "Orsova" między Tarentem a Suezem dnia 15 VI 1914 r.

Stanisław Ignacy Witkiewicz

PS W a ż n e. P a n i E u g e n i i B o r k o w s k i e j kompozycja pod tytułem Pocałunek śmierci, jedna z ostatnich, z tym, żeby nigdy nie śmiała sobie odebrać życia. Piszę to dlatego, że parę razy 2 lata temu o tym mówiła. Niech tego nigdy nie uczyni"295.

"Podróż okrętem, która zmusza do rozpamiętywania, jest czymś najokropniejszym, co dla mnie wymyślonym być mogło. Nie wiem, czy zdołam dojechać do Colombo. Ledwo ostatnim wysiłkiem woli trzymam straszliwą w swej mocy chęć śmierci" - pisze do matki w jednym z niewysłanych listów, zaczynającym się od słów: "Żeby kto mógł znać potworność mojej męki. Człowiek, który czuje swoją wartość i na którego spada nieszczęście, może się podnieść. Ja, gdzie spojrzę, widzę tylko zło, które wyrządziłem i które jest nie do naprawienia. Widzę zupełną bezwartościowość wszelkiego wysiłku, bo nie mam na czym się oprzeć. Jestem bez wartości jako człowiek, bo z Nią, mając taką miłość, jaka się raz na tysiąc lat zdarza, nie stworzyłem życia i przez marne głupstwa, których z łatwością mogłem uniknąć, zmarnowałem siebie i ją. Jako artysta jestem skończony na pewno. Takie rzeczy się czuje"296. Po kilku dniach dodaje: "Takie było przeznaczenie. [...] Jestem jak człowiek cały w ranach, którego kąpią w kwasie siarkowym. K a ż d a r z e c z - morze, ludzie, niebo, każde słowo jest męczarnią bez granic. [...] Jedyna śmierć. Błagam o przebaczenie"297.

Że artystą jednak być nie przestał, świadczą te jego listy do rodziców, w których w bezładnie wyrzucanych zdaniach, bez troski o gramatykę, pisownię i interpunkcję oddaje najwierniej intensywność odbioru owego egzotycznego świata "aż potwornego od piękności", w którym tak nieoczekiwanie się znalazł. Zachłanność pamięci wobec każdego szczegółu, każdego fragmentu otaczającej rzeczywistości, przy chęci natychmiastowego przełożenia każdego wrażenia i impulsu na słowa, to chyba najbardziej charakterystyczna cecha tych listów, pisanych jednocześnie przez malarza i pisarza, którego wizja zdramatyzowana jest przez podkład psychiczny, na jaki pada obraz oszalałego kolorem poznawanego świata. Takie też dramatyczne, wręcz "bzikiem" podszyte tropiki odnajdą się w późniejszej malarskiej i pisarskiej twórczości Witkacego.

Pozostawiwszy w papierach niewysłany list do "Władz Ceylonu" ("Piszę to z pełną odpowiedzialnością, żeby mój najdroższy przyjaciel dr Malinowski nie miał żadnych kłopotów w związku z moją śmiercią, żeby uniknął wszelkich formalności i przesłuchań, co mogłoby spowodować jego spóźnienie na ten statek. To jest moja ostatnia wola, żeby z mojego powodu nie doznał on żadnych przeszkód w podróży, ponieważ musi być w Australii na Kongresie Stowarzyszenia Brytyjskiego"298), niedoszły samobójca wraz z Malinowskim oraz kilkunastoma członkami Stowarzyszenia przybija na pokładzie statku "Orontes" do portu Fremantle dnia 21 lipca 1914. Pierwsze dwa tygodnie pobytu cała grupa spędza na intensywnym zwiedzaniu Zachodniej Australii, robiąc m.in. wypady do Irwin, Darling Range, Mogumber, New Norcia, Margaret River, Mount Barker, Albany, Coolgardie i Kalgoorlie299.

Dnia 3 sierpnia 1914 pisze Witkacy do rodziców z Albany: "Dziś otrzymaliśmy w Albany fatalne wiadomości co do wojny. Jeśli to okaże się prawdą, to wracam zaraz z Fremantle pierwszym parowcem. Jeszcze jedyna forma, w jakiej mogę być użytecznym i coś zrobić. [...] Może w ten sposób godniej zakończę życie niż w samobójstwie albo malowaniu pejzażyków na Nowej Gwinei czy też [w] żółtej febrze. [...] Wiadomości niepotwierdzone o wojnie austro-rosyjskiej i francusko-niemieckiej. Trzeba osobiste rzeczy odłożyć na bok i w jakiś sposób usprawiedliwić to nędzne istnienie. Bezsens tej podróży okropny. Bronio jest coraz bardziej obcy dla mnie. [...] Wstrzymuję się z dalszym opisem Australii. [...] Cóż można pisać wobec rzeczy prawdziwie wielkich? Trzeba było nie jechać wcale, tak jak czułem w ostatnich dniach w Zakopanem i w Londynie. Co za straszna rzecz, że wszystko w moim życiu nie w porę się dzieje. Zmarnowane życie osobiste i sztuka. Może w ten sposób coś się stanie naprawdę albo śmierć"300.

Zanim jednak Witkacy będzie mógł się wybrać w podróż powrotną, upłynie blisko miesiąc. 4 sierpnia "Mr. S. Withieurez" [!] i "Dr Malinowoki" [!] wraz z innymi członkami Stowarzyszenia podjęci zostali obiadem przez burmistrza i radę miasta Perth, by wieczorem odpłynąć z portu Fremantle na pokładzie "Orvieto" do Adelaide, dokąd przybyli rankiem 8 sierpnia. Tegoż dnia odbyło się oficjalne otwarcie Kongresu na ratuszu, gdzie rząd stanowy Południowej Australii przygotował przyjęcie dla członków zjazdu. Czterodobowa podróż na "Orvieto" jest dla Witkacego koszmarem. W listach z 5 i 6 sierpnia pisze do rodziców: "W tak strasznej chwili, kiedy krajowi i Wam grozi niebezpieczeństwo, ja nie mogę się do Was dostać - o tysiące kilometrów od Was odległy w bezczynności i rozpaczy. [...] Kto zrozumie straszność tego. Nie móc być tam ze wszystkimi, kiedy się ważą losy kraju, i jechać po Australii oglądać widoki". "Podróż, tak lekkomyślnie postanowiona i rozpoczęta prawie bez udziału mojej woli, zamienia się teraz w okropną zbrodnię. [...] Wiadomości coraz gorsze. Mowy nie ma o dostaniu się do kraju. Miałem intuicję, ale nie miałem woli. Zmusiłem się gwałtem do tej podróży, a jechałem ciągle z myślą o śmierci. Jeszcze w Perth chciałem się otruć cyjankiem. Znowu myśl o Was mnie wstrzymała. [...] Jakże zazdroszczę tym, którzy mogą spełnić teraz obowiązek. Mówiłem żartem, że jedyna rzecz to zapisać się do Strzelca. Ale w czasie pokoju wydawało mi się to farsą w tym stanie, w jakim byłem. Teraz okropność tego bezwładu przymusowego przechodzi wszelkie granice. Co z Wami się dzieje? Czemu nie mogę być tam i walczyć, i przynajmniej śmiercią pożyteczną zatrzeć te wszystkie złe rzeczy, które popełniłem. Nie wiem, czy przetrzymam to, co mnie czeka, o ile nie będę się mógł dostać do kraju. Strach pomyśleć o przyszłości. Samobójstwo teraz jest tak ohydne jak życie. [...] Jedyny czyn, i tego nie móc spełnić"301.

73. Tadeusz Langier, portret fotograficzny brygadiera Józefa Piłsudskiego, 1915

74. S.I. Witkiewicz, portret fotograficzny Bronisława Piłsudskiego, Zakopane 1912

Dni 9 i 10 sierpnia upłynęły na wycieczkach w okolice Adelaidy. Malinowski z grupą antropologów udał się do miejscowości Milang nad jeziorem Alexandrina, gdzie zwiedził osiedle szczepu Narrinyerri. Zgromadzeni tam krajowcy popisywali się tańcami, sztuką rzucania bumerangów oraz budową szałasów i pleceniem koszyków. Witkacy tymczasem, pozostawiony w Adelaidzie, pisząc 10 sierpnia w hotelu "Botanic" rodzaj wspomnienia o swoim przesądzie dotyczącym godziny: dwadzieścia minut przed dziesiątą, która to godzina zawsze miała jakoby oznaczać groźne ostrzeżenie przed przykrymi czy nieszczęśliwymi wydarzeniami w jego życiu, notuje. "Dziś między wizytą nieudaną u konsula rosyjskiego a wizytą u konsula austriackiego (u którego dowiedziałem się, że nie ma żadnej nadziei powrotu) widziałem na King William Street zegarek s t o j ą c y n a d w a d z i e ś c i a p r z e d d z i e s i ą t ą [...] Żadnej nadziei powrotu i spełnienia ostatniego czynu. [...] Jechać dalej nonsens potworny. Wracać prawie niepodobieństwo. [...] Jestem półobłąkany. Stan mój straszny. [...] To jest ten trzydziesty rok życia, o którym mówiłem, że go niewyraźnie przed sobą widzę. [...] Dalej obłęd albo śmierć. [...] Broniu, nie śmiej się z tego, co piszę. Kiedyś zrozumiesz wszystko. Najdrożsi Rodzice, przebaczcie mi, jeśli nie wytrzymam tego wszystkiego. Staś"302.

Tak więc, chcąc nie chcąc, Witkacy pozostaje nadal związany z itinerarium Malinowskiego i pozostałych uczestników Kongresu. 12 sierpnia trzy specjalne pociągi sypialne zabrały uczestników zjazdu do Melbourne, gdzie nazajutrz odbyło się wielkie przyjęcie w pałacu gubernatora generalnego Australii. 14 sierpnia przyjęcie wydał burmistrz Melbourne na ratuszu. Dni następne upłynęły na wycieczkach w okolicy Melbourne, pracach naukowych i zwiedzaniu Biblioteki, Muzeum i Ogrodu Botanicznego. Mimo że oficjalne prace zjazdu zakończono 19 sierpnia, jego uczestników czekały dalsze podróże. Z Melbourne Malinowski i Witkacy wyruszyli do Sydney, skąd po "garden party" u gubernatora Nowej Południowej Walii odbyli szereg wycieczek. 25 sierpnia Malinowski wygłosił na sydneyskim uniwersytecie odczyt A Fundamental Problem of Religious Sociology; następnego dnia pociągi zabrały uczestników zjazdu w daleką drogę na północ, do Brisbane. 31 sierpnia Malinowski i Witkacy spędzili pół dnia na statku "Lucinda", żeglując po rzece Brisbane.

Swój Dziennik w ścisłym znaczeniu tego wyrazu - rozpoczęty na Nowej Gwinei już po rozstaniu z przyjacielem - Malinowski zaczyna słowami: "Pierwszego września rozpoczyna się nowa epoka w moim życiu: samodzielna i samotna wyprawa w tropiki. We wtorek, 1 IX 14 odprowadziłem Brit. Ass-a do Toowoomby. Rozmowa i zaznajomienie się z Sir Oliverem i Lady Lodge; ofiarowanie mi pomocy przez tegoż; moje fałszywe położenie i "sprostowanie" przez Stasia. [...] wściekłość na Stasia, która przerodziła się na głęboki żal, trwający do tej chwili - to wszystko należy do poprzedniej epoki, do wizyty z Brit. Assem w Australii. Wróciłem sam do Brisbane [...]. W Brisbane poczucie opuszczenia i samotności. Samotna kolacja. [...] We czwartek wieczór jadę do dra Douglasa, aby pożegnać się z Gol[d]ingami i dać Goldingowej list do Stasia"303. W zapisie z 2 listopada 1914 raz jeszcze wraca do momentu rozstania z Witkacym: "Problem Stasia mnie męczy. Faktycznie on postępował w stosunku do mnie niemożliwie. Moje powiedzenie wobec Lodge'a nie było nic złego. Jego sprostowanie było. Jego pretensje są nieuzasadnione, a sposób, w kt[óry] je wyraża, przecina z góry możność porozumienia się. Finis amicitiae. Zakopane bez Stasia! Nietzsche zrywający z Wagnerem. Bezwzględnie uznaję jego sztukę, podziwiam inteligencję i wielbię indywidualność, ale nie znoszę charakteru"304.

Należałoby się zastanowić nad istotną przyczyną tak głębokiego rozdźwięku między przyjaciółmi. Badacze tego okresu życia Malinowskiego przypuszczają, że niezależnie od konfliktu charakterów, bezpośrednim powodem zerwania były powody polityczne, czy raczej ideologiczne, ujawnione w związku z wybuchem wojny. Malinowski miał obywatelstwo austriackie, co automatycznie stawiało go w szeregach "wrogów" Rosji, lecz zarazem i Australii - Witkiewicz był poddanym rosyjskim i odwrotnie niż ojciec - wielbiciel Piłsudskiego i jego koncepcji - jedynej szansy wyzwolenia Polski upatrywał w walce z Niemcami u boku Rosji. Stąd też jego decyzja powrotu do kraju, decyzja, której Malinowski musiał być przeciwny, skoro sam postanowił pozostać na antypodach (mimo swego "fałszywego położenia") i kontynuować podjętą wyprawę badawczą na Nową Gwineę. Jakkolwiek by było, z Toowoomby Witkacy pojechał pociągiem do Sydney, skąd pisze do Bronia: "Donoszę Ci, że otrzymałem listy w odpowiedzi na listy wysłane z Kandy, pewno więc i Twoje doszły tak samo. Mieszkam za 3 s. 6 d. [3 szylingi, 6 pensów] w tym samym hotelu. Przypadkowo trafiłem na Nieczajewa305. W sobotę wyjeżdżam dalej. O kwestii naszego stosunku nie piszę, bo na razie nie mam nic do powiedzenia. W Papui będziesz miał wiele czasu na rozmyślania i może wiele rzeczy zrozumiesz, jak się na nie z daleka i z samotności popatrzysz. [...] Za pewne rzeczy mam dla Ciebie głęboką wdzięczność. Jeśli nie było skutku, to dlatego, że jestem człowiekiem kompletnie złamanym, którego jedynie śmierć uleczyć może. [...] Wierzę mocno, że Ci się uda wyprawa i że wrócisz cało. Ściskam dłoń Twoją. Staś"306.

Dnia 5 września Witkacy opuszcza Sydney na pokładzie statku "Morea"; na ląd australijski schodzi jeszcze dwukrotnie: 8 września w Melbourne i 10 września w Adelaidzie. W sumie spędza Witkacy na pokładzie "Morei" ponad trzy tygodnie. Jeszcze 1 października pisze do Bronia: ""Morea" jest b[ardzo] sympatyczna, daleko lepsza od Orient-linerów. Byliśmy w Bombay. Cudowne miasto. Jutro zajeżdżamy do Adenu, z Port-Said do Aleksandrii, a stamtąd do Saloniki. Z flotą krucho, tylko żeby do granicy dobrnąć". (W liście poprzednim, z 14 września, wzmiankuje: "Możliwe, że będę mógł dostać pieniądze z Rosji już w Grecji lub Bułgarii"). I dalej: "Goldingowa jest cudowna kobieta. Szkoda, że stara. Uwiodłem portugalską kurwę z Brazylii, ale bez wielkiej przyjemności. Dwa trepangi, po czym odechciało mi się. Straszne jest moje życie. Flirtuję z jakimiś obcymi babami. Nie poznaję siebie. Jestem zupełnie ogłupiały. Rysuję dość dużo portretów. Towarzystwo piekielne. W chwilach jasnowidzenia jest okropnie. Staram się ogłupić, aby wytrzymać tę podróż. Potem cokolwiek będzie, niech uderza we mnie. [...] Żal mi tropików. Ale w tym stanie piękność świata jest torturą"307.

75. S.I. Witkiewicz w Egipcie przy piramidzie Cheopsa i Sfinksie w drodze powrotnej z Australii do Europy, 1914

Niestety nie jest do dziś znana dokładna trasa podróży Witkacego z Salonik do Petersburga. Wiadomo tylko, że dotarł tam w połowie października (kursująca dotąd błędna informacja, że w końcu września, oparta na liście Anieli Jałowieckiej do matki Stanisława Ignacego, wzięła się z różnicy czasu między kalendarzem juliańskim i gregoriańskim) - o czym natychmiast donosi Malinowskiemu: "Od dwóch dni jestem w "Petrogradzie" i robię starania o przyjęcie mnie do wojska, co przy moim braku dokumentów jest rzeczą wściekle trudną. Postępuję od dłuższego już czasu według woli własnej. Poza tym stan mój identycznie ten sam i tylko nadzieja walki trzyma mnie teraz we względnej równowadze". Jak echa australijskich dysput politycznych ze swym "proaustriackim" przyjacielem brzmią natomiast dalsze akapity listu Witkiewicza-juniora: "Garstka strzelców, walcząca o kawałek Galicji razem z Niemcami, którzy spustoszyli w najokropniejszy sposób większą część Królestwa i pastwią się nad tamtejszymi Polakami jak zwierzęta, jest rzeczą tragiczną i potworną. Honor żołnierski, który ich trzyma przy Austrii i każe walczyć razem z Niemcami, tak piękny w innych warunkach, jest w tym wypadku czymś okropnym. Tak to w naszych nienormalnych warunkach cnoty stają się zbrodniami przeciwko duchowi narodu. Byłem sam w moich myślach o Rosji i konieczności walczenia z nią przeciw Niemcom i przeszedłem straszne chwile na ten temat. Teraz ruch strzelecki w Galicji klapnął zupełnie i każdy Polak może z czystym sumieniem iść przeciw naszemu jedynemu istotnemu wrogowi, przeciw Niemcom. [...] Straszne jest sumienie Polaka w tej chwili. Ale droga jest jedna. [...] Uważałem zawsze Strzelca za ładne samobójstwo. [...] Tylko mnóstwo jeszcze i w Rosję nie wierzy i ci siedzą wygodnie za piecem". I dalej o sobie: "Tu ludzie tak usposobieni, że wuj Jałowiecki ręki mi nie podał. Janczewscy taką opinię mi wyrobili. Niech to chroni Jej biednej pamięć przed plotkami. Niech cała wina będzie na mnie. Ja tłumaczyć się przed nikim nie będę. Ada Żukowska zajmuje się moją protekcją, może coś z tego będzie. Jedyna osoba, która jest ze mną308. Wytrzymałem straszne wymyślanie Ciotki Jałowieckiej za wszystko. Im się śni jakaś odpowiedzialność przed Rodzicami. Albo ta droga, albo zgnicie moralne. Nie na to jechałem z Australii, aby tu zgnić gdzieś w kącie, jeszcze raz minąwszy się z moim losem. [...] Nie myśl, że to jazda z Nieczajewem przerobiła moje myśli. Sam doszedłem do tego wszystkiego przez straszne zwątpienia i mękę. I w moim sumieniu sprzeczności teraz nie ma. Chcę tylko, aby to nie było tanie, i chcę spełnić czyn, który by te myśli przypieczętował. [...] Pobyt na "Morei" wydaje się przyjemną halucynacją. Niezwykle przyjemne wspomnienie zostało mi po Goldingach. Ona jest cudowna kobieta. Szkoda, że stara i że się goli. Szalony niesmak mam po tej Portugalce, która okazała się pół-Niemką. Widzisz, co za melange. Masz prawo się uśmiechać cynicznie. Wiele jest bydlęcia we mnie. Trudno, wie pan. Straszne są niekonsekwencje"309.

Pomimo "wściekłych trudności" związanych z brakiem dokumentów starania Witkacego zostały uwieńczone sukcesem. Dzięki protekcji wuja Jałowieckiego i męża kuzynki, wpływowego w Petersburgu prawnika i posła do Dumy Władysława Żukowskiego, Stanisław Ignacy został skierowany do Pawłowskiej Szkoły Wojskowej 29 listopada 1914 na skrócony w czasie wojny pięciomiesięczny kurs. Burzliwy i dramatyczny rok dobiega końca - choć "szkoła życia" wiele mu jeszcze przyniesie niespodzianek.

Styczeń 1915 - czerwiec 1918

Pisząc już kiedyś o tym okresie, przyrównałam go do układanki - "puzzle'a", z której całego obrazka dotrwała do naszych czasów zaledwie garść przypadkowych kawałeczków; ułożone pozwalają wprawdzie odtworzyć z grubsza zarys wydarzeń, przeważają wśród nich jednak białe plamy najeżone znakami zapytania. Dodatkową trudność w rekonstrukcji owej układanki stanowią relacje czy fragmenty wspomnień ludzi piszących o tym okresie życia Witkacego - niosące informacje bądź zupełnie nieistotne i błahe, bądź wręcz fałszywe i naprowadzające na błędne tropy, jak choćby ta, że Witkacy w czasie rewolucji został przez swoich żołnierzy wybrany komisarzem politycznym! Uporczywie powtarzane, przyczyniają się do utrwalania nieprawdziwego obrazu owych lat, rzutując w następstwie na krytyczne interpretacje późniejszej twórczości Witkiewicza-juniora. I wreszcie milczenie samego Witkacego na ten temat. Poza nielicznymi bezpośrednimi wzmiankami rozrzuconymi w jego pismach (nie myślę tu rzecz jasna o tym, co o jego stosunku do doświadczeń rosyjskich można wyczytać z kart jego dramatów i powieści!) ani w jego późniejszej korespondencji, ani w żadnych innych źródłach nie napotkamy na żaden ślad, który mógłby uzupełnić ów rozsypany przez historię "puzzle" jego dziejów w tych latach. Gdzie bywał, z kim się spotkał, co czytał, nad czym pracował, co myślał i czuł - wszystko to stanowić może jedynie przedmiot najbardziej ostrożnych domysłów, przypuszczeń nieznajdujących jednakże jednoznacznego potwierdzenia w znanych dotychczas faktach. I pomyśleć, że Jadwiga Witkiewiczowa notuje w swoich wspomnieniach: "Z czasów pobytu w Rosji zachował się do Powstania dziennik Stasia, bardzo ciekawy"310.

Rok 1915 rozpoczyna Witkacy jako przykładny elew (junkier) Pawłowskiej uczelni311. O jego decyzjach i postawie donosi w swoim - pisanym po francusku - liście do Marii Witkiewiczowej Aniela Jałowiecka:

"13 lutego (30 stycznia) Petersburg [1915]. Moja Droga! Sądziłam, że od dawna już jesteś poinformowana o losie swojego syna. Według naszych obliczeń powinnaś była dostać jego list, w którym opisuje dzieje ostatnich swych miesięcy życia, kiedy to powziął nieodwołalną decyzję wstąpienia do rosyjskiej armii, aby bronić Polski. Przybył on tutaj w końcu września [wg kalendarza juliańskiego] i po licznych trudnościach został przyjęty do wojskowej szkoły oficerskiej, skąd wyjdzie za dwa miesiące w stopniu oficera, by wstąpić do armii - być może polskich legionów, które są właśnie w trakcie formowania. Żadne perswazje ni niczyj wpływ nie były w stanie zmienić jego postanowienia. Takim, jakim jest teraz, nie był nigdy dotąd. Spokojny, można by rzec - wesoły, trzymający się prosto, z wysoko podniesioną głową, otrząsnął się zupełnie z tego rozpaczliwego stanu apatii i inercji, w jakim zobaczyliśmy go po powrocie. Przygotowuje się znakomicie do egzaminów teoretycznych i świetnie znosi wojskowe rygory. Zdrowie jego jest doskonałe. W mundurze wygląda bardzo dobrze; ani wielkie buciska, ani gruby płaszcz, ani szabla bynajmniej go nie krępują. Wierz mi, że przeżyłam doprawdy ciężkie chwile, zanim pogodziłam się z tym, że zobaczę go wojskowym - taka była jednak najwidoczniej wola Boga. Pomoc Jego przychodzi niejednokrotnie z najbardziej nieprzewidzianej strony, nie będąc przez to mniej skuteczną. Być może u końca swojej wojskowej kariery syn Twój odzyska równowagę duszy i powróci do Ciebie zupełnie już przystosowany do normalnego życia"312.

Co natomiast działo się z najbliższymi Witkacego w tym okresie, dowiadujemy się z dwóch ostatnich listów Stanisława Witkiewicza do syna z przełomu 1914 i 1915 roku adresowanych już do Petersburga, a zachowanych w pisanych po francusku brulionach: "Ja znajduję się ciągle mniej więcej w tym samym stanie. Nie jestem bardzo chory - ale i nie mogę powiedzieć, żebym cieszył się zupełnie dobrym zdrowiem. [...] Wiadomości od Mamy są dosyć dobre. Ma się dobrze i jak zawsze pracuje z energią. Oprócz osób mieszkających w pensjonacie ma ona u siebie Ciocię Jadzię, Wuja Ernesta313 i Tadzia z rodziną. Jest to wielkie szczęście dla niej. Samotność przy wiecznym niepokoju i smutnych myślach o Tobie byłaby dla Niej nie do zniesienia"314.

Jedyną i delikatnie wyrażoną ojcowską reakcją na wiadomość o decyzji syna uczestniczenia w przeciwnym politycznie obozie było zdanie: "Wuj Ziuk zawsze z tą samą niezmordowaną energią walczy z przeciwnościami życia, pracując ze swymi dziećmi nad lepszym jutrem. Trudności, które pokonali ku zdumieniu ludzi kompetentnych, nie wyczerpały jednak ich zadania i mają przed sobą jeszcze wiele do zrobienia"315.

76. S.I. Witkiewicz w Petersburgu, fragment portretu wielokrotnego, 1917

Na listach tych też kończy się korespondencja Stanisława Witkiewicza z synem. Schorowany, dręczony tęsknotą za synem, którego już nigdy nie miał zobaczyć, utrzymujący się przy życiu jedynie myślami o dokonującym się w Polsce przewrocie, w pustej Lovranie, pod opieką pani Dembowskiej - Stanisław Witkiewicz umiera 5 września 1915 roku. Kiedy Witkacy wróci do Zakopanego trzy lata później, zastanie na "Pęksów Brzyzku" grób ojca "w godnym sąsiedztwie swoich przyjaciół: prof. Chałubińskiego, Sabały, Bronisława Dembowskiego, a w parę lat potem i Marii Dembowskiej"316. Ciekawe, jak zareagowałby ojciec na wieść, że we wrześniu 1916 roku w Bazarze Polskim w Zakopanem odbyła się wystawa sztuki artystów polskich, z pracą Portret lalki Ignacego Witkiewicza? Wątpliwe zresztą, czy sam autor dzieła o tym wiedział - być może rodzina lub przyjaciele (W. Sztaba sugeruje Tymona Niesiołowskiego) postanowili nie dać zapomnieć publiczności zakopiańskiej o istnieniu malarza Witkiewicza (mł.)?317

Pierwszą dotyczącą Witkacego wzmiankę z początku pobytu w Piotrogrodzie odnajdujemy we wspomnieniach Zofii Stulgińskiej - trzynastoletniej wówczas dziewczynki, przyjaźniącej się z córkami Ady i Władysława Żukowskich: Lulą i Kuką - późniejszą generałową Sosnkowską: "W owych odległych petersburskich czasach poznałam również Witkacego. Było to zimą 1915 roku; odrabiałam lekcje w pokoju bibliotecznym u Żukowskich, gdy wpadła Lula. W ręku trzymała kawałek sznurka. - Chodź do salonu - szepnęła mi na ucho, by nie zbudzić czujności wkuwającej pod oknem Kuki - przywiążemy Stasia. W głębi pustego salonu pod oknem siedział w fotelu ktoś w mundurze rosyjskiego oficera, odwrócony do nas plecami, zatopiony w lekturze. W gwarnym zazwyczaj domu Żukowskich panowała głęboka cisza. Przeczołgałyśmy się przez cały salon. W momencie gdy byłyśmy o parę kroków od Stanisława Ignacego Witkiewicza, ten nagle odwrócił się, wtulił głowę w ramiona, utkwił w nas ciemne, gorejące oczy i robiąc straszliwe "szatańskie" miny zasyczał: "Apage satanas... apage... apage...". Było to tak nieoczekiwane, że jednym skokiem poderwałyśmy się na nogi i z krzykiem uciekłyśmy z salonu"318.

Witkiewicz ukończył szkołę pawłowską w trybie przyspieszonym, tj. w ciągu pięciu miesięcy. 1 maja 1915, razem z kilkoma innymi młodymi podoficerami, został skierowany do dyspozycji dowódcy batalionu zapasowego Pułku Pawłowskiego w Petersburgu i - promowany do stopnia chorążego - oczekiwał przydziału na front, co potrwać miało kilka miesięcy319.

Warto w tym miejscu przytoczyć kilka ogólnych informacji o Pułku Pawłowskim pochodzących z listu F.E. Borżańskiego z dnia 10 sierpnia 1972 - zwłaszcza że prostują one obiegowe dotychczas opinie dotyczące składu socjalnego korpusu oficerskiego tego pułku, w którym - rzekomo - "roiło się od grafów i książąt, wywodzących się ze starych rosyjskich rodów arystokratycznych". "Bojową jednostką Rosyjskiej Armii był pułk składający się z czterech batalionów, a każdy batalion miał cztery roty. [...] Zespół oficerów Pawłowskiego Pułku, jak i wszystkich pułków piechoty gwardii nie był arystokratyczny w ścisłym znaczeniu tego słowa, tak jak pani sądzi. Wyższa rosyjska i nawet polska arystokracja służyła przeważnie w gwardii kawaleryjskiej. [...] W czasie pokoju, ażeby dostać się do gwardii pieszej, a w tym i do Pułku Pawłowskiego, trzeba było być szlachcicem (dworianin) i skończyć wojskową szkołę ze średnim wynikiem stopni przy systemie 12-to stopniowym. Chociaż ten ostatni warunek obchodzono różnymi sposobami. Co się tyczy oficerów wziętych do pułku z mobilizacji, to te warunki już żadnej roli nie odgrywały. W każdym gwardyjskim pułku piechoty byli oficerowie niebędący szlachcicami i niemający żadnego majątku". Uzupełnić jeszcze należy te uwagi o informacje pochodzące z pracy Dorofiejewej: "Od dawien dawna w armii rosyjskiej stopień gwardyjski otrzymywały najlepsze doborowe wojska, a pozwolenie na noszenie munduru gwardyjskiego było wielkim zaszczytem i powodem dumy oficera rosyjskiego. Pułk Pawłowski, do którego został wcielony artysta polski, otrzymał taki stopień w czasie wojny 1812 roku, zasłużył się bowiem dla ojczyzny. Brał udział w bitwie pod Borodino (która to bitwa dla rosyjskiego żołnierza pozostała symbolem odwagi i poświęcenia [...]), w wojnach rosyjsko-tureckich, a także w stłumieniu polskich powstań narodowych, w 1831 i w 1863 roku, co jak wiadomo nie było najłatwiejszym zadaniem. Podczas wielkiej rzezi narodów Pułk Pawłowski brał udział w walkach w północno-zachodniej, północnej i południowo-zachodniej części frontu rosyjskiego w operacjach dziewiątej i dwunastej armii".

Wczesną jesienią 1915 roku nadeszła wreszcie decyzja głównego dowódcy wszystkich gwardyjskich batalionów zapasowych. Zgodnie z nią Witkiewicz został skierowany do służby na froncie w Pułku Pawłowskim Lejbgwardii. Pułk ten znajdował się wówczas koło miasta Wilejka, niedaleko Mińska. Czwarta kompania (rota), do której został przydzielony podoficer Witkiewicz i do której przybył 24 września 1915, znajdowała się w rezerwie i zajmowała okopy pod wsią Pamicha (niedaleko Mołodeczna) nad rzeką Ussą (Uszą), dopływem Niemna. Specyficzna sytuacja wojenna spowodowała wzrost zapotrzebowania na młodą kadrę oficerską i Witkiewicz po przybyciu do armii czynnej został tymczasowo - od 29 września do 21 października 1915 (a potem od 6 do 31 marca 1916 - podczas urlopu dowódcy) - mianowany dowódcą czwartej kompanii. Po powrocie poprzedniego dowódcy kompanii Witkiewicz został jego zastępcą. Jesienią pułk został wysłany na zaplecze do odbudowy swoich zdolności bojowych - do Galicji, w okolice Podwołoczysk nad Zbruczem. 15 grudnia 1915 przeglądu pułku dokonał sam car, Mikołaj II. Po tym udanym dla cara i generałów wydarzeniu posypały się awanse dla żołnierzy. Witkiewiczowi nadano 5 stycznia 1916 stopień podporucznika, ale jeszcze nie lejbgwardii. Dopiero rozkazem carskim z dnia 8 lipca 1916 podporucznik Witkiewicz zaliczony zostaje do oficerów Pułku Pawłowskiego Lejbgwardii w stopniu podporucznika lejbgwardii.

17 lipca 1916 w zachodniej części Ukrainy nad rzeką Stochod, koło wsi Witonirz (Witkacy w Niemytych duszach pisze o "Witonieżu nad Stochodem"), niedaleko miasta Kowel w powiecie wołyńskim - odbył się szturm, będący częścią ciężkiej bitwy, w którym brał udział Pułk Pawłowski. Bitwa zadecydowała o dalszych losach Stanisława Ignacego Witkiewicza. Kronika wydarzeń wojskowych pułku opisuje ten dzień następująco: "Rano, przed godziną ósmą rozpoczęło się przygotowanie artyleryjskie, które zostało zakończone o godz. 16. O godzinie 17 Pawłowskiemu Pułkowi Lejbgwardii wydany został rozkaz ataku. Jak jeden mąż żołnierze wszystkich kompanii zerwali się z miejsca i rzucili się przez rzekę Stochod i zasieki z drutu kolczastego, wzmacniające obronę wsi Witonirz, zapaleni przykładem oficerów. O godzinie 18 wieś Witonirz była zdobyta: przez nas zdobyte zostały trzy karabiny maszynowe, moździerz, dużo trofeów i jeńców. Ale powodzenie to było opłacone wielkimi stratami, dlatego że wypadało zdobywać zasieki z drutu kolczastego pod niszczycielskim ogniem artylerii".

W owej bitwie Stanisław Ignacy Witkiewicz doznał kontuzji, ale pozostał w szeregu. W rejestrze oficerów Pułku Pawłowskiego, którzy zostali przeniesieni z frontu w lipcu 1916 roku znajduje się notatka, że "podporucznik Stanisław Witkiewicz w walce od 17 lipca 1916 r. przy rzece Stochod około wsi Witonirz był kontuzjowany i został wywieziony do szpitala wojskowego do Petersburga". W świadectwie kontuzji, diagnoza: objawy urazowej nerwicy, wydanym Witkiewiczowi przez specjalną komisję lekarską przy punkcie ewakuacyjnym, zanotowano, że opuścił on Pułk Pawłowski 20 lipca 1916.

Za udział w tej bitwie i za wykazane przy tym męstwo i bohaterską postawę podporucznik Witkiewicz został rozkazem carskim mianowany porucznikiem lejbgwardii i odznaczony orderem Świętej Anny IV klasy. Sam wspomina o tym mimochodem w wiele lat później w Niemytych duszach: "Cóż zrobię, że dostałem za bitwę pod Witonieżem (jedna z najkrwawszych na tym froncie) Annę 4 klasy, która wtedy poszła dużo w górę w cenie w stosunku do początku wojny. To są fakty [...] mam wrażenie, że nic mi zarzucić nie można"320.

W szpitalu wojskowym przy punkcie ewakuacyjnym w Petersburgu przebywał Witkiewicz od 28 lipca do 11 września 1916. 9 września komisja lekarska orzekła, że powrócił on do zdrowia i jest w stanie pełnić służbę wojskową na froncie. W kilka dni później, 12 września, Witkiewicz przybył do batalionu zapasowego Pawłowskiego Pułku Lejbgwardii gotów pełnić służbę w armii czynnej. Na front jednak porucznik Witkiewicz już więcej nie wrócił.

W archiwum Muzeum Tatrzańskiego zachował się list Anieli Jałowieckiej do Marii Witkiewiczowej z 21 sierpnia 1916 (który wg stempla pocztowego Czerwonego Krzyża dotarł prawdopodobnie dopiero w listopadzie); w nim ciotka Jałowiecka stara się delikatnie uprzedzić matkę o udziale jej syna w działaniach frontowych:

"[...] Marusiu droga moja. Może ten głos was dojdzie - dowiedźcież się, że wszystkich nas dotąd macie w życiu, chociaż zdarzają się jak zwykle choroby lub gorsze chwile. [...] Staś po długim spokoju był trochę czynny, ale żadnego poważnego nie poniósł szwanku - jest wśród nas - na czas dłuższy może na leczeniu się od zdenerwowania ulokowany będzie w sanatorium. Proszę to brać jak piszę bez żadnych domysłów, gdyż absolutnie jest poza wszelkimi złymi skutkami. Nabrał znowu do malarstwa portretowego gustu. Chwilowo jest nieobecny, a ja muszę list wysłać, ale sam napisze, bo nic a nic ma Staś sam na przeszkodzie oprócz zwykłego niezdecydowania"321.

Niestety, nie zachowały się żadne źródła ni przekazy, które by o owym frontowym okresie Witkiewicza mówiły coś więcej: Jerzy Mieczysław Rytard, który swe bałamutne i pełne horrendalnych błędów "wspomnienia" pomieścił w książce S.I. Witkiewicz. Człowiek i twórca322 wprawdzie obficie cytuje opowieści przyjaciela, nie tylko jednak nie znajdują one żadnego potwierdzenia we wspomnieniach innych jego przyjaciół, lecz przeciwnie - Rytardowe "memuary" dezawuuje Jarosław Iwaszkiewicz, notując w swym Petersburgu: "Wbrew temu, co mówią inni jego przyjaciele i o czym wiem z własnego doświadczenia, Rytard w swoim wspomnieniu o nim pisze, że Witkacy "wspominał o tym chętnie" i odtwarzał z pasją zdarzenia i obrazki z tej swojej "pawłowskiej" przeszłości. Niestety Rytard nie podaje żadnych szczegółów tych opowiadań [...]. Zdaje się, że Rytard po prostu tych rzeczy nie pamięta, o ile w ogóle Witkiewicz mu je opowiadał. Wspomnienia swoje spisywał późno i pamięć często go zawodzi [...]. Poza tym Rytard nie znał Rosji, nie znał języka rosyjskiego, nie znał rosyjskiej literatury i wszystkie opowiadania o petersburskich przygodach Stasia są dosyć mętne"323. Święta to prawda i rzeczywiście czas najwyższy, by "relacje" Rytarda przestały wreszcie być cytowane przez badaczy (i pseudobadaczy) biografii S.I. Witkiewicza. Jeśli w tym miejscu czynię wyjątek, to jedynie by zacytować taki fragment, który - przy charakteryzowaniu osobowości Witkacego - wydaje mi się najbardziej prawdopodobny: "[Staś] Oficerem bojowym nie był, jak się sam do tego przyznawał bez najmniejszej krępacji, wstydu i skrupułów. Opisywał mi [...] straszliwe, wprost niesamowite paroksyzmy strachu, które przeżywał nieraz pod ogniem w pierwszej linii okopów, albo gdy na pół przytomny ze zdenerwowania, roztrzęsiony jak galareta, prowadził swych ludzi do ataku na niemieckie pozycje. Twierdził, że opanowywanie przerażenia, które ogarnia człowieka w bitwie i zwala prawie z nóg, uważa za najtrudniejszy wysiłek psychiczny, wyczyn najwyższej rangi i klasy. Obserwując go wielokrotnie w górach [...] gdzie nie krył się ze swymi lękami [...] mogłem na własne oczy stwierdzić, że potrafił znakomicie opanowywać się i poskramiać w sobie. W śniadej jego twarzy, pobladłej w takich momentach, błyszczały smoliście jak dwa węgle wielkie piękne oczy o rozszerzonych źrenicach [...] zaciskał wargi i [...] parł naprzód przed siebie z pochyloną głową. Po prostu wyrywał się, wydzierał siłą woli ze szponów lęku. Tak też wyobrażałem go sobie w czasie owych okropnych przeżyć frontowych, gdy mi o nich opowiadał"324.

Następstwa kontuzji, a także ciężkie czasy wojenne: terror, głód, paroksyzmy strachu i rozpaczy, lęk przed śmiercią - wkrótce dały znać o sobie. Podczas swego pobytu w batalionie zapasowym od września 1916 roku do listopada 1917 Witkiewicz stale narzekał na stan swojego zdrowia i nerwów - bezsenność, apatia, rozdrażnienie, zmienność nastroju. Jego nazwisko wielokrotnie pojawia się na liście chorych lazaretu pułkowego, w ciągu owego roku sześciokrotnie korzysta z krótszych i dłuższych zwolnień lekarskich i urlopów. Terminy tych zwolnień notuje Dorofiejewa skrupulatnie - był więc Witkacy urlopowany: od 23 listopada do 20 grudnia 1916; od 13 do 19 lutego 1917; od 6 do 17 kwietnia 1917; od 21 kwietnia do 6 maja 1917; od 4 lipca do (tu brak daty w wykazie) i wreszcie od 24 sierpnia aż do końca, tj. do dnia 15 listopada 1917, w którym to dniu porucznik Stanisław Ignacy Witkiewicz definitywnie opuścił szeregi swojego pułku.

Prawdopodobnie więc jeszcze z jesieni 1916 pochodzi jedyny z zachowanych z całego okresu rosyjskiego Witkacego jego list do Malinowskiego, który po powrocie z drugiej już swojej ekspedycji na Nową Gwineę w początkach czerwca 1916 roku osiadł na dłużej (do połowy września 1917) w Melbourne. Na niedatowanym świstku pisze Witkacy na kolanie: "Kochany Broniu: Możliwe że wyjadę na Krym dla leczenia nerwów. Czy możesz dowiedzieć się, w jakim banku w Sydney są dla mnie pieniądze i czy nie można ich przesłać tutaj. Matka pisała, że tam są pieniądze, a nie pisze, w jakim banku. Przez telefon łatwo się dowiedzieć, a telegrafować w każdy bank niemożliwe. Nie masz pojęcia, jak się okropnie czuję. Jeżeli to przejdzie, to znowu pójdę na front. W danej chwili nawet nie chcę umierać, ale i żyć też nie mam wielkiej ochoty. Napisz zaraz koniecznie i dowiedz się o tych pieniądzach. Całuję Cię. Staś. Albo do pułku, albo do Jałowieckich"325.

O wyprawie Witkacego na Krym nic nam wprawdzie nie wiadomo, nie wydaje się jednak, by ostatecznie doszła do skutku. Jedynym wnioskiem, jaki można wyciągnąć z cytowanego listu, jest to, że przyjaciele korespondowali ze sobą przez całą wojnę, a przynajmniej przez pierwsze jej lata, czyli że "zerwanie" między nimi nie było tak "definitywne", jak mogło się było wydawać po rozstaniu w Brisbane. Niestety i ta korespondencja podzieliła los wszelkiej pozostałej, rozpływając się w czasie i przestrzeni, i słabe są nadzieje, by jeszcze jakieś jej ślady odnaleźć się mogły.

W Piotrogrodzie tymczasem narasta wrzenie, które doprowadzić miało do wybuchu rewolucji lutowej 1917 roku - w której kompania Witkiewicza miała swój czynny udział. 15 marca abdykuje car Mikołaj II, powstają pierwsze Rady Delegatów Robotniczych i Żołnierskich, władzę przejmuje Rząd Tymczasowy. Wydany zostaje m.in. "rozkaz nr 1" znoszący rangi wojskowe. Jak komentuje to Dorofiejewa: "Był to pierwszy śmiertelny cios zadany przez rewolucję armii carskiej, która właściwie przestała odtąd istnieć, zamieniając się w zgraję dzikiego motłochu mordującego swych oficerów i dowódców". Nie wydaje się wprawdzie, aby porucznikowi Witkiewiczowi z batalionu zapasowego, i to przebywającemu głównie na urlopach i zwolnieniach, cios ów miał zagrażać bezpośrednio, sądzić jednak należy, że w obliczu nowej sytuacji zaczął on coraz poważniej przemyśliwać o zmianie munduru. Na fali przemian powstaje bowiem w Piotrogrodzie Naczelny Polski Komitet Wojskowy ("Naczpol"), którego celem było utrzymywanie łączności między Polakami znajdującymi się w armii rosyjskiej i przygotowywanie ich do przyszłej służby wojskowej w kraju.

3 maja 1917 Komitet przeprowadził w Piotrogrodzie zjazd, w którym wzięło udział 223 oficerów polskich. Czy Witkacy był na tym zjeździe? Można domniemywać, że tak, skoro przemawiał na nim Tadeusz Miciński, z którym w owym czasie, niezależnie od zakopiańskich konfliktów, Witkacy utrzymywał bliskie kontakty. Obrady zjazdu zakończyły się odezwą wzywającą Polaków znajdujących się w armii rosyjskiej do występowania z tej armii i wstępowania do formacji polskich w celu "obrony mienia i życia Polaków". Że odezwa ta dotarła do Witkacego i myślał on poważnie o opuszczeniu szeregów Pawłowskiego Pułku, świadczy list Karola Szymanowskiego z maja/czerwca 1917 roku do Witkacego, z którym po raz pierwszy od zakopiańskiej tragedii spotkał się w Kijowie - prawdopodobnie podczas jednego z licznych jego wiosennych urlopów: "Po Twoim pobycie tutaj spadł mi tak wielki ciężar z serca, o jakim nawet nie masz pojęcia! Pomimo pozorów umiem czuć daleko silniej i głębiej, niż myślisz. Ludzie bliscy są mi bliskimi naprawdę i wszelka lekkomyślność, je m'en fiszyzm w stosunku do nich jest absolutnie wykluczonym. Chciałbym, byś raz na zawsze głęboko w to uwierzył. Czy nie uważasz, że pomimo takich katastroficznych wprost nieporozumień życie ciągle nas jednak z sobą sprowadza! Być może, że jakieś nieistotne i zewnętrzne cechy charakteru wzajemnie nas w sobie rażą - przez to jednak należy cierpliwie przebrnąć w imię ważniejszych rzeczy. Szczerze Ci powiem, że w najgłębszych sferach życia n i k t mi nie jest tak bliski jak Ty (i Harry Neuhaus) - i tym bardziej ważny, że poparty autorytetem daleko większej inteligencji. Dlatego rozejście się nasze (chwała Bogu zażegnane) z powodu takiego wprost tragicznego figla, jakiego nam bez wiedzy naszej urządziło życie - wydawało mi się jakimś okropnym absurdem, który strasznie przecierpiałem. Kiedyś w rozmowie powiedziałeś, że jestem Ci teraz sympatyczniejszy niż dawniej. To o tyle prawdziwe - że te ostatnie trzy lata - okropne dla mnie - wytrawiły ze mnie wiele tych właśnie zewnętrznych cech - o których wspomniałem wyżej - na korzyść głębszych - wprost łatwiej Ci dotrzeć do mnie - ale wierz mi, że właściwie nie zmieniłem się - może tylko oczyściłem. (Nie powiem zresztą, żeby mi z tym lepiej było w życiu!) Wiele Ci chciałbym jeszcze powiedzieć - ale na razie dosyć. Ciągle myślę, jak się urządzisz i czy długo będziesz musiał siedzieć w Pitrze [Piotrogrodzie]. [...] Najlepiej by było, byś mógł otrzymać (dla zdrowia) jaki urlop, przed przeniesieniem się do Legionów. Spędziłbyś go może u nas na wsi i zabrałbym Cię do jednego mego przyjaciela (też na wsi), którego bardzo bym chciał, byś go poznał! Czy ten projekt byłby możliwy? Cieszę się strasznie, że Ci u nas było dobrze i żeś polubił moją rodzinę - pod tym względem masz zupełną wzajemność, i właśnie Matka moja kilkakrotnie mi wspominała, że dobrze by było, byś u nas na wsi mógł teraz odpocząć i nabrać sił. [...] Jeszcze jedno: nie niepokój się absolutnie o 35 rs., wobec tego, że mieszkam u rodziny i nie mam wydatków na życie - i wkrótce jadę na wieś - jest mi zupełnie obojętne, czy mi je oddasz teraz, czy za kilka miesięcy - zupełnie s z c z e r z e Ci mówię - gdybym potrzebował, równie szczerze Ci bym o tym napisał. [...] Tymczasem ściskam Cię - Karol"326.

Wzmianka o "przeniesieniu się do legionów" wskazuje, że podczas kijowskiego spotkania przyjaciele musieli ze sobą na ten temat rozmawiać jako o rzeczy postanowionej, aczkolwiek niezupełnie jeszcze konkretnej. W tym samym liście, na samym początku, Szymanowski pisze: "Nie pisałem, gdyż w sprawie wojskowej z powodu wyjazdu sztabu etc. nic nie mogłem niestety zrobić...". Teresa Chylińska, która list ten opublikowała, sugeruje, że Witkacy szukał "protekcji" u generała Lucjana Żeligowskiego, który podczas I wojny był organizatorem i dowódcą dywizji polskich w Rosji, a z którym przyjaźnił się serdecznie ojciec Karola, Stanisław Korwin-Szymanowski. Jak wiemy - projekty Witkacego ostatecznie nie doczekały się realizacji327, że jednak w Kijowie występował jeszcze jako regularny "pawłowiec", świadczy wzmianka Jarosława Iwaszkiewicza w jego Petersburgu: "Gdy spotkałem Witkacego (w Kijowie, u Szymanowskich), był w mundurze polowym, rubaszce i spodniach koloru khaki, było to przed rewolucją, więc miał jakieś dziwaczne czarno-srebrne "pagony" z cyfrą Pawła I. Czyż to nie pachnie którymś z jego dramatów?"328.

Skoro już mowa o urlopowych eskapadach Witkacego z Petersburga, a raczej Piotrogrodu w roku 1917 - wspomnieć należy o pobytach jego w Moskwie, aczkolwiek ich chronologia nie wydaje się możliwa do ustalenia. Pobyty te odnotowane są we wspomnieniach Heleny Duninówny329 i Jarosława Micińskiego330 i, jak się wydaje, związane były głównie z osobą Tadeusza Micińskiego. Miciński, obywatel austriacki, w roku 1915 został zmuszony do opuszczenia Warszawy wraz z wycofującą się armią rosyjską. Zamieszkał w Moskwie, gdzie rozpoczął ożywioną działalność publicystyczną, artystyczną i polityczną nie tylko wśród uchodźców. Współpracował więc z tygodnikami polskimi wychodzącymi w Moskwie i w Petersburgu: "Głos Polski", "Echo Polskie" i "Gazeta Polska", publikował w czasopismach rosyjskich "Russkoje Słowo", "Russkije Wiedomosti" i "Utro Rossiji", był członkiem zarządu Towarzystwa Kultury Słowiańskiej w Moskwie, działał w Kole Literacko-Artystycznym Domu Polskiego, interesował się teatrem Stanisławskiego (z którym nawiązał kontakt jeszcze w 1906 r. w Warszawie), był wreszcie znaną postacią w polskiej kolonii teatralnej - przyjaźniąc się z Jaraczem, Mieczysławem Limanowskim i innymi. Charakteryzując w swoich wspomnieniach pierwsze lata wojny widziane z perspektywy ludności cywilnej, pisze Nadzieja Drucka: "Pierwsza wojna światowa, przynajmniej w Rosji, zasadniczo różniła się od ostatniej wojny światowej. Istniał front, gdzie zmagały się armie niemiecka i rosyjska. Ogromne przestrzenie imperium rosyjskiego i słaba działalność samolotowa zapewniały kompletne bezpieczeństwo tyłom. Przebieg działań w roku 1914 upływał ze zmiennym powodzeniem i wykazywał, że żadna strona nie może szybko zakończyć wojny. Powstała pewna stabilizacja sytuacji [...]. Owszem, ginęli ludzie w różnych zapasach, przywożono na dalekie tyły rannych, którym należała się opieka i współczucie, ale życie miast, niczym nieokaleczone, tętniło normalnie"331.

Wprawdzie mniemać należy, że okres między rewolucjami 1917 roku nie był już tak spokojny, jak opisuje Drucka, niemniej Witkacy spędza swój czas w Moskwie w sposób właściwie "normalny". Jarosław Miciński wspomina jakieś wspólne włóczęgi po moskiewskich spelunkach i podglądanie "ludzi ważących się na szali życia"332, sam Witkacy w artykule Parę słów w kwestii "wielkości" form w nowej sztuce, drukowanym w roku 1934 w "Zecie", odnotowuje w przypisie: "Przypomina mi się, jak w roku 1917 z Tadeuszem Micińskim byłem w galerii Szczukina w Moskwie. Kiedy weszliśmy do sześciokątnej sali, gdzie były tylko obrazy Picassa, Miciński powiedział po chwili kontemplacji: "To jest tak samo wielkie jak Michał Anioł". [...] Przemówiła tu tylko i jedynie Czysta Forma do niego, który zawsze brał malarstwo zanadto po literacku"333. Zainteresowania malarskie Tadeusza Micińskiego w tym okresie poświadcza także i Duninówna: "Miciński gorąco interesuje się sztuką, a że mój brat jest historykiem sztuki i żyje po prostu malarstwem, muzyką i poezją - nieskończone są tematy ich dyskusji. Moskwa pasjonuje nas wszystkich zresztą swą Tretiakowską Galerią, zbiorami słynnego kupca Szczukina, swym teatrem Stanisławskiego i bogactwem muzycznego życia. Przede wszystkim jednak pochłania nas w tym okresie malarstwo"334. Zarówno Galerię Tretiakowską, jak i zbiory Szczukina i Morozowa - bodaj największe w tym czasie w Europie prywatne kolekcje współczesnego malarstwa francuskiego335 - musiał Witkacy odwiedzać kilkakrotnie, zwłaszcza że właśnie w tym czasie rozpoczął w Petersburgu pisanie swoich Nowych form w malarstwie, na kartach których wielokrotnie powołuje się na obrazy widziane w Moskwie.

Podczas całego swojego pobytu w Rosji Witkacy nie zaniechał własnej działalności artystycznej. Dochowała się wprawdzie z tego okresu znikoma ilość jego prac malarskich, istnieją jednak na ten temat liczne wzmianki wspomnieniowe. I tak - pisze Jadwiga Witkiewiczowa: "W latach 1914-1917, które spędził w Petersburgu w szkole oficerskiej, zaczął pracować nad swoim tzw. Hauptwerkiem, który naturalnie potem poprawiał i uzupełniał; wtedy też zaczął portretować zarobkowo, gdyż znajdował się w dość ciężkiej sytuacji finansowej. Portrety jego zyskały ogromne powodzenie, najpierw wśród kolegów ze szkoły, potem w dalszych kołach. Robił też wtedy kompozycje astronomiczne, z których największy zbiór, dwanaście sztuk przedstawiających Znaki Zodiaku, szczęśliwie ocalał w okresie Rewolucji i został przewieziony do Warszawy; niestety spłonął w 1944. [...] Pastele w połączeniu z ołówkiem i węglem zaczął stosować dopiero w Rosji"336. Informacje te potwierdza Jan Witkiewicz: "W Petersburgu [Staś] zaczął malować portrety zarobkowo. Rozpoczął od portretowania swoich kolegów ze szkoły oficerskiej w Pawłowsku, a potem, nie mając na wydatki - zarabiał portretami. Również wtedy powstały kompozycje astronomiczne. Wspaniały ich zbiór kupiła już w kraju pani Maria Sobańska, ale - niestety - przepadły w okresie powstania 1944 r."337. Owe "widmowe konstelacje Stasia Witkiewicza, nakreślone na szafirowym papierze kolorowymi kredkami w Piotrogrodzie w latach 1916-1918, gdzie zakupiła je i skąd przywiozła do kraju pani Maria z Górskich Sobańska"338 - pamięta również Kazimiera Iłłakowiczówna, sam Witkacy w liście z października 1918 roku podaje wykaz 31 tytułów swych prac, które "miały dość duże powodzenie w Petersburgu" i wśród których wyróżnia "kompozycye astronomiczne" oraz "szkice portretowe" o charakterystycznych - dodajmy - tytułach: Rusin w Rosyi, Rosyjski pułkownik, Rosyjski rewolucjonista, Typ rosyjski i inne339. Duninówna wreszcie opisuje kompozycje, które nazywa "autolitografiami", a które dostała od Witkacego w prezencie w roku 1917 "w podzięce za wyborną kuropatwę": "Autolitografie nie zachwyciły mnie i na pewno nie mogły wyrównać tej prawdziwej krzywdy, jaką mi wówczas wyrządził [Witkacy podczas wizyty u Duninówny zjadł kuropatwę, którą autorka dostała od kogoś w okresie porewolucyjnego głodu]. Były to zawiłe kompozycje jakichś niezrozumiałych postaci, wykrzywionych twarzy, zdeformowanych członków, zezem patrzących oczu. Jedną z tych litografii polecał zwłaszcza specjalnie mej uwadze i sam powiesił ją na ścianie w jadalni, zdjąwszy z gwoździka wiszącą tam fotografię. Litografia przedstawiała jakiegoś pokracznego mężczyznę, stojącego w dziwacznej pozie. Obok dwie wielkie twarze kobiece, wyjątkowo szpetne. Jako tło - parę przykucniętych, kostropatych krzaczków. Wielkie litery podpisu rzucały się w oczy: zawierały misterne inicjały Stasia i tytuł kompozycji: Syfilityk na rozdrożu"340.

Błahe wspomnienia Duninówny niewiele wprawdzie wnoszą konkretnych informacji, pozwalają jednak stwierdzić, że Witkacy był w Moskwie również i po wybuchu rewolucji październikowej. "Nie pamiętam już dobrze, w którym roku naszego trzyletniego tam pobytu - zjawił się u nas Staś Witkiewicz. Chyba było to wkrótce po wybuchu Rewolucji Październikowej, bo wiem, że sytuacja była niełatwa i że strasznie krucho było wtedy z żywnością. [...] Zdumienie było wielkie. Skąd? jak? kiedy? w jaki sposób nas znalazł? Nie pamiętam odpowiedzi, pamiętam tylko, że Witkiewicz był po tych paru latach niewidzenia się nic niezmieniony, tak samo elegancki, postawny i przystojny, a może nawet przystojniejszy, bo bez owych tragicznych, groteskowych min, jakie dawniej przybierał. Był bardziej naturalny, uśmiechnięty, po swojemu małomówny, ale serdeczny [...]. Patrzyliśmy to na siebie, to na jego potężne, pierwszorzędną wełną opięte bary"341. Owa "pierwszorzędna wełna" to zatem już nie rubaszka i nie mundur wojskowy, lecz ubranie cywilne, wnosić można zatem, że wizyta Witkacego u Duninówny przypadła na okres po 15 listopada 1917 roku. Tego dnia bowiem - jak wynika z dokumentów Pułku Pawłowskiego - porucznik lejbgwardii Stanisław Witkiewicz został oddelegowany do dyspozycji Głównego Polskiego Komitetu Wykonawczego, a tym samym definitywnie zakończył swoją służbę w armii rosyjskiej342.

W ramach działalności artystycznej w Rosji Witkiewicz wystawił w Pałacu Aniczkowskim w Piotrogradzie (7 maja-15 czerwca 1918) swoje prace malarskie. Entuzjastyczną recenzję wystawy, a szczególnie prac Witkacego, napisał prawdopodobnie Leon Reynel343. Przytoczyć ją warto w obszernym fragmencie, ponieważ dotyczy szczególnego okresu w twórczości malarskiej Witkacego, mało znanego, a z pewnością formacyjnego:

"Ignacy Witkiewicz należy do tych niewielu wybitnych talentów, które potrafią wnosić nowe wartości do ubogiej nowoczesnej sztuki, a raczej w nowej formie wyrażać te same odwieczne uczucia i wzruszenia, jak to czynili starzy mistrze za pośrednictwem tej samej sztuki, która jest ciągła i jedyna, ale niestety ograniczona w czasie i przestrzeni, jak wszystko związane mniej lub więcej ściśle z realnymi przejawami życia. Witkiewicz dąży do doskonałej formy nie tylko instynktem artysty, który posiada wielki talent, ale jednocześnie całą świadomością badacza usiłującego rozwiązać najistotniejsze problematy całym aparatem specjalnej wiedzy i wieloletnich studiów. Witkiewicz zaczyna dopiero dochodzić do rezultatów swej ogromnej pracy. Chwilami wyniki tej pracy są zdumiewające, częściej jednak świadczą o nieskończonej jeszcze walce z samym sobą, z nabytą w akademii umiejętnością, z ogromem nurtujących go problematów. Wyniki te świadczą o płodnej walce wielkiej, czystej i szczytnej koncepcji artystycznej z możnością jej uzewnętrznienia. Swoimi obrazami zgrupowanymi na obecnej wystawie Witkiewicz czyni przede wszystkim wrażenie olbrzyma, przechodzącego przez niskie drzwiczki. Od razu rzuca się w oczy, że jego kompozycje wymagają wielkich, ogromnych nawet kartonów, że nie mieszczą się one w szczupłych ramach, w które je usiłował wtłoczyć artysta, mimo doskonałą wewnętrzną kompozycję swych dzieł. Ta szczupłość rozmiarów potęguje również pewną "potworność" skomplikowanych tematów, w których wykonaniu żaden szczegół nie zdaje się być przypadkowy, lecz albo wypływający wprost z bogatej intuicji artysty, albo z jego głębokiej świadomości twórczej. Ta szczupłość rozmiarów zniewala oglądających obrazy Witkiewicza do uważnego wglądania się i szukania szczegółów, co przeszkadza bezpośredniości otrzymywanych wrażeń. Węglowe przeważnie, zaledwie podkolorowane pastelem lub kredką, rysunki Witkiewicza świadczą jednak o jego świetnym poczuciu koloru i pięknej harmonii barw (Córka młynarza, Pokuta). Ekstrawaganckie tematy i perwersyjne pomysły nie wykluczają wdzięku i wytworności (Pocałunek księcia w lodowej pustyni, Noc wiosenna). Nad wszystkimi jednak wystawionymi pracami Witkiewicza, a bodajże i nad całą wystawą w ogóle, dominuje jego kompozycja zatytułowana Człowiek zeteryzowany. Jest to człowiek jak gdyby rzeczywiście rozpylający się w eterze, a jednak stanowiący żywą istotę ludzką. Jest to jednolita kompozycja doskonała w swej zamkniętości i zwięzłości wewnętrznej, w tle tak silnie zespolona z twarzą, że stanowi w nim nierozerwalność, całość i jednakowość zupełną. A jednak twarz jest twarzą ludzką samą w sobie mocno związaną, nierozpełzającą się, a jednak pełznącą i przy tym wszystkim będącą portretem, i to portretem podobnym do modelu! Trzeba się było dłużej zatrzymać nad tą pracą młodego, tak wielce utalentowanego artysty, dzieło to bowiem stanie się być może jeszcze nieraz przedmiotem omówień i sporów. Wszystkie pozostałe wystawione przez Witkiewicza portrety odznaczają się tymi samymi zaletami, co powyższy, tylko w mniejszym stopniu. Nie posiada ich prawie wcale portret oficera w kaukaskiej pelerynie"344.

Do wyjaśnienia pozostaje natomiast kwestia najbardziej dotychczas zawikłana - mianowicie "udziału" - jak chcą niektórzy - Witkacego w rewolucji październikowej, a przynajmniej w jej początkach. Pytany przeze mnie o losy Pawłowskiego Pułku i jego oficerów po wybuchu rewolucji lutowej F.E. Borżańskij napisał w liście z 10 sierpnia 1972: "Co się tyczy mnie osobiście, to zostałem ranny na początku wojny i służyłem w Kijowie w Zarządzie przenoszenia wojsk południowo-zachodniego frontu. W czerwcu 1916 roku znowu trafiłem na front, gdzie służyłem do lipca 1917 r., kiedy zaczął się ostatni etap rozbicia naszej armii. Jaki los spotkał oficerów Pawłowskiego Pułku, nie wiem, lecz myślę, że taki, jakim był los wszystkich pułków rosyjskiej armii - rozprzężenie i dezercja żołnierzy. W Piotrogrodzie na początku rewolucji zapasowy batalion Pawłowskiego Pułku, niestety, jeden z pierwszych wstąpił na stronę rewolucji. Byli zabici dwaj oficerowie Pawłowskiego Pułku: pułkownik Eksten i "praporszczik" Richter. Na froncie oficerów zabitych przez rewolucjonistów było niewielu, a jeśli byli, to oficerowie wyższych rang - pułkownicy, generałowie". W tej dość ogólnikowej relacji uderza zdanie o zapasowym batalionie Pawłowskiego Pułku, który w Petersburgu jako jeden z pierwszych ("niestety"!) wstąpił na stronę rewolucji 26 lutego 1917. W tym bowiem właśnie batalionie służył porucznik Witkiewicz, o czym sam pisze po latach w swoich Niemytych duszach: "W ostatnich czasach wiele dał mi do myślenia widok (inaczej nie mogę powiedzieć, bo niestety patrzyłem na to jak z loży, nie będąc w stanie przyjąć w tym żadnego udziału z powodu schizoidalnych zahamowań) Rewolucji Rosyjskiej, od lutego 1917 do czerwca 1918. Obserwowałem to niebywałe zdarzenie zupełnie z bliska, będąc oficerem Pawłowskiego Pułku Gwardii, który je rozpoczął". Po czym dodaje w przypisie: "Do czwartej roty zapasowego batalionu tego pułku, która rewolucję naprawdę zaczęła, miałem zaszczyt być później wybranym przez moich rannych żołnierzy z frontu (byłem tylko w jednej bitwie pod Witonieżem nad Stochodem). Zawdzięczam ten zaszczyt słabym zasługom negatywnym: nie biłem w mordę, nie kląłem "po matuszkie", karałem słabo i byłem względnie grzeczny - nic ponadto; trzystu ludzi zamkniętych w ogromnej, okrągłej, pułkowej stajni przez kilka dni walczyło przeciw całej carskiej Rosji. Rota ta miała przywilej, że na paradach szła przed pierwszą, a za nią pierwsza, druga i trzecia". I komentuje: "Uważam wprost za nieszczęsnego kalekę tego, który tego ewenementu z bliska nie przeżył"345.

W braku jakichkolwiek innych źródeł i relacji spróbujmy zanalizować ów fragment - jedyny - jaki na ten temat wyszedł spod pióra Witkacego. Z dokumentów Pawłowskiego Pułku Lejbgwardii zachowanych w Moskwie, na które powołuje się Dorofiejewa, wynika, że w okresie od 24 sierpnia 1917 aż do końca swego pobytu w pułku, tj. do 15 listopada tego roku, Witkiewicz - faktycznie przynależny do batalionu zapasowego tego pułku rezydującego w Piotrogrodzie - był z powodu stanu zdrowia urlopowany. Motywując swój brak bezpośredniego zaangażowania w rewolucję "schizoidalnymi zahamowaniami", Witkacy mówi oczywiście tylko część prawdy, należy bowiem sądzić, że decyzja jego pułku opowiedzenia się po stronie rewolucji zapadła bez jego udziału. Czy zatem ostatecznie Witkacy był wśród owych "trzystu ludzi zamkniętych w pułkowej stajni walczących przeciw całej carskiej Rosji"? To z tekstu nie wynika. Przeciwnie: jak sam pisze, do owej bohaterskiej czwartej roty - miał zaszczyt (jako kto?) zostać wybranym p ó ź n i e j - cóż to jednak oznacza? Jedno jest pewne. Pomiędzy bajki włożyć należy bezkrytycznie powtarzaną za Puzyną wersję, że "po wybuchu rewolucji żołnierze pułku Witkiewicza wybierają go - komisarzem politycznym"346, co jakoby miałoby implikować jego późniejszy niejednoznaczny stosunek do rosyjskich wydarzeń. Puzyna wprawdzie twierdzi, że wersję taką usłyszał w latach pięćdziesiątych od wdowy po Witkacym - Jadwigi, nie sądzę jednak, by należało zbytnio ufać pamięci starszej pani, której wszystko się mogło poplątać - jak zresztą plątało się tylu innym wspominkarzom. Jakkolwiek było, 15 listopada 1917 roku Witkiewicz zrzuca mundur Pawłowskiego Pułku, przestaje zatem być oficerem rosyjskiej armii niezależnie od jej koloru, staje się natomiast byłym oficerem carskim, któremu w każdej chwili grozi samosąd zrewoltowanej masy żołnierskiej. Ten, który nie przeszedł - jako żołnierz - na stronę rewolucji - jako "kontrrewolucjonista" może zostać rozstrzelany bez sądu i bez "dania racji". Nie wydaje się więc tym razem zmyślać Rytard, kiedy ewokuje rzekome opowieści Witkacego o "ciągłym ukrywaniu się, wymykaniu i wykręcaniu od śmierci, czyhającej zza każdego węgła na panów lejbgwardzistów", tak bowiem musiało być w istocie i żadne w jakikolwiek sposób wyrażone zaufanie byłych pułkowych podwładnych nie mogło go od tego uchronić. Niestety, nie znamy żadnych absolutnie szczegółów półrocza, jakie Witkacemu przyszło jeszcze spędzić w Rosji od połowy listopada 1917 do czerwca 1918 roku, kiedy po czteroletniej nieobecności powrócił wreszcie do Polski347.

Warto wszakże w charakterze "psychologicznej rekapitulacji" tego ostatniego okresu przytoczyć intuicyjne raczej rozważania Aleksandra Wata, jakie na temat stosunku Witkacego do rewolucji znajdujemy w Moim wieku w rozmowie z Czesławem Miłoszem. "No więc [Witkiewicz] wszedł w rewolucję. [...] był szalenie popularny wśród żołnierzy, tak że go zostawili. Tam musiał być jakiś dramat, dramat sumienia. Ja nic nie wiem, domyślam się tylko. Tam musiała być jakaś masakra jego przyjaciół, kolegów oficerów. Nie lubił mówić o Rosji, o rewolucji rosyjskiej i przerażająco się bał komunizmu. [...] mam wrażenie, że tu był jakiś uraz, może jakieś tchórzostwo, bo on wyjątkowo nie lubił o tym mówić. W czasach przyjaźni pytałem go bardzo o jego Rosję, bądź nie dawał odpowiedzi, bądź bardzo fantastyczne". I jeszcze: "Co innego odwaga bojowa, a co innego odwaga wobec motłochu, wobec zbuntowanych żołnierzy itd. To nie jest kwestia odwagi fizycznej. [...] Jego kult Micińskiego łączy się też z jakimś takim bardzo elegijnym stosunkiem do śmierci, do strasznej i okrutnej śmierci Micińskiego. Zarąbali go. Nie lubił o tym mówić. To musiało być coś takiego jak u Pasternaka, kiedy Żiwago jest u partyzantów i wbrew swoim przekonaniom walczy z nimi razem. Więc mam wrażenie, że coś podobnego było z Witkacym"348.

Czy dowiemy się jeszcze kiedyś, jak było naprawdę? Nie należy tracić nadziei. Ostatnia względnie prawdopodobna informacja dotycząca okoliczności powrotu Witkacego do Polski pochodzi od zmarłego kilka lat temu prof. Edmunda Strążyskiego349. Według jego relacji spisanej przeze mnie 12 lutego 1968 - Witkacy wydostał się z Rosji dzięki pomocy swego powinowatego - Leona Reynela. Reynel, żonaty z córką Elwiry Jagminowej (siostry Stanisława Witkiewicza) Władysławą, przedsiębiorczy przemysłowiec i finansista, w czasie I wojny znalazł się w Petersburgu, gdzie zajmował stanowisko dyrektora amerykańskiego towarzystwa importu skór "Derma". Wprawdzie po rewolucji towarzystwo to zostało zlikwidowane, niemniej pozostały Reynelowi rozgałęzione stosunki i możliwości finansowe350. On to zatem - według prof. Strążyskiego - "wyrobił Witkacemu papiery" i "dał pieniądze" na powrót351 - faktem pozostaje, że oboje Reynelowie, którzy po wojnie zamieszkali w Warszawie na Pięknej, przez wiele lat należeli do najbliższych przyjaciół Stanisława Ignacego.

W ostatnich dniach czerwca 1918 roku Witkacy kończy swą wojenną epopeę w Rosji i przyjeżdża do Warszawy (gdzie melduje się 1 lipca). Wraca do Zakopanego w sierpniu i zamieszkuje wraz z matką w prowadzonym wówczas przez nią pensjonacie "Wawel". W przywiezionym z Rosji bagażu ma stos obrazów, na podstawie których zostanie wkrótce przyjęty do grupy Formistów, niemal ukończony rękopis Nowych form w malarstwie i ogólny zrąb swego filozoficznego "hauptwerku": Pojęcia i twierdzenia implikowane przez pojęcie Istnienia. Także swoją fotografię w mundurze gwardyjskiego oficera, która jako tzw. portret wielokrotny zrobiła w ostatnich latach światową karierę352. Z bagażu "życiowego" - doświadczeń i obserwacji, a także intelektualnego - czerpać zacznie pełnymi garściami we wszystkich domenach swojej twórczości, jak tylko dojdzie do siebie. "Był przygnębiony i dopiero po pewnym czasie otrząsnął się z tego przeżycia" - notuje Jan Witkiewicz. "Z rozstroju nerwowo-psychologicznego, którego nabawił się w tych latach [...] wygrzebywał się z trudem przez dłuższy czas" - dodaje, tym razem chyba zgodnie z prawdą, Rytard, odwołując się do powiedzonka Witkacego: "Po powrocie do kraju byłem po tym wszystkim kompletnym flakiem psychicznym! Le flak psycholożik, ba, haj!"353.

Rosyjski epizod biografii S.I. Witkiewicza pozwolę sobie zakończyć cytatem ze swojego wstępu do Witkiewiczowskich 622 upadków Bunga: "Lata 1914-1918, a więc egzotyczna podróż z Bronisławem Malinowskim u progu wybuchu I wojny światowej, wojna spędzona w Pawłowskim Pułku Lejbgwardii, wreszcie rewolucja październikowa, stały się dla autora Upadków Bunga tą lekcją życia, w której młodzieńczy jego światopogląd oszlifowany został przez zupełnie nowe problemy. Nie zagubiwszy najgłębszej swej wiary w "formalną sztukę" i "ontologiczną metafizykę", pojmuje ją odtąd odmiennie niż dawniej. Nie tylko jako cel sam w sobie [...] ale i jako jedyne narzędzie ocalenia tego Istnienia, postawionego wobec rzeczywistości, w której rządzi historia i jej prawa. Prawa te ujrzał i sformułował w sposób szczególny - widmo nieuchronnej katastrofy ludzkości jako zbiorowiska jednostek unosi się nad prywatną jego historiozofią [...] - opóźnić jednak tę katastrofę, szukać dróg wyjścia, oto cel godny całego dalszego życia. Tym samym odnalazł Witkiewicz swoją własną drogę do społeczeństwa, przed którym tak - pozornie - się bronił. "Stworzywszy siebie jako artystę", będzie odtąd nie tylko "elementem posiadającym w ogólnym rachunku wartość społeczną", lecz i propagatorem swej wiary, jako jedynej deski ratunku dla tego społeczeństwa, które na jego oczach [...] coraz głębiej zapada się w życie pozbawione metafizycznych perspektyw"354.

Tej heroicznej postawie dawać będzie odtąd Witkacy świadectwo przez całe swoje twórcze dwudziestolecie, spłacając dług wobec wszystkich swych zmarłych, nam zaś pozostawiając swoje credo: "W sztuce nie można próbować - musi się tworzyć, będąc, że tak powiem, zapiętym na ostatni guzik. Może wyjść knot mimo wszelkich wysiłków, ale ten wysiłek musi być dokonany do ostatka"355.

1985 r.

Opracował Tomasz Pawlak

1 Wszelkie informacje o Janie Witkiewiczu oparte na zweryfikowanych źródłach znajdują się w: W. Jewsiewicki, Batyr, Warszawa 1983.

2 Justyna Mikucka po śmierci Wiktoryna poślubiła w 1826 r. Kazimierza Narbutta. Z ich związku urodził się syn Cezary.

3 M. Witkiewiczówna, Przyczynki dla biografa piszącego o Stanisławie Witkiewiczu, rękopis w Zbiorach Archiwalnych Muzeum Tatrzańskiego w Zakopanem, sygn. ZR/W-7.

4 Sprawę pokrewieństwa Witkiewiczów i Piłsudskich próbowali wyjaśnić m.in. W.K. Matlakowski (Saga rodu Witkiewiczów, "Za i Przeciw" 1967, nr 7), J. Siedlecka (Mahatma Witkac, Warszawa 1992, s. 23), B. Wachowicz ("Na łasce wichru i na woli burzy". Gawęda o gnieździe rodzinnym, dzieciństwie i młodości wczesnej Stanisława Witkiewicza, w: Stanisław Witkiewicz. Człowiek - Artysta - Myśliciel. Materiały z sesji zorganizowanej w 80. rocznicę śmierci artysty, red. Z. Moździerz, Zakopane 1995, s. 63-64), której przypuszczenia - jak stwierdza J.M. Roszkowski - znajdują potwierdzenie w materiałach biograficznych. "Otóż zmarły w 1851 roku marszałek szlachty rosieńskiej, Józef Billewicz, miał żonę Annę z Szemiotów, a jedna z jego dwóch córek, Urszula, wyszła za Piłsudskiego. Jeszcze wcześniej, gdyż w XVI wieku, Krystyna Szemiotówna, córka kasztelana żmudzkiego Malchera [tj. Melchiora] Szemiota, wyszła za Wojciecha Billewicza" - "Rocznik Podhalański". Tom XI: Wokół Witkiewiczów, Zakopane 2016, s. 93. Według W. Jędrzejewicza i J. Ciska (Kalendarium życia Józefa Piłsudskiego, Wrocław 1994, tom 1, s. 12) Maria Piłsudska, matka Marszałka, była córką Antoniego Billewicza i Heleny z Michałowskich. Piłsudski zwracał się do Stanisława Witkiewicza per "Wujaszku", zob. jego listy w: M. Witkiewiczówna, Wspomnienia o Stanisławie Witkiewiczu, Warszawa 1936, s. 77-83.

5 Zob. P. Pawlak, Errata. Jest: ciarapata, ma być: arystokrata, www.witkacologia.eu (tu i dalej artykuły z portalu witkacologia.eu bez szczegółowych adresów i dat dostępu).

6 M. Witkiewiczówna, Przyczynki dla biografa piszącego o Stanisławie Witkiewiczu.

7 M. Witkiewiczówna, Przyczynki dla biografa piszącego o Stanisławie Witkiewiczu. Dalsze cytaty pochodzą z tego rękopisu.

8 S. Witkiewicz, Jan Matejko, Kraków 1903.

9 S. Witkiewicz, Pisma zebrane. [Tom 1:] Sztuka i krytyka u nas. Wstęp i komentarz M. Olszaniecka, Kraków 1971, s. 1.

10 M. Witkiewiczówna, Przyczynki dla biografa piszącego o Stanisławie Witkiewiczu.

11 Korespondencja Heleny Modrzejewskiej i Karola Chłapowskiego. Wybór i opr. J. Got i J. Szczublewski, Warszawa 1965, t. 2, s. 25.

12 M. Witkiewiczowa, Listy do Elwiry Witkiewiczowej i Marii Witkiewiczówny. Rękopisy niepublikowane, Archiwum Rękopisów Instytutu Sztuki PAN, nr 24.

Anna MicińskaZ DZIEJÓW RODZINY WITKIEWICZÓW

Według Wypisu z ksiąg szlacheckich guberni litewskiej wywodu familii urodzonych Witkiewiczów, herbu Nieczuja, sporządzonego 8 kwietnia 1804 roku, Witkiewiczowie pochodzili z rozgałęzionej rodziny co najmniej od XVI wieku zasiedziałej na Żmudzi. W XVII i XVIII wieku Witkiewiczowie posiadali m.in. dobra: Romaniszki, Jokszyszki i Sakowicze w powiecie rosieńskim. W połowie wieku XIX w rękach Witkiewiczów - pradziadka i dziadka Stanisława Ignacego - znalazł się majątek Poszawsz nieopodal Szawel, dobra pojezuickie, będące dzierżawą dziedziczną rodziny.

1. Jan Prosper Witkiewicz w mundurze carskim, legendarny "Wallenrod", fotografia portretu Walentego Wańkowicza

Najstarszym z synów W i k t o r a (Wiktoryna) W i t k i e w i c z a (1780-1824) i J u s t y n y z Mikuckich osiadłych w Poszawszu był J a n P r o s p e r (1808-1839), późniejszy bohater wielu dzieł historycznych i literackich, którego pamięć otoczona była w rodzinie kultem i uwielbieniem. Uczeń gimnazjum w Krożach, wychowany w atmosferze, która zrodziła ruch filomacki i filarecki, wraz z Cyprianem Janczewskim założył w roku 1823 patriotyczne stowarzyszenie "Braci Czarnych". Na fali nowosilcowowskich represji przeciwko "Promienistym" kilkunastoletni "Czarni Bracia" dostali się pod sąd wojenny, który wszystkich "spiskowców" pozbawił szlachectwa, przywódcom zaś - czyli Janczewskiemu i Witkiewiczowi - zamienił karę śmierci na dożywotnią służbę wojskową w garnizonach orenburskich, na granicy Turkiestanu. (O "dzieciach w kajdanach" opowiada Sobolewski w III części Dziadów). Na wygnaniu styka się Jan Witkiewicz z Tomaszem Zanem i szorując rondle jako "dieńszczyk", zajmuje się samodzielnie prowadzonymi wszechstronnymi studiami oraz nauką języków orientalnych. Wedle pewnych źródeł w roku 1829 przydzielono Witkiewicza do straży przybocznej niemieckiego przyrodnika Wilhelma von Humboldta, który na zaproszenie cara odbywał wyprawę naukową po wschodnich rubieżach Rosji. Humboldt, zdumiony inteligencją i rozległą wiedzą polskiego zesłańca, miał mu wyjednać ułaskawienie i awans wojskowy. Wedle innych źródeł awans ten zawdzięczał Witkiewicz generałowi-gubernatorowi Wasilijemu Perowskiemu, który uczynił go swoim adiutantem. W jakiś czas potem Jan Witkiewicz zostaje mianowany agentem dyplomatycznym Rosji na Dalekim Wschodzie, odbywa wiele podróży po Persji, Afganistanie, Bucharze. Zaczyna wówczas prowadzić podwójną grę polityczną (stąd znany jest w polskiej legendzie jako "Witkiewicz-Wallenrod") i omal nie doprowadza do wojny Anglii z Rosją. Odwołany do Petersburga, został - według relacji Tomasza Zana - zamordowany bezpośrednio po audiencji u cara; według ówczesnych źródeł oficjalnych - "zdekonspirowany" popełnił samobójstwo1.

Młodszy brat Jana - I g n a c y W i t k i e w i c z (1814-1868), dziad Stanisława Ignacego, kształcił się u bazylianów w Podubisiu i Chwałojnikach. Powstanie 1830 roku przerwało jego studia na Uniwersytecie Wileńskim; walczył w oddziale powstańczym swego ojczyma Kazimierza Narbutta2, który zginął w roku 1831 w bitwie pod Szawlami. Po powstaniu Witkiewicz osiadł na roli. "W roku 1861 powołany został na pośrednika do spraw włościańskich, jako znany działacz na polu gospodarstwa, już bowiem przed usamowolnieniem włościan oczynszował ich we wsiach swoich i zastosował płodozmian z zastosowaniem najlepszych narzędzi rolniczych"3. W roku 1839 Ignacy Witkiewicz ożenił się z E l w i r ą Stanisławą Kazimierą Justyną (23 lutego 1817-1893), córką Anieli z Koszczyców i "szlachetnie urodzonego" Tadeusza Szemiotha herbu Łabędź, marszałka szlachty szawelskiej. O gorącej krwi Koszczyców krążyły na Litwie legendy. Pradziad Elwiry ze strony matki, Antoni Koszczyc, w połowie XVIII wieku starosta zarzecki, właściciel Starego Miadzioła, w przystępie niepohamowanego gniewu i rozpaczy kazał żywcem pogrzebać piastunkę syna jedynaka, która przez nieostrożność spowodowała śmierć dziecka. Za ten szaleńczy czyn pokutował potem przez całe życie, pielgrzymując do Rzymu i Ziemi Świętej, ufundował klasztor Karmelitów Bosych oraz kościół w Miadziole, a także kościół św. Rafała (imię syna) w Wilnie. Co do Szemiothów - ci zapisali się najchlubniej w polskiej tradycji patriotycznej. Przykładni obywatele i patrioci od pokoleń marszałkowali szlachcie szawelskiej. Brat Elwiry, Józef, urząd ten piastował aż do powstania styczniowego, kiedy to, oskarżony o udział w powstaniu, skazany został na utratę mienia i przymusowe osiedlenie w Rydze. Inny z braci Elwiry, Franciszek Szemioth, uczestnik powstania w 1830 roku, oddany współpracownik księcia Adama Czartoryskiego, cieszył się przyjaźnią Juliusza Słowackiego, który w roku 1846 poświęcił mu wiersz Do Franciszka Szemiotha. Byli też Szemiothowie przez Billewiczów spokrewnieni z Piłsudskimi: siostra ojca Elwiry była babką Józefa Piłsudskiego4 - był więc Ziuk ciotecznym bratem Stanisława Witkiewicza, z którym też poza pokrewieństwem łączyły go więzy długoletniej przyjaźni i obopólnego szacunku; rodzinnemu kultowi "wujaszka" Piłsudskiego dał Witkacy wyraz w swoich Niemytych duszach.

2. Stanisław Witkiewicz, portret ojca Ignacego Witkiewicza, "naszego Anioła Męczennika", rysunek węglem

3. Złota bransoleta Elwiry Witkiewiczowej z wygrawerowanymi imionami małżonków i dwanaściorga ich dzieci

4. Elwira z Szemiothów Witkiewiczowa, fot. zakład fotograficzny Atanazego Puciaty, Warszawa, lata siedemdziesiąte XIX w. "Przy każdej lekcji mówiła nam, że będąc wielkim narodem - jesteśmy w niewoli. Ucząc miłości bliźniego, nie wahała się powiedzieć, że wroga Moskala nie trzeba kochać. Nie szło to w parze z Jej złotym sercem, ale patriotyzm górował nad wszystkim" (Maria Witkiewiczówna, Mary)

W roku 1863 Ignacy i Elwira Witkiewiczowie, już wówczas rodzice dziewięciorga dzieci, biorą czynny udział w powstaniu. Jako naczelnik cywilny powiatu szawelskiego w okresie insurekcji narodowej Ignacy został aresztowany i tylko dzięki wstawiennictwu bratowej żony, która była damą dworu carskiego, uniknął kary śmierci. Ostatecznie, po niemal rocznym pobycie w areszcie, został skazany na utratę "praw stanu", konfiskatę majątku i stałe zesłanie na Syberię, do Tomska.

W drodze do Tomska zesłańcowi towarzyszyli: żona Elwira, dwudziestoletnia wtedy córka Barbara, osiemnastoletni syn Jan (wszyscy osądzeni za udział w powstaniu na zesłanie w głąb Rosji, a tylko dzięki "łaskawości" sędziów nierozdzieleni z mężem i ojcem), dwie nieletnie córki: Maria i Eugenia, oraz najmłodszy syn - trzynastoletni Stanisław. Czworo dzieci Witkiewiczów rozłączyło się z rodzicami: dwudziestoczteroletnia Elwira, której mąż, Józef Jagmin, przebywał w tym czasie w więzieniu, szesnastoletni Ignacy oraz Aniela i Wiktor, których losami zajął się wuj - Franciszek Szemioth przebywający na emigracji w Paryżu. Przejścia z lat 1863-1864, przymusowa bezczynność na wygnaniu, a zwłaszcza nostalgia za krajem przyprawiły zesłańca o ciężką chorobę serca. Ignacy Witkiewicz zmarł w październiku 1868 roku, kiedy to, po czteroletnim pobycie w Tomsku - otrzymawszy staraniem rodziny zezwolenie na wcześniejsze opuszczenie Syberii - odbywał podróż powrotną do kraju. Zakończył życie na statku rzecznym w pobliżu Tobolska. W Tobolsku też został pochowany. Elwira Witkiewiczowa - "ta wielka dama, z sercem i rozumem wielkim, która po utracie ogromnej fortuny na Żmudzi znosiła wszystkie braki i prawie niedostatek z pogodnym czołem" - po powrocie z Syberii odziedziczyła majątek Urdomina na Suwalszczyźnie, który stał się nową siedzibą rodu5. Od 1873 roku zarządzał majątkiem Jan Witkiewicz z żoną, a sama Elwira sprowadziła się z niezamężnymi córkami Marią i Eugenią do Warszawy, by tam czuwać nad przyszłością ukochanego Stanisława. "Radowała ją świadomość, że syn jej nie tylko posiada talent malarski, ale że i umysłem wzniósł się wysoko ponad poziom przeciętnych ludzi, a sercem ukochał dobro i piękno. [...] Zmarła ta najlepsza matka w 74 roku życia" w Mińsku litewskim u syna Ignacego - "dziewięcioro dzieci zgon jej opłakiwało"6. Owych dziewięcioro dzieci - przyszli stryjowie i ciotka Stanisława Ignacego, to:

5. Pozostałość po zabudowaniach w Poszawszu, stan z 2015, fot. Elżbieta Witkiewicz-Schiele. "Oto polski dwór rozbrzmiały hucznym śmiechem gości, pełen radosnego gwaru dzieci - pogrążony w żałobie, rozgromiony przez wroga, a jego mieszkańcy wywiezieni na Sybir" (Maria Witkiewiczówna, Mary)

6. Stanisław Witkiewicz, portret konny ojca Ignacego Witkiewicza na tle poszawskiego pejzażu, obraz olejny, 1880

1. Najstarsza spośród rodzeństwa, E l w i r a (1837(?)-1930), żona Józefa Jagmina, syna Michała, kapitana artylerii wojsk polskich podczas kampanii napoleońskiej 1812 roku, właścicielka folwarku Rauby w powiecie szawelskim;

2. W i k t o r (1841-1905), jako student uniwersytetu kijowskiego konspirator i członek tajnych stowarzyszeń patriotycznych, po powstaniu poszukiwany i skazany zaocznie na karę śmierci - wyemigrował potajemnie do Paryża, zmarł na "gwałtowną komplikację" po powrocie do kraju, skorzystawszy z carskiej amnestii;

3. B a r b a r a (1844-1932), czynna uczestniczka powstania, wraz z rodzicami skazana na zesłanie, wyszła za mąż za swego powstańczego narzeczonego, lekarza z zawodu, Władysława Matusewicza, który pojechawszy za nią dobrowolnie do Tomska, odbywał tam legalną praktykę lekarską, wspomagając materialnie rodzinę Witkiewiczów;

4. J a n (1846-1920), sądzony i skazany na zesłanie, po powrocie z matką i siostrami z Syberii jesienią 1868 roku osiadł najpierw w Urdominie, a następnie gospodarzył na roli w okolicach Mińska na Białorusi. Stosunkowo dobrze sytuowany materialnie, przez lata wspomagał całą niemal rodzinę; za jego to pieniądze kupiono plac budowlany na Antałówce w Zakopanem i wzniesiono dom w "stylu zakopiańskim" wg projektu brata - dzisiejszą "Witkiewiczówkę". Był ojcem J a n a W i t k i e w i c z a-K o s z c z y c a (1881-1958), architekta ożenionego z Henryką Rodkiewiczówną, pasierbicą Stefana Żeromskiego, oraz M a r i i (1883-1962), rzeźbiarki, zwanej w dzieciństwie Niunią, a potem Dziudzią, która wraz ze swą ciotką Marią Witkiewiczówną - "Ciocią Mery (Mary)" - mieszkała na Antałówce przez całe międzywojenne dwudziestolecie, udzielając tam - nie zawsze bezkonfliktowego - schronienia swemu zwariowanemu stryjecznemu bratu: Stanisławowi Ignacemu;

5. I g n a c y (1848-1940), ukończył prawo w Petersburgu. M.in. dzięki jego staraniom rodzice uzyskali zezwolenie na opuszczenie Tomska; przez długie lata mieszkał i pracował jako adwokat w Mińsku, gdzie był także znanym działaczem społecznym;

7. Wiktor Witkiewicz, lata sześćdziesiąte XIX w.

8. Rodzina Witkiewiczów i Matusewiczów, po pogrzebie Ignacego (ojca), zmarłego w Tobolsku w 1868, w drodze powrotnej z zesłania do Polski, od lewej: Eugenia, Elwira (matka), Jan, Barbara z małą Julią, Maria (Mary), Władysław Matusewicz

9. Elwira z Witkiewiczów Jagminowa, właścicielka majątku w Raubach, lata siedemdziesiąte XIX w.

6. M a r i a (1853-1940) - zwana w rodzinie "Mery", niezamężna, do końca swych dni opiekowała się matką, następnie czuwała nad karierą i pośmiertną sławą ukochanego brata - Stanisława. Ona to wydała Wspomnienia o Stanisławie Witkiewiczu, a także obszerny wybór listów brata do siebie adresowanych pt. Ostatnie słowa i Testament. Otoczona powszechnym szacunkiem, przyjmowała w "Witkiewiczówce" całą elitę artystyczną i intelektualną Polski Niepodległej, pielęgnując rodzinne tradycje i honor nazwiska;

7. A n i e l a (1854-1918) - wychowana w Paryżu pod opieką Franciszka Szemiotha, wyszła za mąż za generała inżyniera Bolesława J a ł o w i e c k i e g o (1850-1917; wnuka generała wojsk rosyjskich, który za sprzyjanie powstańcom 1830 roku został skazany na śmierć, a następnie ułaskawiony w wyniku zabiegów krewnych należących do arystokracji rosyjskiej), właściciela Syłgudyszek w powiecie święciańskim. W jej to domu spędzał litewskie wakacje młodziutki bratanek Stanisław Ignacy, u stryjostwa Jałowieckich też i ich córki Ady Żukowskiej - matki Kuki, późniejszej generałowej Sosnkowskiej - znalazł opiekę i protekcję, kiedy po powrocie z Australii znalazł się w Petersburgu jesienią 1914 roku;

8. E u g e n i a (1856-1940?), zwana "Żeni", niezamężna, przez całe życie była prawdziwym "pogotowiem ratunkowym" całej rodziny, krążąc tam, gdzie ktokolwiek potrzebował jej pomocy.

Wymieniając w porządku starszeństwa rodzeństwo Witkiewiczów, opuściłam celowo urodzonego między Ignacym a Marią S t a n i s ł a w a W i t k i e w i c z a; jako ojcu Stanisława Ignacego należy mu się jednak osobny akapit.

10. Jan Witkiewicz, lata siedemdziesiąte XIX w.

11. Janek (przyszły Koszczyc) i Maria (Dziudzia), dzieci Jana z ciotką Marią (Mary) zastępującą im zmarłą matkę, Mińsk, ok. 1897

Stanisław Witkiewicz urodził się 21 maja (8 maja wg kalendarza juliańskiego) 1851 roku w Poszawszu, gdzie mieszkał do dwunastego roku życia, w panującej w domu atmosferze żarliwego patriotyzmu i prawdziwego demokratyzmu społecznego. "Dzieci poszawskie były nauczone tak samo szanować i kochać Marcina furmana, Barłuka, Winceluka, jak i każdego z przyjezdnych gości. [...] A gdy usamowolnienie nastąpiło - stosunek ten nie zmienił się; przeciwnie, zacieśnił się węzeł serdeczny, bo w r. 61 [Witkiewiczowie] szkółkę na wsi założyli, a ich córka najstarsza uczyła dzieci wiejskie po litewsku i po polsku"7. Do dziesiątego roku życia "Stalutek" uczył się w domu, następnie w gimnazjum w Szawlach. Jego lektury z tego okresu to oczywiście Mickiewicz, a także Niemcewicz, Pol, Syrokomla - budzą się także jego zainteresowania artystyczne. Gdy kraj ogarnęło powstanie, "cały dom stanął na usługach insurekcji; przed dziećmi nie ukrywano, że idzie o ważne sprawy, że trzeba być odważnym, sprytnym, niegadatliwym, a oddanym świętej sprawie bez zastrzeżeń. [...] Razem z państwem i lud, i służba byli na usługach "naszych", jak wówczas nazywano powstańców". Stalutek "nie idzie oczywiście do lasu, bo nie ma lat, ale spełnia robotę dorosłego, odważnego człowieka. Rankiem albo o zmierzchu bryczuszka zaprzęgnięta w kuca bez furmana wozi beczki z prochem, prowiant, owies dla koni. Znają go już powstańcy i stawiają na czatach w czasie swego posiłku". Wraz z dorosłymi przeżywa gorycz przegranej. Jest świadkiem parokrotnych rewizji w poszawskim dworze, później aresztowania ojca i konfiskaty rodzinnego majątku, przygląda się "z twarzyczką bladą, wzruszoną, idącym na śmierć męczennikom". "Wieszanie powstańców w Szawlach" - to jeden z jego późniejszych rysunków, a tematyka powstańcza jeszcze wielokrotnie powracać będzie pod jego pióro i pędzel. 1 sierpnia 1864 roku zdekompletowana familia Witkiewiczów w asyście żandarmów-konwojentów wyrusza telegami pocztowymi do Tomska. Czteroletni pobyt Stanisława w Tomsku wśród postyczniowych zesłańców syberyjskich stał się dla niego swoistą szkołą wychowania - "wchłaniał w siebie wszystko, co było bólem narodu", "nauczył się spełniać czyny najwyższego altruizmu", "poznał smak towarzyszącej mu potem przez całe życie niedoli i materialnego niedostatku". Pod kierunkiem przygodnych nauczycieli nie przestaje się uczyć, dojrzewa w nim też decyzja poświęcenia się studiom artystycznym w myśl własnej wizji roli artysty w życiu społecznym: być "na wszystkich Golgotach, na których krzyżują proroków, na wszystkich wyłomach, na których walczą nowe idee ze starymi, we wszystkich bitwach myśli i oręża - wszędzie tam, gdzie się przejawia życie [...] którego objawieniem jest sztuka". W roku 1868 siedemnastoletni Stanisław Witkiewicz opuszcza Tomsk - m.in. z misją wyjednania dla najbliższych prawa powrotu z zesłania - i po kilku miesiącach podróży dociera do Warszawy. Społeczeństwo polskie, jakie odnalazł po czterech latach nieobecności, rozczarowało go głęboko. "Był to czas - napisze później w studium o Janie Matejce - czas straszny, kiedy reakcja po wielkiej klęsce, anemia narodowa, wynikająca z usunięcia z życia społecznego całego tłumu ludzi najdzielniejszych, wywołały niesłychany upadek ducha, obniżenie się jego do poziomu niziny bagiennej. Myśl narodowa jakby przerażona tymi szczytami, na których już była z poezją romantyczną, cofała się w zakątki pospolitego interesu i naród rozbijał się na atomy jednostkowego egoizmu, który podstawiał swoje ograniczone hasła na miejsce wielkich idei"8. Z braku odpowiednich środków oraz świadectwa maturalnego, które zamykają mu drogę do wielkich uczelni zagranicznych - Stanisław decyduje się podjąć studia na Akademii Sztuk Pięknych w Petersburgu - przyjmowano tam kandydatów bez wymogu ukończenia gimnazjum, w Petersburgu ponadto studiował prawo brat - Ignacy. W Akademii Petersburskiej spędza Witkiewicz trzy lata, następnie po krótkim pobycie w Warszawie wyjeżdża do Monachium, gdzie do roku 1875 studiuje na tamtejszej akademii wraz z grupą najznakomitszych później malarzy polskich: Aleksandrem i Maksymilianem Gierymskimi, Józefem Chełmońskim, Adamem Chmielowskim, Antonim Piotrowskim. Wspólnie doskonalą swój warsztat malarski, nasiąkają nowatorskimi ideami i prądami epoki. W walce o uznanie nowej sztuki, w ciężkich warunkach materialnych, które już na stałe podkopią jego zdrowie, rodzi się buntownicza postawa przyszłego autora Sztuki i krytyki u nas; ogromna lektura i dyskusje z przyjaciółmi pozwolą mu sformułować metodologiczne przesłanki jego postawy krytycznej i artystycznej. W roku 1875 grupa "młodych gniewnych" wraca do Warszawy. Wynajmują wspólną pracownię na najwyższym piętrze Hotelu Europejskiego - Witkiewicz podejmuje współpracę z kilkoma warszawskimi pismami jako ilustrator, zaczyna pisać, nawiązuje nowe przyjaźnie w kręgach warszawskiego środowiska literackiego i artystycznego: Bolesław Prus, Henryk Sienkiewicz, głębokim uczuciem obdarza Helenę Modrzejewską. Lata 1882-1889 to okres największej burzy i naporu Witkiewicza jako malarza i krytyka. Na łamach "Wędrowca", pisma polskich naturalistów: Artura Gruszeckiego, Adolfa Dygasińskiego i Antoniego Sygietyńskiego, ogłasza swoje pierwsze artykuły z cyklu Malarstwo i krytyka u nas, które sam charakteryzuje po latach: "Książka ta jest historią walki o niezależne stanowisko sztuki w dziedzinie ludzkiej myśli i o niezawisłość indywidualności w sztuce. Jest ona nie tylko historią - ona sama jest jedną wielką bitwą. Każdy jej wiersz, każda stronica są napaścią lub odbiciem ataku przeciwnika, to jest pewnej estetycznej doktryny, która panowała wszechwładnie w polskiej krytyce sztuki - w polskiej estetyce"9. Prawdziwy "fighting man".

12. Eugenia Witkiewiczówna, lata osiemdziesiąte XIX w.

13. Ignacy Witkiewicz (syn Ignacego), mecenas w Mińsku, lata osiemdziesiąte XIX w.

14. Aniela z Witkiewiczów Jałowiecka, właścicielka majątku w Syłgudyszkach, lata osiemdziesiąte XIX w.

15. Stanisław Witkiewicz, fotografia wizytowa, atelier Konrada Brandla w Warszawie, początek lat osiemdziesiątych XIX w.

16. Stanisław Witkiewicz pozuje do zdjęcia z Antonim Sygietyńskim i Aleksandrem Gierymskim, fotografia gabinetowa, atelier Jana Mieczkowskiego w Warszawie, ok. 1884

"Czemu choć trochę nie umityguje swoich napaści w krytyce, czemu taki krańcowy w poglądach, czemu choć trochę nie jest kompromisowy" - ubolewa w trosce o dobre imię, dostatek i sławę swojego "Stalutka" rodzina. Ale też zaraz dodaje: "Pragnienia te ludzi, którzy go niby kochali, obdarłyby Witkiewicza ze wszystkiego, co było jego najwyższą wartością: byłby to może bardzo miły, spokojny pan niebrużdżący nikomu, ale to nie byłby W i t k i e w i c z" 10.

Wypada dodać, że w owym okresie Witkiewicz nie jest już sam. "Ach! czemu ja także nie mogę być w Warszawie, aby nacieszyć się Waszym wspólnym szczęściem"11 - pisze z Londynu Helena Modrzejewska do matki Stanisława w 1882 roku, witając w ten sposób narzeczoną, a w rok potem żonę przyjaciela - Marię P i e t r z k i e w i c z ó w n ę, którą zresztą, jak wieść głosi, sama dyskretnie wyswatała swojemu byłemu wielbicielowi. "Marusia" - córka powstańca z 1863 - urodziła się w roku 1853 w Tryszkach na Kowieńszczyźnie w rodzinie drobnej szlachty żmudzkiej. W roku 1877 ukończyła konserwatorium warszawskie pod dyrekcją Apolinarego Kątskiego, harmonii i kontrapunktu uczył ją Władysław Żeleński. Po studiach rozpoczęła pracę jako nauczycielka muzyki, na wydanym przez nią Elementarzu muzycznym uczyć się będzie potem Staś. Na razie po ślubie państwo Witkiewiczowie zamieszkali na Hożej 18b, skąd 30 czerwca 1884 roku donosi Marusia matce i siostrom Stanisława: "U nas po staremu - Stach dostał manii, żeby mieć córkę Anusię, a ja żeby mieć srebrny łańcuszek do zegarka - oznacza to nienormalny stan obojga. Może i co z tego będzie, ale nie wiem jeszcze co"12. W styczniu 1885 roku pojawia się w Warszawie Modrzejewska, po raz pierwszy od wyjazdu z kraju. Marusia dalej jeszcze nic nie wie, niemniej Modrzejewska przyrzeka obojgu, że zostanie chrzestną matką. Nie zdąży. Stanisław Ignacy Witkiewicz urodził się w Warszawie 24 lutego 1885 roku, w dwa dni po wyjeździe Modrzejewskiej do Warszawy, a stamtąd Paryża. W Londynie dogoni ją list szczęśliwych rodziców, że urodził się syn i że poczekają z chrztem do jej powrotu do kraju.

1 Antoni S y g i e t y ń s k i (1850-1923) - literat, krytyk literacki, muzyczny i teatralny. Absolwent Instytutu Muzycznego w Warszawie (1869-1874), konserwatorium w Lipsku i Wiedniu oraz estetyki i historii sztuki na Sorbonie i w Szkole Sztuk Pięknych w Paryżu. W l. 1884-1887 członek (wraz ze S. Witkiewiczem) kolegium redakcyjnego "Wędrowca".

2 Cytowane listy Stanisława Witkiewicza do matki, Elwiry Witkiewiczowej, oraz sióstr: Marii (Mery) Witkiewiczówny i Eugenii (Żeni) Witkiewiczówny znajdują się w archiwum Instytutu Sztuki PAN (nr inw. 24) i w Muzeum Tatrzańskim (sygn. AR/233).

3 Cyt. za: Listy I, Listy do babci - Elwiry Witkiewiczowej, list 1 (list S. Witkiewicza), s. 12.

4 Józef H o l e w i ń s k i (1848-1917) - malarz, ilustrator, drzeworytnik, współpracownik "Kłosów", "Wędrowca" i "Tygodnika Ilustrowanego".

5 Jadwiga z Pietrzkiewiczów Ś w i e ż a w s k a (1855-1939) - siostra Marii Witkiewiczowej; wyszła w 1875 r. za historyka Ernesta Świeżawskiego.

6 Do aktu chrztu dotarł Andrzej Gass i na jego podstawie zakwestionował oficjalną datę urodzin Stanisława Ignacego Witkiewicza w artykule Kiedy urodził się Witkacy?, "Przegląd Tygodniowy" 1985, nr 18; tamże reprodukcja metryki chrztu. W przekonaniu, że data 24 marca jest datą prawdziwą, utwierdziły go dokumenty znajdujące się w teczkach personalnych porucznika S.I. Witkiewicza przechowywanych w Centralnym Archiwum Wojskowym w Rembertowie, na których widnieje data urodzenia: 24 marca 1885. Artykuł kończył się apelem do witkacologów, aby "podjęli trud wyjaśnienia rozbieżności pomiędzy dotychczas przyjmowaną datą a datą widniejącą na dokumentach, które przedstawiliśmy" (K. Dubiński, A. Gass, Witkacy nieznany, "Przegląd Tygodniowy" 1987, nr 2). Anna Micińska dokładnie wyjaśniła sprawę w artykule Figle Kalunia, czyli kiedy urodził się Witkacy, "Przekrój" 1987, nr 2209; przedruk w: tejże, Istnienie Poszczególne: Stanisław Ignacy Witkiewicz. Opracował J. Degler, Wrocław 2003, s. 328-334. Zgodnie z aktem chrztu na wszystkich oficjalnych dokumentach S.I. Witkiewicza widnieje data 24 marca 1885.

7 Kalunio - "Najprawdopodobniej było to zdrobnienie utworzone od starogreckiego słowa kal?s ?????: piękny, ładny. Słowo to należało przecież do słownika ludzi sztuki. Czyli Kalunio znaczyłoby ładniutek, piękniś" - W. Sztaba, Kalunio, witkacologia.eu

8 Bronisław D e m b o w s k i (1847-1893) - znany etnograf, badacz gwary podhalańskiej i kolekcjoner sztuki ludowej i jego żona Maria D e m b o w s k a z Sobotkiewiczów (1854-1922). Ich dom, tzw. Chata (przy ul. Zamoyskiego), stał się jednym z głównych ośrodków życia kulturalnego i towarzyskiego w Zakopanem. Stanisław Witkiewicz utrzymywał z nimi przyjacielskie stosunki.

9 Adam G i e ł g u d (1834-1920) - krewny Witkiewicza (Adam był synem Jana, właściciela ze Żmudzi, oraz Kunegundy z Szemiothów); wspomina S. Witkiewicz: "Drugi Anglik to Adam Giełgud, którego nazwisko spotyka się przy każdej sprawie dotyczącej Polaków w Anglii, niemniej jego literacko-dziennikarska działalność służyła i służy gorliwie sprawie poznajomienia angielskiej publiczności z rzeczami polskimi. Giełgud urodzony też na obczyźnie, lecz wychowany w rodzinie polskiej, zachował nie tylko myśl, ale i mowę polską. Jest on dziś wysokim urzędnikiem angielskiego ministerium wojny" - Na przełęczy. Wrażenia i obrazy z Tatr, Warszawa 1891, s. 233.

10 Tytus C h a ł u b i ń s k i (1820-1889) - lekarz, botanik, taternik, jeden z czołowych badaczy Tatr, przyczynił się do rozwoju Zakopanego.

11 Cyt. za: S.I. Witkiewicz, Listy I, Listy do babci (Listy Stanisława Witkiewicza do Elwiry Witkiewiczowej), s. 12-61.

12 Staropolskie określenie laleczki, marionetki.

13 Władysław M a t l a k o w s k i (1850-1895) - lekarz, przyjaciel Stanisława Witkiewicza, jeden z odkrywców i propagatorów stylu zakopiańskiego, autor pracy Budownictwo ludowe na Podhalu (1892) ozdobionej rysunkami Witkiewicza ojca. Jego syn, Kiejstut (Kiesio), był kolegą Stanisława Ignacego i towarzyszem zabaw w okresie dzieciństwa.

14 Karol P o t k a ń s k i (1861-1907) - historyk, profesor UJ od 1902 r., miłośnik góralszczyzny. Przyjaciel Stanisława Witkiewicza. Zob. S. Witkiewicz, Listy do syna. Opracowały B. Danek-Wojnowska i A. Micińska, Warszawa 1969, s. 646-647 (przypis 3).

15 Franciszek N e u ž i l (1845-1899) - pochodzący z Czech organizator i pierwszy dyrektor w l. 1886-1896 Szkoły Przemysłu Drzewnego w Zakopanem. Do Zakopanego przybył w 1878 r. Propagował w budownictwie i zdobnictwie motywy tyrolskie, nie doceniając sztuki podhalańskiej, co ostro krytykował Stanisław Witkiewicz.

16 Edgar K o v á t s (1849-1912) - architekt i malarz pochodzenia węgierskiego. Dyrektor zakopiańskiej Szkoły Przemysłu Drzewnego w l. 1895-1900, propagował styl zakopiański w duchu wiedeńskiej secesji, co zwalczał m.in. Stanisław Witkiewicz. Zob. Listy do syna, s. 649-650.

17 Zygmunt G n a t o w s k i (1854?-1906) - właściciel ziemski z Ukrainy, który przybył do Zakopanego dla poratowania zdrowia.

18 Zapewne chodzi o Pana Wołodyjowskiego, który ukazał się w trzech tomach w l. 1887-1888.

19 Mowa o dzieciach Henryka Sienkiewicza i Marii z Szetkiewiczów: Henryku (ur. w 1882) i Jadwidze (Dzini) (ur. w 1883). Po śmierci matki (1885) często spędzały wakacje w Zakopanem z babką, Wandą Szetkiewiczową.

20 Złożenie zwłok Adama Mickiewicza w Katedrze na Wawelu odbyło się 4 lipca 1890.

21 T. Terlecki, Pani Helena. Opowieść biograficzna o Modrzejewskiej, Kraków 1991, s. 346-347.

22 Sabała, właśc. Jan K r z e p t o w s k i (1809-1894) - legendarny góral, honorowy przewodnik tatrzański, muzykant, gawędziarz i pieśniarz. W młodości był kłusownikiem, a podobno także zbójnikiem. Towarzyszył Tytusowi Chałubińskiemu i Stanisławowi Witkiewiczowi w górskich wyprawach (zob. S. Witkiewicz, Na przełęczy, Wrażenia i obrazy z Tatr, Warszawa 1891). Jego opowieściami pasjonowało się wielu pisarzy. Zmarł 8 grudnia 1894. Spoczywa na Cmentarzu Zasłużonych na Pęksowym Brzyzku. Zob. A. Wójcik, Sabała, Zakopane 2009.

23 M. Witkiewiczówna, Wspomnienia o Stanisławie Witkiewiczu, Warszawa 1936, s. 59.

24 Cyt. za: W.A. Wójcik, Witkiewicz i Sabała, w: Stanisław Witkiewicz. Człowiek - Artysta - Myśliciel. Pod redakcją Z. Moździerza, Zakopane 1997, s. 141.

25 M. Pinkwart, Wariat z Krupówek, Nowy Targ 2015, s. 38. O chrzcinach Stasia - zob. tamże, s. 28-30.

26 Modrzejewska / Listy. Korespondencja Heleny Modrzejewskiej i Karola Chłapowskiego 1887-1914, t. 2, opracowali A. Kędziora, E. Orzechowski, Warszawa 2015, s. 99. Kubek od Modrzejewskiej znajduje się w Muzeum Tatrzańskim w Zakopanem.

27 S.I. Witkiewicz, Dzieła zebrane. [Tom 18:] Listy II (wol. 2, cz. 1). Opracowali i przypisami opatrzyli J. Degler, S. Okołowicz, T. Pawlak, Warszawa 2017 (dalej: Listy II, wol. 2, cz. 1 lub cz. 2), Listy do Hansa Corneliusa, list z 26 VII 1935.

28 Tadeusz Wawrzyniec P i e t r z k i e w i c z (1883-1956) - syn Ignacego Gerarda, brata Marii Witkiewiczowej z Pietrzkiewiczów, matki Witkacego. Zob. T. Pawlak, Z dziejów rodu Pietrzkiewiczów w niniejszym tomie, s. 35-74.

29 Walenty S t a s z e l (1863-1942) - w l. 1888-1927 był nauczycielem szkoły podstawowej w Zakopanem, pierwszym kustoszem Muzeum Tatrzańskiego - od 1 lipca 1891 do 1921 r. Prowadził stację meteorologiczną przy muzeum (1893-1912). Był pierwszym prywatnym nauczycielem Stasia Witkiewicza.

30 Maria W e r y h o-R a d z i w i ł ł o w i c z o w a (1858-1944) - pisarka, pedagog, prekursorka wychowania przedszkolnego. Autorka licznych książek dla dzieci oraz z zakresu pedagogiki. Jej Las. Książka przeznaczona dla dzieci od lat 6-ciu do 10-ciu została wydana w Warszawie w 1893 r.

31 Zob. S.I. Witkiewicz, Juwenilia, opracowała A. Micińska, w: Dzieła zebrane. [Tom 5:] Dramaty I. Opracował J. Degler, Warszawa 1996, s. 7-28.

32 Adolf D y g a s i ń s k i (1839-1902) - pisarz, publicysta, wydawca, pedagog, korepetytor (pracował m.in. jako nauczyciel prywatny Jacka Malczewskiego). W 1884-1887 należał wraz z Antonim Sygietyńskim i Stanisławem Witkiewiczem do zespołu redakcyjnego pisma "Wędrowiec", z którym współpracował do 1902 r.

33 Jedynie z tytułu znamy utwór z Komedii z życia rodzinnego nawiązujący do pasji szachowej młodego Witkiewicza: Szachy, czyli Cały majątek przegrany. W powieści Nienasycenie jedna z bohaterek, Eliza Bałachońska, wygłasza jednak dość krytyczną ocenę tej królewskiej gry: "bezpłodne marnowanie fosforu w mózgu" - S.I. Witkiewicz, Dzieła zebrane. [Tom 3:] Nienasycenie. Opracowali J. Degler i L. Sokół, Warszawa 1992, s. 540.

34 W ramach rozpoczętej w 1880 r. 13-tomowej edycji Dzieł Aleksandra Fredry w pierwszych pięciu tomach ukazało się osiemnaście komedii serii pierwszej.

35 Lope d e V e g a (1562-1635) - dramaturg hiszpański, niezwykle płodny pisarz, który miał olbrzymi wpływ na twórczość dramatyczną i teatralną w Europie.

36 Karaluchy, w: Komedie Stasia Witkiewicza. Tom 1. Zakopane 1893. Druczek złożony ręcznie na drukarence domowej zachował się w Bibliotece Jagiellońskiej (sygn. 261017) i Zakładzie Narodowym im. Ossolińskich we Wrocławiu (Dział Rękopisów, sygn. 12467/II); przedruk techniką typograficzną na podstawie egzemplarza ossolińskiego: Staś Witkiewicz, Karaluchy. Wydano nakładem Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Wałbrzychu. Do druku podali: J. Czarnik i P. Pietrzyński. Współpraca w opracowaniu graficznym: W. Gołuch, Wałbrzych 1985. Odbito 1000 egzemplarzy numerowanych od I do LXX i od 1 do 930. Zob. S.I. Witkiewicz, Dramaty I, s. 75-80.

37 Zob. Listy I, Listy do babci - Elwiry z Szemiothów Witkiewiczowej, s. 7-62.

38 M. Pinkwart, Wariat z Krupówek, s. 44.

39 Tamże, s. 46-47.

40 W liście do syna: "Czy pamiętasz pannę Jastrzębską, która występuje w Twoich komediach? Była tu (pani Ponińska)" - Listy do syna, s. 129 (list z 23 VII 1903). Być może chodzi o Amelię z Jastrzębskich hr. Ponińską (1871-1942), żonę hr. Mieczysława Ponińskiego od 1894 r.

41 Z. Piasecki, Stanisław Witkiewicz w kręgu ludzi i spraw sobie bliskich, Opole 1999, s. 219 (Rkps IS PAN, sygn. 24).

42 Mieczysław L i m a n o w s k i (1876-1948) - geolog, profesor geografii na uniwersytecie w Wilnie (do 1927) i w Toruniu (od 1945), po 1918 r. współpracownik Juliusza Osterwy w warszawskiej i wileńskiej Reducie. Po maturze (1897) studiował inżynierię na Politechnice Lwowskiej i z powodu choroby płuc dużo przebywał w Zakopanem, gdzie udzielał lekcji matematyki i fizyki Stanisławowi Ignacemu do czasu zdania przezeń egzaminów maturalnych. Zainteresował się geologią Tatr i w "Przeglądzie Zakopiańskim" opublikował wiele artykułów popularnonaukowych o budowie Tatr oraz stworzył dział geologii w Muzeum Tatrzańskim. W Lozannie doktoryzował się w dziedzinie geologii.

43 Echo przemyśleń o katechizmie znaleźć można w pracy S. Witkiewicza Chrześcijaństwo i katechizm. O nauce religii w szkołach galicyjskich, "Reforma Szkolna" 1904 (cz. I), 1913 (cz. II); wydanie całości, poszerzone, Lwów 1920. Zob. T. Pawlak, Prywatysta Witkiewicz. O maturze Stanisława Ignacego Witkiewicza w niniejszym tomie, s. 591-618.

44 Zob. fotografię Bitwa ołowiana S. Witkiewicza z ok. 1897 r. prezentującą bitwę ołowianych żołnierzyków na biurku w domu Witkiewiczów, w: S. Okołowicz, Anioł i Syn. 30 lat dialogu Stanisława i Stanisława Ignacego Witkiewiczów, [Warszawa] 2015, s. 100.

45 Klub Pickwicka (The Pickwick Papers) - pierwsza powieść Karola Dickensa, opublikowana w latach 1836-1837 i ciesząca się wielką popularnością.

46 Po uruchomieniu połączenia kolejowego z Chabówki do Zakopanego pierwszy pociąg osobowy do zakopiańskiej stacji zajechał 25 października 1899, a prowadził go maszynista Wojciech Błoński. Fotografia wykonana i podpisana przez S.I. Witkiewicza: "Maszynista Błoński na lokomotywie nr 16030" datowana jest właśnie na 1899 r. Zob. reprodukcję w: E. Franczak, S. Okołowicz, Przeciw Nicości. Fotografie Stanisława Ignacego Witkiewicza, Kraków 1986, il. 76.

47 S. Okołowicz, Anioł i Syn, s. 126, il. na s. 127.

48 Zwrócił na to uwagę Wojciech Sztaba w pracy Skąd wziął się Bungo? Śladami domniemanych witkacjanów, "Pamiętnik Literacki" 2002, nr 4, s. 184, powołując się na cytat z Limanowskiego: "W dniach młodości, dawno przed wojną, dostał się w moje ręce dramat Takeda Izumo w przeróbce Niemca Florenza. Byłem po Wystawie Paryskiej [1900 - T.P.] i zetknięciu się z kopią świątyni w Nara i uczyłem się po japońsku ze Stasiem Witkiewiczem, dzisiejszym Witkacym".

49 Aniela Tekla z Witkiewiczów J a ł o w i e c k a (1854-1918) - siostra Stanisława Witkiewicza. "Wychowana w Paryżu pod opieką Franciszka Szemiotha, wyszła za mąż za generała inżyniera Bolesława Jałowieckiego. [...] W jej to domu spędzał litewskie wakacje młodziutki bratanek Stanisław Ignacy [...]" - A. Micińska, Istnienie Poszczególne: Stanisław Ignacy Witkiewicz, Wrocław 2003, s. 26.

50 Z. Piasecki, Stanisław Witkiewicz w kręgu ludzi i spraw sobie bliskich, s. 229 (list Witkiewicza do siostry, Marii, przebywającej wtedy pod Mińskiem). Zob. A. Micińska, Z dziejów rodziny Witkiewiczów w niniejszym tomie, s. 7-33.

51 Adzio (Władysław) i Oro - synowie Marii i Karola Lilpopów, bogatych przemysłowców z Warszawy i stałych gości Zakopanego, zaprzyjaźnionych z rodziną Witkiewiczów.

52 Leon C h w i s t e k (1884-1944) - logik, matematyk, pisarz, malarz, teoretyk sztuki, filozof. Przyjaciel Stanisława Ignacego Witkiewicza z czasów zakopiańskich. Zob. S.I. Witkiewicz, Dzieła zebrane. [Tom 19:] Listy do żony (1923-1927). Przygotowała do druku A. Micińska. Opracował i przypisami opatrzył J. Degler, Warszawa 2005 (dalej: Ldż I), list 36, przypis 1.

53 Bronisław M a l i n o w s k i (1884-1942) - etnolog i socjolog, przyjaciel Witkacego. Zob. Ldż I, list 7, przypis 6 oraz Listy I, Listy do Malinowskiego.

54  B r a t A l b e r t - A d a m C h m i e l o w s k i (1846-1916) - malarz, zakonnik. Po 1880 r. porzucił malarstwo i w 1884 r. założył zgromadzenie tercjarskie albertynów. Zob. W. Sztaba, S.I. Witkiewicz na ASP w Krakowie w niniejszym tomie, przypis 40.

55 S. Witkiewicz, Listy do syna, list 9, s. 47.

56 Zob. S. Witkiewicz, Listy do syna, s. 34 (tu obszerny fragment listu-sprawozdania Owidzkiego do S. Witkiewicza z 13 XII 1901; oryginał w Archiwum Rękopisów Instytutu Sztuki, nr 24, k. 1487). Jan O w i d z k i (1852-1913) - zob. T. Pawlak, Z dziejów rodu Pietrzkiewiczów w niniejszym tomie, przypis 66.

57 Ferdynand R u s z c z y c (1870-1936) - malarz symbolista. Zob. W. Sztaba, S.I. Witkiewicz na ASP w Krakowie, przypis 41.

58 Jan Grzegorz S t a n i s ł a w s k i (1860-1907) - malarz, profesor Akademii Sztuk Pięknych. Od 1897 r. do śmierci pracował w klasie pejzażu Szkoły (od 1900 r. Akademii) Sztuk Pięknych w Krakowie. Zob. W. Sztaba, S.I. Witkiewicz na ASP w Krakowie w niniejszym tomie, przypis 5.

59 W cyklu artykułów pt. Bagno ("Przegląd Zakopiański", nr 32-34, 41; wyd. broszurowe Lwów 1903) Stanisław Witkiewicz ostro zaatakował politykę eksploatacji uzdrowiska zakopiańskiego prowadzoną przez Andrzeja Chramca, przewodniczącego Komisji Klimatycznej Zakopanego i zarazem radnego gminy, właściciela największego zakładu wodoleczniczego. Jego asystent dr Jan Gaik wytoczył Witkiewiczowi proces o zniesławienie. Rozprawa rozpoczęta 19 czerwca 1903 we Lwowie zakończyła się formalnym uniewinnieniem Witkiewicza i odbiła się szerokim echem w prasie.

60 Listy do syna, list 33, s. 76.

61 Zob. S.I. Witkiewicz, Dzieła zebrane. [Tom 13:] "Pojęcia i twierdzenia implikowane przez pojęcie Istnienia" i inne pisma filozoficzne (1902-1932). Opracował B. Michalski, Warszawa 2002, s. 7-30 oraz 467-474 (Nota wydawnicza).

62 Zob. S. Okołowicz, Dwie miłości Bunga: księżniczka Isis i Lola Montez, w: S.I. Witkiewicz, 622 upadki Bunga, czyli Demoniczna kobieta. Wstęp i opracowanie A. Micińska, posłowie J. Degler, Warszawa 2013, Aneks, s. 518-530.

63 Zob. T. Pawlak, Prywatysta Witkiewicz. O maturze Stanisława Ignacego Witkiewicza w niniejszym tomie, s. 591-618.

64 Do wspólnego pobytu we Lwowie ojciec powraca w listach: "Mój złoty! Wspominam bardzo, bardzo mile czas rozprawy, w czasie której cieszyłem się Tobą" - Listy do syna, list 69 (z 29 VI), s. 116; "Z przyjemnością wspominam kilka dni przeżytych z Tobą "w czas burzy i gromu"" - tamże, list 76 (z 6 VII), s. 120. Prawdopodobnie w tym czasie Stanisław Ignacy odwiedził hr. Alfonsynę Dzieduszycką, wdowę po Włodzimierzu, przyrodniku, etnografie, założycielu muzeum imienia Dzieduszyckich we Lwowie. Zachował się list Witkiewicza ojca do Dzieduszyckiej, w którym stwierdza: "Mój syn, który z tak dziecinnym zachwytem mówił o nalewce z Pieniak, wyniósł i inne, głębsze i serdeczniejsze wrażenia pobłażliwej dobroci, jaką mu Szanowna Pani okazała" - Archiwum Dzieduszyckich, cz. II, nr 84 w zbiorach Lwowskiej Naukowej Biblioteki im. Stefanyka NAN Ukrainy (list z 9 VII 1903). 26 VII ojciec donosił: "Pani Włodzimierzowa Dzieduszycka pisze: "Nawet gust do nalewki pańskiego syna ucieszył mnie, a więcej jego szczere, proste obejście się, wypowiedzenie własnego zdania - co tak mnie rzadko spotyka". Bardzo dobra staruszka. Nalewkę przysyła dla mnie i dla Ciebie" - Listy do syna, list 82, s. 130.

65 Jadwiga (Ada) Ż u k o w s k a (1875-1951) - córka Bolesława Jałowieckiego i Anieli z Witkiewiczów, żona Władysława Ż u k o w s k i e g o (1860-1916) - polityka i ekonomisty, posła do III Dumy Królestwa Polskiego z guberni piotrkowskiej, dyrektora II Piotrogrodzkiego Towarzystwa Ubezpieczeń, członka Banku Azowsko-Dońskiego - zob. C. Brzoza, K. Stepan, Posłowie polscy w parlamencie rosyjskim 1906-1917. Słownik biograficzny, Warszawa 2001. Po śmierci męża przyjechała w 1920 r. do Polski i zamieszkała w Warszawie, gdzie wyszła za mąż za generała Józefa Lipkowskiego. Zob. Ldż I, list 217 (z 30 XI 1927), przypis 1.

66 Listy do syna, list 78, s. 123-124. Witkiewicz borykał się z nałogiem nikotynowym (w mniejszym stopniu z alkoholowym, od narkotyków twardych nigdy się nie uzależnił) do końca życia, mniej lub bardziej skutecznie. Słowa ojca o nałogach przypominają rozważania jego syna trzydzieści lat później - zarówno w pracy o narkotykach z 1932 r., jak i w studium o Polsce i Polakach, pt. Niemyte dusze (wydanym pośmiertnie).

67 Władysław F o l k i e r s k i (1842-1904) - inżynier, matematyk, profesor uniwersytetu w Limie, który po powstaniu styczniowym wyemigrował do Peru, gdzie prowadził ożywioną działalność naukową i administracyjną (uczestniczył w budowie pierwszej w tym kraju linii kolejowej). W 1892 r. przyjechał do Galicji i pracował jako inżynier (należał do kierownictwa budowy kolei Chabówka-Zakopane). Witkiewiczowi, który postanowił rozpocząć studia, udzielał lekcji wyższej matematyki. Zob. T. Pawlak, Prywatysta Witkiewicz... w niniejszym tomie, przypis 8.

68 M. Blondel, L'action. Essai d'une critique de la vie et d'une science de la pratique, Paris 1893.

69 Listy do syna, list 91 (z 25 VIII 1903), s. 142.

70 Pinkwart przywołuje w książce Wariat z Krupówek informację od Lesława Dalla, że matura, którą uzyskał S.I. Witkiewicz, nie uprawniała do studiów uniwersyteckich. Dowodzi jednocześnie, że nie musiało to wykluczać uczęszczania na wykłady uniwersyteckie - zob. tamże, s. 79, przypis 19.

71 Listy do syna, list 93, s. 146.

72 Oba cytaty z artykułów O znaczeniu filozofii dla krytyki oraz Tchórze, niedołęgi i "przemilczacze", przedruk w: S.I. Witkiewicz, Dzieła zebrane. [Tom 11:] Pisma krytyczne i publicystyczne. Opracował J. Degler, Warszawa 2015, s. 136 (przypis autorski) oraz s. 222-223.

73 W. Matlakowski, Wspomnienie o Stasiu, "Wiadomości", Londyn 1957, nr 3, s. 2.

74 Arnold B ö c k l i n (1827-1901) - szwajcarski malarz i rzeźbiarz; twórca symbolicznych kompozycji figuralnych o tematyce mitologicznej i fantastycznej. S. Witkiewicz cenił jego malarstwo - zob. Arnold Böcklin, "Wędrowiec" 1884, nr 41, 42, 44.

75 Giovanni S e g a n t i n i (właśc. Segatini, 1858-1899) - włoski malarz symbolista, m.in. pejzażysta Alp.

76 Ciotka Mery, czyli Maria Witkiewiczówna, siostra Stanisława Witkiewicza ojca.

1 S.I. Witkiewicz, Dzieła zebrane. [Tom 17:] Listy I. Opracował i przypisami opatrzył T. Pawlak, Warszawa 2013 (dalej: Listy I), Listy do Czerwijowskiej, list 5, s. 198, datowany na grudzień 1911 lub styczeń 1912. Zob. także przypisy 2 i 3 do listu, gdzie m.in. informacja o tym, że Witkiewiczowie pieczętowali się herbem Nieczuja, a w powieściach Zygmunta Kaczkowskiego (1825-1896) bohaterem był niejaki Marcin Nieczuja z Sanoka. P r i n c i p e i d u c to, odpowiednio, włoskie i francuskie słowa oznaczające księcia.

2 Cyt. za Wypisem... z 18 XII 1806 (pisownia zmodernizowana) uzyskanym od Tadeusza Pietrzkiewicza (zm. w 2005), potomka rodu, który przekazał go - wraz z wieloma innymi informacjami rodzinnymi - Januszowi Deglerowi do wykorzystania w pracy nad biografią Stanisława Ignacego Witkiewicza. W dalszej części rozdziału źródłem będą właśnie te rodzinne wiadomości, chyba że zaznaczono inaczej. Można je także przeczytać na portalu: http://wadowscypietrzkiewicze.republika.pl/dokumenty/widesz18061218.html (dostęp 01.07.2017).

3 Co ciekawe, u Mieczysława Jałowieckiego (związanego rodzinnie z Witkiewiczami) w pracy Po dworach i wsiach litewskich można przeczytać, że Wadwy należały przed II wojną do Koziełł-Poklewskich (którzy także przewijają się w twórczości i korespondencji S.I. Witkiewicza). Zob. M. Jałowiecki, Po dworach i wsiach litewskich, Kamień 1928, s. 12. Znajduje to potwierdzenie w Słowniku geograficznym Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich. Pod red. B. Chlebowskiego, Warszawa 1892, t. 12, s. 888: "Wadwy, dobra nad rz. Jurą, pow. nowoaleksandrowski. [...] Własność Koziełłów [...]. W 1683 r. należały do Jana Kościałkowskiego". Wg informacji rodziny Pietrzkiewiczów - Kościałkowski nabył Wadwy w 1782 r.

4 Wieś Piotrowszczyzna, nad jez. Dubury, w powiecie nowoaleksandrowskim, jest wymieniona w Słowniku geograficznym Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich. Pod red. B. Chlebowskiego i W. Walewskiego, Warszawa 1887, t. 8, s. 220 - tam jako własność Pietrakiewiczów [sic].

5 Zob. reprodukcję jego nagrobka w kościele św. Jerzego w Kiejdanach w: A.A. Bajor, Szlakiem bohaterów "Potopu" Henryka Sienkiewicza, Warszawa 2016, s. 123 (tam kilka słów o rodzie Pietrzkiewiczów i ich powiązaniach z Witkiewiczami).

6 S.I. Witkiewicz, Dzieła zebrane. [Tom 7:] Dramaty III. Opracował J. Degler, Warszawa 2004, s. 236. Fotografia w zbiorach Stefana Okołowicza.

7 "Kurier Warszawski" 1878, nr 14 (z 17 I lub 5 I wg kalendarza juliańskiego), s. 4.

8 S. Zieliński, Bitwy i potyczki 1863-1864, Raperswil 1913, s. 299.

9 Nie był to Karol P i e t r z k i e w i c z (1841-1902?), drugi syn Lucjana, bo choć służył w wojsku, to po stronie rosyjskiej (w tłumieniu powstania miał nie brać udziału). Prawdopodobnie był to Józef Feliks (ur. 1842) lub Konstanty (ur. 1844).

10 Warszawski rocznik adresowy firm handlowych, przemysłowych i rękodzielniczych na 1885 rok, s. 43. Taki adres miał Stanisław Witkiewicz w Warszawie w końcu lat siedemdziesiątych XIX wieku.

11 Rocznik adresowy Królestwa Polskiego na rok 1901, s. 258.

12 Listy I, Listy do babci, list 6 (z 1887), s. 18.

13 Tamże, list 15 (z 1889), s. 28.

14 Uczeń Świeżawskiego, Marceli Handelsman, wspominał po jego śmierci, że zrezygnował z pracy nauczyciela historii w szkołach, gdy wprowadzono nakaz prowadzenia lekcji po rosyjsku. Był on jednak ze względu na brak warsztatu i zacięcie do generalizowania krytykowany w środowisku naukowym, co pod koniec XIX wieku doprowadziło do braku możliwości publikowania. Nie przestawał jednak pracować, udostępniał także uczniom zgromadzony bogaty księgozbiór, który po jego śmierci Jadwiga Świeżawska przekazała Uniwersytetowi Stefana Batorego w Wilnie. Świeżawski pod koniec I wojny miał pracować nad monografią Stanisława Witkiewicza - zob. M. Handelsman, Śp. Ernest Sulimczyk Świeżawski, 1843-26 X 1919, "Przegląd Historyczny" 1919-1920, t. 22, s. 275-277, przedruk w: tegoż, Historycy. Portrety i profile, Warszawa 1937, s. 13-20.

15 Listy I, Listy do babci, list 16 (z 1889), s. 30.

16 Tamże, list 32, s. 52.

17 Tamże, Listy do matki, cz. 2, list 29, s. 852.

18 Maria z Sawickich Pietrzkiewiczowa zmarła 29 czerwca 1887. Zob. baza nekrologów warszawskich, karta 2186, http://www.nekrologi-baza.pl/zmarly/218797 (dostęp 02.07.2017).

19 Listy I, Listy do babci, list 17 (z 26 IV 1889), s. 34.

20 "Jest list od Tadzia, który zresztą Ci posyłam. Kaukaz - byłoby to, ale nie ma za co, zresztą myślę, że masz i na to czas, a lato zużyć na głębsze wgryzienie się w świat widzialny" - S. Witkiewicz, Listy do syna. Opracowały B. Danek-Wojnowska i A. Micińska, Warszawa 1969, list 122 (z 21 V 1904), s. 187. Ostatecznie do wyprawy nie doszło, bo Witkiewicz ojciec pisał 26 maja: "Kwestia Kaukazu rozstrzygnięta, i w innym kierunku, bo Tadzio pisał, że wuj telegrafował, żeby i m m é d i a t e m e n t [natychmiast - T.P.] do Zakopanego jechał. Kaukaz nie wydawał mi się w warunkach, jakie były wiadome, dobrym. Byłoby to filisterskie siedzenie" - tamże, s. 193.

21 Tamże, list 133 (z 22 IX 1904), s. 204.

22 Por. O Witkacym - po kądzieli. Z prof. dr. Tadeuszem Pietrzkiewiczem wywiad prowadzi Krystyna Nastulanka, "Polityka" 1980, nr 34, s. 9 (polemika: A. Micińska, O Witkacym - kądzielą, "Polityka" 1980, nr 43).

23 Być może o tym wydarzeniu w życiu Tadeusza Pietrzkiewicza pisał Witkiewicz do syna 30 IV 1905: "Bardzo się cieszę, że Tadek wychodzi z tego biernego stanu. Oby wytrwał i odrodził się" - Listy do syna, list 169, s. 258.

24 Te daty urodzin i śmierci widnieją w materiałach rodzinnych. Być może jednak nekrolog w "Kurierze Warszawskim" z 1923 r. (nr 222, s. 11): "Śp. Zdzisio Pietrzkiewicz po krótkich cierpieniach skończył życie 11 sierpnia 1923 r., przeżywszy lat 5. Wyprowadzenie zwłok odbędzie się dnia 13 bm. o godz. 2-iej po południu z kaplicy przy klinice dziecięcej przy ul. Kopernika na cmentarz Powązkowski do grobu rodzinnego" - dotyczy właśnie syna Tadeusza i Ludwiki. Wtedy należałoby skorygować daty: Zdzisław Pietrzkiewicz (1919-1923).

25 Tablica nagrobna na cmentarzu Powązkowskim głosi, że żyła lat 29, a została pochowana w 1921 r. we Lwowie na cmentarzu Łyczakowskim - za: wielcy.pl (Wielka Genealogia M.J. Minakowskiego).

26 J. Siedlecka, Mahatma Witkac, wyd. 3 popr. i uzup. Warszawa 2005, s. 46.

27 Listy I, Listy do matki, cz. 2, list 21 (z 1 I 1927), s. 842.

28 Tamże, Listy do Ejböl, list 5 (z 3 VI 1937), s. 1022. Chodziło o artykuł Postrzeganie zewnętrzne, "Przegląd Filozoficzny" 1937, R. 40, z. 1, s. 32-56 (Witkacy pomylił numer rocznika). Na łamach tego pisma w 1935 r. opublikował rozprawę Antysubstancjalizm fizyki współczesnej (z. 1-2, s. 77-84), a w 1939 r. wyszła Idea realności w antymetafizycznych kierunkach myślenia (z. 1, s. 22-46). "Kwartalnik Filozoficzny" w 1937 r. opublikował Elementy "zmysłowe" i "rzeczy" w ustosunkowaniu wzajemnym (z. 1, s. 27-40).

29 S.I. Witkiewicz, Dzieła zebrane. [Tom 20:] Listy do żony (1928-1931). Przygotowała do druku A. Micińska. Opracował i przypisami opatrzył J. Degler, Warszawa 2007 (dalej: Ldż II), list 369 (z 28 VII 1929), s. 123. Po dwóch dniach pisał: "Z Tadziem doszliśmy do muru" - tamże, list 370.

30 Praca w opracowaniu A. Motyckiej w serii Filozofowie znani i nieznani (seria pod red. S. Borzyma, A. Motyckiej i L. Szczuckiego) wyszła w wydawnictwie IFiS PAN w Warszawie w 2005 r. autorstwa Tadeusza W. Wadowskiego Pietrzkiewicza. Na końcu książki znajduje się fotokopia maszynopisu listu Tadeusza Wawrzyńca Pietrzkiewicza do Roberta Waltera (z 1955), w którym nadawca pisze o swojej pasji filozoficznej (która w 1915 w Zakopanem zaowocowała napisaniem pierwszej rozprawy: Filozofia Sztuki), o swoich licznych lekturach i rozprawach. Nie ma w nim wzmianki o Witkiewiczu.

31 Listy I, Listy do matki, cz. 2, list 54 (z 10 VI 1931), s. 878.

32 "Helbichowie przeprowadzili się do starego, który ma większe mieszkanie" - tamże.

33 S.I. Witkiewicz, Dzieła zebrane. [Tom 22:] Listy do żony (1936-1939). Przygotowała do druku A. Micińska. Opracował i przypisami opatrzył J. Degler, Warszawa 2012 (dalej: Ldż IV), list 965, s. 23.

34 Tamże, listy 1073 i 1076, s. 110, 113.

35 Tamże, list 1168 (z 12 II 1938), s. 189.

36 J.W. Helbich, Teatr radomski, "Magazyn Słowa Ludu" 1962, nr 149, s. 6-7.

37 O Witkacym - po kądzieli, s. 9.

38 W Birżałach mieszkała żona Piotra Sylwestra Pietrzkiewicza, Teresa z Antonowiczów, oraz jej syn, a brat teozofa Tadeusza, Antoni, którego z kolei druga żona (od 1940), Emilia z Szymkiewiczów (1904-1997), była malarką. Zob. Encyklopedia Ziemi Wileńskiej, t. 3: Sztuka: malarze, rzeźbiarze, graficy, fotograficy. Opr. M. Jackiewicz, Bydgoszcz 2005, s. 172. O bibliotece rodziny Pietrzkiewiczów w Birżałach (ok. 2000 woluminów, głównie literatura polska oraz francuska i niemiecka, roczniki prasy) wspomnienie zostawiła córka Antoniego, Teresa Marchwicka - zob. J. Wróblewski, Z dziejów książki polskiej na Litwie Kowieńskiej w okresie międzywojennym, "Roczniki Biblioteczne" 1987, nr 2, s. 114, 119-121.

39 Ldż IV, list 1242 (z 13 VIII 1938), s. 254. Witkacy zapewne przeczytał informację prasową: "Śp. Kazimiera z Cederbaumów Tadeuszowa Pietrzkiewiczowa, I-voto Czernicowa, opatrzona św. Sakramentami, po długich cierpieniach zmarła dn. 11 sierpnia 1938 roku" - "Kurier Warszawski" 1938, nr 220 (z 12 VIII), s. 6. Dalej w klepsydrze informacje o złożeniu do grobu rodzinnego na Powązkach. Nie jest wymieniona w materiałach Wadowickich Pietrzkiewiczów.

40 Ludwik Hass, badacz wolnomularstwa w Polsce, podaje w krótkim biogramie Pietrzkiewicza, że jego żoną była Wiesława (Sława) Banaszewska. Zob. tegoż, Wolnomularze polscy w kraju i na świecie. Słownik biograficzny, Warszawa 1999, s. 376.

41 Listy I, Listy i notatki z podróży do tropików, list 7 (z 18 VI 1914) s. 341.

42 Tamże, Listy do Reynelów, list 4 (z 5 IV), s. 437.

43 Ciekawe, że sam Witkacy większą wagę przywiązywał do koligacji Pietrzkiewiczów właśnie, a nie Witkiewiczów, pisząc o sobie: "jak dla takiego trochę tylko po kądzieli skoligaconego szerepetki jak ja" - S.I. Witkiewicz, Dzieła zebrane. [Tom 12:] Narkotyki. Niemyte dusze. Opracowała A. Micińska, Warszawa 1993, s. 320. Przemysław Pawlak w swym ważnym i prostującym fałszywe tezy artykule dowodzącym, że Witkiewiczowie nie wypadli sroce spod ogona, zajął się jednak tylko rodem "po mieczu". Zob. tegoż, Errata: Jest: ciarapata, ma być: arystokrata, witkacologia.eu

44 Zob. M. Olszaniecka, Kalendarium życia i twórczości, w: Stanisław Witkiewicz 1851-1915, Zakopane 1996, s. 28. Zapewne Ignacy Pietrzkiewicz pojawia się tam ze względu na interpretację jednego listu S. Witkiewicza z 1869 r., zaczynającego się od słów: "Drogi Ignacy!", jako prawdopodobnie listu do Ignacego Pietrzkiewicza (list znajdował się w tekach Ernesta Świeżawskiego) - zob. K. Kosiński, Stanisław Witkiewicz, Warszawa 1928, s. 514.

45 E. Sulimczyk Świeżawski, Stanisław Witkiewicz w swych dziełach i na tle swych czasów, rkps w zbiorach Książnicy Pomorskiej w Szczecinie, datowany na 3/2 1918. Dziękuję p. Joannie Liskowackiej za udostępnienie mi kilku kart tych wspomnień.

46 Rudolf S t r o b l, rzadziej S t r o b e l (1831-1915) - pedagog i pianista niemieckiego pochodzenia, w Instytucie Muzycznym w Warszawie uczył w l. 1866-1896, od 1888 r. pełnił także funkcję dyrektora Instytutu. "Swoistą zasługą S[trobla] okazało się wykształcenie znacznej liczby młodych pianistek (zw. "Stroblówkami"), które były najbardziej poszukiwanymi nauczycielkami początkowego naucz[ania] gry fort[epianowej] na dworach pol. na przeł. XIX i XX wieku" - B. Chmara-Żaczkiewicz, Encyklopedia muzyczna PWM. Część biograficzna pod red. E. Dziębowskiej, t. 10, Kraków 2007, s. 178.

47 Program popisu, "Kurier Warszawski" 1877, nr 141, s. 2 (koncert odbył się 30 czerwca "w wielkiej sali Aleksandryjskiej gmachu ratusza" o godz. 6 wieczorem). Co ciekawe, jednym z wykonawców podczas tego koncertu był śpiewak, Ignacy Szemioth, który razem z Dawidem Rothensteinem wykonał duet z opery Fidelio Beethovena. Nie wiadomo, kim dla Elwiry z Szemiothów Witkiewiczowej, matki Stanisława Witkiewicza, mógł być ten potomek Szemiothów, ale być może przyszli rodzice Stanisława Ignacego byli razem na tym koncercie?

48 W literaturze błędnie podaje się czasem datę 1872 r.

49 O Władysławie Barcewiczu zob. S. Dybowski, Słownik pianistów polskich, Warszawa 2003, s. 68.

50 A. Dobrowolski, Instytut Muzyczny. Wychowańcy Instytutu, "Kurier Warszawski" 1900, nr 177, s. 4 (tamże obszerny artykuł o historii konserwatorium).

51 W. K. Matlakowski, Stanisław Witkiewicz, "Wiadomości" (Londyn) 1956, nr 52/53 (560/561), s. 10.

52 M. Pinkwart, Wariat z Krupówek, Nowy Targ 2015, s. 46.

53 Podaję za: A. Piber, Droga do sławy. Ignacy Paderewski w latach 1860-1902, Warszawa 1982, s. 115 oraz 509.

54 M. Olszaniecka, Kalendarium..., s. 31.

55 Taką datę podaje Witkiewicz w liście z Połągi pisanym 10 VIII 1884. Zob. Z. Piasecki, Stanisław Witkiewicz w kręgu ludzi i spraw sobie bliskich, Opole 1999, s. 151.

56 Tamże, s. 323.

57 Elementarz muzyczny ułożyła Maria Witkiewiczowa. Wprawy rytmiczne do nauki czytania nut głosem Karola Studzińskiego zharmonizował Władysław Żeleński, Kraków 1894.

58 J. Degler, Modrzejewska i Witkiewiczowie w: Helena Modrzejewska 1840-1909, "Pamiętnik Teatralny" 2009, nr 3-4, s. 264, przypis 24. Przedruk listu w: Modrzejewska / Listy. Korespondencja Heleny Modrzejewskiej i Karola Chłapowskiego 1859-1886, t. 1, oprac. A. Kędziora, E. Orzechowski, Warszawa 2015, s. 320-321 (tamże interpretacja, że być może chodziło o Antoninę Matuszyńską).

59 Z kolei Piasecki pisze, że okres narzeczeństwa trwał sześć lat (Stanisław Witkiewicz w kręgu ludzi..., s. 197), co wskazywałoby na 1878 r.

60 Modrzejewska / Listy, t. 1, s. 526-527.

61 Z. Piasecki, Stanisław Witkiewicz w kręgu ludzi..., s. 117.

62 Modrzejewska / Listy, t. 1, s. 619.

63 Tamże, list z 21 II 1883, s. 644.

64 Cytat z listu Witkiewicza do matki z 31 XII 1883, podaję za: M. Olszaniecka, Kalendarium..., s. 31.

65 Cytaty za: Z. Piasecki, Stanisław Witkiewicz w kręgu ludzi..., s. 197.

66 Jan O w i d z k i (1852-1913) - uczeń Gersona, przyjaciel Witkiewicza z czasów monachijskich (dzielili razem stancję) i warszawskich, Chełmońskiego, Wyczółkowskiego. Zob. E. Szczawińska, Owidzki Jan Felicjan, "Polski Słownik Biograficzny", t. 24, Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk 1979, s. 655-656.

Witkiewicz pisał na wieść o jego śmierci: "Zmarło się biednemu Owisiowi - Ecipci, jak Ty Go nazywałeś. Bardzo był dobry człowiek, ale tak malućki, że z trudnością się wierzy, że mógł dożyć tak poważnego wieku. I talent miał - tylko mu przeszkadzał senny temperament malarski. W tej chwili spojrzał na mnie tak ostro portret, że aż respekt mnie bierze. Oczy żywe - doskonale zarysowane" - Listy do syna, list 485 (z 11 VI 1913), s. 589.

67 W akcie małżeństwa zapisano, że Piotr Rudnicki miał wówczas 39 lat, co może wskazywać na syna Franciszka i Wiktorii z Wiśniewskich, męża Bronisławy z Żurkowskich, ojca Antoniego Rudolfa Rudnickiego, wymienionych w Wielkiej Genealogii M.J. Minakowskiego (sw. 681955).

68 Z. Piasecki, Stanisław Witkiewicz w kręgu ludzi..., s. 153.

69 W.K. Matlakowski, Stanisław Witkiewicz, s. 10.

70 Stanisław Ignacy Witkiewicz. Człowiek i twórca. Księga pamiątkowa. Pod red. T. Kotarbińskiego i J.E. Płomieńskiego, Warszawa 1957, s. 185.

71 Tamże, s. 186.

72 M. Pawlikowski, Pamiętniki. Medyka-Kraków-Zakopane, Kraków 1998, s. 106.

73 Cyt. za: Z. Piasecki, Stanisław Witkiewicz w kręgu ludzi..., s. 279.

74 Tamże, s. 278.

75 Tamże, s. 278-279.

76 A. Micińska, Wędrówki bez powrotu. Przedmowa A. Dobosz, Warszawa 2008, s. 195.

77 A. Micińska, Listy Witkacego do matki, w: Witkacy. Życie i twórczość. Materiały sesji poświęconej Stanisławowi Ignacemu Witkiewiczowi z okazji 55. rocznicy śmierci (Muzeum Pomorza Środkowego, Słupsk, 16-18 września 1994). Pod redakcją J. Deglera, Wrocław 1996, s. 279-280.

78 "Wiadomości Literackie" 1932, nr 1 (z 3 I), s. 8. Co ciekawe, notka została zilustrowana zdjęciem Witkiewiczowej wykonanym przez Witkacego.

79 A. Micińska, Listy Witkacego do matki, s. 281.

Tomasz PawlakZ DZIEJÓW RODU PIETRZKIEWICZÓW

Nie wiadomo, czy Stanisław Ignacy Witkiewicz sugerował się rodzinną legendą o praprzodku rodu Pietrzkiewiczów, gdy matce głównego bohatera autobiograficznej powieści z kluczem 622 upadki Bunga, czyli Demoniczna kobieta nadawał tytuł "księżniczki Fitz-Patrick", a list do Heleny Czerwijowskiej podpisywał: "Ignacy Hubert, Hrabia Nieczuj z Sanoka y Principe di Patrick, Duc na Trokach z przyległościami"1. Protoplastą rodu Wadowskich Pietrzkiewiczów herbu Ostoja miał być bowiem Patryk, czyli Pietryk, syn Kiejstuta Giedyminowicza, księcia litewskiego. W Wypisie z Ksiąg szlacheckich guberni litewsko-wileńskiej wywodu familii urodzonych Wadowskich Pietrzkiewiczów sporządzonym w roku 1806 tak to zostało ujęte:

"[...] familia imienia Pietrzkiewiczów starożytna, od najpierwszych początków w Litwie na dobrach Wadwy zwanych, rozkrzewiona i od tychże dóbr mająca przydomek Wadowskich, podług świadectwa kronikarzów i różnych autorów polskich bierze swe pochodzenie od Patryka, czyli Pietryka, syna Kieysztuta Giedyminowicza Xiążęcia litewskiego, urodzonego z matki Biruty, Żmujdki Pałangawskiej"2. I dalej w dokumencie wyczytać można, że wśród potomków Patryka-Pietryka byli m.in. Pietryk, marszałek smoleński za panowania Kazimierza Jagiellończyka, i Jerzy Mikołajewicz Pietrkiewicz, który "będąc miecznym i marszałkiem nadwornym litewskim, podpisał odnowienie pokoju między Zygmuntem królem i Prusami w Wilnie". Inny zaś potomek, noszący nazwisko Pietrykiewicz, za Władysława Jagiełły w wojnie z Krzyżakami bił się w pułku "Wasilcia z Indram Kościałkowa pułkownika wojsk litewskich". Dalej w dokumencie stwierdza się, że wszystkie te odmiany nazwiska przez stulecia uformowały się w jedno: "Z tych tedy idący następcy wprzódy Pietrkiewiczami, Pietrykiewiczami, Pietrzykiewiczami pisząc się, uformowali z czasem nazwisko Pietrzkiewicz Wadowski".

Tyle legenda, acz zapewne żywa, skoro znajduje odzwierciedlenie w twórczości i korespondencji Stanisława Ignacego Witkiewicza. Prześledźmy zatem, skąd wywodziła się matka Stanisława Ignacego i on sam, zgodnie z zapiskami rodowymi.

W drzewie genealogicznym Pietrzkiewiczów za protoplastę rodu uznaje się Urbana, dziedzica dóbr Wadwy w powiecie wiłkomirskim3. Syn jego, Piotr Pietrykiewicz (zm. ok. 1584), poślubił Katarzynę Butkiewiczównę, herbu Trzaska, a w 1532 roku zakupił dwór i ziemię Radkowszczyzna od szwagrów Butkiewiczów. Syn Piotra, Wojciech Pietrkiewicz (zm. ok. 1632), w roku 1631 zrzekł się części Radkowszczyzny na rzecz Jana Narkiewicza Bohusza. Krzysztof Pietrzkiewicz, syn Wojciecha, dziedzic połowy dóbr Wadwy i Dziewianiszki (lub Dziwoniszki), poślubił Katarzynę Stynawczównę (vel Hynawczównę) h. Bawół. Jeden zaś z ich synów, Konstanty, służył w chorągwi wojska litewskiego. W 1665 roku był "deputatem dla wybrania poborów" (czyli podatków) "na pospolite ruszenie uchwalonych" (czyli delegatem wojskowym ściągającym podatki). Zatem był Pietrzkiewicz żołnierzem w czasie wojny z Rosją, kiedy wojska carskie zdołały podbić i spustoszyć prawie całą Litwę, a hetman Janusz Radziwiłł, którego wojska dzielnie stawiały opór Rosjanom, po najeździe wojsk szwedzkich postanowił poddać się królowi Szwecji, co znamy już z powieści Henryka Sienkiewicza (jednego z ulubionych pisarzy Witkacego). Wojnę z Rosją i potop szwedzki Konstanty, zdaje się, przeżył, a przynajmniej pozostawił po sobie trzech synów, a jeden z nich, Andrzej, dziedzic na Wadwach i Dziewianiszkach, poślubił Krystynę Ilcewiczównę herbu Korczak, z majątku Szeteksznie. Piątym synem Krystyny i Andrzeja był Jerzy, o którym można już nieco więcej napisać, bo zachowała się metryka w księdze parafialnej w Skopiszkach, gdzie stoi, że Jerzy został ochrzczony 23 kwietnia 1713 roku. Za żonę miał Urszulę z Bemów herbu Belina, której testament, spisany w roku 1778, a aktywowany (czyli wpisany do ksiąg ziemskich) w Wiłkomierzu w 1798, przynosi informacje o ich potomstwie. Data spisania testamentu Urszuli świadczyć może o tym, że metryka zgonu Jerzego Pietrzkiewicza, lat 48, z 1 maja 1765 dotyczy właśnie jej męża, pochowanego na cmentarzu parafialnym przy kościele w Skopiszkach (acz nie zgadzałby się wiek Jerzego, który powinien mieć wtedy 51 lat).

W testamencie Urszuli z Bemów Pietrzkiewiczowej dla nas istotny jest Stanisław (ur. ok. 1749, zm. 4 II 1819, mając lat 70), który ożenił się z Bogumiłą Fabryceusz (zm. 1817) herbu własnego. To właśnie tenże Stanisław w roku 1806 wystarał się o potwierdzenie u marszałka wiłkomirskiego, Ignacego Kościałkowskiego, że Pietrzkiewicze byli właścicielami dóbr Wadwy, do czasu ich zbycia na rzecz Kościałkowskich. Zapewne było to pomocne w uzyskaniu potwierdzenia szlachectwa w grudniu tego roku. Stanisław miał z Bogumiłą pięciu synów i dwie córki. Nas interesuje drugi syn, pradziadek Witkacego po kądzieli, J ó z e f K a z i m i e r z, który urodził się 23 stycznia 1780 roku. Poślubił on w roku 1810 Annę Horodecką, z którą miał czterech synów, a po jej śmierci w 1822 roku poślubił (przed 1827) Annę z Karpuszków, z którą miał dwóch synów. 11 lipca 1813 roku w Grzymałowszczyźnie (folwarku wydzierżawionym jeszcze w 1792 przez Stanisława) Anna z Horodeckich Pietrzkiewiczowa urodziła W a w r z y ń c a M a u r y c e g o (1813-1878), dziadka Witkacego. Pradziadek Witkacego, Józef Kazimierz, pochowany jest (wraz z drugą żoną) na cmentarzu parafialnym w Antuzowie, co może świadczyć o tym, że koniec życia spędził w pobliskiej Piotrowszczyźnie nad jeziorem Dubury4. Nie jest znana data jego śmierci.

17. Rodzina Pietrzkiewiczów, od prawej: kilkunastoletnia Maria (przyszła Witkiewiczowa) z matką Julią, 1866

Wróćmy do dziadka Witkacego - Wawrzyńca Maurycego. Miał on pięciu braci. Z najstarszym, L u c j a n e m S t a n i s ł a w e m (1810-1880), wziął udział w powstaniu styczniowym i dzielił los zesłańca syberyjskiego w Tobolsku. To w majątku Tryszki na Żmudzi, w guberni kowieńskiej, należącym od drugiej połowy lat czterdziestych XIX wieku do Lucjana Stanisława, urodziła się matka Witkacego. Ale nie uprzedzajmy faktów. Lucjan Stanisław po zesłaniu, w roku 1873, zakupił od dra Augusta von Oettingena majątek ziemski w Kalkunach koło Dźwińska, zwany później Malinówką. Został pochowany wraz z żoną, Katarzyną z Waszkiewiczów, w miejscowości Lauces (dziś przedmieścia Dźwińska, na Łotwie).

Drugim bratem Wawrzyńca Maurycego był A n t o n i (1827-1885), który w 1882 roku wymieniony jest jako właściciel Piotrowszczyzny. Dwukrotnie żonaty, zmarł 22 kwietnia 1885, a więc niecałe dwa miesiące po narodzinach Stanisława Ignacego. Pozostawił tylko jednego potomka, Piotra Sylwestra, który studiował na wydziale inżynierskim Politechniki Ryskiej (dyplom inżyniera architekta w 1903 roku).

I g n a c y J ó z e f P i e t r z k i e w i c z (1834-1905), kolejny brat dziadka Witkacego, był księdzem. Wieść rodzinna niesie, że on także walczył w powstaniu styczniowym, a odznaczenie za odwagę, którą się wtedy wykazał, wisiało w kościele św. Jerzego w Kiejdanach. Nie wiadomo, kiedy przyjął święcenia kapłańskie. Pod koniec lat sześćdziesiątych XIX wieku był proboszczem w Semigalii na Łotwie, w latach 1872-1881 pracował bliżej stron rodzinnych, w Szymańcach, w parafii Kupiszki. Następnie przeniósł się do Kiejdan, gdzie zmarł i został pochowany5.

Niewiele wiadomo o innym bracie Wawrzyńca Maurycego, Konstantym Erazmie (ur. 1817). Urodzony w 1816 roku Julian zmarł po roku.

Wawrzyniec Maurycy Pietrzkiewicz przed rokiem 1846 ożenił się z Julią z Rudnickich, z którą miał czterech synów i dwie córki, w tym przyszłą matkę Witkacego. Babcia Julia musiała umrzeć przed narodzinami Stanisława Ignacego Witkiewicza. Zachowało się jej zdjęcie wraz z Marią Pietrzkiewiczówną, przyszłą Witkiewiczową, datowane na rok 1866. Być może dalekim echem wspomnienia o niej (czy na podstawie fotografii?) jest postać Babci Julii z Sonaty Belzebuba S.I. Witkiewicza: "lat 67. W brunatnej sukni i okularach"6. Wawrzyniec Maurycy używał raczej drugiego imienia, tak też został zapisany w annałach zesłańców syberyjskich po powstaniu styczniowym. Tak samo pożegnano go w styczniu 1878 roku, informując o jego śmierci (proszę zwrócić uwagę na zawoalowane sformułowanie "b. obywatel", które dla każdego ówczesnego czytelnika musiało budzić skojarzenia ze szlachcicem pozbawionym majątku po powstaniu): "Śp. Maurycy Pietrzkiewicz, b. obywatel, przeżywszy lat 65, w dniu 16 stycznia 1878 r. przeniósł się do wieczności. Nabożeństwo żałobne odbędzie się w dniu 18 bm. i roku, to jest w piątek o godz. 10-tej rano, w kościele Św. Krzyża, po skończeniu którego z tegoż kościoła wyprowadzenie zwłok na cmentarz powązkowski"7.

Pierwszy syn Wawrzyńca Maurycego i Julii z Rudnickich, a wuj Witkacego, J ó z e f J a k u b P i e t r z k i e w i c z (1843-1863), zginął 26 maja 1863 pod Tryszkami8. W tej samej potyczce zginął "drugi syn Lucjana Pietrzkiewicza, brata Maurycego"9. O W ł a d y s ł a w i e P a w l e P i e t r z k i e w i c z u, kolejnym z wujów, urodzonym w Tryszkach w roku 1846, nic właściwie nie wiadomo. Jeszcze w 1859 wymieniony jest w dokumencie zaświadczającym o jego przyłączeniu do wykazu szlachciców, zatem musiał wtedy żyć. Rodzony w Tryszkach wuj M i c h a ł K w i r y n P i e t r z k i e w i c z (1852-1924) był pierwszym aptekarzem w Cytowianach. Ożenił się z Marią z Lisieckich, z którą miał córkę Zofię, po mężu Plechowicz. Wraz z rodziną jest pochowany na cmentarzu w Cytowianach. Wuj I g n a c y G e r a r d P i e t r z k i e w i c z (1849-1910) był inżynierem chemikiem. Mieszkał w Warszawie przy ul. Hożej 18 b10 i Kruczej 611. Żonaty z Marią z Sawickich, miał syna Tadeusza Wawrzyńca P i e t r z k i e w i c z a (1883-1956), brata ciotecznego Stanisława Ignacego. To z nim przyszły Witkacy bawił się jeszcze w Warszawie, o czym dumny ojciec pisał do matki: "Mały Tadzio mówi: "Ja lubię Staśka, taki miły i wesoły chłopczyk!""12. Od wuja Ignacego młody Staś dostał czapkę maciejówkę, do której "dostał manii", co odnotował Witkiewicz ojciec: "cały dzień nie zdejmuje jej, wygląda przy tym jak nędzarz"13.

Siostrą Marii Pietrzkiewiczówny, córką Wawrzyńca Maurycego i Julii, była J a d w i g a (1855-1939), która wyszła w roku 1875 za Ernesta Świeżawskiego Sulimczyka (1843-1919), historyka, zajmującego się głównie średniowieczem oraz historią medycyny14. Gdy w 1889 roku przyjechała do Warszawy i zawitała w domu swej siostry, zrobiła ogromne wrażenie na małym Stasiu: "Dziś przyjechała Jadzia. [...] Mały nazywa ją Ciocią albo Panią, tak mu ona imponuje swoim wyglądem i powagą"15. W 1892 roku przyjechała na sześć tygodni do Zakopanego wraz z bratankiem Tadeuszem Wawrzyńcem, co odnotował ojciec Stasia w korespondencji z matką, donosząc o jedynaku: "Miał teraz przez sześć tygodni Tadzia Pietrzkiewicza, który tu był z Jadwinią Świeżawską. Dobrze z sobą żyli i bawili się"16. W czasie I wojny światowej Świeżawscy mieszkali w Zakopanem, gdzie Ernest zmarł 26 października 1919 roku. Po jego śmierci Jadwiga przeprowadziła się do Warszawy (w 1922) i zamieszkała przy ul. Mazowieckiej 11, gdzie odwiedzał ją (i mieszkających tam także Tadeusza Pietrzkiewicza z dziećmi) Witkacy podczas pobytów w Warszawie. Była bardzo przedsiębiorcza, prowadziła w domu na Mazowieckiej pracownię krawiecką, zatrudniając kilkanaście osób, głównie ziemiańskiego pochodzenia, spauperyzowanych po latach wojny i przymusowych przesiedleń. Jej projekty były kupowane przez słynny sklep "Bogusław Herse" i wysyłane nawet do Paryża. To o jej zakładzie pisał Witkacy do matki w listopadzie 1927 roku: "Byłem u Ciotki. Warsztaty w ruch, śpią na ziemi, ale wesoło"17.

Opiekowała się chorą siostrą w Zakopanem w 1931 roku, co podkreślał Witkacy w listach, m.in. do Teodora Białynickiego-Biruli oraz do matki, dziękując Cioci za opiekę i stale ją pozdrawiając. Jadwiga Świeżawska zginęła we wrześniu 1939 pod gruzami budynku na Mazowieckiej podczas ostrzeliwania Warszawy z dział kolejowych.

Świeżawscy nie mieli dzieci i chętnie opiekowali się synem Ignacego Gerarda Pietrzkiewicza, zwłaszcza po przedwczesnej śmierci matki Tadeusza Wawrzyńca, Marii z Sawickich18. Postać ciotecznego brata Witkacego, Tadeusza Wawrzyńca, warta jest przybliżenia, nie tylko ze względu na fakt, że razem się bawili w dzieciństwie - w Warszawie ojciec Stasia pisał: "Jest [Staś] energiczny i przedsiębiorczy i zawsze dowodzi w zabawach z Tadziem i jeszcze jednym malcem"19.

18. Ernest Świeżawski w mieszkaniu w Warszawie, fot. S.I. Witkiewicz, ok. 1900-1905

T a d e u s z W a w r z y n i e c P i e t r z k i e w i c z szkołę kończył w Warszawie (V Realne Gimnazjum) w roku 1901, następnie wstąpił na Wydział Prawa Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie studiował dwa lata. W 1904 wyjechał do Paryża, gdzie na Wydziale Matematyczno-Przyrodniczym Sorbony studiował kilka miesięcy (jak sam pisał po latach, zgłębiał głównie astronomię). Wieść rodzinna niosła, że w Paryżu czas spędzał wspólnie ze swym ciotecznym bratem, Stanisławem Ignacym Witkiewiczem, co jest o tyle nieścisłe, że według wszelkich dostępnych informacji Witkiewicz do Paryża zawitał dopiero w 1908 - cztery lata wcześniej był zaś w Monachium i we Włoszech. Co prawda właśnie z maja 1904 pochodzi wzmianka o liście Tadzia do Stasia, w którym prawdopodobnie pojawia się propozycja wspólnego wyjazdu - jednak celem miał być Kaukaz20. We wrześniu 1904 Tadeusz wrócił do kraju (na krótko, bo pobyt trwał rok), a Stanisław Witkiewicz pisał: "Był Tadzio. Tak utył, odmłodniał i wypoczciwiał w wyrazie twarzy, że już całkiem z niego znikł ten biedny i nieprzyjemny wygląd paryski"21.

Obu ciotecznych braci łączyło zamiłowanie do muzyki - Tadeusz Wawrzyniec równolegle z nauką na uniwersytecie studiował w Konserwatorium Warszawskim (tę samą szkołę wcześniej kończyła Maria Pietrzkiewiczówna, późniejsza matka Witkacego) w klasie fortepianu i wiolonczeli (podobno występował nawet gościnnie w kwintecie grającym w Filharmonii Warszawskiej). Z jego wiolonczelą, kupioną ze względu na kiepski stan za grosze w antykwariacie na ul. Świętokrzyskiej, wiąże się pewna anegdota. Zgubił ją podczas odwiedzin rodziny w Tryszkach na Żmudzi. Po roku ktoś ją sprzedał za 50 tys. rubli w Wiedniu, ponieważ okazało się, że była jednym z nielicznych egzemplarzy wykonanych przez szkołę lutniczą włoskiej rodziny Amatich, których mistrzostwo w wykonywaniu instrumentów muzycznych było do czasów Stradivariego niekwestionowane22. Tadeusz Wawrzyniec po powrocie z Paryża pojechał do Lwowa, gdzie w 1905 roku poślubił Ludwikę ze Stefanowiczów (przed 1885-1921)23. Jego małżonka pochodziła z uszlachconej rodziny ormiańskiej, a przez matkę miała być spokrewniona z Billewiczami - jeszcze jedno powiązanie Witkiewiczów i Pietrzkiewiczów z rodziną Piłsudskiego. Tadeusz i Ludwika mieli troje dzieci: Teresę (1906-1944), Tadeusza Ignacego (1911-2005) oraz Zdzisława (1920?-1926?)24. We Lwowie Tadeusz Wawrzyniec skończył z wyróżnieniem Wydział Architektury Politechniki Lwowskiej (studia w l. 1906-1911). Po studiach pracował dwa lata jako inżynier miejski i dyrektor szkoły rzemiosł budowlanych w Buczaczu. W czasie I wojny światowej przeniósł się do Zakopanego, gdzie wykładał w Szkole Przemysłu Ludowego (w l. 1914-1917). Pietrzkiewiczowie mieszkali razem ze Świeżawskimi, a później w pensjonatach prowadzonych przez Marię Witkiewiczową - "Wawel" i "Tatry". Od 1918 roku inżynier architekt Pietrzkiewicz pracował w różnych firmach branży budowlanej, najpierw w "M. Stefanus" (l. 1918-1920), jako kierownik i współwłaściciel firmy, która miała kontrakt od rządu austriackiego na odbudowę ze zniszczeń wojennych gmin Buczacz i Tłumacz. Po likwidacji firmy otrzymał w ramach udziałów kilkanaście kilogramów złotych reńskich (o których będzie jeszcze mowa). Podczas wojny polsko-rosyjskiej dostał się do niewoli bolszewickiej, był więziony w Czortkowie. Zwolniony z więzienia w 1920 roku, ponownie znalazł się we Lwowie. Po śmierci Ludwiki w roku 192125 Tadeusz Wawrzyniec postanowił przenieść się do Warszawy. Był inspektorem odbudowy Małopolski z ramienia Ministerstwa Robót Publicznych (l. 1920-1923), w l. 1924-1927 kierował firmą budowlaną "LigMet", a w l. 1928-1933 pełnił funkcję referenta w Departamencie Budownictwa Ministerstwa Spraw Wojskowych, po czym awansował na stanowisko radcy w Departamencie Budownictwa Ministerstwa Poczt i Telegrafów (l. 1933-1939). Podobno po apelu premiera W. Grabskiego w 1924 roku o darowizny na rzecz wprowadzenia w Polsce nowej waluty, złotego, podarował państwu wszystkie złote monety uzyskane z likwidacji firmy "M. Stefanus". "Nie nadawał swemu darowi rozgłosu - uważał go za oczywisty. I nigdy potem nic nie miał, umarł jako biedny człowiek"26.

W czasie wojny współpracował z firmami przy transakcjach handlowych i zbieraniu tłuczonego szkła dla hut, co podobno pozwalało mu nie pracować dla okupanta. Po wojnie pracował jako inspektor budowy zakładów włókienniczych w Łodzi (1945-1950), a od 1951 roku do śmierci w 1956 był inspektorem-rzeczoznawcą budowlanym w Warszawie.

"Miłością intelektualną" - jak określał to jego syn - Tadeusza Wawrzyńca była filozofia, której poświęcał każdą wolną chwilę, pracę inżynierską traktując jako zło konieczne. On sam wspominał po latach, że filozofią zajmował się niejako z przymusu wewnętrznego, czując, że powinien to robić, rzadko czerpiąc z tego przyjemność. Współpracował m.in. z Ingardenem i Kotarbińskim. Kilka rozpraw opublikował w l. 1935-1938 na łamach "Kwartalnika Filozoficznego" i "Przeglądu Filozoficznego". Rękopisy głównych prac Istnienie własne i obce (1928-1930), Przestrzeń i czas (1930-1933), Studia u fundamentów filozofii (dwa tomy) zaginęły podczas powstania warszawskiego. Znalazł z pewnością w swym kuzynie Witkiewiczu godnego partnera do dysput filozoficznych. Ten nie tylko pisał o takich rozmowach matce: "Tadzio był wczoraj, oddał 10 zł i dużo mówiliśmy o filozosi"27, ale także polecał lekturę jego nielicznych publikowanych prac, np. Krystynie Ejböl: "(Polecam Pani N[umer] kwietniowy IX Rocznika "Przegl[ądu] Fil[ozoficznego]", gdzie jest mój artykuł i mego kuzyna - również filozofa dyletanta T. Pietrzkiewicza)"28. Nie oznacza to, że Witkacy zgadzał się ze swym kuzynem: "Rozmowy z Tadziem fil[ozoficzne] doprowadziły do tego, że nie uznaję zupełnie jego systemu"29. W 2005 roku ukazała się wydobyta z zapomnienia praca filozoficzna Pietrzkiewicza pt. Dialogi między duchem nauki a duchem filozofii30.

19. Tadeusz Wawrzyniec Pietrzkiewicz, fotografia powojenna

Syn Tadeusza Wawrzyńca, T a d e u s z I g n a c y P i e t r z k i e w i c z (1911-2005), urodzony we Lwowie, do szkoły chodził już w Warszawie, do Gimnazjum im. Batorego (w l. 1924-1930). Po maturze studiował na Wydziale Mechanicznym Politechniki Warszawskiej (dyplom 1936), ale już podczas studiów zaczął pracować (w czasie gimnazjum dorabiał korepetycjami) - w przemyśle zbrojeniowym jako laborant i asystent. W 1937 roku odbył służbę wojskową w Szkole Podchorążych Lotnictwa Technicznego w Warszawie. W 1939 został zatrudniony w fabryce silników lotniczych na Okęciu. Podczas okupacji prowadził warsztat napraw generatorów w Warszawie. Po wojnie przez pięć lat wykładał na Politechnice Łódzkiej, na której w 1958 roku zrobił doktorat, na Wydziale Samochodów i Ciągników (habilitował się w 1971 na Wydziale Mechanicznym). Od lat pięćdziesiątych XX wieku pracował m.in. w przemyśle zbrojeniowym, w administracji państwowej (planowanie i ekonomia). W 1938 roku ożenił się z Ireną z Dmowskich (1916-2005), z którą miał córki Krystynę (ur. 1941), Annę (ur. 1946), po mężu Sołtyk, oraz Ewę (ur. 1951), po mężu Kobosko. Witkacy czasem wspominał "małego Tadzia" w listach, zwłaszcza do matki lub żony, zwracając uwagę na jego wyczyny narciarskie - zdaje się, że uczył go techniki jazdy na nartach. W 1931 roku, gdy Tadzio miał dwadzieścia lat, Witkacy pisał do matki: "Mały Tadzio b. mi się podoba"31.

Córka Tadeusza Wawrzyńca, T e r e s a K r y s t y n a Pietrzkiewiczówna, grała Zosię w przedstawieniu Witkacego W małym dworku w Teatrze Formistycznym w Zakopanem w 1925 roku. 1 grudnia 1927 wyszła za Jerzego Wojciecha Józefa Helbicha (1905-1978), syna Adama Szczęsnego i Heleny z Grzecznarowskich. Helbich był autorem tomiku wierszy i dwóch powieści historycznych, wydanych w latach trzydziestych. Teresa wraz z córką Małgorzatą Teresą Ludwiką (ur. 1930 lub 1934) zginęła w powstaniu warszawskim - jako żołnierz AK. To o nich czasem pisał Witkacy mamie w listach, w tym raz, że się przeprowadzili do większego mieszkania32. W 1936 roku prosi zaś żonę, Ninę, aby pieniądze dla Jadwigi Świeżawskiej oddać jej bezpośrednio, a nie za pośrednictwem Helbichów33. W roku następnym też były jakieś "pierepałki" z Helbichami i ciotką Jadwigą na tle finansowym34. A w 1938 roku, gdy Jadwiga odpoczywa w sanatorium w Krynicy, Witkacy sensacyjnie donosi: "[...] tam gdzie Ty, jest podobno Helbich, rozstaje się z Terenią"35. Helbich po wojnie znalazł się w Radomiu (i pobliskich Konarach, gdzie od końca XIX wieku gospodarowała jego dalsza rodzina), aktywnie uczestnicząc w odradzającym się życiu kulturalnym, zwłaszcza teatralnym (reżyserował sztuki teatralne zespołów amatorskich, pisał szopki noworoczne, zajmował się konferansjerką). Ostatni ślad jego życia publicznego to artykuł z 1962 roku o teatrze radomskim36.

Tadeusz Ignacy Pietrzkiewicz po wojnie, na fali zainteresowania życiem i twórczością Stanisława Ignacego Witkiewicza, udzielił dwóch wywiadów - jednego, wspomnianego już, Krystynie Nastulance, opublikowanego w "Polityce", z którym polemizowała Anna Micińska, a drugiego Joannie Siedleckiej, która wykorzystała go w swojej książce Mahatma Witkac. W wywiadzie dla "Polityki" wspomina m.in. zainteresowania mediumiczne Witkiewicza, seanse z Guzikiem, ale wymienia także osobę, którą być może warto tu przywołać: "Pamiętam kiedyś dzwonek do naszych drzwi, otwieram, a tu stoi przede mną piękny nordyk, olbrzym dwumetrowej wielkości, powiada: Tadeusz Pietrzkiewicz jestem. Trochę się zdziwiłem, ale okazało się, że to nasz daleki krewny, biskup Kościoła Teozoficznego w Polsce"37. Był to syn Piotra Sylwestra Pietrzkiewicza, wnuk Antoniego, brata Wawrzyńca Maurycego. Teozofia z pewnością była w kręgu zainteresowań Witkacego, o czym świadczy głęboka i stosunkowa długa przyjaźń z teozofami Strążyskimi. Istnieje pewne prawdopodobieństwo, że ten dwumetrowy "biskup", jak go kuzyn Tadeusz nazwał, mógł należeć do znajomych Witkacego. T a d e u s z P i e t r z k i e w i c z (1903-1941) po odzyskaniu niepodległości znalazł się z rodziną w Wilnie, gdzie chodził do szkół, potem zaś studiował w Brnie i Wiedniu. W 1928 roku ożenił się z Zofią Antoniną Grzybowską. Na początku lat trzydziestych administrował nadbużańskim majątkiem Mężenin należącym do Polskiego Towarzystwa Teozoficznego, tam też poznał J a d w i g ę Z i e l i ń s k ą (1893-1957), z którą ożenił się po rozwodzie z Zofią na początku lat trzydziestych. W 1934 wstąpił do Korpusu Ochrony Pogranicza. W maju 1939 wystąpił z wojska i osiadł na Nowogródczyźnie. Aresztowany przez NKWD, wypuszczony, zginął podczas okupacji niemieckiej, prawdopodobnie z rąk gestapo. Jego druga żona przebywała jakiś czas u rodziny męża w Poniewieżu i Birżałach38. W marcu 1945 przyjechała do Warszawy. Czy Witkacy, pisząc do żony w 1938 roku list ze zdaniem: "Żona Tadzia Pietrzkiewicza umarła"39, miał na myśli żonę Tadeusza teozofa? Oczywiście nie chodziło ani o żonę Tadeusza Ignacego, Irenę (zmarła w 2005 r.), ani tym bardziej o żonę Tadeusza Wawrzyńca (zmarłą w 1921 r.). Czy to jednak możliwe, że Witkacy nie znał żony Pietrzkiewicza teozofa? A może - co bardziej prawdopodobne - wysłał tę klepsydrę razem z listem, licząc, że Jadwiga przejmie się tą hiobową wieścią, acz niedotyczącą "tego" Tadzia Pietrzkiewicza? Trudno dziś stwierdzić, jak było. Druga (a może trzecia?40) żona Tadeusza Pietrzkiewicza, Jadwiga Zielińska, to osoba o tyle interesująca, że właśnie takie imię i nazwisko nosiła kobieta wiele w życiu Witkacego znacząca. To nieznanej nam bliżej pannie Jadwidze Zielińskiej przeznaczył w testamencie z 1914 roku wszystkie jej portrety oraz albumy prac będących własnością tragicznie zmarłej Jadwigi Janczewskiej. Do panny Jadwigi Zielińskiej skierował też list, w którym pisał: "Los kazał się nam spotkać w fatalnej chwili, kiedy Pani spokojna i czysta wstępowała w życie, a ja złamany, bez wiary i możności twórczości, schodziłem w śmierć. Nigdy bym Pani szczęścia nie dał, kochając tak strasznie i beznadziejnie Ją jedną. Możliwe, że Panią kocham, ale to nie mogłoby mnie uratować w tym stanie zniszczenia"41. Czy to o tej Zielińskiej pisał do Leona Reynela w 1920 roku: "Czy byłeś u Zielińskiej? Napisz zaraz"42? I czy mogła to być późniejsza żona Tadeusza Pietrzkiewicza, teozofa? Któż to może wiedzieć? Zastrzegłszy, że są to tylko domniemania, podaję te informacje w nadziei, że ktoś kiedyś rozwikła zagadkę niespełnionej miłości Witkacego i panny Jadwigi Zielińskiej.

Jak widać z tego zarysu historii Pietrzkiewiczów - przodków po kądzieli Stanisława Ignacego Witkiewicza - ród ów to była raczej drobna (choć z pretensjami, wszak miała pochodzić od Giedyminowiczów!43) szlachta litewska, acz patriotyczna i zaangażowana społecznie. Trzeba dodać, że przedstawiciele familii Pietrzkiewiczów - także ci, których w niniejszym szkicu nie wymieniono - pełnili funkcje godne i zacne, np. cześnika, sędziego Trybunału Wlk. Księstwa Litewskiego, podkomorzego, rotmistrza powiatu, porucznika armii litewskiej czy majora... armii carskiej. Zaskakujące, że nie ma śladu udziału Pietrzkiewiczów w powstaniu listopadowym, choć okolice Wadw były terenem działania powstańczych partii. Powstanie styczniowe zebrało już zupełnie spore żniwo wśród Pietrzkiewiczów, zarówno odbierając życie (niestety, młodym chłopcom), jak i zsyłając niektórych z nich na Syberię. Choć - jak widać z życiorysu Karola Pietrzkiewicza, syna Lucjana Stanisława - można było także służyć w armii carskiej, i to Lejb-Gwardii Konno-Grenadierskiego Pułku! Chorąży Lejb-Gwardii Stanisław Ignacy Witkiewicz nie był zatem jedynym Pietrzkiewiczem (choć on "tylko" po kądzieli) służącym w tych elitarnych jednostkach carskich.

Zarys dziejów Pietrzkiewiczów zakończyć wypada sylwetką najważniejszej dla Stanisława Ignacego Witkiewicza osoby z tego rodu - matki.

Była jedną z istotniejszych kobiet w jego życiu. M a r i a J a d w i g a P i e t r z k i e w i c z ó w n a (1853-1931) urodziła się w Tryszkach na Żmudzi, dwór Witkiewiczów w Poszawszu był niedaleko. Czy już wtedy Stanisław Witkiewicz, Stalutek, jak go zwano w rodzinie, znał się z Pietrzkiewiczami? Przyjmuje się, że znał dobrze Ignacego Pietrzkiewicza, ich potwierdzoną znajomość datuje się na lata petersburskie Witkiewicza, czyli 1869-187144. O znajomości młodych Pietrzkiewiczów z młodzieżą Witkiewiczów pisał Ernest Świeżawski45, umiejscawiając ich poznanie w Szawlach, gdzie "Pietrzkiewicze z ciotką Antoniną Rudnicką i młodzi Witkiewicze, Jan, Ignacy, Wiktor, najmłodszy Stanisław, mieszkali na stancji swej z nauczycielem, a matka ich i siostry dojeżdżały". Gdy losy rzuciły Stanisława Witkiewicza i Ignacego Pietrzkiewicza do Warszawy, mogli znajomość odnowić lub nadal ją pielęgnować, a siostra Ignacego miała wsparcie w rodzinie, gdy przyjechała do Warszawy studiować muzykę w konserwatorium. Studiowała w Instytucie Muzyki (założonym przez Apolinarego Kątskiego w 1860 roku, a właściwie reaktywowanym przez niego i nawiązującym do tradycji konserwatorium powstałego dzięki staraniom ks. St. Staszica w roku 1819). Maria Pietrzkiewiczówna studiowała w klasie fortepianu u prof. Strobla46, a teorii uczył ją Władysław Żeleński. Musiała być wyjątkowo zdolna, skoro program artystyczny ("popis") uczniów konserwatorium z 1877 roku uwzględniał m.in. także jej wykonanie I części Sonaty Antoniego Kątskiego47 (brata ówczesnego dyrektora i założyciela szkoły). Instytut Muzyczny w Warszawie razem z nią w klasie fortepianu kończyli w 1877 roku48: Maria Aszurkow; późniejszy pianista i pedagog konserwatorium, Władysław Barcewicz (1854-1892), starszy brat skrzypka-wirtuoza - Stanisława49; Rufin Biesiadowski; Józefa Dąbrowska; Maria Kamińska; Antonina Korzon; Nadzieja Krieger; Joanna Kuhnke; Antonina Lewicka; Filomena Lenartowicz; Leokadia Myszyńska (1858-1930), późniejsza Myszyńska-Wojciechowska, kompozytorka i nauczycielka muzyki; Jadwiga Stefanowicz i Maria Witkowska50. Rok później dyplom tej uczelni uzyskał niejaki Ignacy Paderewski.

20. Maria Witkiewiczowa w domu przy Krupówkach w Zakopanem, sfotografowana przez Stasia Ignacego, ok. 1900

21. Maria Witkiewiczowa przy pianinie sfotografowana przez Stasia Ignacego, Zakopane 1899

22. Stanisław Ignacy przy pianinie, w domu przy Krupówkach w Zakopanem, 1899. (Negatyw zdjęcia podwójnie naświetlony innym motywem, widokiem przez okno w stronę Giewontu)

Tu należy poczynić pewną dygresję. We wspomnieniach Władysława Kiejstuta (Kiesia) Matlakowskiego można przeczytać, że na fortepianie w zakopiańskim domu Witkiewiczów "podczas swoich odwiedzin grał Ignacy Paderewski, kolega z konserwatorium Witkiewiczowej, wówczas Pietrzkiewiczówny"51. Maciej Pinkwart, historyk zarówno Zakopanego, jak i muzyki pod Tatrami, podaje w wątpliwość prawdziwość tego wspomnienia, argumentując, że Paderewski był młodszy od Pietrzkiewiczówny o siedem lat, a jego odwiedziny w Zakopanem odnotowano w 1884 i 1885 roku oraz w 1889 (choć był tylko kilka godzin), a także w 190352. Należałoby się jednak zastanowić, czy aby na pewno tak jest. Zwłaszcza że według listy wychowanków Instytutu Pietrzkiewiczówna i Paderewski rzeczywiście byli kolegami z konserwatorium - musieli uczyć się w tym samym czasie, skoro kończyli je rok po roku (Paderewski według swoich wspomnień został przyjęty do konserwatorium w wieku dwunastu lat). Co prawda Ferdynand Hoesick podawał, że na otwarciu willi Heleny Modrzejewskiej "Modrzejów" w Zakopanem 29 sierpnia 1884 roku - uwiecznionym improwizacją fortepianową Paderewskiego - był także obecny Stanisław Witkiewicz z żoną53, ale w kalendarium życia Witkiewicza czytamy, że w tym akurat miesiącu wyjechał, razem z ciężarną już małżonką, do Połągi54. Powrót znad Bałtyku planowany był jednak na 15 sierpnia55, więc okazja, by wybrać się do Zakopanego, była. Otwarcie willi Modrzejewskiej w Zakopanem - po jej kilkuletnim pobycie poza granicami - mogło być istotnym wydarzeniem, zwłaszcza dla Witkiewicza. Z kolei pobyt Paderewskiego w Zakopanem w 1903 roku był już z pewnością w obecności Witkiewiczów, bo 27 stycznia tego roku pisał Witkiewicz do siostry, Marii Witkiewiczówny: "Jest tu Paderewski, ale o graniu ani myśli. Starali się ludzie wydobyć z niego koncert, ale nie chce"56. A może na fortepianie u Witkiewiczów sobie a muzom wtedy grał?

23. Instytut Muzyczny w pałacu Ostrogskich w Warszawie, w którym uczyła się Maria Pietrzkiewiczówna, przyszła Witkiewiczowa, pocztówka, 1901

Ale wybiegliśmy za bardzo w przyszłość. Na razie Maria Pietrzkiewiczówna kończy konserwatorium i jako nauczycielka z referencjami, tj. "Stroblówka", ma możliwości zarabiania (po latach wyda nawet własnym sumptem Elementarz muzyczny ze zdjęciem grającego na pianinie Stanisława Ignacego)57. Jak doszło do tego, że Stanisław i Maria stali się narzeczonymi? Nie wiadomo. Według Anny Micińskiej (za Marią Witkiewiczówną) to Helena Modrzejewska miała wyswatać młodą absolwentkę Instytutu Muzycznego z malarzem, który kochał się raczej w tejże aktorce. Na dowód, że Modrzejewska znała Pietrzkiewiczównę w tym czasie, Janusz Degler przytacza fragment jednego listu Modrzejewskiej do Adama Chmielowskiego z 14 sierpnia 1876 roku, pisanego już po wyjeździe słynnej aktorki do Ameryki: "Czy Pan widuje czasem tę milutką osóbkę, co to "do konserwatorium", wie Pan? Zapomniałam jej nazwiska, przypomnij mi je. Proszę jej powiedzieć, że pierścionek zawsze noszę na palcu jako talizman przed burzą, żółtą febrą i innymi nieszczęściami, że myślę o niej, a jej twarzyczka i czarne głębokie oczka śniły mi się dwa razy. Są osoby, do których czujemy sympatię od pierwszego spojrzenia, ona jest jedną [!] z takich stworzeń - nie znając jej osobiście, już lubiłam jej spojrzenie i myślałam o niej. Powiedz jej Pan to wszystko, jak ją spotkasz"58. Olszaniecka podaje, że Witkiewicz i Pietrzkiewiczówna byli narzeczonymi już w roku 187959, kiedy to Modrzejewska powróciła na kilka miesięcy do kraju. Czy tak było? Trudno orzec. Brak wzmianki o Marii Pietrzkiewiczównie w liście do Stanisława Witkiewicza z 31 marca 1880 roku60 (i w kilku następnych z tego i kolejnego roku) wskazywałby raczej, że wtedy jeszcze nie byli parą sobie przyrzeczoną. Zresztą w latach 1880-1882 Witkiewicz często przebywał we Francji, Włoszech, Monachium, ale częściej w miejscowościach sanatoryjnych (m.in. Marienbad, Merano), bo męczyły go dolegliwości, na które najlepszym wówczas lekarstwem był wyjazd do wód i ciepłych krajów. Narzeczeństwo zostało zawarte zapewne przed październikiem 1881, bo tak datowany jest list Henryka Sienkiewicza, w którym ten namawia przyjaciela, aby za zarobione na sprzedaży szkiców pieniądze pojechał na kurację: "Ty się jedź leczyć, boś to powinien zrobić dla twojej przyszłej pani [...]"61. W czerwcu 1882 byli już ze sobą na tyle blisko, że Modrzejewska, pisząc do matki Stanisława Witkiewicza, Elwiry, wymienia Marię jako osobę, która pisze jej o losach "Stacha": "Marynia Pietrzkiewiczówna pisze mi, że Stach [Witkiewicz] jest spodziewany w czerwcu, a zatem może już jest z Wami? Pisałam do niego parę dni temu, ale boję się, że już wyjechał i że go mój list nie zastał w Monachium"62. W kilka miesięcy później pisze do samej narzeczonej malarza, tłumacząc się, że nie pisała od września: "Moja droga Maryniu! Zatęskniłam za Tobą i oto piszę. Przez parę miesięcy co dzień chciałam pisać do Ciebie i co dzień odkładałam - nie wiem dlaczego, bo nie ma wiele chwil w moim życiu, w których bym o Tobie i o Stachu [Witkiewiczu] nie myślała"63. I dalej w tym samym liście słowa jakże znamienne: "Doniesiesz mi wszystko o Stachu? Kiedy Wasz ślub?". Ślub odbył się 5 stycznia 1884 (według kalendarza juliańskiego 24 grudnia 1883) w kościele św. Aleksandra w Warszawie "między czwartą a piątą godziną po obiedzie". "Żadnych wesel - herbata jak zwykle, a potem Marysia przechodzi do mnie - a w poniedziałek życie pójdzie zwyczajnym trybem. Ona do lekcji, ja do pracowni i "Wędrowca""64. W innych listach pisał bardziej dosadnie: "ślub bez żadnej historii - białych lejców, fraków, wina" (list do matki w Mińsku z 3 XII 1883), "[...] ślub czwartej klasy, czyli "jak dla ostatniego psa", jak mówił jeden mój przyjaciel urzędnikowi stanu cywilnego, pytającemu, jakiego ślubu by sobie życzył" (list do matki z 26 XII 1883)65. Czyżby w ten sposób zniechęcał rodzinę do przyjazdu do Warszawy?

Świadkami na ślubie byli Jan Owidzki66, zaprzyjaźniony artysta malarz ze strony pana młodego, oraz Piotr Rudnicki, zapewne krewny panny młodej67 (której matka była z Rudnickich właśnie). Nowożeńcy rzeczywiście nie mieli zbytnio czasu dla siebie, skoro 17 stycznia 1884 roku Witkiewicz pisał: "Cały czas na "Wędrowca" i lekcje [muzyki - T.P.] zużywamy [...]. Jutro dwa tygodnie jak jesteśmy "zamążpójdzeni" - no i stąd jest nam dobrze. Antek Sygietyński ciągle mówi: "i u mnie było tak samo", ale się tym nie zrażamy i dalej staramy się być sobie dobrzy. Małżeństwo umiejętnie prowadzone może być zawsze dobrym - trzeba ciągle się przystosowywać, ustępować i tolerować siebie wzajemnie - jakoś o to się staramy"68. Cóż, raczej nie było to małżeństwo z wielkiej miłości...

Miłością za to wielką Stanisław Witkiewicz zapałał do syna, którego Maria urodziła 24 lutego 1885 roku w Warszawie. O tym jednak można przeczytać w innym miejscu tego tomu. Jaka była Maria Witkiewiczowa w małżeństwie? Wspomnienia Kiesia Matlakowskiego, osoby, która wiele jej zawdzięczała i była przyjacielem Stasia, warte są przytoczenia w obszernym fragmencie.

"Zacna, dzielna pani Witkiewiczowa! Serdeczna przyjaciółka mojej Matki, nasza kochana opiekunka w ciężkich chwilach choroby Ojca przez lata naszego wygnania zimowego w odciętym w owe czasy od świata Zakopanem. Na nią spadał cały ciężar utrzymania domu, ubierania rodziny i kształcenia syna. Ciężko pracowała, zarabiając lekcjami muzyki i haftem; podstawą były lekcje udzielane w zakładzie jenerałowej Jadwigi Zamoyskiej w Kuźnicach. Dzięki kontaktowi z Kuźnicami dochodziły nas wieści ze świata, przywożone przez p. Witkiewiczową, która i mnie dawała lekcje. Przez nią też byliśmy au courant miejscowych ploteczek, których tematem bywały podboje Kazimierza Tetmajera w pensjonacie "Jordanówka". Praca zarobkowa nie przeszkadzała p. Witkiewiczowej być zawołaną gospodynią: dotąd pamiętam wyborne ciasta wielkanocne jej roboty, mazurki i przekładańce z figami.

Jeśli tyle miejsca poświęcam p. Witkiewiczowej, to nie tylko przez wdzięczność, lecz przede wszystkim, aby podnieść jej zasługi, bo dzięki niej Witkiewicz mógł poświęcić się swemu dziełu artysty i pisarza, nie będąc zmuszonym pracować zarobkowo, i pozostał niezależny. Witkiewicz, jak wielu ludzi żyjących dla pewnej idei, a zwłaszcza artystów, nie chodził po ziemi; był człowiekiem o niesłychanie skromnych potrzebach osobistych, a sprawy materialne były mu zupełnie obce. Było w nim coś z beztroski ptaków i kwiatów, o których mówi Ewangelia. Przyjmował poświęcenie żony, wypływające z jej wielkiej miłości dla niego i zrozumienia jego celów, gdyż wierzył, że ma do spełnienia posłannictwo, którego nikt inny nie byłby w stanie wypełnić"69.

24. Maria Witkiewiczowa, Elementarz muzyczny, z fotografią Stasia przy pianinie, wykonaną w Zakopanem, Kraków 1894

Jerzy Eugeniusz Płomieński po latach wspominał obszernie, jak Witkacy opowiadał o swojej zmarłej już matce i o roli Marii Dembowskiej w życiu jego i jego rodziców:

"Miał szczególny kult dla swojej matki, a poprzez ten kult - dla macierzyństwa w ogóle. Opowiadał mi kilka razy, że matce zawdzięcza daleko więcej niż ojcu swojemu, Stanisławowi [...]. Miał pewien uraz w stosunku do ojca, pochodzący ze wspomnień młodości. Mówił mi o nim z odcieniem hamowanej goryczy, jako o kimś, którego opinia publiczna postawiła na najwyższym piedestale, a który, niestety, nie dorastał do tej wysokości w życiu rodzinnym. Informował mnie, że ojciec jego mimo głośnego nazwiska miał dochody niewielkie i nieraz gorzki trud utrzymania domu na pewnym poziomie (u Witkiewiczów bywało mnóstwo gości nie tylko ze świata literatury, sztuki i nauki) spadał na matkę, która udzielała lekcji gry na fortepianie, zapracowując się ponad miarę swoich wątłych sił. Gdy poznałem Witkiewicza, matka jego nie żyła już; ale w nader częstych rozmowach ze mną, w których mnie wtajemniczał w najskrytsze szczegóły swojego dzieciństwa, młodości i w ogóle swojej atmosfery rodzinnej, nie ojciec, ale matka była głównym motywem bezustannych refrenów podziwu i uwielbienia ze strony Stasia. Ojcu swemu nie mógł darować jego stosunku, zresztą wyłącznie duchowego - jak mi opowiadało kilka osób, które dobrze znały te rodzinne komplikacje domu Witkiewiczów - stosunku polegającego na najgłębszym powinowactwie dusz, z p. Dembowską [...]. Informacje Witkacego o p. Dembowskiej były wybitnie stronnicze. Nigdy nie potrafił o niej mówić spokojnie. Parskał pasją, ile razy poruszał ten przykry dla niego temat. Niezwykły czar tej wyjątkowej kobiety - bezcielesnej niemal, zdematerializowanej na modłę romantycznego ideału kobiecości, istnego ekrazytu duchowego napięcia, żyjącej bezustannym żarem mistycznym o wysokiej temperaturze, oderwanej zupełnie od życiowej codzienności - w opowiadaniach Witkiewicza ulegał urazowemu wykrzywieniu. W opowiadaniach tych p. Dembowska przeobrażała się w niesamowitego wampa, w piekielnego demona kobiecego, który jego matce odbierał codziennie na długie godziny obecność w domu ojca, przesiadującego, jak mnie informował Witkacy, całe popołudnia, a nawet wieczory u p. Dembowskiej"70. Dalej Płomieński przywołuje gorycz syna i upokorzenie matki, gdy p. Dembowska, sprowadziwszy ciało zmarłego Witkiewicza z Lovrany do Zakopanego, podczas pogrzebu "grała pierwsze skrzypce, ona celebrowała przed publicznością z miną żałobnicy i jej, a nie matce mojej, składano kondolencje. Nigdy nie udało się jej [...] pozyskać mojej życzliwości, i przyjaźni, chociaż zabiegała o to"71.

Pomijając fakt, że Witkacego podczas pierwszego pogrzebu ojca w Zakopanem nie było (mógł znać tylko relacje post factum), warto zatrzymać się nad problemem "duchowego" stosunku Witkiewicza ojca do Dembowskiej - jako rzutującym na małżeństwo Marii z Pietrzkiewiczów Witkiewiczowej. O tym, że autor stylu zakopiańskiego przebywał całymi godzinami u Dembowskiej, wspominał też Michał Pawlikowski72. On też kładł nacisk na "duchowość" owego związku, ale i na cień, jakim położył się na charakterze żony Witkiewicza.

Kiesio Matlakowski wspominał Dembowską nie bez pewnej złośliwości:

"Średniego wzrostu, brunetka, o dość pełnych kształtach, o regularnych rysach twarzy i pięknych melancholijnych czarnych oczach. [...] ubrana zawsze w czarną lub ciemnoszarą suknię, zapiętą pod szyję, była pozbawiona wszelkiej pospolitej zalotności i pełna prostoty w obejściu; było jednak w tej prostocie coś, co robiło wrażenie pozy. [...] Słuchała uważnie; sama mówiła mało, głosem cichym i z pewną przesadą. Nie wydaje mi się, by była osobą wybitnie inteligentną, jednak stworzyła u siebie rodzaj salonu, gdzie bywało wielu nieprzeciętnych ludzi"73. Gdy do tego portretu z pamięci doda się informacje, że Stanisław Witkiewicz poznał Marię Sobotkiewiczównę w 1880 roku, w tyrolskim uzdrowisku, w którym sam znalazł się z powodu swoich dolegliwości, "i zadurzył się w niej bez reszty, choć ta miała narzeczonego w osobie Bronisława Dembowskiego, a sam młody malarz też już był zaręczony z Marią z Pietrzkiewiczów"74, to trzeba przyznać, że ten "duchowy" związek mógł zaważyć na wyborach życiowych Witkiewicza, od wyboru Zakopanego jako miejsca zamieszkania począwszy (podobno to Dembowska zachęciła malarza do przyjazdu do tej miejscowości), na spędzaniu czasu w "Chacie" Dembowskiej już po osiedleniu się tam skończywszy. Nie tłumaczy to oczywiście niczego, ale pokazuje szerszy uczuciowy kontekst.

Oddajmy jeszcze raz głos Matlakowskiemu:

"Dziwna ta kobieta odegrała wielką rolę w życiu Stanisława Witkiewicza. Panna Sobotkiewiczówna z domu, ze skromnej rodziny urzędniczej, rusińskiego - jak słyszałem - pochodzenia, wyszła za mąż za Bronisława Dembowskiego, człowieka kulturalnego i zamożnego, zewnętrznie niepozornego, dla którego stała się bożyszczem. Nie kochając męża, nie doceniała jego zalet i jego uczuć, będąc sama egzaltowana, uważała go za zbyt poziomego, by ją mógł zrozumieć. Osiedli w Zakopanem dla jej zdrowia [w końcu 1885 - Z.P.] i zostali tu do końca życia, nie wyjeżdżając prawie nigdy. Pani Dembowska pod wpływem Witkiewicza zainteresowała się góralszczyzną, a mąż pragnąc jej dogodzić, nieustannie wyszukiwał i gromadził stare ozdobne sprzęty góralskie, tworząc zbiór tego rodzaju. [...] Zmarł na promienicę w roku 1894 [ściśle: 24 grudnia 1893 - Z.P.], jak przypuszczali lekarze, mógł się jej nabawić, jedząc drewnianą łyżką w jakimś zapadłym gazdostwie w czasie swoich dalekich nieraz wędrówek. Witkiewicz był codziennym niemal gościem pp. Dembowskich, a po śmierci Bronisława nieodłącznym i wiernym towarzyszem p. Dembowskiej"75. Zapewne mniej dziwi w tym kontekście, że to p. Dembowska, wdowa, pojechała z Witkiewiczem do Lovrany, aby się nim opiekować. Ona też starała się zaprzyjaźnić z małym Stasiem - od niej dostał drukarenkę do odbijania swoich prac dramatycznych, od niej dostał dzieła Fredry. Wystarczy jednakże przeczytać listy ojca do syna, w których od czasu do czasu znajduje się mniej lub bardziej zawoalowana pretensja o brak należytego szacunku i przyjaźni okazywanej p. Dembowskiej, aby upewnić się, że Stanisław Ignacy Witkiewicz nie darzył jej zbytnią estymą. Jak zatem mogła ją szanować Maria Witkiewiczowa? Notabene Maria Dembowska miała jeszcze raz "zakłócić" życie rodzinne Witkiewiczów. Zmarła bowiem w dniu urodzin Witkacego - 24 lutego 1922 roku.

25. Staś Witkiewicz z matką u Swieżawskich w Warszawie. Na fotografii od lewej: Maria Witkiewiczowa, Jadwiga Świeżawska, NN, stoją: Tadeusz Pietrzkiewicz, Ernest Świeżawski, ok. 1900-1905

O ile krytyczny wobec Dembowskiej był Matlakowski, litując się nad Witkiewiczową, o tyle Maria "Dziudzia" Witkiewiczówna, stojąca w rodzinie po stronie stryja, Stanisława Witkiewicza, była już bardziej krytyczna wobec swojej stryjenki. Z notatek Anny Micińskiej z rozmowy z Dziudzią:

"O matce Witkacego, Marii Witkiewiczowej - [...] Nieprzytomna miłość do syna, ponieważ wszystkie niewyżyte uczucia przelała z męża na syna. Nawet w późnych latach Witkacy mawiał, że musi być prowadzony za rączkę, ponieważ przez całe życie przywykł, że matka załatwiała mu sprawy życiowe. [...] Według Dziudzi "Stryjenka" była osobą niesłychanie pracowitą, a wszyscy Witkiewicze - lenie. Po matce Witkacy wziął pracowitość pełną pasji i namiętną. Stryjenka miała nocne strachy, zmory - zawsze zaglądała pod łóżko i do szaf, czy nie ukrył się tam żaden "drab", złodziej. Niewyżyta erotycznie. Dla Stryja nie mogła być "kobietą", bo była oschła, złośliwa weredyczka. [...] Stryjenka najpierw widywała się z panią Dembowską - potem przestały się znać. Syn uważał, że ojciec ma prawo mieć żonę i "muzę", ale pani Dembowskiej nie znosił. Stryjenka kończyła Konserwatorium w Warszawie i Helena Modrzejewska, w której Stryj się kochał, wyswatała go ze Stryjenką. Narzeczeństwo było długie - kilka lat. Stryjenka nie była żoną dla artysty - raczej ponura, zamknięta w sobie, złośliwa dla ludzi, potem coraz bardziej zgorzkniała"76. Dalej Dziudzia wspominała p. Dembowską, jej niepraktyczność (kupowanie jedzenia, które później trzeba było wyrzucać), ale i towarzyskość. Co do jej życia uczuciowego: "Zwierzała się Cioci Mery, że nie żyje z mężem - mariage blanc. Jej pokój był zawsze zamknięty na klucz i mąż nie miał dostępu. To samo robiła z Witkiewiczem, chociaż prawdopodobnie zdobył ją w końcu, ale oficjalnie byli zawsze per pan i pani".

Anna Micińska, która jako pierwsza opublikowała nieliczne zachowane listy Stanisława Ignacego do matki, pisała o stosunku syna do niej: "Jedynak - pozostawiany, z biegiem lat wręcz pozostawiony matce przez uwielbianego skądinąd ojca, w miarę zacieśniania się jego związków z Marią Dembowską - w uczuciowym konflikcie między rodzicami stanął zdecydowanie po stronie matki, mając pełną świadomość, że zostaje odtąd "jedynym mężczyzną jej życia" w planie emocjonalnym, a także - w sensie czysto życiowym - jedyną podporą i oparciem. Świadomość ta nie opuszczała Stanisława Ignacego do końca jej drogi; był też - przyznać to należy - synem wyjątkowym: kochającym, troskliwym i czułym, co zgodnie poświadczają wszystkie relacje ich wspólnych przyjaciół. Choć dla matki i jej psychicznego komfortu gotów był poświęcić nawet żonę (w swoich wspomnieniach o mężu Jadwiga Witkiewiczowa wręcz obciąża teściową winą za zwichnięcie ich małżeństwa w pierwszym okresie współżycia), nie oznacza to jednak, że wad i zrozumiałej zresztą zaborczości matki nie dostrzegał"77. Gdy chorowała długo w Zakopanem, Stanisław Ignacy przebywał przez dłuższy czas w Warszawie - starał się mobilizować przyjaciół-lekarzy (zwłaszcza Teodora Białynickiego-Birulę), aby otoczyli ją właściwą opieką. Sam przyjechał do niej właściwie już na sam koniec. Czy on jest autorem notki wspomnieniowej, która ukazała się po śmierci Marii Witkiewiczowej w "Wiadomościach Literackich"? Raczej podejrzewałbym Emila Breitera (zaprzyjaźnionego ongiś z Witkiewiczem i bywającego u pani Witkiewiczowej jeszcze przed I wojną):

26. Spotkanie rodzinne w willi "Na Antołówce" w Zakopanem, od lewej: Maria Witkiewiczówna (Ciocia Mary), Maria Witkiewiczowa (matka Stasia), Elwira (Lira) z Witkiewiczów Regulska, Maria Witkiewiczówna (Dziudzia), S.I. Witkiewicz, ok. 1905

"Dn. 3 grudnia 1931 r. zmarła w Zakopanem Maria z Pietrzkiewiczów Witkiewiczowa, wdowa po malarzu i pisarzu, Stanisławie Witkiewiczu, matka również malarza i pisarza, Stanisława Ignacego. Ta żona i matka artystów także była artystką w duszy. Wybitnie muzykalna, uzdolniona do kompozycji, była jedną z najulubieńszych uczennic Władysława Żeleńskiego; odkąd jednakże zaślubiła wspaniałego, ale niepraktycznego człowieka, jakim był Stanisław Witkiewicz, zrezygnowała z własnych aspiracyj, aby być pomocą mężowi i najstaranniej wychować niepospolicie zapowiadającego się syna. Całe prawie życie spędziła pani Maria w Zakopanem, gdzie przez kilka dziesiątków lat dom Witkiewiczów był - można powiedzieć - jego duszą i sercem. Maria Witkiewiczowa, kobieta niezwykłego uroku, prostoty i rozumu, cieszyła się szacunkiem i miłością wszystkich, którym dane było poznać ją bliżej"78.

Micińska pisała w swym szkicu, że wiara matki w syna, jej nadopiekuńczość, matczyna miłość po prostu, były mu "potrzebne jak powietrze". Przytacza też fragment listu pisanego do żony w pierwszym po śmierci matki dniu swoich urodzin: "Bardzo ciężko bez Matki. Smutne są moje urodziny. Nikt nie grał na katarynce - prezentów nie dostałem", kończy zaś znamienną konstatacją, że słusznie grób Marii z Pietrzkiewiczów i - symbolicznie - jej syna, Stanisława Ignacego Witkiewicza, jest wspólny. "Związku ich bowiem nawet śmierć nie zdołała rozerwać"79.