Rozdział 3. Poszukiwanie śladów
Na drugi dzień po odnalezieniu ciała ruszył w stronę lasu, aby szukać jej śladów. Słońce, z każdym dniem świeciło coraz wyżej i zdążyło już roztopić wierzchnią warstwę śniegu, jednak ślady po jej wyjściu wciąż pozostały zakryte.
Przez kilka dni dokładnie przeszukiwał pola i lasy, chcąc odkryć tajemnicę utraty orientacji w pięknym, zimowym i najbardziej okrutnym krajobrazie. Następnego dnia po zaginięciu, kiedy ona leżała już zamarznięta w słońcu, on w pobliżu przejeżdżał na nartach. Inni również rozjeżdżali drogę na skuterach, nawet przechodzili obok jej ciała, również psy nie wyczuły żadnego zapachu.
Nie mógł do końca wykluczyć, że na drugi dzień mogło jeszcze w jej ciele tlić się życie, chociaż bał się o tym pomyśleć. Znał okoliczności śmierci niektórych alpinistów i wiedział, że jest możliwe, aby w wysokogórskich warunkach, po całej nocy zahibernowania, z licznymi odmrożeniami, człowiek wstał i dotarł żywy do obozu. Temat ten został przedstawiony w filmie Everest. Beck Weathers, amerykański lekarz, podczas wyprawy himalaistycznej obudził się z poważnymi odmrożeniami na twarzy, dosłownie ze skorupą lodu wokół oczu. Pierwszą jego myślą było, aby nie pozostać na szlaku jako martwa figura. Coraz bardziej drętwiał, i z trudem mógł skoncentrować się na walce z bezlitosnym, białym przeciwnikiem. Całkowicie wyczerpany wrócił do obozu, gdzie się okazało, że nos i dłonie są bezpowrotnie stracone. Tylko jeden z jego towarzyszy, podobnie jak Gerda, czuł gorąco i zdejmując ubrania, spadł w przepaść, podczas gdy inni zamarzli na szlaku.
Zwątpienie
- Wtedy odczułeś nieobecność Boga? - zapytał Robert.
- Nie sądzę - odparł. - Odczułem raczej przeraźliwą samotność człowieka umierającego w opuszczeniu. W ogóle nie myślę o Bogu, wtedy przecież musiałbym, jak choćby ludzie w obozach, utracić wiarę w Niego, z tą jednak różnicą, że ci, o których mówię, mieli ją wcześniej. To odmienny rodzaj śmierci - dodał smutnym głosem. - Zawiniony przez innych, przez zaniedbanie, ludzką obojętność i nieudzielenie pomocy. Nikt jednak nie wie, jak zareaguje w tak niespodziewanej sytuacji. Chcesz szukać winy u innych, sądzisz, że to oni zawinili, a ty nie? To ty szukaj winy u siebie, bo to ty pozwoliłeś jej umrzeć. Tak to działa - odrzekł zmęczonym głosem. - Człowiek do stresu, traumy i cierpienia musi dodać swoje poczucie winy. "Twarz drugiego człowieka przemawia do nas "nie zabijaj"" - mówił Levinas, wzywając nas do odpowiedzialności za życie bliźniego. Najłatwiej jest szukać winy u innych, kiedy dotyka nas śmierć bliskich. Poczucie winy może też być zbyt wielkie i ktoś sobie z nim nie poradzi. Człowiek na stadionie Hillsborough powiesił się, kiedy jego kolega, któremu sprzedał bilet, zginął stratowany. Inny przykład... Czy właściciel linii lotniczych po śmierci pasażerów może udźwignąć ciężar spoczywającej na nim, niepisanej odpowiedzialności za katastrofę?
- Jak to ktoś kiedyś powiedział - wtrącił Robert w zamyśleniu - nie zastanawia mnie, gdzie był wtedy Bóg, ale gdzie był człowiek?
- Mówisz o obozach? - zapytał zdziwiony.
- Tak. Wierzący odpowie, że Bóg był wtedy z nimi w komorach gazowych. Był także tam, obok niej, kiedy zamarzała. Z nimi, czy z nią, oznacza inny jak zwykły, przestrzenny rodzaj obecności - powiedział Robert.
- Czy sama tylko obecność Boga usprawiedliwia to, że dopuścił do tego? - wtrąciła Iwona ze smutkiem w głosie. - To musi mieć większy sens. Jeśli ktoś bez powodu zadaje ból mojemu małemu dziecku, a ja tam tylko jestem i nie interweniuję, to moja obecność nie ma sensu. Co innego, gdy jestem z kilkumiesięcznym dzieckiem u lekarza. Ono nie rozumie, odczuwa tylko ból, a rodzice są z nim, rozumieją je i kochają. Jeśli Auschwitz ma sens tylko dlatego, że Bóg tam był i inne znaczenie nie istnieje, to znaczy, że jest pozbawiony sensu.
- Jaki miałby cel w byciu z nimi - zapytał - skoro nie można było im pomóc? W takim razie Bóg ma udział w doświadczeniu cierpienia człowieka. Wspólnie z ofiarami był niemym świadkiem w krematoriach Auschwitz, został umęczony, zagazowany i pozostaje niezniszczalny w wieczności. Bóg na równi z człowiekiem widzi, słyszy, czuje i odbiera dotyk, co w przypadku zamarzania zdaje się być sadyzmem w czystej postaci.
- Gdyby Bóg interweniował, aby wyrazić kategoryczne ograniczenie działającej złej woli - wtrąciła Iwona, marszcząc czoło - życie byłoby teatrem jednego reżysera, a jest przecież wielu wolnych reżyserów, krwawych również. Sądzę, że Bóg reaguje na każde zło, ale nie na każde w sposób przez nas oczekiwany. Chrześcijański Bóg nie jest zewnętrzny wobec cierpienia człowieka, nie jest też obserwatorem z możliwością ingerencji. Bóg, po prostu, dopuszcza w pełni własną negację człowieka, tym samym samobójstwo, fizyczne lub duchowe, daje człowiekowi coś więcej niż wolność. Istotą samozniszczenia człowieka jest ab- solutne zaprzeczenie wolności.