Rozdział I. Boska Pola
Rozdział I
Boska Pola
Była jedyną w dziejach kina polską gwiazdą światowego formatu, a jej
pojawienie się na ekranie przyspieszało rytm serca milionów widzów.
Uznawano ją za uniwersalny symbol seksu i urody, przetarła w Hollywood
szlaki innym europejskim gwiazdom. Romansowała z Charliem Chaplinem i Rudolfem Valentino, spacerowała po Bulwarze Zachodzącego Słońca z tygrysem (!) na smyczy. A przy okazji stała się ulubioną aktorką
Hitlera, który zaliczył ją do "polskich Aryjczyków" i wzruszał się do
łez, oglądając filmy z jej udziałem...
Niedoszła tancerka
Naprawdę nazywała się Barbara Apolonia Chałupiec i przyszła na świat 3
stycznia 1897 roku w Lipnie na Kujawach. Była najmłodszym dzieckiem
słowackiego kotlarza o cygańskich korzeniach Jerzego Chalupca
(spolszczył swoje nazwisko) i Eleonory Kiełczewskiej. Rodzice posiadali
nieźle prosperujący zakład blacharski, jednak Jerzy nie był ideałem.
Lubił kobiety i alkohol, a gdy Barbara miała osiem lat, został nawet
aresztowany i zesłany na Syberię. Chociaż Eleonora usiłowała
przedstawiać męża jako bojownika o niepodległość kraju, to o wyroku
zadecydowały przestępstwa kryminalne. Matka przeniosła się z córką do
Warszawy (dwójka starszych dzieci zmarła we wczesnym dzieciństwie),
gdzie kupiła mały sklep na Lesznie. Nie miała jednak zdolności
handlowych, toteż interes splajtował, a Eleonora była zmuszona zarabiać
na życie jako służąca.
"Chodziłam do szkoły klasztornej - wspominała po latach Pola. -
Koleżanki, mimo że byłam z tej samej dzielnicy biedy, nie darzyły mnie
ani sympatią, ani przyjaźnią. Powód tego z pewnością był niejeden:
pochodziłam ze wsi, gdy one - z miasta; moje sukienki, pozostałość z lepszych czasów, były ładniejsze od tych, jakie one nosiły; byłam bardzo
ładna, choć jeszcze tego nie wiedziałam"1.
Barbara była bardzo muzykalna, miała talent do tańca, a do tego
niebanalną urodę i temperament. Widoczne to było szczególnie podczas
zabaw na podwórku, na co zwrócili kiedyś uwagę mieszkający w pobliżu
chórzyści stołecznej opery. Zaproponowali jej przystąpienie do egzaminów
do szkoły baletowej przy Teatrze Wielkim i dziewczyna bez większych
problemów została tam przyjęta. Jej sytuację ułatwiał również fakt, że
placówka znajdowała się pod bezpośrednią opieką dworu carskiego i nauka
tam była bezpłatna.
W szkole panowała jednak duża konkurencja i nie było w niej miejsca na
przyjaźń. Dziewczęta bezwzględnie rywalizowały ze sobą i każda z nich
wiedziała, że tancerek w zespole może być wiele, ale primabalerina jest
tylko jedna.
"Pola, ty nie jesteś najlepszą tancerką - tłumaczyła dziewczynie jej
nauczycielka Janina Rutkowska. - Trzy lub nawet cztery są o wiele lepsze
od ciebie. Masz jednak w sobie coś, co przyciąga uwagę i wyróżnia cię
spośród innych. Strzeż się, bo może cię to zaprowadzić daleko nawet bez
pracy nad sobą. Nie możesz na to pozwolić. Jeżeli będziesz pracowała
usilnie, kto wie, jak daleko zajdziesz"2.
Panna Chałupiec miała predyspozycje do kariery w balecie, ale na
przeszkodzie stanęły względy zdrowotne. Zdiagnozowano u niej początki
gruźlicy i musiała na kilka miesięcy wyjechać do Zakopanego. Za jej
pobyt w sanatorium zapłacił wiceprezes Warszawskich Teatrów Rządowych
Kazimierz Hulewicz.
Nie wiadomo, kiedy ten zamożny mecenas sztuki zwrócił na nią uwagę.
Podobno był "starym znajomym jej matki", ale nie zachowały się bliższe
informacje na ten temat. Niektórzy sugerowali, że 45-letni Hulewicz,
"znawca i koneser kobiet", upatrzył sobie 14-letnią Basię jako swoją
przyszłą partnerkę, ale brakuje dowodów na poparcie tych podejrzeń.
Wiadomo jednak, że bez jego opieki dziewczyna nigdy nie zrobiłaby
kariery.
Tymczasem Barbara pomimo choroby nie zamierzała rezygnować ze sceny.
Gruźlicę udało się zaleczyć, ale do baletu nie mogła już wrócić. W tej
sytuacji za poradą Hulewicza zdała egzamin do Szkoły Aplikacyjnej przy
Warszawskich Teatrach Rządowych i niebawem zaczęła dostawać pierwsze
role. Zmieniła również nazwisko, gdyż jeszcze podczas pobytu w Zakopanem
uznała, że nazwisko Chałupiec nie nadaje się do promocji. Przyjęła więc
pseudonim będący hołdem dla włoskiej poetki Ady Negri i przestała używać
swojego pierwszego imienia. Od tej pory miała być znana jako Pola Negri.
Sumurun
"Panienka była wiotka jak trzcina wiosenna, w pociągłej, bladej
twarzyczce paliły się ciemne oczy. Zaopiekował się nią gorąco Kazimierz
Hulewicz, postanowił zrobić z niej wielką artystkę
dramatyczną"3.
Nauka w Szkole Aplikacyjnej również była bezpłatna, co znacznie
ułatwiało sytuację Poli. Dziewczyna pobierała jednak prywatne lekcje u wybitnych aktorów: Honoraty Leszczyńskiej i Teodora Rolanda, a za nie
zapewne płacił Hulewicz.
Inwestycja szybko się opłaciła, bo gdy we wrześniu 1912 roku Pola
zadebiutowała w Ślubach panieńskich Fredry, krytycy uznali, że
pojawiła się przyszła gwiazda.
"I oto wczoraj - pisano na łamach "Kuriera Warszawskiego" - zjawiła się
na scenie Teatru Małego młodziutka debiutantka, Pola Negri, która z odwagą właściwą jej wiekowi, z dziecięcą śmiałością, porwała się na rolę
[w której zachwyciła Modrzejewska] i budząc tą śmiałością zdziwienie,
wyszła zwycięsko z ogniowej próby"4.
Hulewicz umiejętnie kierował karierą swojej podopiecznej, więc gdy w Warszawie przystępowano do inscenizacji słynnej w całej Europie
pantomimy Maxa Reinhardta Sumurun, potrafił ją odpowiednio
zaprotegować. W efekcie reżyser przedsięwzięcia Ryszard Ordyński rolę
demonicznej tancerki powierzył właśnie młodziutkiej Poli.
"Pamiętam, ile nazwisk mi podszeptywano - wspominał Ordyński - jak różne
wybitne siły zabiegały [...], aby mnie nakłonić do takiego czy innego
wyboru. Przyznaję, że bałem się rutynowanej aktorki, która pozbawiona
żywego słowa, mogłaby nie wydobyć innymi środkami tych walorów, o które
tu chodzi"5.
Negri miała przygotowanie baletowe, była aktorką dramatyczną, a do tego
emanowała wdziękiem pierwszej młodości. Doskonale zdawała sobie sprawę z ogromnej szansy, jaką był udział w inscenizacji Sumuruna. To było
przedsięwzięcie skazane na sukces, a ona miała wystąpić u boku takich
sław jak Juliusz Osterwa czy Stanisław Knake-Zawadzki.
"Trudno było o lepszą propozycję - przyznawała po latach. - Jeżeli tylko
się nadam, to może będę miała otwartą drogę do Berlina i ewentualnej
pracy z Reinhardtem. [...] No i należało wziąć pod uwagę niemiecki film.
Miałam więc przed sobą perspektywę wspaniałej kariery. Lepiej było o tym
nie myśleć, aby nie zapeszyć, ale wracając do domu ze skryptem roli pod
pachą, zastanawiałam się nad zdumiewającym zrządzeniem losu"6.
W barwach Sfinksa
Sumurun faktycznie ją wypromował, co było o tyle łatwe, że ona
idealnie nadawała się do tej roli. Była wyjątkowo "ładna i świetnie
zbudowana, o pięknych i ciemnych oczach". A do tego zachowywała się jak
rasowa pracoholiczka i "nie było trudności, której nie potrafiłaby
pokonać". Nic dziwnego, że Ordyński był zachwycony współpracą z nastolatką:
"Pola Negri była urocza. Zwinność ruchów, świeżość młodego i gibkiego
ciała tworzyły w sumie postać dość niezwykłą, a nawet niesamowitą,
mającą w sobie coś kociego czy wręcz diabolicznego"7.
To wtedy zauważono, że jej pojawienie się na scenie przykuwa uwagę
widowni. I to nie tylko mężczyzn, ale również ich partnerek, a to
oznaczało, że panna Negri ma zadatki na wielką karierę. A miała wówczas
zaledwie 17 lat...
Logicznym następstwem sukcesu scenicznego był debiut filmowy. Na
utalentowaną nastolatkę zwrócił uwagę Aleksander Hertz, współzałożyciel
pierwszej polskiej wytwórni filmowej Sfinks. Był jednym z pionierów
polskiej kinematografii, typem wizjonera, który wiedział, że niebawem
film stanie się najważniejszą ze sztuk. Nie przejmował się, gdy mówiono,
że to rozrywka godna "wyłącznie służących i kucharek", i trafnie
przeczuwał, że X muza ma przed sobą ogromną przyszłość.
Hertz zauważył wielki potencjał tkwiący w nastoletniej gwieździe
Sumuruna, ale był człowiekiem przezornym i nie chciał ryzykować.
Dlatego filmowy debiut Poli w znacznej części sfinansował Hulewicz, on
też napisał dla niej rolę. Niewolnica zmysłów miała swoją premierę w grudniu 1914 roku.
"[...] film ilustrował życie aktorki-tancerki, która robi szybką karierę
- pisał historyk kinematografii Władysław Jewsiewicki. - Atrakcją filmu
były tańce apaszowski i salonowy. Treścią filmu była niejako
autobiografia aktorki Apolonii Chałupiec, która przybrała pseudonim
"Pola Negri""8.
Chociaż w Europie trwała wojna, Hertz nadal kręcił filmy. Niewolnica
zmysłów okazała się sukcesem i pociągnęła za sobą kolejne produkcje.
Producent wiedział, że znalazł aktorkę, która ma szansę zostać
prawdziwym objawieniem. I to nie tylko krajowego formatu.
"Jej uroda, temperament i charakter kwalifikowały ją na gwiazdę już od
zarania jej kariery filmowej - kontynuował Jewsiewicki. - Gwałtowna i kapryśna, odpowiednio zarozumiała, dawała się we znaki ówczesnym
realizatorom filmowym. Poza tym była pracowita i wymagająca"9.
Hertz podpisał z nią kontrakt na dwa lata i 12 (!) filmów, jednak Pola
nigdy nie wywiązała się z tej umowy, bo wprawdzie zagrała jeszcze w kilku obrazach, ale w tym czasie dostała interesującą propozycję z Berlina. Zainteresowała się nią wytwórnia filmowa Saturn, co dla
20-letniej aktorki było dużym artystycznym wyróżnieniem. Przy okazji
wiązało się ono ze znacznie większymi dochodami i znakomitą promocją w Europie. Pomimo trwającej wojny Berlin pozostawał bowiem jedną ze stolic
światowej kinematografii.
Berlin
Aktorka podpisała nad Sprewą swój pierwszy niemiecki kontrakt i wystąpiła w kilku filmach. Przy okazji uczyła się reguł świata
show-biznesu, bo szefowie Saturna wprawdzie znakomicie płacili, ale
wymagali też określonego zachowania. Kupili jej nawet małego tygrysa, z którym miała przechadzać się po Berlinie, aby wzbudzić zainteresowanie
swoją osobą. A gdy skarżyła się na uciążliwości związane z takimi
spacerami, wynajęto dla niej powóz, ale z tygrysa nie zrezygnowano.
Na szczęście Pola nie ograniczała się wyłącznie do przechadzek i kręcenia niezbyt ambitnych filmów. Znalazła również czas na
uczestniczenie w zajęciach zespołu Maxa Reinhardta. W przyszłości miało
to zaprocentować, Reinhardt wyznawał bowiem specyficzne poglądy na temat
prowadzenia aktorów. Uważał, że w zespole powinna panować żelazna
dyscyplina, ale na scenie dawał możliwość improwizacji. Przygotowywał
dokładnie każdą rolę, ale jego władza kończyła się z chwilą rozpoczęcia
przedstawienia.
"Ostateczny, najbardziej zadowalający efekt, jaki oferuje moja scena -
mawiał reżyser - nie wynika z tego, co osiągam podczas pracy, prób. Na
to składa się osobowość aktora, a także tajemnica jego istnienia,
sposobu bycia"10.
Negri zagrała u niego w kolejnej inscenizacji Sumuruna, w jego zespole
poznała również Ernsta Lubitscha. Ten 25-letni były praktykant krawiecki
od kilku lat zajmował się reżyserią filmów komediowych i właśnie
poszukiwał odpowiedniej aktorki do ról dramatycznych. Pola idealnie
nadawała się do tego zadania i niebawem nakręcili swój pierwszy obraz
dla nowo powstałej wytwórni UFA. Były to Oczy mumii Ma, które
natychmiast zyskały ogromną popularność.
Lubitsch nie narzucał aktorce sposobu gry, pozwalał jej przed kamerą być
sobą, a przy tym zapewniał najlepszych partnerów z Emilem Janningsem na
czele (niezapomniany profesor Rath z Błękitnego anioła).
"Uzupełnialiśmy się wspaniale - wspominała Pola współpracę z Lubitschem.
- Zdawał sobie sprawę, że jego analityczne podejście mogło wydawać się
chłodne i nieprzekonujące, gdyby nie zostało uzupełnione moim
emocjonalizmem. [...] Na tym polegała nasza szczęśliwa współpraca i dzięki temu nigdy nie ponieśliśmy klęski. W następnych latach nakręciłam
wiele filmów bez niego, a on beze mnie. Niektóre były dobre, niektóre
złe. Ale pracując wspólnie, zawsze odnosiliśmy sukcesy"11.
Krytycy są zgodni - w UFA pod okiem Lubitscha Pola zagrała w swoich
najlepszych filmach. Carmen, Mania, Madame Dubarry zapewniły jej
status uwielbianej przez widzów gwiazdy. Kobietom imponowała jej
niezależność, a mężczyznom - uroda i zmysłowość. Sukces kasowy filmów
znalazł przełożenie na dochody aktorki i już niebawem Pola mogła sobie
pozwolić na zakup klejnotów Hohenzollernów. Inna sprawa, że
zdetronizowani dynaści wyprzedawali je za bezcen.
"Namiętnie zaczęłam wtedy nabywać klejnoty nie dla ich piękna, lecz dla
lokaty - przyznawała Pola. - Pieniądze mogły stracić swą wartość, rządy
upadały, ale biżuteria zawsze była w cenie. Lepiej było posiadać
diamenty niż konto w banku"12.
Był to też znak nowych czasów, ostatecznego końca belle époque.
Arystokracja traciła na znaczeniu, stare rody deklasowały się w szybkim
tempie. Ich miejsce zajmowali ludzie z awansu społecznego, a wśród nich
brylowały gwiazdy kina otrzymujące bajeczne honoraria.
Pola zawsze potrafiła dobrze liczyć pieniądze, toteż gdy Aleksander
Hertz wytoczył jej proces o zerwanie warszawskiego kontraktu, szybko
skalkulowała zyski i straty. I zamiast płacić wysokie odszkodowanie, w ramach ugody wolała wrócić nad Wisłę, by zagrać tu w jeszcze jednym
filmie. Zachowała jednak do szefa Sfinksa urazę i nie wspomniała o tym
epizodzie w swoich pamiętnikach.
Hrabia Eugeniusz Dąmbski
Panna Negri nigdy nie narzekała na brak adoratorów, chociaż jej życie
osobiste nie należało do specjalnie szczęśliwych. Gdy grała u Lubitscha,
była już mężatką, po raz pierwszy wyszła bowiem za mąż, mając niewiele
ponad 20 lat. Podróżując pociągiem z Warszawy do Berlina, przewoziła bez
zezwolenia jeden ze swoich filmów i na granicy została zatrzymana.
Poznała wówczas miejscowego naczelnika polskich służb celnych.
Hrabia Eugeniusz Dąmbski zrezygnował z poboru cła i zaprosił ją na
obiad. Zaczęli korespondować, spotykali się podczas wizyt Poli w Warszawie. Matka dziewczyny była bardzo przychylna hrabiemu pomimo jego
nie najlepszej sytuacji materialnej - dla pani Eleonory liczył się
głównie jego arystokratyczny tytuł.
Pod względem materialnym Dąmbski był typowym przedstawicielem zubożałej
polskiej arystokracji. Nie posiadał majątku, utrzymywał się z własnej
pracy, ale nigdy nie zapominał o swoim pochodzeniu. O zachowaniu jego
rodziny z humorem wspominał Tadeusz Boy-Żeleński:
[...] obficie rozrodzona, a tak wyrazista familia Dąmbskich (przez ą i m, koniecznie!). Sławna była w całej Polsce ówczesnej anegdota o owej
pani Woźniakowskiej, która na audiencji u papieża, obawiając się widać,
że samo to nazwisko nie dość określi Ojcu Świętemu jej istotną pozycję
na drabinie społecznej, dodała przy prezentacji z naciskiem: "née
Dąmbska" [z domu Dąmbska], na co papież miał gwizdnąć przeciągle "fiu,
fiu!" i unieść się lekko z tronu"13.
Atuty adoratora Poli nie kończyły się jednak na arystokratycznym
pochodzeniu, hrabia Eugeniusz miał bowiem za sobą chlubną przeszłość
patriotyczną. Przed I wojną światową działał w organizacjach
niepodległościowych, a po wybuchu konfliktu wstąpił do Legionów
Piłsudskiego. Służył w 1 pułku ułanów Władysława Beliny-Prażmowskiego, a po kryzysie przysięgowym działał w Polskiej Organizacji Wojskowej.
Sprawdzał się również w życiu rodzinnym, gdyż po śmierci rodziców
opiekował się dwiema młodszymi siostrami.
Pola i Eugeniusz pobrali się w listopadzie 1919 roku w Sosnowcu.
Uroczystość ślubna miała niecodzienny charakter, jednocześnie bowiem
wychodziła za mąż młodsza siostra Eugeniusza, Irena. Po ślubie Negri
zamieszkała u męża, zamierzając łączyć obowiązki żony z karierą w Berlinie, co z góry było skazane na porażkę. Małżeństwo nie układało się
- aktorka czuła się obco w nowym otoczeniu, nie przepadały za nią
siostry męża. Kompletnym nieporozumieniem okazało się również życie
seksualne małżonków i już noc poślubna przyniosła Poli rozczarowanie:
"Zaspokoiwszy pożądanie, mój mąż mocno usnął. Aż do świtu leżałam obok
niego bez ruchu, cicho łkając. Więc to ma być wszystko? Tylko tyle?
Spojrzałam na Eugeniusza, nawet we śnie był przystojny, ale ta uroda już
mnie nie pociągała. Nie czułam najmniejszej ochoty przytulenia się do
niego i nawet odsunęłam się dalej na moją stronę łóżka. I nagle zdałam
sobie sprawę, że raz po raz powtarzam sobie w duchu: "Więc to ma być
szczęście?""14.
Z Sosnowca wyrwał ją Lubitsch, a Dąmbski nie protestował, licząc na to,
że sławna żona może mu pomóc w karierze. Małżeństwo szybko się jednak
rozpadło, a gdy Eugeniusz poznał inną partnerkę, jego ślub z Polą został
unieważniony (w Polsce nie istniały rozwody cywilne).
Problemy małżeńskie nie przeszkadzały Dąmbskiemu w wypełnianiu
obowiązków Polaka i oficera. W szeregach kawalerii wziął udział w wojnie
z bolszewikami i naprawdę musiał się tam dobrze zasłużyć, albowiem
awansowano go na porucznika i cztery razy odznaczono Krzyżem Walecznych.
"W bitwie pod Komarowem - pisał jego przełożony, pułkownik Juliusz
Rómmel - podporucznik Dąmbski z narażeniem dostania się do niewoli
nawiązywał łączność pomiędzy rozrzuconymi oddziałami i brał czynny
udział w szarżach 9 pułku ułanów i 8 pułku ułanów, dając przykład
odwagi. We wszystkich bojach 1 dywizji jazdy brał czynny udział [...].
Jest dzielnym i dobrym patriotą. Brał czynny udział w pierwszej linii w rajdzie na Korosteń"15.
W 1939 roku walczył w kampanii wrześniowej, a po klęsce przedostał się
na zachód Europy. Służył w 1 Dywizji Pancernej gen. Maczka i przeszedł
jej cały szlak bojowy. Po wojnie powrócił do kraju, gdzie zmarł w listopadzie 1971 roku.
Tekstylny baron
Pola, nie czekając na unieważnienie swojego małżeństwa, związała się w Berlinie z Wolfgangiem Schleberem - zamożnym biznesmenem z branży
tekstylnej. Petroniusz (jak go nazywała) pod wieloma względami
przewyższał Eugeniusza - był bajecznie bogaty i należał do elity
towarzyskiej Niemiec. Wprowadził Polę w elegancki świat, a jego majątek
umożliwiał jej prowadzenie luksusowego życia, o którym zawsze marzyła. A na dodatek był świetnym i czułym kochankiem.
"[...] pierwsze miesiące naszej miłości były najpiękniejszym okresem w moim życiu - wspominała z nostalgią aktorka. - Każda chwila, którą
mogliśmy spędzić razem, była bezcenna. Petroniusz przyjeżdżał do studia
w przerwie na lunch; jadaliśmy go gdzieś na łonie natury. Wieczorami, o zmierzchu, wyjeżdżaliśmy do jakiejś podmiejskiej restauracji, gdzie
mogliśmy być sami. Do dzisiaj jeszcze potrafię odnaleźć te miejsca i mówię sobie: "To tu byłam szczęśliwa, tu i tam""16.
Schleber był również mentorem Poli w dziedzinie kultury. Wprowadzał ją w świat muzyki i literatury, był "cierpliwym i mądrym nauczycielem". A ponadto uczył ją wszystkiego - od "kierowania samochodem, do właściwego
jedzenia karczochów".
Dbał również o jej zdrowie, regularnie wysyłał w góry, by tam
regenerowała nadwątlone gruźlicą płuca. Nie znaczy to jednak, że ich
związek rozwijał się bez wstrząsów. Główną przyczyną awantur była
zazdrość Poli, ale Petroniusz potrafił rozładować każde napięcie. Zawsze
w zanadrzu miał odpowiedni prezent - czy to szczeniaka buldoga
francuskiego, czy też pierścionek z brylantem o wadze 20 (!) karatów...
Jednakże ich znajomość nie miała przyszłości - Pola jeszcze nie
załatwiła spraw rozwodowych, a Schleber nie chciał czekać. Powtarzał, że
sama miłość nie wystarczy, z czasem potrzebne jest usankcjonowanie
związku. I gdy kochanka wyjechała kiedyś na dłuższy pobyt do St. Moritz,
to ani jej tam nie odwiedził, ani do niej nie napisał. Aktorka
dowiedziała się, że w Berlinie związał się z inną kobietą, co w pewnym
sensie rozwiązywało jej dylematy dotyczące dalszej kariery. Miała już
wówczas zaproszenie do USA, a Schleber był zbyt pochłonięty swoimi
interesami, by wyjechać na dłużej za ocean.
W tym samym czasie coś zaczęło się psuć we współpracy Negri z Lubitschem. Reżyser nie ukrywał, że jego podopieczna zachowuje się zbyt
samolubnie, zapominając, komu właściwie zawdzięcza swoją pozycję w świecie filmu.
"Lubitsch chyba zmęczył się trochę zachciankami Negri i jej
temperamentem - twierdził biograf reżysera Scott Eyman. - Postanowił
dalej wspinać się sam. Uważał, że Pola nie docenia jego roli w swojej
karierze... Zaczynała go traktować jak niewolnika, zapewne celowo, po to,
by go rozsierdzić. A przecież Ernst Lubitsch był czarującym, uroczym
człowiekiem i pomógł jej zdobyć sławę i fortunę. Wielu ludzi potrafiło
kreować gwiazdy filmowe, ale nikt nie potrafił tego robić tak jak on.
[...] Nie chodziło o to, że pragnął być szczebel wyżej od Poli Negri. Po
prostu nie chciał, aby pomniejszała jego zasługi"17.
Negri potrafiła jednak być wspaniałomyślna, bo gdy przyjechała ze
Szwajcarii do Paryża, hojnie wspomogła swego dawnego protektora
Kazimierza Hulewicza, który żył nad Sekwaną w skrajnym niedostatku,
opiekując się chorą córką. A chociaż dumny Hulewicz odmawiał przyjęcia
pomocy, to Pola znalazła sposób, aby go zabezpieczyć finansowo.
"Podczas naszej pożegnalnej kolacji powiedziałam mu więc, że chcę coś
zostawić w Paryżu i proszę go, by nazajutrz po południu wstąpił po to do
hotelu. Wiedziałam, że w tym czasie już mnie nie będzie, uniknę zatem
sporów o przyjęcie czeku na dosyć pokaźną kwotę. Mój Boże, pieniądze to
była drobna rekompensata za wszystko, co on zrobił dla matki i dla mnie!
[...] W kartce dołączonej do czeku prosiłam gorąco, aby w razie potrzeby
natychmiast zwrócił się do mnie. Pisywał potem czarujące listy, ale
nigdy o nic nie poprosił"18.
Amerykański sen
Na europejskiej premierze Madame Dubarry pojawił się Charlie Chaplin.
To właśnie on namówił Negri na wyjazd do Ameryki, tłumacząc, że tylko
tam można zrobić prawdziwą karierę. Niebawem zresztą film odniósł sukces
za oceanem - w ciągu dwóch tygodni obejrzało go 350 tysięcy widzów.
Zwracano uwagę na grę Poli, ale bardzo chwalono również Lubitscha,
którego porównywano z D.W. Griffithem.
"Pola Negri była pierwszą importowaną gwiazdą - pisał biograf aktorki
David Gasten. - Wiele się zdarzyło od momentu, kiedy Hollywood docenił
gwiazdę zza oceanu i sprowadził ją tutaj. Tak stało się potem z Gretą
Garbo, Ingrid Bergman, Sophią Loren, Hedy Lamarr. Ale Pola była
pierwsza. Zapoczątkowała gwałtowny napływ europejskich reżyserów i aktorów"19.
Po przybyciu do USA Pola zadbała o dobre kontakty z miejscową Polonią.
Demonstracyjnie podkreślała swoje pochodzenie, spotykała się z przedstawicielami polskiej mniejszości. A gdy ruszyła w stronę
Hollywood, znalazła czas na wizytę w "Domu Polskim w Chicago, kwiaty pod
pomnikiem Kościuszki, wywiady dla polskojęzycznej prasy".
"Jeżeli tu przybyłam - mówiła podczas jednego ze spotkań - to nie w celu
jedynie szukania chwały osobistej czy majątku. Pragnę rozsławić imię
nasze, pragnę choćby skromną cegiełką przyczynić się do sławy naszej
odrodzonej, ukochanej Ojczyzny"20.
Aktorka podpisała umowę na wyłączność z wytwórnią Paramount, której
dział reklamowy już pracował nad jej wizerunkiem. Specjaliści od reklamy
nie przejmowali się faktami, dla nich liczyły się wyłącznie sensacja i wzbudzenie zainteresowania wśród widzów.
"Córka cygańskiego skrzypka i zubożałej hrabiny - pisano w przygotowanym
przez wytwórnię życiorysie Poli. - Tańczyła jako dziecko obok Fokina w Petersburgu, przed obliczem samego cara"21.
Fokin wprawdzie w tym czasie mieszkał już w USA, ale nikt specjalnie nie
przejmował się tym, że może sprostować te rewelacje. Zresztą Hollywood
rządziło się swoimi prawami i opinie specjalistów od reklamy natychmiast
stawały się obowiązującą wersją wydarzeń.
Umowa na wyłączność narzucała aktorce wiele ograniczeń, ale wszelkie
niedogodności wyrównywała bajeczna gaża, która jeszcze bardziej wzrosła
po pierwszych sukcesach. W USA gwiazdy ekranu otaczano kultem, a małżeństwa przemysłowca z aktorką nie uważano za mezalians. Europa
dopiero łamała obyczajowe tabu, natomiast za oceanem artyści stanowili
elitę towarzyską kraju. Oczekiwano od nich odpowiedniego zachowania,
chlubienia się majątkiem, realizacji "amerykańskiego snu". Powinni
dostarczać też plotek, ważne było, z kim się spotykają, romansują czy
rywalizują.
Pola nie zawiodła swoich wielbicieli, albowiem według Amerykanów
Europejka powinna być kapryśna i nieobliczalna. Zachowywała się jak
rasowa celebrytka, zakupiła białego rolls-royce'a z deską rozdzielczą i klamkami z kości słoniowej. Auto prowadził szofer w białej liberii,
aktorka również chętnie używała białych strojów. Pokazywała się w futrze
z gronostajów, chętnie nosiła klejnoty, po Bulwarze Zachodzącego Słońca
spacerowała z chartami i tygrysem na smyczy. Jej garderoba usłana była
płatkami orchidei, bo gwiazda tego formatu nie mogła przecież
wykorzystywać do tego celu pospolitych kwiatów. Potrafiła również
wprowadzić modę na rzeczy dostępne dla przeciętnych widzów, gdyż panie
naśladowały jej zwyczaj malowania na czerwono paznokci u stóp.
Pola zarabiała milion dolarów rocznie (około 12 mln obecnych dolarów) i nie żałowała pieniędzy na swoją promocję. Jak przystało na wielką
gwiazdę, mieszkała w komfortowych warunkach, a jej dom w Hollywood
wywierał wielkie wrażenie na zapraszanych gościach. Było to dziwne
połączenie krzykliwego nowobogactwa z wyrafinowanym luksusem.
"Na parterze wchodzi się z przedpokoju do dużej biblioteki utrzymanej w kolorze szarym, szczelnie zapełnionej szafami - opisywał Aleksander
Stawski. - Na półkach pełno książek, wśród nich wiele z dedykacjami:
Anatole'a France'a, D'Annunzia, Maeterlincka itp. Nad kominkiem wielki
portret artystki pędzla Tadeusza Styki.
Obok biblioteki olbrzymi salon utrzymany w tonie bordo - zwraca uwagę
wspaniały koncertowy fortepian Bechsteina [...]. Obok fortepianu stoi
złocona harfa, salon zapełniają zaś autentyczne obrazy i antyki"22.
Dalej było już jednak inaczej - obok salonu znajdował się pokój w stylu
bizantyjskim (!), a w jadalni zwracały uwagę dywan z Buchary oraz
"srebrne ptaki z odkręcanymi główkami". Sypialnię ze złoconym łóżkiem i skórą syberyjskiego niedźwiedzia urządzono w stylu Ludwika XVI. Do tego
obowiązkowa garderoba zawierająca szafy ze strojami i kapeluszami
artystki. Nie mogło oczywiście zabraknąć pokoju kąpielowego wyłożonego
marmurem, pokoju śniadaniowego czy domku dla służby. Warto jednak
zaznaczyć, że każdy z podwładnych Poli miał do swojej dyspozycji własny
pokój z łazienką.
W celach marketingowych wykreowano konflikt Negri z inną gwiazdą
Paramountu - Glorią Swanson. Aktorki przyjęły zasady gry, wiedząc, że
popularność decyduje o ich karierze. A to, że prywatnie się lubiły, nie
miało najmniejszego znaczenia.
"[...] Pola Negri zadebiutowała w Ameryce w sposób prawdziwie
hollywoodzki - wspominał Charlie Chaplin. - Wydział reklamy Paramountu
przewyższył nawet swoje zwykłe ośle wybryki. Wśród mieszaniny
fingowanych kłótni i zazdrości reklamowano i upokarzano Glorię Swanson i Polę Negri. Tytuły w prasie głosiły: Negri domaga się garderoby Glorii
Swanson, Gloria Swanson odmawia spotkania z Polą Negri, Negri uwzględnia
prośbę Swanson o towarzyską wizytę"23.
Gloria uwielbiała koty, Pola ich nie znosiła. Zatem do rangi ważnych
wydarzeń medialnych urosły chwile, gdy Negri odkrywała w swojej
garderobie kolejnego kota, którego rzekomo wpuściła tam Swanson. Dziwnym
trafem za każdym razem byli przy tym dziennikarze, gdyż koty
najwyraźniej nie odwiedzały Poli pod ich nieobecność...
Czasami jednak dochodziło do zupełnie przypadkowych, niezaplanowanych
sytuacji, które zaraz trafiały na czołówki gazet. Podczas jakiejś
uroczystej gali żadna z antagonistek nie chciała wyjść z garderoby jako
pierwsza. Wiadomo było, że ta, która pokaże się później, zostanie lepiej
zapamiętana przez dziennikarzy. Poli znudziło się wreszcie oczekiwanie i wyszła do gości przed Glorią:
"Miałam na sobie przecudną paryską suknię z zielonego brokatu
przetykanego srebrem. Wzbudziła szmer zachwytu i burzę oklasków.
Usiadłam obok papy Zukora [założyciela Paramount Pictures - S.K.],
czekając na ukazanie się Glorii. Trzeba przyznać, że należy ona do
kobiet, które potrafią odpowiednio się zaprezentować; odczekała teraz do
momentu, aż ucichnie podniecenie wywołane moim wejściem. Na nieszczęście
nie komunikowałyśmy się ze sobą i nie uzgodniłyśmy naszych strojów.
Toteż jej wejście stało się zupełną klęską. Wystąpiła bowiem w sukni
identycznej z moją. Paryski dom mody nie uprzedziwszy nas o tym,
sprzedał nam dwie jednakowe suknie; wejście Glorii zamiast podziwu
wywołało tylko ogólną wesołość"24.
Pola i Charlie
"Pola Negri jest naprawdę piękna - pisał Charlie Chaplin w 1921 roku. -
Ta Polka reprezentuje słowiański typ urody: piękne kruczoczarne włosy,
białe, równe zęby i znakomita karnacja. Jaka szkoda, że takiej karnacji
nie rejestruje taśma filmowa. A jaki ma głos! Jej usta tak pięknie mówią
po niemiecku. Jej głos ma miękki, aksamitny ton z czarującą
modulacją"25.
Wydaje się, że Chaplin miał niewielkie pojęcie o "słowiańskim typie
urody", bo w aparycji aktorki widoczne były ślady cygańskiego
pochodzenia jej ojca. Ale gwiazdor miał rację, że Pola była przepiękną
kobietą budzącą zachwyt i pożądanie otaczających ją mężczyzn.
Znajomość z czasów premiery Madame Dubarry odnowili w dość
niecodzienny sposób, gdy samochód aktorki wpadł na auto komika. Wkrótce
też rozpoczął się ich romans, przy czym inicjatywa podobno należała do
Poli.
"[...] otrzymałem wiadomość - wspominał aktor - że panna Negri nie może
się ze mną zobaczyć - bez żadnych wyjaśnień. Jednakże tego samego dnia
wieczorem pokojówka Poli zatelefonowała w przerażeniu, że pani jej jest
bardzo chora, i czy mógłbym przyjść natychmiast? Gdy przyjechałem,
zapłakana pokojówka wprowadziła mnie do salonu, gdzie zastałem Polę
leżącą z zamkniętymi oczami na kozetce. Kiedy je otworzyła, jęknęła:
"Jesteś okrutny" - i znalazłem się w roli Casanovy"26.
34-letni Chaplin uchodził za playboya i wyjątkowego sknerę. Jednak jego
rady bardzo pomogły Negri w amerykańskiej karierze, a poza tym przy niej
zapominał o swoim skąpstwie. Obdarowywał ją kosztownymi prezentami,
zamawiał pod dom orkiestrę, wprowadził w świat Hollywoodu. Miał wobec
niej poważne plany, jednak wszystko zniszczyła jego chorobliwa zazdrość.
Mimo to romans przyniósł obojgu pewne profity, bo prasa rozpisywała się
o ich kłótniach i pojednaniach, spekulowano na temat daty ślubu. Czasami
jednak sprawy prywatne niekorzystnie wpływały na życie zawodowe,
niepokojąc pracodawców.
"Wysłannicy obu wytwórni - wspominała Pola - Famous Players [pierwotna
nazwa Paramountu - S.K.] i United Artists krążyli między nami, starając
się jakoś doprowadzić do zgody, bo te zwłoki były bardzo kosztowne. A to
wszystko stanowiło publiczną tajemnicę; nigdy nie mogliśmy załatwić
naszych waśni między sobą. Prasa wytrwale śledziła każdy nasz krok;
polując na sensację, wypuszczała co dzień biuletyny informujące
czytelników o postępach ciągle rwącego i znów rozwijającego się związku
między "królową tragedii i królem komedii""27.
Związek ostatecznie się rozpadł, a Pola pocieszyła się romansem z aktorem Rodem La Rocque, z którym grała w Zakazanym raju (Cesarzowej).
Było to jednak tylko chwilowe zauroczenie, bez większego znaczenia.
"Epizod - potwierdzała aktorka. - Tak. Epizodem był w życiu mój partner
z Cesarzowej Rod La Rocque. Odegrał w sztuce, której na imię Życie
miłosne Poli Negri, rolę epizodyczną, choć na filmie grywa tylko role
wielkie. Filmując Cesarzową, byłam tak porwana tą rolą, że żyłam
atmosferą i otoczeniem dramatu. Rod stał się więc automatycznie niejako
wybitną postacią w moim ówczesnym życiu"28.
Wielki romans miał dopiero nadejść i nie dał na siebie zbyt długo
czekać. Podczas jednego z przyjęć aktorka poznała Rudolfa Valentino i zakochała się w nim bez pamięci.
Rudy Walenty
Słynny włoski amant był starszy od Poli o dwa lata. Jego pierwsza żona
okazała się zdeklarowaną lesbijką i uciekła od niego w noc poślubną, w związku z czym małżeństwo nie zostało skonsumowane. Następna małżonka,
podająca się za Rosjankę Natacha Rambova, miała skłonności biseksualne,
a poza tym publicznie twierdziła, że postępuje według wskazówek dawanych
jej przez zmarłego przed wiekami egipskiego kapłana. Valentino był w niej nieprawdopodobnie zakochany i - jak przystało na gorącego Włocha -
nieustannie okazywał jej swoje uczucia. Ona pozostawała zdystansowana i chłodna, dzięki czemu potrafiła nim doskonale manipulować.
"[...] Valentino złapał ją in flagranti z operatorem filmu, który
właśnie produkowała za jego pieniądze - pisał producent i scenarzysta
Andrzej Krakowski. - Rzuciła Rudolfa natychmiast po ukończeniu What
Price Beauty (Cena piękności), pierwszego i ostatniego filmu, jaki
zrobiła jako producentka. Zgodnie z tytułem filmu cena tej piękności
okazała się zawrotna. Nie jest tajemnicą, że Valentino wyszedł na tym
jak Zabłocki na mydle"29.
Rudolf miał za sobą ciężkie dzieciństwo, bo jego ojciec, z zawodu
weterynarz, wychowywał go za pomocą bata i laski, a czasem głodnego
zamykał na noc w szafie. Valentino w poszukiwaniu lepszego życia
wyemigrował do Ameryki, a swoją karierę zaczynał jako tancerz i żigolak.
Był też pomywaczem, ogrodnikiem i kelnerem, by wreszcie trafić do
Kalifornii, gdzie niebawem został największym amantem w dziejach kina.
Na ekranie prezentował się fantastycznie, kobiety mdlały, patrząc na
jego grę. Do tego znakomicie tańczył, podnosząc taniec do rangi
prawdziwej sztuki. Chyba żaden inny aktor nie potrafił tak uwodzić na
parkiecie jak boski Rudi.
"To nawet nie to, że tak wspaniale opanował technikę tańca - tłumaczył
przyjaciel Poli, Michael Arlen. - Wcale nie. To coś innego. Nie umiem
tego dokładnie określić. Ale z pewnością jest to sposób, w jaki się
porusza. Nie ma w tym nic wulgarnego, a przecież wydaje się, że uwodzi
każdego, kto na niego patrzy. Myślę, że jego partnerce może to zupełnie
zawrócić w głowie"30.
W głębi duszy Valentino pozostał nieskomplikowanym włoskim chłopakiem,
ceniącym dobre jedzenie i domową atmosferę. Uwielbiał przygotowywać
spaghetti, martwił się postępującą łysiną, marzył o spokojnym rodzinnym
życiu, a także o namiętnej miłości, której tak naprawdę nigdy nie
zaznał.
"Był przystojny - wspominała Pola - ale tak ujmująco naturalny, że wcale
w nim nie wyczuwało się owej ogromnej zmysłowości, która biła z niego z ekranu. Oczywiście posiadał to niemal profesjonalne wyrafinowanie, jakie
mają Włosi, lecz przy tym wydawał się zupełnie niezepsuty. Głęboki
smutek w jego czarnych oczach przemawiał raczej do uczuć macierzyńskich,
nie zmysłowych, a we wspaniałym kostiumie torera z Krwi na piasku
przypominał bezbronnego chłopca, który się fantastycznie
wystroił"31.
Valentino mógł nie mieć pewności siebie, ale doskonale wiedział, czego
oczekuje kobieta. Był szarmancki, opiekuńczy, nie zapominał o kwiatach i prezentach. A gdy zdecydowali się z Polą skonsumować związek, na randce
pojawił się z naręczem róż. Poobrywał płatki i rozrzucił je na łóżku, co
przyniosło obojgu niezapomniane przeżycia.
Zdarzały się oczywiście kłótnie, bo Valentino nie był wierny, ale zawsze
potrafił uzyskać przebaczenie. Pola pomagała mu również finansowo, gdyż
oba jego rozwody sporo go kosztowały. W dodatku Valentino był
utracjuszem, miał zwyczaj wydawania wszystkiego, co zarobił, a brak
pieniędzy w ogóle nie stał na przeszkodzie jego rozrzutności, w efekcie
czego zawsze był zadłużony.
Pola godziła się również z tym, że z bliska "boski Rudi" dużo tracił na
swojej urodzie. To nie był ten sam uwodzicielski mężczyzna, co na
ekranie.
"[...] ramiona miał silne, muskularne - pisał Andrzej Krakowski. -
Reszta nie wyglądała już tak dobrze. Peruka zasłaniała łysinę, żółte
oczy sugerowały chorobę. Pocił się niemiłosiernie i miał zawsze wilgotne
ręce. Ale Pola go uwielbiała"32.
Łączyło ich również to, że oboje za wszelką cenę chcieli, by pisano o nich na pierwszych stronach gazet. Było to konieczne dla rozwoju ich
karier, ale chyba z czasem zatarła się granica pomiędzy życiem prywatnym
a wizerunkiem publicznym. Inna sprawa, że był to właściwie pierwszy
wielki romans gwiazd o takiej pozycji. Sprawę zresztą ułatwiało to, że
oboje mieli umowy z Paramountem, a wytwórnia potrafiła zdyskontować ich
uczucie.
"Nasz dział reklamy nagle bardzo się ożywił - przyznawał producent
Andrew Lyles. - Pola Negri i Rudolf Valentino dawali mu zajęcie. Ona
pokazywała się w długich egzotycznych sukniach, a on w eleganckich
męskich strojach - co za para! Rzucali się w oczy! Gazety ciągle
zamieszczały ich zdjęcia. Byli marzeniem studia. [...] Rudi i Pola
zapoczątkowali długą listę par połączonych niezwykłą namiętnością.
Zawdzięczaliśmy im wiele, jeśli chodzi o pokazywanie romantycznych
uczuć"33.
Do nowego partnera córki nie mogła się natomiast przekonać matka Poli.
Pani Eleonora przyjechała do Kalifornii i skrytykowała włoskiego amanta,
nazywając go "rudym Walentym". Twierdziła, że ten związek do niczego
dobrego nie doprowadzi i niechybnie przyniesie jej córce kolejne
rozczarowanie. Na marginesie należy wspomnieć, że pani Chałupiec
początkowo nudziła się w Hollywood, nie znała angielskiego i chyba zbyt
szybko przeniosła się z Polski do kalifornijskich luksusów. Dlatego też
córka postanowiła zatrudnić dla niej sekretarza, z którym starsza pani
mogłaby grać w ulubionego brydża. Został nim zubożały gruziński
arystokrata, książę David Mdivani.
Pola nie przejmowała się jednak opinią rodzicielki i doprowadziła do
oficjalnych zaręczyn. Chociaż do dzisiaj wiele osób w to powątpiewa,
zaręczyny faktycznie się odbyły. Narzeczeni wydali nawet specjalny
komunikat na ten temat, a wielu ich przyjaciół było obecnych na
uroczystości.
W chwilach wolnych od zajęć zawodowych prowadzili bajeczne życie. Dużo
jeździli konno (Rudi był właścicielem małej stadniny koni arabskich),
grywali w tenisa, pływali jego jachtem. Tam, z dala od dziennikarzy i wielbicieli, czuli się chyba najlepiej. Valentino zamieniał się w doskonałego kucharza i przygotowywał narzeczonej swoje ulubione potrawy.
Niektóre jego przepisy (jak na przykład na sos mięsny czy klopsiki)
wykorzystywała jeszcze przez wiele lat.
"Mieli wspólne cechy - tłumaczyła pisarka Emily Leider - takie jak
spontaniczność, ciepło, zamiłowanie do sztuki i do pięknych rzeczy, chęć
pokazywania się w towarzystwie. Lubili przyjęcia, taniec, rozrywkę.
Wydaje się również, że w przeciwieństwie do Natachy Rambovej, byłej żony
Valentina, Pola umiała okazywać swoje uczucia. Natacha była bardziej
powściągliwa i zawsze się kontrolowała. Pola potrafiła bawić się na
całego, a Valentino potrzebował takiej kobiety jak ona"34.
Nie było im jednak dane zalegalizować ten związek. Latem 1926 roku Rudi
ukończył pracę nad Synem szejka i wyruszył w trasę promocyjną po USA.
Wyjeżdżając, miał złe przeczucia, odczuwał silne bóle podbrzusza, które
jednak zlekceważył. W połowie sierpnia zasłabł w Nowym Jorku i trafił do
szpitala, gdzie okazało się, że ma wrzody żołądka i ostre zapalenie
wyrostka robaczkowego. Natychmiast przeprowadzono operację, doszło
jednak do powikłań i największy gwiazdor niemego kina zmarł kilka dni
później.
"Aż do końca byłem przy Rudim - wspominał jego osobisty lekarz. -
Jeszcze na pół godziny przed śmiercią był przytomny. [...] Powiedział
nagle: "Pola... jeżeli nie zdąży przyjechać, niech jej pan powie, że myślę
o niej". Nie zdołał dokończyć zdania, bo w tym momencie zapadł już w sen
wieczny"35.
Pola kręciła wówczas film w Kalifornii i na Wschodnie Wybrzeże dotarła
już po śmierci partnera...
Pierwszy pogrzeb Valentino odbył się w Nowym Jorku. Uczestniczyło w nim
sto tysięcy fanów, były przypadki samobójstw jego wielbicielek. Pola
zachowywała się jak wdowa po Rudim, ale jej publiczna rozpacz spotkała
się z powszechnym potępieniem. Uważano, że szuka taniej popularności, bo
ataki histerii wyglądały na starannie wyreżyserowane. Wszelkie
wątpliwości rozwiało to, że kiedy kamerzyści nie zdążyli uwiecznić jej
rozpaczy i poprosili o powtórzenie, ona nie odmówiła...
"Gdy dotarli w końcu do Los Angeles - opisywał Andrzej Krakowski -
trumna ze zwłokami na kilka dni wylądowała w garażu, gdyż nikt nie
chciał zapłacić za pogrzeb, a zmarły idol nie pozostawił po sobie nic
poza długami. Z jakiegoś powodu narzeczona również nie spieszyła się do
wyrównania rachunków, mimo że jej zarobki przekraczały wtedy milion
dolarów rocznie. Kupiła natomiast od rodziny Rudolfa jego samochód,
słynną isottę fraschini, którym dała się zawieźć do swojego kolejnego
ślubu. Z pomocą zmarłemu aktorowi przyszła w końcu kobieta, z którą
nigdy nie łączyły go żadne romanse. June Mathis, szefowa produkcji
Paramountu i producent kilku jego filmów, oddała mu kryptę, którą
wcześniej wykupiła dla siebie. Umarła rok później i została pochowana w grobie obok"36.
Nie można jednak Poli całkowicie potępiać. To Ameryka nauczyła ją takich
zachowań, bo tutaj nieustannie trwał show. Valentino umarł i nic nie
mogło go przywrócić do życia. Ona miała 29 lat i życie przed sobą. Nikt
nie zamierzał zwracać jej poważnych sum, które pożyczyła zmarłemu, nie
zdawała sobie jednak sprawy z tego, że widzowie czasami nie wybaczają.
Uznano, iż przesadziła, a próbę wykorzystania śmierci Valentino dla
własnej promocji uznano za wyjątkowo niesmaczną. Od tego tragicznego
wydarzenia jej gwiazda zaczęła przygasać.
Finanse panny Negri
W odróżnieniu od swojego zmarłego partnera Pola zawsze poważnie
traktowała sprawy finansowe. Nigdy nie wydawała wszystkiego, co miała,
nie popadała w długi, a wszelkie nadwyżki starała się rozsądnie
inwestować. Nadal przejawiała słabość do klejnotów, toteż do biżuterii
Hohenzollernów dokupiła jeszcze kosztowności Habsburgów. Ale przede
wszystkim interesowały ją nieruchomości, wiedziała bowiem, że ich realna
cena raczej nie spada.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki