Królik, królewna i marmolada - Leopold Chauveau

Kup ebooka

36.00 zł
28.80 zł (28,75 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Pew­nego razu sie­dzia­łem w pra­cowni przy otwar­tych drzwiach.

Wszedł He­nio, obiema rę­kami trzy­ma­jąc wielką ka­napkę. Ode­zwał się:

- Tato, pro­szę, na­ry­suj mi por­tret mo­jej ka­napki.

- Por­tret ka­napki! Co to za wy­my­sły?!

- Ta­kiej z mar­mo­ladą na wierz­chu, że­bym pa­mię­tał, jak wy­glą­dała, kiedy już ją zjem.

- Nie, daj mi spo­kój. To za trudne.

- Za­wsze tak mó­wisz.

Po chwili za­czął znowu:

- To w ta­kim ra­zie opo­wiedz mi bajkę o mar­mo­la­dzie.

- Nie męcz! Nie znam ba­jek o mar­mo­la­dzie.

- Wi­dzisz? Za­wsze tak mó­wisz. A po­tem, jak ci się ze­chce, opo­wia­dasz bar­dzo do­brze.

- Znam jedną, w któ­rej jest mowa o mar­mo­la­dzie, ale nie można po­wie­dzieć, że to jest bajka o mar­mo­la­dzie.

- I tak opo­wiedz.

Był so­bie raz chłop­czyk.

Mó­wili na niego Kró­lik. Nikt nie pa­mię­tał, jak ma na­prawdę na imię.

Ten chłop­czyk, za­miast po uro­dze­niu ro­snąć jak wszy­scy grzeczni chłopcy, ma­lał, ro­bił się co­raz mniej­szy, cho­ciaż był bar­dzo grzeczny.

Zmniej­szał się re­gu­lar­nie, zu­peł­nie tak samo, jak inni ro­sną, i w wieku pięt­na­stu lat był tak mały, że za­miast czapki no­sił na­par­stek swo­jej mamy.

Kiedy osią­gnął ten wiek, prze­stał ma­leć, tak samo jak w tym wieku czę­sto zwy­czajne dzieci prze­stają ro­snąć.

I po­dob­nie jak to się dzieje u in­nych w tym wieku, za­czął być nie­spo­kojny, draż­liwy, ma­rzył i śnił o po­dró­żach do­okoła świata, o wiel­kich przy­go­dach, z któ­rych wy­cho­dził cało dzięki swo­jej nie­zwy­kłej in­te­li­gen­cji i od­wa­dze.

Kiedy jed­nak prze­sta­wał ma­rzyć, wra­cały mu roz­są­dek i skrom­ność i przy­zna­wał w du­chu, że tak wiele trud­no­ści zdo­łałby prze­zwy­cię­żyć tylko w snach.

Pró­bo­wał się po­cie­szać, my­ślał so­bie, że prze­cież wspa­niałe przy­gody zda­rzają się tylko w snach albo w książ­kach, które opi­sują sny, ale w mo­no­ton­nym i nie­cie­ka­wym ży­ciu ma­łych chłop­ców nie dzieje się ni­gdy nic nie­zwy­kłego. Nie­stety te roz­my­śla­nia wcale nie przy­no­siły mu po­cie­sze­nia.

Pew­nego dnia, przy­cup­nięty obok fo­tela taty, wpa­try­wał się w ogień pło­nący na ko­minku.

Tata chra­pał. Wy­jął stopy z cho­da­ków, czyli cięż­kich drew­nia­ków, w któ­rych za­wsze cho­dził, i wy­cią­gnął nogi przed sie­bie.

Kró­lik ma­rzył. Wi­dział za­chód słońca, a po­tem dwa sta­teczki uno­szące się na spo­koj­nym, przy­pró­szo­nym czer­wie­nią mo­rzu. Na­gle zro­zu­miał, że jed­nak przy­gody mogą się zda­rzyć w ży­ciu ma­łych chłop­ców, że wła­śnie te­raz się przy­da­rzają.

Wsko­czył na je­den ze stat­ków.

Jak tylko zna­lazł się na po­kła­dzie, oka­zało się, że to drew­niak jego taty!

No i ko­niec przy­gód! O, nie! Wy­lazł z cho­daka, kop­nął go i po­wie­dział: "Głupi cho­dak!". Po­tem jed­nak pod­szedł do dru­giego cho­daka, po­wie­dział: "W drogę!" i za­czął go po­py­chać w stronę drzwi.

Bar­dzo trudno było pchać ciężki but po szorst­kiej gli­nia­nej pod­ło­dze. Na ze­wnątrz bę­dzie ła­twiej, bo ścieżka bie­gła w dół, pro­sto do rzeki. Zwo­do­wał drew­niak i wsko­czył na po­kład.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki