Królestwo, które nauczyło się słuchać - Michał Kozyrski

Kup ebooka

20.19 zł
16.76 zł (20,19 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział 1. Człowiek przy oknie

Miran najbardziej lubił tę porę dnia, kiedy mury Velarii przestawały być szare. Zachodzące słońce przesuwało się po wieżach i dachach, aż kamień nabierał koloru miodu. Z okna swojej izby widział fragment rynku, bramę prowadzącą ku południowemu traktowi i ludzi, którzy zawsze dokądś się spieszyli.

Sam nie mógł po prostu wstać i pójść za nimi.

Mózgowe porażenie dziecięce sprawiało, że jego ciało nie wykonywało wszystkich poleceń tak, jak chciał. Poruszał się na wózku skonstruowanym przez miejscowych rzemieślników, a w wielu codziennych czynnościach potrzebował pomocy. Jego mowa również nie zawsze była łatwa do zrozumienia. Ludzie, którzy znali go dobrze, potrafili wychwycić większość słów. Dla pozostałych miał tablicę znaków i liter.

Najbardziej denerwowało go jednak nie to, że potrzebował pomocy.

Denerwowało go, kiedy ktoś uznawał, że skoro jego ciało działa inaczej, to jego myśli również muszą być słabsze.

Tego wieczoru Taren przyniósł mu starą mapę.

Zanim zapukał, Miran zdążył jeszcze zobaczyć, jak na rynku dwóch tragarzy pomaga kupcowi podnieść wóz z pękniętym kołem. Jeden człowiek podawał klin, drugi trzymał dyszel, trzeci krzyczał, że wszyscy robią to źle. Miran uśmiechnął się pod nosem. Velaria lubiła opowiadać o samodzielności, a jednak każdego dnia działała tylko dlatego, że ludzie nieustannie robili coś dla siebie nawzajem.

- Znowu kupiłeś coś, co powinno już dawno rozsypać się w pył? - zapytał Miran.

Taren uśmiechnął się.

- Tym razem pył był gratis.

Rozłożył pergamin na stole. Mapa przedstawiała Avelor sprzed kilkuset lat. Miran znał dziesiątki podobnych dokumentów, lecz ten różnił się jednym szczegółem.

Na jego obrzeżach widniało siedem niewielkich znaków.

Miran patrzył na nie długo.

- To nie są oznaczenia królestw - powiedział w końcu.

- Skąd wiesz?

Miran przesunął wzrokiem od jednego symbolu do następnego.

- Bo królestw nigdy nie zaznaczano poza granicami mapy.

Za oknem zabrzmiał dzwon.

Raz.

Drugi.

A potem trzeci, choć trzeci dźwięk nie należał do żadnej znanej Miranowi godziny.

Taren spojrzał w stronę rynku.

- Co to było?

Miran nadal patrzył na siedem znaków.

- Obawiam się, że właśnie zaczęła się odpowiedź.

Rozdział 2. Trzeci dzwon

Na rynku Velarii ludzie zatrzymywali się i spoglądali ku Wieży Strażniczej. Trzeci dzwon oznaczał zagrożenie na trakcie. Nie rozbrzmiewał od dwudziestu siedmiu lat.

Liora pojawiła się w domu Mirana jeszcze przed zapadnięciem ciemności. Miała na sobie skórzaną kurtę podróżną, a przy pasie krótki miecz. Nie wyglądała jak ktoś, kto przyszedł złożyć towarzyską wizytę.

- Zamknięto północną bramę - powiedziała. - Strażnicy znaleźli pusty wóz kupiecki. Konie wróciły same.

Taren uniósł brwi.

- Rozbójnicy?

- Gdyby to byli rozbójnicy, zabraliby towary.

Miran wskazał mapę.

- Gdzie znaleziono wóz?

Liora pochyliła się nad pergaminem. Miran poprosił ją, by przesunęła świecę bliżej. Następnie wskazał pierwszy z siedmiu symboli.

- Niedaleko Kamiennego Lasu - odpowiedziała.

Taren przestał się uśmiechać.

Znak znajdował się dokładnie tam.

Liora zapytała Tarena:

- Co on o tym myśli?

Miran od razu spojrzał na nią znacząco.

Liora skrzywiła się.

- Dobrze. Głupio powiedziałam. Miran, co ty o tym myślisz?

- Myślę, że mapa jest starsza niż Przymierze Światła. I że ktoś bardzo chciał, żeby te znaki przestały być rozumiane.

Przez chwilę w izbie słychać było tylko trzask drewna w palenisku.

Miran nie wiedział jeszcze, czym były symbole. Wiedział natomiast coś znacznie bardziej niepokojącego: pierwszy z nich leżał dokładnie przy miejscu, gdzie zniknęli ludzie.

Na zewnątrz strażnicy zapalali pochodnie.

A gdzieś daleko na północy, poza murami miasta, coś odpowiedziało dzwonowi głębokim dźwiękiem przypominającym pękający kamień.

Rozdział 3. Mapa bez autora

Następnego ranka Miran zażądał, by zanieść mapę do Archiwum Koronnego. Droga przez miasto zajęła im więcej czasu niż powinna. Schody przy głównym wejściu do archiwum były wysokie i pozbawione podjazdu, więc Taren i Liora musieli skorzystać z bocznej bramy przeznaczonej dla dostaw.

- Królestwo potrafi wznieść wieżę na dwieście stóp, ale kilka równych desek przekracza możliwości cywilizacji - mruknął Miran.

Liora parsknęła śmiechem.

W archiwum przyjął ich Erian, młody uczony w granatowej szacie. Gdy zobaczył Mirana, przez moment zawahał się, a potem zwrócił się do Liory:

- Czy on może...

- Może - przerwał Miran.

Erian poczerwieniał.

- Przepraszam.

- Dobry początek.

Mapa natychmiast zainteresowała uczonego. Nie miała podpisu autora ani pieczęci królewskiego skryby. Pergamin był jednak autentyczny i, według Eriana, mógł pochodzić sprzed około pięciuset lat.

Miran wskazał siedem symboli.

Erian przyniósł księgę dotyczącą pierwszych lat Przymierza Światła. W jednej z ilustracji znajdował się niemal identyczny znak, ale opisano go jako dekorację.

- Dekoracje nie pojawiają się siedem razy w dokładnie określonych miejscach - powiedział Miran.

Pracowali kilka godzin. W końcu Erian odnalazł zdanie zapisane na marginesie uszkodzonego kronikarskiego tomu:

"Gdy siedem zamknięć pozostaje całych, cień nie ma drzwi".

Nikt się nie odezwał.

Erian przeczytał zdanie ponownie.

- Zamknięcia - powiedział.

Miran spojrzał na mapę.

- Pieczęcie.

I wtedy pierwszy symbol na pergaminie pociemniał.

Rozdział 20. Druga pieczęć

Skały zaczęły spadać z sufitu.

Liora osłoniła Mirana, a Erian pomógł Tarenowi dotrzeć do kamiennego mechanizmu. Vaelor stał nieruchomo pośród pyłu.

- Nie możecie zatrzymać wszystkich siedmiu - powiedział.

Taren przesunął dźwignię.

Złote światło wybuchło z pieczęci.

Pęknięcia przestały rosnąć.

Vaelor cofnął się.

Przez moment jego twarz zmieniła się. Miran zobaczył nie człowieka, lecz coś starego i zmęczonego.

Nie był to jednak obraz potwora. Przez krótką chwilę Miran zobaczył na jego twarzy strach - czysty, ludzki i niemal dziecięcy. Zaraz potem Vaelor odzyskał spokój. Ten jeden moment wystarczył, by Miran zaczął podejrzewać, że ich przeciwnik nie stoi po stronie Cienia tak pewnie, jak chce, by wszyscy wierzyli.

Potem postać zniknęła.

Nie uciekła.

Po prostu rozpłynęła się w cieniu.

Druga pieczęć ocalała, ale była uszkodzona.

Erian odnalazł na jej podstawie inskrypcję:

"Siedmiu zamknęło drogę. Jeden pozostał po drugiej stronie".

Miran spojrzał na miejsce, gdzie stał Vaelor.

- On nie przeżył czterystu lat.

- Więc czym jest? - zapytała Liora.

- Jeszcze nie wiem.

Mapa rozwinęła się sama.

Pierwszy znak był czarny. Drugi świecił słabiej niż wcześniej.

Pozostałych pięć rozbłysło jednocześnie.

A potem na pergaminie pojawiło się zdanie:

"Trzecia pieczęć zostanie otwarta przez króla".

Nikt się nie odezwał.

Jeżeli mapa mówiła prawdę, następne zagrożenie nie czekało w zapomnianym lesie ani w górskiej ruinie.

Czekało na królewskim dworze.

Miran spojrzał na swoich towarzyszy.

- Wygląda na to, że teraz musimy uratować świat przed królem.

Taren westchnął.

- Wiedziałem, że las był zbyt prosty.

Daleko pod Górami Szeptu coś uderzyło w niewidzialne drzwi.

Raz.

Potem drugi.

A pięć złotych pieczęci zadrżało.