Król zginął czy zaginął? Warneńska zagadka - Tomasz Schinesghe


Reflow text when sidebars are open.
W dniu 31. października Roku Pańskiego 1424, w Krakowie, przyszedł na świat Władysław III Jagiellończyk, syn Władysława II Jagiełły i Zofii Holsztańskiej. Wiadomość o narodzinach syna zastała króla w Przemyślu. Sędziwy władca wysłał swego pisarza, Marcina z Goworzyna, do papieża Marcina V. Nie tylko z wieścią o narodzinach ale i z prośbą, by papież raczył zostać ojcem chrzestnym dziecka. Papież zgodził się, powinszował potomka i obdarował stosownymi podarkami. Biskupowi krakowskiemu, Zbigniewowi Oleśnickiemu, polecił, by w jego imieniu trzymał dziecko do chrztu.
W lutym 1425 r. w Krakowie, z udziałem wielu osobistości i duchownych z całej Europy, odbył się uroczysty chrzest małego Władysława. Potem życie w królestwie wróciło na codzienne tory. Jan Długosz opisuje, że w tym czasie zarówno Polskę, jak i Litwę pustoszyły zarazy. Nawet król, królowa czy książę litewski chronili się daleko od miast, w bezludnych ustroniach, w lasach i puszczach. Władysława wywieziono wówczas do zamku w Chęcinach, by tam dziecko przeczekało czas morowego powietrza.
W maju 1426 r. królowi urodził się drugi syn, ale w około rok później, w 1427 r. mały Kazimierz umarł. Z uwagi na kolejną, szybką ciążę królowej pojawiły się obmowy i plotki na jej temat. W listopadzie 1427 r. przychodzi na świat kolejne dziecko, także Kazimierz. W grudniu tego roku. zostaje ochrzczony. W tym też czasie królowa Zofia złożyła publiczną przysięgę, deklarując dochowanie wierności królowi. Jak widać, publicznie złożone słowo było wówczas traktowane bardzo poważnie, zwłaszcza gdy składała je koronowana głowa.
Jak dodaje nasz historyk, urodzinom trojgu dzieci Jagiełły i Zofii towarzyszyły przepowiednie niejakiego mistrza Henryka z Czech, wykładającego na akademii krakowskiej. Miał on przewidzieć m.in. to, że pierwszy syn, Władysław, osiągnie wiele królestw, o ile pożyje dłużej.
Nie wiemy tego, ale być może król Jagiełło odczuwał jakąś niechęć dworu polskiego do siebie, gdyż, wedle Jana Długosza, stale był w drodze i bardzo często poza Krakowem. Wiedząc, iż wkrótce i on dołączy do zmarłych, swoją aktywność skierował na zapewnienie swym synom królewskiego dziedzictwa. Umiera w Gródku, w dniu 1 czerwca 1434 r. Tuż przed śmiercią poleca Janowi Słaboszowi pierścień królowej Jadwigi. Posłaniec ma zanieść go biskupowi Oleśnickiemu, jako symbol opieki nad królestwem, a zwłaszcza nad młodym Władysławem, dziedzicem tronu.
Przy okazji opisu okoliczności śmierci monarchy dowiadujemy się od Długosza, że młody Władysław miał być do Jagiełły bardzo podobny z urody i charakteru. To chyba pierwsza wzmianka o przymiotach drugiego Jagiellona, wówczas niespełna dziesięciolatka, i która może się nam przydać w dalszej części.
W dniu 18.06.1434 r. w Krakowie, odbył się uroczysty pogrzeb starego króla. Jak to ujął Jan Długosz - "była to uroczystość nie mniej smutna, jak kosztowna."
Umarł król, niech żyje król. Zbigniew Oleśnicki od razu przystąpił do zapewnienia sukcesji młodemu Władysławowi. Ze swoim autorytetem i posłuchem u ludu okazał się dla dynastii właściwym człowiekiem. Zmiana na tronie wywołała klasyczne, polityczne napięcie. Nie obeszło się bez awantur. Trzech dygnitarzy, imion nie wspomnę, oprotestowało wybór Władysława, a jeden z nich złorzeczył jeszcze nawet w kościele. Pojawiły się spory pomiędzy książętami i biskupami o miejsca w orszaku królewskim. Dzień po koronacji Władysław III Jagiellończyk udał się nawet do miasta, by się ludziom pokazać. Działo się to w dniach 25 i 26 lipca 1434 r.
Liczył sobie wówczas niespełna 10 lat. Nie wiemy, co wtedy myślał; możemy tylko przypomnieć sobie samych siebie w takim wieku. Na pewno mentalnie wychowywano go na monarchę, to oczywiste. Jako dziesięcioletni chłopiec znalazł się w "oku cyklonu" polityki. Domyślamy się, że przynajmniej od tego czasu, o ile nie wcześniej, przemożny wpływ na jego charakter musiał wywierać biskup krakowski. Domyślamy się także, iż Władysław był blisko związany z matką. Ojciec był niemal stale w drodze, często objeżdżał kraj. Nie wiemy, jaką wagę miały dla młodzieńca dokonania sławnego ojca, grunwaldzkiego zwycięzcy. Czy go inspirowały, czy też onieśmielały.
Czas jego młodocianego królowania nie był spokojny. Wrzawy i awantury wszczynali zwłaszcza przeciwnicy młodego króla. Jednak swoją frustrację kierowali głównie wobec Kościoła i jego dóbr. Można nawet powiedzieć, że pojawiło się sporo głosów antyklerykalnych. Nic nowego w Polsce, a wygląda to nawet na staropolski obyczaj. Tu interesuje mnie jednak, dlaczego opozycja była niechętna akurat duchowieństwu. Odpowiedź może być taka: gdyż to dostojnicy kościelni sprawowali wówczas faktyczną władzę nad młodocianym monarchą. Tym samym mieli wpływ na obsadzanie urzędów, nadawanie godności i innych smakołyków związanych z władzą. A to zawsze budziło zawiść. Wróćmy jednak do Władysława...
Mieszkał z bratem, Kazimierzem, tam gdzie się urodził, w Krakowie. Otoczony doradcami młodzik uczył się królowania. Z kronik Długosza dowiadujemy się, że trwające rady i narady przynosiły różne efekty. Czasem zwyciężała tzw. racja stanu, a czasem tzw. prywata. Warto docenić uwagę kronikarza co do ważności spraw gospodarczych królestwa. Inflacja i kryzys monetarny, podobnie jak dziś, także wówczas budziły niepokój, przynajmniej części polskich elit. Autor kroniki zauważa, że zawirowania związane z upadkiem monety przynoszą szkody podobne jak wojna...