KRÓL DUCH - LE ROI-ESPRIT
KRÓL DUCH
Rapsod pierwszy
Pieśń I
I
Cierpienia moje i męki serdeczne,
I ciągłą walkę z szatanów gromadą,
Ich bronie jasne i tarcze słoneczne,
Jamy wężową napełnione zdradą...
Powiem... wyroki wypełniając wieczne,
Które to na mnie dzisiaj brzemię kładą,
Abym wyśpiewał rzeczy przeminięte
I wielkie duchów świętych wojny święte.
II
Ja, Her Armeńczyk, leżałem na stosie
[Obacz w Platonie pełną tajemnic ducha powieść
o Herze Armeńczyku na końcu dzieła p.t. ˝Rzeczpospolita˝.]
Trupem... przy niebios jasnej błyskawicy.
Kaukaz w piorunów się ciągłym rozgłosie
Odzywał do ech ciemnej okolicy;
Niebo sczerniało... ale świeciło się
Grzmotami... jak wid szatańskiej stolicy...
A ja, świecący od ciągłego grzmota,
Leżałem. - Zbroja była na mnie złota.
III
I duch nie wyszły z umarłego ciała
Czuł jakąś dumę, że spokojnie leży;
A nad nim ziemia poruszona grzmiała
I unosiły się duchy rycerzy.
- Trójca widm mój stos ogniem zapalała,
A ja czekałem, aż piorun uderzy:
Tak byłem pewny, że w owe rumiane
Grzmotem powietrze - jak duch zmartwychwstanę.
IV
Już przybliżały straszne czarownice
Chwast zapalony i suche piołuny,
I moje blade oświeciwszy lice,
Wrzeszcząc, posępne swe śpiewały runy:
Kiedy je trzasły aż trzy błyskawice
I trzy siarczane, ogniste pioruny,
I tak strzaskały płomienie czerwone,
Żem je nie martwe sądził, lecz zniknione.
V
Wtenczas to dusza wystąpiła ze mnie,
I o swe ciało już nie utroskana,
Ale za ciałem płacząca daremnie,
Cała poddana pod wyroki pana,
W Styksie, w letejskiej wodzie albo w Niemnie
Gotowa tracić rzeczy ludzkich miana,
Poszła: - a wiedzą tylko wniebowzięci,
Czym jest moc czucia a strata pamięci!
VI
Tam, kędy dusze jasne jak brylanty
Swe dobrowolne czyniły wybory,
Moc utrudzona biegiem Atalanty
Szukała tylko szczęścia i pokory...
Orfeusz między ptaki muzykanty
Szedł umęczony i na sercu chory;
A jam pomyślał, że mu śpiewem będzie
Składać i skrzydła rozszerzać łabędzie.
LE ROI-ESPRIT
Po?me inachevé
Chant I
I.
Mes souffrances, les angoisses de mon c?ur, ma lutte continuelle avec l'esprit du mal, ses armes flamboyantes, son bouclier rayonnant comme un soleil, ses pi?ges remplis de trahisons vipérines, voila ce que je veux chanter pour accomplir l'ordre de l'éternelle destinée. Oui c'est elle qui m'impose aujourd'hui le pénible devoir de chanter les événements du passé, les grandes et saintes guerres des esprits sacrés.
II.
Moi, H?r l'Arménien, moi, devenu cadavre, je gisais sur un b?cher : le Caucase se no yait dans les éclairs ; la foudre retentissait a coups redoublés ; sa voix parlait aux échos de la sauvage contrée ; le ciel, obscurci et sillonné de tonnerres, offrait l'image d'une cité infernale. Et moi, je gisais éclairé par la foudre et couvert tout entier d'une armure d'or.
III.
Mon esprit, encore emprisonné dans son corps inanimé, sentait un certain orgueil d'?tre aussi calme au milieu de cette nature pleine d'horreurs. Au-dessus de lui grondait la terre émue et planaient les esprits des guerriers. Trois spectres de femmes se préparaient a allumer le b?cher, et moi, j'attendais que la foudre éclatât, tant j'étais s?r de ressusciter comme esprit dans cet air embrasé par les éclairs d'un ciel en courroux.
IV.
Déja les horribles sorci?res approchaient leurs torches d'herbes et d'absinthes s?ches ; déja éclairant ma figure pâle, elles hurlaient leurs hymnes sauvages, quand soudain trois foudres de sou ffre ardent les frapp?rent et la flamme les dévora si vite que je les crus plutôt évanouies dans l'air que mortes.
V.
C'est alors que mon âme s'échappa de sa prison, indifférente déja pour ce corps a jamais perdu pour elle, mais soupirant en vain apr?s une nouvelle forme. Soumise aux arr?ts du Seigneur, elle s'envola, pr?te a l'oubli m?me du nom des choses humaines. Les élus seuls savent ce qu'est la puissance du sentiment, alors que la mémoire n'est plus.
VI.
Aux lieux fortunés o? les âmes limpides comme le diamant font un choix volontaire, la force, épuisée par une course plus rapide que celle d'Atalante, ne cherche que le bonheur et un humble repos. La jadis je vis Orphée, las du fardeau de ses jours terrestres, se choisir un corps parmi les oiseaux musiciens. Qu'il lui sera doux désormais, me disais-je, de ployer et de déployer en cadence ses blanches ailes de cy gne.