Rozdział III
On
- Wujku, obiad! - zawołała radośnie czteroletnia Łucja.
- Już idę, księżniczko - odpowiedziałem i spojrzałem wymownie na Annę.
- Idź, poradzę sobie - uśmiechnęła się i skinęła głową.
Wszedłem po wąskich schodach i skręciłem do pierwszego pokoju na prawo. Choć poprawniej byłoby nazywać to pomieszczenie "komnatą", bo przecież księżniczki mieszkają w zamkach i pałacach, a nie w zwykłych domach. Na pastelową przestrzeń składało się zatem spore łóżko, małe biureczko pod oknem i kilka regałów wypełnionych najróżniejszymi lalkami, zabawkami i równo ułożonymi książeczkami. Na środku leżał biały, pluszowy dywan, a na nim stał jasny stoliczek zastawiony niemal w całości miniaturowymi potrawami. Nie zabrakło też różowych nakryć dla dwojga.
Przy jednym z miejsc siedziała Łucja ubrana w białą tiulową spódniczkę i różową bluzeczkę z Myszką Minnie, a na głowie miała srebrny diadem, którego nie powstydziłaby się żadna czteroletnia księżniczka. Dziewczynka jedną ręką podpierała głowę, a drugą bawiła się swoimi długimi blond włoskami. Gdy tylko usłyszała, że ktoś wchodzi do jej komnaty, spojrzała na mnie ogromnymi ciemnymi oczami i aż się zatrzęsła z dziecięcej radości.
- Siadaj, wujku! - zarządziła i wskazała paluszkiem wolny talerzyk po drugiej stronie stolika. Posłusznie zająłem miejsce i rozpoczęliśmy prawdziwie księżniczkową ucztę.
Kończyliśmy właśnie pierwsze z kilkunastu dań, gdy do królestwa córeczki wkroczyła Anna. Jej nagłe pojawienie się zafrasowało Łucję.
- Mamo, ale nie ma dla ciebie miejsca - poinformowała ze smutkiem.
- Nic nie szkodzi - odpowiedziała Anna łagodnie. - Adam, mam prośbę. Mógłbyś zostać z Łucją przez jakieś dwie, może trzy godziny? Muszę pojechać na większe zakupy, a Paweł wróci dopiero po szesnastej, więc...
- Jasne, nie ma problemu - przerwałem jej szybko. - Tylko nie urodź po drodze - dodałem z przekąsem.
- Spokojnie, do porodu został jeszcze ponad miesiąc. - Anna machinalnie pogładziła się po brzuchu. - Słuchaj, w lodówce jest serek dla małej. Trzeba go ogrzać w ciepłej wodzie, żeby nie jadła zimnego. Możesz też dać jej jakieś owoce. Jakiekolwiek, na pewno zje. Ale jakby była naprawdę głodna, to daj jej po prostu chleb z masłem, a jak wrócę, to zrobię normalny obiad.
- Nie martw się, jakoś sobie poradzimy, co nie? - zwróciłem się do Łucji. Dziewczynka skwapliwie pokiwała głową.
- No dobrze, ale jakby coś się działo, to dzwoń. Wtedy postaram się jak najszybciej wrócić.
Niespodziewana wizyta mamy rozkojarzyła Łucję, ale wystarczyło krótkie pytanie: "To co? Jemy dalej?", by dziewczynka wróciła do roli księżniczki urządzającej wykwintną ucztę. Jakiś czas później pokój z sali balowej zmienił się w cukierkowe boisko do piłki nożnej.
Łucja nawijała jak katarynka. Płynnie lawirowała pomiędzy tematami niezwykle ważnymi dla czteroletniej osóbki: o koleżankach i kolegach z przedszkola, o opiekujących się nią ciociach, o swojej nowej siostrzyczce, o zapracowanych rodzicach i mamie, która praktycznie na nic jej nie pozwalała. Ja miałem za zadanie kiwać głową i odzywać się raz na jakiś czas, gdy dziewczynka gubiła wątki.
- Wujku? - Łucja przerwała nagle swój monolog. Wydawała się zawstydzona pytaniem, które przyszło jej do głowy.
- Tak?
- A czemu ty nie masz żony? - zapytała, wbijając wzrok w podłogę.
Zamurowało mnie. Dopiero wtedy zdałem sobie sprawę, że Łucja nie ma prawa pamiętać Ewy. Rozstaliśmy się przecież parę miesięcy po jej narodzinach.
- Wiesz, wujek miał kiedyś żonę - odpowiedziałem.
- Naprawdę? - Łucja aż szeroko otworzyła oczy.
- Tak, księżniczko, ale już nie mam żony.
- A dlaczego?
- Bo... przestaliśmy się lubić - odrzekłem po chwili namysłu.
- A dlaczego? - dopytywała.
Nie wiedziałem, czy powinienem opowiadać swojej chrześnicy o tym, jak życie rozpadło mi się na kawałki i wciąż nie potrafię go poskładać. Jak to wyjaśnić, by zrozumiał jej czteroletni, niedoświadczony umysł?
- Mówiłaś, że masz w przedszkolu koleżanki, które lubisz i których nie lubisz, prawda? - Dziewczynka pokiwała głową. - Ja z moją żoną też kiedyś byliśmy najlepszymi przyjaciółmi, ale bardzo się pokłóciliśmy i ona poszła do innych kolegów i koleżanek.
- A ty nadal ją lubisz? - dociekała Łucja.
- Tak, nadal ją lubię - odpowiedziałem smutno.
Niespodziewanie Łucja podbiegła do mnie z wyciągniętymi rękami. Gdy ją podniosłem, oplotła mi ręce wokół szyi i mocno się przytuliła.
- Szkoda mi cię, wujku - rzekła z wyraźnym smutkiem w głosie. - Ale znajdź sobie jakąś żonę, bo przecież jesteś taki fajny!
Zaśmiałem się głośno i pocałowałem Łucję w policzek.
Przytulaliśmy się jeszcze przez chwilę, a potem wróciliśmy do gry w piłkę. Niedługo później jednak księżniczka oznajmiła, że jest zmęczona i poprosiła o przeczytanie ulubionej bajeczki. Ułożyła się wygodnie na swoim łóżku, ale zanim zdążyłem otworzyć książeczkę, Łucja zmieniła się w Śpiącą Królewnę. Przykryłem ją kocykiem, po czym usiadłem na skraju materaca i pogładziłem po złotych włoskach.
Jak to dobrze, księżniczko, że cię nie znienawidziłem - pomyślałem.
Po tym, jak Ewa oznajmiła mi, że zaszła w ciążę, przez długi czas nie potrafiłem spojrzeć z miłością na córkę mojej siostry. Unikałem spotkań z Anną i Pawłem, a gdy widzieliśmy się na rodzinnych uroczystościach, nie chciałem brać Łucji na ręce czy zabawiać i to pomimo że uczyniono mnie jej ojcem chrzestnym. Tłumaczyłem, że nie mam obycia z dziećmi i boję się, że zrobię jej krzywdę, ale tak naprawdę czułem lęk, że kolejny mały człowiek rozwali moje życie.
Zmieniłem nastawienie w jednej niespodziewanej chwili. Przywiozłem jakąś paczkę dla Pawła i gdy tylko stanąłem w drzwiach, Łucja przywitała mnie z ogromną radością. Przybiegła i wtuliła się w moją nogę, a potem chwyciła za rękę i poprowadziła do salonu, żeby pokazać mi swoje malunki. Rysowała właśnie swoją rodzinę, składającą się z niej samej, mamy, taty i kogoś jeszcze.
Jak się okazało, tą czwartą osobą byłem ja.
Nie miałem wyjścia, musiałem odwzajemnić bezwarunkową miłość Łucji. Od tamtego momentu starałem się jak najczęściej odwiedzać chrześnicę. Tyle że spotkania z Łucją zawsze miały słodko-gorzki smak, bo za każdym razem upewniałem się, że nadawałbym się na ojca i potrafiłbym odpowiednio wychowywać własne dzieci, których jednak mogę się nigdy nie doczekać.
Z zamyślenia wyrwał mnie odgłos podjeżdżającego samochodu, szybko więc zszedłem na dół, by pomóc Annie z zakupami.
- A gdzie Łucja? - spytała, gdy stanąłem w progu.
- Śpi w swojej komnacie - odparłem.
- Serio? Musiałeś ją nieźle zmęczyć, bo ostatnio rzadko robimy popołudniowe drzemki.
- Albo tak bardzo ją wynudziłem - uśmiechnąłem się.
- Nie dała ci za bardzo w kość?
- Nie, co ty?
- A jadła coś?
- Nie, nie chciała. Nie martw się, jakoś udało nam się przeżyć bez ciebie - dodałem, zanim Anna zdążyła strzelić we mnie kolejnym matczynym pytaniem.
Siostra zajęła się wypakowaniem toreb, ja zaś usiadłem przy stole w jadalni i obserwowałem ją. Wyglądała tak, jakby dla zabawy włożyła sobie pod bluzkę piłkę do koszykówki, bo pomijając wystający brzuch, praktycznie się nie zmieniła. Sama zresztą wielokrotnie powtarzała, że ta ciąża jej służy, bo nie tylko nie przybrała za bardzo na wadze, ale też czuła się znakomicie i znacznie poprawiła jej się cera. Było to o tyle zaskakujące, że ciążę z Łucją znosiła bardzo źle, a cały ostatni trymestr spędziła w szpitalu.
- Pomóc ci w czymś? - zapytałem.
- Nie, nie trzeba - odparła, przeglądając kolejne torby z zakupami. - Już i tak mi pomogłeś z Łucją.
- Daj spokój, dla mnie to drobiazg. A co z Pawłem? Długo jeszcze będzie tak harował?
- Pewnie do czasu, aż Kasia się urodzi. - W głosie Anny wyczułem nerwowość. - Chcemy odłożyć trochę pieniędzy, żeby mieć spokojną głowę po porodzie. Dziecko to jednak spore wydatki, szczególnie na początku, więc Paweł musi zostawać w pracy po godzinach i brać weekendy, rozumiesz?
- Tak, rozumiem - potwierdziłem, choć wiedziałem, że siostra bardziej próbowała przekonać samą siebie niż mnie. - Słuchaj, jeśli będę mógł wam jakoś pomóc, to wiecie, gdzie mnie szukać.
Anna odwróciła głowę i spojrzała na mnie z lekkim uśmiechem.
- Dzięki, ale jakoś sobie poradzimy. Zresztą wolałabym, żebyś wreszcie zajął się sobą.
- To znaczy?
Oderwała się od zakupów i przysiadła koło mnie.
- Dobrze wiesz, o czym mówię. Powinieneś znaleźć sobie partnerkę. Już i tak za długo z tym czekasz.
- Trzy lata od rozstania to długo?
- Zdecydowanie. Przypominam, że masz już trzydzieści pięć lat, więc nie jesteś już najmłodszy. Ile jeszcze zamierzasz być sam? Zapomnij wreszcie o Ewie i znajdź sobie kobietę, która cię doceni... Będzie ciebie warta...
- To nie takie proste - odparłem.
- Adam, muszę ci coś powiedzieć, bo już dłużej tego nie zniosę. - Moja odpowiedź najwidoczniej rozsierdziła Annę. - Mam gdzieś, co sobie o mnie pomyślisz i czy cokolwiek z tym zrobisz, ale ktoś powinien wreszcie otworzyć ci oczy. Już i tak za długo trzymałam to w sobie.
Wzięła głęboki wdech i spojrzała mi prosto w oczy.
- Od lat żyjesz w kłamstwie - stwierdziła dobitnie. - Wydaje ci się, że twój związek z Ewą był idealny, ale to nieprawda. Tylko ty się angażowałeś, a Ewa wykorzystywała to na każdym kroku. Kilka razy bawiliśmy się razem na imprezach i doskonale pamiętam, że zawsze zostawiała cię samego i przystawiała się do innych facetów. Jasne, tłumaczyła to tak, że chciała się pobawić, a ty przecież nie umiesz tańczyć, ale ja swoje wiem. Trzymała się ciebie, bo dawałeś jej stabilność i bezpieczeństwo, również finansowe, ale ja od dawna czułam, że to prędzej czy później skończy się jej zdradą.
- To mogłaś mi o tym wcześniej powiedzieć! - odgryzłem się.
- I co? Może byś mnie posłuchał i ją zostawił? - Anna nakręcała się coraz bardziej. - Zresztą żałuję, że ci wcześniej nie powiedziałam o swoich przypuszczeniach. Może szybciej byś się otrząsnął i zrobił krok naprzód, zamiast ciągle rozpamiętywać dawne dzieje.
- Po co mówisz mi o tym właśnie w tej chwili?
- Bo widzę, że cały czas żyjesz przeszłością i przez to stoisz w miejscu. Znam cię aż za dobrze i wiem, dlaczego od rozwodu nawet nie próbowałeś kogoś znaleźć. Ciągle liczysz, że Ewa do ciebie wróci, bo przecież tak idealnie do siebie pasowaliście. Nie wydaje ci się, że ona tak nie uważała, skoro zrobiła sobie dziecko z innym?
- Nigdy nie przepadałaś za Ewą, co?
- A co to ma do rzeczy? - Anna podniosła głos. - Nie rozmawiamy teraz o moich sympatiach, ale o faktach. A fakty są takie, że Ewa cię zdradziła i zostawiła, a ty ciągle próbujesz udowodnić, że jesteś i zawsze będziesz jej wierny. Zobaczysz: jak tak dalej pójdzie, to ona prędzej czy później znowu to wykorzysta. Na przykład przy pierwszych problemach z nowym facetem przyjdzie do ciebie po pocieszenie. Użyje cię i zostawi, tak jak robiła to przez cały wasz związek.
Milczałem, starając się opanować narastające zdenerwowanie. Próbowałem zagłuszyć głos, który pojawił się wewnątrz mnie i uporczywie przyznawał rację mojej siostrze.
- Adam, musisz coś dla mnie zrobić - dodała Anna już spokojniej. - Obiecaj mi, że rozliczysz się z przeszłością. Nie wiem... Może powinieneś ponowić terapię i przepracować to ze specjalistą? Najważniejsze, żebyś spojrzał na swój związek z Ewą z innej perspektywy: jakbyś oceniał życie kogoś innego. Może zdasz sobie sprawę, że Ewa nie zachowywała się fair wobec ciebie. Musisz coś zrobić, żeby wreszcie się od niej uwolnić.
- A jeśli tego nie chcę?
- Wolisz żyć swoimi wyobrażeniami, niż zmierzyć się z prawdą? Przecież to nielogiczne! Może się okazać, że to ja nie mam racji i rzeczywiście jestem uprzedzona, ale nie dowiesz się tego, dopóki nie weźmiesz się w garść.
Pochyliła się i czule ujęła moją dłoń.
- Wiem, przez co przechodzisz - kontynuowała zupełnie uspokojona. - Po tym, jak Tomasz odwołał nasz ślub, też miałam wrażenie, że cały świat mi się zawalił i już nie ma szans, żebym poznała kogoś, kto tak dobrze do mnie pasuje. Ale wzięłam się w garść, zapisałam do sekcji wspinaczkowej i tam poznałam Pawła. Gdybym zamiast tego rozpamiętywała Tomka, pewnie dalej byłabym sama, a nie oczekiwała narodzin drugiej córeczki.
Pokiwałem głową ze zrozumieniem, a głos wewnątrz mnie coraz mocniej przekonywał, że nadszedł czas, by rozliczyć się z przeszłością.
- To nie takie łatwe - odparłem smutno.
- Wiem, ale nie możesz stać w miejscu - rzekła. - Pomyśl, gdzie chciałbyś widzieć siebie za rok, za pięć lat, za dziesięć? Nie wolałbyś przynajmniej zacząć szukać dziewczyny, żeby dać sobie szansę na szczęśliwą przyszłość? Wolisz siedzieć samotnie w mieszkaniu, użalać się nad swoim losem i ciągle wspominać kobietę, która cię nie szanowała?
- Łatwo powiedzieć.
- I łatwo zrobić - potwierdziła z pewnością w głosie. - Mało to jest aplikacji randkowych? Ściągnij sobie którąś i zacznij się umawiać. Przecież nie poznasz nikogo, siedząc w domu. Przekonasz się, że świat nie kończy się na Ewie i może dzięki temu wreszcie się ogarniesz.
Westchnąłem głęboko i wzruszyłem ramionami.
- Nie wiem, zobaczę - rzekłem jakby od niechcenia. Na te słowa Anna uśmiechnęła się triumfalnie i zadowolona wróciła do segregowania zakupów.