2.
Onur sapnął donośnie, słysząc pukanie.
- Agill, właź i przestań się wygłupiać.
Wysoki elf wszedł do pomieszczenia. Dyskretny ruch głowy wystarczył, aby bystre oczy zajrzały w każdy kąt. Zamknął za sobą drzwi i spokojnym, niemalże dumnym krokiem udał się na leżankę. Słomkowe włosy miał zaczesane do tyłu, z pojedynczym cienkim warkoczem pośrodku. Jak zwykle ubrany był w skórzaną czerwoną kamizelkę, pod którą nosił bawełniany bezrękawnik. Nad nadgarstkami miał skórzane karwasze, osłonięte niebieskimi łuskami. Gruby pas, jakim był spięty w talii, sprawiał, że wydawał się jeszcze wyższy. Miał doń przypięte naprzemiennie niewielkie sakwy i wąskie rzutki z czarnej stali. Dwa długie noże swobodnie zwisały wzdłuż bawełnianych nogawic, schowane w pochwach z niebieskiej skóry, zdobionych wytłoczonymi roślinnymi motywami.
- Wiesz, że tylko ty pukasz cztery razy? To wręcz nachalne. - Onur roześmiał się rubasznie.
- Wiesz, że mam to głębiej, aniżeli krasnoludzkie nory sięgają? I mógłbyś tu wywietrzyć.
Agill rozłożył się wygodnie na leżance wyścielonej jasną skórą. Poza nią w komnacie znajdowały się jeszcze dwa meble, nie licząc obszernego żyrandola rozświetlonego magicznymi płomieniami. Stały tu biurko z niemalże białego drewna i obszerny fotel, wykonany z tego samego materiału i obity jasną skórą.
- Wymiotować mi się chce za każdym razem, gdy tu przychodzę. - Wysoki, melodyjny głos elfa rozszedł się po komnacie. - Dlaczego nie usunąłeś tych szkaradnych mebli wraz z ciałem Horoza?
- Ku przestrodze.
Mężczyzna w fotelu skinął w kierunku krótkiego, prostego noża z drewnianą rączką. Wystawał z blatu, gdzie wbity był w sam środek ciemnej plamy. Można by pomyśleć, że biurko krwawiło po zadanej mu ranie.
- Przecież tylko my dwaj wiemy, że ta plama to krew Horoza. - Elf wolno zaczesał włosy do tyłu. - Chyba że to właśnie do mnie kierujesz tę przestrogę?
Człowiek wybuchł donośnym śmiechem, uderzając dłonią o blat. Dużym błędem było nazywanie go grubym, a głupotą mówienie mu to prosto w twarz. Onur był rosłym mężczyzną o zbitej budowie ciała. Agill nieraz na własne oczy mógł się przekonać, jak duża siła drzemie w tych masywnych rękach i jak zadziwiająco szybko potrafią się one poruszać.
- Łasica, powinieneś wiedzieć, że jesteś jedyną istotą w całym Dahaku, która nie musi się mnie obawiać. Gdyby nie ty, przyjacielu, Kogut zapewne przerobiłby mnie na nawóz użyźniający to gówniane miasto. Jak właściwie do tego doszło, że ktoś o ksywie Kogut rządził Kamizelkami?
- Horoz doszedł do władzy tak samo jak ty - odpowiedział spokojnie elf, poprawiając jeden z noży przy pasie. - Zabił poprzedniego szefa gildii.
- Nie ja, a my, Łasica, my zabiliśmy. Nie bądź taki skromny.
- Ja, ty i Yalanic, a biorąc pod uwagę, jak on skończył, chyba rozumiesz, dlaczego jestem wyczulony na wszelkie przestrogi i ostrzeżenia z twojej strony.
Przez te wszystkie lata znajomości Onur nigdy nie widział, żeby elf się uśmiechał. Uniesiony kącik ust to jedyny sposób, w jaki Agill okazywał radość, co też właśnie teraz uczynił.
- Taa. Współpraca z tą szlachetnie urodzoną kurwą wiele mnie kosztowała. - Mężczyzna podrapał się po bliźnie charakterystycznej dla oparzenia, szpecącej mu całe lewe przedramię.
- Mam nadzieję, że też wiele nauczyła.
- Tak, dziękuję, że nie stanąłeś po jego stronie. Szkoda, że nie zareagowałeś, gdy mnie zaatakował, ale miło, że mu nie pomogłeś.
- Nie chciałem pozbawiać cię tej przyjemności. - Agill wzruszył ramionami. - Walka z magami nigdy nie należy do łatwych, a tobie poszło całkiem zgrabnie. No, może poza tą wpadką ze szmatą.
- Łasica, broniłem się przed atakiem płonącego noża! Skąd miałem wiedzieć, że ten kawał ściery jest nasączony jakimś gównem.
- Bo byłeś w pracowni maga, a na tej wilgotnej szmacie leżała wywrócona lampa oliwna?
- Co mi tylko przypomina, że mamy zlecenie dla magów do wykonania. Jak interesy?
Onur wyprostował się w fotelu. Rozpiął jeden z granatowych kamieni służących za guziki w niebieskiej koszuli, na którą miał nałożoną długą czerwoną kamizelkę, odsłaniając umięśniony i gęsto owłosiony tors.
- Wpływy z walk i ze sprzedaży purpury wciąż rosną. Tak samo liczba elfów zgłaszających się po naszą protekcję. Nowo przybyłe karawany wpłaciły nam daniny na rzecz bezpiecznego magazynowania swoich dóbr. Do miasta dotarł cyrk i od razu wykupił u nas spokój niezbędny artystom do występów. - Agill zamilkł na chwilę, wpatrując się w sufit. - Gildia kupców żali się na okradających ich Zbieraczy. A, i paru ich członków skarży się, że mimo naszej ochrony ktoś rości sobie wyłączne prawo do obrotu miodem.
- Miodem powiadasz? - Onur westchnął znudzony. - Świetnie, wszystko to wkładam między sprawy istotne i do załatwienia po śmierci. Co ze zleceniem dla magów?
- Doręczyciel nie żyje. - Elf po raz pierwszy spojrzał rozmówcy w oczy.
- Na dziewiczą cipę Acikgolge! - Niebieskie źrenice Onura rozlały się do granic swych możliwości, mętniejąc przy tym niczym jezioro podczas ulewnej burzy. - Przecież za jego bezpieczeństwo nie odpowiadał żaden skundlony merkat, a jeden z naszych.
- Ülser.
- Ja jebię! Ülser, naprawdę? - Onur zapadł się w fotelu i oparł głowę o dłoń. - Dlaczego?
- Co, dlaczego?
- W pizdę, Łasica, dlaczego jemu to zleciłeś?
- Bo jest najlepszy? - Elf odpiął z pasa jedną czarną rzutkę i zaczął się nią bawić.
- Przecież Lev nam nie daruje.
- Doręczyciel został spalony, magicznie, a zatem kto wie, czy ród Ates go nie zgładził.
- Agill, skąd niby Lev Ates miałby wiedzieć, że to był nasz doręczyciel?
- A to już nie do mnie pytanie. - Elf podrzucił rzutkę, a następnie złapał ją zwinnie drugą ręką.
Onur odruchowo położył prawą dłoń na ukrytym pod biurkiem nożu. Jego ciało napięło się na wspomnienie tego jednego razu, gdy widział rzuconą z dachu trzypiętrowego budynku czarną rzutkę. Pamiętał, że wylądowała w oku mężczyzny siedzącego przed karczmą po drugiej stronie szerokiej ulicy.
Ponownie podrapał się po brodzie i puścił rękojeść. W tej sytuacji nie miałby szans w pojedynku z elfem. Uśmiechnął się sam do siebie na myśl, że może nazywać go przyjacielem. Skarcił się w duchu za brak zaufania, gdyż w jego mniemaniu elf zasługiwał na nie jako jedyny w mieście. Agill to wiedział i zapewne dlatego pozwalał sobie na taką swobodę. Jednakże podobnie zachowywał się przy Horozie, nawet tuż przed jego śmiercią.
- Pamiętasz morderstwo syҫana?
Pytanie elfa rozwiało wspomnienia Onura.
- Agill, szczury umierają codziennie, a to i tak za rzadko moim zdaniem. Kogo obchodzi jeden? I, aby było morderstwo, musi być powód. W Dahaku szczurwysyny zabija się bez powodu.
- Widocznie ktoś jakiś miał, skoro pozbył się go za pomocą magii.
- Czekaj, czekaj. - Przywódca Kamizelek zmarszczył brwi, starając się coś sobie przypomnieć. - Było coś takiego. Całkiem niedawno w bieda dzielnicy znaleziono jakieś zwęglone ścierwo, a przy nim długi szczurzy ogon. Ze strony gwardii padło nawet podejrzenie, że zginął od naszej brustaszy.
- Było. Resztki ciała znajdowały się w Dzielnicy Wydalonych, całkiem niedaleko bramy łączącej ją z Dzielnicą Świątyń. Brustasza. - Elf sapnął donośnie. - Jedynie kurduplowaty Muzipli może wiedzieć, po co włączyłeś to w ekwipunek każdej Kamizelki.
- Zagrywka umysłowa, mówi ci to coś? - Onur wyprostował się dumnie. - Wywołuje strach wśród przeciwników i daje jasny sygnał, że to nasza robota.
- Przydatne to jest jak wiedza, na co choruje każda z ladacznic w burdelu.
- Do rzeczy. Egzekutorzy kogoś znaleźli?
- Żaden nawet się tam nie pofatygował.
- Jak trzeba, to nigdy ich nie ma. Strażnicy magii na usługach chędożonego w odbyt Narzeza.
- O całej sprawie dowiedziałem się od Ülsera, który całkiem przypadkowo właśnie tam przebywał.
Czoło Onura pokryło się głębokimi bruzdami. Mężczyzna przygryzł dolną wargę, przez co jego wysunięta do przodu szczęka zdawała się jeszcze dłuższa.
- Agill, co ty mi chcesz powiedzieć?
- Nic ponad to, co już powiedziałem.
- Czekaj, czekaj. - Onur zmarszczył brwi i milczał przez chwilę. - Mówisz, że szczura znaleźli na granicy dzielnic biedy i świętojebliwych? To rejon Zbieraczy, co Ülser tam robił? I co z towarem, który miał dla nas mieć doręczyciel?
- Nie wiem, zapytaj o to Ülsera.
- Łasica. - Mężczyzna się zawahał. - Ród ognia zlecił nam odbiór czegoś, co może zastąpić purpurę! Teraz ogarniasz, jak ważne to było zlecenie?!
- Ta, nowy narkotyk jest tym, czego ludzie potrzebują najbardziej. - Elf wydłubał rzutką brud spod paznokcia i ponownie spojrzał na rozmówcę. - Gdyby bogowie zostawili ludzi samych sobie i ich olali, ci wybiliby się szybciej, niż ten mocz by po nich spłynął. Po co w ogóle szlachetny ród magów bawi się w coś takiego?
- A chuj mnie to obchodzi i w rzyci to mam! Może Lev szuka nowej używki dla swego synalka Amira, a może tu chodzi o coś zupełnie innego, bo spowiadać mi się nie musi. Nie to jest teraz naszym zmartwieniem. Dali nam zadanie, a my daliśmy dupy. Wołaj mi tu tego Ülsera!
- Pomyślałem, że będziesz chciał z nim porozmawiać, dlatego kazałem mu przyjść. - Elf podrzucił rzutkę, płynnie wstał z leżanki i złapał opadający nóż.
- Tylko zostaw nas samych.
Agill stanął w połowie drogi do drzwi. Odwrócił się w stronę człowieka i przyjrzał mu się z zaciekawieniem.
- Onur, nie lekceważ Ülsera. Jest młody, silny i ambitny. Przypomina mi ciebie, gdy byłeś w jego wieku.
- Nie znałeś mnie wtedy. Ale gdybyś znał, wiedziałbyś, że im wcześniej pozna swoje miejsce w szeregu, tym lepiej dla niego.
- Będę za drzwiami.
- O w pizdę, a co, mianowałeś się moim burdeltatusiem i będziesz mnie teraz pilnował podczas spotkań? - Śmiech Onura rozszedł się po pomieszczeniu. - Może mam ci jeszcze oddawać procent z zarobku?
- Jest leworęczny. - Elf rzucił przez ramię i opuścił pomieszczenie, zamykając za sobą drzwi.
Onur wyjął nóż wbity w blat. Odsunął fotel od biurka i przestawił go lekko po skosie. Chciał mieć przestrzeń, by móc swobodniej reagować. Ukryty nóż był odpowiednio ułożony, dzięki czemu mógł go szybko wydobyć. Nie, nie zamierzał lekceważyć Ülsera. Łasica już parę razy zwrócił jego uwagę na chłopaka. Podobno znakomicie władał mieczem i wszędzie umiał się znaleźć. A poza tym to zadufany w sobie szczeniak ze średniozamożnej rodziny. Szuka wrażeń i przygód. Jak dotąd, nigdy nie zawiódł i zawsze bezwzględnie wykonywał zadania powierzone mu przez Agilla. Zapewne elf też odpowiednio je dobierał, jak zawsze. Od tych najprostszych, sprawdzających przydatność świeżego chowu, po coraz trudniejsze, wymagające większego poświęcenia i sprytu. Agill był prawą ręką Onura, bez której Kamizelki już dawno by się rozpruły. Wiedział także, że elf jest jedyną osobą, która miałaby szansę mu to wszystko odebrać, gdyby tylko chciała. Pewien był jednak, że to nigdy nie nastąpi. Przyjaciel nie był łasy na poklaski. Wolał stać w cieniu i stamtąd wydawać polecenia. Nie wiedział jednak, czy w przyszłości i w cieniu Ülsera byłoby mu równie wygodnie.
Pukanie do drzwi wyrwało Onura z zadumy. Nie zdążył jednak odpowiedzieć, kiedy do komnaty dziarskim krokiem wszedł Ülser. Ciemne włosy swobodnie opadały mu na szerokie ramiona. Z błękitnych oczu biła pewność siebie, którą podkreślał szelmowski uśmiech. Spod długiej granatowej kamizelki wystawała jasna koszula ze złotymi zdobieniami. Do siwego pasa Ülser przyczepił miecz. Oba rękawy już za łokciami chowały się w skórzanych karwaszach. Z kolei szare bawełniane spodnie sięgały jedynie do łydek.
Przywódca Kamizelek zmierzył Ülsera wzrokiem, starając się wprowadzić go w zakłopotanie. Bezskutecznie. Młodzieniec stanął pewnie na szeroko rozstawionych nogach i poprawił złoty szal. Onur za nic nie mógł zrozumieć tej nowej mody, która zachęcała do noszenia długich jedwabnych szmat. W Dahaku sama myśl o wyjściu na ulice wywołuje pot na dupie. Także owijanie się w nieważne jak cienki i zwiewny szal było po prostu głupie. Agill mu kiedyś tłumaczył, że ma to symbolizować powrót do korzeni, kiedy przez Dahak raz po raz przetaczały się burze piaskowe, a szalami zasłaniało się twarze. Teraz jednak, gdy magowie stali na straży miejskiej pogody, noszenie szalików jak jacyś pustynni tułacze, skundlone merkaty lub szczurwysyńskie syҫany, nie tylko do niego nie przemawiało, lecz także wywoływało w nim obrzydzenie.
- Witaj, Onurze. Podobno chciałeś się ze mną spotkać?
Młodzieniec włożył oba kciuki za szeroki pas i wypiął pierś do przodu. Wyglądał niczym kogut panoszący się po swoim podwórku.
- Podobno zawiodłeś i straciłeś doręczyciela, udało ci się chociaż odebrać przesyłkę?
Onur rozsiadł się wygodnie w fotelu. Starał się wyglądać na ociężałego i rozlanego. Cały ciężar opierał jednak na nogach, gotowy do skoku. Prawą dłoń trzymał w pobliżu ukrytego noża. Wiedział, że to przywitanie odebrało Ülserowi pewność siebie. Ale co ważniejsze, wyprowadziło go z równowagi. Z przyjemnością patrzył, jak dumny kogucik zmienia się we wściekłego indora. Jego czoło pokryło się bruzdami, przypominając wysuszoną rodzynkę, a twarz zapłonęła czerwienią.
- Mówisz o goblinie? - Ülser wycedził pytanie przez zaciśnięte zęby.
- A powinienem wiedzieć o kimś jeszcze?
- Nie miałem go chronić, a jedynie śledzić.
- Miałeś odebrać przesyłkę. Ale skoro go śledziłeś, to może mi powiesz, kto go zabił?
Ülser nerwowo zaciskał szczękę, przez co policzki zdawały się poruszać niczym pustynne wydmy tarmoszone wściekłym wiatrem.
- A może mi powiesz co, po raz kolejny, robiłeś na terenie podległym Zbieraczom? - Onur kolejnym pytaniem chciał stłamsić butę rozmówcy.
- Myślałem, że wszędzie rządzą Kamizelki? - Młodzik spróbował się uśmiechnąć, ale buzująca w nim wściekłość brała górę nad ciałem.
- Nie jesteś od myślenia, a od wykonywania poleceń. Masz tę przesyłkę?
- Już od dawna nie jestem psem przynoszącym ci przesyłki. Takie polecenia możesz wydać szczeniakom.
- Skrewiłeś, szczeniaku, więc sam powinieneś teraz krwawić.
- Nie groź mi, bo zanadto obrosłeś w sadło. - Ülser z furią uderzył dłonią o blat.
Onur tylko na to czekał. Wybił się z fotela niczym wąż atakujący nazbyt pewną siebie mangustę. Przyciągnął rękę rozsierdzonego młodzika, jednocześnie sięgając po broń. Z całej siły wbił ostrze tuż nad nadgarstkiem, przybijając dłoń szczeniaka do biurka. Ten próbował uderzyć przywódcę Kamizelek pięścią, ale Onur sparował cios barkiem, po czym uderzył przeciwnika otwartą dłonią w twarz. Kiedy donośne plaśnięcie rozchodziło się po komnacie, Ülser osunął się na blat, a do pomieszczenia wpadł Agill. Szybko ocenił sytuację i schował oba noże do pochwy.
- Celowo tyle czekałeś? - Onur uśmiechnął się lekko. Oddychał ciężko, a krople potu ściekały mu po policzku.
- Starzejesz się. - Elf spojrzał na nieprzytomnego Ülsera, a następnie na nóż wbity w blat biurka. Świeża plama krwi rozlewała się dookoła unieruchomionej dłoni. Widząc to, Agill pokręcił głową. - Teraz to już nigdy nie pozbędziesz się tego klamota.