do czytającej Eurydyki
piszę do ciebie z przeszłości
jesteś teraz moim wzrokiem
możesz być również głosem
jeśli właśnie czytasz to na głos
musisz wiedzieć że w moim życiu
coraz mniej poezji przelanej na papier
upycham ją w puszki z herbatą
w filiżanki kawy a może raczej Kafki
w kryształowe karafki opróżniane ukradkiem
już nie modlę się heksametrem
nie pielgrzymuję do częstochowskich rymów
nie maluję ścian białym poematem
coraz rzadziej odwiedza mnie bezsenność
akuszerka moich wierszy
szarą farbą zachlapane barokowe snu ornamenty
dekonstruuję złożony konstrukt myśli
szukając płaszczyzny porozumienia
może przemówią za mnie
zapach papieru i drukarskiej farby
czarne arabeski liter wyjustowane niedbale
cień Orfeusza na podłodze
pamięć przez menady rozerwana na strzępy
a może po prostu wystarczy ta chwila ciszą nabrzmiała
milczymy jednak w różnych językach
mowa ciała też raczej odpada
pozostaje dotykanie stóp łokci policzków
czubka języka opuszków palców
troska o to by nie utknąć
gdzieś pomiędzy wdechem a wydechem...
może w końcu zrozumiesz
że oddycham tylko w wierszach o tobie