Tytuł oryginału
The End and the Beginning. Pope John Paul II - The Victory of Freedom, the Last Years, the Legacy
Copyright ? 2010 by George Weigel. All rights reserved
? Copyright for this edition by Wydawnictwo W drodze, 2024
? Copyright for the Polish translation by Michał Romanek, 2024
Redaktor prowadząca - Ewa Kubiak
Opracowanie redakcyjne - Elżbieta Kot, Katarzyna Mach
Korekta - Paulina Jeske-Choińska
Skład i łamanie wersji do druku - Krzysztof Lorczyk OP
Redakcja techniczna - Józefa Kurpisz
Projekt okładki i layoutu - Krzysztof Lorczyk OP
Fotografia na okładce - Levan Ramishvili | flickr.com
Źródła zdjęć i ilustracji - Narodowe Archiwum Cyfrowe, Wikimedia Commons
ISBN 978-83-7906-720-6
Wydawnictwo Polskiej Prowincji Dominikanów W drodze sp. z o.o.
Wydanie I
ul. Kościuszki 99
61-716 Poznań
tel. 61 850 47 52
sprzedaz@wdrodze.pl
www.wdrodze.pl
Przygotowanie wersji elektronicznej Epubeum
Przypisy
1 Wydawnictwo W drodze, 2024.
2 Jan Paweł II, Pamięć i tożsamość, Znak, Kraków 2005, s. 73.
3 Nawiązanie do Płynnej nowoczesności Zygmunta Baumana, przeł. T. Kunz, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2006 (przyp. red.).
4 Zob. G. Weigel, Świadek nadziei. Biografia papieża Jana Pawła II, tłum. M. Tarnowska, J. Piątkowska, D. Chylińska, J. Illg, R. Śmietana, M. Romanek, Kraków: Znak, 2005.
5 Sapieha pochodził z polsko-litewskiego rodu szlacheckiego i dlatego obdarzono go tytułem księcia arcybiskupa.
6 Zob. K. Wojtyła, Odpowiedź na pytanie o tematy soborowe nadesłana do Komisji Przedprzygotowawczej, [w:] R. Skrzypczak, Karol Wojtyła na Soborze Watykańskim II. Zbiór wystąpień, tłum. M.T. Szczepański (teksty łac.), M. Romanek (tekst franc.), Warszawa: Centrum Myśli Jana Pawła II, 2011, s. 355-369.
7 Rozmowa autora z papieżem Janem Pawłem II, 16 stycznia 1997 roku (brzmienie cytatu za: G. Weigel, Świadek nadziei, dz. cyt., s. 118).
8 Na temat powodów, dla których angielski tytuł Person and Act jest lepszy od szerzej znanej anglojęzycznej wersji tytułu dzieła Wojtyły (The Acting Person), zob. w: G. Weigel, Świadek nadziei, dz. cyt., s. 222-228.
9 Rozmowa autora z papieżem Janem Pawłem II, 20 marca 1997 roku.
10 Historia Witolda Pileckiego i jego prześladowania przez polskich komunistów ujrzała światło dzienne dopiero po upadku komunizmu w roku 1989. Pilecki i inni niesłusznie skazani zostali oficjalnie zrehabilitowani przez pierwszy pokomunistyczny rząd Polski 1 października 1990 roku. W roku 1995 Witold Pilecki został pośmiertnie odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski (Polonia Restituta) [a w roku 2006 - Orderem Orła Białego]. Obecnie jedna z polskich fundacji, Fundacja Paradis Judaeorum, działa na rzecz ogłoszenia 25 maja (dnia, w którym został rozstrzelany Pilecki) dniem wolnym w Unii Europejskiej - "Dniem Bohaterów Walki z Totalitaryzmem". Dziś dysponujemy obszerną dokumentacją na temat Pileckiego, a jego niezwykły raport z Auschwitz jest dostępny online. Linki do stron internetowych można znaleźć pod hasłem "Witold Pilecki" na stronie http://pl.wikipedia.org/wiki/Witold_Pilecki, dostęp 14.01.2011; krótki artykuł zawierający szczegóły działalności Pileckiego w ruchu oporu udostępniono na stronie http://www.polishresistance-ak.org/14_Artykul.htm, dostęp 9.06.2012. Zob. również K. Tchorek, Double life of Witold Pilecki, the Auschwitz volunteer who uncovered Holocaust secrets, "Sunday Times", 29 marca 2009. (Zob. też specjalną stronę Instytutu Pamięci Narodowej: http://www.pilecki.ipn.gov.pl/, dostęp 9.06.2012 [dop. tłum.]).
11 Zob. The Unknown Lenin. From the Secret Archive, red. R. Pipes, tłum. C.A. Fitzpatrick, New Haven, CT: Yale University Press, 1996, s. 95-115 (brzmienie cytatu za: G. Weigel, Świadek nadziei. Biografia papieża Jana Pawła II, tłum. M. Tarnowska, J. Piątkowska, D. Chylińska, J. Illg, R. Śmietana, M. Romanek, Kraków: Znak, 2005, s. 31).
12 Na temat tych trzech zagadnień zob. w: A. Paczkowski, The Spring Will Be Ours. Poland and the Poles from Occupation to Freedom, tłum. J. Cave, University Park: Pennsylvania State University Press, 2003, s. VII-VIII.
13 Na temat tego, jak druga wojna światowa "całkowicie zmieniła" Polskę, zob. tamże, s. IX (cytowane tu i w poprzednim przypisie sformułowania znajdują się w przedmowie do amerykańskiego wydania książki profesora Paczkowskiego, w polskim oryginale Połowy wieku dziejów Polski natomiast ich nie ma [dop. tłum.]).
14 Tenże, Pół wieku dziejów Polski 1939-1989, wyd. 4, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN, 2000, s. 14-15.
15 Norman Davies dokonuje przeglądu tych argumentów w swojej książce Powstanie'44, tłum. E. Tabakowska, wyd. 3, Kraków: Znak, 2010, s. 829 i n.
16 Na ten temat zob. J. Nowak-Jeziorański, Kurier z Warszawy, wyd. 4, Kraków: Znak, 2002, s. 432-433.
17 Zob. A. Paczkowski, Pół wieku dziejów Polski 1939-1989, dz. cyt., s. 167-168.
18 Zob. N. Davies, Serce Europy. Krótka historia Polski, Londyn: Aneks, 1995, s. 23.
19 Cyt. w: Ch. Andrew, W. Mitrochin, Archiwum Mitrochina I. KGB w Europie i na Zachodzie, tłum. M.M. Brzeska, R. Brzeski, Poznań: Dom Wydawniczy Rebis, 2009, s. 27.
20 W polskim przekładzie Doktora Żywago Borysa Pasternaka (tłum. E. Rojewska-Olejarczuk, Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy, 1990) można znaleźć następujące określenia: "wybuchy okrutnych, pooranych ospą Kaligulów" (w sensie dosłownym odnoszące się tam do starożytnych tyranów, a nie do Stalina) oraz "uosobienie odwetu" (w tym wypadku rzeczywiście odnoszące się do Lenina). Przy okazji warto odnotować, że wadą polskiego wydania książki Mitrochina jest przyjęta w nim zasada nieprzytaczania żadnych cytatów za istniejącymi polskimi źródłami: "Wszystkie przypisy odnoszą się do prac wymienionych w bibliografii oryginału, a nie do polskich tłumaczeń" - Ch. Andrew, W. Mitrochin, Archiwum Mitrochina I, dz. cyt., s. 20. Ten brak dbałości w zakresie kwerendy źródłowej znacznie pomniejsza wartość polskiej edycji dokumentów z archiwów KGB (przyp. tłum.).
21 Ch. Andrew, W. Mitrochin, Archiwum Mitrochina I, dz. cyt., s. 57.
22 Zob. G. Weigel, Ostateczna rewolucja. Kościół sprzeciwu a upadek komunizmu, tłum. W. Buchner, Poznań: W drodze, 1995, s. 32-42.
23 N. Davies, Boże igrzysko. Historia Polski, tłum. E. Tabakowska, wyd. 7 poszerz., Kraków: Znak, 2010, s. 905.
24 Rozmowa autora z papieżem Janem Pawłem II, 16 stycznia 1997 roku (brzmienie cytatu za: G. Weigel, Świadek nadziei, dz. cyt., s. 118).
25 Jan Paweł II, Dar i Tajemnica. W pięćdziesiątą rocznicę moich święceń kapłańskich, Kraków: Wydawnictwo św. Stanisława BM - WAM - Księża Jezuici, 1996, s. 35 (podkreślenie w oryginale).
26 Zob. tamże, s. 7-8, 34-36.
27 Zob. M. Lasota, Donos na Wojtyłę. Karol Wojtyła w teczkach bezpieki, Kraków: Znak, 2006, rozdz. 1.
28 J.M. Małecki, Historia Krakowa dla każdego, ilustr. I. Czwartos, Kraków: Wydawnictwo Literackie, 2007, s. 278.
29 Szczegółowy opis wojennego okresu życia Karola Wojtyły znajdzie czytelnik w: G. Weigel, Świadek nadziei, dz. cyt., rozdz. 2.
30 A. Paczkowski, Pół wieku dziejów Polski 1939-1989, dz. cyt., s. 197.
32 J.M. Małecki, Historia Krakowa dla każdego, dz. cyt., s. 279.
33 Doskonały przykład tego idiotyzmu dał jeden z sowieckich delegatów na kongres intelektualistów we Wrocławiu w roku 1948. Powiedział on, że "gdyby hieny umiały używać wiecznego pióra, a szakale maszyn do pisania, pisałyby tak jak T.S. Eliot" (cyt. w: A. Paczkowski, Pół wieku dziejów Polski 1939-1989, dz. cyt., s. 283).
39 Zob. M. Lasota, Donos na Wojtyłę, dz. cyt., rozdz. 1.
40 A. Paczkowski, Pół wieku dziejów Polski 1939-1989, dz. cyt., s. 204.
41 Rozmowa autora z T. Davidem Curpem, 13 lipca 2008 roku. Dalsze szczegóły dotyczące pewnych rodzajów tej działalności na "ziemiach odzyskanych" znajdzie czytelnik w: T.D. Curp, A Clean Sweep? The Politics of Ethnic Cleansing in Western Poland, 1945-1960, Rochester, NY: University of Rochester Press, 2006.
42 A. Paczkowski, Pół wieku dziejów Polski 1939-1989, dz. cyt., s. 275.
43 Rozmowa autora z Kazimierzem Wóycickim, 10 czerwca 1991 roku.
44 Pełny tekst porozumienia można zaleźć w: "Pismo Okólne" [Biura Prasowego Episkopatu Polski] 1989, nr 17, s. 28-31, online: http://www.nonpossumus.pl/porozumienie.html, dostęp 9.06.2012.
45 S. Wyszyński, homilia podczas procesji Bożego Ciała w Warszawie, 4 czerwca 1953 roku, online: http://www.nonpossumus.pl/nauczanie/0054.php, dostęp 9.06.2012.
46 Tekst listu Konferencji Episkopatu Polski do rządu z 8 maja 1953 roku dostępny online: http://www.nonpossumus.pl/nauczanie/nonpossumus.php, dostęp 9.06.2012. Polski Kościół katolicki od dawna oskarżano o niewłaściwe angażowanie się w politykę. Jednakże oświadczenie biskupów z roku 1953 kończy uwaga, która potwierdza instytucjonalny rozdział Kościoła i państwa oraz broni społecznego pluralizmu: "Świadomi jesteśmy szczególnych zadań i obowiązków, jakie ma kapłan katolicki w stosunku do własnej ojczyzny i dlatego niejednokrotnie przypominaliśmy je naszemu duchowieństwu [...], domagamy się jednak usilnie i z naciskiem, aby kapłanów naszych nie odrywano od powinności religijnych i zadań duszpasterskich, aby nie wciągano ich do spraw politycznych i powołaniu ich obcych, aby zaniechano wobec nich presji politycznej, zmierzającej do użycia ich za narzędzie w rozgrywce Państwa z Kościołem [wyraźne odniesienie do działań tajnej policji], aby nie zmuszano ich do łamania przysięgi, którą ślubowali wierność Kościołowi i swym biskupom. Słowem, aby w myśl zawarowanej w naszej Konstytucji zasady o rozdziale Kościoła od Państwa - Państwo nie mieszało się w sprawy religijne, duchowne i wewnętrzne Kościoła" (tamże).
47 Zob. G. Weigel, Ostateczna rewolucja, dz. cyt., s. 156-157.
48 Cyt. w: M. Lasota, Donos na Wojtyłę, dz. cyt., s. 33. (Inna wersja tej samej - najprawdopodobniej - wypowiedzi: "Oni się sami wykończą", cyt. w: C. Bernstein, M. Politi, Jego Świątobliwość. Jan Paweł II i nieznana historia naszych czasów, tłum. S. Głąbiński, Warszawa: Amber, 1997, s. 69 [dop. tłum.]).
49 Więcej na temat pracy księdza Karola Wojtyły jako wikarego w Niegowici zob. w: G. Weigel, Świadek nadziei, dz. cyt., s. 123-125.
50 Rozmowa autora z Teresą Malecką, 9 kwietnia 1997 roku (brzmienie cytatu za: G. Weigel, Świadek nadziei, dz. cyt., s. 139).
51 Rozmowa autora ze Stanisławem Rybickim, 9 kwietnia 1997 roku (brzmienie cytatu za: tamże, s. 140).
52 Dalsze szczegóły dotyczące tej fazy życia i posługi Karola Wojtyły znajdzie czytelnik tamże, rozdz. 3.
53 Działalność literacka Karola Wojtyły w tym okresie bardziej szczegółowo omówiona została tamże, rozdz. 3. Sztukę Brat naszego Boga odrzucił katolicki miesięcznik "Znak", a opublikowana została dopiero w roku 1979, kiedy "Tygodnik Powszechny" wydrukował ją w całości w numerze bożonarodzeniowym.
54 Zob. M. Lasota, Donos na Wojtyłę, dz. cyt., rozdz. 2. Wojtyła musiał zrezygnować z członkostwa w Unii, ponieważ jej bezwzględna struktura dowodzenia i panujące w niej równie bezwzględne zasady, wymagające od członków zachowania tajemnicy wojskowej w odniesieniu do osób i działań, były nie do pogodzenia z obowiązkami seminarzysty w zakresie posłuszeństwa i szczerości wypowiedzi w stosunku do przełożonych kościelnych.
55 Arcybiskup Baziak został mianowany administratorem apostolskim archidiecezji krakowskiej (przyp. tłum.).
56 Zob. J.M. Małecki, Historia Krakowa dla każdego, dz. cyt., s. 280-281.
57 W latach 1954-1956 był to Wydział VI Wojewódzkiego Komitetu do spraw Bezpieczeństwa Publicznego, wcześniej - Wydział XI Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. Zmiany organizacyjne w polskich organach bezpieczeństwa wewnętrznego w owych latach były niezwykle częste: najpierw Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego przekształciło się w Komitet do spraw Bezpieczeństwa Publicznego, potem policję polityczną przeniesiono do struktur Ministerstwa Spraw Wewnętrznych (przyp. tłum.).
58 Kamienica pod numerem 19 nosi nazwę Domu Świętego Stanisława. Do Domu Dziekańskiego (pod numerem 21) Wojtyła przeniósł się dopiero w roku 1958, już jako biskup, i mieszkał tam do końca 1967 roku. Autor błędnie połączył te dwa fakty w jeden (przyp. tłum.).
59 Bardziej szczegółowa analiza pracy Wojtyły poświęconej Schelerowi została przedstawiona w: G. Weigel, Świadek nadziei, dz. cyt., rozdz. 4.
60 Rozmowa autora ze Stefanem Swieżawskim, 7 kwietnia 1997 roku.
61 Wprawdzie formalnie rzecz biorąc, PKWN był koalicją rozmaitych frakcji politycznych, jednak pod względem praktycznym był wyłącznie narzędziem władzy państwa sowieckiego.
62 Rozmowa autora ze Stefanem Swieżawskim, 7 kwietnia 1997 roku (brzmienie cytatów za: G. Weigel, Świadek nadziei, dz. cyt., s. 173).
63 Szersze omówienie rozwoju Wojtyły jako filozofa i jego pracy na KUL-u zob. w: G. Weigel, Świadek nadziei, dz. cyt., rozdz. 4.
64 Wnikliwsze omówienie "prawa daru" z późniejszego okresu intelektualnego życia Wojtyły znajdzie czytelnik w: K. Wojtyła, Osobowa struktura samostanowienia, [w:] tenże, Osoba i czyn oraz inne studia antropologiczne, red. T. Styczeń, W. Chudy, J.W. Gałkowski, A. Rodziński, A. Szostek, Lublin: Wydawnictwo Towarzystwa Naukowego Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, 2000, s. 423-432.
65 Zob. K. Wojtyła, Miłość i odpowiedzialność, red. T. Styczeń, J.W. Gałkowski, A. Rodziński, A. Szostek, Lublin: Wydawnictwo Towarzystwa Naukowego Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, 2001.
66 Szersze omówienie wykładu Wojtyły na temat katolickiej etyki seksualnej zob. w: G. Weigel, Świadek nadziei, dz. cyt., rozdz. 4.
67 Zob. J.M. Małecki, Historia Krakowa dla każdego, dz. cyt., s. 286.
68 Zob. A. Paczkowski, Pół wieku dziejów Polski 1939-1989, dz. cyt., s. 294.
69 O tych zagadnieniach zob. w: M. Lasota, Donos na Wojtyłę, dz. cyt., rozdz. 1 oraz 4.
71 A. Paczkowski, Pół wieku dziejów Polski 1939-1989, dz. cyt., s. 318.
Przedmowa do nowego wydania1
Zwracając się 5 października 1995 roku do Organizacji Narodów Zjednoczonych, Jan Paweł II mówił z radością o zjawisku "niezwykłego i globalnego przyspieszenia procesu dążenia do wolności, który stanowi jedną z głównych sił napędowych ludzkiej historii". "W każdym zakątku ziemi ludzie - zauważał - podjęli ryzyko wolności". A w ich odwadze znajdował powód do nadziei: nadziei, że - jak to ujął - "łzy [dwudziestego] stulecia przygotowały ziemię na nową wiosnę ludzkiego ducha".
Po kilku dekadach od tego wiekopomnego, postzimnowojennego przemówienia papieża do przedstawicieli światowej władzy projekt wolności, do którego wniósł on tak znaczący wkład zarówno jako duszpasterz, jak i myśliciel, jest zagrożony: od zewnątrz przez nowe i agresywne formy autorytaryzmu, a od wewnątrz przez zamieszanie i kłótnie. Dlatego też świadectwo nadziei Jana Pawła II jest być może jeszcze bardziej wyraziste teraz niż wtedy, gdy je po raz pierwszy sformułował. Nadzieja ta nie ograniczała się do jego własnego narodu; była raczej nadzieją dla całej ludzkości. Jednocześnie polski papież liczył na to, że nowe państwa demokratyczne Europy Środkowej i Wschodniej odegrają szczególną rolę w demokratycznym projekcie XXI wieku. Wyzwoliwszy się spod tyranii mocą prawdy, mocą sumienia i mocą solidarności, najnowsi członkowie demokratycznej rodziny - taką nadzieję miał Jan Paweł II - będą przypominać jej starszym członkom, że nie można oddzielać wolności od prawdy, wolności od cnoty, bez poważnego uszczerbku dla sprawy wyzwolenia człowieka: zarówno w wymiarze jednostek, jak i państw.
Jan Paweł II przez cały swój pontyfikat starał się umacniać moralne i kulturowe fundamenty, na których w XXI wieku można by budować humanitarne społeczeństwa. W pełni świadomy, na podstawie własnego doświadczenia nazizmu i komunizmu, że idee naprawdę mają swoje konsekwencje, w tym konsekwencje ludobójcze, próbował uwypuklać te prawdy, które są niezbędne do solidarnego przeżywania wolności, tak aby na całej ziemi po zimnej wojnie społeczeństwa mogły dążyć do wspólnego dobra. W ten sposób papież zaoferował światu swego rodzaju leksykon kluczowych pojęć i idei pozwalających na przeżywanie wolności w sposób szlachetny. Przegląd tego politycznego leksykonu, który Jan Paweł II ukształtował najpierw w ciągu czterdziestoletniej walki z komunizmem o ludzką przyszłość, a następnie udoskonalił w dojrzałej refleksji nad podstawami wolnej polityki i wolnej gospodarki, pomoże ujrzeć w lepszej perspektywie opowieść zawartą w dalszej części tej książki.
Pierwsza idea: wolne i prawe społeczeństwo
Jak to opisał Jan Paweł II w swojej najważniejszej encyklice społecznej Centesimus annus, wolne społeczeństwo przyszłości będzie się składać z trzech powiązanych ze sobą części: demokratycznej wspólnoty politycznej, wolnej czy też zorientowanej na rynek gospodarki oraz tętniącej życiem kultury moralności publicznej. Dziś dwa pierwsze elementy tej triady nie budzą zbyt wielu kontrowersji, choć w całym demokratycznym świecie widać potrzebę poważnych argumentów na rzecz ochrony demokratycznych wyborów, gwarancji niezawisłości sędziowskiej, zachowania silnego społeczeństwa obywatelskiego oraz zapewnienia obrony podstawowych praw obywatelskich i politycznych. Jednak w zamyśle Jana Pawła II to ostatni z tych trzech składników, kultura moralności publicznej, miał być decydujący w kolejnych latach XXI wieku i trzeciego tysiąclecia.
Wolność polityczna i gospodarcza wyzwala ogromne pokłady ludzkiej energii, którą rządy autorytarne lub tyrańskie zazwyczaj tłumią. W jaki sposób okiełznać tę energię, tak aby przyczyniała się do autentycznego rozkwitu człowieka i solidarności społecznej? Co pozwoli obywatelom demokratycznych państw przekroczyć własny egoizm i żyć w tej solidarności, która jest dla demokracji niezbędna?
Polityka - Jan Paweł II to wiedział - jest zawsze zależna od kultury. Jeśli polityka rodzi podziały i jest pełna zaciekłości, do tego stopnia, że staje się dysfunkcyjna, znaczy to tyle, że coś jest nie tak z naszą kulturą moralności publicznej. Dotyczy to każdego miejsca na świecie: zarówno starszych demokracji, takich jak Stany Zjednoczone, jak i nowszych, takich jak Polska, a także krajów, które właśnie starają się wyzwolić z utrwalonych przez tradycję autorytarnych form rządów. Odnowa moralna i kulturowa - powrót do programu "życia w prawdzie", który pomógł wyzwolić Europę Środkowo-Wschodnią z komunizmu - jest zatem istotnym elementem zabezpieczenia przyszłości projektu wolności.
Jak uczył Jan Paweł II w Centesimus annus, demokracja i wolna gospodarka to nie maszyny, które mogą działać same z siebie. Potrzeba wystarczającej liczby dojrzałych obywateli, żyjących określonymi cnotami, aby polityka i wolność działały w sposób, który będzie sprzyjał indywidualnemu rozkwitowi człowieka i solidarności społecznej.
Druga idea: wolność
Czym jest "wolność" wolnego społeczeństwa XXI wieku? Czy to coś więcej niż "wybór" czy też swoboda jednostki? Jaki jest związek wolności z prawdą i dobrem?
W encyklice Veritatis splendor z 1993 roku Jan Paweł II krytykował teorie wolności zawężające ją do samowoli; w jego rozumieniu jest to wolność infantylna, pojęcie liberté redukujące człowieka do sumy jego doraźnych pragnień. Równocześnie polski papież uwypuklał ideę "wolności ku doskonałości": wolności jako moralnego nawyku swobodnego wyboru dobra. Dlatego encyklika Centesimus annus podkreślała, że autentycznie ludzka wolność - wolność, która jest odbiciem prawdziwej godności każdej osoby ludzkiej i która jest zdolna do budowania solidarności między ludami i narodami - to wolność oparta na prawdzie i ukierunkowana ku dobru.
W całym dzisiejszym demokratycznym świecie sama idea wolności ulega infantylizacji; niektórzy wydają się uważać, że naturę wolności podsumowują słowa znanej piosenki: "Zrobiłem to po swojemu" (ang.: I did it my way). Jednak to nie taka idea wolności wyzwoliła w 1989 roku Europę Środkowo-Wschodnią od tyranii. Fundamentem rewolucji sumienia, która poprzedziła i umożliwiła rewolucję 1989 roku, było o wiele solidniejsze i szlachetniejsze pojęcie wolności: wolności - znowu - powiązanej z prawdą i ukierunkowanej ku dobru, tak by korzystanie z osobistej wolności i odpowiedzialność stawały się więzami solidarności. W przekonaniu Jana Pawła II na dalszy bieg XXI wieku i wieków następnych w niemałym stopniu wpłynie zdolność człowieka do przeżywania tej dojrzałej, szlachetnej wolności.
Trzecia idea: Europa i Zachód
Czym jest "Europa" czy też - szerzej - "Zachód"? Czy to po prostu zespół układów politycznych i gospodarczych? Czy może Zachód - i Europa - to pewne osiągnięcie kulturowe, pewna cywilizacja? W adhortacji z 2003 roku Ecclesia in Europa, a także w wygłaszanych podczas audiencji generalnych w roku 2004 komentarzach na temat projektu europejskiego traktatu konstytucyjnego Jan Paweł II proponował wolne od utylitaryzmu, głęboko kulturowe rozumienie Zachodu i jego części składowych: Europy oraz jej dawnych terytoriów zależnych na całym świecie.
Cywilizacja zachodnia, argumentował Jan Paweł II, narodziła się z owocnego współdziałania Jerozolimy, Aten i Rzymu. Religia biblijna, filozofia grecka i prawo rzymskie, przez stulecia wzajemnie na siebie oddziałując, były ziarnami, z których wyrósł Zachód. Od Jerozolimy, od religii biblijnej, Zachód nauczył się tego, że życie jest przygodą, pielgrzymką, podróżą; historia nie jest cykliczna ani przypadkowa; historia dokądś zmierza. Dlatego wyjście Izraela z Egiptu to metafora, która ma charakter nie tylko kluczowy w życiu duchowym Żydów i chrześcijan, ale i założycielski względem zachodniej idei historii.
Od Aten, od filozofii greckiej, Zachód nauczył się wiary w rozum i w jego zdolność docierania do prawdy rzeczy - w tym także prawdy moralnej rzeczy. Ta wiara w rozum, połączona z biblijną ideą stworzenia, wyjaśnia, dlaczego nauka rozkwitła najpierw właśnie na Zachodzie: istnieją w świecie prawdy, które można rozpoznać; te prawdy są, by tak rzec, w ów świat i w nas "wbudowane", a nasz umysł potrafi je pojąć. Wiara w rozum umożliwiła jednak nie tylko powstanie nauki. Umożliwiła również powstanie demokracji, ponieważ żywotność demokracji zależy od zdolności ludzi do wspólnego namysłu na temat życia publicznego.
Od Rzymu z kolei Zachód nauczył się, że w sprawach ludzkich rządy prawa są lepsze niż rządy brutalnej siły czy surowego przymusu.
Ignorowanie którejkolwiek z tych części składowych oznacza błędne odczytywanie trwającej historii Zachodu - podkreślał Jan Paweł II. Jerozolima, Ateny i Rzym - wszystkie one są niezbędne dla przyszłości. Utrata wiary w Boga Biblii prowadzi do utraty wiary w rozum, a utrata wiary w rozum jest śmiertelnym zagrożeniem dla demokracji, ponieważ argumentacja oparta na rozumie i na prawdach moralnych osadzonych w świecie i w nas samych jest żywotną siłą demokracji. Z leksykonu politycznego Jana Pawła II płynie więc wniosek, że odnowa demokratyczna w XXI wieku powinna uwzględniać wszystkie trzy źródła cywilizacji Zachodu. Źródła te są także żywym przypomnieniem, że cywilizacyjne korzenie nowożytnego projektu demokratycznego sięgają znacznie głębiej niż do osiemnastowiecznego oświecenia.
Czwarta idea: pamięć historyczna
W swojej ostatniej opublikowanej książce Pamięć i tożsamość, Jan Paweł II zastanawiał się nad znaczeniem prawdy historycznej dla demokratycznej przyszłości. A jak nauczał Kościół katolicki w latach poprzedzających Wielki Jubileusz roku 2000, jeśli chce się zapewnić przyszłość rodzaju ludzkiego, trzeba oczyścić pamięć. Prawdziwe, oczyszczone ze zniekształceń opowiedzenie historii narodu prowadzi do otwartej przyszłości. Historia zafałszowana lub zniekształcona przyczynia się do deprawacji jednostek i może prowadzić do społecznej dekadencji, wypaczonej kultury moralności publicznej, a w ostateczności do tyranii. Tak było w Niemczech w latach dwudziestych i na początku lat trzydziestych XX wieku, a Jan Paweł II miał zawsze w pamięci nauki płynące z tego weimarskiego doświadczenia.
Dla Jana Pawła II prawda na temat historii narodu była zatem ważnym elementem tej tętniącej życiem kultury moralności publicznej, stanowiącej klucz do wolnego społeczeństwa XXI wieku. Przez czterdzieści cztery lata, między 1945 a 1989 rokiem, Polska cierpiała z powodu zafałszowywania jej historii przez komunistów poprzez sieć kłamstw i wypaczeń w służbie władzy oderwanej od prawdy. Ojczyzna papieża była w stanie samodzielnie wyzwolić się spod tyranii, kiedy wystarczająco wielu Polaków postanowiło żyć w prawdzie w odniesieniu do swojej narodowej tożsamości i pamięci. Lekcja z tego doświadczenia nie dotyczyła jednak tylko Polski. Każdy naród potrzebuje prawdziwej historii. Oczyszczenie pamięci historycznej i odrzucenie prób przepisywania historii dla partyjnych celów politycznych jest niezbędne dla odnowy projektu demokratycznego w XXI wieku.
Piąta idea: pluralizm
We współczesnym świecie panuje wielkie pomieszanie pojęć dotyczące "pluralizmu". Pluralizm to coś więcej niż samo istnienie wielości czy też różnorodności; właściwie rozumiany pluralizm nie oznacza jedynie socjologicznego faktu istnienia w każdym społeczeństwie XXI wieku różnic w zakresie przekonań religijnych i politycznych. Prawdziwy pluralizm jest raczej osiągnięciem moralnym i kulturowym o ważnych implikacjach politycznych. Prawdziwy pluralizm to oparta na prawdzie rozmowa między ludźmi o różnych poglądach, w której wszystkie strony szukają wspólnego dobra. Osiągnięcie prawdziwego pluralizmu to odpowiedź społeczeństwa na słowo Pana przekazane ludzkości przez proroka Izajasza: "Chodźcie, rozsądźmy" (Iz 1,18).
W Pamięci i tożsamości Jan Paweł II zauważył, że "polskość to (...) wielość i pluralizm, a nie ciasnota i zamknięcie". Tę cechę narodową określił jako "jagielloński" wymiar polskości, a jej korzeni doszukiwał się w wielkiej Rzeczypospolitej polsko-litewskiej, która była - jak pisał - "Rzeczpospolitą wielu narodów, wielu kultur, wielu religii". W miarę jak świat staje się coraz bardziej "zglobalizowany", a narody, kultury i tradycje narodowe przenikają się w coraz bardziej złożony sposób, ten wymiar polskiej pamięci historycznej, który ma swoje odpowiedniki w doświadczeniu Stanów Zjednoczonych, Kanady oraz innych państw wieloetnicznych i wielorasowych, będzie nabierał coraz większego znaczenia jako wzorzec zarządzania różnicami w sposób ludzki.
Głębokie rozumienie pluralizmu przez Jana Pawła II - widzenie w nim osiągnięcia społecznego - rzuca również światło na znaczenie tolerancji. W rozumieniu papieża tolerancja nie oznaczała ignorowania różnic. Tolerancja wiązała się z włączaniem różnic w owe więzi uprzejmości i szacunku, które powinny cechować obywateli każdego humanitarnego społeczeństwa, a zwłaszcza obywateli państw demokratycznych. Dla Jana Pawła II tolerancja nie oznaczała zatem, że istnieje "twoja prawda" i "moja prawda", nie ma natomiast czegoś takiego jak "prawda" po prostu. Nie: tolerancja znaczyła dla papieża wzajemne zgłębianie prawd wbudowanych w ludzką kondycję - oraz stały, cierpliwy wysiłek podejmowany po to, by nauczyć przesiąknięty sceptycyzmem świat XXI wieku, że takie prawdy istnieją.
Te wszystkie zagadnienia nie były dla Jana Pawła II zwykłą abstrakcją. Dlatego jego zdaniem to, że ruch Solidarności potrafił skupić różnych ludzi w jednym, szlachetnym przedsięwzięciu, było wielkim osiągnięciem. Solidarność jako ruch uosabiała solidarność jako cnotę oraz jako jedną z czterech zasad - wraz z personalizmem, dobrem wspólnym i zasadą pomocniczości - którą w trakcie swojego pontyfikatu Jan Paweł II zakotwiczył w nauczaniu społecznym Kościoła katolickiego.
Szósta idea: patriotyzm
Gdy wraca się do homilii i przemówień Jana Pawła II z jego pierwszej pielgrzymki do polskiej ojczyzny w czerwcu 1979 roku, a zwłaszcza do homilii wygłoszonej w Gnieźnie 3 czerwca, można z nich wydobyć ważne lekcje dla teraźniejszości i przyszłości dotyczące patriotyzmu. Słuchamy oto polskiego patrioty, którego polskie, krakowskie korzenie, doświadczenie i lojalność doprowadziły do szerszego uznania duchowej jedności narodów słowiańskich, a nawet kulturowej jedności Europy. Jan Paweł II nie był "Europejczykiem" w sensie abstrakcyjnym: do wizji Europy - całej i wolnej, oddychającej obydwoma płucami, wschodnim i zachodnim - doszedł dzięki swojemu krakowskiemu i polskiemu doświadczeniu, a nie pomimo tego doświadczenia. Tym samym jego polski patriotyzm nie był szowinistyczny ani ksenofobiczny. Nie był zamknięty w sobie, ale otwarty na tych, którzy byli "inni". Polska, czasem zdradzana, a zbyt często ignorowana przez Zachód, była - jak podkreślał - wpleciona w tkankę Europy. Podobnie jak doświadczenia i historie wielu innych narodów.
Warto przeczytać, co Jan Paweł II pisał na ten temat. Oto fragment z Pamięci i tożsamości:
(...) tak jak rodzina, naród i ojczyzna pozostają rzeczywistościami nie do zastąpienia. (...) Oczywiście, trzeba bezwzględnie unikać (...) tego, ażeby ta niezbywalna funkcja narodu nie wyrodziła się w nacjonalizm. XX stulecie dostarczyło nam pod tym względem doświadczeń skrajnie wymownych, również w świetle ich dramatycznych konsekwencji. W jaki sposób można wyzwolić się od tego zagrożenia? Myślę, że sposobem właściwym jest patriotyzm. Charakterystyczne dla nacjonalizmu jest bowiem to, że uznaje tylko dobro własnego narodu i tylko do niego dąży, nie licząc się z prawami innych. Patriotyzm natomiast, jako miłość ojczyzny, przyznaje wszystkim innym narodom takie samo prawo jak własnemu, a zatem jest drogą do uporządkowanej miłości społecznej2.
Krótko mówiąc, być Polakiem dla Jana Pawła II to być kimś o szczególnej lojalności, kimś, kogo szczególne, polskie doświadczenie otworzyło na szersze lojalności, nie zapomniał jednak nigdy o swoich korzeniach. Można tu znaleźć ważne lekcje dla XXI wieku, podczas gdy w wielu różnych przestrzeniach o znaczeniu narodowym typowy dla ciasnych horyzontów, wąsko pojmowany nacjonalizm prowadzi do nowych form izolacjonizmu i porzucenia międzynarodowej odpowiedzialności.
Siódma idea: Kościół aktywny w sferze publicznej
W encyklikach Redemptoris missio (1990) i Centesimus annus (1991) Jan Paweł II głosił śmiałą wizję roli Kościoła katolickiego w wolnym społeczeństwie XXI wieku.
Kościół, jaki wyobrażał sobie papież, nie był ani Kościołem państwowym, ani upartyjnionym: nie był Kościołem, który stara się uzyskać wsparcie władzy państwowej lub mechanizmów jakiejkolwiek partii politycznej dla swoich twierdzeń na temat prawdy. Jak pisze papież w Redemptoris missio, "Kościół proponuje, niczego nie narzuca". Kościół prosi, a w razie potrzeby domaga się (jak to miało miejsce w okresie komunizmu), by pozwolono mu publicznie przedstawiać jego ewangeliczną propozycję; i Kościół rości sobie prawo, jako instytucja społeczeństwa obywatelskiego, do tego, by być dynamicznym partnerem w debacie publicznej. Kościół nie stara się jednak o status Kościoła państwowego ani nie sprzymierza się z żadną partią polityczną. Upartyjnienie zagraża niezależności Kościoła, a co ważniejsze, redukuje Ewangelię do programu politycznego - właśnie tak brzmiała jedna z krytycznych uwag, jakie Jan Paweł II kierował pod adresem niektórych form latynoamerykańskiej teologii wyzwolenia.
Kościół XXI wieku w nauczaniu Jana Pawła II nie był również Kościołem zredukowanym do sfery prywatnej, wycofanym z przestrzeni publicznej na mocy własnej decyzji, na skutek stosowania przymusu przez władzę państwową lub w wyniku jednego i drugiego.
Europejski katolicyzm od dawna był przyzwyczajony do statusu Kościoła państwowego. Jan Paweł II wiedział, że te czasy minęły. W jego wizji alternatywą nie było ani wycofanie się Kościoła do sfery prywatnej, ani Kościół zepchnięty do getta, ani upartyjniony, lecz Kościół aktywny w sferze publicznej: taki, który Jan Paweł II nazwał w Redemptoris missio Kościołem, który "proponuje".
Jak wyraźnie nauczał papież w Centesimus annus, ów proponujący Kościół miał działać publicznie przede wszystkim poprzez wolne stowarzyszenia społeczeństwa obywatelskiego, a nie jako aktor polityczny. Proponujący, aktywny w sferze publicznej katolicyzm XXI wieku miał przedstawiać argumenty; nie miał tworzyć polityki, chociaż przedstawiane przez niego argumenty miały sugerować, że niektóre kierunki w polityce są bardziej zgodne z wolnością przeżywaną w sposób szlachetny, solidarny i dla wspólnego dobra. Proponujący, aktywny w sferze publicznej Kościół, zarysowany w magisterium społecznym Jana Pawła II, miał działać na głębszym poziomie życia publicznego - na poziomie kulturowej samoświadomości i samozrozumienia. Kościół, innymi słowy, miał być strażnikiem i nauczycielem oraz świadkiem prawd, które umożliwiają dobre przeżywanie wolności.
Szkic Jana Pawła II o "Kościele aktywnym w sferze publicznej" niesie również ważne implikacje dla wolnego społeczeństwa w XXI wieku. Wolne społeczeństwo musi być rzeczywiście "otwarte", a ta otwartość musi być wszechstronna: wolne i otwarte społeczeństwo nie może oznaczać przestrzeni publicznej, z której wykluczone są przekonania religijne jako źródło poznania moralnego i politycznego. Zdaniem polskiego papieża nadszedł czas, aby Europa i cały Zachód pozbyły się kulturowego kaca wywołanego ideą, że demokracja, wolność i otwartość wymagają la?cité, laickości, która tworzy odartą z religijności przestrzeń publiczną. Takie twierdzenie jest samo w sobie niedemokratyczne, ponieważ odmawia wielu obywatelom prawa do wnoszenia w życie publiczne najgłębszych źródeł ich przekonań moralnych. To samo odnosi się do Chin, gdzie możliwość powstania prawdziwie otwartej przestrzeni publicznej będzie prawdopodobnie poddawana ciężkim próbom, z ogromnymi globalnymi konsekwencjami, przez cały XXI wiek i trzecie tysiąclecie.
Niezdolność tego, co niektórzy nazywają "płynną" ponowoczesnością3 - postmodernistycznej kultury pozbawionej transcendentnych moralnych punktów odniesienia - do przedstawienia mocnego świadectwa i obrony demokracji również martwiła Jana Pawła II. W następstwie 11 września i nowego światowego nieporządku, który on zainaugurował, oraz w obliczu ekonomicznych i społecznych zaburzeń spowodowanych przez globalizację "płynna" ponowoczesność okazała się podatna na syreni śpiew nowych autorytetów na całym świecie oraz na polityczny projekt radykalnego dżihadu islamskiego. Według Jana Pawła II sugerowało to, że Zachód XXI wieku musi na nowo odkryć, czego religia biblijna nauczyła go kiedyś o godności osoby ludzkiej, granicach władzy państwowej i moralnej wyższości życia w solidarności z innymi, a nie dla samego siebie.
W tym względzie, jak się wydaje, papież uważał, że laboratorium przyszłości stanowi Europa, a wyniki testów w początkach XXI wieku uznał za alarmujące. I nie był to alarm przesadzony, lecz realistyczny. Postchrześcijańska Europa XXI wieku jest w coraz większym stopniu Europą postracjonalną, a jej niezdolność do zorganizowania silnej, przekazywanej kulturowo i znajdującej polityczny oddźwięk obrony demokracji oraz wolnego społeczeństwa z jakichkolwiek innych powodów niż utylitarne jest równie poważnym zagrożeniem dla europejskiej przyszłości co dysfunkcjonalne aspekty Unii Europejskiej; jest to również najprawdopodobniej jedna z przyczyn powstania nowych form "nieliberalnej" demokracji.
"Kościół aktywny w sferze publicznej", jaki wyobrażał sobie Jan Paweł II - ani państwowy, ani upartyjniony, ani zepchnięty do getta - mógłby w tej sytuacji odgrywać ważną rolę w tym, by wzywać Zachód (a także wszystkich tych, którzy patrzą na Zachód jako na wzór dla przyszłości) do głębszego zrozumienia, w jaki sposób można przeżywać projekt wolności zarówno w wolności, jak i w solidarności. Pozostawione przez polskiego papieża nauczanie społeczne pokazuje, że można to osiągnąć, jeśli na powrót połączy się wolność z prawdą i dobrem.
Jest rzeczą ciekawą, że Jan Paweł II, który nigdy nie żył w dojrzałej demokracji, wykazał się tak przenikliwym spojrzeniem na współczesny projekt wolności i na wymogi kulturowe, które umożliwiają rozkwit demokracji. Jednakże i z mojej poprzedniej poświęconej mu książki, Świadek nadziei, i z niniejszej, Kres i początek, wynika, że w historii tego człowieka, którego Kościół i świat znają dziś jako świętego papieża Jana Pawła II, wszystko opierało się na jego chrześcijańskich przekonaniach. Jego przekonanie zasadnicze - że Jezus Chrystus jest zarówno odpowiedzią na pytanie o każde ludzkie życie, jak i odpowiedzią na pytanie o ludzką historię - dało mu moc, by działać na rzecz solidarności i wyzwolenia. I to również warto rozważyć, teraz i na przyszłość.
PROLOG. Papież Tysiąclecia
Wiosna 2005 roku: marzec ustępuje kwietniowi, a świat czuwa przed Pałacem Apostolskim w Rzymie. Już wtedy zbliżający się do przejmującego kresu pontyfikat papieża Jana Pawła II opisywano jako jeden z najdonioślejszych w ciągu dwóch tysiącleci dziejów chrześcijaństwa.
Osiem miesięcy po swoim wyborze, który nastąpił 16 października 1978 roku, nowy papież zainicjował we własnej ojczyźnie rewolucję sumień - moralne wyzwanie dla status quo zimnej wojny. Rewolucja ta przyczyniła się do uruchomienia biegu dramatycznych wydarzeń międzynarodowych, których kulminacją miał się stać upadek komunizmu w Europie w roku 1989 i rozpad Związku Sowieckiego w roku 1991. Wpływ Papieża Tysiąclecia na świat nie ograniczał się jednakże do regionu, z którego pochodził. W ciągu pierwszych dwudziestu lat pontyfikatu Jan Paweł II odegrał także ważną rolę w procesach przemian demokratycznych dokonujących się w najrozmaitszych miejscach świata: od Ameryki Środkowej i Południowej po Azję Wschodnią. Równocześnie sam stał się uniwersalnym świadkiem moralnym, obrońcą godności osoby ludzkiej oraz głównym propagatorem powszechnego charakteru praw człowieka w świecie. Zbliżając się do kresu swojego ziemskiego pielgrzymowania, Jan Paweł II - o którym na początku jego pontyfikatu świat wiedział bardzo niewiele - stał się dla miliardów ludzi niezwykłym ucieleśnieniem udręk, tragedii i triumfów drugiej połowy XX wieku.
Jego wpływ na Kościół katolicki był równie zasadniczy jak sposób, w jaki oddziaływał na sprawy świata. Przez ponad ćwierćwiecze ożywiał Kościół duchowo i intelektualnie, przywracając wielu katolikom poczucie, jaką przygodą jest bycie uczniem Chrystusa, i ustawicznie przypominając całemu Kościołowi, że nie istnieje sam dla siebie, lecz dla realizacji swojego ewangelicznego posłannictwa: głoszenia na całym świecie Dobrej Nowiny o zbawczej miłości Boga do ludzkości. Energicznie korzystając z nowoczesnych, rewolucyjnych środków komunikacji i transportu, Jan Paweł II nadał nowe znaczenie papieskiemu tytułowi "Powszechny Pasterz Kościoła". Podczas kolejnych papieskich pielgrzymek po Włoszech i po całym ziemskim globie niósł Kościołowi posługę biskupa Rzymu, dokonując dzieła bez precedensu w dziejach. Jednym ze związanych z tymi podróżami wydarzeń, które stały się jego znakiem rozpoznawczym, były Światowe Dni Młodzieży. Podczas tych spotkań Papież pokazywał, że wbrew przewidywaniom zarówno pewnych siebie zwolenników sekularyzacji, jak i pełnych wątpliwości duchownych młodzież z całego świata: z krajów rozwiniętych, z dawnego bloku komunistycznego i z krajów rozwijających się, entuzjastycznie odpowiada na jego otwarte wezwanie do prowadzenia życia opartego na cnotach heroicznych.
Równie zaskakujące dla niektórych było zdecydowane dążenie Jana Pawła II do jedności chrześcijan, determinacja, z jaką starał się stworzyć nowe relacje między katolicyzmem a judaizmem, zaangażowanie w dialog międzyreligijny z coraz bardziej niespokojnym światem islamu oraz udział w budowaniu mostów między wiarą a nauką. Polski papież zarazem nadawał nowe znaczenie tradycyjnemu papieskiemu tytułowi pontifex - który pochodzi od łacińskiego słowa oznaczającego most - a równocześnie na nowo kreślił wizję papiestwa jako urzędu zajmującego się raczej ewangelicznym świadectwem niż biurokratycznym zarządzaniem. Przy tym wszystkim Jan Paweł II tworzył także najbardziej doniosły pod względem intelektualnym korpus nauczania papieskiego na przestrzeni wieków, wzywając Kościół katolicki do pogłębienia oddania własnym tradycjom doktrynalnym i moralnym przy jednoczesnym włączeniu w tę refleksję współczesnej krytyki religii objawionej i klasycznej moralności. Najbardziej uderzające było być może to, że zaproponował on świeże odczytanie etyki seksualnej katolicyzmu - wizję, w której wierna i płodna miłość małżeńska jest pojmowana jako ikona wewnętrznego życia Trójcy Świętej.
Zarówno pod względem przyjętej metody intelektualnej - polegającej na wprzęganiu klasycznych prawd wiary i moralności we wnikliwy dialog prowadzony ze współczesnymi sposobami rozumienia osoby ludzkiej - jak i pod innymi względami Jan Paweł II był zarazem znakiem sprzeciwu i "świadkiem nadziei", jak nazwał siebie na forum Narodów Zjednoczonych w roku 1995.
Czczony przez setki milionów ludzi, spośród których wielu nie było ani katolikami, ani chrześcijanami, był równocześnie od początku do końca swojej posługi ostro krytykowany przez wielu katolickich intelektualistów i działaczy. Jego krytycy (wśród których byli księża, zakonnice i biskupi) uważali ten pontyfikat za okres "restauracji" - porzucenia zobowiązań podjętych przez Kościół katolicki na II Soborze Watykańskim w latach 1962-1965.
Jako orędownik wolności zrobił więcej niż ktokolwiek inny dla wyzwolenia swoich słowiańskich braci spod jarzma totalitaryzmu, a mimo to niektórzy mieli mu za złe uparte głoszenie, że wolność nie jest neutralną zdolnością "wyboru" i że właściwie przeżywana wolność jest zawsze związana z prawdą moralną i przyporządkowana dobru.
Autentyczny intelektualista, był obdarzony głębokim szacunkiem dla życia umysłowego, a jednak niektórzy oskarżali go, że sprzeciwia się wolności badań naukowych. Jako duszpasterz z ponadpięćdziesięcioletnim doświadczeniem niesienia pomocy ludziom zmagającym się z wątpliwościami i pokusami ludzkiego losu nierzadko spotykał się z oskarżeniami o brak wrażliwości i apodyktyczność, jednakże nawet jego krytycy musieli przyznać, że stał się on globalnym moralnym punktem odniesienia - człowiekiem, którego zdanie ma ogromne znaczenie nawet dla tych, którzy sprzeciwiają się jego wizji i prowadzonemu przez niego Kościołowi.
W jaki sposób to osiągnął? Jakie czynniki ukształtowały tę wyjątkową i niezwykłą osobowość - człowieka, który będąc gruntownie zakorzeniony w pewnej określonej wierze, był jednocześnie kimś w rodzaju ojca wszystkich ludzi, niezależnie od ich doświadczeń i przekonań, przemawiającego do ich serc, umysłów i dusz?
Dzieje życia Karola Wojtyły z okresu przed wyborem na papieża oraz pierwsze dwadzieścia dwa lata jego pontyfikatu są opisane w książce Świadek nadziei. Biografia papieża Jana Pawła II, której niniejszy tom jest zarówno uzupełnieniem, jak i kontynuacją4. Od czasu wydania tamtej biografii dostępne stały się informacje, które rzucają nowe światło na dramat czterdziestoletniego zmagania Karola Wojtyły z komunizmem - oraz czterdziestoletnich wysiłków komunizmu w celu utrudnienia dzieła Wojtyły i zniszczenia jego reputacji. Ta wiedza robi ogromne wrażenie: komunistyczne władze Polski, ich zwierzchnicy w Moskwie oraz sojusznicy w całym bloku sowieckim od dawna uważali Karola Wojtyłę za śmiertelnego wroga, po jego zaś wyborze na papieża za śmiertelne zagrożenie dla pozycji komunizmu w Europie Środkowej i Wschodniej, dla komunistycznych planów w całym Trzecim Świecie - a nawet wręcz dla przetrwania samego komunizmu. Nie mylili się w tych ocenach, chociaż często błędnie pojmowali strategię Wojtyły i źle odczytywali jego zamiary.
W komunistyczną wojnę przeciwko Karolowi Wojtyle i - po jego wyborze na papieża - przeciwko prowadzonemu przez niego Kościołowi zaangażowano olbrzymie zasoby ludzkie i finansowe. Wysiłki te okazały się ostatecznie daremne, ponieważ oręż, którego używał Wojtyła, był rodzajem broni, której skutków komunistyczna taktyka nie potrafiła osłabić. Mimo to komuniści z wszelkich sił starali się zniszczyć jego dzieło i podważyć jego autorytet: początkowo w Krakowie, a później w Rzymie, kiedy tam się przeniósł. Wiele osób nadal jest przekonanych, że takie właśnie było podłoże zamachu z 13 maja 1981 roku; w każdym razie wojna z Wojtyłą obejmowała zakrojoną na wielką skalę kampanię przekupstwa, szantażu i werbowania na informatorów jego współpracowników w Polsce i w Rzymie. Te tajne przedsięwzięcia były często koordynowane przez agencje wywiadowcze bloku sowieckiego, a wszelkie informacje zbierane przez służby wywiadowcze Układu Warszawskiego były przekazywane do KGB w Moskwie, gdzie przypuszczalnie nadal znajdują się (i nadal są niedostępne dla badaczy) kopie akt tych operacji.
Wiele akt pochodzących z okresu wojny toczonej przez komunistów z Karolem Wojtyłą i z papieżem Janem Pawłem II zniszczono w momencie załamania komunizmu w roku 1989 i wkrótce potem, jednakże ocalały i tak ogromne archiwa, które w ciągu pierwszych pięciu lat po śmierci Jana Pawła II dopiero zaczęto badać. Uważna analiza nawet skromnego wycinka tych podstawowych dokumentów źródłowych (wszystkie one były pierwotnie tajne, a niektóre uznane za tak poufne, że dostęp do nich mieli jedynie najwyżsi urzędnicy partii komunistycznej i komunistycznej tajnej policji) dostarcza dużo pełniejszego i bardziej szczegółowego obrazu tego, jakimi metodami i z jakich pobudek komunizm prowadził wojnę z Karolem Wojtyłą, kiedy był on arcybiskupem krakowskim i po tym jak został biskupem Rzymu. Dokumenty te ukazują również zakres prowadzonej przez komunistyczne władze i tajne służby wywiadowcze penetracji Watykanu oraz ich dążenia do wykorzystania kontaktów dyplomatycznych ze Stolicą Apostolską jako środków do realizacji własnych interesów (czego można się było spodziewać) i podejmowania dodatkowych prób przeniknięcia do najwyższych szczebli katolickiego kierownictwa, szczególnie w samym Watykanie (wydaje się, że wielu wysokich rangą watykańskich hierarchów w dużej mierze było nieświadomych tego procederu). Akta KGB, polskiej Służby Bezpieczeństwa (SB) oraz enerdowskiej Stasi dają również wgląd w nastawienia watykańskiej dyplomacji, a równocześnie potwierdzają intuicję, że Jan Paweł II oraz jego dyplomaci często mieli radykalnie odmienne wizje strategii i taktyki odpowiedniej do stawienia czoła wyzwaniu komunizmu.
Zanim opowiemy to, co poprzednio opowiedziane być nie mogło (a co stanowi część pierwszą niniejszej książki), zanim dokonamy podsumowania ostatnich sześciu lat życia Jana Pawła II (co nastąpi w części drugiej) i zanim spróbujemy przeprowadzić szczegółową ocenę tego człowieka i jego osiągnięć (część trzecia), warto krótko streścić przedpapieski okres życia Wojtyły oraz dokonania pierwszych dwudziestu lat pontyfikatu Jana Pawła II.
Syn Polski
Karol Józef Wojtyła urodził się 18 maja 1920 roku i należał do pierwszego pokolenia Polaków, którzy po latach zaborów przyszli na świat w wolnym kraju. Matka Wojtyły, Emilia z domu Kaczorowska, zmarła miesiąc przed dziewiątymi urodzinami swojego młodszego syna; starszy brat Karola, Edmund, był lekarzem i zmarł w roku 1932 na szkarlatynę, którą zaraził się od jednego z pacjentów. Tak oto główną postacią w dzieciństwie i wczesnej młodości chłopca, znanego w rodzinie i wśród przyjaciół jako Lolek, stał się jego ojciec, Karol Wojtyła senior, Kapitan - jak go nazywali wszyscy mieszkańcy rodzinnego miasta Lolka, Wadowic (położonego kilkadziesiąt kilometrów na południowy zachód od Krakowa), ponieważ był emerytowanym oficerem. Był on również człowiekiem głębokiej katolickiej wiary i nieposzlakowanej prawości, wzorem męskiej pobożności, którego postawa odcisnęła na synu niezatarte piętno.
Polska, w której młody Karol Wojtyła dorastał, była krajem zróżnicowanym pod względem etnicznym, językowym i wyznaniowym. Znaczące mniejszości stanowili w niej Żydzi, Ukraińcy i Niemcy. W trwających tuż po odzyskaniu niepodległości w roku 1918 zmaganiach o określenie, co oznaczają polska tożsamość narodowa i patriotyzm, Karol Wojtyła senior opowiadał się zdecydowanie po stronie zwolenników pluralizmu, a przeciwko obdarzonym wąskimi horyzontami nacjonalistom, dla których Polska oznaczała wyłącznie katolicko-etniczną enklawę. Przekonania ojca w tej kwestii - podobnie jak doświadczenie dorastania wśród wielu żydowskich kolegów w mieście, w którym dwadzieścia procent mieszkańców stanowili Żydzi i które szczyciło się praktykowaniem tolerancji głoszonej przez miejscowe duchowieństwo katolickie - zaowocowały kształceniem zdolności językowych przyszłego papieża (w dzieciństwie ojciec uczył go niemieckiego), jego głębokim szacunkiem dla cudzych przekonań religijnych oraz szczególnym wyczuleniem na ból i cierpienia europejskich Żydów w latach trzydziestych XX wieku i później.
Będąc w gimnazjum, młody Karol Wojtyła zaczytywał się w literaturze polskiego romantyzmu, w tym okresie narodziła się też jego trwająca przez całe życie fascynacja teatrem. Po ukończeniu ze świetnym wynikiem nauki w wadowickim gimnazjum w roku 1938 przeprowadził się wraz z ojcem do Krakowa, by rozpocząć studia na Wydziale Filologii Polskiej Uniwersytetu Jagiellońskiego. Na tej czcigodnej uczelni, założonej w roku 1364, kształcił się w latach 1491-1495 Mikołaj Kopernik. Przez całe stulecia spotykały się tu kultura chrześcijańska i humanistyczna. Cytaty autorstwa jednego z profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego z początków XV wieku będą się od czasu do czasu pojawiać w dokumentach papieskich z końca XX wieku - Jan Paweł II będzie się w nich powoływać na Pawła Włodkowica, krytykującego stosowanie przymusu w kwestiach przekonań religijnych. Jednakże z powodu morderczych ambicji dwóch wielkich europejskich mocarstw totalitarnych, nazistowskich Niemiec i Związku Sowieckiego, dobrze zapowiadająca się kariera uniwersytecka Karola Wojtyły trwała tylko rok. Po najeździe hitlerowców na Polskę 1 września 1939 roku oraz podziale kraju w wyniku dokonanej 17 września 1939 roku sowieckiej inwazji Kraków znalazł się pod nazistowską okupacją, Uniwersytet Jagielloński został zamknięty, a wybitnych członków kadry profesorskiej wywieziono do obozu koncentracyjnego Sachsenhausen.
Polska pod okupacją hitlerowską była miejscem strasznym, potwornym, w którym rządy prawa zastąpiła władza bezwzględnego terroru. Okupanci uważali Polaków za niższą rasę, Untermenschen, która miała otrzymywać minimalne wykształcenie oraz równie minimalne racje żywnościowe i stanowić siłę roboczą pracującą dla większej chwały Tysiącletniej Rzeszy. Tych, którzy stawiali opór, w razie schwytania skazywano na wywiezienie do obozu koncentracyjnego albo dokonywano zbiorowej egzekucji. Młody Karol Wojtyła spędził lata wojenne jako robotnik fizyczny: najpierw w kamieniołomie na krakowskim Zakrzówku, później w fabryce chemicznej Solvay na południowych peryferiach miasta, w pobliżu klasztoru, w którym w roku 1938 zmarła mało znana wówczas polska zakonnica siostra Maria Faustyna Kowalska. Wojtyła potajemnie również studiował - Uniwersytet Jagielloński szybko ponownie rozpoczął działalność jako instytucja podziemna - i brał udział w polskim ruchu oporu, przyłączywszy się do organizacji o nazwie Unia, która poza działaniami właściwymi czasowi wojny (od akcji paramilitarnych, przez ochronę Żydów, po finansowanie podziemnych sieci polskiej kultury) podejmowała działania na rzecz stworzenia podwalin powojennej Polski rządzonej według zasad chrześcijańskiej demokracji. Unia finansowała Teatr Rapsodyczny, założony przez Mieczysława Kotlarczyka i młodego Wojtyłę w sierpniu 1941 roku. Był to eksperyment awangardowego minimalizmu: pięcioosobowa trupa aktorów bez użycia kostiumów i rekwizytów przedstawiała "teatr żywego słowa". Potajemnie realizowano inscenizacje klasycznych utworów z repertuaru polskiego dramatu i poezji, by podtrzymać przy życiu polską kulturę, którą hitlerowcy postanowili wytępić. W okresie wojny Karol Wojtyła pod wpływem Jana Tyranowskiego, świeckiego mistyka i specjalisty samouka w zakresie dzieł Świętego Jana od Krzyża i Świętej Teresy z Ávila, zaczął również poznawać duchowość karmelitańską. Poza tym Tyranowski, którego Wojtyła upamiętni później jako nieoczekiwanego "apostoła", zwerbował Lolka do prowadzenia grup Żywego Różańca. Tworzących te grupy młodych mężczyzn Tyranowski zbierał w parafii Wojtyły pod wezwaniem Świętego Stanisława Kostki na Dębnikach, w robotniczej dzielnicy Krakowa. Pracę w Teatrze Rapsodycznym oraz zajęcia prowadzone pod okiem Tyranowskiego w Żywym Różańcu Wojtyła podejmował z narażeniem życia, ponieważ tego rodzaju działalność była surowo zakazana przez okupantów. Raz czy dwa zdarzyło mu się mieć kłopoty z gestapo, a w wyniku potrącenia przez niemiecką ciężarówkę wojskową doznał obrażeń ramienia i wstrząśnienia mózgu (wypadek ten nie był związany z jego uczestnictwem w ruchu oporu). Ponieważ do zdarzenia doszło już po zmroku, leżący na poboczu Wojtyła mógł się wykrwawić i umrzeć, pomocy udzielili mu jednak przechodząca tamtędy kobieta i niemiecki oficer, który kazał przewieźć rannego do szpitala. Wojenne doświadczenia Wojtyły miały znaczący wpływ na rozpoznanie przez niego własnego powołania, a wybór drogi życiowej przyspieszyła śmierć ojca, która nastąpiła 18 lutego 1941 roku. Młody mężczyzna musiał odpowiedzieć sobie na pytanie, czy jego przeznaczeniem jest teatr (a w późniejszym czasie być może kariera uniwersytecka) i bycie katolikiem świeckim, czy też wezwany jest do innej formy życia, także związanej z dramatem, tyle że w szerszym sensie: dramatu ludzkich wyborów i losów - do bycia księdzem.
Po wielu miesiącach modlitwy Wojtyła odpowiedział sobie na to pytanie i stawił się przed obliczem arcybiskupa krakowskiego Adama Stefana Sapiehy, który przyjął go na kandydata do kapłaństwa. Jesienią 1942 roku Karol rozpoczął naukę w tajnym seminarium. Przez dwa lata Wojtyła prowadził potrójne życie - jako aktor podziemnego teatru, pracownik fizyczny i kleryk - przyswajając sobie filozofię i teologię podczas nocnych zmian w fabryce Solvay i zdając egzaminy z tego, czego się nauczył, przed profesorami, którzy podobnie jak ich studenci przychodzili ukradkiem do rezydencji Sapiehy. Tam również korzystał z kierownictwa duchowego i od czasu do czasu służył do mszy odprawianej przez arcybiskupa. W tym okresie jeden z jego współseminarzystów, Jerzy Zachuta, został przyłapany przez gestapo i rozstrzelany. 6 sierpnia 1944 roku gestapo przeczesało Kraków, poszukując wszystkich młodych mężczyzn, by ich aresztować i zapobiec powtórzeniu się w Krakowie scenariusza powstania warszawskiego, które wybuchło 1 sierpnia. Arcybiskup Sapieha wezwał swoich tajnych seminarzystów i ukrył ich w swojej rezydencji, gdzie seminarium zostało ponownie zawiązane w formie stacjonarnej na ostatnie sześć miesięcy drugiej wojny światowej. Przez te pół roku Wojtyła miał codzienną styczność z "księciem arcybiskupem"5, który miał stać się dla niego wzorem biskupiego heroizmu.
Po "wyzwoleniu" Krakowa przez Sowietów 18 stycznia 1945 roku archidiecezja odzyskała budynek krakowskiego seminarium (który Niemcy przekształcili w więzienie), wobec czego Karol Wojtyła przez jeden rok, na przełomie lat 1945 i 1946, miał możliwość zaznać w miarę normalnego doświadczenia życia seminaryjnego. Jednak nawet ten okres naznaczony był dramatem - 3 maja 1946 roku, w dniu obchodzonym tradycyjnie jako polskie święto narodowe, studencka organizacja samopomocowa, której Wojtyła był wiceprzewodniczącym, zorganizowała patriotyczną demonstrację; została ona brutalnie stłumiona przez funkcjonariuszy UB oraz ich towarzyszy z sowieckiego NKWD. Sapieha, który otrzymał kapelusz kardynalski w roku 1946, wyrobił sobie bardzo dobre zdanie na temat Karola Wojtyły i po udzieleniu mu 1 listopada 1946 roku święceń kapłańskich w kaplicy rezydencji arcybiskupiej przy Franciszkańskiej 3 postanowił wysłać go do Rzymu na dalsze studia teologiczne. Ksiądz Karol Wojtyła odprawił swoje pierwsze trzy msze następnego dnia, w Dzień Zaduszny, w krypcie Świętego Leonarda w katedrze wawelskiej, w pobliżu grobowców polskich bohaterów narodowych - króla Jana III Sobieskiego i Tadeusza Kościuszki. Jak pisał pół wieku później, był to sposób wyrażenia solidarności i wdzięczności wobec tych, którzy stanowiąc dla niego wzorce postępowania, pomogli mu ukształtować własną osobowość w duchu patriotyzmu i poświęcenia powszechnej sprawie wolności.
Tej właśnie sprawie miał się oddać później - ze znaczącym skutkiem - w skali całego świata.
Syn II Soboru Watykańskiego
Uzyskawszy w rzymskim Angelicum tytuł doktora (jego rozprawa doktorska była poświęcona idei wiary w myśli Świętego Jana od Krzyża), ksiądz Karol Wojtyła odbył podróż po Europie, poznając ruch francuskich księży robotników i sam sprawując posługę duszpasterską wśród polskich górników w Belgii, a w paryskim metrze znajdując wspaniałe miejsce do kontemplacji. Do archidiecezji krakowskiej wrócił latem 1948 roku. Kardynał Sapieha wysłał go na krótko do wiejskiej parafii w Niegowici, niedaleko Krakowa, stąd po ośmiu miesiącach ksiądz Wojtyła został przesiesiony do krakowskiej parafii Świętego Floriana. Tam młody kapłan rozwinął metodę duszpasterską, która miała radykalnie zmienić oblicze Kościoła katolickiego, w stopniu, jakiego w stalinowskiej Polsce nikt nie potrafił sobie wyobrazić.
Sapieha - już wówczas cieszący się olbrzymim autorytetem moralnym - był przekonany, że zasadnicza bitwa wojny Kościoła z komunizmem o przyszłość Polski będzie się toczyć w sercach i umysłach polskiej młodzieży. Mając już księdza Jana Pietraszkę, który pełnił wyjątkowo udaną posługę wśród studentów w kolegiacie Świętej Anny w pobliżu Uniwersytetu Jagiellońskiego, Sapieha wysłał Wojtyłę do kościoła Świętego Floriana, by zorganizował tam drugi ośrodek duszpasterstwa akademickiego. Oprócz skutecznego wypełniania tej misji Wojtyła skupił wokół siebie kilka grup studenckich, które z czasem zaczął nazywać swoim Środowiskiem. Przez resztę życia członkowie Środowiska nazywali go Wujkiem - był to pseudonim, stanowiący odbicie uwarunkowań epoki stalinizmu, kiedy księżom nie wolno było pracować z grupami młodzieżowymi. Podczas wycieczek i wypadów wakacyjnych ze Środowiskiem Wojtyła oddawał się swojemu zamiłowaniu do pieszych wędrówek i narciarstwa, które uprawiał już od czasów młodości w Wadowicach. Do tych form wypoczynku dołączyło nowe dla niego kajakarstwo. Ucząc się pływać kajakiem, Wojtyła zaprzyjaźnił się z Jerzym Ciesielskim, świeckim inżynierem, wraz z którym pisał artykuły broniące radykalnej nowości w polskiej praktyce duszpasterskiej: posługi pełnionej przez księży w górach lub nad jeziorami czy rzekami, podczas wspólnego wypoczynku z młodymi ludźmi świeckimi, zarówno mężczyznami, jak i kobietami.
Ksiądz Wojtyła pomagał swoim młodym przyjaciołom stać się dojrzałymi chrześcijanami i przygotować się do podjęcia obowiązków małżeńskich i rodzicielskich, ale równocześnie i oni jemu pomagali: pomagali mu stać się jednym z najbardziej dynamicznych młodych kapłanów jego pokolenia. Oprócz bowiem swojej pracy u Świętego Floriana Wojtyła zyskiwał sobie uznanie jako autor artykułów ukazujących się na łamach katolickiego "Tygodnika Powszechnego", jedynego liczącego się tytułu prasowego w Polsce, a równocześnie nadal pisał utwory poetyckie (które publikował pod pseudonimem) oraz sztuki (których publikacja miała czekać do jego wyboru na papieża). Następca kardynała Sapiehy arcybiskup Eugeniusz Baziak postanowił, że Wojtyła powinien oddać się dalszej pracy intelektualnej i zdobyć habilitację, która umożliwiłaby mu wykładanie na uniwersytetach, toteż we wrześniu 1951 roku Wojtyła przeniósł się z parafii Świętego Floriana do będącej własnością archidiecezji kamienicy przy Kanoniczej, w pobliżu zamku i katedry na Wawelu. Tam młody kapłan miał napisać rozprawę habilitacyjną na temat etyki filozoficznej niemieckiego fenomenologa Maksa Schelera, którą to pracę ukończył w roku 1953. Równocześnie Wojtyła podtrzymywał więzi ze Środowiskiem i podejmował nowe próby posługi duszpasterskiej - wśród pracowników służby zdrowia.
Wydział Teologiczny Uniwersytetu Jagiellońskiego został zamknięty przez reżim komunistyczny w roku 1953 - był to akt kulturalnego wandalizmu, którego Karol Wojtyła miał nigdy nie zapomnieć - wobec czego świeżo upieczony doktor habilitowany był zmuszony łączyć swoją pracę duszpasterską w Krakowie z wyjazdowymi sesjami wykładowymi na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, gdzie uczył etyki filozoficznej na studiach magisterskich i doktoranckich. Oprócz nawiązywania przez Wojtyłę nowych przyjaźni i znajomości z młodymi ludźmi na KUL-u rozmowy ze studentami w Lublinie pomagały mu dopracowywać refleksję nad moralnością seksualną, co przyczyniło się do powstania jego pierwszej książki, Miłość i odpowiedzialność. W Lublinie Wojtyła zajmował się również poszukiwaniem dialogu ze współczesną filozofią - i krytyką tejże filozofii. Spotkanie to doprowadziło go do przekonania, które miało pozostać w nim przez resztę życia: że oświeceniowe teorie etyki, które zamykają powinność moralną w ludzkiej świadomości, były jednym ze źródeł kryzysów kulturowych, a w ostateczności politycznych, końca XX wieku. Równocześnie z wykładami na KUL-u Wojtyła prowadził wykłady z etyki społecznej i innych przedmiotów dla kleryków w Krakowie, pogłębiając własną znajomość współczesnej katolickiej nauki społecznej.
4 lipca 1958 roku papież Pius XII mianował księdza Karola Wojtyłę biskupem tytularnym Ombi i biskupem pomocniczym diecezji krakowskiej, podlegającym zwierzchnictwu arcybiskupa Baziaka. Był to jeden z ostatnich aktów dziewiętnastoletniego pontyfikatu Piusa XII. 28 września 1958 roku arcybiskup Baziak dokonał konsekracji biskupiej Wojtyły w katedrze wawelskiej, po czym najmłodszy biskup w Polsce podjął nowe obowiązki duszpasterskie, kontynuując jednocześnie wykłady w Lublinie. Piętnaście miesięcy po konsekracji biskupiej, 24 grudnia 1959 roku, biskup Karol Wojtyła zainicjował zwyczaj odprawiania pasterki pod gołym niebem w Nowej Hucie, będącej modelowym socjalistycznym nowym miastem, zbudowanym obok Krakowa - oraz pierwszym w dziejach Polski osiedlem, które rozmyślnie zbudowano bez kościoła. Wkrótce potem młody biskup otrzymał od watykańskiej komisji przygotowującej program zwołanego niedawno II Soboru Watykańskiego prośbę o sugestie na ten temat. Odpowiedzią Wojtyły był list, w którym przedstawiał on kryzys zachodniego humanizmu - kryzys samej idei osoby ludzkiej - uważany przez niego za zasadniczą przyczynę sprawczą krwawej zawieruchy połowy XX wieku. Dalej Wojtyła proponował, by zwołany przez nowego papieża Jana XXIII sobór zajął się przede wszystkim ożywieniem chrześcijańskiego humanizmu, humanizmu, który prawdę o osobie ludzkiej odnajduje w osobie Jezusa Chrystusa6.
Arcybiskup Eugeniusz Baziak zmarł w czerwcu 1962 roku, cztery miesiące przed rozpoczęciem II Soboru Watykańskiego; jego tymczasowym następcą na urzędzie wikariusza kapitulnego (administratora diecezjalnego) Krakowa został biskup Karol Wojtyła, którego wybrała na to stanowisko Kapituła Metropolitalna, kolegium kanoników katedralnych. Pełnoprawnym arcybiskupem krakowskim został mianowany przez papieża Pawła VI na mocy nominacji podpisanej 30 grudnia 1963 roku, a ogłoszonej w styczniu 1964 roku.
Jeśli druga wojna światowa była głównym doświadczeniem, które wpłynęło na życie Karola Wojtyły - doświadczeniem "upokorzenia w rękach zła"7, jak to kiedyś określił, które zmusiło go do przyjęcia kapłaństwa i poświęcenia życia obronie godności osoby ludzkiej - to II Sobór Watykański był decydującym doświadczeniem w kapłańskim życiu Wojtyły. Przez następne czterdzieści lat będzie się uważał za syna II Soboru Watykańskiego - soboru, który wprowadził go do światowego Kościoła i pozwolił mu poznać jego jedność w różnorodności; soboru, który zatwierdził jego własne poszukiwania w dziedzinie reformy liturgicznej prowadzone ze studentami w Krakowie; soboru, który dał mu przyspieszony podyplomowy kurs współczesnej teologii katolickiej i ekumenicznej; soboru, na którym pomógł określić oddanie Kościoła katolickiego najważniejszemu z praw człowieka, prawu wolności religijnej. Wojtyła aktywnie uczestniczył w pracach trwających przez całe cztery lata (lub okresy) II Soboru Watykańskiego - który zbierał się na dłuższe sesje robocze w jesiennych miesiącach roku 1962, 1963, 1964 i 1965 - oraz w okresie między trzecią a czwartą sesją, kiedy to pomagał dopracować projekt soborowej Konstytucji duszpasterskiej o Kościele w świecie współczesnym. Lata spędzone na soborze były dla Wojtyły nie tylko latami poświęconymi pracy nad liturgią, teologią laikatu, zagadnieniem wolności religijnej oraz zetknięciem Kościoła ze współczesnością w aspekcie społecznym, kulturowym, politycznym i ekonomicznym. Były to również początki fascynacji Wojtyły nowymi Kościołami afrykańskimi i początki jego oddania tej sprawie. Arcybiskup krakowski wykorzystał również sobór jako tło dla własnej twórczości literackiej i intelektualnej, pisząc w jego trakcie wiele wierszy i dokonując gruntownej refleksji nad zagadnieniami, które miały się stać jego niedokończonym filozoficznym arcydziełem: książką Osoba i czyn, która została ostatecznie opublikowana w 1969 roku8.
Po zakończeniu II Soboru Watykańskiego, które nastąpiło 8 grudnia 1965 roku, arcybiskup Karol Wojtyła wrócił do Krakowa, gdzie w roku 1966 pod jego przewodnictwem archidiecezja krakowska wzięła udział w obchodach tysiąclecia chrześcijaństwa w Polsce. Następnie Wojtyła napisał rodzaj przewodnika po dokumentach soborowych, który został wydany pod tytułem U podstaw odnowy, zwołał synod w celu zaplanowania realizacji postanowień II Soboru Watykańskiego w archidiecezji i nieustępliwie walczył z reżimem komunistycznym o miejsce dla Kościoła - w tym także dla kościoła w Nowej Hucie. Dynamiczne przewodzenie przez Wojtyłę krakowskiemu Kościołowi opierało się na sześciu duszpasterskich priorytetach. Były to: obrona wolności religijnej, umacnianie seminarium i krakowskiego Wydziału Teologicznego (który został wydzielony z Uniwersytetu Jagiellońskiego i działał niezależnie), duszpasterstwo młodzieży, przygotowanie do małżeństwa i duszpasterstwo rodzin, dialog z twórcami kultury i czołowymi postaciami polskiej inteligencji oraz dzieła miłosierdzia, w tym pomoc niesiona chorym, także psychicznie, i przykutym do łóżek. Arcybiskup Wojtyła prowadził ścisły i zakrojony na dużą skalę program wizytacji parafialnych - czasami zostawał w jakiejś parafii nawet przez tydzień. Równocześnie utrzymywał związki z Katolickim Uniwersytetem Lubelskim - tyle że teraz uczestnicy jego seminarium doktoranckiego i studenci przygotowujący doktoraty pod jego kierunkiem przyjeżdżali do niego do Krakowa. Nadal pisał utwory poetyckie i sceniczne, pogłębiał i zacieśniał więzi ze Środowiskiem (między innymi podczas dorocznych letnich wypraw kajakowych) i przewodził grupie krakowskich teologów w opracowywaniu obszernego memorandum dla papieża Pawła VI na temat zagadnień moralnych dotyczących planowania rodziny. To ostatnie zaangażowanie Wojtyły było związane z problemami, z jakimi borykał się papież podczas pisania encykliki, która z chwilą jej ogłoszenia w roku 1968 stała się znana jako Humanae vitae.
Po otrzymaniu kapelusza kardynalskiego od Pawła VI, co miało miejsce 28 czerwca 1967 roku, Karol Wojtyła stał się znaczącą postacią w kręgach watykańskich: brał udział w międzynarodowych synodach biskupów w latach 1969, 1971, 1974 oraz 1977, a także zasiadał w kilku watykańskich kongregacjach (będących odpowiednikiem ministerstw w administracji państwowej). W roku 1969 kardynał Wojtyła odbył podróż do Stanów Zjednoczonych i Kanady, reprezentował polski Kościół na Międzynarodowym Kongresie Eucharystycznym w Melbourne w roku 1973, a w roku 1976 ponownie pojechał do Stanów Zjednoczonych na kolejny Międzynarodowy Kongres Eucharystyczny, podczas którego wygłosił ważne przemówienie. W roku 1974 Wojtyła zrobił ogromne wrażenie na uczestnikach międzynarodowego kongresu filozofów katolickich, który odbywał się w Neapolu i Rzymie dla uczczenia siedemsetlecia śmierci Świętego Tomasza z Akwinu. Niemieckiego tomistę Josefa Piepera do tego stopnia urzekły referat Wojtyły Osobowa struktura samostanowienia oraz talenty homiletyczne i urok osobisty polskiego kardynała, że nalegał na swojego przyjaciela profesora Josepha Ratzingera, by ten zaczął korespondować i wymieniać książki z Wojtyłą. Zarówno w Krakowie, jak i poza nim niezbędnego wsparcia udzielał Wojtyle jego sekretarz ksiądz Stanisław Dziwisz.
Papież Paweł VI zmarł 6 sierpnia 1978 roku, po pontyfikacie rozdartym konfliktami - pontyfikacie, który postawił pytanie, czy pod koniec XX wieku ktokolwiek może zająć miejsce Rybaka. Niektórzy widocznie sądzili, że może to zrobić Karol Wojtyła, ponieważ wydaje się, że otrzymał parę głosów na konklawe, które 26 sierpnia wybrało Albina Lucianiego, patriarchę Wenecji, na papieża Jana Pawła I. Jednak możliwość wybrania polskiego papieża nie mieściła się w głowie większości kardynałów elektorów - aż do gruntownego wstrząsu wywołanego śmiercią Jana Pawła I po trzydziestu trzech dniach pontyfikatu. Śmierć ta nadała nową psychologiczną dynamikę drugiemu konklawe z roku 1978, tworząc warunki umożliwiające dokonanie tego, co wcześniej wydawało się niewyobrażalne. Tak więc 16 października 1978 roku arcybiskup krakowski kardynał Karol Józef Wojtyła został wybrany na następcę Świętego Piotra, przyjmując imię Jan Paweł II. Był to pierwszy papież nie-Włoch od czterech i pół wieku oraz pierwszy papież słowiański w dziejach.
Papiestwo ewangeliczne i powszechne powołanie do świętości
Jak powiedział kiedyś Jan Paweł II, skoro Duch Święty uważał za stosowne powołanie arcybiskupa krakowskiego na biskupa Rzymu, musiało to znaczyć, że w doświadczeniu Krakowa jest coś, co ma wartość dla Kościoła powszechnego9. Toteż nowy papież nie czekał na instrukcje co do sposobu sprawowania swojego urzędu od tych, którzy tradycyjnie sterowali papieżami, lecz przejął papiestwo we własne sprawne ręce i podporządkował jego funkcjonowanie własnemu rozumieniu tego, co znaczy być biskupem w Kościele epoki po II Soborze Watykańskim. Szybko wyrwał się z watykańskiej złotej klatki, odwiedzając włoskie sanktuaria i przedstawiając się swoim nowym parafianom. Natychmiast zajął się sprawą "Kościoła milczenia" znajdującego się za komunistyczną żelazną kurtyną. Upierał się przy podtrzymywaniu bezpośrednich, osobistych telefonicznych i listownych kontaktów z przyjaciółmi i kolegami na całym świecie. Zamienił sala da pranzo papieskiego apartamentu w salę seminaryjną, w której dwa lub więcej razy dziennie podejmował swoich gości posiłkiem, szukając u nich wiadomości i analiz na temat sytuacji na świecie oraz na temat Kościołów, z których pochodzili. Zdarzało mu się nawet opuszczać Watykan ukradkiem, by pojeździć na nartach, ponieważ wiedział, że potrzeba mu pewnej dawki ruchu, by zachować dobrą formę psychiczną i duchową, jak również fizyczną.
Jego inauguracyjna encyklika, Redemptor hominis (Odkupiciel człowieka), ogłoszona 4 marca 1979 roku, była pierwszym obszernym wykładem papieskiej chrześcijańskiej antropologii i zapewniła podstawy programowe następnym dwóm dziesięcioleciom pontyfikatu. Do Redemptor hominis dołączyły później dwie inne encykliki z trynitarnego tryptyku: Dives in misericordia (Bogaty w miłosierdzie), pochodząca z roku 1980 medytacja na temat Boga Ojca jako Ojca miłosierdzia, oraz Dominum et Vivificantem (Pan i Ożywiciel), pochodzący z roku 1986 list do Kościoła na całym świecie na temat Ducha Świętego. W ciągu następnych dwudziestu lat Jan Paweł II napisał również tryptyk encyklik poświęconych katolickiej nauce społecznej. Pierwsza z nich to Laborem exercens (O pracy ludzkiej), opublikowany w roku 1981 wykład na temat pracy jako udziału człowieka w trwającym w świecie dziele stwórczym Boga. Drugą była Sollicitudo rei socialis (Troska społeczna Kościoła), pochodzący z roku 1987 list określający ludzkie "prawo do inicjatywy gospodarczej" i przestrzegający przed niebezpieczeństwami konsumpcjonizmu, który myli posiadanie większej ilości dóbr z pełniejszym byciem. Ostatnia encyklika z tego cyklu to Centesimus annus (Setny rok), która dostosowuje społeczną naukę Kościoła do potrzeb XXI wieku, a jednocześnie upamiętnia magna carta nauki społecznej, encyklikę Rerum novarum Leona XIII. Jan Paweł II napisał również encykliki na temat ewangelizacji krajów słowiańskich (Slavorum Apostoli [Apostołowie Słowian], wydaną w roku 1985), Najświętszej Maryi Panny (w roku 1987 - Redemptoris Mater [Matka Odkupiciela]), misji chrześcijańskich (w roku 1990 - Redemptoris missio [Misja Odkupiciela]), odnowy katolickiej teologii moralnej (w roku 1993 - Veritatis splendor [Blask prawdy]), oddania Kościoła sprawie jedności chrześcijan (w roku 1995 - Ut unum sint [Aby byli jedno]), obrony życia od poczęcia aż do naturalnej śmierci (w roku 1995 - Evangelium vitae [Ewangelia życia]) oraz uzupełniania się wiary i rozumu (w roku 1998 - Fides et ratio [Wiara i rozum]).
Oprócz encyklik Jan Paweł II pisał listy apostolskie dotyczące szerokiego zakresu zagadnień i kwestii: natury i sensu cierpienia, współczesnego feminizmu, celibatu kapłanów oraz znaczenia niedzieli zarówno w kategoriach ludzkich, jak i chrześcijańskich. W adhortacjach apostolskich, w których dokonywał zwieńczenia prac różnych międzynarodowych synodów biskupów, papież proponował wizję autentycznego katolickiego szkolnictwa wyższego, bronił rodziny jako podstawowej komórki społeczeństwa, wzywał Kościół do powrotu do praktyki spowiedzi sakramentalnej, podnosił znaczenie misji ludzi świeckich w świecie i nawoływał do gruntownych reform zarówno w formacji kapłańskiej, jak i w konsekrowanym życiu zakonnym. W ciągu ponad dwudziestu lat swojego pontyfikatu Jan Paweł II stał się również jednym z najważniejszych w dziejach Kościoła papieskich prawodawców, promulgując w roku 1983 nowy kodeks prawa kanonicznego dla Kościoła obrządku łacińskiego na mocy Konstytucji apostolskiej Sacrae disciplinae leges (Prawa świętej dyscypliny) i promulgując w roku 1990 pierwszy w dziejach kodeks kanonów dla katolickich Kościołów wschodnich na mocy Konstytucji apostolskiej Sacri canones (Święte kanony). W trzech innych konstytucjach apostolskich Jan Paweł II zreorganizował procedury procesu kanonizacji, zrestrukturyzował Kurię Rzymską i dopracował zasady wyboru papieża.
Oprócz tego wszystkiego Papież nadał swoim cotygodniowym audiencjom generalnym z lat 1979-1984 charakter katechetyczny, a zebrane jego nauczanie z tych przemówień stało się ostatecznie znane pod nazwą teologii ciała - stanowiącej być może najśmielszą propozycję Jana Pawła II na polu refleksji chrześcijańskiej. Późniejsze katechezy z cotygodniowych audiencji w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych złożyły się na czterotomowe papieskie rozważania na temat Credo, w których Jan Paweł II zgłębiał teologię Osób Trójcy Świętej i naturę Kościoła, oraz na tom piąty, poświęcony roli Maryi Panny jako Theotokos (Bożej Rodzicielki) i jako wzoru chrześcijańskiego uczniostwa. A w roku 1994 Jan Paweł II zrobił coś, czego żaden papież wcześniej nie uczynił: opublikował międzynarodowy bestseller, Przekroczyć próg nadziei, który ukazał się w sumie w ponad sześćdziesięciu językach.
Tak więc przez pierwsze dwadzieścia lat swojego pontyfikatu Jan Paweł II tworzył korpus nauczania papieskiego, z którego Kościół katolicki - a nawet cały świat ludzkiej kultury - będzie czerpać przez całe stulecia. Swoje nauczanie traktował jako owoc nauki II Soboru Watykańskiego, w którym widział efekt rozwoju tradycji Kościoła, a nie zerwanie z nią. Kierując się troską o zapewnienie takiego rozumienia II Soboru Watykańskiego, zwołał Nadzwyczajne Zgromadzenie Synodu Biskupów, które zebrało się w Rzymie w listopadzie i grudniu 1985 roku, by poddać refleksji zarówno dokonania soboru, jak i zaniedbania Kościoła w zakresie właściwego wprowadzania ich w życie - było to zadanie, które przyspieszyło proces interpretacji soboru jako kontynuacji dwóch tysięcy lat katolickiej doktryny i doprowadziło do promulgowania w roku 1992 Katechizmu Kościoła katolickiego.
Janowi Pawłowi II w jego determinacji, by wiernie i w pełni wprowadzać w życie II Sobór Watykański (zaraz po swoim wyborze powiedział, że będzie to jedno z głównych zadań jego pontyfikatu), nie chodziło jednakże wyłącznie - ani nawet przede wszystkim - o zwycięstwo w sporze o to, co wydarzyło się w Rzymie między październikiem 1962 a grudniem 1965 roku. Chodziło o ponowne rozpalenie w Kościele doświadczenia II Soboru Watykańskiego jako "nowej Pięćdziesiątnicy", o przygotowanie do trzeciego tysiąclecia jeszcze bardziej dynamicznej ewangelizacji. Papież uważał, że najskuteczniejszą formą ewangelizacji nie jest argumentacja, lecz świętość: świadectwo życia przeżywanego jako dar dla innych, tak jak nasze życie jest darem dla każdego z nas. Jan Paweł II uważał, że Duch Święty nie wyczerpał swoich charyzmatycznych i uświęcających darów dla Kościoła podczas pierwszej Pięćdziesiątnicy, opisanej w drugim rozdziale Dziejów Apostolskich. Duch Święty działał przez cały czas w dziejach i działa nadal we współczesnym świecie, wzbudzając nowych świadków miłości Boga, widocznej w nowych doświadczeniach miłości Chrystusa. To przekonanie o dynamicznej obecności Ducha Świętego w Kościele było źródłem dwóch wyróżniających się cech pontyfikatu w pierwszych dwóch dziesięcioleciach: bezprecedensowej liczby beatyfikacji i kanonizacji oraz otwartego poparcia Jana Pawła II dla ruchów odnowy i nowych wspólnot chrześcijańskich.
Jego beati i nowi święci stanowili niezwykłą panoramę ludzkich osobowości, a były wśród nich postaci tak wyjątkowe, jak Maksymilian Kolbe i Edyta Stein (oboje zginęli śmiercią męczeńską w Auschwitz), Maria Faustyna Kowalska (apostołka Bożego Miłosierdzia), stu trzech męczenników koreańskich z XIX wieku, stu dziesięciu męczenników wietnamskich z XVII i XIX wieku, Albert Chmielowski (polski malarz awangardowy, który stał się obrońcą nędzarzy), Kateri Tekakwitha (siedemnastowieczna "Lilia Mohawków"), brat André Bessette (dwudziestowieczny cudotwórca z bazyliki Świętego Józefa na wzgórzu Mount Royal w Montrealu), Fra Angelico (mistrz wczesnorenesansowych fresków), Miguel Pro (rozstrzelany podczas powstania Cristero w Meksyku w roku 1927; bardzo możliwe, że był pierwszą osobą, której męczeństwo sfotografowano), Pier Giorgio Frassati ("człowiek Błogosławieństw", który był mediolańskim bon vivantem w szalonych latach dwudziestych), Mary MacKillop (australijska zakonnica, ekskomunikowana swojego czasu przez rozgniewanego biskupa) oraz ojciec Damian z Molokai (który poświęcił życie trędowatym).
Papież był przekonany, że ruchy odnowy i nowe wspólnoty chrześcijańskie, które powstały - a nawet wręcz rozkwitły - po II Soborze Watykańskim, były "charyzmatycznym" owocem soboru. Ponadto Jan Paweł II wiedział, że w zasadzie każda prawdziwa reforma w Kościele miała swoje początki poza biurokratycznymi strukturami życia katolickiego, nawet jeśli takie "charyzmatyczne" reformy ostatecznie musiały zostać włączone w regularny rytm i struktury życia Kościoła, aby osiągnąć pełne owoce duchowe. Nie wahał się więc również bronić tego, co nowe i często z pozoru dziwne, przed bardziej ostrożnymi duchownymi. Dlatego przy wielu okazjach okazywał ogromne osobiste zainteresowanie takimi ruchami i wspólnotami, jak obecna na całym świecie Odnowa Charyzmatyczna, Komunia i Wyzwolenie, Wspólnota Emmanuel, Focolari, L'Arche, Droga Neokatechumenalna, Regnum Christi i Wspólnota Sant'Egidio, a równocześnie przyznał status prałatury personalnej (czegoś na kształt globalnej diecezji) ruchowi Opus Dei.
Jan Paweł II uważał, że wszystko to wiązało się z obowiązkiem biskupa Rzymu w zakresie wspierania tego, co II Sobór Watykański opisał w swojej Konstytucji dogmatycznej o Kościele Lumen gentium (Światłość narodów) jako "powszechne powołanie do świętości". Wszystkiego na ten temat dowiedział się już w Krakowie, od swojego Środowiska i od innych, na długo wcześniej, nim ktokolwiek mógł choćby marzyć o nowym soborze ekumenicznym. A w pierwszych dwóch dziesięcioleciach swojego pontyfikatu, wierny temu doświadczeniu i posłuszny nauczaniu II Soboru Watykańskiego, wezwał Kościół na całym świecie do uznania, że świętość jest ludzkim i chrześcijańskim przeznaczeniem każdego ochrzczonego człowieka.
Apostoł w drodze
Żywe przedefiniowanie przez Jana Pawła II rozumienia papieskiego urzędu jako służby ewangelicznego świadectwa w świecie i dla świata zaczęło docierać do świadomości opinii publicznej już od października 1978 roku. To przedefiniowanie znajdowało ucieleśnienie w licznych podróżach Papieża, które z naciskiem nazywał pielgrzymkami - następca Świętego Piotra wypełniał misję powierzoną Piotrowi przez zmartwychwstałego Chrystusa: "utwierdzaj twoich braci" (Łk 22,32). Od początku swojego pontyfikatu Papież zabrał się do reewangelizacji Włoch: w latach 1978-1999 złożył ponad dziewięćdziesiąt wizyt duszpasterskich we włoskich miastach, miasteczkach, diecezjach i regionach, a równocześnie przeprowadził osobiście wizytacje w setkach rzymskich parafii. Urodzony w Polsce biskup Rzymu odprawiał tam niedzielne msze i głosił kazania w swojej dźwięcznej włoszczyźnie. Tak oto Jan Paweł II przeżywał swój tytuł prymasa Włoch dużo głębiej niż jakikolwiek włoski papież w ciągu wielu stuleci, a może i kiedykolwiek.
A poza tym był świat za Alpami. Niektóre spośród ponad dziewięćdziesięciu papieskich pielgrzymek poza Włochy odbytych w latach 1979-1999 miały decydujące znaczenie dla Kościoła i świata.
W Meksyku w styczniu 1979 roku Jan Paweł II wezwał Kościół w Ameryce Łacińskiej, by był skuteczną siłą reform społecznych, gospodarczych i politycznych, a jednocześnie odrzucał wypaczenia marksistowskie tkwiące w teologii wyzwolenia. Sama obecność Papieża w Meksyku oraz przyjęcie, z jakim się spotkał, zmieniły antyklerykalne nastawienie części meksykańskiego establishmentu, co pozwoliło Kościołowi katolickiemu w Meksyku na jawne zaistnienie po raz pierwszy od całych dziesięcioleci.
Pierwsza pielgrzymka Jana Pawła II do Polski, "dziewięć dni" czerwca 1979 roku, stała się punktem zwrotnym w historii XX wieku. Zostanie ona omówiona szczegółowo w rozdziale trzecim, natomiast druga (z roku 1983) i trzecia (z roku 1987) pielgrzymka do Polski - w rozdziale czwartym.
W październiku 1979 roku w Stanach Zjednoczonych Jan Paweł II udowodnił, że potrafi przekazywać orędzie ewangelicznej przygody za pośrednictwem sceptycznych mediów (a czasami obchodząc je dokoła), i w swoim pierwszym przemówieniu do Zgromadzenia Ogólnego Organizacji Narodów Zjednoczonych dobitnie bronił wolności religijnej jako najważniejszego z praw człowieka.
Miesiąc później, w listopadzie 1979 roku, Papież podkreślił swoje zaangażowanie w ekumenizm podczas wizyty w Ekumenicznym Patriarchacie Konstantynopola, gdzie powiedział patriarsze Dimitriosowi I o swojej nadziei, że dzień, w którym będą mogli razem koncelebrować Eucharystię, nadejdzie bardzo prędko.
W czerwcu 1990 roku Jan Paweł II wygłosił jedno z tych publicznych przemówień, które najbardziej lubił - zawierało ono głęboką analizę centralnego charakteru kultury w ludzkim doświadczeniu. Miało to miejsce w Paryżu przed sto dziewiątą sesją Rady Wykonawczej UNESCO. Podczas tej samej pielgrzymki do Francji Papież otwarcie zapytał "najstarszą córkę Kościoła", czy zapomniała o przyrzeczeniach swojego chrztu.
W maju i czerwcu 1982 roku Jan Paweł II nie pozwolił, by wojna o Falklandy przeszkodziła mu w zaplanowanej pielgrzymce do Wielkiej Brytanii: najpierw zaprosił brytyjskich i argentyńskich biskupów do wspólnej koncelebry w Bazylice Świętego Piotra przed swoim wyjazdem do Wielkiej Brytanii, a potem dodał Argentynę do programu papieskich podróży zaraz po powrocie z Wysp Brytyjskich.
W marcu 1983 roku w Nikaragui Papież zmusił do ustąpienia sandinistowskich demonstrantów podczas mszy w Managui, apelował o pojednanie w Salwadorze i rozpoczął proces, w wyniku którego rewolucja marksistowska wycofała się z całej Ameryki Środkowej.
Od 31 stycznia do 11 lutego 1986 roku odwiedzał Indie, chcąc podnieść znaczenie dzieła swojej wielkiej przyjaciółki Matki Teresy z Kalkuty, której żywe ucieleśnienie Ewangelii miłości uważał za najlepszą metodę przedstawiania chrześcijaństwa w dogłębnie niechętnej mu kulturze.
W kwietniu 1987 roku Jan Paweł II wybrał się do Chile i Argentyny, gdzie jego nauczanie i przykład przyspieszyły przejście do demokracji w tych dwóch krajach, od dawna trzymanych pod butem dyktatury wojskowej.
Od 1 do 10 czerwca 1989 roku odbyła się pierwsza w dziejach papieska pielgrzymka do Skandynawii, gdzie Papież pokazał, że osobiste świadectwo życia Ewangelią potrafi stopić lody wielowiekowych nieprzyjaznych relacji między wyznaniami.
15 stycznia 1995 roku Jan Paweł II zgromadził największą publiczność w ludzkich dziejach na najmniej chrześcijańskim kontynencie świata, odprawiając mszę na zakończenie Światowych Dni Młodzieży w Manili, stolicy kraju, w którym dziesięć lat wcześniej poparł rewolucję różańcową.
Podczas kolejnej wizyty w siedzibie Organizacji Narodów Zjednoczonych, 5 października 1995 roku, bronił powszechnego charakteru praw człowieka jako moralnej prawdy ludzkiego losu, którą można poznać rozumem, proponował przyjęcie naturalnego prawa moralnego jako powszechnej "gramatyki" społecznej, dzięki której ludzkość będzie mogła przemienić kakofonię w rozmowę, i wezwał świat do tego, by "łzy naszego stulecia" zmienić w "wiosnę ludzkiego ducha".
W styczniu 1998 roku Jan Paweł II zaniósł orędzie chrześcijańskiego humanizmu i wolności na Kubę, gdzie - podobnie jak w Polsce w czerwcu 1979 roku - starał się przywrócić uciskanym ludziom ich autentyczną historię i kulturę.
A poza tym była jeszcze Afryka - kontynent w okresie przed upadkiem europejskiego komunizmu nękany napięciami właściwymi zimnej wojnie, a po upadku muru berlińskiego - ignorowany. Papież Jan Paweł II - jedyny spośród światowych mężów stanu końca XX wieku - nie godził się na takie traktowanie Afryki - albo jako politycznego pionka, albo jako beznadziejnego przypadku: w latach 1980-1995 odbył jedenaście pielgrzymek do każdego zakątka tego kontynentu.
Jan Paweł II stał się zatem nie tylko najbardziej rozpoznawalnym człowiekiem w dziejach, lecz także najważniejszym papieżem od pięciuset lat. Począwszy od połowy lat dziewięćdziesiątych, kiedy jego zdrowie pod wieloma względami zaczęło się pogarszać, często mówiło się, że najlepsze dni polskiego papieża minęły. Tak mówili przynajmniej ci, którzy patrzyli na niego z zewnątrz. Ci, którzy znali Karola Józefa Wojtyłę lepiej, przeczuwali jednak, że bieg jego życia wskazuje poprzez Drzwi Święte Bazyliki Świętego Piotra - które miał otworzyć w Wigilię 1999 roku, inaugurując Rok Jubileuszowy - ku czemuś więcej. To "coś więcej" miało się okazać równie dramatyczne jak jego heroiczna walka z komunizmem, do której teraz przejdziemy, nim wrócimy do Jana Pawła II w omówieniu obchodów Wielkiego Jubileuszu Roku 2000.
ROZDZIAŁ PIERWSZY. Wstępne gambity
18 maja 1920 - Karol Józef Wojtyła rodzi się w Wadowicach i zostaje ochrzczony 20 czerwca.
16-17 sierpnia 1920 - "Cud nad Wisłą", odparcie najazdu Armii Czerwonej na Europę.
Sierpień 1938 - Wojtyła przenosi się do Krakowa, by rozpocząć studia na Wydziale Filologii Polskiej Uniwersytetu Jagiellońskiego.
1 września 1939 - Niemcy dokonują inwazji na Polskę i rozpoczynają drugą wojnę światową w Europie.
17 września 1939 - Armia Czerwona dokonuje inwazji na Polskę, której terytorium zostaje podzielone między dwa totalitarne mocarstwa.
Listopad 1939 - Karol Wojtyła, będący robotnikiem fizycznym, kontynuuje studia na podziemnym uniwersytecie i podejmuje działalność w ruchu oporu.
Jesień 1942 - Wojtyła zostaje przyjęty do tajnego krakowskiego programu seminaryjnego.
Jesień 1945 - Nazwisko Wojtyły pojawia się po raz pierwszy w aktach komunistycznej tajnej policji.
3 maja 1946 - Wojtyła bierze udział w demonstracji studentów, która zostaje zaatakowana przez komunistyczną tajną policję i siły bezpieczeństwa wewnętrznego.
30 czerwca 1946 - Przeprowadzone w Polsce sfałszowane "referendum ludowe" przynosi w Krakowie największy w kraju odsetek głosów przeciwnych komunizmowi.
1 listopada 1946 - Karol Wojtyła zostaje wyświęcony na księdza i dwa tygodnie później wyjeżdża z Polski na studia teologiczne do Rzymu.
17 stycznia 1947 - "Wybory" do sejmu zatwierdzają komunistyczną władzę w Polsce.
12 listopada 1948 - Stefan Wyszyński zostaje mianowany arcybiskupem gnieźnieńskim i warszawskim oraz prymasem Polski.
17 marca 1949 - Ksiądz Karol Wojtyła obejmuje duszpasterstwo akademickie w kościele Świętego Floriana w Krakowie.
5 marca 1953 - Umiera Stalin.
25 września 1953 - Kardynał Wyszyński rozpoczyna trzyletni areszt domowy.
12 października 1954 - Doktor habilitowany Karol Wojtyła zaczyna wykładać na Wydziale Filozoficznym Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.
25 lutego 1956 - Na XX Zjeździe Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego Nikita Chruszczow potępia stalinowski kult jednostki.
28 czerwca 1956 - Strajk generalny w Poznaniu pociąga za sobą zbrojne represje i śmierć polskich robotników.
23 października 1956 - Wybucha rewolucja węgierska.
28 października 1956 - Kardynał Wyszyński zostaje zwolniony z aresztu domowego i wraca do Warszawy.
Prawdziwa historia życia Witolda Pileckiego przerasta wyobraźnię największych tragediopisarzy.
Urodził się w Rosji w roku 1901 w polskiej rodzinie, która musiała się tam przenieść w wyniku represji po nieudanym powstaniu styczniowym z lat 1863-1864. W ostatnim okresie pierwszej wojny światowej walczył w polskich oddziałach organizujących się w celu samoobrony przed bolszewikami, następnie służył w polskich siłach zbrojnych w czasie wojny polsko-sowieckiej w latach 1919-1920 - nieznanego w znacznym stopniu wydarzenia, które uratowało świeżo wskrzeszoną Polskę przed podbiciem jej przez bolszewików i zapobiegło zalaniu przez Armię Czerwoną całej wyczerpanej wojną Europy. Dwukrotnie odznaczony za męstwo w walce w obronie niepodległości Polski Pilecki został zdemobilizowany i spędził lata międzywojenne jako właściciel niewielkiego majątku. Ożenił się i miał dwójkę dzieci.
Niecały tydzień przed wybuchem drugiej wojny światowej Pilecki objął dowództwo szwadronu kawalerii wchodzącego w skład 19. Dywizji Piechoty. Po dwóch tygodniach walk z niemieckimi najeźdźcami oraz w następstwie sowieckiej napaści na Polskę dywizja została rozbita. Pilecki udał się do Warszawy i wraz z majorem Janem Włodarkiewiczem założyli organizację konspiracyjną o nazwie Tajna Armia Polska, której dowódcą został Włodarkiewicz. Osiem tysięcy jej członków zostało następnie włączonych do Związku Walki Zbrojnej, który z kolei przyjął nazwę Armii Krajowej i był następcą polskich sił zbrojnych w okupowanej i podzielonej Polsce, a zarazem krajowym ramieniem zbrojnym polskiego rządu na wychodźstwie w Londynie.
W 1940 roku Pilecki przedstawił swoim przełożonym odważny plan: chciał dać się aresztować i pozwolić wywieźć do Konzentrationslager Auschwitz, położonego w części Polski wcielonej do Trzeciej Rzeszy. Proponował, że zorganizuje w obozie ruch oporu wśród więźniów, będzie zbierać informacje wywiadowcze i przekazywać je za pośrednictwem polskich struktur wojskowych do Londynu. Przełożeni zgodzili się na ten plan. Pod pseudonimem "Tomasz Serafiński" Pilecki rozmyślnie pozwolił się pojmać podczas organizowanej przez gestapo łapanki wśród cywilów. Został aresztowany, był torturowany, a następnie wysłany do obozu pracy w Auschwitz, gdzie został więźniem numer 4859. Tam zajął się tworzeniem Związku Organizacji Wojskowych (ZOW), którego zadaniem było podtrzymywanie morale więźniów, rozprowadzanie przemycanej odzieży, żywności i środków medycznych oraz przygotowywanie ruchu oporu, który byłby w stanie przejąć kontrolę nad obozem w wypadku ataku aliantów. Utrzymywano kontakty z miejscowymi polskimi patriotami i zbierano dane wywiadowcze na temat funkcjonowania obozu. W roku 1941 Związkowi Organizacji Wojskowych udało się zmontować radio i raporty wywiadowcze Pileckiego na temat życia, śmierci i tortur w obozie Auschwitz I przedostały się do polskiego ruchu oporu, a stamtąd do Londynu. Więźniowie mieli nadzieję, że te raporty doprowadzą do wspólnego ataku Armii Krajowej i zachodnich aliantów na obóz, być może z udziałem polskiej 1. Samodzielnej Brygady Spadochronowej, która została utworzona na wychodźstwie.
Jednakże po dwóch latach Pilecki postanowił uciec i samemu udać się do dowództwa: chciał osobiście przedstawić sprawę ataku humanitarnego na kompleks Auschwitz, który w owym czasie obejmował już komory gazowe i krematoria w Birkenau (znane też pod nazwą Auschwitz II). Dzięki pomocy miejscowych patriotów w kwietniu 1943 roku przeprowadził udaną ucieczkę i w końcu dostał się do Warszawy. Jego raporty na temat Auschwitz Brytyjczycy uznali za przejaskrawione - najwyraźniej nie mieściło im się w głowie prowadzenie masowych mordów na skalę przemysłową. Kierownictwo Armii Krajowej stwierdziło, że bez wsparcia aliantów atak na te dwa obozy koncentracyjne - obozy zagłady - jest niemożliwy.
Następnie Pilecki przyłączył się do oddziału AK, który oprócz działalności wymierzonej przeciwko hitlerowcom miał za zadanie przeciwdziałać przejęciu po wojnie władzy w Polsce przez Sowietów - nie było to mało prawdopodobne, zważywszy na rozwijającą się strategię aliantów. Po wybuchu powstania warszawskiego 1 sierpnia 1944 roku Pilecki, 11 listopada 1943 roku awansowany do stopnia rotmistrza, początkowo walczył anonimowo jako prosty szeregowy. Później, kiedy wyszło na jaw, jaki ma naprawdę stopień, objął dowodzenie w ważnej strefie, gdzie wraz ze swym oddziałem przez dwa tygodnie odpierał zażarte niemieckie ataki. Kiedy po sześćdziesięciu trzech dniach heroicznej walki dowództwo AK ogłosiło kapitulację, Pilecki został pojmany i spędził resztę wojny najpierw w stalagu, a potem w oflagu. Po wyzwoleniu tych obozów otrzymał przydział do słynnego 2. Korpusu Polskiego we Włoszech - zwycięzców spod Monte Cassino. Dowódca 2. Korpusu generał Władysław Anders miał kolejne zadanie dla nieustraszonego oficera, który od pięciu lat wykazywał się tak niezwykłą odwagą i pomysłowością. Pileckiego poproszono o powrót do Polski, którą tłamsiły Armia Czerwona i NKWD (poprzednik KGB). W ojczyźnie miał ponownie rozwinąć sieć wywiadowczą i przekazywać raporty londyńskiemu rządowi na wychodźstwie, który wciąż rościł sobie prawo do kierowania polskimi sprawami. Również ta misja wydawała się daremna, jednak Pilecki zgodził się jechać do kraju, a oprócz wykonywania powierzonych mu obowiązków wywiadowczych gromadził i opracowywał wspomnienia z Auschwitz. Kiedy rząd na wychodźstwie uznał, że jego sytuacja jest beznadziejna, i zalecił pozostałym uczestnikom ruchu oporu powrót do życia cywilnego lub podjęcie próby ucieczki na Zachód, Witold Pilecki rozwiązał swoje siatki wywiadowcze, lecz pozostał w Polsce. W roku 1947 zaczął zbierać informacje na temat okrucieństw NKWD i Armii Czerwonej wobec polskich patriotów, często byłych żołnierzy AK albo 2. Korpusu Polskiego.
Aresztowany w maju 1947 roku przez komunistyczną tajną policję Pilecki był przed procesem brutalnie torturowany, lecz nie wyjawił niczego, co mogłoby zaszkodzić innym. Użyte przeciwko niemu w czasie pokazowego procesu w marcu 1948 roku sfabrykowane dowody pochodziły między innymi od innego ocalałego z Auschwitz, Józefa Cyrankiewicza, który później został premierem komunistycznej Polski. Pilecki przyznał się do przekazywania informacji do kwatery głównej 2. Korpusu Polskiego, stwierdzając, że uważał to za swój oficerski obowiązek. Fałszywie oskarżony o spisek w celu dokonania zamachu na wysokich funkcjonariuszy Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego (czemu zaprzeczał) Witold Pilecki otrzymał wyrok śmierci i został rozstrzelany 25 maja 1948 roku w więzieniu mokotowskim w Warszawie. Jego grobu nigdy nie odnaleziono. Uważa się, że ciało mogło zostać wyrzucone na wysypisku śmieci w pobliżu miejscowego cmentarza.
Taka była Polska, w której Karol Wojtyła, później znany światu jako papież Jan Paweł II, w roku 1946 otrzymał święcenia kapłańskie: był to kraj, w którym ludzie nieskazitelnego honoru i niezwykłego bohaterstwa mogli zostać uznani za winnych zdrady i zamordowani przez komunistycznych zbirów, a ich ciała mogły zostać rzucone na sterty śmieci. Siły, które stworzyły i brutalnie utrzymywały to szczególne jądro ciemności, stanowiły nemezis - na pozór niezwyciężonego przeciwnika, przeciwko któremu Karol Wojtyła walczył przez ponad trzydzieści lat10.
Czas i miejsce
W większości dzieł historycznych przypisuje się Polsce epizodyczne role na scenie dwudziestowiecznych dziejów świata: kraj ten rzadko był bohaterem, często ofiarą, a jego heroiczne cnoty najwyraźniej w nierozerwalny sposób łączyły się z uderzającą nieumiejętnością rządzenia i dyplomacji. Jeśli jednak zdefiniujemy "XX wiek", biorąc pod uwagę nie konwencjonalną chronologię, lecz jej centralny dramat, to okaże się, że Polska odegrała decydującą rolę w kilku rozstrzygających momentach historii między rokiem 1914 a 1991: tego siedemdziesięciosiedmioletniego okresu kryzysu zachodniej cywilizacji, który zaczął się wraz z sierpniowymi salwami zwiastującymi pierwszą wojnę światową, a zakończył wraz ze zniknięciem jednego z największych skutków tej wojny, Związku Sowieckiego.
Jak przyznał sam Lenin, "cud nad Wisłą" w roku 1920 - kiedy to polskie wojsko pod wodzą marszałka Józefa Piłsudskiego odparło atak kawalerii Armii Czerwonej i zepchnęło wojska Trockiego z powrotem w głąb Rosji - oznaczał "gigantyczną, niesłychaną klęskę" komunistycznej rewolucji w świecie11. Dziewiętnaście lat później Polska była pierwszym europejskim krajem, który stawił zbrojny opór Adolfowi Hitlerowi, dając dowód, że nadrzędną sprawą jest obrona wolności przed totalitaryzmem, a nie próba łagodzenia jego apetytów. Pięćdziesiąt lat później, w roku 1989, Polska po raz kolejny potwierdziła własne prawo do wolności mimo pozornego braku jakichkolwiek szans i stała się punktem podparcia dla rewolucji bez przemocy, która wymiotła europejski komunizm na śmietnik historii, zapoczątkowując równocześnie nowy, demokratyczny porządek w Europie12.
Polska, w której ksiądz Karol Wojtyła miał spędzić pierwsze lata kapłaństwa, była krajem radykalnie - a niektórzy twierdzą, że wręcz "całkowicie" - zmienionym przez drugą wojnę światową oraz przez powojenne ustalenia Związku Sowieckiego, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych13. Polska podniosła się z gruzów i przesunęła kilkaset kilometrów na zachód, tracąc terytoria, które od stuleci do niej należały, i zyskując ziemie, które na dziesięciolecia miały się stać kością niezgody z powojennymi Niemcami (oraz usprawiedliwieniem sowieckiej hegemonii). Polska, która wyłoniła się po drugiej wojnie światowej, była pod względem politycznym całkowicie zależna od ZSRR, stanowiła centralny element powojennej imperialnej układanki Sowietów oraz drogę lądową do komunistycznych Niemiec Wschodnich. Pod względem etnicznym była bardziej polska niż kiedykolwiek: mieszkający w niej przed wojną Żydzi zostali wyniszczeni w czasie Holokaustu, a Ukraińcy włączeni do Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. Pod względem kulturowym powojenna Polska była zapewne najgłębiej katolickim krajem na świecie - nie tylko z powodu ludobójstw i przemieszczeń ludności, lecz także dlatego, że Kościół katolicki, który straszliwie ucierpiał w czasie drugiej wojny światowej, wyszedł z niej z nienaruszonym honorem, a jego historyczna rola strażnika polskiej tożsamości narodowej i pamięci jeszcze się utwierdziła. Kraj był zrujnowany ekonomicznie, ponieważ jego terytorium służyło za jedno z pól bitewnych, na których ścierały się dwa totalitarne mocarstwa, tocząc walkę na śmierć i życie. Pod względem psychologicznym Polska znajdowała się w stanie oszołomienia i przybicia: nawet po rzekomym wyzwoleniu w kraju szerzył się strach. Jedna piąta przedwojennej ludności Polski zginęła w latach 1939-1945. Ci, którzy ocaleli, mieli poczucie, że kwiat narodu został złożony na ołtarzu wojny, którą Polska przegrała dwukrotnie, a równocześnie nowy powojenny ład komunistyczny został jej narzucony z bezwzględnością dorównującą wcześniejszej, cechującej hitlerowskich okupantów.
Mimo to Polska jakoś przeżyła drugą wojnę światową - podobnie jak jakoś odrodziła się w ostatnich dniach pierwszej wojny światowej, po stu dwudziestu trzech latach nieobecności na politycznej mapie Europy. Były to zacięte zmagania. Druga Rzeczpospolita, zmiażdżona we wrześniu 1939 roku w totalitarnych kleszczach Wehrmachtu i Armii Czerwonej, znalazła się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Jak to ujął pewien historyk, w październiku 1939 roku "[n]ad państwem polskim zawisła groźba nie tylko całkowitej klęski militarnej, ale utrata ciągłości prawnej i konstytucyjnej. Nieomal całe terytorium opanowane było przez sprzymierzonych wrogów, a konstytucyjne władze ubezwłasnowolnione przez niedawnego sojusznika"14. Sojusznik ten, Wielka Brytania, przez całą wojnę miał nadal traktować Polskę jak dyplomatyczne utrapienie, mimo heroicznego wkładu polskich dywizjonów w brytyjskie zwycięstwo w bitwie o Anglię oraz mimo wkładu polskiej piechoty i wojsk pancernych w zwycięstwa aliantów we Włoszech i w Normandii.
Powojenny los Polski został przypieczętowany w wyniku jednego wydarzenia i jednej decyzji. Wydarzeniem tym była bitwa pod Kurskiem, największa bitwa pancerna w dziejach, która w sierpniu 1943 roku skutecznie zakończyła niemiecką inwazję na Związek Sowiecki i uruchomiła długotrwały, krwawy proces przedzierania się Armii Czerwonej do Berlina. Decyzją tą był wybór o charakterze strategicznym dokonany przez Winstona Churchilla i Franklina Roosevelta podczas konferencji o kryptonimie "Quadrant", która odbyła się w Quebecu w tym samym miesiącu. Zgadzając się na amerykański plan najazdu na hitlerowską Festung Europa z zachodu, przez kanał La Manche (zamiast z południa, przez Bałkany), zachodni sojusznicy zagwarantowali Polsce, że zostanie opanowana przez wojska sowieckie, a nie wyzwolona przez siły angielsko-amerykańskie. W ostatniej fazie wojny nie bez znaczenia był bezwład polskiego rządu na wychodźstwie i trwające w nim wewnętrzne spory. Jednakże te braki po stronie Polaków były w pewnym sensie równie pozbawione znaczenia dla gry Realpolitik toczonej przez wielkie mocarstwa podczas konferencji Wielkiej Trójki w Teheranie i Jałcie, jak bez znaczenia były brawurowe popisy polskich lotników RAF-u podczas bitwy o Anglię oraz wyczyny polskich żołnierzy pod Monte Cassino. Na Polsce ciążyła geograficzna klątwa: była rozległą, płaską równiną dzielącą Niemcy i Rosję, dlatego teraz stała się pionkiem w rozpoczynającej się śmiertelnej rozgrywce między Związkiem Sowieckim a Zachodem.
W roku 1945 mało kto mógł przypuszczać, że w końcu to Polska dostarczy siłom wolności klucz do ostatecznego zwycięstwa w tej walce. Jednakże w polskim doświadczeniu drugiej wojny światowej można było dostrzec pewne elementy zapowiadające taki wynik, jeśli patrzyło się wystarczająco wnikliwie i sięgało wzrokiem pod powierzchnię wydarzeń. Na przykład powstanie warszawskie z sierpnia i września 1944 roku nierzadko uważa się za przedsięwzięcie samobójcze o zerowych w zasadzie skutkach politycznych15. Patrząc jednak z perspektywy końca XX wieku, można dostrzec, że polska odmowa oddania własnej suwerenności niemieckiemu okupantowi zasiała ziarna oporu, które miały wzejść i rozkwitnąć, aczkolwiek w całkiem innej postaci, w latach osiemdziesiątych16. Na temat aktów okrucieństwa sowieckich panów Polski - między innymi wymordowania w roku 1940 przez NKWD w lesie katyńskim co najmniej dwudziestu dwóch tysięcy polskich oficerów - nie można było w kraju mówić publicznie przez całe dziesięciolecia po wojnie. Rodziny jednak wiedziały, że znikli ich mężowie, ojcowie, wujowie i bracia, i te gorzkie wspomnienia były żywym, niezatartym świadectwem, że reżim komunistyczny, który twierdził, że jest jedynym prawowitym wyzwolicielem Polski, opiera się w rzeczywistości na fundamencie morderczych kłamstw. Poświęcenie ludzi takich jak ojciec Maksymilian Kolbe, który oddał własne życie w oświęcimskim bunkrze głodowym, by ocalić życie więźnia będącego ojcem rodziny, zadawało kłam komunistycznemu twierdzeniu, że Kościół katolicki jest historycznym ciemięzcą klasy pracującej. Podobnie kłam zadawała temu twierdzeniu ofiara tysięcy polskich księży, zakonnic i ludzi świeckich, którzy na śmierć zadawaną im w imię nazistowskiego krzyża z zakrzywionymi ramionami szli w imię krzyża Chrystusa.
To prawda: w latach 1945 i 1946 Polska wyglądała i czuła się jak inny kraj, a pod wieloma względami była innym krajem niż ten, którym była w krótkim okresie dwudziestu jeden lat nowożytnej niepodległości. Inni byli ludzie, inna gospodarka i inny rząd, potępiający innych wrogów. Istniała jednak w polskim życiu pewna kulturalna i duchowa ciągłość, która miała ostatecznie zadać kłam komunistycznemu twierdzeniu o budowie nowej Polski. Obecność oddziałów Armii Czerwonej, powiązanie polskich służb bezpieczeństwa wewnętrznego z NKWD/KGB oraz zachodnia polityka "powstrzymywania ekspansji komunizmu" mogły znaczyć, że wedle konwencjonalnej rachuby polska suwerenność jest obłudną fikcją. Jednak między rokiem 1939 a 1989 Polska miała udowodnić, że istnieją potężne formy kulturowej i duchowej suwerenności, które potrafią się oprzeć najsroższym reżimom politycznym, a ostatecznie je pokonać.
Siodłanie krowy
Ioseb Besarionis Dze Dżugaszwili, szerzej znany pod swoim bolszewickim pseudonimem "Stalin", był z pochodzenia Gruzinem, który przejął pewne klasyczne rosyjskie postawy wobec Polaków i Polski: najkrócej mówiąc, nienawidził i ich, i ich kraju. Jego pakt z Hitlerem z sierpnia 1939 roku, którego celem było zyskanie czasu na przygotowanie obrony przed zbliżającą się - o czym dobrze wiedział - napaścią nazistów, obejmował pochłonięcie olbrzymich połaci polskich od wieków terytoriów i wywiezienie tysięcy polskich rodzin na stepy Azji Środkowej. Kiedy zachodni sojusznicy zdobyli się na to, by nalegać na odtworzenie w jakiejś postaci Polski po pokonaniu Hitlera, Stalin dopilnował, by nowa Polska stała się sowieckim lennem. Kiedy w roku 1944 Armia Czerwona posuwała się przez Polskę, za jej dywizjami szli agenci, zamachowcy i kaci sowieckiej tajnej policji, którzy potrafili zadbać, by nikt nie zorganizował politycznego oporu przeciwko popieranemu przez Sowietów PKWN-owi (który twierdził, że jest prawowitym rządem wyzwolonej Polski) i nie wspierał polskiego rządu na wychodźstwie w Londynie.
Skutkiem tego wraz z państwem, które ostatecznie stało się Trzecią Rzeczpospolitą, zrodził się w Polsce olbrzymi aparat represyjny tajnej policji. Kiedy w Europie świętowano Dzień Zwycięstwa, polskie tak zwane Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego zatrudniało jedenaście tysięcy osób, a liczba ta w ciągu kilku kolejnych miesięcy wzrosła ponad dwukrotnie, równolegle zaś rosła także liczba agentów, informatorów i prowokatorów. Polska armia, kontrolowana teraz przez komunistów lub ich pionków, prowadziła kampanie propagandowe wśród ludności cywilnej, a równocześnie indoktrynację we własnych szeregach i dokonywała wypędzeń rdzennej ludności niemieckiej z "ziem odzyskanych" na zachodzie17. Pamiętne są późniejsze słowa Stalina, że próba przekształcenia Polski w kraj komunistyczny przypomina siodłanie krowy18. Człowiek, którego Churchill i Roosevelt nazywali wujkiem Joe, w początkowym okresie komunizmu w Polsce nie zamierzał w najmniejszym stopniu ryzykować z tą krową.
Brutalność, z jaką NKWD i jego powojenni sojusznicy w polskich służbach bezpieczeństwa wewnętrznego likwidowali tysiące Polaków, których jedyną zbrodnią była wynikająca z patriotyzmu obrona polskiej niepodległości w służbie AK lub innych form ruchu oporu, stanowiła odbicie paranoicznego stylu rządów od dawna cechującego sowiecki komunizm. Autorem określenia Lenina jako "wcielenia mściwości", a Stalina jako "dziobatego Kaliguli"19 nie był ani żaden zachodni wojownik z epoki zimnej wojny, ani polski krytyk Rosji, lecz wielki rosyjski powieściopisarz i poeta Borys Pasternak20. Sowiecka paranoja komunistów wyrażała się na wielu płaszczyznach: ideologicznej, politycznej, kulturowej i gospodarczej. Jej najbardziej śmiercionośnym wyrazem był cały szereg agencji tajnej policji, który ostatecznie przyjął nazwę KGB. Jak na ironię, jego twórcą, kiedy organ ten znany był jeszcze jako Czeka, był polski komunista Feliks Dzierżyński. Według brytyjskiego historyka wywiadu Christophera Andrew większość późniejszego kierownictwa tej organizacji "pasowałaby bardziej do tunelu strachu niż do izby zasłużonych"21. Być może nieświadome uznanie tej prawdy wyrażało się w tym, że w klubie oficerskim na Łubiance - w moskiewskiej kwaterze głównej KGB - nie wywieszano zdjęć byłych szefów KGB (spośród których trzech zostało rozstrzelanych podczas różnych czystek, jeden popełnił samobójstwo, a kilku było klinicznie zdiagnozowanymi psychopatami).
Spośród wrogów sowieckiego komunizmu - rzeczywistych albo wyimaginowanych - KGB i poprzedzające je organy żadnego nie obawiali się bardziej niż Kościoła katolickiego: uważano go za głównego wroga ideologicznego nawet jeszcze w okresie przed przejęciem władzy przez bolszewików w chylącej się do upadku Rosji w roku 1917. Tę obawę przed Kościołem zaszczepiono następnie służbom bezpieczeństwa wewnętrznego i wywiadu w całym bloku sowieckim (z których wiele nie potrzebowało oczywiście w tym względzie nadmiernych instrukcji). Watykańscy i inni dyplomaci, którzy wyobrażali sobie, że wywiad sowiecki i służby wywiadowcze ich sojuszników z Układu Warszawskiego działają mniej więcej tak jak ich zachodnie odpowiedniki, byli w grubym błędzie. Bezwzględność, z jaką komuniści prześladowali katolicyzm, karmiła się głęboko zakorzenioną paranoją - która z kolei mogła wynikać z tego, że sam marksizm-leninizm był systemem quasi-religijnym (tyle że oderwanym od rzeczywistości), miał swoją doktrynę, teorię moralności, ideę zbawienia, pojęcie "spraw ostatecznych" i martyrologię22. Komunizm i katolicyzm nie mogły współistnieć pokojowo. W starciu rozciągającym się na średnią i długą skalę historii ktoś musiał wygrać, a ktoś przegrać. Tak w każdym razie patrzyli na to prawdziwi komuniści.
A zatem z komunistycznego punktu widzenia trudne zadanie nakładania polskiej krowie siodła w postaci marksizmu-leninizmu stało się o wiele trudniejsze z powodu silnej w Polsce wiary katolickiej oraz związków katolicyzmu z polską tożsamością narodową i polskim patriotyzmem. Na to nawarstwiały się jednak dalsze problemy związane z historią najnowszą: sowiecki suzeren zawarł z Hitlerem umowę w sprawie podziału Polski, a w czasie drugiej wojny światowej jego polscy komunistyczni wasale nie byli głęboko zaangażowani w antynazistowski ruch oporu w Polsce. Tymczasem Kościół katolicki w ruch ten się angażował i dzięki swoim ofiarom zdobył znaczne uznanie moralne. Ten heroizm, któremu komuniści nie mogli dorównać (mimo nieustannie prowadzonej propagandy na rzecz tezy przeciwnej), stanowił jeden zestaw przeszkód do komunizowania Polski. Kolejnym była ideologia. Jeszcze innym - powojenna geopolityka. Kierując się bowiem własnymi założeniami i lękami, sowieccy i polscy przywódcy komunistyczni w okresie bezpośrednio po wojnie traktowali siłę polskiej wiary katolickiej nie tyle jako naturalne zjawisko kulturowe i historyczne, jakim była w istocie, ile jako uwarunkowany lokalnie wyraz prozachodniej, antykomunistycznej polemiki oraz polityki papieża Piusa XII i światowego Kościoła katolickiego. Dla bolszewików był to globalny spisek, zawzięcie zmierzający do zniweczenia osiągnięć leninowskiej rewolucji.
W pierwszych miesiącach po zakończeniu drugiej wojny światowej - miesiącach, w których polski katolicyzm mógł wyjść z katakumb - sprawa udziału katolików w sferze społecznej stała się w Polsce przedmiotem podziałów. Niektórzy katoliccy intelektualiści starali się utrzymywać pewien dystans do polityki, a równocześnie reżim komunistyczny wszedł w konflikt z polskim prymasem kardynałem Augustem Hlondem. Inni świeccy działacze próbowali znaleźć sposób porozumienia z komunizmem, co pozwoliłoby im odgrywać jakąś rolę polityczną. Jeszcze inni mnożyli bezowocne wysiłki w celu tworzenia katolickich partii politycznych. Adam Stefan Sapieha, bohaterski arcybiskup krakowski, który przeciwstawił się hitlerowskiemu gauleiterowi Hansowi Frankowi, dostał w 1946 roku pozwolenie na wyjazd do Rzymu, by odebrać kapelusz kardynalski. Jednak entuzjazm, z jakim przyjęto sędziwego dostojnika po powrocie do Polski - studenci podnieśli jego samochód przy głównym dworcu kolejowym i ponieśli go (wraz z siedemdziesięciodziewięcioletnim kardynałem) do kościoła Mariackiego - musiał umocnić komunistów w przekonaniu, że heroizm krakowskiego katolicyzmu w czasie wojny oraz powszechna pogarda dla komunizmu w kulturalnej stolicy Polski będą stanowić szczególnie trudny zestaw kłopotów związanych z siodłaniem krowy.
To w tych latach - 1945, 1946, 1947 - młody duchowny o nazwisku Karol Józef Wojtyła po raz pierwszy ściągnął na siebie uwagę polskiej komunistycznej tajnej policji.
Niezwykle obiecujący młody człowiek
Na rozeznawanie własnego powołania przez Karola Wojtyłę głęboki wpływ wywarła druga wojna światowa. Przeżył on ją w tej części Polski, którą historyk Norman Davies nazwał Gestapolską23. Doświadczenia Wojtyły z tego okresu obejmowały życie codzienne wśród brutalności i przypadkowej śmierci, działalność w ruchu oporu, pierwszą styczność z pracą fizyczną i poznawanie duchowości karmelitańskiej, śmierć ojca oraz przyjaciół (tych ostatnich - z ręki okupanta). Jak to ujmie później we wspomnieniach z tych ciężkich czasów, połączenie "upokorzenia w rękach zła"24 i heroizmu, z jakim spotykał się w obliczu tego śmiertelnego niebezpieczeństwa, prowadziło stopniowo do "odrywania od poprzednich własnych zamierzeń"25: zaczął rozumieć, że kapłaństwo jest tą drogą życia, na której będzie mógł stawić opór poniżaniu ludzkiej godności, używając oręża duchowości i kultury. Zastanawiając się nad własną sytuacją, Karol Wojtyła umacniał się w przekonaniu, że w świecie nie ma czystych zbiegów okoliczności - że to, co wydaje nam się "zbiegiem okoliczności", jest w istocie jakimś aspektem Bożej Opatrzności, której jeszcze nie pojmujemy. To przekonanie zaczęło go skłaniać do wybrania drogi kapłaństwa. Jak napisze pół wieku później, była to nie tyle kwestia wyboru, ile bycia wybranym, a na to mogła być tylko jedna odpowiedź26.
Po sześciu miesiącach w podziemnym seminarium arcybiskupa Sapiehy zakończył się w niezwykłym przygotowaniu Karola Wojtyły do kapłaństwa czas "aresztu domowego": w połowie stycznia 1945 roku postępy Armii Czerwonej zmusiły Niemców do opuszczenia Krakowa. Rok akademicki 1945/1946 był zatem jedynym względnie normalnym okresem spędzonym przez Karola Wojtyłę w seminarium. Był to również czas, kiedy jego nazwisko pojawiło się po raz pierwszy w kartotekach polskiej komunistycznej tajnej policji, wraz z nazwiskami innych kleryków: Andrzeja Deskura i Stanisława Starowieyskiego, którzy również mieszkali potajemnie w rezydencji arcybiskupiej przy Franciszkańskiej 3. Skąd wzięło się to zainteresowanie tajnych służb seminarzystami? Siedziba Sapiehy, do której w czasie wojny dotarły dowody współudziału NKWD w masakrze katyńskiej, znajdowała się pod stałym nadzorem, wobec czego w kolejnych tygodniach po "wyzwoleniu" miasta przez Armię Czerwoną obserwowano wchodzących tam i wychodzących stamtąd kleryków. Być może Wojtyła stał się również obiektem podejrzeń z powodu swojej działalności jako wiceprzewodniczącego studenckiej organizacji Bratnia Pomoc na tajnym Uniwersytecie Jagiellońskim, która pomagała w uzyskaniu finansowego wsparcia z Zachodu dla ubogich studentów. Być może większe zainteresowanie szpicli komunistycznych służb bezpieczeństwa obudziła patriotyczna demonstracja zorganizowana przez Bratnią Pomoc 3 maja 1946 roku, w dniu tradycyjnego święta narodowego, które komuniści postanowili wymazać z kalendarza. Rozruchy zaczęły się z chwilą zaatakowania demonstrujących studentów przez milicję (przy wsparciu sowieckiego NKWD). Wielu uczestników zostało pobitych, niektórzy odnieśli rany, kiedy reżim użył ostrej amunicji, były także aresztowania27. Jak to ujmuje jeden z historyków Krakowa: "Nowa władza ujawniła wtedy swoje prawdziwe zamiary i skorzystała z okazji do wywołania nagonki antyinteligenckiej"28.
Miesiąc po tych zamieszkach Karol Wojtyła zdał egzaminy wymagane do zakończenia studiów teologicznych, co było konieczne, aby mógł przyjąć święcenia. Kardynał Sapieha postanowił wyświęcić Wojtyłę na księdza w przyspieszonym trybie, tak by jesienią 1946 roku mógł on zacząć podyplomowe studia teologiczne w Rzymie. Być może kardynał, który wnikliwie analizował lokalną sytuację polityczną, martwił się również o to, by jego wzorowy student, błyskotliwy młody człowiek i urodzony przywódca, nie ściągnął na siebie zbyt bacznej uwagi tajnej policji z powodu swojej działalności w Bratniej Pomocy. Tak więc Sapieha udzielił Wojtyle święceń kapłańskich 1 listopada 1946 roku, w uroczystość Wszystkich Świętych. Dwa tygodnie później ksiądz Karol Wojtyła wyjechał do Rzymu na dwa lata podyplomowych studiów teologicznych. Kiedy ten młody człowiek, którego kardynał Sapieha uważał za niezwykle obiecującego, latem 1948 roku wrócił do Polski, wrócił do kraju, który z trudem łapał oddech w gęstej mgle stalinowskich represji29.
Ciężkie czasy
Przebywający w Rzymie Karol Wojtyła nie wziął udziału w sfałszowanych polskich wyborach do sejmu z 19 stycznia 1947 roku. Była to farsa, podczas której "jedni głosowali, inni liczyli"30, jak to zgryźliwie określali Polacy. Według niektórych szacunków główna antykomunistyczna partia, Polskie Stronnictwo Ludowe, otrzymała niemal 70 procent głosów. Oficjalne wyniki wskazywały na to, że PSL zgromadził 10,3 procent poparcia, a blok komunistyczny zdobył 80 procent głosów31. Kraków oddał wyjątkowo dużo głosów przeciwnych komunistom, co sprawiło, że reżim napiętnował to miasto, nazywając je "bastionem reakcji". Z charakterystyczną pogardą w używanych sformułowaniach komuniści poprzysięgli wydanie "bezpardonowej walki kołtunerii krakowskiej, reakcyjnemu klerowi, krakowskiemu wstecznemu mieszczaństwu, krakowskim spekulantom i sanacyjnym epigonom urzędniczego świata"32.
Pierwsze lata polskiego komunizmu nie były pozbawione elementów farsowych. Tradycyjny polski cięty dowcip, wyostrzony przez ponad sto lat niezgody na utratę niepodległości, kwitł w niejednokrotnie zwariowanej atmosferze wczesnostalinowskiego okresu polskiego komunizmu: krążyły kawały o tym, że wśród stu tak zwanych bolszewików można znaleźć jednego prawdziwego bolszewika, trzydziestu dziewięciu przestępców i sześćdziesięciu idiotów33. Jednak przy całej tej farsie główną cechą reżimu w tym czasie była brutalność, która odzwierciedlała zarówno patologie jego sowieckiego pana - Stalina, jak i obawy samego reżimu o brak legitymizacji. Dlatego byli członkowie AK płacili za swój patriotyzm, stając się szczególnym celem wściekłych prześladowań, których pierwszymi ofiarami byli tacy patrioci jak Witold Pilecki - Polacy, których wojenny heroizm mógł dawać im prawo głosu w kwestii przyszłości kraju, ale zgodnie z logiką stalinizmu musieli zostać zlikwidowani (i tak też się działo).
Szybko powstała potężna machina biurokratyczna do zarządzania (albo raczej złego zarządzania) gospodarką nakazową. Według jednego z historyków godne uwagi były jej "ściśle przestrzegana hierarchizacja" i struktura odznaczająca się "brakiem kompetencji"34. W zasadzie każda postać niezależnej działalności społecznej - od związków zawodowych, przez kluby sportowe, grupy młodzieżowe, po stowarzyszenia patriotyczne - była wsysana w nienasyconą paszczę partyjnego państwa, które postanowiło zająć miejsce społeczeństwa obywatelskiego w ramach "procesu sowietyzacji całego życia publicznego"35. Przestały istnieć rządy prawa w jakimkolwiek sensownym znaczeniu tego określenia. Sądy były zdeprawowane: podczas wydawania wyroków brano pod uwagę kategorię "stopnia szkodliwości społecznej czynu" rzekomych przestępstw, zwłaszcza w odniesieniu do więźniów politycznych. Sędziami zostawały jednostki uznane za nadające się do tego pod względem politycznym, mające zaledwie średnie wykształcenie: po odbyciu piętnastomiesięcznego przyspieszonego kursu ludzie ci zasiadali w składzie sędziowskim i wydawali tego rodzaju wyroki36.
Potrzebując wroga, komuniści w całym nowym bloku sowieckim starali się wywołać powszechną histerię skierowaną przeciwko rzekomym zachodnim podżegaczom do wojny - a w Polsce przeciwko niemieckiemu rewizjonizmowi na zachodnich "ziemiach odzyskanych" (które w okresie międzywojennym należały do Niemiec). Temu procesowi skierowanemu na zewnątrz towarzyszyły podobne działania wewnętrzne: dekret o "ochronie tajemnicy państwowej i służbowej" pomagał utrzymywać stałą obławę policyjną na rzekomych szpiegów, zarówno obcokrajowców, jak i Polaków37. W ciągu niespełna dekady komunistyczne organy bezpieczeństwa wewnętrznego zwerbowały bądź przekupiły mniej więcej siedemdziesiąt pięć tysięcy "oczek", czyli ludzi, którzy mieli informować swoich zwierzchników o wszelkich niestosownych komentarzach lub działaniach własnych sąsiadów bądź współpracowników. Skutkiem tego już w roku 1954 sześć milionów Polaków - co trzeci dorosły mieszkaniec Polski - znajdowało się w "rejestrze elementu przestępczego i podejrzanego"38.
Chociaż komunistyczni władcy Polski uzyskali kontrolę nad aparatem rządowym, mordując przy tym i internując dziesiątki tysięcy więźniów politycznych, to jednak nadal niepokoił ich Kościół katolicki. Notatki służbowe tajnej policji z tamtego okresu podkreślały konieczność przeciwdziałania złemu wpływowi "reakcyjnego" kleru i dzieliły polskich księży na trzy kategorie: wrogów, neutralnych i pozytywnych. Biorąc pod uwagę silne przywództwo kardynała Sapiehy oraz opór krakowskiego duchowieństwa wobec poprzedniego totalitarnego reżimu, nie powinno zapewne dziwić, że tamtejszy kler był niemal w całości ujęty w rubryce "wrogowie"39.
Jak ocenia historyk Andrzej Paczkowski, do końca 1947 roku polski reżim komunistyczny dokonał zniszczenia w zasadzie wszystkich "głównych ośrodków krystalizujących - i wyrażających - antykomunistyczne postawy i nastroje"40. Te nastroje jednak były czymś realnym i w powstałej próżni Kościół katolicki coraz silniej zaczynał je ucieleśniać. Jego hierarchowie zachowali się rozsądnie i nie przyjęli na siebie żadnej bezpośredniej roli politycznej. Jednak ich krytyka pod adresem pseudowyborów ze stycznia 1947 roku, propozycje w zakresie reform konstytucyjnych, obrona swobód obywatelskich, protesty przeciwko usunięciu nauki religii ze szkół oraz skargi na arbitralną władzę policji i nieuzasadnione upaństwowienie mienia kościelnego (w tym kilku katolickich drukarni) - wszystko to sprawiło, że katoliccy biskupi stali się w Polsce de facto opozycją. Polscy komuniści, wyeliminowawszy wszelkie inne formy antykomunistycznej działalności politycznej, zarówno jawnej, jak i potajemnej, mogli się teraz zająć walką z Kościołem o serca, umysły i dusze polskiego narodu.
Tajna policja prowadziła kartoteki każdej parafii w kraju, mając w nich swoje "oczka", które wyłapywały najbardziej aktywnych parafian i opisywały ich plany. Od chwili wstąpienia do niższego seminarium każdy młody Polak przygotowujący się do kapłaństwa miał swoją kartotekę w tajnej policji i swojego opiekuna, podobnie jak każdy ksiądz. Katecheci i rodzice przestrzegali dzieci, żeby nie mówiły o tym, co słyszą na katechezie, nawet jeśli ten, kto je pyta, nosi sutannę i koloratkę41. Prasa katolicka, między innymi tak intelektualnie wyraziste tytuły jak wydawany w Krakowie "Tygodnik Powszechny" i spokrewniony z nim miesięcznik "Znak", była uważnie analizowana i poddawana nieustannej cenzurze.
Poczynania polskiego Kościoła utrudniał czasami Watykan. Polscy komuniści wykorzystywali napisany w roku 1948 przez Piusa XII list do niemieckich biskupów, w którym papież wyrażał troskę o dwanaście milionów Niemców wypędzonych z polskich "ziem odzyskanych", jako oręż przeciwko polskiemu katolicyzmowi. Rok później Pius XII zagroził ekskomuniką katolikom wstępującym do partii komunistycznych. Groźba ta miała dotyczyć przede wszystkim Włoch, gdzie szerzyła się ta praktyka, jednak została skwapliwie podchwycona przez polskich komunistów i użyta jako pretekst do wzmożenia presji wywieranej na polskich katolików - pięć i pół tysiąca księży zostało wezwanych na ""wyjaśniające i ostrzegawcze" rozmowy"42.
Jednak mimo wszystkich tych nacisków oraz intensywnej inwigilacji (która wiązała się z potężnymi wydatkami z kasy państwa i stanowiła tym samym pewną formę okradania społeczeństwa obywatelskiego) polski komunizm w epoce stalinizmu nigdy do końca nie ujarzmił Kościoła katolickiego. Surowe dane wywiadowcze mają tylko taką wartość jak analiza, w wyniku której dane te są filtrowane i wyjaśniane. A w całym rozległym sowieckim imperium szefowie komunistycznych siatek szpiegowskich kładli nacisk na to, by interpretować Kościół przez pryzmat własnego doświadczenia - to znaczy tak, jakby był on jedną z wielu politycznych mafii zawzięcie dążących do zdobycia władzy. Taka optyka okazała się poważną przeszkodą w zrozumieniu wewnętrznej dynamiki głównego ideologicznego wroga komunizmu.
Podobną przeszkodą okazały się wyjątkowe zdolności polityczne i niewzruszona odwaga człowieka, który miał poprowadzić polski katolicyzm przez te ciężkie czasy: Stefana Wyszyńskiego.
Prymas
Przez całą drugą wojnę światową, od kiedy okupanci zamknęli seminarium, w którym wykładał, Wyszyńskiemu, pełniącemu odtąd posługę kogoś w rodzaju wędrownego kapelana, gestapo deptało po piętach. Pod koniec wojny człowiek ukrywający się pod kryptonimem "Siostra Cecylia" wrócił do Włocławka, by ponownie otworzyć seminarium jako rektor, szybko jednak został wyrwany z tej posady, by w marcu 1946 roku zostać biskupem lubelskim. Opuścił seminarium w dniu, w którym pięciu jego przedwojennych kolegów wróciło z obozu koncentracyjnego w Dachau. Młody biskup nie miał jednak na długo zagościć w Lublinie, ponieważ dwa i pół roku później, 12 listopada 1948 roku, papież Pius XII mianował czterdziestosiedmioletniego Wyszyńskiego arcybiskupem gnieźnieńskim i warszawskim oraz następcą kardynała Augusta Hlonda na tronie prymasa Polski.
W całych dziejach Polski prymas był interreksem, królem tymczasowym, w okresach bezkrólewia, kiedy szlachta radziła nad wyborem nowego monarchy Polski. Teraz nie było już oczywiście królów. Lecz Stefan Wyszyński, człowiek o silnej osobowości, którego jeden z wielbicieli opisał kiedyś jako "fantastyczną, niemal średniowieczną postać"43, z przekonaniem podjął rolę interreksa. Równie ważne było to, że prymas Wyszyński do swojego niekwestionowanego przewodzenia polskiemu katolicyzmowi dodał starannie przemyślaną wizję powojennej sytuacji, którą uważał za skrajnie tragiczną. W czasie wojny Kościół doznał strasznych cierpień - a jego członkowie w najrozmaitszych okolicznościach: od Dachau po powstanie warszawskie, pokazali, że potrafią cierpieć, ponosić ofiary i umierać, jeśli to konieczne. Wyszyński uważał, że teraz Kościół musi pokazać, że potrafi żyć, nawet w stalinowskim otoczeniu. Pod względem ideowym Wyszyński znajdował się daleko na lewo od konserwatywnego polskiego establishmentu kościelnego i był cenionym znawcą katolickiej nauki społecznej, która akcentowała prawa robotników. Był przy tym zaciekłym antykomunistą. Równocześnie jednak uważał, że Kościół musi znaleźć jakiś rodzaj modus vivendi z nowym reżimem, dzięki czemu zyska przestrzeń do odnowienia swojej duszpasterskiej siły.
Wyszyński trzymał się mocno trzech innych przekonań, które miały kształtować jego sposób rządzenia polskim katolicyzmem i jego polityczną strategię przez trzy dziesięciolecia. Był przekonany, że polska pobożność ludowa - zwłaszcza polska pobożność maryjna - jest dużo silniejsza niż propaganda komunistyczna i że można ją wykorzystać jako chrzcielnicę oporu kulturowego. Był przekonany, że rozumie sytuację kościelną i polityczną Polski dużo lepiej niż ktokolwiek w Watykanie. A jako polski patriota był przekonany i zdecydowany, że powinien zapobiec wyniszczeniu Polski przez Związek Sowiecki, jeśli koszty tego byłyby do przyjęcia z moralnego punktu widzenia. Te przekonania nie zawsze podobały się rzymskim władzom kościelnym, które pod koniec lat czterdziestych były skłonne raczej do przyjęcia stanowiska bezpośredniej konfrontacji z komunizmem. Wyszyński nie bał się konfrontacji, lecz chciał, by to on mógł określać warunki i pola, na których miałaby się toczyć walka: i rzeczywiście, w ciągu długich zmagań, które miały nastąpić, czasami celowo prowokował konfrontację, kiedy uważał, że nastąpiło zbytnie rozluźnienie i że trzeba podwyższyć napięcie moralne życia katolickiego w warunkach komunizmu. Początkowo jednak, kiedy w roku 1948 obejmował urząd następcy Świętego Wojciecha oraz prymasa, instynkt podpowiadał mu, by próbować wypracować jakiś rodzaj porozumienia, dzięki któremu Kościół zyska na czasie.
Tak więc w roku 1950 Kościół i polski rząd uzgodnili listę ogólnych zasad pełnego napięcia współistnienia. Reżim uznawał wewnętrzną niezależność Kościoła, jego związki religijne z papiestwem, życie liturgiczne i obrzędowe (w tym publiczne przejawy wiary, takie jak pielgrzymki), niezależne wydawnictwa i posługę duszpasterską w szkołach, szpitalach i więzieniach. Komuniści zgadzali się również na legalne działanie zakonów monastycznych (które zawsze były postrachem dla bolszewików), a także na funkcjonowanie Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, jedynej katolickiej instytucji szkolnictwa wyższego po tej stronie granicy nazwanej przez Churchilla żelazną kurtyną. Kościół ze swojej strony zgadzał się traktować reżim komunistyczny jako legalny rząd Polski, uznawał zachodnie "ziemie odzyskane" za słusznie stanowiące część Polski, zobowiązywał się do działania na rzecz odbudowy kraju i do przeciwstawiania się "wrogiej Polsce działalności"44. Niektórzy w Rzymie sądzili, że Wyszyński ustępował za bardzo. Prymas nie był głupcem: wiedział, że komunistyczne władze będą naginać, wypaczać i jeśli to będzie konieczne - ignorować te porozumienia, tak że konieczna będzie ciągła czujność. Uważał jednak również, że ogólne zasady toczących się zmagań zostały ustalone i że wyznaczył zakres, którego z powodzeniem będzie mógł bronić. Rzym ostatecznie przekonał się do jego punktu widzenia, czego potwierdzeniem było otrzymanie przez Wyszyńskiego kapelusza kardynalskiego w 1952 roku.
W tym czasie jednak tkwił on w samym środku konfrontacji z reżimem, który już zaczął łamać porozumienie z 1950 roku. Rodzicom groziła utrata pracy, jeśli nie posyłali dzieci do komunistycznych szkół lub nie wyrażali zgody na ich przynależność do organizacji młodzieżowych. Katolickie wydawnictwa były cenzurowane, do tego często dręczyły je problemy z "brakiem papieru", a część z nich ostatecznie zamknięto. Wielu księży aresztowano, a biskup kielecki Czesław Kaczmarek został skazany na dwanaście lat więzienia po klasycznym procesie pokazowym w roku 1951. Bolesław Piasecki, przewodniczący przyjaźnie nastawionego do komunistów pseudokatolickiego Stowarzyszenia "Pax", był regularną tubą propagandową reżimu, oskarżając Watykan (a tym samym polską hierarchię katolicką) o współpracę z "niemieckimi rewizjonistami" - było to ulubione pomówienie stosowane przez NKWD/KGB. Bezpośrednia konfrontacja, której Wyszyński starał się uniknąć, okazała się nieuchronna, kiedy w maju 1953 roku reżim zarządził wprowadzenie w życie ustawy, na mocy której to on, a nie Kościół, miałby mianować i usuwać ze stanowisk proboszczów, wikarych i biskupów. Kościół stałby się de facto agendą polskiego państwa komunistycznego.
Wyszyński rzucił rękawicę podczas historycznego kazania przed warszawską katedrą Świętego Jana: "Uczymy, że należy oddać, co jest cezara cezarowi, a co Bożego Bogu. Ale gdy cezar siada na ołtarzu, to mówimy krótko: nie wolno!"45. Następnie polscy biskupi spotkali się pod przewodnictwem Wyszyńskiego w Krakowie, gdzie jasno i wyraźnie powiedzieli polskiemu komunistycznemu cezarowi, że "nie wolno": pokój w Polsce, oświadczyli, zależy wyłącznie od strony rządowej, od tego, czy "zechce się ona wyrzec swej tak radykalnej i niszczycielskiej dla katolicyzmu wrogości, czy porzuci zamiar ujarzmiania Kościoła i uczynienia z niego narzędzia władzy państwowej. [...] Rzeczy Bożych na ołtarzach Cezara składać nam nie wolno. NON POSSUMUS! [Nie możemy!]"46. Władze komunistyczne oskarżyły biskupów o zdradę albo - używając komunistycznego eufemizmu - o "zamach na konstytucję". Nocą z 25 na 26 września 1953 roku kardynał Wyszyński został aresztowany i rozpoczął się trzyletni okres jego internowania, najpierw w dawnym klasztorze na północnym zachodzie kraju, później w jednym z klasztorów na południu. Pod koniec 1953 roku w więzieniu za wiarę znajdowało się ośmiu biskupów i dziewięciuset kapłanów. Ich liczba w ciągu kolejnych dwóch lat wzrosła do dwóch tysięcy, równocześnie zamykano wydziały teologiczne, grożono rodzicom, wycofywano lekcje religii ze szkół i nakładano na Kościół uciążliwe podatki47.
Tworzenie przestrzeni wolności
Po powrocie z Rzymu latem 1948 roku ksiądz Karol Wojtyła został mianowany przez kardynała Sapiehę wikarym w kościele Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Niegowici, wiejskiej parafii na Pogórzu Wielickim, w odległości mniej więcej trzydziestu kilometrów na wschód od Krakowa. Podstawowe obowiązki młodego wikariusza obejmowały katechizację dzieci z pięciu okolicznych wiosek. Wojtyła objeżdżał je regularnie dowożony furmanką. W samym kościele spędzał całe godziny w konfesjonale i rozpoczął trwające przez całe życie duszpasterstwo młodzieży, organizując kółko dramatyczne i prowadząc grupy Żywego Różańca. Oba te zajęcia dawały mu znaczne możliwości kształtowania młodych dusz, które były narażone na ciągłą propagandę komunistyczną, nawet w takim zaścianku jak Niegowić. Kiedy jeden z młodzieńców powiedział księdzu Wojtyle, że komunistyczni szpicle wypytują o parafialne duszpasterstwo młodzieży, wikary uspokoił jego obawy, zapewniając go: "Oni się kiedyś rozpadną"48. Ksiądz Wojtyła wcześnie dał się poznać jako człowiek o niemałych ambicjach - przynajmniej w zakresie potrzeb życia Kościoła: przekonał parafian do zbudowania nowego, murowanego kościoła dla uczczenia złotego jubileuszu święceń kapłańskich proboszcza49.
Jednak kardynał Sapieha nie zamierzał pozwolić swojemu najbardziej obiecującemu młodemu księdzu spędzić zbyt wiele czasu na tej wiejskiej placówce i po ośmiu miesiącach w Niegowici Wojtyła został przeniesiony do całkiem innego zadania: został wikarym w parafii Świętego Floriana w pobliżu krakowskiego Starego Miasta, centrum katolickiego intelektualnego i kulturalnego życia miasta. Tam Wojtyła miał zapoczątkować nowe duszpasterstwo akademickie dla studentów Politechniki Krakowskiej i Akademii Sztuk Pięknych - obie te uczelnie znajdowały się w pobliżu kościoła Świętego Floriana.
Wojtyła podjął to zadanie i w trakcie jego realizacji nadał duszpasterstwu akademickiemu nowy styl. Swoich młodych parafian uczył chorału gregoriańskiego i dawał im mszaliki, by mogli czynnie uczestniczyć we mszy - na początku lat pięćdziesiątych była to radykalna innowacja. Organizował seminaria pozauczelniane, na których studenci mogli czytać teksty Tomasza z Akwinu i innych znakomitości katolickiego życia intelektualnego. Była to dla nich odtrutka przeciwko marksistowskiej tandecie intelektualnej, na którą byli narażeni na uczelni. Wojtyła wykorzystywał dramat jako środek katechezy prowadzonej u Świętego Floriana. Tam również rozpoczął pierwszy program przygotowania do małżeństwa w dziejach archidiecezji. Głosił rekolekcje i prowadził dni skupienia dla studentów, często planując je w takich terminach, by nie kolidowały z ich przygotowywaniem się do egzaminów. Kolejną jego zdumiewającą innowacją w owych czasach - która była wyzwaniem zarówno dla tradycyjnej formacji polskiego duchowieństwa, jak i dla wprowadzanych przez reżim komunistyczny ograniczeń dotyczących sposobu prowadzenia duszpasterstwa młodzieży przez księży - były jego podróże z grupami młodych mężczyzn i kobiet, dzielenie ich zapału do pieszych wędrówek, jeżdżenia na nartach i wypraw kajakowych w cudownych sceneriach polskiej przyrody, z dala od posępnych, szarych, pełnych sadzy miast.
Ksiądz Karol Wojtyła pociągał młodych z wielu powodów: z powodu swojej inteligencji, życzliwości, sympatycznego charakteru - z powodu swojej "stałej otwartości". Tak to ujęła jedna z członkiń Środowiska: "Kiedy był z nami, czuliśmy, że wszystko jest w porządku... Czuliśmy, że możemy z nim omawiać każdy problem; mogliśmy rozmawiać absolutnie o wszystkim"50. Te rozmowy były poważne, czasami zabawne, a często znaczące. Wojtyła, który już wtedy był mistrzem sztuki słuchania, stawiał ostre pytania, na koniec jednak zawsze mówił swoim młodym przyjaciołom - zarówno w rozmowach przy ognisku, jak i w konfesjonale: "ty musisz zdecydować"51. Kiedy ci młodzi ludzie kończyli studia i podejmowali pracę, od czasu do czasu mieli kłopoty i dylematy polityczne. W takich sytuacjach, zamiast spierać się o wielkie teorie polityczne, Wojtyła i jego studenci dyskutowali o wyzwaniach moralnych codziennego życia w komunistycznej kulturze kłamstwa. Mimo to Środowisko nie było żadnym spiskiem, którego obawiali się komunistyczni władcy Polski - było czymś o wiele bardziej niebezpiecznym. Przenikliwy umysł księdza Karola Wojtyły, jego duchowa głębia, otwartość na innych i nacisk kładziony przez niego na osobistą odpowiedzialność moralną - "ty musisz zdecydować" - wszystko to tworzyło przestrzeń wolności, w której zaprzyjaźnieni z nim studenci mogli wykuwać własne decyzje i podejmowali autentycznie chrześcijańskie życie. A to znaczyło de facto życie w opozycji do alternatywnej konstrukcji społeczeństwa i alternatywnej idei ludzkiego dobra, jakie bez przerwy krzewiła komunistyczna propaganda52.
Równocześnie z pracą nad tworzeniem pierwszych więzi i pogłębianiem relacji między członkami Środowiska ksiądz Wojtyła stawiał pierwsze kroki jako osoba publiczna: głosił wymagające pod względem intelektualnym kazania w kościele Świętego Floriana, regularnie spotykał się z grupą młodych fizyków na dyskusjach poświęconych religii i nauce, poznawał bywalców niektórych katolickich salonów intelektualnych Krakowa oraz pisywał artykuły do najbardziej liczącego się pisma w Polsce, wydawanego w Krakowie "Tygodnika Powszechnego", w którym odpowiedzialni Polacy szukali prawdy otoczeni zewsząd stalinowskimi kłamstwami. Polski reżim komunistyczny nie przyjmował do pracy na państwowych wyższych uczelniach obiecujących młodych katolickich uczonych. W tej sytuacji "Tygodnik Powszechny" skwapliwie zatrudniał w swojej redakcji takich akademickich banitów. Tymi młodymi autorami kierowała z kolei pewna, kompetentna ręka redaktora Jerzego Turowicza. Naczelny szybko dostrzegł w Karolu Wojtyle rzadki u duchownych talent - eseisty, poety i dramaturga, który potrafił z powodzeniem przemawiać poza świątynią i amboną.
W perspektywie wczesnych zmagań Wojtyły z wyzwaniem komunizmu najbardziej być może intrygującym z jego dzieł literackich powstałych w pierwszych latach kapłaństwa jest sztuka Brat naszego Boga, którą ukończył w roku 1950. Głównym bohaterem tego dramatu jest polski artysta, który został zakonnikiem, Adam Chmielowski. Porzucił on świat malarstwa awangardowego, by stać się obrońcą nędzarzy i założycielem niewielkiego zgromadzenia zakonnego. Chmielowski był uczestnikiem powstania styczniowego z 1863 roku, podczas walk stracił nogę. Po wyleczeniu ran przeniósł się do Monachium, a następnie do Paryża, gdzie zyskał reputację poważnego malarza modernistycznego. Wróciwszy do Polski, odczuwał coraz większe niezadowolenie z życia artysty i coraz większą złość z powodu zaniedbywania przez władze Krakowa najbiedniejszych i bezdomnych. Przywdziawszy habit z grubego płótna i nazwawszy się Bratem Albertem, Chmielowski osobiście zaczął posługiwać ubogim. Ostatecznie jego dzieło przyjęło kształt dwóch zgromadzeń religijnych: braci albertynów i sióstr albertynek. W jego pogrzebie w roku 1916 wzięły udział tysiące ludzi ze wszystkich warstw krakowskiego społeczeństwa.
Postać Brata Alberta zaintrygowała Wojtyłę już w latach studenckich. Zmagania Chmielowskiego związane z własnym powołaniem Wojtyła wykorzystał jako dramatyczny środek wyrazu do wypracowania własnej refleksji na temat wyzwania, jakim była marksistowska teoria i praktyka. W sztuce z 1950 roku alter ego Chmielowskiego, Adam, dyskutuje o ubogich z inną postacią, zwaną Nieznajomym - krypto-Leninem, jak nazwał go kiedyś sam autor, który dla własnych celów literackich przyjął miejscową legendę, że Chmielowski spotkał się z Leninem w Zakopanem w czasie jego wygnania z Rosji w okresie przed pierwszą wojną światową. Zamysł dramatyczny Wojtyły był subtelny: Nieznajomy/krypto-Lenin nie jest postacią nieinteresującą - spiera się z Adamem/Chmielowskim (zarówno co do strategii, jak i taktyki) na temat tego, co jest skuteczniejszym programem dla ubogich: dzieła chrześcijańskiego miłosierdzia i reform społecznych czy dzieło rewolucyjnej przemocy. Jednak tam gdzie Adam widzi ludzi z krwi i kości, Nieznajomy dostrzega tylko kategorie: nieznośny lumpenproletariat, robotników dojrzałych do rewolucji i tak dalej. Na głębszym jeszcze poziomie Brat naszego Boga zajmuje się badaniem znaczenia wolności. Adam, w pełni świadom niesprawiedliwości społecznych, dochodzi jednak do przekonania, że jedyna prawdziwa wolność to wolność chrześcijańska, która przychodzi przez odkupieńcze cierpienie krzyża, przemieniając zło w dobro i wyzwalając człowieka ku autentycznym społecznym przemianom. Polityka sama z siebie nie potrafi wyzwalać. To przemienione serca i umysły, z których rodzi się naprawdę humanistyczna kultura, dokonają ostatecznie przekształcenia polityki w bardziej ludzkim kierunku53.
Rosną naciski, plany się zmieniają
Ówcześni władcy polityczni wiedzieli o tym dynamicznym młodym księdzu, który tak łatwo zjednywał sobie studentów, intelektualistów, artystów, naukowców i młodych przedstawicieli wolnych zawodów. W roku 1948 w aktach tajnej policji odnotowano związki Wojtyły z Teatrem Rapsodycznym, podobnie jak jego przyjaźń z Tadeuszem Kudlińskim, innym aktorem tego teatru, który próbował kiedyś odwieść Lolka od pomysłu wstępowania do tajnego seminarium, a w roku 1948 został aresztowany, ponieważ był członkiem Unii (Wojtyła musiał zrezygnować z przynależności do tej organizacji, wstępując do seminarium)54. Pochodzący z listopada 1949 roku raport "Żagielowskiego", informatora tajnej policji, który był krakowskim księdzem, zwracał uwagę, że nowo przybyły "Wojdyła" (jak błędnie zapisano jego nazwisko) cieszy się szacunkiem władz archidiecezji krakowskiej i że jego karierę warto śledzić.
Polskie władze komunistyczne interesowały się tak bardzo tym, co się dzieje w krakowskiej kurii, z wielu powodów. Obawiały się, że kardynał Sapieha dysponuje dokumentacją, która wskazuje sowieckie NKWD jako sprawców mordów w Lesie Katyńskim (o których Sowieci przez całe dziesięciolecia twierdzili, że były dziełem hitlerowców). Władze wiedziały, że Sapieha robi wszystko, co może, by zachować absolutne podstawy społeczeństwa obywatelskiego - wskrzeszając na przykład katolicką organizację charytatywną Caritas, którą komuniści następnie zamknęli. Dlatego potrzebowały wszelkich informacji, jakie tylko mogły zdobyć, na temat potencjalnych następców starzejącego się kardynała.
Arcybiskup Sapieha nie miał bezpośredniego następcy - przynajmniej formalnie. Zgodnie z wypracowanym w roku 1950 przez prymasa Wyszyńskiego porozumieniem w sytuacji śmierci biskupa polski Kościół (co w praktyce oznaczało Wyszyńskiego) miał zasięgać opinii Rzymu, a następnie proponować rządowi nazwisko kandydata na nieobsadzone stanowisko. Rząd mógł zawetować kandydata Kościoła, nie mógł natomiast narzucić w jego miejsce własnego. Po śmierci kardynała Sapiehy - 23 lipca 1951 roku - Kościół zaproponował, by jego następcą był arcybiskup Eugeniusz Baziak, arcybiskup lwowski obrządku łacińskiego, który mieszkał w Krakowie, ponieważ został wygnany z Ukrainy przez Sowietów. Polski rząd nie chciał się zgodzić na Baziaka (który byłby nie do przyjęcia dla Moskwy z powodu urzędu sprawowanego na Ukrainie). Kościół nie zamierzał dać za wygraną i w tej sytuacji, formalnie rzecz biorąc, arcybiskupstwo krakowskie przez następne dwanaście lat pozostawało nieobsadzone, mimo że Kościół w Krakowie uważał Baziaka za swojego arcybiskupa, podobnie jak Kościół w całej Polsce55.
Eugeniusz Baziak był człowiekiem skrytym i oficjalnym. Był zdania, że w tym szczytowym okresie stalinowskich represji jego rola polega na tym, by zachowywać nieugiętą postawę i w najmniejszym stopniu nie łagodzić tej surowości, którą uważał za niezbędną, żeby powstrzymać komunistów. Z powodu tej surowości Baziak nigdy nie stał się postacią tak popularną jak Sapieha. Bronił jednak Kościoła, jak tylko się dało, działając w skrajnie trudnych okolicznościach - a kosztowało go to niemało. Przy rzadkich okazjach spotkań z dawnymi przyjaciółmi ze Lwowa, kiedy za zamkniętymi drzwiami mógł zdjąć oficjalną maskę, okazywał się człowiekiem ciepłym i serdecznym.
Otwarty i zdecydowany atak na Kościół w Krakowie zaczął się na dobre w roku 1952 od aresztowania dwóch tamtejszych księży: prałata Tadeusza Kurowskiego i księdza Mieczysława Noworyty. Rok później arcybiskupa Baziaka wydalono z archidiecezji, a jego biskup pomocniczy również został wydalony z miasta. Kiedy w marcu 1953 roku zmarł Stalin, "Tygodnik Powszechny" odmówił wydrukowania czołobitnego nekrologu, którego od niego wymagano, w związku z czym został zamknięty. Kilka miesięcy później został otwarty ponownie ze zmienionym składem redakcji - pod kierunkiem osób związanych ze współpracującym z reżimem Stowarzyszeniem "Pax". Również w tym samym roku przestał istnieć ukochany Teatr Rapsodyczny Karola Wojtyły, któremu reżim zakazał działalności, uznając go za zbyt niezależny w poglądach56.
W tym okresie zajmujący się religią Wydział VI Wojewódzkiego Komitetu do spraw Bezpieczeństwa Publicznego57 w Krakowie znacznie się rozrósł i obejmował oddzielne sekcje związane w zasadzie z każdym aspektem życia katolickiego. Sekcja I szpiegowała krakowską kurię archidiecezjalną oraz kurię biskupią w sąsiedniej diecezji tarnowskiej i starała się przeniknąć do tych środowisk. Sekcja II zajmowała się katolickimi zakonami i składała się z dwóch grup: II - dla zakonów męskich i IIA - dla zakonów żeńskich. Celem działań Sekcji III było katolickie duchowieństwo diecezjalne, natomiast Sekcja IV rozpracowywała inne grupy wyznaniowe, między innymi świadków Jehowy (których mała liczba w całym bloku sowieckim była odwrotnie proporcjonalna do zajadłości, z jaką ich prześladowano). Taktyka w tym okresie była na ogół brutalna: duchowieństwo (na przykład "Żagielowskiego") szantażowano groźbami skandalu seksualnego lub zarzutami (prawdziwymi lub fałszywymi) o współpracę z hitlerowskim okupantem w czasie wojny. Jako narzędzi służących do werbowania wewnętrznych źródeł katolickich tajna policja używała również aresztowań i przesłuchań. Efekty tych starań nie były znaczące zarówno w kategoriach zbieranych danych, jak i pozyskiwanych agentów. Jednak próby trwały nieustannie i nasiliły się w roku 1953, kiedy walka z Kościołem nabrała nowego wigoru w świetle Non possumus! wypowiedzianego przez biskupów.
Kardynał Sapieha i arcybiskup Baziak byli zgodni co do tego, że bój z komunizmem trzeba toczyć na wszystkich frontach, w tym na froncie życia intelektualnego. Tak więc sześć tygodni po przejęciu władzy po zmarłym Sapieże Baziak (który musiał wcześniej omówić ten plan ze swoim poprzednikiem) zwolnił księdza Karola Wojtyłę z pracy w parafii Świętego Floriana i udzielił mu dwuletniego urlopu naukowego w celu przygotowania habilitacji, dzięki której uzyskałby uprawnienia wykładowcy uniwersyteckiego. Wojtyła przeprowadził się do będącego własnością Kościoła Domu Dziekańskiego58 przy ulicy Kanoniczej 19 w pobliżu Zamku Królewskiego na Wawelu i zabrał się do analizy teorii etyki w ujęciu niemieckiego filozofa Maksa Schelera oraz ewentualnej przydatności tego myśliciela jako filozoficznej podstawy dla współczesnej chrześcijańskiej teologii moralnej.
Roztrząsanie tego zagadnienia na ówczesnym etapie katolickiego życia intelektualnego było aktem odwagi, ponieważ fenomenologiczne podejście Schelera do etyki znacznie odbiegało od abstrakcyjnych scholastycznych kategorii analizy filozoficznej i teologicznej, których uczono Wojtyłę w seminarium i podczas studiów doktoranckich w Rzymie. Schelera dzielił również cały filozoficzny świat od formalizmu Kanta, który w owym czasie dominował na ogół na polu etyki filozoficznej. W końcu Wojtyła ustalił, że stworzony przez Schelera opis życia moralnego ma wprawdzie niemałą wartość w odniesieniu do pewnych aspektów naszego podejmowania decyzji, jest jednak niepełny, niewystarczający i zbytnio skupiony na uczuciach. Jednocześnie przyszły papież przekonywał również, że Scheler może wiele nauczyć katolickich myślicieli, ponieważ akcent kładziony przez niego na subiektywny stan osoby dokonującej wyborów moralnych jest ważnym uzupełnieniem tradycyjnego katolickiego podkreślania istnienia obiektywnej prawdy rzeczy, którą możemy poznać za pomocą osądu moralnego. Ta strategia "i - i", czyli łączenie subiektywności i prawdy obiektywnej, uczuć i rozumu, miała znamionować intelektualne dzieło Karola Wojtyły przez kolejne półwiecze i wyposażyć go w potężne narzędzia pojęciowe, dzięki którym będzie mógł kontynuować walkę z komunistyczną tyranią, głoszącą pewne ujęcie prawdy naukowej o rzeczach jako swoje najwyższe uzasadnienie59.
W listopadzie i grudniu 1953 roku Wydział Teologiczny Uniwersytetu Jagiellońskiego przyjął pracę habilitacyjną Karola Wojtyły i na początku kolejnego roku przyznał mu stopień naukowy doktora habilitowanego. Zanim jednak przyszły papież zdążył zostać mianowany docentem, czyli otrzymać stopień samodzielnego pracownika naukowego, komuniści zamknęli Wydział Teologiczny UJ. Ten akt kulturalnego wandalizmu, który był kolejnym elementem wojny reżimu z Kościołem, sprawił jednak, że Wojtyła mógł przyjąć posadę na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim - "w jedynym miejscu między Berlinem a Seulem, gdzie filozofia cieszyła się wolnością"60, jak trafnie to ujął jego kolega Stefan Swieżawski.
Przetrwanie Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego - KUL-u, jak go zwykle nazywano - było jednym z osiągnięć wypracowanego w 1950 roku przez kardynała Wyszyńskiego modus vivendi z polskim rządem komunistycznym. Była w tym jakaś ironia, ponieważ powstały w roku 1944 Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego również z siedzibą w Lublinie, manipulowana przez Sowietów, a wręcz przez nich sfabrykowana alternatywa dla prawowitego polskiego rządu na wychodźstwie w Londynie, był ucieleśnieniem wszystkiego, co fałszywe i nikczemne w geopolitycznej sytuacji Polski. Reżim komunistyczny z pełną świadomością zastąpił tradycyjne święto narodowe 3 Maja (dla uczczenia konstytucji z 1791 roku - pierwszej spisanej demokratycznej konstytucji w Europie) świętem 22 Lipca, dla upamiętnienia dnia, w którym PKWN w 1944 roku ogłosił swój manifest polityczny61. Jeśli chodzi o KUL, reżim zrobił, co mógł, by go zmarginalizować: wybudował w zasadzie po sąsiedzku drugą, większą instytucję - Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej. Stefan Swieżawski uważał, że władze nie prześladowały otwarcie KUL-u, ponieważ "nie przypuszczały, że w takim średniowiecznym miejscu może się zdarzyć coś nowego", i dodawał, że reżim wyobrażał sobie KUL jako katolicką wersję "chasydzkiego getta"62. Jednak mimo że uniwersytet zachował niezależność, on również był poddawany nieustannym próbom inwigilacji i penetracji ze strony tajnej policji. Niektóre z tych prób okazały się skuteczne i pozwoliły przeniknąć agentom do osób na najwyższych szczeblach uniwersyteckiej administracji.
Poczynając od roku akademickiego 1954/1955, ksiądz Wojtyła - wówczas już doktor habilitowany Wojtyła - dojeżdżał do pracy z Krakowa do Lublina pociągiem. Oprócz wykładu wprowadzającego do etyki filozoficznej, którego słuchali na stojąco studenci stłoczeni w salach wykładowych, miał również wykłady dla studentów z wyższych lat studiów oraz prowadził seminarium doktoranckie, kierując badaniami swoich studentów i pomagając im w pisaniu prac doktorskich. Monograficzne wykłady Wojtyły były na owe czasy lekcjami ekumenizmu, ponieważ młody profesor wchodził w dialog poprzez stulecia z Platonem, Arystotelesem, Augustynem, Tomaszem z Akwinu, Immanuelem Kantem, Davidem Hume'em, Jeremym Benthamem i Maksem Schelerem. Podczas tych wykładów dopracowywał zestaw przekonań, z których miał korzystać w swojej walce z komunizmem.
Podkreślał, że człowiek ma naturalny instynkt kierujący go do prawdy rzeczy, nieodłączną skłonność do prawdy, dobra i piękna. Ludzie jednak mają wolność i mogą dokonywać rzeczywistych wyborów, wyborów, które rozum może nam ukazywać jako decyzje polegające na rozróżnianiu tego, co jest obiektywnie dobre, i tego, co jest obiektywnie złe, tego, co jest szlachetne, i tego, co jest podłe. Redukowanie tych wyborów - jak to czynił komunizm - w taki sposób, aby stanowiły wyraz interesów klasowych albo innych sił gospodarczych, oznacza odczłowieczanie osoby ludzkiej. I tak jak komunizm źle rozumiał ludzką godność i ludzką wolność, tak źle rozumiał również ludzką wspólnotę i społeczeństwo. Komunistyczną kulturę kłamstwa i tworzone przez nią toksyczne relacje społeczne dobrze ujmował znany żart z tamtego okresu: "Sekretarz partii: "Ile jest 2 + 2?". Polski robotnik: "A ile ma być?"". Komunizm nie był po prostu błędny; był sprzeczny z naturą. Głosił fałszywy humanizm, ponieważ ludzie mogą być wolni jedynie wówczas, gdy żyją w prawdzie o sobie, o swoich wspólnotach i o swoim przeznaczeniu. Prawda na temat osoby ludzkiej była zatem najpotężniejszym orężem sprzeciwu, jakiego można było użyć - szczególnie w sytuacji kiedy rzecznicy kłamstwa mieli monopol na inne formy władzy63.
Praca Karola Wojtyły jako filozofa krzyżowała się z jego powołaniem jako kapłana. Nadal przyciągał młodych ludzi, a jego doświadczenie pomagania studentom i przyjaciołom w przygotowywaniu się do podjęcia obowiązków małżeńskich i rodzicielskich wkrótce poprowadziło go ku poważnej refleksji na temat innego aspektu ludzkiej wolności: wolności do kochania. Tysiące godzin spędzonych w konfesjonale i na posłudze kierownika duchowego przekonały go, że wpisane w naszą naturę istot płciowych poszukiwanie miłości jest również poszukiwaniem czystej miłości, miłości, która wyraża się w darze z siebie dla drugiej osoby oraz w przyjęciu tej osoby jako daru. Dawanie albo używanie: taka jest zasadnicza możliwość wyboru w miłości płciowej (a nawet w każdej innej postaci relacji międzyludzkich). Tak więc filozoficzne refleksje Wojtyły dotyczące etyki, jego doświadczenie duszpasterskie i przekonania na temat sposobu działania Boga w świecie zbiegały się w idei, którą nazwał "prawem daru": prawdę na temat ludzkiej wolności odnajduje się w dobrowolnym darze z siebie dla innych, a w małżeństwie - w dobrowolnym przyjęciu daru z siebie ofiarowanego przez małżonka64. To przekonanie, któremu pełniejszy wyraz dał w swojej pierwszej książce, Miłość i odpowiedzialność, rzuciło nowe światło na klasyczną chrześcijańską etykę seksualną, nadając nauczaniu Kościoła na temat seksualności, małżeństwa i odpowiedzialnego planowania rodziny nowy, wszechstronnie humanistyczny charakter65.
W tym aspekcie refleksja i działanie Wojtyły również były formą kontrkulturowego sprzeciwu wobec komunistycznej kultury kłamstwa. Liberalne prawo aborcyjne, hufce pracy, które zachęcały do doświadczeń seksualnych, godziny pracy, które oddzielały mężów od żon, a rodziców od dzieci - wszystko to było narzędziami komunistycznej kampanii przeciwko tradycyjnej polskiej kulturze oraz przeciwko Kościołowi i jego nauczaniu moralnemu. Działalność Wojtyły w dziedzinie małżeństwa i rodziny stanowiła dla reżimu wyzwanie do walki na polu, które wyznaczały takie pytania: Czyje rozumienie wolności jest bardziej ludzkie? Kto poważniej podchodzi do zdolności moralnych naszych obywateli? Kto traktuje ich jak ludzi dorosłych, zdolnych do podejmowania dojrzałych decyzji, a kto traktuje ich jak dzieci, składające się z samych pożądań?66
Okres KUL-owski w życiu Karola Wojtyły, podczas którego kontynuował intensywny program pracy duszpasterskiej w Krakowie, był czasem intelektualnego i duszpasterskiego dojrzewania. Młody człowiek, który kiedyś wyobrażał sobie swoje dorosłe życie jako połączenie pracy w teatrze i kariery uniwersyteckiej, znajdował udaną równowagę w połączeniu posługi kapłańskiej i działalności intelektualnej, a oba te zajęcia karmiły jego nieustającą twórczość literacką na polu poezji i dramatu. Zbliżając się do czterdziestki, miał na pozór ustalony wzór na dalsze życie. Czekały go jednak zmiany - związane zwłaszcza ze zmieniającą się dynamiką ciągłej walki między Kościołem katolickim a polskim reżimem komunistycznym.
Jakby odwilż
Śmierć Stalina w marcu 1953 roku rozpętała walkę o władzę w ZSRR. Jedną z jej pierwszych ofiar był obmierzły szef NKWD Ławrientij Beria, sadystyczny drapieżca seksualny, zgładzony w grudniu tego samego roku. Potępienie przez Nikitę Chruszczowa potworności dokonanych przez Stalina i kultu jednostki podczas lutowego zjazdu KPZR w roku 1956 wstrząsnęło całym blokiem sowieckim. Przywódca polskiej partii komunistycznej Bolesław Bierut, zagorzały stalinowiec, doznał po przemówieniu Chruszczowa takiego szoku, że parę tygodni później zmarł na zawał serca. Na Węgrzech zaczęło narastać niezadowolenie społeczne, aż nastroje osiągnęły temperaturę wrzenia, co dało początek rewolucji węgierskiej 1956 roku. Była to przedwczesna próba samodzielnego wyzwolenia, która ostatecznie została zdławiona przy użyciu sowieckich czołgów, pozostawiła jednak trwałą bliznę w postaci antyzachodniej i antykatolickiej paranoi u budapeszteńskiego rezydenta KGB Jurija Andropowa, wstrząśniętego buntem robotników przeciwko państwu robotników. Jeszcze zanim nieudana węgierska rewolta przykuła uwagę świata, niepokoje ogarnęły Polskę: demonstracje w Poznaniu w czasie czerwcowego strajku generalnego w 1956 roku zostały stłumione z użyciem czołgów na rozkaz marszałka Konstantego Rokossowskiego, wywodzącego się z Armii Czerwonej ministra obrony narodowej PRL. Moskwa żądała represji, sowieckie wojska były gotowe do inwazji, a sowieckie okręty wojenne krążyły groźnie w pobliżu polskiego wybrzeża Bałtyku. W tej sytuacji nowy polski komunistyczny przywódca Władysław Gomułka (sam zrehabilitowany w postalinowskim wrzeniu) uznał, że poza sowiecką inwazją - której jako komunista do szpiku kości, lecz jednocześnie polski patriota desperacko starał się uniknąć - nastroje uspokoić może tylko jeden człowiek: kardynał Stefan Wyszyński.
Gomułka zaprosił więc prymasa do powrotu z internowania do Warszawy i do publicznego podjęcia na nowo obowiązków. Wyszyński postawił twarde warunki: dekret z roku 1953, który wywołał Non possumus!, musi zostać uchylony, musi zostać stworzona stała komisja mieszana przedstawicieli rządu i Kościoła, biskup Kaczmarek ma zostać zwolniony z więzienia, a inni biskupi mają otrzymać zgodę na powrót do swoich diecezji, mają zostać zniesione ograniczenia dławiące prasę katolicką, przywrócone mają zostać normalne zasady rządzenia Kościołem. Gomułka zgodził się na warunki Wyszyńskiego i pod koniec 1956 roku zostały one spełnione: arcybiskup Baziak wrócił do Krakowa, a "Tygodnik Powszechny" znów był redagowany przez Jerzego Turowicza, a nie przez kolaborantów67. Poza tym zezwolono na nieobowiązkowe lekcje religii w szkołach, przywrócono posługę kapelanów więziennych i szpitalnych, zatwierdzono Kluby Inteligencji Katolickiej i umożliwiono powstanie niewielkiej grupy sejmowej posłów katolickich.
Sytuacja się poprawiła, ale daleko jej było do normalności. Reżim uparcie odmawiał zezwoleń na budowę nowych kościołów, co prowadziło do takich sytuacji, że parafianie ukrywali w domach materiały budowlane, montowali je tam w większe części, po czym w ciągu jednej nocy wznosili całe kościoły, stawiając państwo przed faktem dokonanym. Łamano umowę dotyczącą nauki religii w szkołach państwowych (a innych nie było), wobec czego Kościół tworzył tysiące sal katechetycznych. Podniesiono księżom podatki, biskupi zaś polecali swoim kapłanom, by ich nie płacili. Zakonnikom i zakonnicom zakazywano katechizowania, ale te polecenia były ignorowane.
Równolegle z tą prowadzoną codziennie w całej Polsce walką komuniści wzmagali wysiłki w celu przeniknięcia do wnętrza Kościoła i pokrzyżowania mu planów. W roku 1956 kierownictwo partii było niezmiernie zaniepokojone zakresem władzy aparatu bezpieczeństwa wewnętrznego. Tajna policja była zbyt niezależna i mogła zwrócić się przeciwko tym, którzy teoretycznie byli jej politycznymi zwierzchnikami. W dodatku pod koniec września 1954 roku wyszło na jaw, że jeden z wyższych oficerów służb bezpieczeństwa, Józef Światło, uciekł na Zachód. Światło został następnie komentatorem Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa, za której pośrednictwem przekazywał bezprecedensowe szczegóły na temat brutalności tajnej policji oraz charakteru swoich byłych kolegów: opisywał ich jako zdeprawowaną klikę, wprowadzającą podziały i za cel stawiającą sobie walkę o władzę68. W tej sytuacji działalność tajnej policji została poddana dużo ściślejszej kontroli partyjnej, Komitet do spraw Bezpieczeństwa Publicznego (następca Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego) w nowo powstałych strukturach Ministerstwa Spraw Wewnętrznych przyjął nazwę Służba Bezpieczeństwa (wszyscy mówili o niej po prostu SB), ponadto gruntownie zrewidowano metody i sposoby działania - dotyczyło to także działań przeciwko Kościołowi. Rewizja ta, dokonana na początku okresu, który wydawał się z pozoru odwilżą, wypływała z wniosku, że brutalne metody z przeszłości nie okazały się skuteczne: nawet ci duchowni, którzy podpisali zgodę na współpracę z tajną policją, dostarczali mało wiarygodnych informacji - raczej ploteczek niż konkretów. Tak więc SB postanowiła, że lepiej będzie wypróbować bardziej subtelne metody: wykorzystać niezadowolenie duchownych i świeckich z powodu surowego stylu rządzenia Kościołem uprawianego przez kardynała Wyszyńskiego, w stosunku do mających ambicje intelektualne księży zastosować przynętę w postaci paszportów na studia zagraniczne lub w postaci możliwości publikacji, użyć bodźca finansowego wobec słabo zarabiających pracowników Kościoła, wciągając ich na listę płac tajnej policji.
Te nowe metody werbunku odniosły pewien sukces. "Ares", wieloletni pracownik "Tygodnika Powszechnego", był na usługach SB przez prawie ćwierć wieku, donosząc na temat sytuacji finansowej krakowskiej kurii, antyrządowych uwag czynionych przez zatrudnionych tam księży i przekazując miejscowe plotki kościelne. "Erski", inny świecki szpieg, który otrzymywał regularne wynagrodzenie od SB, instalował podsłuch w pomieszczeniach "Tygodnika Powszechnego" i udostępniał esbekom klucze do redakcji w celu prowadzenia tajnych przeszukań w siedzibie pisma69.
A poza tym było jeszcze zwyczajne nękanie. W roku 1956 ksiądz Karol Wojtyła został zaproszony przez władze na spotkanie, które okazało się dość nudną, a nawet banalną rozmową o jego działalności akademickiej w Krakowie (gdzie wykładał w seminarium) i Lublinie. Próby wciągnięcia młodego wykładowcy w dyskusje polityczne spełzły na niczym, co poświadczają akta SB zawierające sprawozdanie z tej rozmowy70.
Gomułkowska "odwilż" doprowadziła do okresu w dziejach polskiego komunizmu, który historycy opisują jako "dojrzały". Od masowych mordów z lat 1945-1947 minęło dziesięć lat. Skończył się "brutalny, nie skrywany nacisk na wszystkie warstwy i grupy społeczne "pełnego stalinizmu""71. Marszałek Rokossowski i większość pozostałych oficerów Armii Czerwonej służących w polskich siłach zbrojnych wrócili do ZSRR, kardynał Wyszyński ponownie zasiadł na stolicy prymasowskiej, a Gomułka wykazał się wystarczającym talentem politycznym i elastycznością, by zapobiec powtórzeniu się w Polsce węgierskiej rewolty, która doprowadziła do drakońskich represji w tym nieszczęsnym kraju. Duszny świat kultury "socrealizmu" popękał i legł w gruzach: można było drukować zakazane dawniej książki, wyświetlać zachodnie filmy, tolerowano sztukę awangardy, a Polska stała się "najweselszym barakiem w obozie"72. Wciąż jednak był to obóz, a reżim nadal zdecydowanie dążył do tego, by zmusić Kościół do posłuszeństwa, odrywając równocześnie naród od jego tradycyjnej religijności. Wstępne gambity zostały już rozegrane. Teraz zaczęła się nowa, bardziej subtelna, a pod pewnymi względami bardziej niebezpieczna faza tej wojny.