Kręgi rewolucji. Rok 1917 w Rosji - Opracowanie zbiorowe

Kup ebooka

15.00 zł
12.45 zł (12,75 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać
?

Rewolucja rosyjska i jej kręgi

Przeze mnie wchodzisz do grodu strapienia.

Przeze mnie wchodzisz do wiecznej boleści.

Przeze mnie wchodzisz między lud zgubiony!

Tak w późnośredniowiecznej wizji Dantego Alighieri piekło witało występne dusze, skazane na wiekuiste potępienie. Sam poeta - a w zasadzie jego alter ego - gdy przestąpił był wrota piekielnych czeluści, zwiedzał poszczególne kręgi diabelskiego królestwa, tak je opisując:

Tutaj wzdychania, szlochania i wycia,

W gwiazd pozbawionym powietrzu się lęgły,

Że już na wstępie zalałem się łzami.

Różne języki i okropne mowy,

Jęki boleści i gniewu wykrzyki,

Grzmiące i chrypłe głosy, rąk klaskania -

Sprawiały zamęt straszliwy i ciągły.

Podobne wrażenia mogło mieć po 1917 roku wielu niegdysiejszych poddanych Cesarstwa Rosyjskiego - elit państwa, które po rewolucji 1905 roku i reformach premiera Stołypina nie tylko zaczęło się lepiej rozwijać pod względem gospodarczym, ale i, w odczuciach wielu, obrało drogę powolnego zbliżenia do dominującego w Europie modelu ustrojowego. Jednakże, począwszy od roku 1914, przeciętny moskiewski kupiec, petersburski urzędnik, ziemianin spod Tambowa czy mnich z Ławry Pieczerskiej mieli przeżyć - i to w ciągu zaledwie kilku lat - szereg wstrząsów, z których każdy stanowił wydarzenie przełomowe dla Rosji. Najpierw nastała wojna z państwami centralnymi i jej konsekwencje: straty ludnościowe, pogorszenie sytuacji gospodarczej oraz aprowizacyjnej. Potem obalono cara, a po ośmiu miesiącach, w wyniku zamachu stanu przeprowadzonego przez bolszewików, władzę stracił również deklarujący chęć budowy państwa demokratycznego Rząd Tymczasowy. W Rosji rozpoczęła się wojna domowa, a państwo utraciło znaczną część swego obszaru na rzecz Niemiec i organizujących się tam państw narodowych. Jednocześnie bolszewicy rozpoczęli realizację swoich rewolucyjnych postulatów w gospodarce - co pociągało za sobą również radykalne zmiany społeczne i prawne. Wreszcie wojnie domowej między czerwonymi a białymi towarzyszył krwawy terror, który nie oszczędził prawie nikogo. Linie podziału w wewnętrznym konflikcie przebiegały niejednokrotnie pomiędzy członkami jednej rodziny. Dość wspomnieć gen. Piotra Machrowa, walczącego po stronie gen. Antona Denikina, i jego brata Nikołaja, dowodzącego z kolei bolszewicką brygadą 28. Dywizji Strzelców, którym walka po stronie dwóch wrogich obozów nie przeszkadzała w próbach podtrzymywania więzi rodzinnych[1]. Niemniej rosyjska rewolucja - rozpoczęta w 1917 roku - przyniosła większości reprezentantów dotychczasowej elity pauperyzację i utratę osiąganej przez wiele pokoleń pozycji społecznej, a często również emigrację bądź śmierć. Trudno się dziwić, że wielu Rosjan miało wrażenie, iż trafiwszy do piekła, spadają w coraz to niższe jego kręgi.

Inną perspektywę mogły prezentować osoby, które skorzystały z rewolucji - elektorat bolszewików, a więc zasadniczo robotnicy, chłopi, szczególnie ci biedniejsi, czy drobni rzemieślnicy - zwłaszcza jeśli przeżyły okres terroru. Dla nich rewolucja stworzyła szansę, której w normalnych warunkach nigdy by pewnie nie uzyskali, szansę na radykalną poprawę ich pozycji ekonomicznej i społecznej. To z nich rekrutowało się gros aparatu partyjnego, w tym wszyscy liderzy państwa sowieckiego w poststalinowskiej epoce. Wystarczy prześledzić tylko biografie Gieorgija Malenkowa, Nikity Chruszczowa, Leonida Breżniewa, Jurija Andropowa, Konstantina Czernienki czy Michaiła Gorbaczowa - wszyscy oni wywodzili się z rodzin robotniczych lub chłopskich.

Jeszcze inne spojrzenie na wydarzenia roku 1917 i kolejnych mają zaś przedstawiciele narodów, którym rewolucja pomogła w uzyskaniu bądź odzyskaniu własnych państwowości - np. Polacy lub Finowie, czy też - gdy państwowość nie przetrwała, przyśpieszyła procesy narodowotwórcze, jak stało się to np. udziałem Ukraińców. Niezależnie od ich własnych działań jest rzeczą niepodważalną, iż bez zapaści politycznej Rosji, która nastąpiła po rewolucji, przebieg procesu odzyskiwania lub uzyskiwania przez te narody własnych państw byłby inny, a urzeczywistnienie celów ruchów narodowych - trudniejsze. Jak bardzo rewolucja na to wpłynęła, odpowiedzieć nie sposób - historia alternatywna nie jest nauką, brakuje jej narzędzi analitycznych, pozwalających w sposób empiryczny oszacować poziom oddziaływania tego czynnika. Było ono jednak niewątpliwe.

A świat zewnętrzny? Zachód? Dojście do władzy zwolenników komunistycznej utopii, zamierzających wprowadzać ją przy pomocy totalitarnych metod, było dla niego szokiem. O ile Niemcy i Austro-Węgry uczyniły z tego stosowny użytek, wykorzystując rewolucyjny chaos do zwycięskiego zakończenia wojny z Rosją - a zarazem do zepchnięcia jej w granice siedemnastowiecznego Carstwa Moskiewskiego - to dla państw Ententy rewolucja oznaczała utratę sojusznika wojskowego i potężny problem wewnętrzny. Na ich stanowisko i politykę oddziaływała obawa przed niemożnością odniesienia zwycięstwa nad państwami centralnymi oraz rozprzestrzenieniem się "zarazy bolszewickiej" na inne kraje europejskie. Bolszewicy zaś - jak się zdaje - ten lęk umiejętnie podgrzewali, świadomie naruszając ówczesne konwenanse dyplomatyczne i podejmując działania ostentacyjnie demonstrujące "nieobliczalność" ich rządu w celu uzyskania określonych korzyści politycznych. "Trzeba popularyzować - pisał Lew Trocki do Lwa Kamieniewa 23 października 1918 roku, w przeddzień pierwszej rocznicy rewolucji październikowej - w kraju postać Wilsona. Proponuję podczas uroczystości 7 listopada nie zapomnieć o Wilsonie, Lloydzie George'u, Mikado, Clemenceau i reszсie. Myślę, że dobrze by było spalić na placach kukłę Wilsona i puścić [informację o tym] przez radio po całym świecie. Na demokratycznej amerykańskiej swołoczy taki rytuał może wywrzeć wrażenie"[2].

Metaforę "kręgów rewolucji" można jednak odczytać, nie tylko nawiązując do dzieła średniowiecznego włoskiego poety. Rewolucja miała swój wymiar geograficzny. Jako pierwszy krąg jej oddziaływania możemy wskazać terytoria Cesarstwa Rosyjskiego. W ich ramach wyróżnilibyśmy - jako drugi krąg - te obszary, które zamieszkiwały narody dążące do utworzenia bądź odrodzenia dawnych organizmów państwowych. Trzecim kręgiem będą kraje Europy Środkowej, które nie wchodziły w skład Rosji przedrewolucyjnej. Wreszcie, do czwartego kręgu należałyby państwa Europy Zachodniej. O tych, z pewnością nie wszystkich, kręgach rewolucji traktują teksty opublikowane w tej książce.

***

Jedna rzecz wydaje się niezaprzeczalna i niepodważalna - rewolucja odnosi się do wydarzeń epokowych, które wywarły niewymierny wpływ na losy nie tylko państwa rosyjskiego oraz narodów i ludów je zamieszkujących, ale bez mała całej ludzkości. W końcu próba budowy komunistycznej utopii, przy równoczesnej powolnej, acz konsekwentnej ekspansji terytorialnej, przeszczepiania na bagnetach Armii Czerwonej sowieckich wzorców ustrojowych oraz rywalizacji ideologicznej ze starym - już to imperialistycznym, już to kapitalistycznym - światem angażowały uwagę w mniejszym czy większym stopniu całego globu. Wprawdzie sam system sowiecki pod koniec lat osiemdziesiątych uległ implozji, a stworzona przez bolszewików państwowość rozpadła się ostatecznie w 1991 roku, jednak siedemdziesiąt parę lat rządów Lenina i jego następców oddziałuje po dziś dzień - politycznie i mentalnie - na wszystkie te państwa i narody, które doświadczyły ich władzy, oraz te, które utrzymywały z nimi relacje - a więc de facto na wszystkie.

Nie może dziwić, że o skutkach rosyjskiej rewolucji, w tym zwłaszcza o komunizmie, nie dyskutuje się jedynie w gronie profesjonalnych historyków, ale i w kręgach intelektualistów, polityków i, w ogóle, opinii publicznej. Dla nagłośnienia efektów tych debat okrągłe rocznice nadają się wspaniale. Badacze z reguły nie potrafią oprzeć się pokusie, by przy takich okazjach rozpropagować swoje kompetencje badawcze. Instytucje naukowe pragną zaś poprawić swoją rozpoznawalność i reputację, podsumowując dotychczasowe ustalenia historyków, a często również prezentując oryginalną, autorską ich interpretację lub też przedstawiając wyniki własnych badań, poszerzających dotychczasową wiedzę. W przypadku rewolucji rosyjskich liczba publikacji poświęconych temu zagadnieniu przyrastała istotnie wraz z kolejnymi rocznicami. Dzisiaj, po stu latach, bez trudu mogłaby powstać osobna biblioteka gromadząca wszystkie artykuły, dokumenty, dzienniki, książki, raporty i wspomnienia dotyczące wydarzeń, które w latach 1914-1922 rozegrały się na rozległych przestrzeniach rosyjskiego imperium i tego, co po nim pozostało.

Szczególny rozkwit literatury sowietologicznej przypadł na okres zimnowojennej rywalizacji. Konflikt dwóch supermocarstw generował na Zachodzie ogromne zapotrzebowanie na pozycje dotyczące państwa komunistycznego. Jednakże o Rosji i Związku Sowieckim pisano nie tylko na Zachodzie.

Globalna znajomość dorobku przedwojennych polskich sowietologów, nie mówiąc już o jego recepcji, jest znikoma. A przecież poglądy tych zachodnich badaczy totalitaryzmu czy dziejów Związku Sowieckiego, którzy nie skrywali swojego negatywnego stosunku do przedmiotu badań - wymieńmy choćby tak znane osoby jak Zbigniew Brzeziński czy Richard Pipes - były w dużej mierze ideową kontynuacją, a także poszerzeniem głównych tez i przekonań badaczy pochodzących z krajów położonych na zachód od ZSRR. Tych, które w wyniku II wojny światowej znalazły się za żelazną kurtyną. Nieznajomość dorobku przedwojennych polskich sowietologów na świecie nie wynika bynajmniej z niewielkiej wartości naukowej tych prac, ale z czynników pozamerytorycznych. Większość tekstów nie powstała w językach kongresowych (francuski, niemiecki bądź angielski) lub nigdy nie została na nie przełożona. Co więcej, ponad czterdzieści lat sowieckiej dominacji nad Europą Środkową i Wschodnią utrudniało, a najczęściej wręcz uniemożliwiało, swobodną dyskusję, wolne od cenzury pisarstwo historyczne oraz wymianę poglądów z kolegami po fachu zza żelaznej kurtyny.

To w Polsce do czasu agresji Niemiec oraz Związku Sowieckiego w 1939 roku ukazała się ogromna liczba tekstów poświęconych ZSRR, począwszy od broszur, artykułów w gazetach, czasopism, reportaży z podróży, skończywszy na książkach naukowych. Marek Kornat - jeden z najlepszych znawców tego zagadnienia - w swojej pracy uwzględnił około tysiąca z nich[3]. Pisarze Jan Parandowski (1895-1978) czy Antoni Słonimski (1895-1976), krytyk literacki Rafał Blüth (1891-1939), prawnik Wiktor Sukiennicki (1901-1983), historyk Jan Kucharzewski (1876-1952), badacz historii idei Marian Zdziechowski (1861-1938), historyk filozofii Bogumił Jasinowski (1883-1969), historyk prawa Konstanty Grzybowski (1901-1970), ekonomista Stanisław Swianiewicz (1899-1997) czy socjolog Ludwik Kulczycki (1866-1941) - to tylko niektóre z nazwisk pisarzy, dziennikarzy, badaczy, którzy do 1939 roku opublikowali teksty poświęcone ustrojowi państwa sowieckiego, sytuacji ekonomicznej w ZSRR, przemianom społecznym, czystkom stalinowskim czy ideom bolszewickim. Część z nich pracowała w wyspecjalizowanej instytucji analitycznej, badającej Związek Sowiecki - istniejącym w latach 1930-1939 Instytucie Naukowo-Badawczym Europy Wschodniej w Wilnie[4].

Większość tych badaczy - niezależnie od ich poglądów i sympatii politycznych - była zgodna w jednej zasadniczej kwestii: w uznaniu przemożnego wpływu uwarunkowanej historią rosyjskiej kultury politycznej i mentalności, odmiennej od zachodniej, na przemiany w Rosji. Z tej diagnozy wypływały zazwyczaj kolejne wnioski: o ogromnych trudnościach w budowie demokracji na wzór europejski lub też we wdrożeniu reform i budowie komunizmu wedle recepty Marksa i Engelsa, bądź też całkowitej niemożności takich scenariuszy. Podkreślano, że zarówno Rząd Tymczasowy, jak i bolszewicka Rada Komisarzy Ludowych musiały uwzględniać w swojej działalności uwarunkowania pozostałe w spadku po Cesarstwie, a więc anomię społeczną, minimalne uczestnictwo w życiu politycznym kraju do 1917 roku przeważającej większości ludności albo jego brak, a także policyjny charakter Rosji carskiej.

Polscy badacze znani byli również z niechęci do Rosji bolszewickiej i ZSRR i z ich potępiania z punktu widzenia moralnego - czym zresztą nie odróżniali się od polskiej opinii publicznej. Poniższy krótki, emocjonalny opis Parandowskiego wydaje się dobrą ilustracją tego, co - niezależnie od analitycznego języka - odczuwała większość przedstawicieli pokolenia obserwującego na bieżąco przemiany w Rosji: "Pod ich rządami zginęło wszystko, co stanowiło myśl i wykwint życia. Po dwóch latach ich władzy pozostało społeczeństwo znękane głodem, ogłupione terrorem, niezdolne do wydajnej pracy na jakimkolwiek polu, moralnie upadłe. W szerokich masach znikła chęć do pracy i poczucie obowiązku. Ci ludzie inteligentni, którzy z łaski bolszewików pozostali przy życiu, stoją wobec ruiny swych wierzeń w postęp ludzkości. Na długie lata naród rosyjski, pozbawiony ludzi, którzy myśleli i czuli wysoko i szlachetnie, zanurzy się w czysto zwierzęcym życiu, polegającym na szukaniu żywności i rozkoszy"[5].

W nauce zachodniej z kolei ZSRR stał się przedmiotem intensywnych badań pod wpływem zimnej wojny. Już w latach pięćdziesiątych wyszły pierwsze znaczące studia: How Russia is Ruled Merle'a Fainsoda[6] czy pierwsze trzy tomy, poświęcone rewolucji, czternastotomowej A History of Soviet Russia Edwarda Halletta Carra[7]. Pojawianiu się coraz to nowych interpretacji tego, co zdarzyło się w roku 1917 - a więc studiom nad rosyjską rewolucją - w sposób szczególny sprzyjała perspektywa rocznicowego roku 1967. Ukazała się wówczas książka Isaaca Deutschera (1907-1967), nota bene urodzonego w polskim Chrzanowie, wówczas w granicach Cesarstwa Austriackiego, pod znamiennym tytułem The Unfinished Revolution: Russia 1917-1967[8]. Richard Pipes (1923-2018), urodzony z kolei w Cieszynie, zorganizował wówczas konferencję, na której głos zabrali tacy specjaliści jak: Isaiah Berlin (1909-1997), Edward Hallett Carr (1892-1982), George Kennan (1904-2005), Leonard Schapiro (1908-1983) czy Hannah Arendt (1906-1975)[9]. Tuż przed 1967 rokiem w "East Slavic Review" ukazały się dwa bardzo ważne teksty Leopolda Haimsona (1927-2010), które stały się inspiracją dla wielu badaczy rewolucji rosyjskiej[10].

Rozpad Związku Sowieckiego w 1991 roku i otwarcie tamtejszych archiwów dały nowe możliwości badawcze. Prace poświęcone temu, w jaki sposób rewolucja przebiegała na prowincji, zmieniły w istotny sposób postrzeganie roku 1917. Przede wszystkim Peter Holquist i Aaron Retish, analizując kolejno przypadek terytoriów zamieszkanych przez Kozaków dońskich oraz guberni wiackiej, przekonująco pokazali, że w odniesieniu do wielu procesów - przedstawianych dotychczas jako rezultat rewolucji - cezurę czasową należy przesunąć nieco w tył co najmniej do 1914 roku. To I wojna światowa wyzwoliła siły społeczne, np. aktywizację i samoorganizację obywateli rosyjskich na niespotykaną dotychczas skalę, które doprowadziły do przemian w 1917 roku[11].

Drugim nurtem, który szczególnie wyróżnił się na przestrzeni ostatniego ćwierćwiecza, były badania nad historią kulturową rewolucji rosyjskiej, tj. tworzeniem nowych symboli, definiowaniem i redefiniowaniem ich znaczenia, kreacją i destrukcją ikonosfery. Bardzo ważne prace z tego zakresu napisał autor jednego z artykułów zamieszczonych w tym tomie: Boris Kołonicki. Swoje obszerne studia rosyjski badacz poświęcił "językowi", jakim posługiwali się aktorzy na scenie politycznej w 1917 roku, wizerunkowi rodziny carskiej oraz premiera Rządu Tymczasowego Aleksandra Kiereńskiego[12].

Jak zaś przebiegła kolejna okrągła - teraz już setna - rocznica rewolucji rosyjskiej? Okoliczności zewnętrzne uległy radykalnym zmianom - państwo sowieckie bowiem przestało istnieć. Powstała na jego gruzach Federacja Rosyjska w swej polityce historycznej usiłuje pogodzić przekonania ideologicznych zwolenników białych - zwolenników rosyjskiej mocarstwowości i imperializmu, uznającego komunizm za nieszczęście o apokaliptycznych wręcz wymiarach, oraz ludzi żywiących nostalgię za czasami sowieckimi - w praktyce oznaczało to promowanie, dość nieśmiałe, koncepcji "Wielkiej Rewolucji Rosyjskiej" (Wielikoj Rossijskoj Riewolucyi). Szerzej ten problem będzie omówiony w zamieszczonych w niniejszym tomie tekstach.

Oprócz wysiłków władz, aby pogodzić ogień z wodą, potępić rewolucję za rozmontowanie wspaniałego carskiego imperium - a jednocześnie nie narazić się tym, którzy odczuwają nostalgię za czasami ZSRR lub żyli w tradycji kultu Armii Czerwonej i jej walki "za rodinu, za Stalina" - i w Rosji, i poza jej granicami, w najlepszych europejskich i amerykańskich ośrodkach naukowych zajmujących się Rosją i Europą Wschodnią nieustannie prowadzono prace nad nowymi ustaleniami i interpretacjami wydarzeń 1917 roku. Wykorzystywano w tym celu mało dostępne do 1991 archiwa i podejścia badawcze, uwzględniające najnowsze tendencje światowej historiografii. Warto wskazać w tym miejscu prace starszego pokolenia sowietologów, którzy swoją karierę badawczą rozpoczęli w latach sześćdziesiątych, a zwłaszcza siedemdziesiątych XX wieku. Autor jednego z zamieszczonych w tomie artykułów Steve A. Smith opublikował książkę Russia in Revolution. An Empire in Crisis, 1890-1928[13]. Ukazało się czwarte, poprawione wydanie The Russian Revolution autorstwa Sheili Fitzpatrick, której wcześniejsze edycje ukształtowały myślenie wielu badaczy. Mark Steinberg zaprezentował tom pokazujący, jak wygląda rewolucja rosyjska widziana oczami historyka kulturowego[14]. Laura Engelstein w swojej Russia in Flames połączyła perspektywę historii pisanej z góry (politycznej) z tą pisaną od dołu (społecznej)[15]. Catherine Merridale przeprowadziła interesujący eksperyment, weryfikując osobiście trasę słynnego zaplombowanego pociągu, którym Lenin w kwietniu 1917 roku przyjechał do Piotrogrodu[16]. Dominic Lieven z pomocą nowych źródeł spojrzał na Rosję jako aktora wielkiej rozgrywki imperiów toczącej się na początku XX wieku, która w rezultacie stała się jedną z przyczyn 1917 roku[17]. Chyba najbardziej oryginalne spojrzenie zaprezentował jednak Yuri Slezkine, który starał się pokazać losy rewolucji przez pryzmat mieszkańców słynnego domu rządu nad rzeką Moskwą, spośród których - jak wiemy - jedna trzecia została rozstrzelana w czasach wielkiego terroru 1937-1938[18].

***

Z okazji 100. rocznicy rewolucji odbyła się ogromna liczba konferencji i seminariów poświęconych temu zagadnieniu. Taki charakter miała też największa konferencja w Europie Środkowej - zorganizowana przez Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia, polską instytucję publiczną, stworzoną w 2011 roku ustawą Sejmu i mającą podejmować działania sprzyjające lepszemu zrozumieniu Polaków i Rosjan. Jednym z takich działań są badania naukowe dotyczące przeszłości. Podczas dwudniowego spotkania zatytułowanego: Kręgi rewolucji. Rok 1917 w Rosji. Konsekwencje wewnętrzne i międzynarodowe poruszono m.in. takie zagadnienia jak: wpływ polityczny, społeczny, ideowy i kulturowy rewolucji na Europę Środkową i Wschodnią, w tym Polskę, reakcja na rewolucję i jej recepcja w Europie Zachodniej, przebieg wydarzeń na prowincji rosyjskiej oraz na ziemiach współczesnej Ukrainy, Białorusi, Litwy, Łotwy, Estonii i Finlandii, a także funkcjonowanie obrazu rewolucji w pamięci społeczeństw krajów obejmujących prowincje byłego Cesarstwa Rosyjskiego.

To pokłosiem tej konferencji jest oddawana w ręce czytelników książka. Jej pierwsza część z artykułami Marka Kornata, Steve'a S. Smitha i Adama Bosiackiego zawiera refleksje na temat odpowiednio: miejsca rewolucji bolszewickiej w historii powszechnej, zjawiska terroru i historiografii jemu poświęconej oraz koncepcji prawa bolszewików i rewolucji prawnej, nieodzownej części rewolucji rosyjskiej. Druga część mieści studia nad wybranymi wewnątrzpaństwowymi aspektami rosyjskiej rewolucji. Sarah Badcock skupia się na zjawiskach występujących na prowincji rdzennej części Rosji - w obwodzie kazańskim i niżnonowogrodzkim. Petr Kaleta opisuje rewolucję z punktu widzenia jej wpływu na położenie nielicznego ludu Karaimów. Aleksander Smalianczuk zajmuje się w swoim artykule oddziaływaniem rewolucji na białoruski proces narodowotwórczy.

Kolejne dwie części publikacji zawierają teksty poświęcone zewnętrznym aspektom rewolucji rosyjskiej. Lothar Höbelt opisuje reakcję na nią Austro-Węgier. Jan Jacek Bruski oraz Jewgienij Siergiejew zajmują się w swoich tekstach problematyką stosunku do rewolucji Wielkiej Brytanii, z kolei Isabelle Davion oraz Frédéric Dessberg analizują wpływ rewolucji w Rosji na podejście państw zachodnich do jednego z największych problemów dziewiętnastowiecznej Europy - dążeń narodu polskiego do odbudowy swego zniszczonego pod koniec XVIII wieku państwa. Kari Alenius w swej analizie traktuje o wpływie rosyjskiej rewolucji na proces uzyskiwania przez Finlandię niepodległości, a Włodzimierz Borodziej i Maciej Górny przedstawiają studium współzależności między rewolucją w Rosji a społecznymi konfliktami, protestami i strajkami w Europie Środkowej.

Ostatnia część pracy z trzema artykułami autorstwa, odpowiednio, Borisa Kołonickiego i Marii Mackiewicz, Olgi Malinowej oraz Bartłomieja Gajosa jest poświęcona analizie rosyjskiej pamięci historycznej oraz polityki władz rosyjskich po 1991 roku wobec problemu rewolucji. Czyni się to na poziomie zarówno ogólnym - w dwóch pierwszych tekstach, jak i lokalnym, zaprezentowanym w studium Bartłomieja Gajosa.

Książka oddawana teraz w ręce czytelników polskich z nadzieją na życzliwy osąd została po raz pierwszy opublikowana w 2019 roku po angielsku przez wydawnictwo Routledge pod tytułem Circles of the Russian Revolution. Internal and International Consequences of the Year 1917 in Russia. Zawiera wyniki wielu badań nad rosyjską rewolucją, prowadzonych w różnych ośrodkach naukowych Rosji, Europy Środkowej i Zachodniej, a w tym analizy jej międzynarodowych implikacji i oddziaływania na późniejszą historię Europy na poziomie polityki oraz idei. Mamy nadzieję, że wniesie ona do dyskusji o przyczynach, przebiegu i znaczeniu rewolucji szereg ożywczych interpretacji.

Łukasz Adamski, Bartłomiej Gajos

?

MAREK KORNAT

"Spustoszone stulecie"[1].Czy rewolucja bolszewicka nadała oblicze XX wiekowi?

"Historia jest jak rzeka, której brzegi można wytyczyć, ale brutalnym zabiegiem jest przecięcie przepływającego strumienia przyczyn i skutków" - napisał Emanuel Rostworowski w swoim wprowadzeniu do Historii XVIII wieku[2]. Kolejne stulecia mają jednak swoją tożsamość, co je odróżnia, jakoś sytuuje w dziejach powszechnych, a historykowi pozwala uchwycić ich "ducha".

Poszukiwanie przez historyków "idei organizującej" poszczególne stulecia to upodobanie od dawna znane[3]. Wiekowi XVII nadała swoje oblicze wojna religijna w Europie, będąca następstwem dziejowego przewrotu, jaki przyniosła reformacja. Wiek XVIII naznaczył absolutyzm oświecony, chociaż spór historyków o ten termin powraca już od dawna. Stulecie XIX rozwijało się pod znakiem procesów industrializacji i budowania ustrojów liberalno-konstytucyjnych, ale jego duch najbardziej chyba wyraził nacjonalizm jako wielka siła sprawcza zmiany.

Co powiemy o wieku XX? Przyniósł wielką rewolucję techniczną. Stał się sceną pokazową wielkiej konfrontacji największych mocarstw w postaci dwóch wojen światowych. Najbardziej jednak zapisał się w pamięci ludzkości jako epoka totalitaryzmów i ludobójstwa, z Holocaustem jako zbrodnią nad zbrodniami na czele.

Lenin bezspornie jako pierwszy stworzył państwo, które było państwem nowego typu. Obiecując powszechne wyzwolenie, zbudował tyranię o bezprecedensowej sile represyjności. Był to organizm totalitarny. Działał w oparciu o monopartię, masowy terror, ideologiczną mobilizację mas ludzkich, a przede wszystkim miał aspiracje do uniwersalnego panowania.

Wielkie pytanie o to, czy rewolucja bolszewicka zaprogramowała dzieje powszechne minionego stulecia, z pewnością nie jest bezzasadne. W stulecie październikowego przewrotu w Piotrogrodzie warto do niego powrócić - stąd też niniejsze rozważania.

I

Dla historiografii i polityki historycznej komunistów nigdy nie było wątpliwości, że rewolucja Lenina miała charakter dziejowego przełomu. Przyniosła ludzkości wielki krok naprzód. Klasie robotniczej dała perspektywę wyzwolenia.

Jakiekolwiek porównywanie "Wielkiej Socjalistycznej Rewolucji Październikowej" do faszyzmu (niemieckiego czy włoskiego) było i jest dla wyznawców idei komunistycznej prawdziwym bluźnierstwem. Wielkiego zrywu mas ku wolności i równości nie może nic łączyć z tym, co jest ostatnim słowem "gnijącego kapitalizmu".

Odczytanie dziejów XX wieku jako zapisu doświadczeń totalitarnej epoki - inaczej ustawia perspektywę naszego spojrzenia na bolszewizm i jego rolę w historii.

Pierwszym historykiem światowego formatu, który dowodził, że rewolucja bolszewicka była generatorem totalitaryzmów i w ten sposób nadała XX wiekowi jego własne i straszliwe oblicze, był niemiecki profesor Ernst Nolte. Jego książka Der europäische Bürgerkrieg 1917-1945. Nationalsozialismus und Bolschewismus, wydana w roku 1987, a więc na dwa lata przed krachem systemu komunistycznego w Europie, dała nową wizję XX stulecia. Przypominając najzwięźlej jak można główne tezy i argumenty niemieckiego historyka, trzeba podkreślić, że po pierwsze "faszyzm Mussoliniego" postrzegał on jako "reakcję na groźbę włoskiego bolszewizmu, tworzącego się po wojnie według wzorów bolszewizmu rosyjskiego". Zdaniem Noltego "Mussolini, podobnie jak Lenin, wyszedł z ultrarewolucyjnego socjalizmu" i przez to "tym łatwiej było mu naśladować Lenina, by walczyć z nim jego własną bronią". Hitler poszedł tą samą drogą i stworzył niemiecki faszyzm - dużo bardziej radykalny od "mussolinizmu" i w przeciwieństwie do niego tak wybitnie zbrodniczy. Po drugie, autor Der europäische Bürgerkrieg 1917-1945 dochodził do wniosku, że "zwycięstwo rosyjskiego bolszewizmu w październiku 1917 roku można by więc potraktować jako początek łańcucha "reakcji"; włoski faszyzm, następnie zaś nazizm byłyby jedynie odpowiedzią na komunistyczne niebezpieczeństwo, wszelako odpowiedzią w typowym dla komunizmu rewolucyjnym i dyktatorskim stylu"[4]. Po trzecie, Noltemu nie chodziło o żadne usprawiedliwienie czy "rozgrzeszenie" Hitlera za popełnione zbrodnie. Apelował o zrozumienie i wyjaśnienie przeszłości, jakąkolwiek by ona była - w myśl założeń swojej własnej koncepcji "fenomenologii historycznej". Po czwarte, w takim rozumieniu bolszewizm Lenina i Stalina stanowił prawzór totalitaryzmu. "Historia naszej planety nie zna drugiego przykładu tak totalnej władzy" - jak pisał Aleksander Weissberg-Cybulski[5]. Przewrót w Rosji wytworzył jej "matrycę". Nadał jej swoisty kod genetyczny. Tak oto triumf bolszewików w peryferyjnej z perspektywy cywilizacji Zachodu Rosji nadał XX stuleciu jego własne, tragiczne oblicze.

Teoria Noltego zakłada, że między rokiem 1917 a 1945 toczyła się europejska wojna domowa. Komunizm wywołał kontrreakcję. Było nią powstanie faszyzmu i narodowego socjalizmu. O wszystkim przesądził precedens rosyjskiego Października jako dziejowego zwrotu o uniwersalnym oddziaływaniu na oblicze świata.

Tak oto możemy wytłumaczyć dzieje XX stulecia jako dramatu w postaci "reakcji łańcuchowej", zapoczątkowanej w październiku 1917 roku[6]. Jego interpretacja, sprowadzająca się do tezy, iż faszyzm i narodowy socjalizm były odpowiedzią na bolszewizm, jest szeroko znana - także w Polsce. Najbardziej wyostrzona, przez to mocno kontrowersyjna, gwałtownie jest zwalczana przez licznych oponentów. Z zarzutów, jakie wysuwano przeciw Noltemu, najważniejsze i najdalej idące jest oskarżenie o relatywizację zła, jakim było nazistowskie ludobójstwo.

Nolte niezmiennie cieszył się opinią czołowego znawcy faszyzmu. Oskarżany gwałtownie o usiłowanie "uniewinnienia nazizmu", stanowczo bronił swej koncepcji. Najpierw prezentował swoje tezy w głośnym "sporze historyków" w Niemczech (Historikerstreit). Do końca podtrzymywał założenia swojej wizji bolszewizmu jako głównej siły sprawczej dziejowego procesu w epoce totalitaryzmów.

Osiem lat po wystąpieniu Noltego opublikowana została książka francuskiego historyka François Fureta: Le passé d'une illusion. W odróżnieniu od pracy niemieckiego historyka, dzieło Francuza ukazało się w przekładzie polskim: Przeszłość pewnego złudzenia[7].

Furet opisał epokę XX wieku w inny sposób niż Nolte. Twórca Le passé d'une illusion utrzymywał, że między komunizmem a faszyzmem występuje nierozerwalne sprzężenie zwrotne. Bolszewizm stanowił inspirację dla faszystów i nazistów. Faszyzm i narodowy socjalizm nie były jednak tylko reakcją na komunizm. I bolszewizm, i faszyzmy (włoski i niemiecki) to "potencjalne oblicza nowoczesnej demokracji, które wyłaniają się z tej samej historii". W oczach Fureta "ruch faszystowski żywił się antykomunizmem, komunistyczny zaś - antyfaszyzmem, ale oba łączy nienawiść do świata burżuazyjnego"[8].

"Strach przed komunizmem - pisał Furet - dał pożywkę partiom faszystowskim, ale słabością tej interpretacji jest okoliczność, że zaciera ona to, co każdy z reżimów faszystowskich ma endogenicznego (własnego) i specyficznego, na korzyść tego, co oba zwalczają. Elementy kulturowe, które systemy te wykorzystują, tworząc swoją "doktrynę", istniały jeszcze przed I wojną, a zatem poprzedzały rewolucję październikową. Mussolini nie czekał do roku 1917, by dokonać mariażu idei rewolucyjnej i narodowej. Skrajna prawica niemiecka, a właściwie cała prawica, nie potrzebowała komunizmu, by nienawidzić demokracji. Narodowi socjaliści podziwiali Stalina. Zgadzam się, że Hitler żywił szczególną nienawiść do bolszewizmu, ale jako do produktu końcowego demokratycznego świata burżuazji"[9]. W ujęciu francuskiego historyka nie może więc być mowy o jednej przyczynie, jaka zdeterminowała pojawienie się i rozwój faszyzmu oraz narodowego socjalizmu. Sprzeciw wobec liberalnej demokracji odegrał rolę nie mniejszą niż imperatyw walki z komunizmem. W swej "substancji" doktrynalnej faszyzm i narodowy socjalizm mają idee zrodzone przed zdobyciem władzy w Rosji przez Lenina podczas Wielkiej Wojny.

Proklamowane przez komunistyczną rewolucję rosyjską unicestwienie klas posiadających Nolte uznał za kluczowe dla zrozumienia genezy włoskiego faszyzmu i niemieckiego narodowego socjalizmu. I pisał: "Oświęcim nie wynikał jedynie z tradycyjnego antysemityzmu i w swej istocie nie był tylko ludobójstwem - chodziło przede wszystkim o zrodzoną ze strachu reakcję na eksterminacyjne praktyki rewolucji rosyjskiej. Czerwony terror wedle liczby ofiar okazał się daleko gorszy niż biały"[10]. W jednym z listów do Noltego Furet napisał: "Gułag istotnie poprzedzał Oświęcim, ale nie należy w tym fakcie upatrywać związku przyczynowo-skutkowego"[11].

Jak widzimy, w krytyce tez niemieckiego historyka Furet zwrócił się przede wszystkim przeciw jednostronności jego interpretacji. Teoria faszyzmu jako odpowiedzi na bolszewizm "nie sprawdza się, gdy chce się zrozumieć wyjątkowość faszyzmu włoskiego i niemieckiego, a z pewnością nie pokazuje źródeł tych dwóch postaci faszyzmu ani ich cech wspólnych ze znienawidzonym reżimem"[12].

Według autora Przeszłości pewnego złudzenia jedyną metodą badania komunizmu i faszyzmu pozostać musi jednoczesne rozpatrywanie tych ideologii i ruchów totalitarnych "jako dwóch stron ostrego kryzysu liberalnej demokracji, który objawił się w czasie I wojny". Odrzucając "abstrakcyjną demokrację" (liberalną), faszyzm czerpie z ideowego dziedzictwa prawicy, które za wzór stawia "społeczeństwo organiczne". Bolszewizm odrzuca "formalną wolność" w imię "społeczeństwa socjalistycznego" w przyszłości, co jest historycznym marzeniem lewicy.

Europy XX wieku nie da się zrozumieć bez przyjęcia do wiadomości, że "komunista znajduje dla swej wiary pożywkę w antyfaszyzmie, a faszysta - w antykomunizmie. Obaj zaś zwalczają wspólnego wroga, jakim jest burżuazyjna demokracja" - napisze Furet[13]. Antyfaszyzm nadał komunizmowi siłę atrakcyjności. Tak oto "wraz z klęską Hitlera historia zdaje się przyznawać certyfikat demokracji Stalinowi, jak gdyby sam antyfaszyzm był gwarancją wolności. Obsesja antyfaszystowska czyniła, jeśli nie niemożliwym, to w każdym razie arcytrudnym zadaniem analizę systemów komunistycznych"[14]. W ogóle słowo faszyzm zaczęło funkcjonować w języku polityki jako "termin-wytrych" - jak słusznie podniósł Robert Conquest[15]. Słowami Noltego możemy powiedzieć, iż Furet uczynił "ideał komunistyczny" centralną siłą swojej epoki, gdyż stanowił on "najsilniejszą ideologię XX wieku". Francuski historyk nie ograniczył działania komunizmu do Rosji, na której terytorium stał się on ustrojem państwowym, lecz ukazał "uniwersalny urok Października". Wywołał on prawdziwy zachwyt intelektualistów Zachodu - zwłaszcza francuskich. Jak powiedział Maurice Merleau-Ponty, "rewolucyjna przemoc powinna być preferowana, bo w niej jest przyszłość humanizmu"[16]. Tak oto rewolucja bolszewicka poprzez wytworzenie antyfaszyzmu osiągnęła swoje "światowe oddziaływanie". Wypełniło ono XX stulecie. Trwało aż do czasu, kiedy "traci ono swą wewnętrzną siłę i zostaje ostatecznie uznane za to, czym było od początku ze względu na swój utopijny charakter - za "złudzenie"". To jednak nastąpiło w rezultacie długotrwałego procesu delegitymizacji sowieckiego totalitaryzmu w oczach ludzi Zachodu.

"Zniszczenie mitów politycznych jest ponad siły filozofii. Mit jest w pewnym sensie nie do zranienia. Jest nie do zwalczenia przez racjonalne argumenty, nie może być odparty przy pomocy sylogizmów". Te refleksje niemieckiego filozofa Ernsta Cassirera, autora głośnego dzieła Mit państwa (1945) trzeba przypomnieć, rozpatrując fenomen władzy totalitarnej[17]. Są one prawdziwe.

Oczywiście pod piórem Noltego zdobycie władzy przez bolszewików w Rosji urasta do rozmiarów wydarzenia, które wyznacza nową epokę - które kształtuje oblicze wieku. Nie tylko on wszakże przypisywał rewolucji rosyjskiej tak wielką rangę. Kierując się zupełnie innym systemem wartości, Eric Hobsbawm w swoim Wieku skrajności napisał: "Historii Krótkiego Dwudziestego Stulecia nie można zrozumieć bez rewolucji rosyjskiej oraz jej bezpośrednich i pośrednich skutków, choćby dlatego, że okazała się wybawicielką liberalnego kapitalizmu, gdyż umożliwiła Zachodowi zwycięstwo w drugiej wojnie światowej nad hitlerowskimi Niemcami, pobudziła reformy w łonie kapitalizmu i - paradoksalnie, z racji rzekomej odporności Związku Sowieckiego na Wielką Depresję - skłoniła do porzucenia wiary w dogmat wolnego rynku"[18]. W swej wizji "krótkiego stulecia" ("Short Twentieth Century from 1914 to the end of the Soviet era") Hobsbawm sformułował własną teorię "rewolucji światowej", będącej w istocie przedłużeniem rewolucji rosyjskiej. "Krótka historia XX wieku pokrywa się z trwaniem państwa sowieckiego" - twierdził ten brytyjski historyk. Obejmuje ona kilka faz, a więc najpierw epokę międzywojennej konfrontacji między sowieckim komunizmem a liberalnym kapitalizmem, później "tymczasowe i dziwne przymierze" (liberalnego kapitalizmu i komunizmu) - i wreszcie dobę "zimnej wojny".

"(...) gdyby nie rewolucja rosyjska, zapewne najważniejsze wydarzenie XX wieku, najprawdopodobniej nie byłoby narodowego socjalizmu, II wojny światowej i dekolonizacji, a na pewno nie byłoby zimnej wojny, w której cieniu żyliśmy przez długie lata" - pisał w roku 1995 Richard Pipes w eseju Rewolucja rosyjska. Trzy pytania[19].

Pipes dziwił się, iż Karl-Dietrich Bracher w swej rozprawie o ustanowieniu reżimu Hitlera w Niemczech (Die deutsche Diktatur) w ogóle nie wzmiankował nawet o istnieniu Lenina i jego rządach w Rosji[20]. A to on przecież stworzył nowy typ organizacji politycznej. Jego partia stanowiła siłę prekursorską jako instrument ustanowienia rządów totalitarnych. Dziejów totalitaryzmu nie można objaśnić bez odwołania do tego doświadczenia i uwzględnienia jego pierwszeństwa.

Amerykański profesor pozostaje wyraźnym, choć ostrożnym zwolennikiem tezy, iż faszyzm i nazizm powstały jako reakcja na bolszewizm. W jego ujęciu Mussolini i Hitler użyli widma komunizmu do zastraszenia ludności w swoich krajach, by ta zdecydowała się oddać im władzę dyktatorską. Od bolszewików przejęli koncepcję partii "nowego typu". Pipes jest o wiele bardziej powściągliwy w sformułowaniach niż Nolte. Doszedł wszakże do wniosku, iż w systemie, który stworzył Lenin, występowały wszystkie atrybuty totalitaryzmu. Powstała urzędowa "wszechobejmująca ideologia", działała monopartia, zastosowano terror policyjny na skalę masową. Partia bolszewicka sprawowała pełną kontrolę nad środkami komunikacji masowej. Dysponowała armią. Sprawowała centralne sterowanie gospodarką. Teza Pipesa sprowadza się do stwierdzenia, iż siły antydemokratyczne we Włoszech i w Niemczech po I wojnie światowej pozyskały za sprawą eksperymentu bolszewickiego w Rosji model do naśladowania.

Zajmujący stanowisko całkowicie inne niż Hobsbawm Stéphane Courtois również pozostaje przekonany o decydującym znaczeniu rewolucji rosyjskiej dla losów świata w wieku XX. W zakończeniu Czarnej księgi komunizmu pisał, iż Stalin "niewątpliwie z punktu widzenia Historii jest największym politykiem XX wieku, udało mu się bowiem wydźwignąć Związek Sowiecki, niewiele znaczący w roku 1922, do poziomu superpotęgi światowej i na wiele dziesięcioleci narzucić komunizm jako rozwiązanie alternatywne dla kapitalizmu"[21].

Pisząc o różnicach i podobieństwach pomiędzy faszyzmem, nazizmem a bolszewizmem Pipes słusznie przypominał, że zarówno Hitler, jak i Mussolini w prowadzonej walce o władzę używali "widma komunizmu" i okazało się to skuteczne. Trzeba też przypomnieć inne twierdzenie tego historyka - iż w międzywojennej Europie nikt bardziej nie przypominał Lenina niż Mussolini, oczywiście pod względem metod walki politycznej.

W ideologii nazistowskiej przemoc miała służyć urzeczywistnianiu darwinowskiej idei "selekcji naturalnej", zaś w filozofii rewolucjonistów XIX-wiecznych walka klasowa miała doprowadzić do zniesienia podziałów klasowych.

Odnotujmy jeszcze opinię Dana Dinera, historyka, którego książka Zrozumieć stulecie przyniosła cenną panoramę XX wieku, obfitującą w wiele przemyśleń, ale w Polsce jakoś słabo zauważoną. Ów historyk izraelsko-niemiecki hołduje pojęciu "światowa wojna domowa". Rozumie zaś ją jako wielki konflikt ideologiczny, zapoczątkowany przewrotem w Rosji w roku 1917[22].

II

Nolte był przekonany, że druga wojna światowa była logicznym następstwem pierwszej. Wyrasta z jej następstw. Jest kontynuacją zmagań, które zapoczątkował przewrót bolszewicki. Tak Nolte głosił swoją teorię "wojny trzydziestoletniej" w Europie XX wieku, a jej granice ustalał na lata 1917-1945.

"Istnieją znaczące powody, aby postrzegać drugą wojnę światową jako najbardziej radykalną fazę rozwijającej się stopniowo od 1917 roku i z czasem coraz bardziej jawnie uwidaczniającej się "europejskiej wojny domowej". W tym należałoby widzieć najpotężniejszy czynnik sprawczy w "wieloczynnikowym" splocie przyczyn [tej wojny]" - twierdził niemiecki historyk[23].

Oczywiście prawdziwa jest teza, iż "każda wojna jest tylko dalszym ciągiem" innej, wcześniejszej - jak napisał polski eseista Andrzej Bobkowski[24]. Ale zwolennicy teorii europejskiej wojny domowej wyznają, że bolszewizm jako prawzór totalitaryzmu przyniósł przede wszystkim niemające dziejowego precedensu natężenie wrogości ideologicznej. Bolszewizm rzucił wyzwanie całemu ładowi świata, jaki zastał w chwili ujęcia władzy w Rosji.

Zwycięski w Rosji bolszewizm przyniósł światu wojnę światopoglądową, która sprowadzi wojnę eksterminacyjną - wojnę na wyniszczenie.

W koncepcji Noltego trwająca w Europie od 1917 roku "wojna światopoglądowa" znalazła swoje ukoronowanie w 1941 roku w nieznanej wcześniej eskalacji ideologicznej wrogości[25]. Europejska wojna domowa nie jest walką o polityczną przewagę, ale o spełnienie światopoglądu w postaci unicestwienia wroga.

Naśladowanie bolszewizmu przez faszyzm i nazizm nie uchyla ich wrogości, która przynosi śmiertelne zwarcie. Ale ta konfrontacja nie oznacza niemożliwości taktycznych porozumień - które tak wymownie symbolizuje pakt Ribbentrop-Mołotow z 23 sierpnia 1939 roku. "Imitacja i wrogość nie muszą być zresztą nie do pogodzenia. Mussolini naśladuje strategię Lenina, by zwalczyć włoski komunizm; stosunki Hitlera i Stalina dostarczają wielu przykładów wojennego porozumienia"[26].

Świat po roku 1917 nieuchronnie wkroczył w epokę totalitaryzmu, którą różnie konceptualizowano. Jedni pisali o "erze tyranii" (Élie Halévy), inni o epoce "rewolucji antyliberalnej" (Kazimierz Zakrzewski), jeszcze inni o czasach "totalitarnej rewolucji" (Franz Borkenau)[27]. Wszyscy jednak byli wyraźnie przekonani, że jej początki tkwią korzeniami w wydarzeniach w Rosji z 1917 roku.

Komunizm wywołał reakcję, bo rzucił wyzwanie cywilizacji, jaką zastał. Reakcją tą były faszyzm i nazizm. Owa reakcja dokonała się środkami, których pierwsze użycie miało miejsce w Rosji. Taka jest pierwsza koncepcja objaśniająca bieg spraw w XX wieku. Przynosi ona wytłumaczenie pierwszej połowy tego stulecia. Co zatem z drugą?

Tłumaczy to druga koncepcja, odwołująca się również do modelu "reakcji łańcuchowej". Według niej komunizm nie tylko ogłosił się depozytariuszem oświeceniowego dziedzictwa ludzkości, ale też ukazał się jako skuteczne przeciwieństwo faszyzmu. Dając Rosji industrializację i możliwość samodzielnego wytwarzania nowoczesnej broni, sprawił, że wniosła ona walny wkład w pokonanie Hitlera w II wojnie światowej. I tak sowietyzm uzyskał przywilej nadzwyczajny, ujawniając swą atrakcyjność w oczach świata, chociaż był tylko i wyłącznie zbrodniczą tyranią.

W moim przekonaniu między obiema koncepcjami nie ma zasadniczej sprzeczności. One wzajemnie się dopełniają. Dają ogląd XX wieku jako całości.

Pamiętając o tym, że bolszewizm w przemożny sposób oddziaływał na skalę powszechnodziejową, nie sposób zapomnieć, że nie był rosyjską ideą, ale importem z Zachodu[28]. Oczywiście spór o to, czy bolszewizm był wytworem "rosyjskości", trwa od dawna. Jedno wszakże jest bezsporne. W Rosji importowany marksizm wygenerował maksymalizm rewolucyjny, podczas gdy w Niemczech dał przede wszystkim tę formację polityczną, którą stała się socjaldemokracja.

U źródeł bolszewizmu tkwiły rewolucyjne idee europejskiej lewicy, mające rodowód par excellence zachodni. Za Leninem stała więc długa tradycja. Jak pisał Hobsbawm, "bolszewizm wchłonął wszystkie tradycje społeczno-rewolucyjne lub też zepchnął je na margines ruchów radykalnych", jak na przykład anarchizm[29]. Uderzenie w stary porządek - dopowiedzmy - dokonało się w imię utopii ostatecznego wyzwolenia człowieka poprzez położenie kresu jego alienacji. W tym miejscu trudno więc nie sięgnąć po słowa Leszka Kołakowskiego, który kończąc swoje Główne nurty marksizmu, napisał, iż "samoubóstwienie człowieka, któremu marksizm dał filozoficzny wyraz, kończy się tak samo, jak wszystkie, indywidualne i zbiorowe, próby samoubóstwienia: ukazuje się farsowa strona ludzkiej niedoli"[30].

Rosja w XX wieku stała się polem wielkiej, podwójnej lekcji historii - miejscem zwycięstwa totalitarnego eksperymentu, a następnie jego kompromitacji i wewnętrznego rozkładu. W doświadczeniu tym brzmi może jakieś echo wspomnianej na początku tego artykułu przepowiedni Piotra Czaadajewa o dziejowej lekcji, której kiedyś w przyszłości dostarczy światu Rosja. Autor Listu filozoficznego - przypomnijmy - dowodził, iż Rosja jest powołana do udzielenia lekcji pokazowej światu. Jej misją jest dać ludzkości "wielką lekcję pokazową". Lekcją taką stało się bez wątpienia doświadczenie totalitaryzmu, którego Rosja była pierwszą ofiarą i to pozostaje jej tragedią. Mniej więcej to samo powiedział Maksym Gorki w swych cennych Myślach nie na czasie - czyli notatkach z końcowych lat swego życia: "Komisarze ludowi traktują Rosję jak materiał do doświadczeń (...)"[31].

Zastanawiając się nad przyszłością sowieckiej Rosji już w czasach międzywojennych, polski prawnik Antoni Peretiatkowicz powtarzał pytanie francuskiego pisarza politycznego Anatole'a Leroy-Beaulieu, który zastanawiał się, "za jaką cenę, kosztem jakich ofiar kultury i cywilizacji" Rosja "okaże się oryginalną, pokaże światu coś nowego i słowiańskiego"[32]. Nikt wówczas (pod koniec XIX w.) na takie pytanie nie miał możliwości odpowiedzieć. I nadszedł rosyjski Październik. Ale definitywny sąd o bolszewizmie nie był dostępny, zanim eksperyment sowietyzmu nie odszedł do historii.

Już z perspektywy klęski sowieckiego państwa zastanawiał się Martin Malia, "jaki jest wkład Rosji do tego dramatu?", którego stała się sprawcą. Odpowiadał zaś następująco: "Jej rola nie polegała na wypaczeniu eksperymentu, spowodowanego moskiewskim dziedzictwem zacofania gospodarczego i orientalnej despotii, jak chciałyby te teorie historii, które szukają wygodnego kozła ofiarnego. Rolą Rosji było raczej dostarczenie eksperymentowi społecznej tabula rasa, w postaci historycznie słabego, a w dodatku zniszczonego przez nowoczesną wojnę społeczeństwa obywatelskiego"[33]. W ten sposób zabrakło siły równoważącej. Rozwinął się rewolucyjny maksymalizm i doszło do "realizacji fantazji".

Nie będziemy tu podejmować polemiki z opinią Malii - przeciwnika teorii kontynuacji w interpretacji bolszewizmu. Jedno za to jest bezsporne: w oczach rzeczników różnych szkół myślenia o sowietyzmie Rosja stała się wielkim "poligonem doświadczalnym" bezprecedensowego eksperymentu, jaki pojawił się na scenie historii - to sprawa, co do której panowała właściwie pełna zgoda polskich komentatorów tej problematyki. Komunizm w wersji sowieckiej przyniósł zupełną niewolę jednostki - "niewolę duchową i materialną", jak pisał Antoni Peretiatkowicz[34].

Lekcja, którą dała światu Rosja, jest lekcją negatywną - lekcją klęski i samozniszczenia, chociaż zapewne tkwi ziarno prawdy w stwierdzeniu, iż kapitalizm zachodni uległ modyfikacji dzięki istnieniu ZSRR jako odstraszającego przykładu[35].

***

Polski historyk Franciszek Bujak już pod koniec lat trzydziestych XX wieku wyodrębniał dwa źródła "idei totalistycznych". Uważał, że ich stymulatorem "jest niewątpliwie marksizm, który ma na celu zmianę ustroju społecznego świata" oraz wojna światowa, która wstrząsnęła podwalinami dotychczasowego ładu społecznego. Bujak utrzymywał, że "faszyzm włoski i narodowy socjalizm niemiecki oraz pokrewne formacje w innych państwach dla obrony przeciw komunizmowi przeciwstawiły mu dyktaturę naczelnej komendy uzbrojonego stronnictwa (...)". Twierdził, że zwycięstwo faszyzmu dokonało się w warunkach "poczucia zagrożenia dotychczasowego ustroju społecznego i dalszego rozwoju państwa i narodu włoskiego przez komunizm (...)"[36].

Czy więc faszyzm i nazizm były tylko objawem reakcji na sowiecki komunizm, czy może czymś więcej?

Odpowiadając na to pytanie, zauważyć nie sposób, że u podstaw tej interpretacji tkwi często błąd, który wyraża rzymska zasada post hoc ergo propter hoc.

Mając tego świadomość, międzywojenny prawnik polski Wacław Komarnicki słusznie wskazywał w artykule Nowy ustrój Związku Sowietów (1938), że "tendencje komunistyczne" - zagrażające dotychczasowemu ustrojowi społecznemu - "znalazły przeciwnika w postaci faszyzmu we Włoszech, hitleryzmu w Niemczech oraz rozmaitych form państwa autorytatywnego w różnych krajach"[37]. Utrzymywał jednak, że nie da się "totalizmu europejskiego" (faszyzmu, nazizmu) "sprowadzić bez reszty do reakcji antykomunistycznej"[38]. Działały tu różnorodne, złożone przyczyny. Tłumaczenie genezy faszyzmu i hitleryzmu za pomocą tej teorii - bez uwzględnienia innych czynników - jest uproszczeniem. Antykomunizm był ważnym, zapewne niezastąpionym orężem w walce politycznej tak faszyzmu, jak i nazizmu, ale do ich narodzin i zwycięstwa jednak nie wystarczał. Nie był też na pewno jedynym komponentem ideologicznym tych reżimów - a wśród tych komponentów antyliberalizm był czynnikiem może najważniejszym.

Nie da się pojąć genezy faszyzmu i narodowego socjalizmu bez uwzględnienia czynnika walki o przezwyciężenie liberalizmu, postrzeganego jako siła rozkładowa. Filozof związany z tzw. szkołą frankfurcką, Herbert Marcuse, pisał w roku 1934, że dźwignią ruchów totalitarnych była walka z liberalizmem[39].

Perspektywa poznania faszyzmu i narodowego socjalizmu jako przejawów rewolucji antyliberalnej nie powinna być nam obca. Teoria bolszewizmu jako "prawzoru" totalitaryzmu bowiem niewątpliwie nie bierze pod uwagę, że zasadniczym wrogiem, "wrogiem obiektywnym" (by użyć określenia polskiego historyka i prawnika Franciszka Ryszki) był zarówno dla faszystów włoskich, jak i nazistów niemieckich liberalizm[40].

Bliższe niż teza Noltego pozostaje mi przekonanie, że obie strony wzajemnie się od siebie uczyły - Hitler od Lenina i Stalina, a Stalin umiejętnie obserwował poczynania Hitlera. Nie jest - jak się zdaje - przypadkiem to, że czerwcowa "noc długich noży" z 1934 roku w Niemczech wywołała w Moskwie silne wrażenie. Po niej przyszło morderstwo Kirowa w Leningradzie (1 grudnia tego roku).

Wreszcie, pisząc historię XX wieku, nie można pominąć tego czynnika, który w wieku XIX jawił się "zlekceważoną potęgą" - jak pisał Isaiah Berlin[41]. Stał się nią oczywiście nowoczesny nacjonalizm. W klimacie pozytywizmu nabrał on dynamiki. Egoizm narodowy zastąpił romantyczne wizje braterstwa ludów. Niemiecka doktryna Machtpolitik wyrosła jako szczytowy objaw tych tendencji.

W roku 1848, przypomnijmy, pod wrażeniem wydarzeń Wiosny Ludów w Wiedniu, Berlinie i na terenie całej Rzeszy, austriacki poeta Franz Grillparzer stwierdził profetycznie, że proces rozwoju nacjonalizmu poprowadzi Niemcy i Europę na bezdroża. Że wiedzie on od liberalnego humanizmu, zakładającego triumf zasady narodowej, do stworzenia systemu państw narodowych, a w końcu do nowych wojen i zbrodniczych nadużyć nacjonalizmu. Swą tezę wyraził mocnym sformułowaniem: Von Humanität durch Nationalität bis zur Bestialität ("od humanizmu przez nacjonalizm do bestialstwa"). Spełnienie tej przepowiedni nastąpiło w wyniku II wojny światowej w postaci "niemieckiej katastrofy", by posłużyć się słowami Fryderyka Meineckego, który w 1908 roku wypowiedź Grillparzera uczynił mottem do swojej doniosłej książki Weltbürgertum und Nationalstaat[42]. Rzeczywiście bowiem trudno sobie wyobrazić czy to włoski faszyzm, czy niemiecki nazizm bez nacjonalizmu.

Nie należy zapominać jeszcze o jednym.

System sowiecki w wersji stalinowskiej ogłosił się depozytariuszem tradycji Rewolucji Francuskiej z 1789 roku, ale przecież w rzeczywistości był jedną z nowoczesnych tyranii i zniweczył właściwie wszystko, co prowadzić miało do emancypacji człowieka. Przyniósł nawrót do niewolnictwa, obiecując wyzwolenie. Stalinowski terror można by tłumaczyć "logiką rewolucji" i tak czyniono na Zachodzie. Ale przywództwo Stalina, a zwłaszcza jego "spreparowana charyzma" (sformułowanie Bronisława Baczki) są dowodem na to, jak potężną rolę w systemie sowieckim odgrywał czynnik "mitu", a więc czynnik irracjonalny[43]. Przywództwo Stalina w oczach wielu obserwatorów zagranicznych miało cechy imitujące faszyzm, bo przecież stworzono kult wodza, rozdęty do niewyobrażalnych rozmiarów. Jak się zdaje, jako pierwszy bardzo sugestywnie pisał o tym w Polsce już w latach trzydziestych w swych Szkicach o totalitaryzmie socjolog Aleksander Hertz. Przedstawił on teorię "zmilitaryzowanej monopartii" jako fenomenu w dużym stopniu tożsamego z narodowym socjalizmem, faszyzmem i bolszewizmem w wersji stalinowskiej[44].

***

Pytania o to, kiedy narodził się wiek XX, co ukształtowało jego oblicze, stawiano i rozpatrywano już niejeden raz. Stawiali je historycy o bardzo różnych światopoglądach i bardzo odmiennych zapatrywaniach. Wszystkim towarzyszyło pragnienie przekonującego wytłumaczenia genezy reżimów totalitarnych i ich istoty.

We wszystkich teoriach, usiłujących objaśnić fenomen totalitaryzmu za pomocą jednej decydującej przyczyny sprawczej, jest z pewnością sporo prawdy, lecz żadnej z nich nie należy absolutyzować. Dotarcie do "istoty" zjawisk historycznych nie wydaje się możliwe, podobnie jak niemożliwe jest wyjaśnienie procesu historycznego za pomocą jednej wyodrębnionej przyczyny. Tak samo dyskusyjne jest przyjęcie teorii Noltego o "trzydziestoletniej" europejskiej "wojnie domowej", jak i uznanie założenia, iż w następstwach pierwszej wojny światowej zawierały się rozstrzygające przyczyny drugiej. Bo przecież historia nie jest zdeterminowana i to, co nazywamy przypadkiem w dziejach, nie powinno być usunięte poza pole widzenia. Działanie bezosobowych sił społecznych, mas i klas nie znosi i nie przekreśla czynnika woli ludzkiej.

Spór o źródła totalitaryzmu i tym samym o wiek XX, o jego miejsce w historii powszechnej, wciąż trwa. Gorące dyskusje na temat książek Fureta czy Hobsbawma, niemiecki Historikerstreit, a zwłaszcza spory o Czarną księgę komunizmu są tego sugestywnym dowodem. Żadna interpretacja nie będzie zapewne nigdy doskonała. Nie powstanie też przypuszczalnie interpretacja wolna od uwarunkowań światopoglądowych, kształtujących nasze dyspozycje poznawcze. "Nie istnieje coś takiego jak czysta interpretacja historyczna, a historia, którą się pisze, tkwi jeszcze w historii, bierze się z historii, jest produktem nietrwałego ex definitione stosunku między teraźniejszością i przeszłością, spotkaniem cech szczególnych indywidualnego umysłu z olbrzymim polem jego możliwych zakorzenień w przeszłości" - jak pisał François Furet[45].

W zbiorowej pamięci ludzkości wiek XIX jawi się jako epoka spokoju i dobroczynnego postępu. Włoski filozof i pisarz historyczny Guglielmo Ferrero określił wiek XIX - w jego koncepcji rozpoczęty uchwałami kongresu wiedeńskiego - jako stulecie "ciągłego rozwoju"[46]. Francuski historyk dyplomacji Pierre Renouvin poszedł jeszcze dalej i nazwał końcowy okres tego długiego stulecia "apogeum Europy"[47].

Wiek XX pozostanie raczej na trwałe stuleciem dotkliwego i chyba nieodwracalnego regresu Europy, ale też ludobójstwa (z Holocaustem na czele) i totalitaryzmów. Jego granice zamknięte datami 1914-1989 albo 1917-1989 sugestywnie przemawiają do wyobraźni. Trzeba to przyznać, pamiętając jednak, że każdy "sąd historii" ma niemal zawsze "walor względny", jak powiedział Henryk Wereszycki[48]. Bo przecież każde pokolenie pisze historię swego narodu na nowo, na nowo też ogląda wielkie doświadczenia historii powszechnej.

Historiografia polska dzisiaj niewątpliwie cierpi na brak takich ujęć XX stulecia, jakie dali nam Conquest, Hobsbawm, Furet, Nolte, Judt, Snyder czy inni. Niniejszy skromny komentarz do pytania o miejsce rewolucji bolszewickiej w historii powszechnej ma za cel jedynie przypomnieć, iż taka refleksja jest nam potrzebna i powinna zachęcać do rozważań nad wielkimi pytaniami, do których wciąż jeszcze będziemy powracać.

***

Dlaczego prawda o totalitaryzmach jako signum temporis XX wieku jest taka ważna? Aby to zrozumieć, trzeba zauważyć, że powstały dwie wizje tego stulecia.

Pierwsza z nich to koncepcja, która stawia w centrum ideę totalitaryzmu, a jej ojcostwo przyznać trzeba bolszewikom. Historyk niemiecko-izraelski Dan Diner nie przychyla się do tej koncepcji, ale i on w łańcuchu wielkich wydarzeń XX wieku widzi najpierw upadek Rosji, potem wkroczenie Ameryki do wojny z "obietnicą self-government" dla rozmaitych narodów, wielkich i małych, jak mówił Wilson. Tak zbudowano ład wersalski. Wojna polsko-sowiecka nie pozwoliła Sowietom wziąć odwetu za klęski związane z krachem imperium, ale przyniosła naturalne zbliżenie niemiecko-sowieckie. Ono przyniosło nową wojnę światową. W jej zaś trakcie doszedł do skutku alians pomiędzy mocarstwami anglosaskimi i Sowietami[49]. To pozwoliło zatrzymać Hitlera.

Druga z tych wizji głosi, że wiek XX był przede wszystkim "stuleciem Zagłady", jak zatytułował jedną z ostatnich książek Jerzy W. Borejsza[50]. Jeszcze mocniej wyartykułował to stanowisko Tony Judt, pisząc, iż po 1945 roku przyszło wznosić nową Europę "na krematoriach Auschwitz"[51]. W tej perspektywie nie totalitaryzm (w trzech odmianach), lecz Holocaust jest doświadczeniem nadającym dziejową tożsamość XX krótkiemu stuleciu: 1914-1989.

Sprowadzenie XX wieku jako fazy dziejów powszechnych do Zagłady nie może nie wzbudzać sprzeciwu. Takie podejście przesłania cierpienia innych narodów niż żydowski. I dlatego właśnie, wprowadzając formułę "spustoszonego stulecia", zyskujemy możliwość połączenia w niej obydwu wizji. "Spustoszone stulecie" to doba totalitaryzmów i fenomen Zagłady zarazem. To też jest powodem zapożyczenia przez nas od Conquesta jakże trafnego wyrażenia.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
?

Przypisy

Rewolucja rosyjska i jej kręgi

[1] Zob. А. Ганин, Повседневная жизнь генщтабистов при Ленине и Троцком, Москва 2017, s. 21-22.
[2] Telegram L. Trockiego do L. Kamieniewa z 23 października 1918 r., Центральный государственный архив Московской области (ЦГАМО), ф. 66, оп. 1, д. 814, л. 5.
[3] Najpełniejsza bibliografia w: M. Kornat, Bolszewizm - totalitaryzm - rewolucja - Rosja. Początki sowietologii i studiów nad systemami totalitarnymi w Polsce (1918-1939), Kraków 2003-2004, passim.
[4] Więcej zob. idem, Instytut Naukowo-Badawczy Europy Wschodniej w Wilnie (1930-1939) i jego wkład w rozwój polskiej sowietologii, "Kwartalnik Historyczny" 2000, nr 3, s. 43-89. Por. R. Szawłowski, H. Szawłowski, Polish Sovietology 1918/19-1939, "The Polish Review" 1972, nr 17, s. 3-36.
[5] J. Parandowski, Bolszewizm i bolszewicy w Rosji, Lwów 1920, s. 140.
[6] M. Fainsod, How Russia is Ruled, Cambridge, Mass. 1953.
[7] Zob. E.H. Carr, A History of Soviet Russia. The Bolshevik Revolution 1917-1923, t. 1-3, London 1950-1953.
[8] I. Deutscher, The Unfinished Revolution: Russia 1917-1967, Oxford 1967.
[9] Revolutionary Russia, red. R. Pipes, Cambridge, Mass 1968. Por.: R. Pipes, Żyłem. Wspomnienia niezależnego, Warszawa 2004, s. 109.
[10] L. Haimson, The Problem of Social Stability in Urban Russia, 1905-1917 (Part One), "Slavic Review" 1964, t. 23, nr 4, s. 619-642. Idem, The Problem of Social Stability in Urban Russia, 1905-1917 (Part Two), "Slavic Review" 1965, t. 24, nr 1, s. 1-22.
[11] P. Holquist, Making War, Forging Revolution: Russia's Continuum of Crisis, 1914-1921, Cambridge Mass. 2002. A.B. Retish, Russia's peasants in revolution and civil war: Citizenship, identity, and the creation of the Soviet state, 1914-1922, Cambridge UK, New York 2008.
[12] Zob. O. Figes, B. Kolonitskii, Interpreting the Russian Revolution: The language and symbols of 1917, New Haven CT 1999. Б. Колоницкий, "Трагическая эротика". Образы императорской семьи в годы Первой мировой войны, Москва 2010. Б. Колоницкий, "Товарищ Керенский". Антимонархическая революция и формирование культа "вождя народа", Москва 2017.
[13] S.A. Smith, Russia in Revolution. An Empire in Crisis 1890-1928, Oxford 2017.
[14] M.D. Steinberg, The Russian Revolution, 1905-1921, Oxford 2017.
[15] L. Engelstein, Russia in Flames: War, Revolution, Civil War, 1914-1921, Oxford 2018.
[16] C. Merridale, Lenin w pociągu, Kraków 2017.
[17] D. Lieven, W pożogę. Imperium, wojna i koniec carskiej Rosji, Warszawa 2018.
[18] Y. Slezkine, The House of Government: A saga of the Russian Revolution, Princeton, Oxford 2017.

"Spustoszone stulecie"

[1] Zapożyczam to kapitalne określenie od Roberta Conquesta, autora książki, której przekład pojawił się w Polsce przed szesnastu laty: Uwagi o spustoszonym stuleciu, Poznań 2002.
[2] E. Rostworowski, Historia powszechna. Wiek XVIII, Warszawa 1980, s. 7.
[3] Nawiązujemy tu do znanego francuskiego określenia idée organisatrice.
[4] Wszystkie cytaty z tego dialogu czerpiemy z artykułu Przekleństwa chodzą parami. Wielki spór historyków, "Gazeta Wyborcza" z 5-6 grudnia 1998 r.
[5] A. Weissberg-Cybulski, Wielka czystka, Warszawa 1990, s. 549.
[6] E. Nolte, Der europäische Bürgerkrieg 1917-1945. Nationalsozialismus und Bolschewismus, Frankfurt/M. 1989.
[7] Tom Fureta wyszedł w języku francuskim jako La passée d'une illusion, a po polsku w roku 1996. Tłumaczyła M. Ochab i J. Górnicka-Kalinowska (Warszawa 1996).
[8] Przekleństwa chodzą parami...
[9] Ibidem.
[10] Ibidem.
[11] Ibidem.
[12] Ibidem.
[13] Ibidem.
[14] Ibidem.
[15] R. Conquest, op. cit., s. 39.
[16] M. Merleau-Ponty, Humanisme et terreur, Essai sur le probl?me communiste, Paris 1947, s. 116.
[17] E. Cassirer, The Myth of the State, New Haven 1946 (cyt. sformułowanie za przekładem K. Grzybowskiego w jego recenzji z tej książki, "Kwartalnik Historyczny" 1959, nr 4, s. 1285).
[18] E. Hobsbawm, Wiek skrajności. Spojrzenie na krótkie dwudzieste stulecie, tłum. J. Kalinowska-Król i M. Król, Warszawa 1999, s. 83.
[19] R. Pipes, Rewolucja rosyjska. Trzy pytania, tłum. W. Jeżewski, Warszawa 2007, s. 15.
[20] R. Pipes, Komunizm, faszyzm i narodowy socjalizm, [w:] idem, Rosja, komunizm i świat. Wybór esejów, tłum. A. Nowak, S. Czarnik, Kraków 2002, s. 27. (Książka K.-D. Brachera, Die deutsche Diktatur, Köln-Berlin 1969).
[21] S. Courtois, N. Werth, J.-L. Panné, A. Paczkowski, K. Bartosek, J.-L. Margolin, Czarna księga komunizmu. Zbrodnie, terror, prześladowania, wstęp K. Kersten, Warszawa 2000, s. 704.
[22] D. Diner, Zrozumieć stulecie, tłum. X. Bukowska, Warszawa 2009, s. 17-70.
[23] Głos Noltego w ankiecie dwumiesięcznika "Arcana": II wojna światowa - alternatywy i konsekwencje, "Arcana" 1999, nr 28 (4), s. 6-7.
[24] Zob. A. Bobkowski, Potłuczona mozaika. Andrzeja Bobowskiego myśli o epoce, Warszawa 2002, s. 39 (cytat pochodzi z zapisków prowadzonych podczas II wojny światowej: Szkice piórkiem).
[25] II wojna światowa - alternatywy i konsekwencje, s. 6-7.
[26] Przekleństwa chodzą parami...
[27] E. Halévy, The Era of Tyrannies: essays of socialism and war, tłum. R.K. Webb, New York 1966; F. Borkenau, The Totalitarian Enemy, London [1940]. Koncepcjom Zakrzewskiego poświęciłem obszerny szkic: M. Kornat, Kazimierz Zakrzewski wobec reżimów totalnych. Pisma i idee z lat 1929-1935, [w:] Kazimierz Zakrzewski. Historia i polityka, red. M. Dąbrowska, Warszawa-Łódź 2016, s. 218-262.
[28] A. Walicki, Rewolucja październikowa jako projekt komunistyczny, "Przegląd Polityczny" 2017, nr 145/146, s. 102-109. Do republikacji tego tekstu, drukowanego najpierw w tomie: Totalitaryzmy XX wieku. Idee - instytucje - interpretacje (red. W. Kozub-Ciembroniewicz, B. Szlachta, Kraków 2010), Walicki dodał nowy i cenny komentarz pt. Dziesięć lat później, s. 110-122.
[29] E. Hobsbawm, op. cit., s. 74.
[30] L. Kołakowski, Główne nurty marksizmu. Powstanie - rozwój - rozkład, Londyn 1988, s. 1211.
[31] M. Gorki, Myśli nie na czasie, Warszawa 1986 (wyd. oryginalne: Несвоевременные мысли. Статьи 1917-1918 гг., red. Г. Ермолаев, Парис 1971, Paris 1971), s. 37.
[32] A. Leroy-Beaulieu był autorem trzytomowego studium L'empire des tsars et les Russes (Paris 1981-1989).
[33] M. Malia, Sowiecka tragedia. Historia komunistycznego imperium rosyjskiego 1917-1991, tłum. E. Wyzner, M. Hułas, Warszawa 1998, s. 542.
[34] A. Peretiatkowicz, Kryzys państwa współczesnego, "Przegląd Współczesny" 1938, t. 64, s. 23.
[35] Podkreślał to ostatnio Walicki, Dziesięć lat później, s. 121-122.
[36] F. Bujak, Wieś a totalizm, "Wieś i Państwo" 1939, R. II, nr 1, s. 89.
[37] W. Komarnicki, Nowy ustrój Związku Sowietów, "Rocznik Prawniczy Wileński" 1938, t. 10, s. 185.
[38] Ibidem, s. 186.
[39] H. Marcuse, Walka z liberalizmem w totalitarnej koncepcji państwa, 1934, [w:] Szkoła frankfurcka, red. J. Łoziński, t. 1, cz. 2, Warszawa 1985, s. 381-408.
[40] Akcentował to F. Ryszka, Państwo stanu wyjątkowego. Rzecz o systemie państwa i prawa w Trzeciej Rzeszy, Wrocław 1985, s. 23.
[41] I. Berlin, Nacjonalizm: zlekceważona potęga, [w:] idem, Dwie koncepcje wolności i inne eseje, wybór J. Jedlicki, Warszawa 1991, s. 193-231.
[42] F. Meinecke, Weltbürgertum und Nationalstaat. Studien zur Genesis des deutschen Nationalstaates, München 1908. Były liczne wydania następne.
[43] B. Baczko, Stalin, czyli jak sfabrykować charyzmę, [w:] idem, Wyobrażenia społeczne. Szkice o nadziei i pamięci zbiorowej, tłum. M. Kowalska, Warszawa 1994, s. 173-192. Sformułowanie Baczki wydaje mi się bardzo trafne, bo przecież w przeciwieństwie do Hitlera czy Mussoliniego Stalin nie miał cech charyzmatycznego wodza, ale był typowym biurokratą partyjnym.
[44] A. Hertz, Szkice o totalitaryzmie, wybór J. Garewicz, wyd. W. Lamentowicz, Warszawa 1994.
[45] F. Furet, Prawdziwy koniec rewolucji francuskiej, tłum. B. Janicka, Warszawa 1994, s. 7.
[46] G. Ferrero, Przemowy do głuchych, tłum. J. Kuryłowicz, Poznań [1920], s. 3.
[47] P. Renouvin, Le XIX si?cle: de 1871 a 1914. L'apogée de l'Europe [t. VI Histoire des relations internationales pod jego ogólną redakcją], Paris 1955.
[48] H. Wereszycki, Niewygasła przeszłość. Refleksje i polemiki, wybór W. Felczak, Kraków 1987, s. 295-297.
[49] D. Diner, Zrozumieć stulecie, 2009, s. 107.
[50] J.W. Borejsza, Stulecie zagłady, Gdańsk-Warszawa 2011. Określenie to wprowadził w lipcu 2010 r., pisząc wstęp do tego tomu esejów.
[51] T. Judt, Powojnie. Historia Europy od roku 1945, Poznań 2011, s. 965.