PRZYGOTOWANIE PŁÓTNA
Kiedy odrzucimy patologie, każdy stanie się twórcą. To trzeba bardzo
dokładnie zrozumieć: tylko ludzie chorzy są destrukcyjni. Ludzie zdrowi
są kreatywni. Kreatywność jest sygnałem pozostawania w pełnym zdrowiu.
Kiedy człowiek jest naprawdę zdrowy i pełny, kreatywność przychodzi do
niego w naturalny sposób, pojawia się pragnienie tworzenia.
Trzy wymiary
Ludzkość znalazła się na rozdrożu. Żyliśmy w jednowymiarowym świecie,
ale to już nie wystarcza. Potrzebny jest nowy rodzaj człowieka -
bogatszy, trójwymiarowy. Te trzy wymiary to: świadomość, empatia i kreatywność.
Świadomość to bycie, empatia to współodczuwanie, a kreatywność to
działanie. Moja wizja nowego człowieka obejmuje wszystkie te trzy
wymiary jednocześnie. Stawiam przed wami największe wyzwanie,
najtrudniejsze zadanie do wykonania. Macie być medytacyjni jak Budda,
kochający jak Kriszna i twórczy jak Michał Anioł lub Leonardo da Vinci.
Trzeba być trzema jednocześnie. Jedynie wtedy poczujesz się całkowicie
spełniony, niczego nie będzie ci brakować. To właśnie poczucie braku
czegoś w sobie samym powoduje, że kręcisz się w koło, że czujesz się
niepełny. Będąc jednowymiarowym, możesz wspiąć się na wysoki szczyt, ale
to będzie pojedynczy szczyt. Pragnę, byś stał się jak całe pasmo
Himalajów, jak wiele górskich szczytów, a nie pojedyncza góra.
Kiedy mówię "poeci", nie mam na myśli ludzi piszących wiersze, lecz
mających poezję w sobie. Życie pełne poezji, poetyckie podejście do
wszystkich spraw.
Człowiek jednowymiarowy się nie sprawdził. Nie był w stanie stworzyć
pięknej ziemi, raju na ziemi. Poniósł klęskę, całkowicie zawiódł.
Istniało kilku pięknych ludzi, ale nie zdołali oni przemienić całej
ludzkości, obudzić jej świadomości. Nielicznym indywidualistom, w różnych częściach świata, udało się osiągnąć oświecenie. Ale to nie
pomoże. Potrzeba więcej ludzi oświeconych i trójwymiarowych.
Takie właśnie jest moje rozumienie pojęcia: nowy człowiek.
Budda nie był poetą, lecz nowi ludzie, ci, którzy staną się buddami,
będą także poetami. Kiedy mówię "poeci", nie mam na myśli ludzi
piszących wiersze, lecz mających poezję w sobie. Życie pełne poezji,
poetyckie podejście do wszystkich spraw.
Logika jest sucha, poezja tętni życiem. Logika nie umie tańczyć; to dla
niej niemożliwe. Tańcząca logika wyglądałaby jak tańczący Mahatma
Gandhi! Cudacznie. Poezja potrafi tańczyć; jest tańcem twego serca.
Logika nie umie kochać - umie o miłości mówić, ale nie kochać; miłość
wydaje się jej nielogiczna. Jedynie poezja umie kochać; umie zanurzyć
się w paradoksie miłości.
Logika jest bardzo zimna; jest przydatna w matematyce, ale nie jest
potrzebna ludzkości. Jeżeli ludzkość stanie się nazbyt logiczna, to
zagubi się; pozostaną liczby, nie ludzkie istoty. Liczby, które łatwo
zastąpić innymi.
Poezja, miłość i współodczuwanie przydadzą ci głębi i ciepła. Lekko się
roztopisz, stracisz nieco tego chłodu. Staniesz się bardziej ludzki.
Budda jest nadczłowiekiem, nie ma wątpliwości, dlatego zatraca ludzki
wymiar. Nie jest ziemski. Takie jest jego piękno, ale jest ono całkiem
odmienne od piękna Greka Zorby. Zorba stąpa twardo po ziemi. A ja
chciałbym, żebyś był obydwoma naraz: Zorbą-Buddą. Miej w sobie
medytacyjność, ale nie za cenę rezygnacji z uczuć. Niech ta
medytacyjność będzie przepełniona uczuciami, niechaj aż przelewa się w niej miłość. I bądź kreatywny. Jeśli bowiem twoja miłość pozostanie w wymiarze uczuć, nie przejdzie w wymiar działania, to nie dosięgnie
ludzkości. Uczyń ją realną, zmaterializuj ją.
Miej w sobie medytacyjność, ale nie za cenę rezygnacji z uczuć.
Oto twoje trzy wymiary: bycie, odczuwanie, działanie. Działanie jest
przejawem kreatywności zarówno w muzyce, poezji, malarstwie,
rzeźbiarstwie, architekturze, jak i w nauce i technologii. Uczucia
zawierają to, co jest estetyką: miłość, piękno. Bycie ma zaś w sobie
medytację, uważność, świadomość.
Odpręż się w działaniu
Aby móc się odprężyć w działaniu, najpierw trzeba zrozumieć jego naturę
i jego ukryte prądy. Jeśli nie obserwujesz, nie przyglądasz się, nie
zdajesz sobie sprawy z tego, jaka jest natura twojego działania, i nawet
gdybyś chciał, nie będziesz potrafił się zrelaksować. Jest to bowiem
zjawisko złożone. Wiele osób chciałoby się odprężyć, ale nie są w stanie. Relaksacja jest jak rozkwitanie kwiatu - nie można niczego
przyspieszyć. Trzeba zrozumieć całe to zjawisko - dlaczego jesteś tak
aktywny, dlaczego twoje działanie tak cię zajmuje, czemu jest jak
obsesja.
Pamiętaj dwa słowa: jedno to "działanie", drugie to "działalność".
Działanie to nie działalność, a działalność to nie działanie. Ich natury
różnią się od siebie całkowicie. Działanie jest wtedy, gdy sytuacja
wymaga, byś coś zrobił, i ty w odpowiedzi robisz to. Działalność to coś,
na co aktualna sytuacja nie ma wpływu; nie jest odpowiedzią. Jesteś tak
bardzo napięty wewnętrznie, że każda nadarzająca się sytuacja stanowi
dla ciebie pretekst, aby coś zrobić.
Działanie jest efektem spokoju umysłu - to najpiękniejsza rzecz na
świecie. Działalność wynika z niepokoju - i jest najbrzydsza. Działanie
ma ogromne znaczenie, działalność jest bezwartościowa. Działanie
następuje z chwili na chwilę, spontanicznie. Działalność dźwiga bagaż
przeszłości. Nie jest odpowiedzią na "teraz", lecz raczej przenoszeniem
dawnego niepokoju do nowej sytuacji. Działanie jest bardzo kreatywne.
Działalność jest destrukcyjna - niszczy ciebie, niszczy innych.
Spróbuj dostrzec tę subtelną różnicę. Kiedy jesteś głodny - jesz; to
działanie. Kiedy nie jesteś głodny, nie masz poczucia głodu, a mimo to
jesz, wtedy jest to działalność. Czynność jedzenia staje się aktem
przemocy: niszczysz pokarm, miażdżysz go zębami. To pozwala nieco
złagodzić twój wewnętrzny niepokój. Nie dlatego jesz, że jesteś głodny,
lecz dlatego, że stanowi to wewnętrzną potrzebę, chęć wyładowania
agresji.
Co tak naprawdę robi człowiek, który siedzi i żuje gumę? Zabija kogoś.
Gdyby był świadomy, dostrzegłby, że ma w głowie jakąś potrzebę
mordowania, zabijania; a siedzi sobie i prowadzi bardzo niewinną
działalność - żucie gumy.
W świecie zwierząt agresja wyraża się przez pyski i łapy, zęby i pazury.
Kiedy jesz, twoje usta i dłonie współpracują ze sobą: dłonią chwytasz
pokarm, wkładasz do ust i gryziesz. Uwalniasz z siebie nieco agresji.
Kiedy nie jesteś głodny - jedzenie nie jest działaniem; jest chorobą.
Ten rodzaj działalności zamienia się w obsesję. Oczywiście nie możesz
się cały czas napychać, bo byś pękł, toteż wymyślono parę sztuczek:
żucie tytoniu albo gumy, albo palenie papierosów. To fałszywe jedzenie,
bez żadnych wartości odżywczych, ale pomaga uwolnić agresję.
Co tak naprawdę robi człowiek, który siedzi i żuje gumę? Zabija kogoś.
Gdyby był świadomy, dostrzegłby, że ma w głowie jakąś potrzebę
mordowania, zabijania; a siedzi sobie i prowadzi bardzo niewinną
działalność - żucie gumy. Nie, nikogo nie ranisz. Jest to jednak bardzo
niebezpieczne dla ciebie, gdyż wydaje się, że zupełnie nie masz
świadomości tego, co robisz. Co robi człowiek palący papierosa? Coś, na
swój sposób, bardzo niewinnego - wciąga dym i wypuszcza, robi wdech i wydech - jakby jakiś chory rodzaj pranajamy, jakby jakaś zeświecczona
medytacja transcendentalna. Tworzy mandalę: wciąga dym, wypuszcza,
wdech, wydech - tworzy mandalę, zatacza krąg. Poprzez palenie powtarza
rytmicznie szantę, która koi, która uwalnia odrobinę jego wewnętrznego
niepokoju.
Kiedy z kimś rozmawiasz i ta osoba sięga po papierosa, w niemal stu
procentach przypadków oznacza to, że ją nudzisz, że pora zakończyć
spotkanie. Zapewne lepiej byłoby, gdyby wyrzuciła cię za drzwi, ale nie
może tego zrobić - byłoby to uznane za afront. Toteż łapie się za swego
papierosa, sygnalizując jednocześnie: "Koniec! Mam cię dość!". Gdyby to
miało miejsce w świecie zwierząt, już byłbyś pogryziony, ale my - ludzie
- jesteśmy ucywilizowani. Taki człowiek rzuca się więc na papierosa,
zaczyna palić. Już się tobą nie przejmuje, nuci swoją szantę palacza. To
koi.
Twoje działanie wynika z sytuacji. Jest ono spontaniczne i całkowite.
Działalność nigdy nie jest spontaniczna, wynika ona z przeszłości.
To także wskazuje, że masz obsesję. Nie możesz pozostać sobą, nie możesz
zachować spokoju, nie możesz być nieaktywny. Twoja aktywność zmierza do
pozbycia się złości, tkwiącego w tobie szaleństwa.
Działanie jest czymś pięknym, spontaniczną odpowiedzią. Życie potrzebuje
odpowiedzi, w każdym momencie musisz coś robić; następuje to jednak
poprzez ten właśnie moment. Jesteś głodny i szukasz czegoś do zjedzenia,
jesteś spragniony i udajesz się w stronę studni. Jesteś senny -
kładziesz się spać. Twoje działanie wynika z sytuacji. Jest ono
spontaniczne i całkowite.
Działalność nigdy nie jest spontaniczna, wynika ona z przeszłości. Być
może przygotowywałeś coś przez wiele lat i nagle wchodzi to w twoją
teraźniejszość. To nieważne, jak się pojawia. Umysł jest przebiegły -
zawsze znajdzie jakieś usprawiedliwienie dla podjętej przez ciebie
działalności, będzie usiłował przekonać cię, że to nie jest działalność,
lecz działanie. I że jest nieuniknione. Nagle wybuchasz gniewem. Wszyscy
wokół widzą, że to nie było konieczne, że sytuacja tego nie wymagała,
nie miało to sensu; tylko ty tego nie widzisz. Każdy pyta: "Co ty
wyprawiasz? Nie ma powodu... Czemu jesteś taki wściekły?". Ale ty
znajdziesz powód i wytłumaczysz, dlaczego to było konieczne.
Takie usprawiedliwianie się pozwala ci pozostać nieświadomym swojego
obłąkania. Właśnie to zostało nazwane przez Gieorgija Gurdżijewa
"buforami". Masz wytłumaczenie na wszystko, co dzieje się wokół ciebie,
a dzięki temu nie dopuszczasz do siebie prawdy. Bufory mają zastosowanie
w pociągach, pomiędzy dwoma wagonami; są używane po to, aby w przypadku
nagłego hamowania ochronić pasażerów. Absorbują uderzenie. Twoja
działalność nie ma sensu, ale bufory - usprawiedliwienia - nie pozwalają
ci tego dostrzec, jesteś zaślepiony i nadal robisz swoje.
Jeśli taka działalność ma miejsce, nie możesz się odprężyć. Jakże
mógłbyś się odprężyć? Przecież świat zdominowała obsesyjna potrzeba
robienia czegoś; czegokolwiek. Świat pełen jest głupców powtarzających:
"Zamiast nic nie robić, zrób coś". A ci, którzy wymyślili powiedzenie:
"W pustej głowie diabeł mąci", to już stuprocentowi głupcy! Diabeł nie
mąci. Pusty umysł to miejsce Boga. Jest piękny i czysty - jakże miałby
tam pojawić się diabeł? Nie mógłby wejść do pustego umysłu. Natomiast z łatwością pojawia się w umyśle ogarniętym obsesją działalności, może
tobą zawładnąć, podpowiadając ci sposoby na to, byś był jeszcze bardziej
aktywny. Diabeł nigdy nie mówi: "Odpocznij". Mówi: "Dlaczego marnujesz
tyle czasu? Rusz się, zrób coś, człowieku! Życie płynie, rób coś!".
Wszyscy wielcy nauczyciele, którzy dotarli do prawdy o życiu, zdali
sobie sprawę z tego, że pusty umysł otwiera przestrzeń, dzięki której
wchodzi weń to, co boskie.
Nie pustym umysłem, ale działalnością posługuje się diabeł. Zresztą jak
mógłby używać pustego umysłu? Nawet nie odważyłby się do niego
przybliżyć, bo pustka by go po prostu zabiła. Ale jeśli przepełnia cię
głęboka, szaleńcza potrzeba robienia czegoś, diabeł znajdzie sposób na
to, by cię wykorzystać. Będzie twoim przewodnikiem - jedynym
przewodnikiem. Chcę wam jasno powiedzieć, że to przysłowie jest
całkowicie błędne! Zapewne podpowiedział je sam diabeł.
Ta obsesja, aby podejmować działalność, powinna być bacznie obserwowana.
Musisz ją dostrzec we własnym życiu, ponieważ same moje słowa nie będą
miały tej siły, by cię przekonać, że twoja działalność nie ma sensu,
jest niepotrzebna. Po co w ogóle to robisz?
Podróżowanie. Widuję ludzi, którzy po wielokroć robią to samo. Jestem
przez dwadzieścia cztery godziny ze współpasażerem w pociągu. Nie mając
nic lepszego do roboty, czyta on kilka razy tę samą gazetę. Zamknięty w przedziale pociągu ma niewiele możliwości... czyta więc wielokrotnie tę
samą gazetę. A ja się przyglądam - co taki człowiek robi? Gazeta to nie
Gita czy Biblia. Gitę można czytać wielokrotnie, bo za każdym razem
odnajdujesz nowe znaczenia. Ale gazeta?! Przejrzysz ją raz i to całkiem
wystarczy. Nie było warto czytać jej nawet jeden raz, a ludzie czytają i czytają. O co tu chodzi? Czy to naprawdę potrzebne? Nie. Oni mają
obsesję; nie mogą siedzieć bezczynnie, w ciszy. To dla nich niemożliwe,
to im przypomina śmierć. Muszą coś robić.
Przez wiele lat podróżowanie dawało mi możliwość obserwowania ludzi bez
ich wiedzy. Czasem w moim przedziale był tylko jeden człowiek. Ileż
wysiłku wkładał w to, aby wciągnąć mnie do rozmowy! A ja odpowiadałem
tylko "tak" lub "nie". W końcu rezygnował. Wtedy po prostu obserwowałem
- to wspaniały eksperyment, zupełnie bezpłatny. Patrzyłem więc, a on
otwierał walizkę - widziałem, że zupełnie bez powodu - zaglądał do niej,
zamykał. Następnie otwierał okno, potem je zamykał. Brał po raz kolejny
gazetę, palił papierosa, znów otwierał walizkę i coś tam poprawiał,
otwierał okno, patrzył przez nie. Co on właściwie robił? I dlaczego?
Jakiś nakaz wewnętrzny, coś rozdygotanego w środku, gorączkowy stan
umysłu. Trzeba coś robić, bo jak nie, to przepadnę. Zapewne jego życie
było bardzo wypełnione działalnością; teraz ma chwilę na relaks, ale
stare nawyki nie dają mu spokoju.
Słyszałem, że Aurangzeb, imperator z dynastii Wielkich Mogołów, uwięził
swojego ojca, kiedy ten był już stary. Jego ojcem był szach Dżahan; to
on zbudował Tadź Mahal. Syn zdetronizował go i uwięził. Szach Dżahan nie
przejął się zbytnio uwięzieniem, miał bowiem zapewnione wszelkie
dostatki. Przebywał w pałacu, w którym żył do tej pory. Nie czuł się jak
w więzieniu, miał wszystko, czego sobie tylko zażyczył. Jedyne, czego
nie miał, to jakaś działalność. Nie miał nic do roboty. Zwrócił się więc
do syna: "Wszystko jest w porządku, zapewniłeś mi to, czego potrzebuję,
jestem zadowolony. Jest tylko jedna rzecz, o którą pragnę poprosić, a jeśli to uczynisz, będę ci wdzięczny na wieki. Przyślij mi trzydziestu
chłopców. Chciałbym ich uczyć".
Aurangzeb nie mógł uwierzyć własnym uszom: czemu ojciec chce uczyć
trzydziestu chłopców? Nigdy nie wykazywał chęci bycia nauczycielem, nie
interesował się kształceniem nikogo; co mu się nagle stało? Ale spełnił
prośbę ojca. Posłano do Dżahana trzydziestu chłopców, a ten znów stał
się imperatorem - dla trzydziestu małych chłopców. Kiedy idziesz do
szkoły podstawowej, nauczyciel jest prawie jak imperator. Każe dzieciom
siedzieć - siedzą, każe wstać - wstają. Szach Dżahan stworzył więc sobie
dwór z trzydziestoma chłopcami. Mógł nadal dawać upust starym nawykom -
uzależnieniu od rozkazywania innym ludziom.
Psychologowie podejrzewają, że nauczyciele mają w sobie wiele z polityków. Nie są wystarczająco pewni siebie, by zająć się polityką, idą
więc do szkół i stają się prezydentami, premierami, imperatorami. Wokół
małe dzieci, a oni nakazują im i zmuszają je do czegoś. Psychologowie
także podejrzewają, że nauczyciele mają inklinacje w kierunku bycia
sadystami, chętnie torturowaliby. A nie ma lepszego po temu miejsca niż
szkoła podstawowa. Możesz torturować niewinne dzieci, i to dla ich
dobra. Idź i popatrz! Ja byłem w szkołach podstawowych i obserwowałem
nauczycieli. Psychologowie jedynie podejrzewają, ale ja mam pewność -
nauczyciele to oprawcy. A gdzie znaleźć bardziej niewinne ofiary,
całkiem bezbronne, niestawiające oporu? Dzieci są słabe i zagubione, a nauczyciel czuje się jak imperator.
Aurangzeb pisze: "Mój ojciec, ze względu na stare nawyki, wciąż chce
czuć się władcą. Pozwólmy mu udawać. Niech oszukuje sam siebie - nie ma
w tym nic złego. Wyślijcie do niego trzydziestu, a nawet trzystu
chłopców - ilu tylko zechce. Niech prowadzi małą szkołę i będzie
zadowolony".
W działalności fakt podjęcia czynnego działania nie ma żadnego
znaczenia. Przyrzyj się samemu sobie i przemyśl to: działalność
pochłania dziewięćdziesiąt procent twojej energii. Kiedy więc nadchodzi
czas działania - nie masz już energii. Człowiek "na luzie" nie jest
ogarnięty obsesjami, dzięki czemu energia swobodnie się w nim gromadzi.
Magazynuje więc swoją energię, a właściwie ten proces następuje
automatycznie sam z siebie i kiedy nadchodzi pora działania, angażuje
się całe jego jestestwo. Dlatego działanie jest całkowite. Działalność
jest zawsze "na pół gwizdka", bo jakże mógłbyś sam siebie tak do końca
oszukać. Przecież wiesz, że jest ona bezwartościowa. Zdajesz sobie
sprawę z tego, że robisz wszystko z jakichś wewnętrznych i bardzo
mglistych powodów, które nie dają ci spokoju.
Możesz zmienić jeden rodzaj działalności na inny, ale dopóki nie
zamienisz jej na działanie - nic nie pomoże. Przychodzą do mnie ludzie i mówią: "Chcę przestać palić". Odpowiadam im: "Ale dlaczego? To przecież
taka wspaniała medytacja transcendentalna. Kontynuuj". Przecież jeśli
nawet przestaną palić, to zaczną coś innego. Choroba będzie trwać nadal,
chociaż zmienią się jej symptomy. Zaczną obgryzać paznokcie albo żuć
gumę - a są jeszcze gorsze i bardziej niebezpieczne rzeczy. Te są
niewinne, bo żując gumę, żujesz ją w pojedynkę. Może jesteś głupkiem,
ale przynajmniej nie jesteś agresywny, nie niszczysz innych. Jeśli
skończysz z paleniem lub żuciem gumy - co zaczniesz robić w to miejsce?
Twoja szczęka musi coś robić, przepełnia ją złość. Zaczynasz więc mówić.
Gadasz i gadasz bez przerwy. I to jest bardziej niebezpieczne.
Któregoś dnia przyszła mnie odwiedzić żona mułły Nasreddina. Przychodzi
rzadko, ale kiedy przyjdzie, wiem, że ma jakiś kryzys. Zapytałem więc:
- Co się stało?
Przez pół godziny trajkotała jak katarynka, aż w końcu zrozumiałem w czym rzecz: mułła Nasreddin mówi przez sen. Ona potrzebuje porady, co z tym zrobić, bo mąż bez przerwy gada, krzyczy, przeklina, a ona
oczywiście nie może spać w tym samym pokoju. Toteż odpowiedziałem jej:
- Nie trzeba robić niczego specjalnego. Musisz po prostu dopuścić go do
głosu w ciągu dnia.
Ludzie ciągle coś mówią i nie dopuszczają innych do słowa. Mówienie jest
podobne do palenia. Gadasz bez przerwy przez dwadzieścia cztery godziny.
Zmęczysz się w ciągu dnia, twoje ciało idzie spać, ale monolog trwa.
Całą dobę, na okrągło - gadasz, paplasz, bełkoczesz. To jak palenie
papierosów - zjawisko ma tę samą przyczynę: twoja szczęka potrzebuje
ruchu. A ten rodzaj ruchu jest jednym z najważniejszych i najwcześniejszych.
Dziecko rodzi się i zaczyna ssać pierś matki; ciepłe mleko wlewa mu się
do buzi. W czasie palenia wciągasz ciepły dymek, a papieros jest jakby
substytutem brodawki piersi twojej matki. Jeśli nie wolno ci palić,
żujesz gumę albo robisz coś jeszcze innego; to zastępuje ci gadanie.
Tyle że gadanie jest bardziej niebezpieczne, bo zaśmiecasz innym umysły.
Czy umiesz milczeć przez dłuższy czas? Zdaniem psychologów, jeżeli nic
nie powiesz przez trzy tygodnie, to zaczniesz mówić sam do siebie.
Dokona się w tobie podział na dwie części - będziesz mówił i będziesz
słuchał. Jeśli zachowasz milczenie przez trzy miesiące, to skończysz w domu wariatów, bo będzie ci zupełnie obojętne, czy istnieją jacyś inni
ludzie. Będziesz mówił, i nie tylko - będziesz odpowiadał na swoje
pytania; staniesz się samowystarczalny, nie będziesz potrzebował nikogo
i niczego. To właśnie nazywamy obłąkaniem.
Jeśli nie wolno ci palić, żujesz gumę albo robisz coś jeszcze innego; to
zastępuje ci gadanie. Tyle że gadanie jest bardziej niebezpieczne, bo
zaśmiecasz innym umysły.
Człowiek obłąkany to taki, którego cały świat zawiera się wyłącznie w nim samym. On przemawia i jednocześnie słucha, jest aktorem i widzem -
jest wszystkim; cały świat ogranicza się wyłącznie do niego.
Porozdzielał samego siebie na wiele części, wszystko stało się
fragmentaryczne. Dlatego właśnie ludzie źle się czują w ciszy - wiedzą,
że mogą pęknąć. A jeśli boisz się ciszy, oznacza to, że masz obsesyjny,
rozgorączkowany, chory umysł, który musi ciągle być czymś zajęty.
Działalność to twoja ucieczka od samego siebie. W działaniu - jesteś, w działalności - uciekasz przed sobą; to rodzaj terapii. W działalności
zapominasz o sobie, nie masz obaw, wątpliwości, lęków. To właśnie
dlatego musisz być ciągle zajęty, robić to czy tamto, a nigdy nie
dopuszczasz do tego, by rozkwitł w tobie stan "nicnierobienia".
Działanie jest dobre, działalność jest chora. Spróbuj odnaleźć tę
różnicę sam w sobie: co jest twoją działalnością, a co działaniem? To
pierwszy krok. Drugi krok polega na tym, aby zaangażować się mocniej w działanie, tak by w tym kierunku przepłynęła twoja energia. Kiedy masz
do czynienia z działalnością - obserwuj ją uważniej. Kiedy będziesz jej
świadomy - ona zniknie. Zachowa się energia i będzie mogła być
wykorzystana do podejmowanych przez ciebie działań.
A jeśli boisz się ciszy, oznacza to, że masz obsesyjny, rozgorączkowany,
chory umysł, który musi ciągle być czymś zajęty.
Działanie jest czymś natychmiastowym. Nie może być wcześniej
przygotowane, ustalone. Nie daje ci możliwości zaplanowania, odbycia
prób. Jest ono zawsze czymś nowym i świeżym - jak rosa o poranku. I taki
sam jest człowiek czynu - zawsze młody i świeży. Ciało może się
zestarzeć, ale świeżość trwa; ciało może umrzeć, ale ta młodość trwa.
Ciało może zniknąć, lecz on zostaje; Bóg kocha świeżość.
Porzucaj swoją działalność systematycznie, krok po kroku. Ale jak ją
porzucić? Przecież jej odrzucenie może stać się kolejną obsesją. To
właśnie przydarza się mnichom w klasztorach - porzucenie działalności
przerodziło się w obsesję. Ciągle dokładają wszelkich starań, by ją
odrzucić - modlą się, medytują, uprawiają jogę, albo to, albo tamto. I to zamienia się w działalność. Nie unikniesz jej w taki sposób - wejdzie
tylnymi drzwiami.
Bądź świadomy, odkryj, czym się różni działalność od działania. A kiedy
zostaniesz owładnięty działalnością, kiedy omami cię jak duch - a jest
ona jak jakiś okropny duch z przeszłości - kiedy więc zawładnie tobą, a ty poczujesz się rozgorączkowany, stań się uważniejszy. To jedyne, co
możesz zrobić. Obserwuj to. Nawet jeśli musisz coś wykonywać - rób to w pełni świadomie. Pal papierosa, ale pal bardzo wolno, uważnie, tak, byś
wiedział, co robisz.
Jeśli będziesz umiał obserwować swoje palenie, pewnego dnia papieros
wypadnie ci z ręki, bo pojmiesz całą absurdalność tej czynności. Jest
ona głupia, po prostu idiotyczna. Kiedy to do ciebie dotrze, papieros
sam spadnie na ziemię. Nie ma sensu rzucać palenia - to byłaby także
działalność. Dlatego używam słowa "spadnie" - jak spada liść,
samoczynnie, bez wysiłku. Jeśli bowiem ty byś go wyrzucił, podniósłbyś
go znowu, w jakiś inny sposób, w jakiejś innej formie.
Niech rzeczy spadają same; nie odrzucaj ich. Niechaj twoja działalność
zaniknie, nie przerywaj jej na siłę; kiedy usiłujesz coś zakończyć -
podejmujesz znowu działalność - po prostu inną jej formę. Obserwuj, bądź
uważny, zachowaj świadomość, a doznasz cudownego odkrycia: to, co samo
od ciebie odchodzi, co samo spada, nie zostawia po sobie żadnego śladu.
Gdybyś to przyspieszał na siłę, zostałaby w tobie rana, zostałaby
blizna. Chodziłbyś i marudził, że paliłeś przez trzydzieści lat, a teraz
przestałeś. Palenie zamieniło się w narzekanie. Rozprawiając o tym wszem
i wobec, kontynuujesz palenie, tyle że w innej formie.
Twoje usta znów mają zajęcie, poruszają się; twoja agresja ma się
dobrze.
Kiedy człowiek naprawdę zrozumie, te rzeczy znikną same i wtedy nie
będzie sobie przypisywał zasługi, że coś porzucił. To stało się samo.
Bez twojego udziału. Nie dałeś pożywki swojemu ego. A dzięki temu coraz
więcej działań może zostać przez ciebie realizowanych.
Jeśli zdarza się, że masz szansę zaangażować się w coś całkowicie - nie
przegap jej, nie zastanawiaj się - działaj! Rób coraz więcej i pozwól,
by wszelkie działalności znikały same z siebie. Wtedy krok po kroku
przybliżysz się do przemiany. To wymaga czasu i przygotowań, ale
przecież nie ma pośpiechu.
Odprężenie jest możliwe wtedy, gdy nie masz w sobie potrzeby, aby
koniecznie coś robić; energia spoczywa wygodnie, donikąd się nie
przenosi.
Posłuchajcie słów Tilopy (mistyka żyjącego w XI wieku, który przyniósł
nauki Buddy do Tybetu):
"Nic nie rób z ciałem, jedynie je odpręż; dokładnie zamknij usta i pozostań cicho; opróżnij swój umysł i nie myśl o niczym".
"Nic nie rób z ciałem, jedynie je odpręż". Rozumiecie teraz, co oznacza
odprężenie. To brak wewnętrznego przymusu robienia czegoś. Relaksować
się, nie oznacza leżeć bez ruchu jak nieboszczyk - zwłaszcza że nie
umiałbyś tak leżeć, jedynie udawałbyś. Jakże mógłbyś leżeć jak
nieboszczyk? Przecież żyjesz, możesz więc tylko to udawać. Odprężenie
jest możliwe wtedy, gdy nie masz w sobie potrzeby, aby koniecznie coś
robić; energia spoczywa wygodnie, donikąd się nie przenosi. Jeśli
nastąpi taka konieczność - zrobisz coś, to jasne; jednak póki co nie ma
żadnego powodu, by coś robić. Czujesz się świetnie sam ze sobą. Odprężyć
się, to znaczy czuć się jak u siebie w domu.
Kilka lat temu przeczytałem pewną książkę. Jej tytuł brzmiał Musisz się
zrelaksować. To absurd - słowo "musisz" jest zaprzeczeniem odprężenia;
taką książkę można sprzedawać jedynie w Ameryce. "Musisz" oznacza
działalność, jest obsesyjne. Zawsze gdy jest jakiś nakaz, kryje się za
nim obsesja. W życiu podejmuje się różne działania, ale nie może być
przymusu, ponieważ przymus przyczynia się do narastania obłędu. Musisz
się zrelaksować - i dążenie do odprężenia staje się twoją obsesją.
Musisz przybrać taką postawę, i taką... położyć się i zasugerować swojemu
ciału od stóp do głów, że trzeba się odprężyć. Mówisz palcom stóp -
odprężcie się, i tak po kolei każdej części ciała...
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki