Niemiec z pochodzenia, Polak z wyboru
Nie tylko talent zasługuje na uznanie, ale dążenie do rzetelnego przedstawienia historycznej prawdy. Ambroży Grabowski we Wspomnieniach napisał: "Tylko jawna zazdrość mogła kusić się o poniżenie zasług Bandtkiego". Ten wybitny uczony, który przez ćwierć wieku był dyrektorem Biblioteki Jagiellońskiej, łączył erudycję z sumiennością.
Jerzy Samuel Bandtkie urodził się 24 listopada 1768 r. w Lublinie jako najstarszy z licznego rodzeństwa - miał kilka sióstr i najmłodszego w rodzinie brata Jana Wincentego (z czasem historyka prawa, edytora i bibliofila). Ojciec Jan Samuel, majętny kupiec, pochodzący z niemieckiej rodziny wyznania augsburskiego, był rodem z Wielkopolski, a matką była Anna Maria z Noacków urodzona w Lublinie.
W 1779 r. jedenastoletni Jerzy Samuel został wysłany do cieszącego się prestiżem gimnazjum św. Elżbiety we Wrocławiu i zamieszkał u stryja Jana Jerzego, zamożnego właściciela warsztatu szewskiego. W tym czasie jego ojciec znacznie podupadł majątkowo i wydawało się, że Jerzy Samuel będzie musiał zająć się jakimś rzemiosłem. Jednak jego nauczyciel S.B. David odkrył duże zdolności chłopca, zachęcał go do nauki, z własnej inicjatywy dawał mu lekcje łaciny, a i stryj postanowił dalej go kształcić. Po zdanym w 1787 r. egzaminie dojrzałości, wyposażony przez stryja w trzysta talarów udał się na uniwersytet w Halle, gdzie spędził dwa lata, a kolejny rok w Jenie. Studiował teologię protestancką, historię i filologię. Powróciwszy z Jeny był krótko guwernerem w domu pastora Nürnbergera w Hermannsdorf pod Wrocławiem, a potem spędził osiem lat na takiej samej posadzie u hr. Piotra Ożarowskiego, wówczas kasztelana wojnickiego, z czasem pisarza wielkiego koronnego, targowiczanina, który jako zdrajca ojczyzny skazany został na śmierć w 1794 r.
Po śmierci swego chlebodawcy w 1794 r. mieszkał w Dreźnie, Berlinie, a także w Petersburgu, gdzie bawił dwa lata i poznał m.in. generała ziem podolskich księcia Adama Kazimierza Czartoryskiego, Tadeusza Czackiego i kilku innych uczonych. Zapoznawał się tam z literaturą starosłowiańską i nauczył się języka rosyjskiego.
Jerzy Samuel Bandtkie w 1798 r. otrzymał stanowisko nauczyciela języka polskiego w gimnazjum św. Elżbiety we Wrocławiu. Oceniano go wówczas jako "miernego" nauczyciela, ale zasłużył się jako autor szkolnych podręczników. Równocześnie był tłumaczem przysięgłym języka polskiego przy urzędzie municypalnym oraz Izbie wojenno-ekonomicznej we Wrocławiu. Pracował też w słynnym wrocławskim wydawnictwie rodziny Kornów jako redaktor i korektor polskojęzycznych tekstów. Z tej oficyny wyszły jego pierwsze prace naukowe z dziedziny historii i językoznawstwa, napisane w językach polskim oraz niemieckim. Brał udział w wizytacjach szkół na terenie trzeciego zaboru pruskiego, przeprowadzonych na zlecenie władz pruskich w pierwszych latach XIX wieku. W 1803 r. przedstawił władzom memoriał, który przyczynił się do zelżenia ucisku germanizacyjnego w szkołach zaboru.
W 1804 r. został rektorem szkoły Św. Ducha we Wrocławiu, był także bibliotekarzem przy kościele św. Bernarda. To w bibliotekarstwie znalazła ujście jego wrodzona pracowitość, bo uporządkował i skatalogował tamtejszy księgozbiór oraz opracował historię biblioteki.
Za czasów Księstwa Warszawskiego, w 1811 r., po odebraniu Krakowa Austriakom, Bandtkie został powołany przez Izbę Edukacyjną do objęcia funkcji bibliotekarza uniwersyteckiego z obowiązkiem wykładów z bibliografii. Przybył do Krakowa 27 sierpnia, a stanowiska te objął 4 września 1811 r. i piastował do końca życia. 12 października 1811 r. otrzymał tytuł doktora filozofii honoris causa krakowskiej uczelni. Z czasem okazało się, że nie zgodził się na proponowany mu w 1815 r. powrót do Wrocławia na lepiej płatne stanowisko, a także objęcie posady na Uniwersytecie Warszawskim w 1817, czy rok później - Wileńskim. Krakowa już nie opuścił. Od 1813 r. dawał lekcje języka łacińskiego, nie biorąc za to żadnego wynagrodzenia. W latach 1814-1817 oraz 1831/1832 pełnił funkcję dziekana Wydziału Filozoficzno-Literackiego.
Jego działalność jako bibliotekarza zbiorów Uniwersytetu Jagiellońskiego (wówczas, do 1817 r. noszącego nazwę Szkoły Głównej Koronnej) była owocna - skatalogował księgozbiór opracowany zaledwie w połowie, a także spoczywające w stosach książki z pojezuickiej biblioteki, stanowiące wówczas znaczną część zasobów bibliotecznych. Obliczono, że przez ćwierć wieku pracy, ogółem skatalogował około 40 tys. druków. Jako dyrektor tej placówki z wielkim znawstwem i znajomością rynku księgarskiego dokonywał zakupów po korzystnych cenach, utrzymując, że sprzyja mu w tym własne doświadczenie oraz Opatrzność boska. Pomnożył zasób o kilkanaście tysięcy pozycji, dbając przede wszystkim o gromadzenie poloników, wśród nich nabywał cenne starodruki. Za czasów pełnienia przez niego funkcji dyrektora "Jagiellonka" wzbogaciła się np. o Kodeks Baltazara Behema z 1505 r.
13 lipca 1812 r. otworzył w Bibliotece Jagiellońskiej ogólnodostępną czytelnię zbiorów, czyli lektorium. Pamiętnikarz Kazimierz Girtler wspominał, że Bandtkie czytelnikom wypożyczającym do lektorium poważne historyczne dzieła często pomagał i doradzał, natomiast jego dezaprobatę budziły żądania wypożyczenia powieści, co gorsza romansów. Twierdził, że to są głupstwa, a kto je czyta, głupim pozostanie.
Ambroży Grabowski odnotował, iż Bandtkie jako uczony był godzien najwyższego poważania, lecz jako człowiek miał "cierpkie przywary". Bywał przykry, niecierpliwy, łatwo unoszący się i często przez to raczej odstraszał czytających, niż ich zachęcał. Uważano go za cerbera zbiorów bibliotecznych, które uważał niemal za swoją własność, jemu przede wszystkim służącą. Grabowski zaklinał się, że to prawda, iż niekiedy Bandtkie krzyczał na czytelników i uderzał pięściami w stół oraz był niemiły. Usprawiedliwiał go jednak, że to wina nadszarpniętych nerwów i swoistego temperamentu oraz zastrzegał, że ktokolwiek coś innego złego na Bandtkiego powie, będzie to potwarz, bo ochłonąwszy z gniewu zawstydzony przepraszał.
Oprócz prowadzonych na uczelni wykładów bibliografii, rozumianej jako całokształt wiedzy o książce, wykładał też językoznawstwo słowiańskie i numizmatykę, a dla wybranych słuchaczy prowadził seminarium filologiczno-historyczne. Antoni Zygmunt Helcel należący do grona jego uczniów, w rozprawie o nim zamieszczonej w "Kwartalniku Naukowym" z 1835 r. napisał:
Bandtkie stał się zakonnikiem nauk, a śluby którymi się związał, do ostatnich dni życia wiernie zachował. [...] Niewielu uczonych wyrównało mu w mocy uwzięcia się przy szczegółowych poszukiwaniach prawdy. To co pospolitość za oschłe, nudne i bezużyteczne uznawała, czem się półmędrki wzajemnie straszyli, ciesząc się z wygodnej swojej uczoności, w to Bandtkie wnikać, tam gościć nie wahał się, stamtąd też skarby wynosił, aby z nich ci sami którzy zeń szydzili, wygodniej każdy po swojemu korzystać mogli.
Należy dodać, że Bandtkie, obok Karola Hubego i Józefa Łęskiego był uważany za profesora gruntownie wykształconego o najszerszych ambicjach naukowych, wyróżniającego się na tle innych wykładowców. Co więcej uważano go za osobę godną miana uczonego, jako jedyną w Wydziale Literatury.
W roku 1820 z ramienia Uniwersytetu piastował godność senatora Rzeczypospolitej Krakowskiej. Jego aktywność skupiona była jednak na bibliotece, którą opuszczał na okres wakacji, odwiedzając wówczas Śląsk. Będąc postacią ważną w mieście, nie zapominał o swoich luterańskich współwyznawcach - jego wpływowi zawdzięczali w 1816 r. oddanie przez Senat Rządzący i konsystorz, kościoła św. Marcina wraz z przyległymi budynkami z przeznaczeniem na plebanię i szkołę swego wyznania.
Jerzy Samuel Bandtkie mimo zasług miał w Krakowie wiele nieprzychylnych mu osób, ze względu na jego dziwactwa, wstręt do "wszechwiedzącej francuszczyzny", rzekome sknerstwo, mrukliwość i obrażalstwo. Niektórym przeszkadzało jego luterańskie wyznanie. Ambroży Grabowski napisał, że swój luteranizm Bandtkie posuwał aż do fanatyzmu i nie mógł ukryć lekceważenia dla katolicyzmu. Pamiętnikarz Franciszek Ksawery Prek opisał Jerzego Samuela Bandtkiego jako człowieka o drobnej, niepozornej figurze, przedwcześnie postarzałego, ze spuszczoną głową i smętną twarzą, na której widniały zmrużone czarne oczy. Dodał też, że była to postać "zatabaczona", osoba o usposobieniu zrzędliwym i niecierpliwym. Jednak przy bliskim poznaniu Bandtkie zyskiwał jako człowiek o prawym charakterze, wielkiej pracowitości, wierny przyjaciel i oddany opiekun młodych talentów.
Jego twórczość naukowa skupiała się na trzech dziedzinach: pisał prace o charakterze historycznym, językoznawczym oraz bibliograficznym. Jak stwierdził Henryk Barycz, to Bandtkie jako pierwszy w nauce polskiej zajął się dialektologią, gromadząc ciekawe materiały. W dziedzinie historii opracowywał monografie dotyczące dziejów Śląska, zwłaszcza w średniowieczu, stając się pionierem badań śląskoznawczych. Dowodził związków słowiańskiej autochtonicznej ludności z Polską, polemizował z historykami czeskimi i niemieckimi, starając się wykazać historyczną polskość tych ziem. Dla starszej młodzieży opublikował oparte na pracach Adama Naruszewicza Krótkie wyobrażenie dziejów Królestwa Polskiego, a w 1817 r. wydał z rękopisu Kronikę zboru ewangelickiego krakowskiego. Jego obszerna Historia prawa niemieckiego w Polsce, którą w rękopisie przekazał Janowi Kantemu Rzesińskiemu, nigdy nie ukazała się drukiem.
Wcześnie zajął się językoznawstwem, zwłaszcza słowiańskim. Do ważnych jego osiągnięć należy rozprawa Wiadomości o języku polskim w Śląsku i o polskich Ślązakach, która ukazała się w "Mrówce" w 1821 r. Kilka prac przeznaczył dla dzieci uczących się języka polskiego, np. Nowy elementarz polski, mający kilka wydań. Opracował też Nowy słownik kieszonkowy polsko-niemiecko-francuski, który wydał we Wrocławiu jego brat Jan Wincenty Bandtkie, ponadto Słownik dokładny języka polskiego i niemieckiego oraz Polnische Grammatik für Deutsche.
Mieszkając już w Krakowie, wydał m.in. broszury: Ojcze Nasz, modlitwa Pańska z różnych rękopismów, Wiadomość o najstarszym może Psałterzu polskim, a także ważne prace: Historja drukarń krakowskich, Historja biblioteki Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz Historja drukarń w Królestwie Polskiem i W. Księstwie Litewskiem. Tę ostatnią pozycję docenił i korzystał z niej Joachim Lelewel, pisząc swą obszerną dwutomową książkę Bibliograficznych ksiąg dwoje. Natomiast historię biblioteki Uniwersytetu Jagiellońskiego opracowaną przez Bandtkiego zauważył ówczesny literat i wydawca Konstanty Majeranowski, który na łamach "Pszczółki Krakowskiej" zamieścił napastliwą recenzję. Napisał m.in., że to raczej historia bibliotekarza (Bandtkiego), a nie biblioteki, dzieło jest "bez początku i końca", a jego autor "zrabował Kopernika dla Niemców". Bandtkie poczuł się bardzo urażony, pisząc w liście do Józefa Maksymiliana Ossolińskiego, iż ta recenzja to paszkwil, a jej autor to "ex-inspektor celny" i "płatny agent Świętego Przymierza". Z kolei w obronę książki Bandtkiego o bibliotece uniwersyteckiej włączył się prof. Kajetan Trojański, publikując na łamach "Gazety Literackiej" pochlebną opinię.
Oprócz obszerniejszych prac Jerzy Samuel Bandtkie ogłosił ponad osiemdziesiąt artykułów w różnych czasopismach. Ważną składową jego naukowej spuścizny, oprócz rękopisów i notatek, stanowi zachowana korespondencja z uczonymi polskimi, niemieckimi, czeskimi i rosyjskimi, w której poruszano naukowe tematy, podejmowano polemiki i omawiano ciekawe, sporne kwestie. Bandtkie wydawał w Krakowie czasopisma naukowe: "Miscelanea Cracoviensia" (w latach 1814-1815), potem "Rozmaitości Naukowe" (lata 1828-1831) oraz "Pamiętnik Krakowski Nauk i Sztuk Pięknych" - był ich redaktorem, współredaktorem, a także zamieszczał swe artykuły.
Wraz z Walentym Litwińskim zainicjował w 1815 r. powstanie Towarzystwa Naukowego Krakowskiego (to on był autorem Statutu!), którego został członkiem. Wcześniej, bo od 1810 r. był członkiem Warszawskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk.
Jerzy Samuel Bandtkie ożenił się w wieku pięćdziesięciu lat, 25 listopada 1818 r., ze swą stryjeczną siostrą Zuzanną Dorotą, córką Chrystiana Bogumiła Bandtkiego z Wrocławia. Kazimierz Girtler na kartach wspomnień odnotował:
Żonę pojął Ślązaczkę, Wrocławiankę, była niska, krępa, szpetna, ale miła, wzrok miała słaby. Bandtkie też okularów nigdy nie zdjął, bo bez nich zupełnie nic nie widział. [...] Bandtkie bywał wesoły, czego jego fizjonomia nie wróżyła. Odchodząc [z domu rodziców K. Girtlera], zabierając laskę i kapelusz mówił do żony: "Chodź moja ślepa, ślepy cię poprowadzi, oto teraz wiecie państwo sekret, dlaczego ja się z moją żoną ożeniłem. Obojeśmy niezdarzeni, oboje ślepi, to nie może być lepiej dobrane małżeństwo".
Ambroży Grabowski wspominał, że żartował z niego, iż ożeniwszy się nie ma jeszcze potomka. Ten odrzekł:
A daj mi pan pokój z tą myślą, ja sobie wcale tego nie życzę, bo proszę pana, w długiem życiu mojem przekonałem się, że kiedy zdarzyło mi się mieć w liczbie uczniów hebesa, osła, a nawet lamparta, był nim najczęściej synek profesorski. A cóżby to dla mnie była za pociecha?
Mając około sześćdziesiąt lat, zaczął podupadać na zdrowiu, a w 1834 r. dotknął go atak apoplektyczny, paraliżując część ciała. Odbywał kuracje w Cieplicach i Karlsbadzie, jednak ataki się ponawiały. Zmarł 11 czerwca 1835 r. i spoczął na cmentarzu Rakowickim.
Całą swoją bibliotekę zapisał Uniwersytetowi Jagiellońskiemu - została wcielona do ogólnego księgozbioru, ze skrupulatnie zaznaczoną proweniencją. Postawił jednak warunek, by za ten dar pozostałej po nim wdowie corocznie rząd wypłacał 1500 złotych polskich.
Jego imieniem nazwano ulicę w Krakowie, jedną z przecznic ul. Bronowickiej. Co więcej, zachowano i upamiętniono postać Bandtkiego jako założyciela szkoły w 1826 r. dla swych współwyznawców, przy kościele augsbursko-reformowanym św. Marcina, nazywając jego imieniem Fundację Edukacyjną.