Rozdział I. Plemiona serbołużyckie w IX-X wieku
ROZDZIAŁ I
PLEMIONA SERBOŁUŻYCKIE W IX-X WIEKU
Serbowie we wczesnym średniowieczu zamieszkiwali dorzecze środkowej Łaby
oraz Półwysep Bałkański. Być może obie grupy miały wspólną praojczyznę.
Trudno jednak przesądzić w chwili obecnej - jaką. Jako pierwszy o Serbach (Serboi) wspominał pisarz rzymski Pliniusz Młodszy (I wiek).
Później wzmiankował o nich grecki astronom, matematyk i geograf
Klaudiusz Ptolemeusz. W IV wieku Serbowie zostali podporządkowani przez
koczowniczy lud Hunów. Od ich dominacji uwolnili się już w połowie V
stulecia wskutek rozpadu państwa huńskiego. W ciągu kolejnego wieku
Serbowie zajęli obszar między Łabą a Odrą, stapiając się z miejscową
ludnością słowiańską. Od tego momentu można śledzić (niekiedy tylko
wyrywkowo) polityczne dzieje Serbów (Serbołużyczan), które dzieli się na
trzy odrębne okresy. Pierwszy z nich (VI-VIII wiek), to czas pokoju
umożliwiający wzrost sił wytwórczych. Drugi okres (do końca IX wieku)
charakteryzował się licznymi zmaganiami z państwem wschodniofrankijskim.
Natomiast trzeci okres (X wiek) zdominowały wojny prowadzone z Rzeszą
niemiecką, zakończone definitywną klęską plemion serbskich i zajęciem
ich terytorium przez obce rycerstwo1.
Serbowie nie stanowili jednolitego plemienia. Dostępne źródła pozwalają
wyróżnić wiele pomniejszych ludów, tworzących swego rodzaju federację
serbską. Władzę nad każdym z plemion sprawował lokalny władca z tytułem
księcia. Do najważniejszych szczepów serbskich zalicza się Milczan i Łużyczan. Ci pierwsi zamieszkiwali Milsko (Górne Łużyce). Ich główną
siedzibą był Budziszyn. Jedynym znanym księciem Milczan jest Sławibor.
Niewiele można o nim jednak powiedzieć. Około 860 roku córka Sławibora,
Ludmiła, wyszła za mąż za księcia czeskiego Borzywoja.
Siedziby Łużyczan lokalizuje się natomiast na Łużycach Dolnych, na
północ od Milczan, pomiędzy Sprewą na wschodzie, Czarną Elsterą na
południu, a ziemiami Płonich na zachodzie. Do najbardziej
rozpoznawalnych grodów łużyckich we wcześniejszym średniowieczu
należały: Niemcza, Jaryna, Dobryług oraz Lubusza. Jak wspominał
anonimowy autor tzw. Geografa Bawarskiego z połowy IX wieku,
Łużyczanom udało się wznieść aż 30 grodów. Tyle samo ośrodków mieli
posiadać także Milczanie2. Blisko spokrewnieni z Łużyczanami
byli Słupianie (zamieszkujący obszar między Sprewą a Nysą Łużycką),
Żarowianie (skupieni wokół Żar) oraz mieszkańcy plemienia Nice (z naczelnym grodem w Niemczy).
Na południowy wschód od Magdeburga usytuowana była siedziba Czerwiszczów
(Serbiszczów). Wzdłuż Łaby (pomiędzy ujściem Sali a ujściem Muldy)
znajdował się okręg Żyrmąt. Na południe od niego przebywali Koledzicy,
sąsiadujący od południa z Nielecicami. Z tymi ostatnimi graniczyli
Niżycy. Nielecicy od zachodu z kolei sąsiadowali z Susłami. Między
średnią Salą i Muldą (głównie w okolicach dzisiejszego Lipska)
przebywali Chudzicy. Między górną Elsterą i Salą były zlokalizowane
plemiona (podane tutaj w formie zlatynizowanej lub zniemczonej):
Strupenice, Weta, Tuchurini, Plisni, Puonzowa, Gera, Dobna oraz Orle. W okręgu Ponzowa znajdowały się Żytyce (Zeitz), gdzie Niemcy w 968 roku
utworzyli biskupstwo.
Między środkową Łabą a Muldą rozpościerał się obszar zajmowany przez
plemię Dalemińców, niekiedy nazywanych Głomaczami (tej drugiej nazwy
używali w zasadzie jedynie ówcześni mieszkańcy Niemiec). Południowa
granica Dalemińców ciągnęła się aż do Gór Kruszcowych. Przypuszcza się,
iż do wymienionego plemienia należał zamieszkujący tereny dzisiejszego
Drezna szczep Niżan.
Do najważniejszych ośrodków kraju Głomaczów zalicza się Strzałę (niem.
Strehla) oraz Ganę. Lokalizacja tego ostatniego grodu była przedmiotem
dyskusji. Niekiedy sytuowano go w Burgbergu nieopodal Zschaitz bądź w Zöthener Schanze na południe od Lommatzsch. W ostatnim okresie spore
grono zwolenników zyskała hipoteza, według której Gana mieściła się na
zachód od Łaby, w dolinie jednego z jej lewych dopływów zwanego Gana
(Jahne)3.
Według Thietmara nazwa kraju Głomaczów wzięła się od znajdującego się
tam źródła Głomacz, pełniącego funkcję ośrodka kultu pogańskiego. Jak
wspominał kronikarz, wody Głomacza rozlewały się w wielkie trzęsawisko,
"na którym wedle słów okolicznych mieszkańców i naocznych świadków
dziwne dzieją się sprawy. Jak długo tubylcy korzystają z dobrodziejstw
pokoju i ziemia nie odmawia im swych plonów, trzęsawisko to pokrywa się
pszenicą, owsem i żołędziami i utrzymuje w radości gromadzących się
gęsto wokoło sąsiadów. Ilekroć zaś rozszaleje się burza wojny, krew i popiół znaczą w nieuchronny sposób szlak przyszłości. To źródło każdy z mieszkańców czci i poważa więcej niż kościoły, choć to, czego od niego
oczekiwać może, jest tak niepewne"4.
Na początku VII wieku powstało na terenie Moraw pierwsze państwo
słowiańskie, nad którym objął władzę frankijski kupiec Samon [Samo]. W 631 roku udało mu się pokonać pod Wogastiburgiem króla Franków Dagoberta
I5. W tym samym czasie na arenie dziejowej pojawił się pierwszy
książę serbski - Derwan. Wykorzystał trudną sytuację państwa
frankijskiego i przyłączył się do zwycięzcy. W efekcie wojownicy serbscy
zaczęli uczestniczyć w wyprawach Samona na zachód. Około 634 roku wojska
słowiańskie doznały klęski od księcia Turyngii Radulfa. Ten ostatni
zdołał później oderwać się od państwa Franków, po czym sprzymierzył się
z Serbami i przy ich czynnym udziale zaczął niepokoić niszczycielskimi
wyprawami Dagoberta6.
O wspomnianych powyżej wydarzeniach informował w swej kronice dziejopis
Fredegar. Po jego śmierci ówczesne przekazy pisane nie zwróciły
pilniejszej uwagi na losy połabskich Serbów. Milczenie źródeł przerywają
dopiero późniejsze Roczniki Metteńskie (Annales Mettenses priores),
wspominające o buncie skierowanym przeciw majordomowi frankijskiemu
Pepinowi Krótkiemu. Rokoszem kierował brat Pepina Grifo. Porozumiał się
z Sasami, co spowodowało wyprawę odwetową majordoma przeciwko Saksonii.
Pepin w walce z bratem postarał się o pomoc jakichś Słowian, najczęściej
utożsamianych w nauce z Serbami. Ostatecznie Grifo musiał uznać wyższość
swego brata, który doznał klęski z rąk połączonych wojsk
frankońko-słowiańskich pod Ohrum7.
W 766 roku wojska serbskie zostały pokonane przez Franków w bitwie pod
Weidahaburc. Miejsce starcia pozostaje sporne, najczęściej poszukuje się
go na terenie okręgu Weta nad rzeką Wethau, dopływem Sali. Nic bliższego
nie sposób powiedzieć o konsekwencjach tej przegranej dla strony
serbskiej - być może nie było żadnych. W każdym razie kilka lat później
(780 rok) Karol Wielki spotkał się ze Słowianami osiedlonymi nad Ohre i Łabą. Wśród przybyłych tam plemion znajdowali się Serbowie, których
najprawdopodobniej przymuszono do uznania zwierzchnictwa
Franków8. Rzecz jasna, nie mogło się to podobać elitom
serbskim, które w 782 roku chwyciły za broń i zaatakowały Turyngię oraz
część Saksonii. Karol Wielki nie pozostał bierny i zebrał armię.
Dowództwo nad nią powierzył skarbnikowi Adalgiusowi, marszałkowi
Geilonowi oraz palatynowi Woradowi. Mimo poczynionych przygotowań
kampania słowiańska nie przyniosła Frankom wymiernych korzyści. W tym
samym czasie wybuchł bowiem niezwykle groźny bunt Sasów, co zmusiło
Karola Wielkiego do zmiany kierunku natarcia.
W 789 roku Karol Wielki podjął wyprawę przeciwko Wieletom, plemionom
słowiańskim zamieszkującym tereny między dolną Odrą a Łabą. Powody
najazdu nie są znane. Wiadomo jedynie, że genialny wódz Franków bardzo
starannie przygotował się do zmagań z wrogiem, opracowując oryginalny
plan wojenny. Przewidywał uderzenie na Wieletów z kilku kierunków. Od
północy mieli ich zaatakować Obodryci, grupa plemion połabskich
osiedlonych na obszarze dzisiejszej Meklemburgii i Szlezwiku-Holsztynu.
Od zachodu miało nadciągnąć wojsko Karola Wielkiego, z kolei od południa
- Serbowie połabscy. Wszystkie armie miały się połączyć pod wielecką
stolicą Brenną (Brandenburgiem) nad Hawelą. Serbowie, kierując się do
miejsca docelowego, przechodzili przez ziemię Czerwiszczan. Gdy tam
dotarli wraz z pozostałymi wojskami rozległej koalicji (w tym flotą
fryzyjską), król wielecki (rex Sclavorum) Drogowit postanowił
skapitulować. Postawa tego władcy raczej nie dziwi, ponieważ w starciu
ze znacznie liczniejszymi siłami sojuszniczymi nie miałby większych
szans9.
Tymczasem Frankowie nie wstrzymywali ręki i dalej zaciekle walczyli ze
Słowianami. W 805 roku cesarz Karol Wielki (od 800 roku) zaatakował z niewyjaśnionych dotąd powodów plemię Głomaczów. Wysłał przeciwko nim
swojego najstarszego syna Karola Młodszego. Władca Dalemińców, Siemił,
próbował się przeciwstawić najeźdźcom w walnej bitwie, lecz ostatecznie
został pokonany. W konsekwencji oddał zwycięzcom dwóch synów jako
zakładników. Wzmiankowany Siemił (Semela) jest jedynym znanym ze
źródeł księciem Dalemińców. Jeden z przekazów określił go nawet jako
króla (rex), mimo że nie sprawował władzy królewskiej10.
W 806 roku Karol Młodszy pojawił się na ziemiach Serbów. Tutejsze
plemiona pod wodzą niejakiego Miliducha wystąpiły zbrojnie przeciwko
Frankom i starły się z nimi w ciężkim boju. Bitwa odbyła się w miejscowości Hwerenaveldo, do dziś niezidentyfikowanej. W trakcie walk
zdziesiątkowano oddziały słowiańskie, a Miliduch poległ na placu
boju11. Nieco później Frankowie zbudowali grody Halle (na brzegu
Sali) oraz Magdeburg (nad Łabą), mające chronić ich przed najazdami
słowiańskimi12.
Ekspansywną politykę na wschodzie po śmierci Karola Wielkiego (814)
kontynuował jego syn Ludwik Pobożny (814-840). W 816 roku wybuchło
przeciwko niemu powstanie serbskie. Nowy cesarz szybko uporał się z nim
i zdobył bliżej nieznany gród, stanowiący - jak się przypuszcza -
centralny ośrodek Serbów. Kilkadziesiąt lat później Słowianie znowu
podnieśli głowy. Tym razem do walki przystąpił książę Koledziców
Ciemysł. Prawdopodobnie współpracował wtedy z Wieletami i Obodrytami,
którzy najechali w zbliżonym czasie Saksonię. Początkowo powstańcy
odnieśli wiele sukcesów, zdobywając i paląc wiele grodów nieprzyjaciela.
Frankowie jednak szybko otrząsnęli się, przechodząc do kontrataku. Tym
samym Słowianie znaleźli się w defensywie. Ciemysł bronił się
bohatersko. Nie wytrzymał jednak zdecydowanego naporu najeźdźców i poległ w bitwie pod Kesigeburchem, zapewne stoczonej w okolicy Cösitz, w widłach rzek Fuhne i Nessel. Frankowie następnie sterroryzowali
okoliczną ludność słowiańską i złupili kraj Koledziców, niszcząc przy
tym wiele ich grodów13.
Mniej więcej w tym samym czasie, gdy miały miejsce opisane powyżej
wydarzenia, książę Mojmir I (830-846) doprowadził do utworzenia państwa
wielkomorawskiego. Powstanie drugiego już w tej części Słowiańszczyzny
państwa słowiańskiego odwróciło uwagę Franków od Serbów. Frankami w tym
okresie rządził wnuk Karola Wielkiego - Ludwik Niemiecki
(843-876)14. W latach 848-851 Serbowie czynnie wspomagali księcia
wielkomorawskiego Rościsława (846-870) w walce z Ludwikiem. W tych
zmaganiach stroną zwycięską okazali się Słowianie. Jeszcze w 851 roku
urządzili udaną wyprawę przeciwko Turyngom. Niedługo potem doszło do
zmiany sojuszów. Stało się to głównie dzięki nowemu księciu serbskiemu
Cześciborowi, który zaczął wspomagać wschodnich Franków15.
W 855 roku ruszyła przeciwko Rościsławowi wielka armia
wschodniofrankijska. Dowództwo nad nią objął osobiście Ludwik. Udało mu
się wprawdzie dotrzeć do centrum państwa morawskiego (Mikulčic), jednak
doznał tam sromotnej klęski i ledwo uszedł z życiem. Porażka
zmobilizowała Ludwika do podjęcia już w przyszłym roku (856) kolejnej
wyprawy na Rościsława. Tym razem wódz frankijski zmienił nieco strategię
działania, uderzając najpierw na Głomaczów, sprzymierzeńców Morawian.
Dalemińcy najprawdopodobniej nie byli wówczas przygotowani do odparcia
najazdu. Nie dziwi zatem, że podczas bitwy z napastnikami ponieśli
druzgoczącą porażkę. W jej wyniku zmuszono ich do wydania zakładników i zapłacenia trybutu.
Współpraca Cześcibora z Ludwikiem została nieprzychylnie odebrana przez
część jego podwładnych, którzy w 857 roku chwycili za broń i wystąpili
przeciwko niemu. Powstanie zakończyło się pomyślnie dla spiskowców,
którym udało się pozbawić władzy znienawidzonego księcia, zmuszonego
ratować się ucieczką z kraju. Cześcibor znalazł schronienie na dworze
księcia turyńskiego Takulfa. Razem z nim rok później pojawił się na
Połabiu. Możni serbscy zamierzali ułożyć się z wygnańcem, jednak
zdecydowanie przeciwstawili się temu zwyczajni mieszkańcy. Doszło do
kolejnych zamieszek, w ich trakcie zamordowano Cześcibora16.
W kolejnych latach trwały dalsze zmagania między Serbami (wśród których
dominującą rolę odgrywali wtedy Susłowie) a Frankami. W 869 roku
Susłowie i Serbowie najechali z powodzeniem Turyngię. Wywołało to najazd
odwetowy Ludwika III, syna Ludwika Niemieckiego. Wyprawa była bardzo
udana i zakończyła się zhołdowaniem plemion serbskich. Kilka lat później
(874) Serbowie ponownie uderzyli na Turyngię, co znowu przyczyniło się
do zorganizowania przez Ludwika III akcji odwetowej. I tym razem
Słowianie zostali zwyciężeni. Ten sam schemat (wyprawa słowiańska na
Turyngię oraz odwet Franków) powtórzył się jeszcze w 877 i 880 roku. W ostatnim z wymienionych konfliktów militarnych uczestniczyło (obok
Serbów i Czechów) plemię Głomaczów. Najazd sił sprzymierzonych na
Turyngię nie przyniósł ostatecznie napastnikom wymiernych rezultatów.
Ich pochód zatrzymał margrabia Marchii Serbskiej Poppon
Babenberg17.
Wspomniany wyżej margrabia uczestniczył z kolei w 892 roku z biskupem
Würzburga Arnonem w wyprawie skierowanej przeciwko Czechom, wchodzącym
wówczas w skład państwa wielkomorawskiego. Kampania nie przyniosła
jednak organizatorom spodziewanych sukcesów. Wręcz przeciwnie, zarówno
na terenie Czech, jak i w drodze powrotnej do domu (w kraju Chudziców)
musieli uznać wyższość wojowników słowiańskich. Podczas drugiej fazy
zmagań śmierć poniósł biskup Arnon.
Wraz z objęciem władzy w państwie wschodniofrankijskim przez Arnulfa z Karyntii (877-899) zmienił się stosunek Karolingów do Słowian. Zaczęto
kłaść większy nacisk na polubowne ułożenie wzajemnych stosunków. Doszło
nawet do tego, że dwa lata przed swoją śmiercią Arnulf przywitał w Salz
nad Salą poselstwo serbskie, dziękujące mu za wstawienie się za nimi w jakimś bliżej nieznanym sporze. Pokój na obszarze pogranicznym nie trwał
jednak zbyt długo. Władzę w państwie wschodniofrankijskim (od tej pory
nazywanym niemieckim) po zmarłych Karolingach objęła niechętna wobec
Słowian połabskich saska dynastia Ludolfingów (919-1024)18.
Pierwszy przedstawiciel Ludofingów - Henryk I Ptasznik (919-936) -
borykał się w pierwszym okresie rządów z łupieżczymi najazdami Węgrów,
siejącymi postrach w ówczes-nej Europie. W 926 roku udało się królowi
wynegocjować kilkuletni rozejm z nomadami19. W efekcie skupił
się na porządkowaniu spraw wewnętrznych i przystąpił do reorganizacji
wojska. Jednocześnie z jego rozkazu zaczęto wznosić nowe grody na
pograniczu słowiańsko-niemieckim.
Henryk I był doświadczony w walce z Połabianami. Już w 906 roku stanął
na czele (mianowany przez ojca) armii saskiej atakującej Dalemińców.
Niestety, w zmaganiach z tymi Słowianami młody Ludolfinga poniósł
ewidentną klęskę (Głomaczowie w tym czasie współpracowali z Węgrami,
którym pozwalali na swobodny przemarsz przez podległe sobie tereny
podczas organizowania najazdów na ziemie niemieckie). Dalemińcy nie
pozostali dłużni Sasom i wraz z koczownikami pojawili się w Saksonii,
dokonując tutaj licznych aktów bezprawia20.
Tymczasem królowi Henrykowi po przeprowadzeniu koniecznych reform
wojskowych udało się powołać do życia lekką i ciężkozbrojną jazdę. Przed
jej ostatecznym użyciem w walce z ruchliwymi oddziałami Węgrów,
postanowił skierować ją przeciwko Słowianom, mającym stanowić swoisty
poligon doświadczalny. Równocześnie kosztem napadniętych plemion mógł
uzyskać środki na trybut dla Węgrów, obiecany im we wcześniej
zaprzysiężonym układzie rozejmowym. Organizując wyprawę na wschód,
Henryk liczył zapewne na rozerwanie przymierza słowiańsko-węgierskiego,
zmuszając Słowian do zaprzestania udzielania wsparcia
koczownikom21.
Zimą 928/929 roku Henryk I pojawił się pod Brenną, rządzoną przez
księcia Basql?biča z plemienia Stodoran. Pora roku umożliwiała
najeźdźcom podejście pod umocnienia masywnej twierdzy po skutej lodem
Hoboli. Niemcom nie udało się zdobyć grodu szturmem i musieli przystąpić
do jego oblężenia. Walki pod słowiańską warownią przeciągały się.
Ostatecznie obrońcy postanowili skapitulować (główną rolę odegrał
zapewne brak dostatecznych zapasów dla wyżywienia załogi). Basql?bič
przyjął zwierzchnictwo niemieckie, zobowiązując się płacić zwycięzcom
trybut. Dodatkowo oddał Niemcom swego syna Tęgomira jako zakładnika oraz
wydał nieznaną z imienia córkę za syna królewskiego, młodego Ottona
I22.
Nie minęło kilka miesięcy, kiedy wiosną 929 roku, po zasłużonym
odpoczynku, wojska niemieckie znalazły się w kraju Głomaczów, oblegając
ich najważniejszy ośrodek - Ganę. Niemcy chcieli za wszelką cenę zdobyć
ten gród i nieustannie nań nacierali. Załoga poddała się po trzech
tygodniach zaciętych walk, podczas których nie liczono się ze stratami.
Wojska Henryka I były bezwzględne wobec bezbronnych mieszkańców.
Wszystkich dorosłych mężczyzn pozabijano, kobiety i dzieci zaś wzięto do
niewoli. Uniesiony dotychczasowymi sukcesami Ludolfinga podążył w kierunku Pragi. Tutejszy książę czeski nie zamierzał jednak bronić
stolicy swego państwa i skapitulował przed wrogiem, zobowiązując się
płacić mu trybut23.
25 kilometrów na południowy wschód od zniszczonej Gany, nad Łabą, Henryk
I polecił zbudować wielki gród - Miśnię (niem. Meissen), który później
stał się stolicą Marchii Miśnieńskiej. Z badań archeologicznych wynika,
iż Miśnię zaczęto wznosić jeszcze w 929 roku24, co oznaczałoby, że
król niemiecki wydzielił do tego część swoich ludzi jeszcze w trakcie
trwania kampanii czeskiej w tym samym roku. Po zakończeniu działań
zbrojnych Ludolfinga zainicjował dalszą reorganizację słowiańskiego
pogranicza. W tym celu przebudował wiele grodów słowiańskich. W niektórych zastąpił miejscowe załogi swoimi garnizonami. Prace
fortyfikacyjne objęły warownie w: Aubergu, Torgau, Fichtenbergu i Görzig. Ostatnią z wymienionych twierdz jeszcze w 929 roku zastąpiono
niemieckim grodem w Strzale (niem. Strehla), broniącym brodu na Łabie.
Zasługą Henryka było dodatkowo wniesienie nowej twierdzy w Czyrzynie
(niem. Zehren), na lewym brzegu Łaby, kilka kilometrów od Miśni25.
Słowianie nie pozostali bezczynni wobec napadów niemieckich. Jeszcze
podczas czeskiej wyprawy Henryka I Redarowie, najważniejsze plemię
wieleckie, przekroczyli Łabę i zaatakowali gród Walsleben niedaleko
Hobolina. Atak zaskoczył mieszkańców, kompletnie nieprzygotowanych do
obrony. W rezultacie Słowianie wymordowali całą ludność, w tym
bezbronnych cywilów. Wkrótce potem cały kompleks obronny
zniszczono26.
Osiągnięcia Redarów rozwścieczyły Henryka Pasznika, który jeszcze pod
koniec sierpnia 929 roku wysłał sporą armię w kierunku Łączyna,
naczelnego grodu Linian, położonego nad Łabą ponad 80 km od Walsleben.
Słowianie nie wpuścili do środka rycerzy niemieckich, którzy rozpoczęli
oblężenie. W trakcie walk z pomocą obleganym przybyła odsiecz
słowiańska. 4 września 929 roku doszło pod umocnieniami Łączyna do
wielkiej bitwy. Ostatecznie zwycięsko wyszli z niej Niemcy, którzy
zmasowanym uderzeniem ciężkozbrojnej jazdy zepchnęli zaciekle broniących
się Redarów do rozpaczliwej defensywy. Poganie nie wytrzymali ataku,
uciekając z miejsca starcia. Niedobitki przyparto do okolicznych bagien,
otoczono i wzięto do niewoli. Załoga Łączyna, widząc, co się stało,
straciła nadzieję na kontynuowanie oporu i poddała gród27.
Henryk I w zwalczaniu plemion słowiańskich używał różnych środków.
Wiadomo m.in. o utworzeniu przezeń tzw. Legionu Łotrów, stacjonującego
pod Merseburgiem. Wspomniana formacja wojskowa została powołana z pospolitych przestępców, złodziei i rabusiów z okręgu Hassegau. Z czasem
Legion Łotrów stał się wyborową jednostką armii niemieckiej. Służacy w niej wojownicy mieli za zadanie nękać i łupić plemiona słowiańskie, w tym Serbów. Poza tym urządzali niespodziewane wyprawy na Słowian i bronili niemieckiej granicy przed ich kontratakami28.
W 932 roku Henryk I wyruszył przeciwko Łużycom i Milsku. Według
późniejszego przekazu Thietmara król miał w trakcie tej kampanii podbić
Milczan i zmusić ich do płacenia trybutu. Wkrótce potem Ludolfinga
skierował się przeciwko Łużyczanom, zdobywając ich główną siedzibę -
Lubuszę29. W tym ośrodku tym - jak zapewniał Thietmar -
mieszkało aż 10 tysięcy ludzi30. Jak na tamte czasy była to spora
liczba mieszkańców, dlatego opis kronikarski niekiedy uznaje się za
niewiarygodny.
W 933 roku miał miejsce kolejny najazd Węgrów na Saksonię, dokąd
dotarli, maszerując przez ziemie Głomaczów. Koczownicy wezwali wówczas
Słowian do współdziałania, lecz ci odmówili, rzucając im przed nogi
tłustego psa! Jak stwierdził Artur Szrejter, "opisujący to wydarzenie
kronikarz Widukind zinterpretował je jako okazanie koczownikom pogardy.
Dziś wiemy, że był to jasny dla ówczesnych pogan, a niezrozumiały dla
chrześcijańskiego historyka element kodu związanego ze zwyczajami bądź
Słowian, bądź Węgrów. Oznaczał zapewne neutralność, może też
wypowiedzenie jakiegoś wcześniejszego układu. Kody takie, pozostające w obrębie symboliki religijno-zwyczajowo-prawnej, powstawały we wszystkich
kulturach, a większość zanikała wraz z owymi kulturami. Przykład
tłustego psa pokazuje nam dobitnie, jak mało wiemy o dawnych sposobach
nawiązywania (i rozwiązywania) umów społecznych pomiędzy ludami
stojącymi na plemiennym etapie rozwoju"31.
Na podstawie powyższych informacji należy domniemywać, iż starszyzna
plemienna Głomaczów zapewne bardzo obawiała się restrykcji, jakie
dosięgłyby ją w razie poparcia nomadów. Najprawdopodobniej Słowianie nie
chcieli powtórzenia sytuacji z 929 roku, kiedy to zostali brutalnie
potraktowani przez Ludolfingów. Tymczasem Węgrzy kontynuowali wyprawę
bez wsparcia Słowian. Gdy dotarli do Sali, podzieli siły na dwie kolumny
(wschodnią i zachodnią). Ta pierwsza próbowała zdobyć gród w pobliżu
Merseburga, ale bez powodzenia. Na przeszkodzie stanął napastnikom król
Henryk, który zgromadził wojsko (w tym osławionych "łotrów") pod Riade,
nieopodal miejsca postoju Węgrów. Rankiem 15 marca 933 roku polecił on
lekkozbrojnej konnicy udać się w kierunku nomadów w celu wciągnięcia ich
w zasadzkę. Węgrzy jednak dostrzegli, na co się zanosiło, i zawczasu
wycofali się, pozostawiając obóz pełen jeńców. Do starcia zatem nie
doszło. Mimo wszystko Niemcom po raz pierwszy od wielu lat udało się
przymusić grabieżców do odwrotu.
Kilka lat później, w 936 roku, wybuchł spór między nieznanym z imienia
księciem serbskim a władcą czeskim Bolesławem I Okrutnym. Słowianie,
obawiając się niefortunnego dla nich rozwoju wydarzeń, poprosili Niemców
o pomoc, ci zaś jej nie odmówili. Tak oto lokalny konflikt przekształcił
się w wojnę z prawdziwego zdarzenia. Przemyślida nie zamierzał czekać i jako pierwszy przystąpił do boju. Miał ułatwione zadanie, ponieważ
Niemców w tym samym niemal czasie zaatakowali Redarowie, co zmusiło
dowództwo saskie do skierowania znacznej części dostępnych sił do walki
z tymi poganami. Ostatecznie Niemcy rzucili przeciwko Czechom resztę
oddziałów saskich i kontyngent z Turyngii. Tymi siłami dowodził graf
Asik, komendant Legionu Łotrów z Merseburga. Tymczasem Bolesław Okrutny
nie dopuścił do połączenia nieprzyjacielskich armii. Najpierw rozbił
Turyngów, następnie zaś Sasów. W tym ostatnim starciu poległ Asik.
Wkrótce potem ambitny władca czeski najechał ziemie serbskie.
Zaatakowany obszar został wówczas kompletnie zniszczony32.
Opisany powyżej pogrom Serbów miał miejsce już w czasach Ottona I Wielkiego, syna zmarłego w 936 roku Henryka I Ptasznika. Nowego króla
niemieckiego (od 962 roku również cesarza) uznaje się za władcę o szerokich horyzontach, potrafiącego dążyć do wyznaczonych celów w sposób
bardzo konsekwentny. Przez cały okres swego panowania prowadził Otton I aktywną politykę wobec Słowian i popierał w tym zakresie ambicje
wielkich feudałów, zmierzających do zawojowania całego Połabia. W tej
zaborczej działalności wspierali go początkowo legaci, kontrolujący
odpowiednie odcinki wschodniej granicy. Za środkowy i południowy sektor
pogranicza odpowiedzialny był graf merseburski Zygfryd. Odcinek północny
nadzorował natomiast Hermann Billung. Po śmierci Zygfryda (937) powołano
do życia tzw. Marchię Wschodnią i powierzono zarząd nad nią komesowi
Geronowi, od tej pory margrabiemu33.
Gero był człowiekiem bardzo bystrym i hołdował zasadzie, że "cel uświęca
środki". W pełni udowodnił to podczas wydarzeń rozgrywających się w 939
roku. Zaprosił wówczas około 30 książąt i przywódców słowiańskich ze
swojej marchii. Upił ich wszystkich, po czym kazał
wymordować34. Wśród zamordowanych znaleźli się zapewne nie
tylko władcy południowowieleccy, ale również serbscy. W ten sposób
margrabia wyeliminował ludzi, którzy mogliby stanąć na czele lokalnych
ruchów niepodległościowych wśród Serbów. Postępek Gerona nie zażegnał
jednak konfliktu między ludnością słowiańską a Niemcami. Ci ostatni
zdołali nawet przekupić przebywającego u nich od kilkunastu lat jeńca,
księcia Tęgomira, który około 940 roku pojawił się pod Brenną.
Przedstawił się jako uciekinier z saskiej niewoli, a mieszkańcy
stodorańskiego grodu, nie zdając sobie sprawy z podstępu,
entuzjastycznie przyjęli dawnego władcę. Tęgomir tylko na to czekał.
Chcąc usunąć konkurencję, spotkał się ze swym krewniakiem dzierżącym
wówczas władzę nad Brenną i podstępnie go zgładził. Następnie,
wypełniając warunki umowy z Niemcami, wpuścił do grodu wojsko Ottona. W rezultacie bez rozlewu krwi opanowano bardzo ważny ośrodek i podporządkowano władzy Ottona, jak wskazywał to kronikarz Widukind,
wszystkich Słowian aż do Odry35.
Zdrada Tęgomira przyniosła na kilka lat pokój na słowiańskim pograniczu.
Dopiero w 955 roku wybuchło kolejne powstanie Połabian, kierowane przez
Obodrytów i Wieletów. Nieoczekiwany zryw nie przyniósł jednak jego
inicjatorom spodziewanego sukcesu, zostali bowiem zdziesiątkowani w bitwie rzeką Raxą 16 października 955 roku36. W tym samym roku
doszło też wielkiego zwycięstwa oręża niemieckiego nad Węgrami na
Lechowym Polu37. W starciu tym uczestniczył po stronie Ottona I m.in. książę serbskiego plemienia Chudziców - Kuchawic. Poległ w nim zaś
książę Frankonii Konrad Czerwony, a zdartą z niego zbroję Chudzice
wzięli ze sobą. Jak napisał Robert F. Barkowski, "samo w sobie nie
byłoby to przestępstwem, gdyby oddali potem zbroję rodzinie poległego.
Być może w pobitewnym zamieszaniu działali impulsywnie, nie wiedząc
nawet, do kogo ta zbroja należy. O wiele później usłużny donosiciel
podszepnął o tym przebywającemu w Merseburgu Ottonowi Wielkiemu.
Rozsierdzony król nakazał rozstrzygnięcie sporu o cenną pamiątkę po
Konradzie za pomocą pojedynku. Widocznie nowi posiadacze zbroi nie
chcieli jej dobrowolnie oddać, stąd decyzja króla o pojedynku sądowym,
będącym niczym innym jak sądem bożym. Oznacza to, że ktoś ze strony
Niemców oskarżył słowiańskich rycerzy, znalazców zbroi, że weszli w jej
posiadanie w sposób niezgodny z prawem (ukradli go bądź przywłaszczyli
sobie). Ci zaś obstawali uparcie przy swoim, a że byli rycerzami, więc
król musiał się trzymać określonych zasad postępowania. Wedle ówczesnych
zwyczajów zwycięzca pojedynku w sądzie Bożym udowadniał swoją
niewinność, a przegranego obarczano winą. Słowianie przegrali i zawiśli
za karę na szubienicy"38.
Podbite przez Niemców ziemie Serbów zachodnich wielokrotnie stawały się
widownią działań wojennych w drugiej połowie X wieku. W Żytycach w lat
siedemdziesiątych pojawiły się wojska czeskie dowodzone przez hrabiego
Dediego, które spustoszyły okolicę39. Z braku świadectw
źródłowych trudno powiedzieć, jak do tego najazdu ustosunkowała się
miejscowa ludność słowiańska. Być może nie było wówczas żadnej reakcji,
co świadczyłoby o pełnym podporządkowaniu tych terenów administracji
niemieckiej. Za takim obrotem spraw przemawia pośrednio przebieg
wielkiego powstania Słowian połabskich z 983 roku. Wówczas to Wieleci
otwarcie wystąpili przeciwko dominacji Ludolfingów i wyrugowali ich z zajętych ziem40. Wspomniane wydarzenia odbiły się szerokim echem w Słowiańszczyźnie, jednak w zachowanych źródłach nie ma nic o przystąpieniu ludów serbskich do tej rewolty41. Z kolei w 990
roku książę obodrzycki Mściwój najechał Saksonię. Zniszczono wówczas nie
tylko Hamburg, ale również klasztor św. Wawrzyńca w Kalbe nad
Muldą42. Podobnie jak miało to miejsce wcześniej, i tym razem nic
nie wiadomo o dołączeniu Serbów do działań wojennych43.
Zajęcie przez Niemców naczelnego grodu łużyckiego - Lubuszy (932) - nie
pociągnęło za sobą, jak się zdaje, trwałego podboju Łużyczan, skoro w 963 roku pojawił się w tych stronach margrabia Gero. Margrabia do
ostatniej wojny w swym życiu przygotował się starannie. W efekcie zdobył
(tym razem na stałe) nie tylko Łużyce, ale również sąsiadujący z nimi
kraj Słupian. W ten sposób przeniesiono granicę cesarstwa na linię Nysy
Łużyckiej. Walki ze Słowianami okazały się uciążliwe i trudne. Gero
stracił wówczas wielu rycerzy, w tym swojego bratanka, sam zaś został
ciężko ranny44.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki