Rozdział I
Wieczorek w Fort Reliance
Wieczorem tego dnia - siedemnastego marca 1859 roku - kapitan Craventy wyprawił w Fort Reliance1 uroczyste przyjęcie.
Słowa "uroczyste przyjęcie" nie powinny się nam tutaj kojarzyć ze wspaniałą galą, balem dworskim, rautem z biciem w dzwony czy koncertem z udziałem wielkiej orkiestry. Zabawa urządzona przez kapitana Craventy'ego była prostsza, choć oficer ów zrobił wszystko, aby przydać jej możliwie najjaśniejszego blasku.
Dlatego też pod nadzorem kaprala Joliffe'a ustrojono wielką izbę na parterze budowli. Nadal widoczne były drewniane ściany, postawione z ledwie co ociosanych pni ułożonych poziomo jeden na drugim; ale ich nagość przesłaniały cztery flagi brytyjskie zawieszone w czterech narożnikach oraz przyniesione z arsenału fortu panoplie2. Długie, niewygładzone i poczerniałe belki powały rozciągały się między z grubsza dopasowanymi słupami, które je podpierały, a z nich niby żyrandole kołysały się zawieszone na łańcuchach dwie lampy z odbijającymi światło blachami, wystarczająco rozjaśniające przydymione powietrze świetlicy. Okna były tak wąskie, że niektóre przypominały strzelnice; ich szyby, pokryte grubą warstwą szronu, nie przyciągały zaciekawionych spojrzeń. Podziw gości wywoływało natomiast parę gustownie zawieszonych draperii z czerwonej bawełny. Podłogę tworzyły ułożone obok siebie grube deski, które kapral Joliffe z tej okazji starannie zamiótł. Brakowało foteli, kanap, krzeseł i innych elementów nowoczesnego umeblowania, które tylko utrudniałyby ruchy zgromadzonych. Drewniane ławy, do połowy zagłębione w grube ściany, potężne kloce ociosane siekierą i dwa stoły o szerokich nogach tworzyły całe wyposażenie świetlicy. Za to ścianę działową z wąskimi jednoskrzydłowymi drzwiami, którymi wchodziło się do sąsiedniego pokoju, udekorowano w sposób jednocześnie malowniczy i bogaty. Z belek w godnym podziwu ładzie zwisały kosztowne futra stanowiące kolekcję, jakiej nie udałoby się zobaczyć na wzbudzających największą zawiść wystawach sklepów przy Regent Street3 albo Newskim Prospekcie4. Można by rzec, że wśród owych dekoracji znalazły się najpiękniejsze skóry przedstawicieli całej fauny krain arktycznych. Wzrok, niezdecydowany, co ma podziwiać, przeskakiwał między futrami wilków, niedźwiedzi szarych, niedźwiedzi polarnych, wydr, rosomaków5, norek, bobrów, piżmaków6, gronostajów i lisów srebrzystych. Nad tą wystawą rozciągało się motto złożone z liter zręcznie wyciętych z kawałków pomalowanej tektury - motto słynnej Kompanii Zatoki Hudsona7:
PROPELLE CUTEM8
- Kapralu Joliffe - powiedział kapitan Craventy do swojego podwładnego - naprawdę przeszliście samego siebie!
- Też tak uważam, panie kapitanie, właśnie tak - odparł kapral. - Przyznajmy jednak każdemu, co mu się należy. Pańskie pochwały po części powinny objąć mistress9 Joliffe, która pomagała mi w całej pracy.
- To zmyślna kobieta, kapralu.
- Nikt jej nie dorówna, panie kapitanie.
Na środku świetlicy wznosił się ogromny piec zbudowany pół na pół z cegieł i kafli, a z jego wielkiej blaszanej rury przebijającej strop wydobywały się na zewnątrz kłęby czarnego dymu. Piec ten huczał, szumiał i rozpalał się do czerwoności za sprawą szufli węgla, wrzucanych do niego bez przerwy przez palacza, którym był wyznaczony do tego zadania żołnierz. Niekiedy porywy wiatru wpadały do komina, a wtedy dławiący dym unosił się z paleniska i wdzierał do świetlicy. Języki płomieni lizały wówczas ceglane ściany pieca, a nieprzejrzysta chmura pochłaniała światło lampy i brudziła sadzą belki powały. Goście Fort Reliance nie przejmowali się jednak zbytnio ową drobną niewygodą. Piec ich ogrzewał i cena za dawane przez niego ciepło nie mogła być za wysoka, gdyż na zewnątrz panował straszliwy mróz, a towarzyszyły mu podmuchy północnego wiatru, które podwajały jego moc.
Wokół domu słychać było bowiem odgłosy burzy. Padający śnieg, przechodzący już niemal w grad, walił z trzaskiem w szron na szybach. Ostre gwizdy wdzierające się szczelinami wokół drzwi i okien stawały się często całkiem głośne, a potem zapadała wielka cisza. Przyroda jakby nabierała wtedy tchu, a potem wichura zaczynała raz jeszcze szaleć ze straszliwą siłą. Wyczuwalne były wstrząsy domu w jego posadach, dobiegały trzaski desek i jęki belek. Ktoś obcy, nie tak jak mieszkańcy fortu nawykły do owych gwałtownych zaburzeń powietrza, mógłby się zastanawiać, czy nawałnica nie porwie tego skupiska tarcic i pni. Goście kapitana Craventy'ego mało jednak zważali na zawieję i gdyby nawet znajdowali się na zewnątrz, to nie lękaliby się jej, zupełnie jak nawałniki burzowe10, które igrają podczas sztormów.
Spośród przybyłych gości należy wszakże niektórych wyróżnić. Na wieczorku zebrało się około stu osób obojga płci. Tylko dwie z nich - same kobiety - nie należały do stałej obsady Fort Reliance. Ową zaś obsadę tworzył kapitan Craventy, porucznik Jasper Hobson, sierżant Long, kapral Joliffe i około sześćdziesięciu żołnierzy bądź pracowników Kompanii. Było wśród nich kilku żonatych, w tym kapral Joliffe, szczęśliwy mąż żywej i baczącej na wszystko Kanadyjki, a także niejaki Mac Nap, Szkot ożeniony ze Szkotką, i John Rae, który niedawno zawarł ślub z Indianką z okolicznych plemion. Wszyscy ci ludzie, niezależnie od ich stopnia, tak oficerowie, jak pracownicy czy żołnierze, byli tego wieczora goszczeni przez kapitana Craventy'ego.
Wypada tutaj dodać, że w przyjęciu brali udział nie tylko miejscowi pracownicy Kompanii. Na zaproszenie kapitana Craventy'ego stawili się ludzie z sąsiednich fortów - a w tych odległych krainach sąsiadów mogły dzielić nawet setki mil. Wielu pracowników i handlarzy przybyło z Fort Providence11 i Fort Resolution12, zbudowanych w okolicach Jeziora Niewolniczego13, a nawet z Fort Chipewyan14 i Fort Liard15 leżących dalej na południe. Owych pustelników niemalże zagubionych w bezludziach ziem hiperborejskich16 przyciągnęła rzadka tam rozrywka, niespodziewana zabawa, której oczekiwali z wytęsknieniem.
Ponadto kilku wodzów indiańskich nie odrzuciło złożonego im zaproszenia. Owi tubylcy utrzymywali stałe kontakty z faktoriami17 i w zamian za towary dostarczali dużą część futer, którymi handlowała Kompania. W większości byli to Indianie z plemienia Czipewejów18, mężczyźni silni, o mocnej budowie, ubrani w skórzane kurty i futrzane płaszcze, w których wspaniale wyglądali. Ich twarze pomalowane w połowie na czerwono, a w połowie na czarno, przypominały szczególne maski, jakie w ramach "miejscowego kolorytu" nakładają w Europie występujące w widowiskach diabły. Na głowach Indianie nosili pęki orlich piór, rozpostarte niczym wachlarz se?ory19 i chwiejące się przy każdym ruchu czarnych włosów. Wodzowie ci, których było kilkunastu, nie zabrali z sobą żon, nieszczęsnych squaw20, traktowanych niewiele lepiej aniżeli niewolnice.
Tacy byli uczestnicy owego przyjęcia, wydanego w Fort Reliance przez kapitana. Nie tańczono, gdyż nie było orkiestry, ale bufet z naddatkiem wynagradzał brak muzykantów grających na balach europejskich. Na stole stał pudding21 w kształcie piramidy, przyrządzony własnoręcznie przez Mrs22 Joliffe; miał kształt ogromnego ściętego stożka zrobionego z mąki oraz z sadła reniferów i wołów piżmowych23. Mogło nie być w nim jajek, mleka i owoców cytrusowych, zalecanych przez książki kucharskie, ale owe braki nadrabiał swoimi gigantycznymi rozmiarami. Mrs Joliffe nieustannie kroiła go na plastry, ale ogromna masa nadal się nie rozpadała. Na stole wznosiły się również stosy kanapek, w których suchary zastępowały cienkie kromki angielskiego chleba; między parami sucharów, które pomimo twardości nie były w stanie oprzeć się zębom Czipewejów, Mrs Joliffe sprytnie umieściła cienkie paski corned beef24, rodzaju solonej wołowiny, która zastąpiła występujące w bufetach Starego Kontynentu szynkę z Yorku25 i galantynę26 z truflami. Jako napitki służyły whisky i dżin podawane w kubeczkach z cyny, nie wspominając już o gigantycznym ponczu, który miał zakończyć przyjęcie i o którym Indianie długo rozprawiali w swoich wigwamach27.
A jakimiż pochwałami zasypywano tego wieczora małżonków Joliffe! Ale też jakże się starali, jakże byli usłużni! Jakby się pomnożyli! Z jaką serdecznością czuwali nad rozdawaniem poczęstunków! Nie czekali na życzenia gości, uprzedzali je wszystkie. Nikt nie zdążył nawet poprosić o cokolwiek, ani nawet o tym pomyśleć! Po kanapkach podawano kawałki niekończącego się puddingu! Po puddingu zaś szklaneczki dżinu lub whisky!
- Nie, dziękuję, pani Joliffe.
- Jesteście zbyt łaskawi, kapralu, poproszę o pozwolenie na odsapnięcie.
- Mistress Joliffe, zapewniam, że nie mam już miejsca!
- Kapralu Joliffe, robicie ze mną, co tylko chcecie.
- Nie tym razem, droga pani, nie tym razem! Niemożliwe!
Z takimi odpowiedziami niemal zawsze spotykała się dobrana para, ale kapral i jego żona nalegali tak usilnie, że w końcu ulegali nawet najbardziej oporni. Tak więc nieustannie jedzono i bez przerwy pito! Głośność rozmów stale rosła! Żołnierze i pracownicy coraz bardziej się ożywiali. W jednym miejscu rozmawiano o polowaniach, w drugim o handlu. Jakież plany snuto na następny sezon! Całej fauny obszarów arktycznych nie wystarczyłoby do zaspokojenia tych przedsiębiorczych myśliwych. Niedźwiedzie, lisy i woły piżmowe już padały od ich kul! Tysiące bobrów, szczurów, gronostajów, kun i norek tkwiło już w ich sidłach! Cenne futra przepełniały magazyny Kompanii, której zyski w tym roku przekraczały wszelkie oczekiwania. A kiedy szczodrze rozdawane napitki rozpalały wyobraźnię Europejczyków, poważni i milczący Indianie, zbyt dumni, aby okazywać podziw, zbyt ostrożni, aby składać obietnice, pozwalali innym rozmawiać plączącymi się językami, sami zaś w wielkich ilościach pochłaniali wodę ognistą kapitana Craventy'ego.
Kapitan, zadowolony z tego zamieszania, usatysfakcjonowany przyjemnością czerpaną przez tych biednych ludzi, zdegradowanych niejako do miejsca poza światem zamieszkanym, wędrował szczęśliwy wśród swoich gości, na wszystkie zadawane mu pytania dotyczące przyjęcia odpowiadając tak:
- Zwracajcie się do Joliffe'a! Do Joliffe'a!
I zwracano się do kaprala, który zawsze dla każdego miał jakieś miłe słowo.
Spośród ludzi zajmujących się strzeżeniem i obsługą Fort Reliance, na kilku należy zwrócić szczególną uwagę, ponieważ to właśnie oni padną ofiarą straszliwych wydarzeń, jakich nie była w stanie przewidzieć żadna ludzka przenikliwość. Trzeba zatem wspomnieć między innymi o poruczniku Jasperze Hobsonie, sierżancie Longu, małżeństwie Joliffe i o dwóch nieznajomych kobietach, obdarzanych tego wieczora przez kapitana największymi honorami.
Porucznik Jasper Hobson miał wtedy czterdzieści lat. Niewysoki i szczupły, brak wielkiej siły mięśni nadrabiał mocą charakteru, dzięki której pokonywał wszelkie próby i wychodził cało z wszystkich wydarzeń. Był "dzieckiem Kompanii". Jego ojciec, major Hobson, Irlandczyk z Dublina, zmarły przed kilkoma laty, długi czas wraz z Mrs Hobson mieszkał w Fort Assiniboine28. Tam właśnie urodził się Jasper Hobson. Tam to, u podnóża Gór Skalistych, upływały w swobodzie jego dzieciństwo i młodość. Surowo wychowywany przez majora Hobsona, jeszcze jako nastolatek dzięki swej zimnej krwi i odwadze stał się "mężczyzną". Jasper Hobson nie był myśliwym, ale żołnierzem, oficerem inteligentnym i dzielnym. W czasie walk toczonych przez Kompanię w Oregonie29 z rywalizującymi z nią kompaniami Unii30 wyróżniał się zapałem i odwagą, szybko awansując na stopień porucznika. Jego usługi zostały docenione i przyniosły mianowanie go dowódcą wyprawy wysłanej na północ. Jako cel owej wyprawy wskazano zbadanie terenów na północ od Wielkiego Jeziora Niedźwiedziego31 i zbudowanie fortu na samej granicy kontynentu amerykańskiego. Porucznik Jasper Hobson miał wyruszyć w pierwszych dniach kwietnia.
Tak jak porucznik był oficerem pod każdym względem, sierżant Long, mężczyzna pięćdziesięcioletni, którego splątana broda wyglądała na uczynioną z włókien kokosowych, był w pełni żołnierzem, odważnym od urodzenia, posłusznego charakteru, wiedzącym tylko to, co rozkazano mu wiedzieć, nie podważał nigdy wydanego rozkazu, choćby brzmiał najdziwaczniej, nie zastanawiał się nad niczym, jeśli chodziło o służbę. Stanowił istną maszynę w mundurze, ale maszynę doskonałą, która nie psuła się nigdy, zawsze maszerowała i nigdy się nie męczyła. Dla swoich ludzi sierżant Long mógł być trochę zbyt surowy, ale taki był również dla siebie. Nie tolerował najdrobniejszego choćby naruszenia dyscypliny, karał bez litości za najmniejsze wykroczenia, a sam nigdy nie został ukarany. Trzeba jeszcze dodać, że czasami dowodził, gdyż wymagał tego posiadany przezeń stopień, ale w istocie nie cieszyło go nigdy wydawanie rozkazów. Jednym słowem był z niego człowiek posłuszny od urodzenia, a to podporządkowywanie własnej osoby wynikało z biernego charakteru. Z takich właśnie ludzi powstają najgroźniejsze armie. Są ramionami służącymi jednej głowie. Czyż nie z takich składa się prawdziwa potęga? Pani Bajka stworzyła dwa typy potworów: Briareosa32 o stu rękach i Hydrę33 o stu głowach. Gdybyśmy doprowadzili do ich walki między sobą, który by wygrał? Briareos.
Poznaliśmy już kaprala Joliffe'a. Była może z niego mucha samochwała34, ale wszyscy z przyjemnością słuchali jej brzęczenia. Nadawałby się lepiej na ochmistrza niż na żołnierza, jak zresztą sam uważał. Dlatego lubił mówić o sobie "kapral zajmujący się szczegółami", ale w owych szczegółach pogubiłby się ze sto razy, gdyby nie był prowadzony pewną ręką drobnej Mrs Joliffe. Wynika stąd, że kapral słuchał się swojej żony, nigdy się jednak do tego nie przyznając, na pewno mówiąc sobie, jak filozof Sancho35: "Rada kobiety jest byle jaka, ale potrzeba szalonego, żeby się nią nie przejmować!".
Element obcy wśród obecnych na tym wieczorku stanowiły, jak zostało to już wspomniane, dwie kobiety w wieku około czterdziestu lat. Jednej z nich słusznie należało się miejsce w pierwszym szeregu sławnych podróżniczek. Paulina Barnett, tak się bowiem nazywała, rywalizowała z paniami Pfeiffer36, Tinne37 i Hommaire de Hell38, Niejeden też raz mówiono o niej z uznaniem na posiedzeniach Królewskiego Towarzystwa Geograficznego39. Podczas swojej wyprawy w górę nurtu Brahmaputry40 aż do gór Tybetu i przez nieznany zakątek Nowej Holandii41, od Zatoki Łabędziej42 do zatoki Karpentaria43, Paulina Barnett odznaczyła się wszelkimi cechami wielkiej podróżniczki. Tę wysoką kobietę, wdowę od piętnastu lat, zapał do podróży skłaniał do wędrowania bez ustanku po nieznanych krainach. Jej głowa, owinięta długimi pasmami włosów, posiwiałych już miejscami, zdradzała ogromną energię. Swe lekko krótkowzroczne oczy skrywała za okularami w srebrnej oprawce, opierającymi się na długim, prostym nosie, którego ruchliwe nozdrza jakby wdychały przestrzeń. Zachowywała się, trzeba jej przyznać, był może nieco jak mężczyzna, a całą swą osobą wyrażała nie tyle wdzięk, ile siłę charakteru. Owa Angielka z hrabstwa York44 posiadała spory majątek, którego większą część poświęcała na awanturnicze wyprawy. W tamtej zaś chwili znalazła się w Fort Reliance, ponieważ nowa podróż odkrywcza sprowadziła ją w to odległe miejsce. Po zapędzaniu się w obszary równikowe chciała niewątpliwie dotrzeć także do najdalszych zakątków krain hiperborejskich. Jej obecność w forcie stanowiła wydarzenie. Dyrektor Kompanii wysłał do kapitana Craventy'ego specjalny list polecający Paulinę Barnett. Treść owego listu nakazywała kapitanowi ułatwić słynnej podróżniczce wykonanie jej zamiaru dotarcia do wybrzeży Morza Polarnego. Ogromne przedsięwzięcie! Wymagało powtórzenia drogi, którą pokonali przedtem Hearne45, Mackenzie46, Rae47 i Franklin48. Ileż trudów, ileż wyzwań i jakie niebezpieczeństwa niosły zmagania ze straszliwymi żywiołami klimatu arktycznego! Skąd kobieta miała wziąć odwagę, aby wybrać się tam, gdzie wielu odkrywców musiało się wycofać lub gdzie zginęło? Lecz zatrzymywana teraz przez ściany Fort Reliance nieznajoma nie była wcale kobietą: była Pauliną Barnett, laureatką nagród Towarzystwa Królewskiego.
Dodajmy, że słynnej podróżniczce towarzyszyła służąca Madge, a raczej nie służąca, tylko oddana i odważna przyjaciółka, poświęcająca dla niej całe swe życie, Szkotka z dawnych czasów, którą mógłby poślubić Kaleb49, nie przynosząc ujmy swojemu pochodzeniu. Madge była kilka lat, około pięciu, starsza od swojej pani, wysoka i mocno zbudowana. Madge i Paulina mówiły sobie na ty. Paulina uważała Madge za starszą siostrę, a ona ją za córkę. Krótko mówiąc, obie te kobiety były jakby jedną osobą.
Aby niczego nie ukrywać, to właśnie na cześć Pauliny Barnett kapitan Craventy tego wieczora urządził wieczorek dla swoich pracowników i Indian z plemienia Czipewejów. Podróżniczka miała się bowiem przyłączyć do oddziału porucznika Jaspera Hobsona wysłanego w celu badania ziem północnych. To z powodu Mrs Pauliny Barnett w wielkiej świetlicy faktorii rozbrzmiewały wesołe wiwaty.
A przyczyną spalenia tego pamiętnego wieczora w piecu kwintala50 węgla było to, że na zewnątrz były dwadzieścia cztery stopnie Fahrenheita poniżej zera (32 stopnie Celsjusza poniżej zera), Fort Reliance znajduje się zaś na 61°47'51 szerokości geograficznej północnej, tylko niecałe cztery stopnie od koła podbiegunowego.
1 Fort Reliance - placówka handlowa Kompanii Zatoki Hudsona leżąca nad wschodnim skrajnym brzegiem Wielkiego Jeziora Niewolniczego, u ujścia rzeki Lockhart, w południowo-wschodniej części Terytoriów Północno-Zachodnich w Kanadzie, założona w roku 1833 przez George'a Backa, rozbudowana w 1855, od roku 1953 uznana za zabytek.
2 Panoplia - motyw dekoracyjny złożony z elementów uzbrojenia, wyposażenia wojskowego i trofeów wojennych.
3 Regent Street - jedna z głównych ulic centrum Londynu, w dzielnicy West End, wytyczona w roku 1825 jako ulica handlowa, obecnie w całości uważana za zabytek.
4 Newski Prospekt - główna ulica Petersburga w Rosji, wytyczona przez Piotra Wielkiego.
5 Rosomak tundrowy (Gulo gulo) - drapieżnik z rodziny łasicowatych, występuje w północnej części Ameryki Północnej, głównie na terenach górzystych, długość ciała do 85 cm, futro długie, brązowoczarne z jasnymi plamami, niezbyt cenione, dawniej mocno tępiony, bliski wyginięcia.
6 Piżmak amerykański (szczur piżmowy, Ondatra zibethicus) - gryzoń ziemno-wodny z rodziny chomikowatych, występuje w Ameryce Północnej (USA i Kanada); długość do 30 cm, futro gęste, ciemnobrunatne, dawniej bardzo cenione.
7 Kompania Zatoki Hudsona - korporacja założona w roku 1670 jako spółka handlująca futrami zwierząt, jej statut zatwierdzony przez króla Anglii Karola II dawał spółce monopol na handel na całym terytorium kanadyjskich posiadłości Wielkiej Brytanii, od roku 1821 zajmowała się także wydobywaniem surowców mineralnych, jej znaczenie upadło po roku 1870, działa nadal.
8 PROPELLE CUTEM (właśc. Pro pelle cutem, łac.) - za skórę skóra, motto Kompanii Zatoki Hudsona używane od samego jej początku, mające podobno znaczyć, że traperzy narażali swoje skóry, aby zdobywać skóry zwierząt.
9 Mistress (ang.) - pani, zwrot grzecznościowy stosowany wobec kobiet zamężnych.
10 Nawałniki burzowe (Hydrobates pelagicus) - niewielkie (długość do 18 cm) ptaki oceaniczne z rodziny nawałników, występują w północno-wschodniej części Atlantyku i w Morzu Śródziemnym, upierzenie ciemnobrązowe z białymi paskami na skrzydłach, często towarzyszą statkom, nawet podczas sztormów.
11 Fort Providence - placówka w południowej części Terytoriów Północno-Zachodnich w Kanadzie, nad rzeką Mackenzie, 40 km na zachód od Wielkiego Jeziora Niewolniczego, założona w roku 1868 przez Kompanię Zatoki Hudsona na miejscu wcześniejszej misji katolickiej, obecnie osada zamieszkana głównie przez Indian.
12 Fort Resolution - placówka w południowej części Terytoriów Północno-Zachodnich w Kanadzie, u ujścia Rzeki Niewolniczej do Wielkiego Jeziora Niewolniczego, założona w roku 1819 przez Kompanię Zatoki Hudsona, obecnie osada zamieszkana głównie przez Indian.
13 Wielkie Jezioro Niewolnicze - jezioro w południowo-wschodniej części Terytoriów Północno-Zachodnich w Kanadzie; powierzchnia 27 200 km2, długość 480 km, najgłębsze jezioro Ameryki Północnej (maksymalnie 614 m).
14 Fort Chipewyan - u J. Verne'a: Chipewan; placówka w północno-wschodniej części Alberty, nad rzeką Mackenzie, 40 km na zachód od Wielkiego Jeziora Niewolniczego, założona w roku 1868 przez Kompanię Zatoki Hudsona na miejscu wcześniejszej misji katolickiej, obecnie osada zamieszkana głównie przez Indian.
15 Fort Liard - placówka w południowej części Terytoriów Północno-Zachodnich w Kanadzie, nad rzeką Liard, założona przed rokiem 1807 przez Kompanię Północno-Zachodnią, obecnie osada zamieszkała głównie przez Indian.
16 Hiperborejski - dotyczący dalekiej północy, w mitologii greckiej Hiperborejczycy to legendarny lud wiodący błogie życie, mieszkający poza (hiper) Boreaszem, czyli wiatrem północnym.
17 Faktorie - osady zakładane w koloniach lub w państwach niezależnych, zajmujące się prowadzeniem wymiany handlowej, często obwarowane, jak w przypadku fortów kanadyjskich.
18 Czipewejowie - plemię Indian kanadyjskich, mówiące językiem z grupy algokiańskiej, zajmujące tereny południowej Kanady, a nie wokół Wielkiego Jeziora Niewolniczego, gdzie w XIX wieku i obecnie występuje lud Dene (Slavey).
19 Se?ora (hiszp.) - pani.
20 Squaw - dawne określenie kobiet z plemion tubylczych Ameryki Północnej, pochodzące od słowa w językach algokiańskich, o znaczeniu "kobieta", używane przez białych, obecnie uważane za ubliżające i rasistowskie.
21 Pudding - ogólna nazwa wielu dań kuchni brytyjskiej, głównie ciast z różnym nadzieniem, także mieszanek mięs lub podrobów z dodatkami, zapiekanych lub gotowanych, pudding może być daniem głównym albo deserem.
22 Mrs (ang.) - pani, skrót od mistress, tytułu grzecznościowego stosowanego wobec kobiet zamężnych i wdów.
23 Woły piżmowe (Ovibos moschatus) - dawna potoczna nazwa piżmowołów arktycznych, ssaków parzystokopytnych z rodzaju piżmowołów; wysokość w kłębie do 1,4 m, futro długie, gęste, barwy ciemnobrunatnej, rogi u obu płci; występują na terenach tundry w Kanadzie i na Grenlandii wzdłuż wybrzeży Oceanu Arktycznego, dawniej także w Europie i Azji.
24 Corned beef (ang.) - u J. Verne'a: corn-beef; konserwy z peklowaną wołowiną, od początku XIX wieku eksportowane z Wielkiej Brytanii.
25 Szynka z Yorku - tradycyjna szynka wieprzowa z hrabstwa Yorkshire w północnej Anglii, peklowana na sucho, jedzona po ugotowaniu.
26 Galantyna - potrawa z gotowanego mięsa i warzyw, podawana w galarecie na zimno.
27 Wigwam - przenośny namiot w kształcie kopuły lub stożka używany przez Indian Ameryki Północnej, o szkielecie z gałęzi, pokrytym matami trzcinowymi lub skórami, o jednym wejściu, z paleniskiem w środku.
28 Fort Assiniboine - placówka w środkowej części prowincji Alberta w Kanadzie, nad rzeką Athabaska, założona w końcu XVIII wieku przez Kompanię Północno-Zachodnią, opuszczona, zajęta ponownie w roku 1824 przez Kompanię Zatoki Hudsona, obecnie osada zamieszkała głównie przez Indian.
29 Tereny Oregonu były na początku XIX wieku przedmiotem monopolu Kompanii Zatoki Hudsona, w roku 1843 Amerykanie wytyczyli szlak do tych ziem, co zapoczątkowało osadnictwo i rywalizację z placówkami Kompanii, od 1846 Stany Zjednoczone objęły pełną władzę poniżej 49. równoleżnika; walk z Kompanią było mało lub nie było ich wcale.
30 Unia - nazwa stanów pozostałych w składzie USA po wybuchu wojny secesyjnej (1861-1865), po tej wojnie inne określenie całych Stanów Zjednoczonych.
31 Wielkie Jezioro Niedźwiedzie - jezioro w północnej części Terytoriów Północno-Zachodnich w Kanadzie; powierzchnia 31 153 km2 (ósme pod tym względem na świecie), długość 320 km.
32 Briareos (inaczej Ajgajon) - w mitologii greckiej syn Gai i Uranosa, miał sto rąk i pięćdziesiąt głów, u boku Zeusa walczył z Tytanami.
33 Hydra lernejska - w mitologii greckiej wielogłowy ogromny wąż, który pustoszył okolice Lerny na Peloponezie, jego zabicie było drugą pracą Heraklesa, w miejsce odciętej głowy wyrastały mu dwie lub trzy następne.
34 Mucha samochwała - w oryginale mucha powozu (mouche de coche), nawiązanie do bajki Le Coche et la Mouch Jeana de La Fontaine'a, w polskim przekładzie Władysława Noskowskiego Mucha i dyliżans, w której natrętna, głośno brzęcząca mucha, przypisuje sobie zasługi popędzania koni ciągnących dyliżans na trudnym odcinku drogi, choć tylko przeszkadzała.
35 Sancho Pansa - jeden z głównych bohaterów powieści Don Kichot Miguela de Cervantesa, zwykły wieśniak, który został giermkiem tytułowego Don Kichota, cechujący się zdrowym rozsądkiem.
36 Ida Pfeiffer (1797-1858) - austriacka podróżniczka i odkrywczyni, w latach 1842-1857 odbyła wiele podróży, w tym dwukrotnie dookoła świata, które opisała w książkach, bardzo popularnych w XIX wieku i przetłumaczonych na siedem języków.
37 Alexine Tinne (1835-1869) - holenderska podróżniczka i odkrywczyni, od roku 1861 z matką Harriette i ciotką Alexandrine podróżowała w Afryce Północnej, w 1868 i 1869 jako pierwsza kobieta usiłowała przebyć Saharę, w czasie drugiej próby została zamordowana.
38 Ad?le Hommaire de Hell (1819-1883) - francuska podróżniczka i pisarka, w latach 1838-1860 z mężem Ignace Xavierem odbywała podróże odkrywcze po Imperium Tureckim i Rosji, które opisała w poczytnych wówczas książkach.
39 Królewskie Towarzystwo Geograficzne (Royal Geographical Society) - brytyjskie towarzystwo założone w roku 1830 w celu propagowania geografii, patronowało wielu wyprawom odkrywczym.
40 Brahmaputra - wielka rzeka w Azji, płynie przez południowy Tybet, gdzie ma źródła, północno-wschodnie Indie i Bangladesz, uchodzi do Zatoki Bengalskiej deltą wspólną z Gangesem.
41 Nowa Holandia - dawna nazwa Australii, nadana przez jej holenderskich odkrywców Willema Janszoona i Abla Tasmana.
42 Zatoka Łabędzia (Swan Bay) - mała (10 km długości), płytka zatoka w południowo-wschodniej Australii (stan Victoria), obecnie w większości wchodzi w skład parku narodowego Port Phillips Head.
43 Zatoka Karpentaria - wielka (szerokość 600 km, powierzchnia 328 000 km2) zatoka w północnej Australii, część Morza Arafura.
44 Hrabstwo York (Yorkshire) - hrabstwo w północno-wschodniej Anglii, do roku 1974 największe w tym regionie, później podzielone na kilka.
45 Samuel Hearne (1745-1792) - angielski odkrywca i przyrodnik, od roku 1766 pracował dla Kompanii Zatoki Hudsona, najpierw na jej statkach, potem odbywał podróże odkrywcze, w roku 1771 jako pierwszy Europejczyk dotarł lądem przez Kanadę do Oceanu Arktycznego, potem zakładał pierwsze forty Kompanii.
46 Alexander Mackenzie (ok. 1764-1820) - u J. Verne'a: Mackensie; szkocki odkrywca i traper, od roku 1779 pracował dla Kompanii Północno-Wschodniej, komendant jej fortów, w roku 1789 odkrył rzekę nazwaną od jego nazwiska, dotarł nią do Oceanu Arktycznego, odbywał też inne podróże odkrywcze.
47 John Rae (ok. 1813-1893) - u J. Verne'a: Rae; szkocki lekarz i odkrywca, pracował jako lekarz dla Kompanii Północno-Wschodniej, w latach 1844-1857 odbywał wyprawy odkrywcze na wybrzeżach Oceanu Arktycznego.
48 John Franklin (ok. 1786-1847) - angielski oficer marynarki wojennej, badacz Oceanu Arktycznego, w roku 1819 i 1825 dowodził wyprawami badającymi Archipelag Arktyczny, w latach 1837-1843 gubernator Tasmanii, w roku 1845 dowódca wyprawy poszukującej Przejścia Północno-Zachodniego, podczas której zmarł.
49 Kaleb - postać biblijna, towarzysz Mojżesza, jedyny obok Jozuego nigdy nie sprzeniewierzył się Bogu.
50 Kwintal - jednostka masy, równa 100 kg.
51 Właściwie 62°42', 4 stopnie od koła podbiegunowego; przy położeniu podanym w oryginale powinno być pięć stopni.