2. Napiętnowanie faryzeuszów i uczonych w Prawie (Łk 11,37-54)
Akcja kolejnego fragmentu toczy się w domu pewnego faryzeusza. Faryzeusze byli jedną z grup religijnych w Izraelu w czasach Jezusa. Powstała ona w okresie panowania króla Jana Hirkana (134-104 r. przed Chr.) w ramach sprzeciwu wobec łączenia przez niego w swych rękach władzy królewskiej i arcykapłańskiej. Z tego powodu faryzeusze zaczęli kłaść nacisk na zachowywanie czystości rytualnej i wierność Prawu. Oczekiwali, w przeciwieństwie do saduceuszy, na przyjście Mesjasza i wierzyli w zmartwychwstanie ciała. A drogą do tego celu miało być właśnie wierne zachowywanie Prawa zawartego zarówno w Pięcioksięgu, jak i w Torze ustnej, czyli stałej jego aktualizacji, co zaowocowało olbrzymią ilością nowych przepisów, których starali się skrupulatnie przestrzegać. Właśnie dlatego zdziwiło gospodarza niezachowanie przez Jezusa przepisu nakazującego obmycie rąk przed posiłkiem, choć nie było takiego nakazu w Torze. Jest to dobry przykład pokazujący podejście faryzeuszy. Obowiązek obmycia rąk przed posiłkiem wyprowadzili z rozszerzonej interpretacji obowiązku obmycia rytualnego kapłanów przed złożeniem ofiary w świątyni (Wj 30,19-20). Był to objaw radykalizacji podejścia do Prawa: przepisy dotyczące kapłanów zaczęli aplikować do siebie jako osób świeckich i zalecać je innym. W tej interpretacji zwykły posiłek urasta do rangi ofiary składanej Bogu i jako taki również wymaga czystości rytualnej. Zdziwienie gospodarza może również oznaczać, że traktował on Jezusa jak jednego z faryzeuszy, skoro oczekiwał od Niego przestrzegania tego przepisu. Jego uwaga stała się dla Jezusa pretekstem do wygłoszenia mowy przeciwko faryzeuszom i uczonym w Prawie.
"Zaprosił Go pewien faryzeusz do siebie na obiad" (Łk 11,37)
Faryzeusze zapraszają Go na obiad w swoim własnym celu. Zbawiciel wszystkich poddaje się temu ze względu na opatrzność. Czerpie z tego sposobność, aby udzielać wskazówki, nie marnując czasu spotkania z nimi na rozkoszowanie się jedzeniem i pysznymi potrawami, ale wykorzystując go w celu uczynienia zgromadzonych tam bardziej cnotliwymi. Głupi faryzeusz wykorzystuje okazję do wyrażenia swojego zdumienia, mówiąc, "że nie umył się przed posiłkiem". Czy był zdumiony tym, że zrobił coś, przez co okazał się szczególnie godny świętych? To nie jest jego perspektywa. Jak to mogło się stać? Wręcz przeciwnie, był urażony faktem, że Chrystus, chociaż miał reputację surowego człowieka i proroka, nie zastosował się do ich bezsensownych zwyczajów... Nasz argument jest taki. O niemądry faryzeuszu, przechwalasz się swoją znajomością Pisma Świętego. Zawsze chcesz cytować prawo Mojżeszowe. Powiedz nam, gdzie Mojżesz dał ci to przykazanie. Jakie przykazanie dane przez Boga wymaga od ludzi umycia się przed jedzeniem? Zamiast tego mówi się o przykazaniu Mojżesza dotyczącym pokropienia wodą w celu oczyszczenia ciała z nieczystości, co można rozumieć jako rodzaj chrztu, również w Chrystusie, dzięki któremu naprawdę staje się świętym i czystym. W wodzie obmywano także tych, którzy zostali powołani do kapłaństwa. Boski Mojżesz ochrzcił Aarona i Lewitów. Prawo ogłosiło w ten sposób, poprzez chrzest zapowiedziany na swój przykład i obraz, że także jego kapłaństwo nie posiadało tego, co wystarczało do uświęcenia. Wręcz przeciwnie, do prawdziwego oczyszczenia potrzebuje boskiego i świętego chrztu (św. Cyryl Aleksandryjski, "Komentarz do Łukasza. Homilia 83": tłum. LBŁ).
Dziwi nieco fakt, że w swojej odpowiedzi Jezus nawiązuje do podobnego, lecz innego jednak przepisu związanego z jedzeniem, a mianowicie do obmywania naczyń przed posiłkiem. Można więc założyć, że Łukasz zestawia tutaj różne logiony z materiału dotyczącego faryzeuszy, które zaczerpnął zarówno z Ewangelii według św. Marka (Mk 7,1-4), jak i z tak zwanego źródła Q. Biorąc pod uwagę jedynie kontekst omawianego fragmentu, można to tłumaczyć następująco: Jezus na zarzut dotyczący zaniechania obmycia rąk odpowiada argumentem mającym na celu wykazanie głupoty faryzeuszy (Łk 11,40). Użył innego, choć pokrewnego przykładu, uwydatniając, że prezentowany tu problem jest znacznie szerszy i nie dotyczy tylko jednego przepisu. Przywołany w Łk 11,40 termin afron oznacza po prostu głupca, ignoranta i takim właśnie terminem określa tu Jezus faryzeuszy. Ich głupota polegała na skupianiu się na przestrzeganiu przepisów rytualnych, a zaniedbywaniu rzeczywistej czystości. Zamiast pobożności na pokaz Jezus proponuje danie daru z tego, co wewnętrzne. Termin eleemosyne oznacza nie tylko jałmużnę jako datek pieniężny, ale także dobry uczynek. Można więc stwierdzić, że Jezus zaprasza do pełnienia uczynków płynących z wnętrza - z serca - zamiast tych czysto zewnętrznych, rytualnych. Dbałość o to, aby życie było pełne dobrych uczynków, sprawia, że kwestie rytualne schodzą na drugi plan.
"Raczej dajcie to, co jest wewnątrz, na jałmużnę" (Łk 11,41)
"Dawajcie jałmużnę, a oto wszystko czystym się wam stanie". Widzisz, jak wiele jest środków zaradczych! Oczyszcza nas miłosierdzie, oczyszcza nas słowo Boga według tego, co jest napisane: "Już jesteście oczyszczeni dzięki nauce, którą wam oznajmiłem" (J 15,3). Nie tylko tu, ale i w innych miejscach masz to pięknie podane: "Jałmużna od śmierci wybawia" (Tb 12,9), a także: "Zamknij jałmużnę w sercu ubogiego, a on za ciebie w złym dniu modlić się będzie" (Syr 29,15) (św. Ambroży z Mediolanu, "Wykład Ewangelii według św. Łukasza" 8,101: PSP 16, s. 291).
Łk 11,42 rozpoczyna litanię trzech "biada", które są niczym innym, jak groźbą znaną z tekstów prorockich, przez którą Jezus chce podkreślić, że sposób życia, jaki przyjęli faryzeusze, sprowadzi ich na bezdroża, a na pewno nie da im oczekiwanego przez nich zbawienia. W pierwszym "biada" Jezus kontynuuje temat jałmużny. Faryzeusze akurat byli ludźmi, którzy jej nie zaniedbywali, oddając regularnie dziesięcinę ze swoich płodów i dochodów. Według Jezusa przez taką jej formę zwalniali się z praktykowania sprawiedliwości, czyli miłości, jaką Bóg chce przez nich okazywać innym, oraz miłości Boga, czyli osobistej relacji z kochającym ich Ojcem. Dziesięciny z mięty, ruty (Ruta graveolens jest rodzajem zioła ogrodowego) i jarzyn stały się zastępnikiem żywej relacji z Bogiem, której teraz Stwórca domagał się od nich przez swojego Syna.
Drugie "biada" odnosi się do pragnienia bycia kimś. Pierwsze miejsce w synagodze znajdowało się przy samym wejściu. Każdy, kto przybywał na spotkanie modlitewne, musiał się przywitać z tym, kto siedział przy samym wejściu. Jest to zatem synonim "pozdrawiania na rynku". Tego typu pozdrowienia nie ograniczały się do zdawkowego szalom, ale wymagały krótkiej rozmowy. Dbający o to faryzeusz nie tylko podbudowywał swoje ego, ale również marnował czas, który mógł poświęcić na praktykowanie sprawiedliwości i miłości Boga. Ironia ukryta jest także w samym słownictwie. Łukasz używa tutaj tego samego terminu agapao, czyli "kochać". Faryzeusze zamiast kochać Boga, kochają krzesło w synagodze.
"Lecz biada wam, faryzeuszom" (Łk 11,43)
Przekroczenie przykazania pociąga za sobą przekroczenie Prawa. Pokazuje, że człowiek jest bez Prawa. Jeśli ktoś zignoruje te przykazania, które są szczególnie ważne w porównaniu z innymi, jakie znajdzie słowa, które są w stanie uratować go od zasłużonej kary? Pan pokazał, że faryzeusze zasłużyli na tę surową naganę, mówiąc: "Biada wam, faryzeusze, którzy płacicie dziesięcinę z mięty, ruty i każdego zioła, a następnie przekraczacie sprawiedliwość i miłość Boga!". Powinieneś był zrobić te rzeczy i nie zaniedbywać innych, to znaczy nie zostawiać ich niedokończonych. Zaniedbali, jakby bez znaczenia, te obowiązki, które są szczególnie zobowiązani do wypełniania, takie jak sprawiedliwość i miłość do Boga. Z troską i skrupulatnością przestrzegali, a raczej nakazywali osobom podległym ich władzy, aby przestrzegali tylko tych przykazań, które były dla nich źródłem wielkich dochodów (św. Cyryl Aleksandryjski, "Komentarz do Łukasza. Homilia 84": tłum. LBŁ).
Trzecie "biada" wytyka faryzeuszom, że zastawiają na nieświadomych niczego ludzi pułapkę. Kontakt z ciałem zmarłego czy z grobem skutkował według Prawa zaciągnięciem rytualnej nieczystości na siedem dni (Lb 19,16). Dlatego groby, lokowane często w przypadkowych miejscach, oznaczano na biało. W porównaniu faryzeuszów do grobów nieoznaczonych nie chodzi więc o to, że zmuszają oni ludzi do przestrzegania przepisów, które są zbyt wymagające i jako takie prowadzą na manowce. Chodzi tu o ich porównanie do zwłok spoczywających w grobie, czyli do czegoś, co jest nieczyste. Faryzeusze są nieczyści, bo prezentują zwodnicze podejście, które inni przejmują w przekonaniu, że w ten sposób naśladują jakiś religijny ideał. W ten sposób faryzeusze sprawiają, że inni popadają w moralną nieczystość, podobnie jak nieoznaczony grób czynił przechodzącego po nim człowieka nieczystym.
Druga część omawianego fragmentu odnosi się do uczonych w Prawie i jest odpowiedzią Jezusa na reakcję jednego z nich. Uczeni w Prawie byli swego rodzaju zapleczem intelektualnym dla faryzeuszów. Zasadniczo należeli też do tej samej grupy. Zajmowali się studiowaniem Tory, aby dać podstawy do jej interpretacji przez faryzeuszy. Nic dziwnego, że ów uczony w Prawie również poczuł się adresatem cierpkich słów Jezusa. Kolejne trzy "biada" Jezus kieruje właśnie do tej grupy.
Pierwsze z nich wytyka im obłudę, czyli to, że nie żyją wskazaniami, które sami sformułowali w trakcie swoich studiów nad Torą.
Drugie "biada" jest bardzej rozbudowane i dotyczy sprzeczności w zachowaniu owych uczonych, którzy afirmują proroków zamordowanych przez ich przodków. Chociaż Biblia wprost nie mówi o zamordowaniu żadnego z proroków, to jednak w świadomości Żydów żyjących w I w. byli oni męczennikami, chociażby przez fakt prześladowań, jakie spotkały na przykład Eliasza czy Jeremiasza (Dz 7,51-53; Hbr 11,32-40). Jezus, mówiąc o prorokach, miał też na myśli zamordowanego przez Heroda Jana Chrzciciela oraz samego siebie. Dlatego to "biada" jest tak rozbudowane, bo stanowi proroctwo o Nim samym. Jezus potępia nie sam fakt budowania grobowców prorokom, lecz zatwardziałość, która nie poddaje się słowu prorockiemu, w tym także Jego słowu. Trudno znaleźć źródła dla cytatu z Łk 11,49. Najbliższe mu teksty znajdują się w Mdr 2,10-20 oraz Mdr 7,27. Cytując Mądrość Bożą, Jezus poszerza grono prześladowanych o apostołów, których tu można rozumieć szerzej - jako posłańców Bożych wszystkich czasów. Wspomnienie Abla w Łk 11,51 potwierdza, że prorokami są tu rozmaite postacie odgrywające ważną rolę w historii zbawienia. Identyfikacja wspomnianego obok Abla Zachariasza jest trudna, ponieważ nic więcej na jego temat nie zostało powiedziane, a w Biblii znajdziemy aż trzydzieści postaci o tym imieniu. Wzmianka o krwi wskazywałaby na Zachariasza, syna Jojady, kapłana, który został ukamienowany z powodu upomnienia króla za rządów Joasza w Judzie (835-796 r. przed Chr.). Sposób użycia tego imienia w Łk 11,51 wskazuje jednak, że miałoby ono określać ramy czasowe całej historii zbawienia. Skoro Abel był pierwszym bohaterem historii biblijnej, który został zamordowany (Rdz 4,8), to Zachariasz powinien zamykać tę historię. I w takim ujęciu może być utożsamiany z jednym z ostatnich proroków, jakim był Zachariasz (Za 1,1), który działał w latach 520-518 przed Chr. O zamordowaniu proroka Zachariasza jednak nic nie wiadomo. Śmierć męczeńską natomiast poniósł żyjący trzysta lat wcześniej kapłan Zachariasz, syn Jojady, co zostało opisane w Drugiej Księdze Kronik (2 Krn 24,20-21), która znajduje się na końcu kanonu hebrajskiego. Przywołanie obok Abla kapłana Zachariasza zamykałoby całość historii symbolicznie - chodziłoby wyłącznie o postawienie obok siebie postaci z pierwszej i ostatniej księgi Biblii Hebrajskiej. Zapowiedź kary brzmi o tyle dramatycznie, że słowa te czytali ludzie żyjący już po zburzeniu Jerozolimy w 70 r. po Chr. i w sposób naturalny wydarzenie to stanowiło dla nich jej potwierdzenie.
"Biada wam, uczonym w Prawie" (Łk 11,52)
Biada wam, uczeni w Prawie, którzy ukryliście klucze poznania! Co oznacza, że trzymali w ukryciu wiedzę o wydarzeniu naszego Pana, o czym było napisane u proroków. Jeśli nasz Pan jest bramą, jak powiedział (por. J 10,7-9), to jasne jest, że do Niego należą klucze poznania. Uczeni w Piśmie i faryzeusze nie chcieli wejść przez te drzwi życia, zgodnie z tym, co im powiedział: "Królestwo Boże jest pośród was" (Łk 17,21). Miał na myśli siebie, będąc wśród nich (św. Efrem Syryjski, "Komentarz do "Diatessaronu"" 18,8: tłum. LBŁ).
Trzecie "biada" odnosi się do "kluczy poznania" (dosł. "klucza wiedzy" lub "klucza mądrości"). Termin ten oznacza umiejętność, jaką posiedli uczeni w Prawie. Ponieważ umieli czytać, co wówczas nie było umiejętnością powszechną, i poświęcali sporo czasu na studiowanie Tory, więc mieli szansę, większą od pozostałych Żydów, aby rozpoznać nadchodzącego Mesjasza. Oni jednak zamiast zbliżyć się do Jezusa przez wiedzę, jaką posiedli, skupili się na kwestiach prawnych i przez kontestację Jego misji - jako ludzie obdarzeni autorytetem w tej dziedzinie - utrudnili "wejście", wręcz go zabronili (kolyo). Przez termin "wchodzić" autor porównuje poznanie Jezusa do miejsca, do którego, aby wejść, trzeba mieć klucz. Uczeni w Prawie posiedli ten klucz, ale nie byli gotowi korzystać z niego w sposób właściwy. Mowa Jezusa, choć nieprzyjemna dla uszu faryzeuszy i uczonych w Prawie, wywołała poruszenie wśród słuchających - i to do tego stopnia, że po opuszczeniu przez Niego uczty Jego adwersarze zgromadzeni na zewnątrz nadal chcieli z Nim dyskutować.
- Fakt, że zarzuty zostały bezpośrednio skierowane do faryzeuszów i uczonych w Piśmie, niesie ze sobą zagrożenie, że poczujemy się zwolnieni z obowiązku odniesienia ich do siebie. Nikt z nas wszak nie jest faryzeuszem ani uczonym w Piśmie. Łatwo też ulec pokusie szukania obecnie adresatów tych "biada" jedynie w kręgach duchowieństwa, do którego na zasadzie luźnych skojarzeń pasuje wiele określeń użytych w stosunku do faryzeuszy (np. wzmianka o zajmowaniu pierwszych miejsc w synagogach).
- Mowa skierowana do faryzeuszy zaprasza nas najpierw do dawania jałmużny z dobrych czynów zamiast zachowywania jedynie przepisów rytualnych. Źle by było, gdyby ich wypełnianie odbierało nam wrażliwość na potrzeby bliźnich - zawsze bowiem może się zdarzyć, że za ścianą naszego mieszkania żyje samotna, schorowana sąsiadka, która potrzebuje naszej jałmużny z czynów (eleemosyne). Biada nam, jeśli wypełnienie prawa religijnego usprawiedliwia w nas brak miłosierdzia.
- Święty Jan Paweł II w Liście apostolskim o świętowaniu niedzieli pisał tak: "Niedziela powinna również być dniem, w którym wierni mogą się poświecić dziełom miłosierdzia, działalności charytatywnej i apostolstwu. Wewnętrzne uczestnictwo w radości zmartwychwstałego Chrystusa oznacza także głęboki udział w miłości pulsującej w Jego Sercu: nie ma radości bez miłości! Wyjaśnia to sam Jezus, wskazując na związek między "nowym przykazaniem" a darem radości: "Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości. To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna. To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem" (J 15,10-12). [...] Tak więc niedzielna Eucharystia bynajmniej nie zwalnia wiernych z obowiązku miłosierdzia, ale przeciwnie - jeszcze bardziej przynagla ich do podejmowania "wszelkich dzieł miłości, pobożności i apostolstwa, aby one jasno świadczyły, że jakkolwiek chrześcijanie nie są z tego świata, są jednak światłością świata i oddają chwałę Bogu wobec ludzi "" (Dies Domini 69).
- Pierwsze "biada" zwraca nasze oczy na jeden jeszcze aspekt, którego nie można pominąć, a który może nam zostać przesłonięty przez jurydyczne podejście do religijności, a mianowicie okazywanie miłości Bogu. To ono jest istotą wiary, a nie wierność przepisom. Oczywiście, Jezus wspomina, że "to należy czynić, i tamtego nie pomijać" (Łk 11,42). Pamiętajmy jednak, że to sprawiedliwość, czyli życie w łasce, i wiara jako relacja miłości wobec Boga są jądrem zdrowej religijności.
- Troska o właściwą relację z Jezusem i o to, aby inni również taką mieli, przepełniała św. Faustynę Kowalską, która w swoim Dzienniczku zapisała takie słowa: "O Jezu mój, Tyś życiem życia mojego, Ty wiesz dobrze, że nie pragnę niczego prócz chwały imienia Twego i aby dusze poznały dobroć Twoją. Czemu stronią dusze od Ciebie, Jezu - nie rozumiem tego. O, gdybym mogła serce moje posiekać na najdrobniejsze części i w ten sposób ofiarować Ci, Jezu, każdą cząstkę jakoby serce całe, aby Ci choć w cząstce wynagrodzić za serca, które Cię nie kochają" (Dzienniczek, 57).
- Drugie "biada" zaprasza nas, abyśmy jako chrześcijanie nie obawiali się pozostać nikim w oczach tego świata, zajmować ostatnie miejsca w synagogach, czyli godzić się być niezauważalnym w tym świecie. Chodzi tutaj nie o ukrywanie się ze swoją wiarą, ale o postawę dawania swego życia w ofierze, która jest niewidoczna dla innych. Św. Teresa od Dzieciątka Jezus zasłynęła w Kościele czymś, co było całkowicie niewidoczne za jej życia, a co nazywała podjęciem małej drogi. Próbując być "miłością w sercu Kościoła" i widząc, że nie jest w stanie czynić rzeczy wielkich, czyniła małe, niewidoczne dla innych akty miłości (np. odwieszała na wieszaki płaszcze innych sióstr, które pozostawiły je w nieładzie). Duchowość ukrycia przejawiała też św. Matka Teresa z Kalkuty, mówiąc, że chce być "małym ołówkiem w ręku Boga", którym Bóg napisze, co zechce, a potem gdzieś go rzuci i o nim zapomni. Podobnie bł. Jerzy Matulewicz chciał być ścierką, którą Bóg posprząta różne zakamarki w swoim Kościele, a potem rzuci ją w ciemny kąt.
- Trzecie "biada" ostrzega, że możemy być jak grób, czyli źródłem zaciągnięcia nieczystości, która stanie się zagrożeniem dla innych. Taką nieczystością jest oczywiście grzech. Chodzi tu jednak o taki grzech, który powoduje nieczystość tych, którzy się z nami stykają. Trzeba go nazwać zgorszeniem. Jezus powie w innym miejscu: "Niepodobna, żeby nie przyszły zgorszenia; lecz biada temu, przez którego przychodzą" (Łk 17,1). Żyjemy w czasach wielkiej przewrotności, kiedy wstydzimy się dobra, a chwalimy się złem, które popełniamy. Dziś grzech często nazywa się cnotą. Wówczas inni, zwłaszcza młodzi, są jak ci, którzy weszli na nieoznaczony grób. Nie tyle zaciągają rytualną nieczystość, ile przez kontakt z gorszycielem sami stają się nieczyści.
- Wszystkie "biada" skierowane do uczonych w Prawie (Łk 11,46-52) zmierzają do jednego: pokazać współczesnemu chrześcijaninowi, że znalazł się w posiadaniu pewnego skarbu. Skarbem tym jest wiara, czyli poznanie Jezusa Chrystusa. I każdy z nas może uczynić z tym skarbem to, co uczynili owi uczeni ze swoją znajomością Tory, a mianowicie zachować dla siebie i wykorzystywać jedynie jako argument przeciwko tym, którzy myślą inaczej niż my. Istnieje niebezpieczeństwo, że Dobra Nowina, którą przyjęliśmy, stanie się powodem do budowania murów między wierzącymi i niewierzącymi, zamiast być "kluczem poznania", dzięki któremu niewierzący spotkają żywego Chrystusa. Oni Go spotkają jedynie wtedy, kiedy ci, którzy ten klucz posiadają, czyli chrześcijanie, otworzą im drzwi do miejsca, które On zamieszkuje, czyli do wspólnoty Kościoła. Taką otwartość nazywamy ewangelizacją i do niej wszyscy jesteśmy wezwani na mocy chrztu (zob. Katechizm Kościoła Katolickiego, 1268; 1270).
- Należy zauważyć, że Jezus idzie w gościnę do domu faryzeusza już po tym, jak z powodu uzdrowienia człowieka z uschłą ręką faryzeusze zaczęli postrzegać Go jako potencjalne zagrożenie (Łk 6,11). Tak właśnie ewangelizuje Jezus. Idzie do tych, którzy są Mu wrodzy. Idzie do nich, a nie buduje mury obronne. Taka postawa Jezusa stała się podstawą do wezwania, jakie można często usłyszeć z ust papieża Franciszka - do wyjścia na peryferie.
ks. dr Michał Zybała