2. Pojmanie Jezusa (Mt 26,47-56)
Perykopa o pojmaniu Jezusa następuje bezpośrednio po opowiadaniu o modlitwie Jezusa w Getsemani (Mt 26,36-46), a przed relacją z Jego przesłuchania przed Sanhedrynem (Mt 26,57-68). Pojawia się ona w paralelnych wersjach nie tylko u pozostałych synoptyków (Mk 14,43-52; Łk 22,47-53), ale i u ewangelisty Jana (J 18,2-12)22. Ze względu na występujące w niej postaci możemy ją podzielić na trzy części: (1) Jezus i Judasz (Mt 26,47-50); (2) Jezus i uczniowie (Mt 26,51-54); (3) Jezus i tłum (Mt 26,55-56).
O płynnym przejściu od opisu dramatycznej modlitwy Jezusa w Ogrójcu do sceny Jego aresztowania świadczy zwrot "Gdy On jeszcze mówił" (Mt 26,47)23. Gdy Jezus kończył swoją wypowiedź skierowaną do apostołów, w ogrodzie pojawił się Judasz ze zgrają uzbrojonych ludzi. Ewangelista napisał o nim: "jeden z Dwunastu" (heis ton dodeka), przez co podkreślił jego przynależność do najściślejszego otoczenia Mistrza, choć skądinąd sam się on już wcześniej z tego gremium "wypisał"24. W ten sam sposób został on określony w Mt 26,14. Mateusz wspomina o "Dwunastu" jako tych, których Jezus przywołał do siebie i powierzył im nadprzyrodzoną władzę, po czym wysłał na misję (Mt 10,1.5). Dawał im wskazania (Mt 11,1), nauczał o Bożych tajemnicach (Mt. 20,17) i zapowiadał eschatologiczny triumf (Mt 19,28). Zasiadł z nimi do stołu podczas uczty paschalnej (Mt 26,20). W tak zwanym katalogu apostołów ewangelista wymienił imiona całej dwunastki, a jako ostatni w spisie pojawił się "Judasz Iskariota, ten, który Go zdradził" (Mt 10,4).
"Oto nadszedł Judasz, a z nim wielka zgraja, z mieczami i kijami" (Mt 26,47)
Zapyta ktoś o przyczynę, dlaczego "wielki tłum" zebrał się "z mieczami i kijami" dookoła [Jezusa]. Ten wielki tłum według Jana stanowiła kohorta żołnierzy oraz strażnicy, wysłani przez arcykapłanów. Może też powiedzieć ktoś, że to z powodu wielkiej liczby tych, którzy już uwierzyli w Niego spośród ludu, tak liczni przybywali przeciwko Niemu w obawie, żeby wielka liczba wierzących nie wyrwała Go z ich rąk. Ja sądzę, że był jeszcze inny powód, dla którego zebrał się przeciw Niemu tłum; ci bowiem, którzy uważali, że On przez Belzebuba zwykł wyrzucać złe duchy (por. Mt 12,24), mniemali, że dzięki jakimś złym i magicznym naukom może ujść z rąk chcących Go zatrzymać. Może niektórzy z nich słyszeli, w jaki sposób kiedyś, gdy już miano strącić Go ze stoku góry, uszedł z rąk Go trzymających - nie dzięki zwykłej ucieczce ludzkiej, lecz z innej, pozostającej poza natura ludzką (Orygenes, "Komentarz do Ewangelii według św. Mateusza" 99-100, tłum. K. Augustyniak).
Judasz przyprowadził ze sobą uzbrojonych w miecze i kije ludzi, którzy z polecenia arcykapłanów i starszych ludu mieli pojmać Jezusa. Wymieniając te dwie grupy przywódców Izraela, ewangelista ich właśnie obarcza pełną odpowiedzialnością za mękę i śmierć Mesjasza (pomija natomiast innych Jego oponentów, czyli faryzeuszy i uczonych w Piśmie)25. Jednocześnie podkreśla fakt, że aresztowanie miało charakter oficjalny, a nie było skutkiem prywatnych porachunków26. Pozostaje kwestią dyskusyjną, kim byli zbrojni, którym powierzono zadanie pojmania Jezusa. Mogli to być słudzy pozostający do dyspozycji Sanhedrynu, gotowi w każdym czasie do interwencji27, lub też wezwani w trybie nagłym pod broń mieszkańcy Jerozolimy, którzy w zależności od różnych okoliczności zobowiązani byli do pełnienia służby publicznej28. Nie znamy ich liczby, a Mateuszowe określenie "wielka zgraja" (a dokładnie "wielki tłum" [ochlos polys]) wydaje się przesadzone.
Judasz, nazwany wprost "zdrajcą" (ho paradidous - Mt 26,48), zapowiedział towarzyszącym mu zbrojnym, że znakiem, jaki od niego otrzymają, będzie pocałowanie tego, którego mają zatrzymać. Zauważywszy Mistrza, podszedł do Niego i zrobił to. Pocałunek ma tu wielorakie znaczenie. Po pierwsze, był sygnałem, że nadszedł właściwy moment, aby pochwycić Jezusa bez niebezpieczeństwa wywołania zamieszek (a właśnie reakcji tłumu bali się zwierzchnicy Izraela - Mt 26,4-5). Po drugie, pozwalał zidentyfikować poszukiwanego, co wcale nie było łatwe w sytuacji, gdy było już ciemno i gdy znajdował się w otoczeniu innych mężczyzn, swoich uczniów. Tylko Judasz mógł bezbłędnie wskazać tego, który miał być aresztowany. Po trzecie, pocałunek świadczył o perfidii niegodziwego ucznia. Publiczny pocałunek wyraża przecież szacunek wobec drugiego człowieka, serdeczność w stosunku do niego29, tutaj natomiast okazał się aktem zdrady (podobnie jak pocałunek, jakim Joab powitał Amasę, zadając mu w jego trakcie śmiertelny cios - 2 Sm 20,9-10). Po czwarte wreszcie, pocałowanie Jezusa miało uśpić czujność uczniów, na wypadek gdyby chcieli stanąć w Jego obronie.
Przed ucałowaniem Mistrza Judasz pozdrowił Go słowami: "Witaj, Rabbi!" (Mt 26,49). Jezus nie lubił tytułu "Rabbi" ("Mistrzu", "Nauczycielu")30 i przestrzegał uczniów, aby nie pozwalali tak siebie nazywać (Mt 23,7-8). Preferował określenie "Panie". Tak też uczniowie zwracali się do Niego podczas ostatniej wieczerzy (Mt 26,22), jedynie więc Judasz pozwolił sobie użyć tytułu "Rabbi" (Mt 26,25). Z kolei pozdrowienie "Witaj!" to tłumaczenie greckiej formuły Chaire!, czyli dokładnie rzecz biorąc "Raduj się!". Używając jej, Judasz umieścił siebie w jednym rzędzie z oprawcami Jezusa, gdyż w ten sam sposób będą tytułować Go rzymscy żołnierze w trakcie pastwienia się nad Nim, szydząc z Jego królewskiej godności (Mt 27,29). Poza tym mamy tu gorzką ironię: pozdrowienie nie zapowiadało radości ani pokoju (jeśli w rzeczywistości przybrało ono postać żydowskiego Szalom! - "Pokój!"), lecz wręcz przeciwnie, poprzedzało wyjątkowo dramatyczne wydarzenia.
"Judasz przystąpił do Jezusa, mówiąc: "Witaj, Rabbi!", i pocałował Go" (Mt 26,49)
Ja sądzę, że również wszyscy zdrajcy prawdy udający miłość do niej i posługujący się znakiem pocałunku jako jakimś dowodem miłości, wydają Słowo Boże chcącym Je schwytać - Jego wrogom, którzy nie przybrali postawy pokojowej, lecz zaopatrzyli się w miecze, kije i zniewagi. A zdrajca mówi do Jezusa: "Rabbi"; wszyscy bowiem heretycy, tak jak Judasz, mówią do Jezusa "Rabbi" i całują Go, podobnie jak Judasz. Do nich wszystkich wypowiada Jezus pojednawcze słowa, ponieważ wszyscy są zdrajcą Judaszem [...]. A czyniąc mu wyrzut z powodu udawania przyjaźni, rzecze do niego: "Przyjacielu, po coś przyszedł?" (Orygenes, "Komentarz do Ewangelii według św. Mateusza" 99-100, tłum. K. Augustyniak).
***
W pocałunku Judasza jest wskazówka, abyśmy nauczyli się miłować wszystkich nieprzyjaciół, także tych, o których się dowiemy, że będą nas prześladować. Pan nie gardził pocałunkiem Judasza (św. Hilary z Poitiers, "Komentarz do Ewangelii św. Mateusza" 32,1-2, tłum E. Stanula).
Odpowiedzią na słowa i gest Judasza było pytanie Jezusa: "Przyjacielu, po coś przyszedł?" (Mt 26,50). Może nas zastanawiać, dlaczego zdrajca określony został mianem "przyjaciela" (hetairos, w wołaczu hetaire - "kolego", "towarzyszu", "przyjacielu"). Niektórzy komentatorzy widzą tu wyraz miłości ze strony Mistrza, który nawet w chwili najgłębszego upadku ucznia próbował go pozyskać, skłonić do refleksji i być może doprowadzić do skruchy. Bardziej jednak uzasadnione wydaje się potraktowanie zwrotu hetaire jako objawu pewnej rezerwy, przyjmowanej ze strony kogoś wyższego godnością w stosunku do kogoś mu podległego. W finale przypowieści o robotnikach w winnicy jeden z zatrudnionych jako pierwszy usłyszał od gospodarza: "Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czy nie o denara umówiłeś się ze mną?" (Mt 20,13). O wiele poważniej zabrzmiało pełne wyrzutu pytanie władcy z przypowieści o uczcie królewskiej skierowane do gościa, który nie zadbał o właściwy ubiór: "Przyjacielu, jakże tu wszedłeś, nie mając stroju weselnego?" (Mt 22,12). W efekcie został on bardzo surowo ukarany. I to właśnie stanowi właściwy kontekst dla słów Jezusa skierowanych do Judasza. Gdyby miały one służyć podkreśleniu bliskości, to Nauczyciel użyłby niewątpliwie rzeczownika filos31.
Pytanie Jezusa ("Po coś przyszedł?") nastręcza egzegetom pewnych trudności. Na poziomie gramatycznym słowo ho w zwrocie ef' ho można potraktować albo jako zaimek względny w zdaniu pytającym, albo jako zaimek wskazujący w zdaniu oznajmującym, ale wypowiedzianym w intonacji charakterystycznej dla pytania. W pierwszym przypadku cały zwrot stanowiłby pytanie: "Po co przyszedłeś?", być może z frazą eliptyczną: "Po co przyszedłeś, [niech się tak stanie]" lub "Po co przyszedłeś, [czyń to czym prędzej]". Jeśli jednak uznamy ho za zaimek wskazujący, to zdanie to stanowi przypuszczenie niewymagające potwierdzenia: "Po to przyszedłeś?". Być może nawet pytajnik należałoby zastąpić wykrzyknikiem oznaczającym oburzenie: "Po to przyszedłeś!" ("A więc po to przyszedłeś!")32. I znów pojawia się wątpliwość, czy Jezus chciał delikatnie dać mu do zrozumienia, że źle postąpił, czy też z całą surowością wypomniał mu ten czyn33.
W drugiej części perykopy, w której akcja nabiera dynamiki, ważna jest relacja między Jezusem a Jego uczniami. W Mt 26,51 czytamy: "A oto jeden z tych, którzy byli z Jezusem, wyciągnął rękę, dobył miecza i ugodziwszy sługę najwyższego kapłana odciął mu ucho". Rozpoczęcie zdania od "A oto" (kai idou) ma zwrócić czytelnikowi uwagę, że zdarzyło się coś ważnego (czasem sygnalizuje zwrot w akcji). Mateusz pisze, że sprawcą zranienia człowieka był "jeden z tych, którzy byli z Jezusem". Domyślić się możemy, że chodzi o jednego z uczniów. Z relacji Jana dowiadujemy się wprost, że był nim Szymon Piotr (J 18,10). Z kolei Marek, chcąc zapewne zdjąć brzemię odpowiedzialności z uczniów, przedstawił całe zajście jako splot chaotycznych zdarzeń (Mk 14,46-47). Fakt, że ofiarą stał się sługa arcykapłana (u synoptyków bezimienny, Jan podaje jego imię - Malchus), nie ma większego znaczenia.
"Dobył miecza i ugodziwszy sługę najwyższego kapłana odciął mu ucho" (Mt 26,51)
Może to, co uczynił Piotr, było symbolem, ponieważ prawe ucho żydowskiego narodu, należało odciąć z powodu jego złości okazanej Jezusowi? Bo chociaż Żydzi zdają się słuchać Prawa, tylko lewym uchem słuchają cienia nauki o Prawie, a nie jego prawdy [...]. Prawe ucho Żydów zostało odciętę zgodnie z przepowiednią: "Spraw, by jego uszy były głuche" (Iz 6,10) (Orygenes, "Komentarz do Ewangelii według św. Mateusza" 99-100, tłum. K. Augustyniak).
***
Skąd wzięły się tam miecze? Pochodziły one z wieczerzy od stołu: zdaje się, że były tam do zabicia baranka, a oni słysząc, że przyjdą po Niego jacyś ludzie, wzięli je do obrony, by walczyć w obronie Nauczyciela, co pochodziło wyłącznie z ich myśli. Dlatego [Jezus] karci Piotra - i to z wielką groźbą - który użył miecza [...]. Chrystus nie pozwolił, by wyniknęła stąd jakaś szkoda (św. Jan Chryzostom, "Homilie na Ewangelię według św. Mateusza" 84,1-2, tłum. A. Baron).
Reakcja Jezusa na zaistniały incydent jest jednoznacznie krytyczna i przybiera formę kilku uzasadnień, które mają pokazać, że uczeń postąpił niewłaściwie (Mt 26,52). Po pierwsze, nakazując odłożenie miecza34 ("Schowaj miecz swój do pochwy" - Mt 26,52), Mistrz posłużył się przysłowiem: "Wszyscy, którzy za miecz chwytają, od miecza giną" (my zwykle używamy tego biblijnego porzekadła w wersji: "Kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie"). Motyw ten, inspirowany zapewne zarówno tą sceną, jak i Jr 15,2, podejmie później autor Apokalipsy, pisząc: "Jeśli kto na zabicie mieczem [jest przeznaczony] - musi być mieczem zabity" (Ap 13,10). Po drugie, zachowanie ucznia stoi w jawnej sprzeczności z nauczaniem Mistrza. W Kazaniu na górze uczył On przecież, że nie należy złem odpowiadać na zło, a raczej trzeba nadstawić drugi policzek i miłować nieprzyjaciół (Mt 5,43-44). Po trzecie, Jezus jako Syn Boży miał do dyspozycji nieograniczone możliwości, aby uratować siebie z opresji, więc nie oczekiwał wybawienia ze strony swoich towarzyszy. Kwestię tę wyjaśnił uczniowi, zadając mu retoryczne pytanie: "Czy myślisz, że nie mógłbym poprosić Ojca mojego, a zaraz wystawiłby Mi więcej niż dwanaście zastępów aniołów?" (Mt 26,53). W tekście greckim pojawia się tu zwrot dodeka legionas, w którym mamy nawiązanie zarówno do liczby apostołów, jak i do organizacji rzymskiej armii. Łacińskie legio ("legion") oznaczało oddział składający się z około sześciu tysięcy żołnierzy (nazywanych "legionistami"). Niezliczona rzesza aniołów w jednej chwili mogłaby przyjść na pomoc Synowi Bożemu (jeśli tylko by tego zechciał) i żaden, choćby największy, tłum ludzi nie byłby w stanie ich powstrzymać. Jezus nie chciał jednak takiej nadprzyrodzonej interwencji (raz już miał okazję, lecz z niej nie skorzystał - Mt 4,5-7), gdyż byłoby to jednoznaczne z wystąpieniem przeciwko woli Ojca. Prawdę tę, po czwarte, Zbawiciel wyraził w kolejnym pytaniu retorycznym: "Jakże więc spełnią się Pisma, że tak się stać musi?" (Mt 26,54)35.
"Wyszliście z mieczami i kijami jak na zbójcę" (Mt 26,55)
"Wyszliście... Codziennie nauczałem... a nie pochwyciliście Mnie". [...] Pominąwszy milczeniem swe cuda, mówi o nauczaniu, aby nie wydawało, że się chełpi. "Gdy nauczałem, nie pochwyciliście Mnie; gdy milczałem, napadliście na Mnie. Byłem w świątyni, a nikt Mnie nie ujął, a teraz o późnej godzinie, o północy napadliście na Mnie z mieczami i kijami?". Na cóż potrzeba było tej broni przeciw Temu, który zawsze przebywał z wami? Przez to uczył ich, że nawet wtedy nie osiągnęliby niczego, gdyby On nie pozwolił im na to dobrowolnie. Skoro ci, którzy mieli Go w ręku, a nie mogli pojmać, którzy mieli Go pośród siebie, a nie pokonali, nie mogliby dokazać tego także wówczas, gdyby nie chciał (św. Jan Chryzostom, "Homilie na Ewangelię według św. Mateusza" 84,1-2, tłum. A. Baron).
W trzeciej części perykopy widzimy Jezusa zwracającego się do przybyłych tłumów (Mt 26,55). Wyraził względem nich pretensję, że wyszli na Niego z kijami jak na zbójcę (lestes), choć mogli Go zatrzymać bez żadnych problemów wcześniej, gdy nauczał w świątyni (Mt 21,23-22,46). A skoro oni nie pojmali Go wówczas, lecz pojawili się uzbrojeni pod osłoną nocy, to sami zachowali się jak zbójcy.
Podsumowaniem wypowiedzi Pana są słowa: "Lecz stało się to wszystko, żeby się wypełniły Pisma proroków"36 (Mt 26,56). Nie wiadomo, czy są to słowa samego Jezusa czy też komentarz ewangelisty. To drugie przypuszczenie wydaje się bardziej prawdopodobne, skoro dopiero co (w Mt 26,54) padło bardzo podobnie brzmiące zdanie. Po co Pan miałby je powtarzać (chyba że uczynił to dla emfazy)? Nie podano znów, o jakie pisma chodzi37. Wiele jest jednak fragmentów w Starym Testamencie, które zapowiadały pojmanie Mesjasza (np. psalmy: 71,11; 37,14; 38,12; 47,7-10).
W jednym z przywołanych psalmów pojawiają się słowa o oddaleniu się przyjaciół i bliskich od cierpiącego psalmisty (Ps 38,12). Pasują one do wzmianki z Mt 26,56 o ucieczce wszystkich uczniów, wieńczącej perykopę. Ewangelista, pisząc te słowa, nie zarzucił im braku odwagi, lecz podkreślił, że Jezus został zupełnie sam, gdy miała rozpocząć się Jego męka38.
- Syndrom Judasza. W scenie pojmania Jezusa najbardziej bolesne jest to, że zdrajcą okazał się "jeden z Dwunastu". To, że arcykapłani i starsi ludu (a także faryzeusze i uczeni w Piśmie) nastawali na życie Mesjasza, jest faktem smutnym, lecz raczej zrozumiałym. Jeśli jednak wystąpił przeciwko Niemu ten, kto należał do najbliższego Mu grona, to mamy do czynienia z sytuacją szczególną. W dzisiejszych czasach wiele jest ośrodków, które otwarcie atakują Kościół, podważają jego naukę (zwłaszcza w sprawach dotyczących moralności), najdotkliwsze jest jednak to, że ci, którzy dotąd deklarowali się jako obrońcy Kościoła, zaczynają zawodzić, a czasem stają po przeciwnej stronie. Syndrom Judasza niestety daje o sobie znać w dalszym ciągu...
- Autentyczność naszych gestów. Judasz pocałunkiem zdradził Jezusa. Gest, który oznaczał bliskość, w tym przypadku krył w sobie zdradę. Do tej pory Jezus wytykał obłudę faryzeuszom, między innymi to, że ich czyny nie pokrywają się z nastawieniem wewnętrznym. Teraz jednak to Judasz stanął w ich gronie, bo jego pocałunek stał się sygnałem do przystąpienia przez nich do urzeczywistnienia swojego niecnego planu. Jak wyglądają nasze gesty (na przykład podczas liturgii, ale też nasze zachowanie i postępowanie w życiu) i czy korespondują z nastawieniem naszych serc?
- Miłować nieprzyjaciół! Mówi się, że "agresja rodzi agresję". I to jest prawda, co potwierdza opowiadanie o tym, jak jeden z uczniów Jezusa, występując w obronie Mistrza, odciął ucho słudze arcykapłana. Jak bardzo go przypominamy. Kiedy widzimy, jak inni bluźnią przeciwko Bogu, dewastują miejsca święte, parodiują akty religijne, przerywają msze św. - budzi się w nas gniew. W takich chwilach trzeba sobie przypomnieć reakcję Jezusa na postępek ucznia. Bronić tak, atakować nie! Miłować nieprzyjaciół! - oto wciąż aktualne wezwanie Pana.
22 Relacje synoptyków pozostają w zasadzie zbieżne. Mateusz więcej miejsca poświęcił sprawie użycia przez Piotra miecza, Marek natomiast dodał wzmiankę (autobiograficzną?) na temat młodzieńca, który starając się wymknąć pogoni, zrzucił okrywające go prześcieradło.
23 Narrator zastosował tu pojawiającą się często w gramatyce greckiej składnię genetivus absolutus.
24 Znamienne, że Mateusz nie pisze o tym, kiedy i jak Judasz opuścił Wieczernik, ale najpewniej zaraz po zakończeniu ostatniej wieczerzy udał się do arcykapłanów i starszych ludu. Być może to on doradzał adwersarzom Jezusa, aby zaopatrzyli ludzi w broń na wypadek, gdyby apostołowie (którzy byli uzbrojeni) zdecydowali się wystąpić w obronie Mistrza. Zob. C. Mitch, E. Sri, Ewangelia według św. Mateusza, s. 382.
25 Zob. A. Paciorek, Ewangelia według św. Mateusza, cz. 2, s. 538.
26 Zob. J. Homerski, Ewangelia według św. Mateusza, s. 338.
27 Zob. H. Langkammer, Komentarz do Ewangelii wg św. Mateusza i Ewangelii wg św. Marka, s. 236.
28 Zob. A. Paciorek, Ewangelia według św. Mateusza, cz. 2, s. 583.
29 W kulturze rzymskiej pocałunek na powitanie był naturalnym zachowaniem (tak jak dzisiaj wśród mieszkańców krajów śródziemnomorskich, np. Włochów), podobnie jak według zwyczajów żydowskich (całowano ręce rozmówcy, głowę, nawet stopy, lecz nigdy usta). Zob. A. Paciorek, Ewangelia według św. Mateusza, cz. 2, s. 584. O dosłownym i symbolicznym znaczeniu pocałunku zob. M. Lurker, Słownik symboli biblijnych, s. 179-180. Pozostaje kwestią dyskusyjną, czy Judasz pocałował Jezusa w policzek (zob. C. Mitch, E. Sri, Ewangelia według św. Mateusza, s. 382) czy w rękę (zob. J. Homerski, Ewangelia według św. Mateusza, s. 338).
30 Inaczej u Marka (Mk 9,5; 11,21) i Jana (J 1,38; 4,31).
31 Mateusz używa tego rzeczownika tylko raz w autoironicznej wypowiedzi Jezusa (Mt 11,19), z kolei u Łukasza pojawia się on kilkakrotnie, przy czym najciekawszy przypadek jego zastosowania służy dowartościowaniu drugiego człowieka: "Przyjacielu, przesiądź się wyżej" (Łk 14,10).
32 Zob. A. Paciorek, Ewangelia według św. Mateusza, cz. 2, s. 585.
33 Zob. J. Homerski, Ewangelia według św. Mateusza, s. 338-339.
34 Broń ostra stanowiła stałą część podręcznego wyposażenia mężczyzn w Izraelu. Był to zazwyczaj sztylet, który służył do obrony własnej.
35 Użyty został tu bezosobowy czasownik dei ("trzeba [aby]"), wskazujący niejednokrotnie na kartach Nowego Testamentu konieczność wypełnienia się starotestamentalnych proroctw i zapowiedzi. Często ewangelista przywołuje konkretne teksty, tutaj jednak tego nie robi. Wypełnienie zatem dotyczy całego przekazu Pisma Świętego.
36 Został tu użyty często stosowany przez Mateusza przy przywoływaniu starotestamentalnych tekstów spójnik "aby" (china).
37 Zob. A. Paciorek, Ewangelia według św. Mateusza, cz. 2, s. 588.
38 Zob. J. Homerski, Ewangelia według św. Mateusza, s. 339.