2. Podwyższenie Krzyża Świętego (Mt 27,45-50)
Czy Chrystus musiał cierpieć i umrzeć?
pokuta i pojednanie
Wyjaśnienie
Zanim wejdziemy w misterium opisu śmierci Chrystusa w Ewangelii św. Mateusza, przeczytajmy Psalm 22(21). Właśnie zdanie z tego Psalmu wypowiada Jezus z wysokości krzyża: "Eli, Eli lama sabachtani" (Ps 22,2). Niejako intonuje On Psalm, jak to czyni przewodnik chóru, zaś uczestniczący w tym wydarzeniu, w męce Chrystusa (a więc my wszyscy), winni już sami przywołać kolejne jego wersety. Bóg bowiem oddaje na krzyżu życie, by człowiek miał życie wieczne. Na kartach Biblii wielokrotnie powraca to przesłanie. Apostoł Paweł poucza Koryntian, że "za wszystkich umarł Chrystus po to, aby ci, co żyją, już nie żyli dla siebie, lecz dla Tego, który za nich umarł i zmartwychwstał" (1 Kor 5,15). Nie sposób nie pamiętać o tym, patrząc na Chrystusowy krzyż.
Niezwykle krótki jest opis męki Chrystusa w Ewangelii Mateusza. Ewangelista, jakby nie dostrzegając innych szczegółów, zanotował to jedno zdanie: "Eli, Eli lama sabachtani" - "Boże mój, Boże mój, dlaczego mnie opuściłeś".
Właściwie całe spotkanie można by poświęcić tylko tym słowom. Wynika z nich bowiem, że kiedy dokonują się ostatnie chwile życia Jezusa, Bóg opuszcza Go. Czy zatem rzeczywiście Bóg jest Bogiem pełnym miłości? Bo czy będąc miłością, można opuścić najbliższą osobę w chwili cierpienia, w chwili śmierci? Tak więc czy Bóg opuścił - porzucił swojego Syna?
Początek tego Psalmu jest dość prosty do przetłumaczenia: "El-i" - "Boże mój", "la-ma" - "dlaczego mnie". Później następuje termin "sabachtani". Hebrajski (czy też raczej bardziej aramejski) termin "azab" może mieć różne znaczenia. Oczywiście do podstawowych należą "pozostawić", "opuścić", "przekazać", ale też i "porzucić". Powstaje zatem pytanie: Czy Bóg opuszcza, pozostawia swojego Syna sobie samemu, czy też Go porzuca?
Większość egzegetów uważa, iż owo wołanie Jezusa z krzyża to początek Psalmu 22. Rzeczywiście, Psalm 22 rozpoczyna się bowiem od słów: "Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił". Tak pierwsze słowa tego Psalmu, jak i kolejne wersety są opisem cierpień Mesjasza, który dokonuje dzieła wyznaczonego Mu przez Ojca. Jezus wydaje się być przez wszystkich opuszczony. Bo przecież na Górze Oliwnej Ojciec przynajmniej posyła Mu Anioła, aby ten Go umacniał. Wcześniej, w czasie chrztu nad Jordanem, czy też na początku drogi do Jerozolimy, w czasie przemienienia na górze Tabor, a więc zawsze, gdy trzeba było udzielić poparcia, potwierdzenia i pokrzepienia, Ojciec przemawiał. Kiedy przychodziła konieczność z nieba dobywał się głos: "Tyś jest mój Syn umiłowany, w tobie mam upodobanie" (np. Mk 1,11). Teraz jednak, kiedy kona na krzyżu, pozostaje właściwie całkiem sam. Bóg jakby zamilkł.
Jednakże, co podkreśla równie wielu badaczy, fakt, iż Bóg zamilkł, że nic nie mówi, nie oznacza, że opuścił On swojego umiłowanego Syna. Można by rzec, iż Bóg w milczeniu patrzy na dramat Umiłowanego, którego ludzie skazują na okrutną śmierć. Miłość zostaje przez ludzi odrzucona i skazana na śmierć. Stąd też i ciemność, o której pisze Mateusz. Bóg, na czas tej trzygodzinnej agonii, chce jakby zaciągnąć zasłonę ciemności. Kiedy bowiem na Golgocie gasła "światłość świata" (J 8,12), Bóg sprawił, iż również słońce traciło swój blask. Rzecz jasna, iż można zastanawiać się nad tym, jak naprawdę wyglądała ta ciemność. Czy rzeczywiście było to niezwykłe zaćmienie słońca o wymiarze kosmicznym, o którym co prawda nie wspominają inne źródła, czy też było to lokalne zjawisko, widoczne jedynie w Jerozolimie? A może, jak chcą niektórzy, w tym czasie wiał silny wiatr, który unosił takie ilości pyłu, iż nic nie było widać? Jakkolwiek nie tłumaczylibyśmy natury owych ciemności, jedno jest pewne - ciemności ogarnęły serca ludzi, którzy w jakiś sposób, nawet i biernie, przyczynili się do śmierci Chrystusa.
Panujące ciemności mają jednak jeszcze inne znaczenie. Oto bowiem starotestamentalni prorocy zapowiadali, że nadejdzie dzień sądu i potępienia dla niesprawiedliwych. Będzie to dzień, kiedy "zajdzie słońce w południe i [Bóg] w dzień świetlany [zaciemni] ziemię" (Am 8,9). W czasie sądu nastąpi wyzwolenie wiernej Panu reszty Izraela. Zapowiadane w Księdze Izajasza ciemności przypomni ewangelista Marek: "W owe dni, po tym ucisku, słońce się zaćmi i księżyc nie da swego blasku. Gwiazdy będą padać z nieba i moce na niebie zostaną wstrząśnięte. Wówczas ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego w obłokach z wielką mocą i chwałą" (Mk 13,24-26). A zatem godzina śmierci Chrystusa jest równoznaczna z nadejściem dnia Pańskiego, dniem sądu nad światem.
Ciemność w Biblii, to również czas, w którym w pełni objawia się Bóg, zawierając z człowiekiem przymierze. Psalmista też napisał, iż "obłok i ciemność otaczają tron Boga" (Ps 97,2). Również przymierze z Abramem zostało zawarte, kiedy patriarchę ogarnęły wielkie ciemności (zob. Rdz 15,12n). Świadczą o tym i inne momenty z historii narodu wybranego: spożywanie paschy (Wj 12,6), wyjście z Egiptu (Wj 1419n), spotkanie Mojżesza z Bogiem na górze Synaj (Wj 9,1n) - wszystko zostaje spowite obłokiem ciemności. Dlatego też Grzegorz z Nyssy powiedział, że im bardziej zbliżamy się do Boga, tym wyraźniej widzimy ciemności, jakie Go otaczają i zakrywają przed ludzkimi oczami.
Według innych opinii, ciemności, które zakryły słońce, a także późniejsze, inne zjawiska, jak rozdarcie się zasłony przybytku, trzęsienia ziemi, pękanie skał, otwieranie się grobów, powstawanie z martwych miały inną przyczynę. Jeśli przyjmiemy, że Bóg rzeczywiście, nawet na krótką chwilę, opuścił swojego Syna, niejako zamknął oczy, nie mogąc patrzeć na cierpienie swojego Jednorodzonego, to wtedy można zobaczyć, co się dzieje z całym światem. Jeśli Bóg przestaje patrzeć na świat, wtedy ten świat niejako traci rację bytu. A wszystko dlatego, że Bóg na krótką chwilę przestał spoglądać na świat krzyżujący Jego Syna.
Mimo jednak tych wszystkich zdarzeń, mimo trwogi konania, upokarzającego przesłuchania i drogi krzyżowej, cierpienia na krzyżu, mimo tego wszystkiego, o czym pisze nam Psalmista (Ps 22,1n), Chrystus jest dla nas niezwykłym przykładem i znakiem wiary w dobroć i miłosierdzie Boga. Świadczy o tym próba, jakiej dokonał jeden z egzegetów, chcąc zbadać niezwykle dogłębnie, czy Jezus rzeczywiście powiedział: "Eli, Eli lama sabachtani", czy też słowa te posłużyły jedynie ewangelistom do ukazania całego ogromu cierpienia Chrystusa, zapowiedzianego w mesjańskim Psalmie 22.
Jezus, konając na krzyżu, modlił się, zaś słowa Psalmu 22 w tej sytuacji oddawały to wszystko, co właśnie na Golgocie i w Jeruzalem się wydarzyło. Ale jak się wydaje, Jezus mógł też wypowiedzieć inne, choć bardzo podobne słowa, pochodzące z innej części Psalmu 22. Jest bowiem znamienne, że stojący obok krzyża słyszeli, że Jezus wzywał Eliasza. Jeśliby Jezus jednak faktycznie wzywał Eliasza, to w języku aramejskim powiedziałby nie "Eli, Eli lama sabachtani", ale "Elia tha" - "Eliaszu przyjdź".
Nie wydaje się jednak możliwe, by Jezus wzywał Eliasza, który w Starym Testamencie był patronem śmierci (przejścia z tego na drugi świat). Według Izraelitów, gdy człowiek umierał, wtedy przychodził po niego Eliasz, zabierając jego duszę albo na łono Abrahama (nazwijmy ten stan - niebem), albo do krainy, w której płonie wieczny ogień, a więc ku wiecznemu potępieniu. Nie wydaje się zatem, by Jezus oczekiwał pomocy ze strony Eliasza, by oczekiwał na jego pomoc w przejściu do "krainy szczęścia".
A może trzeba pamiętać, iż Jezus był skrajnie umęczony biczowaniem, ukoronowaniem cierniem, drogą krzyżową, a duchowo zdradą uczniów. Może więc wypowiedział inne słowa, zadziwiająco podobne w brzmieniu. Żydzi usłyszeli: "Elia tha", ale Jezus mógł zawołać: "Eli attha", co w języku aramejskim oznacza: "Bogiem moim jesteś Ty". A zatem Jezus w chwili swojej śmierci nie szukał pomocy Eliasza, nie uskarżał się na opuszczenie przez Ojca, ale raz jeszcze zwracał się ku Niemu z wielką wiarą i ufnością. "Bogiem moim jesteś Ty" (Ps 22,11). Mateusz zaś pamiętał, iż Jezus wypowiedział fragment z Psalmu 22. Być może właśnie ten najbardziej wydał się mu odpowiedni?
Mając w sercu całą treść pięknego Psalmu 22, zapowiadającego i opisującego mękę Mesjasza, Chrystus wybrał z niego jedynie krótki wers. Czy po ludzku szukał pomocy i wsparcia od Ojca, czy też wyznał wielkim głosem wiarę w Boga - tego wszystkiego nie wiemy. Jedno jest jednak pewne. Konając na drzewie krzyża, w ostatniej jego chwili zwrócił się z modlitwą ufności do swojego Ojca.
Aktualizacja
1. Przeczytaj z uwagą Psalm 22. Dlaczego można powiedzieć, iż on jest zapowiedzią męki Chrystusa?
2. Czy można powiedzieć, że Jezus przez wszystkich został opuszczony? Czy milczenie Boga dowodzi, że opuścił On swojego Syna?
3. Dlaczego ewangelista pisze o ciemnościach, które ogarnęły całą ziemię? Czy miały one rzeczywiście miejsce? Jaki można nadać im sens?
4. Co oznaczają i jaką przyczynę mogły mieć inne wydarzenia towarzyszące śmierci Jezusa (pękanie skał, trzęsienie ziemi, rozdarcie się zasłony przybytku, powstawanie ludzi z martwych) opisane przez Mateusza?
5. Co oznaczają słowa: "Elia tha" i "Eli attha"? Czego są one wyrazem?
6. Czy Jezus oczekiwał wsparcia, pomocy, czy choćby tylko znaku obecności ze strony swojego Ojca? Czy otrzymał je?
7. Czy milczenie Boga rodzi w Jezusie zwątpienie? Jaką postawę przyjmuje Chrystus?
Refleksja
Choć już tyle razy słyszałem i czytałem opis męki Pana, zawsze rodzi się we mnie pytanie: Dlaczego? Dlaczego Bóg ofiaruje swojego Syna? Dlaczego On, choć był Miłością i Dobrocią, zostaje jednak przez ludzi odrzucony?
Teolog powie, że przez mękę i śmierć zostaliśmy odkupieni. Ale czy nie bardziej "po ludzku", czy nie bardziej "humanitarne" byłoby, gdyby Bóg po prostu przemówił do człowieka, gdyby powiedział: od tej chwili wymazuję waszą winę, otwieram nową kartę, zawiązuję z wami nowe przymierze? To, co było, zostaje wam zapomniane, teraz zacznijcie żyć na nowo. Czyż nie byłoby to prostsze? Ile cierpienia i męki by to oszczędziło.
Odpowiedź niełatwą, ale jakże dostojną znajdujemy u św. Jana: "Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne" (J 3,16). A zatem Bóg z miłości oddaje za nas swojego Syna. Jednakże z miłością Boga łączy się drugi Jego przymiot. Bóg jest Bogiem sprawiedliwym.
A zatem, jak napisał św. Paweł, "jak przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć, i w ten sposób śmierć przeszła na wszystkich ludzi, ponieważ wszyscy zgrzeszyli" (Rz 5,12-19). "Jeżeli bowiem przez przestępstwo jednego śmierć zakrólowała z powodu jego jednego, o ileż bardziej ci, którzy otrzymują obfitość łaski i daru sprawiedliwości, królować będą w życiu z powodu Jednego - Jezusa Chrystusa. A zatem, jak przestępstwo jednego sprowadziło na wszystkich ludzi wyrok potępiający, tak czyn sprawiedliwy Jednego sprowadza na wszystkich ludzi usprawiedliwienie dające życie. Albowiem jak przez nieposłuszeństwo jednego człowieka wszyscy stali się grzesznikami, tak przez posłuszeństwo Jednego wszyscy staną się sprawiedliwymi" (Rz 5,17-19).
O tej miłości Boga do człowieka można powiedzieć więcej. Bóg tak bardzo umiłował człowieka, że nie tylko go stworzył, nie tylko go odkupił, ale odkupiwszy obdarował go wolną wolą. Co więcej, wiedząc, że człowiek może zbłądzić, iż może źle skorzystać z daru wolności, ku której wyswobodził nas Chrystus (Ga 5,1), daje sakrament pokuty i pojednania. Trzeba jednak, abyśmy tej wolności nie odbierali jako zachęty do spełniania pożądań naszego ciała (zob. Ga 5,13). Pamiętać bowiem trzeba, iż każdy grzech zadaje ból Chrystusowi. A zatem warto dziś zastanowić się, jakie jest moje życie? Czy nie zadaję nim bólu swemu Zbawcy? Czy zdaję sobie sprawę z wielkości daru, jakim jest sakrament pokuty?
W czasie spotkania warto zwrócić uwagę
1. Czym jest grzech ciężki i lekki? Spowiedź święta i powszedni żal za grzechy - praktyki pokutne jako różne sposoby jednania się z Bogiem.
2. Warunki dobrej spowiedzi.
3. Zastanawiając się nad sakramentem pokuty, skorzystaj z KKK 1420n.