KotoPiramidon - Dorota Mularczyk

Kup ebooka

10.25 zł
8.70 zł (2,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

II Gdzie my jesteśmy?

Zdążył wypowiedzieć te słowa, gdy zakręciło mu się w głowie. Przymknął oczy, otrząsnął się i... poczuł ciepły powiew wiatru. Spojrzał zdziwiony na Bąbla, ale ten już nie siedział na dywanie, siedział na piasku, a tuż za nim sporych rozmiarów piękny, rudy kot. Kot popatrzył na chłopca znudzonym wzrokiem, ziewnął i powiedział.

- Następni. Znowu będą mi się pałętać po terenie. Żadnej intymności. - Polizał łapkę i ruszył w swoim kierunku.

- Kto to powiedział? - zdziwił się Marcel - Bąbel, to ty?

- Nie. To ten sierściuch.

Kot znieruchomiał.

- Sierściuch? - Odwrócił się przodem do Bąbla. - Tyś śmiał nazwać mnie "sierściuch"? A coś ty za jeden? - Jego głos był pełen oburzenia. Podszedł do Bąbla i pacnął go łapką.

- Ty! - Bąbel się obruszył. - Łapy przy sobie!

Kot opuścił głowę na wysokość swojego rozmówcy, zmrużył oczy i prychnął:

- Jak zechcę, to każę cię... - przyjrzał mu się dokładnie - to każę cię wyskubać.

Bąbel aż podskoczył.

- Ty..., ty... Ty to mi możesz! Możesz mi najwyżej powiedzieć dzień dobry panie Bąblu.

- Zaraz, zaraz. - Marcel nie bardzo mógł oswoić się z myślą, że rozumie co mówi kot. - Czy ty umiesz mówić po mojemu, czy ja rozumiem po twojemu?

Kot ze zdziwieniem podniósł głowę.

- Czy to znaczy, że będziesz rozumiał i wykonywał moje rozkazy?

- Hola, hola! - Marcel się wyprostował. - Że niby dlaczego miałbym to robić?

- Boś jest mym podwładnym. Ten też. - Wyniosłym spojrzeniem wskazał Bąbla.

- Ooo. Widzę, że umiesz wysoko zadzierać nosa. - Popatrzył na Bąbla, rozejrzał się i spytał: - Coś ty zrobił? Gdzie jest mój dywan? A, w ogóle, gdzie jest mój dom? Dopiero co cię narysowałem, a ty już rozrabiasz?

- Chciałeś do Egiptu to go masz - obruszył się Bąbel.

- Zaraz, chwileczkę, spokój. - Chłopiec się zastanowił. - Przeniosłeś nas do Egiptu?

- Nooo... - zaczął niepewnie Bąbel. - I trochę w czasie.

- Do przodu czy do tyłu? - dopytywał się Marcel.

- Do tyłu.

- Ile?

- Kilkaaa...

- Miesięcy czy... lat? - spytał przerażony chłopiec.

- Kilka... - Bąbel odchrząknął i dokończył już dużo ciszej - tysięcy lat.

Marcel złapał się za głowę.

- Rrrany koguta! Co babcia powie jak się obudzi?! Co ja jej powiem jak...? O nie! - Popatrzył groźnie na Bąbla. - Powiedz, że umiesz nas stąd przenieść z powrotem do domu!

- Umiem.

- To na co czekasz?

- Bo chciałeś rozwiązać jakąś zagadkę. - Teraz Bąbel się zniecierpliwił.

Kot przyglądając się krytycznym wzrokiem obojgu wreszcie się odezwał cedząc słowa.

- Czy ja któremuś z was pozwoliłem zabrać głos?

- Kotku. - Marcel dotknął palcem kociego nosa. - Czy coś cię przypadkiem nie uwiera w móżdżek? - Przyjrzał mu się z uwagą. - Jak na ciebie wołają?

- Jam jest Cezar - odpowiedział wyniośle kot.

- No to słuchaj Cezar, zmiataj stąd, bo mój kumpel zamieni cię w... szczura.

Cezar spojrzał na Bąbla pełen oburzenia.

- Nie odważysz się.

- Chcesz sprawdzić? - spytał zadziornie Bąbel.

- Jesteś zbyt nisko urodzony, abym miał ochotę przestawać z tobą.

- Ty napuszony rudzielcu! Złaź z chmur, bo nosem niebo rysujesz! - nastroszył się Bąbel.

- Panowie! - Marcel miał dość. - Pozwólcie, że przerwę wam tą miłą pogawędkę. Pan kot Cezar pójdzie łapać swoje egipskie myszy, a pan Bąbel odwróci kota ogonem. - Spojrzał na Cezara i szybko się poprawił. - Znaczy, chciałem powiedzieć, odtransportuje nas do domu.

- Się robi - mruknął Bąbel.

Zakręciło się Marcelowi w głowie i znów znalazł się na swoim dywanie. Już chciał z ulgą odetchnąć, gdy tuż obok siebie usłyszał przeraźliwy koci wrzask.

I Nietypowy kumpel

Było deszczowe lipcowe popołudnie, cisza w domu, a dziesięcioletni Marcel leżał na dywanie i przeglądał encyklopedię dla dzieci. Była tak ładnie wydana, że aż z ciekawością chciało się przewrócić kolejną kartkę. Rzucił okiem w stronę okna i westchnął.

- Co tu robić, jak nie ma co robić? I jeszcze ten deszcz. Mógłby padać ze sto metrów dalej, to chociaż wyszedłbym do ogródka, w piłkę pograć ze ścianą. Taka pogoda w wakacje? - pokręcił głową - Nudy. Że też te wczasy nad morzem musiały się tak szybko skończyć.

Marcel nie miał rodzeństwa i najczęściej jego kompanami do zabawy były... same zabawki. Tuż przed wakacjami rodzice zakończyli budowę domu i szybko się wprowadzali, żeby zdążyć przed wyjazdem. Teraz czuł się bardzo obcy w nowym miejscu i wcale nie chciał wychodzić z domu. Dobrze, że chociaż był ten ogródek, można było w nim poszaleć, ale zaraz za ogródkiem zaczynał się las. Wieczorami, gdy patrzył na ciemną ścianę drzew nieraz przeszedł mu dreszcz po plecach. Właśnie "zatrzymał" się na starożytnym Egipcie i z zaciekawieniem zaczął czytać informacje.

- Piramidy, Sfinks, faraoni, rydwany ognia... Kto wie co tak na prawdę działo się w tamtych czasach? A może to wszystko co piszą to zwykła bujda, może piramidy chowają jednak w sobie nieziemskie tajemnice. Podejrzewam, że ci, którzy coś odkryli nie chcą się dzielić swoimi rewelacjami z innymi, zatrzymują je dla siebie. Ja w każdym razie wiem, że tam coś jest! - pomyślał sobie i na głos powtórzył: - Na stówę, że tam coś jest!

- Gdzie, kochanie? - spytała babcia wchodząc do pokoju. Opiekowała się Marcelem podczas nieobecności rodziców.

- Tam! W piramidach! - spojrzał na babcię z miną odkrywcy.

- Tam? Tam jest tylko pełno kurzu, skarbie. - Uśmiechnęła się. - Położę się na chwilę, dobrze? Pobawisz się sam? - Jasne. - a gdy babcia wyszła z pokoju dodał - Zawsze bawię się sam.

Popatrzył na kredki, blok rysunkowy i uśmiechnął się pod nosem.

- Zaraz będę miał kumpla! I to będzie taki kumpel, że..., że będzie aż fajny!

Zaczął rysować. Najpierw było kółko, po tym ptasie nóżki i nastroszona czuprynka na górze. Przyjrzał się krytycznie, nie umiał rysować twarzy.

- Będziesz miał grzywkę. - Dorysował taką, żeby zakrywała oczy, ale zaraz się poprawił. - Dużą grzywkę. - Grzywka zrobiła się do miejsca, gdzie powinny znajdować się usta, - Hmm. - Usta też nigdy mu dobrze nie wychodziły. - Umówmy się, że fryzjer wyjechał na urlop. - Po czym cała kula została pokryta grzywką. - I będziesz się nazywał... Bąbel.

Gdy zakończył rysowanie przyjrzał się z dumą kumplowi.

- I będziesz umiał... - myślał przez chwilę - będziesz umiał znikać. O tak. - Przewrócił kartkę rysunkiem w dół. Będziesz moim kumplem i będę mógł cię zabrać ze sobą wszędzie.

Ponownie położył go przed sobą i powiedział:

- Jeszcze będziesz umiał... - ale tak bardzo zakręciło go w nosie, że w momencie kichnięcia, z jego ust wyskoczyło słowo - czarować. - Przetarł nos grzbietem ręki i spojrzał na kumpla, ale już go tam nie było.

- Na zdrowie.

- Dziękuję. - Marcel odpowiedział machinalnie, ale zaraz znieruchomiał. W pokoju oprócz niego nie było nikogo. Rozejrzał się.

- Czego szukasz? - spytał obcy głos.

Marcel zerwał się na równe nogi.

- Kto to?

- Ja.

- Co za "ja"?

- No ja.

- Gdzie jesteś?

- Tu.

- Gdzie "tu"? Nie widzę!

- Bo kazałeś mi być niewidzialnym.

- Zaraz, zaraz. - Marcel przetarł ręką czoło. - Chyba nic mi się nie stało przez to kichnięcie.

- Tobie nic. Mnie zdmuchnęło i... o!

Marcel obejrzał kartkę na obie strony.

- Nie ma cię tu - stwierdził oglądając kartkę z obu stron.

- Celna uwaga - odpowiedział głos.

- Słuchaj... - Szare komórki Marcela zaczęły właściwie pracować. - Skoro kazałem ci być niewidzialnym, to teraz masz być widzialny.

Na podłodze, tuż przed chłopcem pojawiło się coś kulistego, potarganego i wyglądało dokładnie tak jak zostało narysowane na kartce.

Marcel odchrząknął i podrapał się za uchem przyglądając się uważnie kumplowi.

- Co jest? - spytał Bąbel.

- Chyba się nie popisałem z tymi nogami. Umiesz latać?

- A mam umieć?

- Masz.

Bąbel uniósł się na wysokość twarzy Marcela i powiedział:

- To była trzecia i ostatnia możliwość jaką mogłeś dla mnie wymyślić.

- Chyba już i tak wystarczy. - Uśmiechnął się Marcel. - Jeśli nie śpię i dzieje się to na prawdę to..., to ..., to to jest rewelacja! Masz ręce?

- Wszystko mam.

- To uszczypnij mnie.

Bąbel podleciał do wystawionej ręki Marcela i maleńka rączka uszczypnęła go.

- Auć! To boli!

- Sam chciałeś.

Marcel usiadł po turecku na podłodze przy encyklopedii i spytał:

- Co umiesz? Znaczy, co wiesz? Bo mam nadzieję, że nie będę musiał cię wszystkiego uczyć.

- Umiem dokładnie to co ty.

- Ufć. - Marcel podparł brodę ręką. - Tyle co ja znaczy też, że nie więcej niż ja.

- Yhy.

- Wiesz, zanim się pojawiłeś, próbowałem rozwiązać zagadkę piramid.

- I co, udało ci się?

- Nie, ale ... - spojrzał na komputer - można by ściągnąć więcej informacji z Internetu.

- Ej ty! Masz kumpla? - spytał Bąbel.

Marcel popatrzył nieprzytomnie na niego, ale zaraz zrozumiał o co chodzi. - Nooo, już mam.

- Kumpel umie czarować?

- A umie?

- Umie. Jaki masz problem?

Marcel zadarł wysoko nos, popatrzył w sufit i zażartował:

- Chciałbym się znaleźć w starożytnym Egipcie u podnóża piramidy.