Rozdział I
"O krasnoludkach i o sierotce Marysi" w ogólności19
1. Wymiar sprawiedliwości w królestwie krasnoludków
1.1. Homo trium litterarum20
Autor relacji, które będą przedmiotem poniższych rozważań, zakończył je sformułowaniem:
Co, iżem własnymi oczyma oglądał, podpisem własnym stwierdzam [...]:
Koszałek-Opałek, Nadworny Historyk Króla Jegomości Błystka
Rozpocząć należy od odnotowania, że cała okolica opisywanych zdarzeń, była, ewidentnie, złodziejska. Toż przecież nawet jeż przez krasnoludka Koszałka-Opałka napotkany "sumienie miał nieczyste, bo to jabłko [na grzbiecie niesione] jednej gospodyni we wsi porwał nocą i do swojej jamki niósł, więc co prędzej uciekał, a zwinąwszy się w kłębek, jak piłka z górki się stoczył". Krasnoludek Podziomek21 z kolei na kota się natknął, co "porwawszy kiełbasę suszącą się w dymniku zmykał chyłkiem po przydaszku". Przed szabrem się również nie cofano: "Jest ci hajno na górce stara taka rudera, komin ano tylko i kawał muru, co powiadają, że tam dawnymi czasy grafy siedziały; ale teraz pustka to i mieszczany tylko tam czasem po cegłę jeżdżą, jak któremu trzeba. Grafy ponoć dawno wymarły". Wreszcie i drobne zabójstwo się mogło zdarzyć, i to krasnoludkowi już, Pietrzykowi: "To jajeczko ptasie gdzie zdybał, to wróblątko z tej gromady, co się na bliskiej topoli wywiodła, ułupił".
Successus improborum plures allicit - powodzenie występnych pociąga innych jeszcze22.
Uzasadnieniem zatem dla wszczęcia postępowania w sprawie kradzieży zboża, uronionego przy młócce we wsi i skrupulatnie zbieranego przez krasnoludki, następnie zmagazynowanego przez nie w podziemiu pod korzeniami wielkiego dębu w Słowiczej Dolinie, było ubywanie każdej kolejnej nocy złocistych ziaren. Zebrane ziarno przeznaczone zostało na siew, którego pora miała wkrótce nadejść. Stwierdzano każdego następnego poranka, z przerażeniem, że w podziemiu zmniejszał się zapas zboża. Pomimo nawet opieczętowania królewskim sygnetem zamkniętego wejścia do magazynu i postawienia przy nim krasnoludkowej straży, pozostała wreszcie "garsteczka tylko żyta, ledwie że co na dnie".
Powstało przeto pytanie: "Cóż to więc jest za szkodnik taki, co zamku nie ruszy, pieczęci nie złamie, a dobro zabierze?".
W akcie desperacji, pytanie takie postawiono mieszkającej na ustroniu babuleńce (nie mylić z uroczą starowinką, która otoczyła opieką Jasia i Małgosię, o czym w części dalszej książki23), której rada wskazywała na to, że w oparciu o swą wiedzę i życiowe doświadczenie, podjęła się ona roli profilerki kryminalnej, przenikliwej w rozpoznawaniu osobowości potencjalnego sprawcy i sporządziła jego profil psychologiczny. Wystarczyły odpowiedzi na dwa tylko pytania: "- Czegóż ci potrzeba?" oraz "- A co złodziej bierze?", by dokonać rekonstrukcji motywacji sprawcy i wyobrażenia sobie jego modus operandi. Pozwoliły one na udzielenie krasnoludkom rady, przeprowadzenia nowatorskiej czynności operacyjnej: "- Dosypcież mu jeszcze i pereł do ziarna tego". Więcej już profilerka nie rzekła, powtarzając jeno owo zalecenie.
Pomimo że wskazówka ta została, prima facie, odrzucona przez prowadzącego, z wielką determinacją, śledztwo, krasnoludka Pietrzyka, słowami: "- Babuleńko!... Chyba ci się od starości w głowie pomieszało!", to jednakże, za zgodą króla Błystka, postąpiono w końcu zgodnie z nią.
Następnego dnia drużyna krasnoludków spostrzegła, że od ich podziemnego magazynu, "jakby dróżka od wzgórza ku uroczysku perłami owymi usypana". Wyglądało to tak, że "co sto, co dwieście kroków da, to perła leży, ot, jakby ktoś z prędkości, wszystko razem chwyciwszy, i ziarno, i perły, potem to, co mu na nic, ciskał, a tylko ziarno z sobą brał". Na końcu owej dróżki, usłanej perłami, krasnoludki dokopały się "dużego lochu, w którym owo chwycone ziarno leżało wszystko prawie" a "przy nim skulony siedział szczur polny i jego rodzina".
Choć podejrzany szczur próbował "wymknąć się i uciekać, ale policja nadworna tak go nasiadła[24], że się poddać musiał". Podmioty ustawowo uprawnione - "funkcjonariusze Policji" (art. 2 ust. 1 pkt 9), dokonali zatem "ujęcia osoby, udaremnienia jej ucieczki" (art. 11 pkt 10), stosując środek przymusu bezpośredniego, którym była "siła fizyczna w postaci technik: [...] obezwładnienia" [art. 12 ust. 1 pkt 1 lit d)]25.
Zatrzymany we własnym domu z całym swym łupem, nazywał się "Wiechetek".
Non diu latent scelera - niedługo pozostają w ukryciu zbrodnie26.
1.2. Struktura przestępstwa
Struktura przestępstwa, na której założeniach opiera się współcześnie obowiązujący Kodeks karny, przyjmowana przez większość jego komentatorów, złożona jest z pięciu elementów - warunków, które muszą być spełnione łącznie, aby zachowanie podmiotu zostało uznane za przestępstwo.
Pierwszym z nich jest zachowanie stanowiące czyn człowieka, naruszające normę sankcjonowaną. Podjęte ono zostaje w okolicznościach, które go nie usprawiedliwiają (czyn bezprawny - element drugi). Trzeci element wymaga, aby był to czyn realizujący wszystkie znamiona danego typu czynu zabronionego, zapisane w ustawie (czyn karalny). Czwartym jest społeczna szkodliwość czynu w stopniu większym, niż znikomy (czyn karygodny), piątym zaś elementem jest wina sprawcy (czyn zawiniony), której przypisanie decyduje, że czyn bezprawny, karalny, karygodny, a także zawiniony, staje się przestępstwem (por. art. 1 k.k., art. 115 § 1 k.k.).
Poniżej zbadane zostanie, czy zachowanie Wiechetka odpowiadało wszystkim warunkom sądowego uznania go za sprawcę przestępstwa.
Zachowanie szczurka Wiechetka było czynem naruszającym normę sankcjonowaną "nie kradnij", za której naruszenie groziła karą śmierci (norma sankcjonująca) krasnoludkowego prawa zwyczajowego. Na potrzeby dalszych rozważań przyjąć trzeba, że istniał spis tego prawa w starych księgach krasnoludków, i założyć równocześnie można, że odpowiada mu treść obowiązującego współcześnie Kodeksu karnego z 1997 r., którego przepisy będą powoływane w dalszych rozważaniach.
Założona zbieżność tekstów musi pozostać tylko hipotezą badawczą, ponieważ kronikarz królestwa, Koszałek-Opałek, mówił o źródłach pisanych:
- W tych starych księgach to jest tak: Tu parę kart brak, tu znów parę tak pożółkłych i wyblakłych, że ani przeczytać, tu znów wielka czarna rysa w poprzek albo wzdłuż; to i nie wszystko wiedzieć można, co tam przed wieki wpisywał ktoś do nich.
Krasnoludkowe prawo zwyczajowe zostało zatem, przynajmniej częściowo, spisane, i uznać je trzeba, jako takie, za podstawę dla zasady głoszącej nullum crimen sine lege, natomiast odwołanie do współcześnie obowiązującego prawa karnego konieczne jest dla respektowania zasady nullum crimen sine lege scripta.
Istotę prawa objaśnił Savigny, jako bytu powstałego z ducha narodu, a więc z powszechnej woli, w której zawiera się wola jednostki. Prawo nie jest aktem samowoli ustawodawcy, lecz dostosowaniem niezbyt dobrze pasującego potocznego języka prawa zwyczajowego, dla wyrażenia tego wszystkiego, w co wierzy naród i co obejmuje jurysprudencja27.
Ulpian w Digestach postrzega rolę prawników w kategoriach "kapłanów sprawiedliwości", nadając jurysprudencji charakter quasi-sakralny. Zadania nauki prawa określa bowiem w sposób następujący:
Iuris prudentia est divinarum atque humanarum rerum notitia, iusti atque iniusti scientia - nauka prawa jest znajomością spraw boskich i ludzkich oraz wiedzą o tym, co sprawiedliwe, a co niesprawiedliwe28.
W komentarzu wyjaśniono, iż: "Prawnik powinien znać się na zagadnieniach sakralnych, mieć realistyczne spojrzenie na stosunki społeczne, a jego wiedza i doświadczenie powinny pozwolić mu odróżnić sprawiedliwe od niesprawiedliwego"29.
Patrząc z perspektywy badawczej wyznaczonej przez jurysprudencję stwierdzić trzeba, że Wiechetek zrealizował swym zachowaniem wszystkie znamiona czynu karalnego kradzieży, rozumianej jako zabór cudzej rzeczy ruchomej w celu przywłaszczenia (art. 278 § 1 k.k.). Miało miejsce wyjęcie zabieranego przedmiotu spod władztwa osób, które nim dysponowały i objęcie, wbrew ich woli, tego przedmiotu we władanie sprawcy, bez podstawy prawnej. Według starszej teorii, kradzież dokonana jest z chwilą "uniesienia" rzeczy poza miejsce przestępstwa, natomiast według nowszej koncepcji, gdy nastąpiło "zawładnięcie" cudzą rzeczą.
Kradzież jest zatem przestępstwem materialnym - skutkowym, którego dokonanie następuje z chwilą faktycznego objęcia władztwa nad rzeczą przez sprawcę, w celu postąpienia z nią jak ze swoją własnością, tj. używania jej (utendi), czerpania z niej pożytków (fruendi) lub zniszczenia (abutendi).
Zaznaczyć przy tym trzeba, że cel osiągnięcia korzyści majątkowej nie należy do znamion przestępstwa kradzieży, którego sprawca działa "w celu przywłaszczenia" (zamiar kierunkowy), co oznacza, że zysk, choćby był pożądany, lecz faktycznie nie został osiągnięty, nie warunkuje odpowiedzialności karnej. Wynika z tego, że cel przywłaszczenia realizowany jest także przez sprawcę, który zabiera rzecz po to, aby ją zaraz po dokonaniu zaboru zniszczyć albo porzucić, niezależnie od motywacji, którą się kieruje, postępując, jak mogło by się wydawać, nieracjonalnie.
Przedmiotem kradzieży były zatem także perły, o wartości przekraczającej, jak można przypuszczać, wartość zboża, porzucone niezwłocznie przez Wiechetka, "który wszystko razem chwyciwszy", wyniósł je przez podkop, a następnie wyrzucił, jako że były mu one "na nic". Brak jest w zgromadzonym materiale dowodowym informacji na temat wartości owych pereł. W miarę jej wzrostu, zmianie uległaby kwalifikacja zachowania Wiechetka, przechodząc na grunt kolejnych typów kwalifikowanych kradzieży z włamaniem (art. 294 § 3 i 4 k.k.).
Ponieważ kradzież ziarna dokonana została przez podkop prowadzący do zamkniętego pomieszczenia, w którym złożono je dla ochrony przed zaborem przez osobę nieuprawnioną, czyn szczurka Wiechetka zrealizował znamiona typu kwalifikowanego - kradzieży z włamaniem (art. 279 § 1 k.k.). Taki właśnie zarzut został mu postawiony w procesie karnym, gdyż przepis o kradzieży z włamaniem dokładniej opisuje czyn zabroniony, co sprawia, że znajduje zastosowanie zasada głosząca, że przepis szczegółowy uchyla przepis ogólny - lex specialis derogat legi generali.
1.3. Przestępstwo "na raty"
Przestępstwo kradzieży z włamaniem dokonane zostało czynem ciągłym, ponieważ szczurek Wiechetek, wykorzystując wykonany podkop, kradł zboże "na raty", a więc "dwoma lub więcej zachowaniami", ze "z góry powziętym zamiarem" wyniesienia partiami, w ciągu kilku kolejnych nocy, zatem "w krótkich odstępach czasu", całego zapasu ziarna zgromadzonego w podziemnym magazynie (art. 12 § 1 k.k.). W konsekwencji wszystkie jego nocne eskapady złożyły się - w rozumieniu prawa - na jeden czyn zabroniony, zaś jeden czyn zabroniony stanowić może tylko jedno przestępstwo (art. 11 § 1 k.k.). Wartość rzeczy ukradzionej w ten sposób ustala się łącznie, sumując wszystko to, co zostało zabrane w ramach czynu ciągłego.
Bez znaczenia prawnego pozostaje wartość rzeczy zabranej przez sprawcę w rezultacie dokonanego przezeń włamania, jak w "sprawie Wiechetka", który ponosił będzie odpowiedzialność karną za typ kwalifikowany kradzieży (art. 279 § 1 k.k.). Wartość zabranej w celu przywłaszczenia rzeczy ma znaczenie dla odróżnienia przestępstwa kradzieży zwykłej, tj. typu podstawowego (art. 278 § 1 k.k.), od wykroczenia, którym jest zabór przedmiotu wykonawczego o wartości nie przekraczającej 800 złotych (art. 119 § 1 k.w. - czyn przepołowiony).
W razie zastosowania konstrukcji czynu ciągłego sąd obligatoryjnie wymierza karę "do podwójnej wysokości górnej granicy ustawowego zagrożenia" (art. 57b k.k.). Na gruncie kradzieży z włamaniem oznacza to wymiar kary od roku i jednego miesiąca, do 20 lat pozbawienia wolności. Gdyby włamywacz studiował Kodeks karny i kalkulował konsekwencje schwytania go, mógłby dojść do trafnego wniosku, iż zuchwałe "pójście na całość" i wyniesienie za jednym razem całego objętego zamiarem łupu, polepszy jego sytuację, gdyby miał stanąć przed sądem, gdyż grozić mu będzie wówczas kara do 10 lat pozbawienia wolności, a nie dwa razy wyższa. "Zuchwałość" w takim przypadku jawi się jako opłacalna dla sprawcy, choć w intencji ustawodawcy stanowi jednocześnie okoliczność kwalifikującą typu rodzajowego kradzieży "szczególnie zuchwałej" (art. 278 § 3a k.k., art. 115 § 9a k.k.), zagrożonej karą wyższą, niż kradzież w typie podstawowym, do lat 8 pozbawienia wolności.
2. Proces szczurka Wiechetka
2.1. Prawo karne materialne w procesie karnym
Najkrócej definiując prawo karne materialne, rzecz by można, że jest ono instytucjonalizacją przemocy stanowiącej reakcję na przemoc niezinstytucjonalizowaną. Jego procesowe stosowanie, określane jako wymiar sprawiedliwości, opiera się na założeniu, według którego urzeczywistnić ma on ideę sprawiedliwego karania, a jej pierwotnym źródłem jest prawo naturalne.
Radbruch ujął naturę rzeczy następująco:
Recht is Wille zur Gerechtigkeit - prawo jest wolą [dążenia] do sprawiedliwości30.
W sądowej praktyce - z reguły - obie płaszczyzny, prawa pozytywnego i naturalnej sprawiedliwości, przylegają do siebie, a tylko w wyjątkowych przypadkach powstaje pomiędzy nimi naprężenie. W takich szczególnych sytuacjach, wymierzanie sprawiedliwości w procesie karnym polega na rozwiązywaniu przez sąd stanu napięcia powstającego pomiędzy płaszczyzną wyznaczoną w treści norm prawa pozytywnego, opisującego czyn zabroniony i określającego karę kryminalną za jego popełnienie, a oczekiwaniem na sprawiedliwość, umocowaną - jako idea - przez normy prawa naturalnego. Nie wszystkie przypadki, w których zaistnieje taki stan napięcia, dają się rozwiązać w sposób aksjologicznie doskonały i zadowalający wszystkich zainteresowanych, dlatego przyjąć trzeba, że w konkretnych rozstrzygnięciach sądowych, postrzeganych jako niesprawiedliwe, realizuje się "sprawiedliwość, która boli"31.
Orzekający sędzia "głosi prawo" w treści swej decyzji mieszczącej się w ramach jego władzy sędziowania, a więc lege artis - nie wypaczając prawa pozytywnego, a równocześnie respektując nakaz czynienia sprawiedliwości w jej naturalnym rozumieniu32. Cycero ujmuje rolę sędziego w sentencji:
Iudex est lex loquens - sędzia jest mówiącą ustawą33.
Słowa sędziego zawarte w wyroku, mają przymiot sztuki sędziowskiej, polegającej na spełnieniu naturalnego roszczenia o sprawiedliwość, przy zastosowaniu w procesie prawa pozytywnego. Na tej drodze tworzy się prawo sędziowskie, stanowiące jeden z filarów jurysprudencji, której celem jest urzeczywistnienie idei sprawiedliwości. Albowiem, jak ujął to Cycero:
Iustitia omnium est domina et regina virtutum - Justycja jest władczynią i królową wszystkiej prawości34.
Myśl ta wyraża ideę niepodlegania władzy sądowniczej żadnej innej zwierzchności, choćby królewskiej, co jest gwarancją systemowej sędziowskiej niezawisłości i niezależności w wypowiadaniu prawa przez sędziego, w treści jego orzeczenia. Jest to warunek sine qua non sądowego wymiaru sprawiedliwości, bez którego nawet doskonały Kodeks karny nie wystarczy sam przez się dla urzeczywistnienia idei "wszystkiej prawości", rozumianej jako rządy prawa.
Anselm von Feuerbach, po tym, jak napisał w 1813 r. nowoczesny wówczas Kodeks karny dla Królestwa Bawarii, uzasadniał konieczność ustanowienia gwarancji niezawisłości sędziów, tj. systemowego zapewnienia im niepodlegania żadnym poleceniom panującej władzy. Istotą takiej gwarancji, jest kategoryczny, dwustronny zakaz - wydawania przez władcę poleceń sędziemu oraz dawania im posłuchu przez sędziego. Autor ujął to w formule łatwej dla zrozumienia natury rzeczy i zapamiętania przez wszystkich:
Król, który dziś rozkaże sędziemu dokonanie niesprawiedliwości, może go jutro postawić przed sądem, za to, że był mu posłuszny35.
Na potrzeby dalszych rozważań przyjąć trzeba eklektyczną, lecz wszak nie bajkową, definicję czynienia sprawiedliwości przez sędziego:
Sprawiedliwość sędziowska to umiejętność naprawy ubytku moralnego, wyrządzonego czynem przeciwnym ustawie, oparta na zasadach akceptowanych przez wszystkich rozsądnych ludzi, respektująca równość obywateli w obliczu prawa, urzeczywistniająca się w procesowym orzeczeniu niezawisłego i bezstronnego jurysty.
2.2. Kociego-Oczka oskarżenie i wniosek o ukaranie w świetle teorii kary
Postępowanie sądowe przeprowadzone zostało na podstawie procesowego prawa zwyczajowego, respektującego sentencję Seneki:
Ius et furi dicitur - nawet złodziejowi należy się sprawiedliwość przed sądem36.
Na drodze procesowej realizowało się prawo karne materialne, szczególnie surowe dla sprawców nocnych kradzieży zboża dokonywanych z włamaniem, za co mogła zostać wymierzona kara główna. Przyjąć musimy takie założenie, aby pozostawać w zgodzie z zasadą nulla poena sine lege.
Z opisu procesu wiemy, że "uroczyście, wspaniale otwarł się sąd królewski w Słowiczej Dolinie", a sprawujący go jednoosobowo "Król jegomość wystąpił w całym majestacie" w purpurowym płaszczu, w złotej koronie na głowie, a "brylantowe berło siało takie blaski jak wschodzące słońce".
Oskarżenie reprezentował krasnoludek - "oskarżyciel państwa, bystry Kocie-Oczko", który w czasie swego wywodu "aż zachrypł [...] i fularem ocierając zapocone czoło sapał głośno". Dookoła sądowego podium, "lecz w pewnym oddaleniu, tłoczyły się Krasnoludki, a wszystkie oczy zwrócone były na oskarżonego" Wiechetka, pilnowanego przez "policję nadworną", w osobach krasnoludków Mikuły i Pakuły, w paradnych mundurach. Wiechetek stał "pochylony, skurczony, w ubogiej sukmance na grzbiecie, mając przednie łapki mocno związane za plecami, pozieleniały ze wzruszenia i ze strachu, a tak drżący, że nogi widocznie trzęsły się pod nim jak w febrze".
Jak czytamy w sprawozdaniu z rozprawy "wymowny Kocie-Oczko, skończywszy przedstawiać jego [oskarżonego] winę, żądał surowej kary: już to co najmniej powieszenia na najwyższej gałęzi dębu oraz zwrotu strat i kosztów procesu",
"iżby kara [...] wstręt innym do wykonywania tak niegodziwego kryminału uczyniła"37.
Wniosek taki, w założeniu mówcy, miał wywrzeć silne wrażenie na wszystkich zgromadzonych, przeto określić można go jako argumentum ad populum.
Żądanie wymierzenia kary śmierci oskarżonemu wynikało zapewne z przekonania prokuratora o słuszności teorii kary absolutnej, tj. bezwzględnej odpłaty za przestępstwo, przez którą czyni się zadość poczuciu sprawiedliwości wszystkich i równocześnie powstrzymuje potencjalnych naśladowców. Celem skazania na karę śmierci miała być zatem negatywna prewencja generalna, polegająca na odstraszaniu innych od popełniania przestępstw, przez surowość wymierzonej konkretnemu skazańcowi kary.
Prokurator, sine dubio kierując się typologią przestępców, zaliczył oskarżonego do kategorii nocnych złodziei-włamywaczy, szczególnie niebezpiecznych, których należy bezwzględnie eliminować i równocześnie wzbudzić powszechny strach i przerażenie okrutną karą, czekającą wszystkich, mogących wejść na drogę przestępstwa. W tym kontekście zastanawia użyte przez królewskiego oskarżyciela sformułowanie o żądaniu kary "co najmniej powieszenia". W historii prawa karnego znane są bowiem kwalifikowane postacie kary śmierci, wykonywane w sposób szczególnie okrutny (wplecenia w koło, rozerwania końmi, szarpania kleszczami ciała skazańca).
Zwrócić trzeba przy tym uwagę, że prokurator Kocie-Oczko, mający na względzie negatywną prewencję generalną, żądał wymierzenia kary śmierci, której wykonanie faktycznie nie mogło odstraszyć potencjalnych sprawców albowiem wiszące wysoko, na najwyższej gałęzi dębu, ciało skazańca, nie byłoby zauważalne dla innych polnych szczurów, powstrzymując ich grozą przed wejściem na ścieżkę przestępstwa.
Oczywiste przy tym było i takie pozostaje, że włamywacz, przed popełnieniem przestępstwa, nie myśli o surowości czekającej go kary, lecz wybiera porę nocną właśnie dlatego, żeby nie zostać schwytanym i zapewnić sobie uniknięcie odpowiedzialności karnej, nie bacząc na to, jaki rodzaj ukarania przewidział dlań ustawodawca. Brak jest przeto racjonalnych podstaw dla założenia, że surowość grożącej kary, o której sprawca z reguły jest przekonany, że zdoła jej uniknąć, może realnie zapobiegać przestępczości. Pamiętać trzeba równocześnie, że
iniquitati proxima est severitas - surowość bliska jest niesprawiedliwości38.
Żądanie powieszenia szczurka oskarżonego w referowanym procesie, wydaje się oparte na prokuratorskim wyobrażeniu o symbolicznym charakterze okrutnego ukarania konkretnego oskarżonego, którego zdołano wykryć i schwytać, wywołującym powszechną trwogę, bez jakiejkolwiek refleksji ze strony oskarżyciela, o alternatywnie rozumianej prewencji ogólnej, określanej jako pozytywna.
Założeniem prewencji ogólnej pozytywnej jest nieuchronność reakcji karzącej władzy na każdy przypadek złamania normy sankcjonowanej, po to, aby kara, w swej dolegliwości, nie przekraczająca stopnia winy sprawcy, zdatna była - jako sprawiedliwa - wdrożyć w całej społeczności poszanowanie prawa i jego instytucji. Kara powinna zostać przez sędziego wyważona, aby stanowiła słusznie należną, a więc taką, jaką wymierzyłaby Justycja, odpłatę za popełniony czyn.
Zwrócić trzeba uwagę, że normatywnie wyeksponowano w treści art. 53 § 1 k.k. na pierwszym planie właśnie prewencję generalną, jako cel sędziowskiego karania. Dyrektywa wyrażająca ideę prewencji indywidualnej, głosząca, iż sąd wymierza karę bacząc, by jej dolegliwość nie przekraczała stopnia winy, treść paragrafu zamyka. Ustawodawca polski podziela przeto optykę funkcji i celów kary kryminalnej oskarżyciela - prokuratora Kocie-Oczko.
Krasnoludkowy prokurator reprezentował wiarę, że kara unicestwiająca sprawcę przestępstwa daje asumpt wszystkim do przekonania, że trzeba być uczciwym po to, żeby zachować życie. Nie wydaje się, aby przekonanie takie mogło powstać w następstwie rozpowszechniania strachu przed surową karą, albowiem jest on przeciwieństwem pozytywnego myślenia o powodach sprawiających, iż "jest się uczciwym". Inaczej rzecz ujmując - wewnętrzną sprzeczność zawiera wyznanie: "jestem uczciwy ze strachu przed karą". Uczciwość jest kwestią honoru, tj. wyboru dokonanego przed czynem, a strach wyobrażeniem horroru, który nastąpić może po popełnieniu czynu. Parafrazując słowa Cycerona39 skonstatować trzeba, że:
Strach przed surową karą nie jest dobrym, ani trwałym nauczycielem moralnego obowiązku respektowania norm prawa.