Kosmiczne przygody Bruma i Gruma - Paweł Wakuła

Kup ebooka

26.90 zł
21.51 zł (20,88 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Brum i Grum mieszkali razem na małej, przytulnej planecie. Właściwie nie była to nawet planeta, lecz zwyczajna asteroida. Brum był mały i grubiutki, a Grum wysoki i chudy, poza tym nie różnili się bardzo - obaj mieli czułki na głowach, nosy w kształcie trąbki i zakręcone ogonki, no i oczywiście byli zieloni jak trawa.

Na swojej asteroidzie mieli niewiele atrakcji. Gdyby poszli na spacer, to obeszliby ją dokoła w pół minuty, i to nie spiesząc się. Gdyby biegli, potrwałoby to raptem kilkanaście sekund. Brum nie zdążyłby nawet porządnie się zasapać.

Zresztą bieganie po ich planecie było wykluczone, zbyt wiele mieli mebli: szafę, stół, fotel na biegunach, regał na książki, dwa leżaki i wersalkę. Tak zwykle bywa, im mniejsze mieszkanie, tym bardziej jest zagracone.

Dlatego zamiast biegać czy spacerować, całymi dniami przesiadywali w leżakach nad oceanem wielkości kałuży, popijali lemoniadę i wygrzewali się w słonku, wokół którego obracał się ich niewielki świat.

Pewnego razu Brum westchnął głęboko i powiedział:

- Wiesz, chciałbym raz zabłądzić... Nie na zawsze, tylko tak troszeczkę!

- Zabłądzić? - zdziwił się Grum. - Na naszej asteroidzie można się tylko bawić w chowanego. Ale przecież znamy wszystkie kryjówki!

- Właśnie dlatego musimy wybrać się gdzieś dalej - tłumaczył Brum. - Tu nie czekają nas żadne przygody! Zanudzimy się na śmierć!

Grum wcale mu nie odpowiedział, tylko rozłożył parasol. Na półkuli południowej właśnie zaczęło padać, a to znaczyło, że za chwilę deszcz przemoczy ich do suchej nitki.

Dopiero gdy przestało padać, czyli mniej więcej po minucie, odpowiedział przyjacielowi:

- Wiesz co? Masz rację, powinniśmy zmienić klimat!

Natychmiast zabrali się za pakowanie.

- Czy mam wziąć naszą paprotkę? - pytał Brum. - A co z fotelem bujanym? Bierzemy wszystkie garnki?

- Tylko to, co najbardziej potrzebne - zdecydował Grum. - To ma być wyprawa, a nie przeprowadzka!

Udało im się spakować do dwóch walizek, choć Brum tęsknie spoglądał na fotel bujany, który nie mieścił się w żadnej z nich. Wreszcie byli gotowi do drogi i wtedy okazało się, że zapomnieli o najważniejszym.

- Głupia sprawa... - odchrząknął Brum. - Przecież nie mamy rakiety!

Grum podrapał się po głowie.

- W takim razie musimy ją zbudować.

- Ale z czego?

- Z czego się da!

Jak powiedział, tak zrobili, skonstruowali rakietę ze wszystkiego, co posiadali, tylko bujanego fotela Brum nie pozwolił użyć do jej budowy.

- Szkoda takiego pięknego fotela na poniewierkę - tłumaczył.

Wreszcie nadszedł czas odlotu. Korpus rakiety tworzyły szafa i wersalka, leżaki służyły jako stery, a za napęd odpowiadał odkurzacz. Dwaj kosmonauci zamknęli się w szafie i wyglądali przez dziurkę od klucza.

- Dziesięć... dziewięć... osiem... siedem... - zaczął odliczanie Grum.

- Czekaj! - krzyknął Brum. - Nie wzięliśmy paprotki!

Ale było już za późno.

- Trzy... dwa... jeden... start! - krzyknął Grum.

Silnik odkurzacza zawarczał i rakieta poszybowała w przestworza.

Zobaczyli, jak ich maleńka asteroida robi się jeszcze mniejsza, a potem zupełnie niknie w oddali, a wraz z nią fotel na biegunach, ocean wielkości kałuży i doniczka z paprotką.