Korpomisie - Marek Żak

Kup ebooka

29.90 zł
23.92 zł (23,42 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Miś Bombo ukończył szkołę, znajdującą się na skraju Lasu Zachodzącego Słońca. Nie był specjalnie uzdolniony, ale umiał zjednywać sobie sympatię nauczycieli. Wpatrywał się w nich wzrokiem pełnym niekłamanego podziwu, a nauczycielom takie zachowanie sympatycznego misia bardzo odpowiadało. Na egzaminach nie zadawali mu zbyt trudnych pytań, a gdy miał trudności z odpowiedzią, podsuwali mu prawidłowe rozwiązania. Bombo w wieku pięciu lat osiągnął pełnoletniość, ukończył szkołę z dobrym wynikiem i zastanawiał się, co dalej robić. Mógł, jak wielu rówieśników, po prostu nadal mieszkać w wygodnym, drewnianym domku wraz ze swoimi rodzicami. Tak robiło wiele misiów, niemających ochoty szukać nowego miejsca zamieszkania, czy budować swoich własnych domków, co było pracochłonne i kosztowne. W przeciwieństwie do nich, Bombo postanowił szybko się usamodzielnić. Mieszkanie ze zgryźliwymi rodzicami wydawało mu się na dłuższą metę trudne do wytrzymania. Ojciec traktował go cały czas jak małego misia, a matka zwracała mu na wszystko uwagę, czyli na to, co powinien jeść, dokąd chodzić i o której godzinie kłaść się spać.

- To wszystko dla twojego dobra, kochanie - powtarzała kilka razy dziennie.

Znalezienie pracy w Lesie Zachodzącego Słońca nie było wcale łatwe. Mógł zatrudnić się w różnych małych przedsiębiorstwach, bądź sklepach, ale wszyscy wiedzieli, że marzeniem każdego misia było znalezienie pracy w miodowej korporacji. Uważana była za najlepszego pracodawcę w całym lesie. W przeciwieństwie do większości innych firm, oferowała stałą pracę ze wszystkimi jej przywilejami, w tym punktualnie wypłacaną, niemałą zresztą, pensją. Z drugiej strony dostanie się do korporacji było niezwykle trudne, a te misie, którym się to udało - uważano za prawdziwych szczęściarzy. Problemem było to, że Bombo nie miał w korporacji żadnych znajomości i nikogo, kto mógłby za nim się wstawić, ani go tam polecić. Na przekór temu postanowił, że zrobi wszystko, aby stać się członkiem najbardziej prestiżowej korporacji w całym lesie i związać z nią swoją życiową karierę.

Po podjęciu decyzji Bombo zaniósł samodzielnie przygotowane papiery do siedziby korporacji. Siedząca za stołem recepcjonistka spojrzała na niego przelotnie, uśmiechnęła się i kazała zostawić aplikację razem z CV, i czekać na wiadomość.

- Ile to może potrwać? - spytał zaciekawiony.

- Jeśli będziemy zainteresowani twoimi usługami, zostaniesz powiadomiony szybko. Jeśli nie, po jakimś czasie otrzymasz informację.

- No to czekam - rzucił na pożegnanie.

Po kilku dniach otrzymał kopertę ze znanym nagłówkiem. Z niecierpliwością ją otworzył. Oto, co przeczytał.

Szanowny Miś Bombo,

W nawiązaniu do aplikacji, złożonej w dniu... zapraszamy Misia na rozmowę z działem personalnym w dniu...o godzinie...

Z poważaniem,

Mosa

Kierownik Działu Kadr.

Bombo trzymał w ręku list, a w sercu czuł wielką radość.

Yes, yes, yes - powtarzał. Wiedział, że to jeszcze nic pewnego, ale list nastroił go bardzo optymistycznie, może nawet zbyt euforycznie. Postanowił o wszystkim jeszcze tego samego dnia opowiedzieć rodzicom.

W dniu przewidzianej rozmowy Bombo wstał wcześnie. Mama wprawdzie poprzedniego dnia uprasowała mu koszulę i spodnie, ale nie chciał się spieszyć i denerwować przed tak ważnym dla jego życia spotkaniem. Zjadł śniadanie, a następnie założył przygotowane ubranie. Mama z dumą obserwowała swojego syna.

- Najważniejsze nie denerwuj się i bądź skromny - upominała go, sama wyraźnie zdenerwowana.

- Mamo. Będzie dobrze, a jak nie, będę szukać dalej.

W siedzibie korporacji zjawił się na dziesięć minut przed czasem. Znana mu recepcjonistka wskazała pomieszczenie, w którym znajdował się dział personalny. Po chwili stanął przed drzwiami, na których zobaczył tabliczkę:

Dział Personalny

Mosa

Kierownik działu

Punktualnie zapukał do drzwi.

- Proszę - usłyszał.

Gdy wszedł, ujrzał grubą misię w uniformie, takim samym, w jaki ubrana była recepcjonistka.

- Dzień dobry. Jestem Bombo - przedstawił się.

Misia przyglądała mu się uważnie.

- Usiądź - powiedziała zdecydowanym tonem.

Bombo usiadł i wpatrywał się w misię wzrokiem pełnym oczekiwania i podziwu.

- Złożyłeś podanie o pracę u nas. Co cię do tego skłoniło?

- Słyszałem, że praca w "Miodziku" jest ciekawa, rozwijająca i można się tu wiele nauczyć.

Siedząca przed nim misia wpatrywała się w jego twarz, od czasu do czasu spoglądając na leżące na biurku papiery.

- Co jeszcze słyszałeś?

- Że jeśli się miś stara, może, po jakimś czasie, liczyć na dobre wynagrodzenie.

- A ty będziesz się starać?

- Oczywiście.

- A czy wiesz, co jest w naszej pracy najważniejsze?

- Nie wiem, proszę misi.

- Otóż najważniejsze jest słuchanie się starszych misiów. Rozumiesz?

- Tak proszę misi. Ja zawsze chętnie wykonywałem w szkole to, co było zadawane. Nigdy nie sprawiałem kłopotów nauczycielom. Jestem bardzo zdyscyplinowanym misiem.

- Wiem. Jest tu opinia o tobie twoich nauczycieli, o którą się wcześniej postaraliśmy. Właśnie dlatego damy ci szansę. Wierzę, że potrafisz ją wykorzystać.

Bombo nie potrafił ukryć swojej radości.

- Zrobię wszystko, co tylko będę mógł.

Misia po raz pierwszy się uśmiechnęła.

- Czasami trzeba zrobić więcej, niż się może. W naszej firmie pracują tylko wyjątkowe misie i stać je na więcej, aniżeli wszystkie inne. Właśnie dlatego nasza korporacja jest wyjątkowa. Pamiętaj o tym.

- Tak proszę misi. Będę pamiętać.

- Pamiętaj też, że najważniejsza jest lojalność wobec naszego "Miodzika", zwierzchników, starszych misiów i kolegów. Jeśli raz okażesz się nielojalnym, będzie to twój ostatni dzień w pracy.

Bombo wpatrywał się w oczy mówiącej z przekonaniem kierowniczki Działu Personalnego i kiwał ze zrozumieniem głową.

- Jeszcze dzisiaj przejdziesz wewnętrzne szkolenie na temat naszej firmy. Żaden miś nie może podjąć pracy bez zdania po nim egzaminu. Wierzę, że zdasz ten egzamin i staniesz się pełnowartościowym członkiem naszej społeczności. Szkolenie odbywa się w pokoju obok. Możesz już tam pójść.

Tego samego dnia Bombo podpisał kilka dokumentów i udał się do pokoju, gdzie na drzwiach wisiała tabliczka: "Szkolenie misiów".

Gdy wszedł do środka, zobaczył stojącego starszego już misia w eleganckim uniformie. Ukłonił się grzecznie i podał trzymane w ręku papiery.

- Do pracy? - spytał szkoleniowiec, a w zasadzie stwierdził.

- Tak proszę misia.