Wstęp
Ósmego września 2022 roku świat się zatrzymał na wieść o śmierci królowej Elżbiety II. Była na tronie od dawna i wydawało się, że tak będzie zawsze. Dla wielu Brytyjczyków informacja o tym, że monarchini nie żyje, była prawdziwym szokiem. A przecież ten dzień musiał kiedyś nadejść. W królewskich sejfach od wielu lat spoczywały dokumenty opisujące procedurę na wypadek śmierci głowy państwa. Każdy, kto miał do odegrania jakąś rolę w procedurze następstwa tronu, a także królewskiego pogrzebu, wiedział, co ma robić. Wszystko rozpisano w najdrobniejszych szczegółach, a królewskie regimenty nieraz ćwiczyły pogrzebowy przemarsz ulicami Londynu. Dlaczego więc szok, niedowierzanie, zaskoczenie? Jedna kobieta zapytana o swoje odczucia po śmierci Elżbiety II powiedziała w ulicznej sondzie: Ja wiem, że ludzie umierają, ale żeby nasza królowa?
Korona umieszczona na trumnie królowej Elżbiety II, 14 września 2022.
Królowa Elżbieta II odeszła w miejscu, w którym czuła się najlepiej - w swoim szkockim zamku Balmoral. Jeszcze dwa dni wcześniej spotkała się z Liz Truss, której zgodnie z tradycyjnym ceremoniałem powierzyła funkcję premiera rządu, piętnasty i ostatni raz w swoim długim życiu. Widok opierającej się na lasce królowej nie zaniepokoił opinii spwołecznej, wszak na twarzy Elżbiety widniał jej nieodłączny uśmiech. Dopiero gdy następnego dnia poinformowano, że odwołano spotkanie królowej z Tajną Radą Królewską, zaczęto się obawiać o stan jej zdrowia.
Śmierć suwerena jest w Wielkiej Brytanii sprawą wagi państwowej. Natychmiast, gdy stan zdrowia królowej zaczął się pogarszać, zaalarmowano następcę tronu i Downing Street. Simon Case, sekretarz gabinetu premiera, i sir Edward Young, osobisty sekretarz królowej, byli w ciągłym kontakcie. Case przekazywał informacje o stanie zdrowia królowej pani premier, która pełniąc swoją funkcję od zaledwie dwudziestu czterech godzin, pracowała nad ważnymi ustawami, gdyż Wielką Brytanię dotykał właśnie bezprecedensowy kryzys energetyczny - pokłosie ataku Rosji na Ukrainę. Tymczasem okazało się, że to nie ustawy parlamentarne miały stać się pierwszym poważnym wyzwaniem nowej szefowej rządu. Gdy po siedemdziesięciu latach panowania królowa Elżbieta II odeszła do wieczności, wszystkie inne sprawy przestały mieć znaczenie. Teraz trzeba było stanąć na wysokości zadania i godnie pożegnać tę niezwykłą kobietę. Podobno wszystko działo się tak szybko, że Liz Truss nie zdążyła jeszcze przewieźć do swojej nowej siedziby wszystkich rzeczy z prywatnego domu. Zostały tam między innymi niezbędne w obecnej sytuacji czarne ubrania. Trzeba było natychmiast wysłać kogoś po tę garderobę.
Kiedy 8 września o godzinie dwunastej pięćdziesiąt Pałac Buckingham poinformował opinię publiczną o tym, że książęta William, Andrzej i Edward są w drodze do Szkocji, stało się jasne, że sytuacja jest poważna. W oddzielnym oświadczeniu o godzinie czternastej także książę Harry, który akurat przebywał w Wielkiej Brytanii, poinformował o swoim wyjeździe do Szkocji. Nie do końca wiadomo, dlaczego nie wsiadł na pokład samolotu, którym leciał jego brat i stryjowie, jednak można się domyślić, że miało to związek z konfliktem w rodzinie, który już wtedy był bardzo poważny. Tak więc prywatny odrzutowiec z Harrym na pokładzie wystartował z lotniska Luton pod Londynem o godzinie siedemnastej trzydzieści. Gdy kilka tygodni później opublikowano oficjalny akt zgonu królowej, można w nim było przeczytać, że Elżbieta II zmarła o godzinie piętnastej dziesięć, a przyczyną śmierci był po prostu zaawansowany wiek monarchini.
Kiedy William i jego stryjowie wylądowali o piętnastej pięćdziesiąt na lotnisku w Aberdeen, królowa nie żyła już od czterdziestu minut. Gdy przybyli do Balmoral, była godzina siedemnasta sześć. Półtorej godziny później o śmierci Elżbiety II dowiedział się cały świat. Harry dotarł do Balmoral o dziewiętnastej dwadzieścia pięć. Zanim się tam znalazł, jego ojciec jako nowy król - Karol III - wygłosił przemówienie, w którym oddał hołd swej zmarłej matce.
W tym samym czasie w Londynie przed siedzibą premiera przy Downing Street ustawiono podium. Punktualnie o dziewiętnastej siedem Liz Truss, świadoma historycznej chwili, w jakiej się znalazła, ubrana przepisowo na czarno, na szczęście jej wysłannicy znaleźli czarne ubrania, ogłosiła koniec drugiej ery elżbietańskiej.
Pogrzeb królowej zaplanowano na 19 września. Wypełnił się protokół przewidziany na tę okazję, zwany operacją London Bridge. Plany pogrzebu królowej powstały już w latach sześćdziesiątych XX wieku i przez kolejne dziesięciolecia były aktualizowane, zawsze jednak w konsultacji z monarchinią, która osobiście nadzorowała każdy element tej uroczystości. Wiadomo było, że gdy królowa umrze, jej osobisty sekretarz zadzwoni do premiera i zwróci się do niego słowami: Operacja London Bridge stała się faktem. Potem miała nastąpić cała lawina gestów przewidzianych na tę okazję. Ponieważ nikogo nie mógł zaskoczyć fakt śmierci królowej, należało się do tego wcześniej przygotować. Bo gdy królowa umrze, trzeba będzie olśnić świat niezwykłą uroczystością pogrzebową.
W niedzielę 11 września rozpoczęła się ostatnia podróż wielkiej królowej, która opuściła Balmoral i udała się do katedry w Edynburgu, by tam spocząć aż do wtorku. Gdy karawan wiozący trumnę z królową przemierzał Szkocję, wszędzie wzdłuż trasy ustawiali się ludzie chcący ją pożegnać. Niezwykły był to widok, bo chociaż trumna jechała przez niezamieszkałe tereny, to jednak wszędzie na trasie jej przejazdu gromadzili się królewscy poddani, dając tym samym świadectwo, jaką Elżbieta była osobą. W tej ostatniej podróży nie była sama, wokół byli ludzie, którym służyła przez całe swoje długie życie.
Z katedry w Edynburgu trumna została przewieziona na pokładzie samolotu wojskowego do Londynu i dalej, w asyście córki królowej, księżniczki Anny, bezpośrednio do Pałacu Buckingham. Pożegnanie z miejscem, w którym królowa spędziła tyle czasu, było bardzo ważne, zwłaszcza dla setek zatrudnionych tam osób. Nie jest tajemnicą, że królowa była bardzo lubiana i szanowana przez swój personel. Wszyscy ci ludzie, którzy przez lata dbali o monarchinię, także chcieli oddać jej hołd, a czy mogło być lepsze miejsce niż jej dom?
Królowa 14 września po raz ostatni opuściła Pałac Buckingham i udała się do Pałacu Westminsterskiego, gdzie trumna pozostała aż do 19 września, czyli dnia pogrzebu. To właśnie tam tysiące królewskich poddanych ustawiało się w wielogodzinnych kolejkach, by móc podejść do trumny i oddać królowej ostatni hołd. Stali tak w dzień i w nocy, starzy i młodzi, rodzice z dziećmi, biedni i bogaci. Połączyła ich jedna myśl: by podejść do trumny, w której spoczywają doczesne szczątki królowej Elżbiety i symbolicznie podziękować jej za wszystko - za to, jak przez siedemdziesiąt lat reprezentowała Wielką Brytanię, za to, jak potrafiła sprawić, że każdy, kto ją spotykał, czuł się kimś szczególnie ważnym, za jej uśmiech i za niezłomność, z jaką wypełniała swoje obowiązki.
Wnuki królowej, książę Walii, Peter Phillips, James, wicehrabia Severn, księżniczka Eugenia, książę Sussex, księżniczka Beatrice, lady Louise Windsor i Zara Tindall czuwają przy trumnie swojej babci, Pałac Westminsterski, 17 września 2022.
Dwa dni później, 16 września, mogliśmy obserwować dzieci królowej pełniące straż przy trumnie matki. Były też wnuki stojące wokół trumny swojej babci. Nie sposób było się oprzeć refleksji, że jednak taka manifestacja rodzinna była czymś bardzo poruszającym, pomimo niesnasek, jakie targały rodziną. Bo chociaż cały świat opłakiwał odejście tej niezwykłej kobiety, to przecież dla dzieci i wnuków była kimś szczególnym, najważniejszym. I oni musieli sobie poradzić z żałobą na oczach milionów ludzi na całym świecie.
Książęta William i Harry z małżonkami oddają hołd królowej Elżbiecie, 14 września 2022.
Rano 19 września trumna z ciałem królowej została przeniesiona do pobliskiego Opactwa Westminsterskiego. W uroczystej procesji szli za nią członkowie najbliższej rodziny, na czele z nowym królem - Karolem III - oraz przedstawiciele służb zbrojnych. Pochód przemieszczał się przy dźwiękach armatnich salutów oraz Big Bena. Trumna okryta była królewskim sztandarem, na niej leżały królewskie insygnia państwowe: korona imperialna, królewskie berło i królewskie jabłko. Ciekawostką jest to, że trumna, w której złożono królową, zrobiona została już trzydzieści lat wcześniej i przez ten czas czekała, aż będzie potrzebna. Wykonano ją z angielskiego dębu i wyłożono ołowiem. Zwyczaj wykładania królewskich trumien ołowiem wiąże się z tym, że jej wnętrze musi być szczelne i gwarantować, że nic się z niej nie wydostanie. Jest to ważne, ponieważ królewskie trumny nie są chowane w ziemi.
Nabożeństwo w Opactwie Westminsterskim miało niezwykle podniosły charakter. Było to nabożeństwo dziękczynne - za życie i służbę królowej Elżbiety II. Punktualnie o godzinie dwunastej poddani w całym kraju, a także żałobnicy zebrani w Opactwie oddali hołd królowej dwoma minutami ciszy. Po nabożeństwie trumnę załadowano na lawetę, na której została przewieziona pod Łuk Admiralicji w centrum Londynu. Stamtąd karawanem odjechała do Windsoru, gdzie podczas prywatnej uroczystości spoczęła w kaplicy świętego Jerzego, obok rodziców i męża monarchini.
Trumna na lawecie to niezwykły widok. Taki ceremoniał zastrzeżony jest wyłącznie dla pogrzebów państwowych. Ostatnim razem taki pogrzeb odbył się w 1965 roku, gdy chowano legendarnego premiera Winstona Churchilla. Teraz na lawecie spoczęła osoba, która zaczynała swoją karierę, ucząc się od Churchilla, a z czasem przyćmiła jego legendę. Aż dziewięćdziesięciu ośmiu marynarzy ciągnęło lawetę, za nimi zaś maszerowało kolejnych czterdziestu, którzy pełnili funkcję hamulców. Nie jest tajemnicą, że ten skomplikowany manewr żołnierze ćwiczyli wielokrotnie, gdy jeszcze królowa żyła i miała się dobrze. Podobno sama nieraz podglądała te nocne manewry, mając przy tym spory ubaw, wszak była osobą o niezwykłym poczuciu humoru.
Nowy król ma przed sobą nie byle jakie zadanie. Musi się zmierzyć z legendą swojej matki, która jeszcze za życia stała się ikoną. I chociaż nie ma osób niezastąpionych, to zastąpić królową Elżbietę II będzie bardzo trudno. Wielu uważało, że Karol nie powinien zostać królem, a jednak kiedy to się stało, poddani okazali mu swoje poparcie i sympatię. Zakończyła się era elżbietańska, przed nami nowe rozdanie. Ale żeby zrozumieć, na czym polega fenomen brytyjskiej monarchii, powspominajmy trochę, obejrzyjmy monarchię przez pryzmat niezwykłej władczyni - królowej Elżbiety II.
Był majowy wieczór. W Pałacu Buckingham mimo późnej godziny panował spory ruch. Nazajutrz czekało wszystkich ważne wydarzenie, uwzględnione w corocznym kalendarzu królewskim - otwarcie parlamentu. W prywatnym apartamencie królowej także paliło się światło. Monarchini nie spała jeszcze, tylko chodziła po pokoju ubrana w szlafrok, miękkie domowe pantofle i... z koroną na głowie. Następnego dnia w całkiem innym stroju, ale w tej samej koronie, miała przemawiać przed członkami obu izb parlamentu. Trzeba przyzwyczaić głowę do noszenia ponadkilogramowego ciężaru - tyle waży korona. Kto myśli, że to nic takiego, niech położy sobie na głowie torebkę cukru i spróbuje poruszać się z tym obciążeniem. Dla drobnej kobiety, takiej jak Elżbieta II, to prawdziwy ciężar. Dlatego co roku przed tą niezwykłą uroczystością królowa przyzwyczajała głowę do korony.
Musi to być niezwykły widok, i jakże znaczący. Realna waga korony, którą można zmierzyć i opisać, jest niczym w porównaniu z tym, co tak naprawdę symbolizuje ten przedmiot. Ozdobiona drogocennymi klejnotami - z których większość to najokazalsze kamienie na świecie - korona jest symbolem brytyjskiej monarchii. Patrząc na tę koronę spoczywającą na głowie niedużej staruszki, widzimy setki minionych lat, triumfy i podboje, których dokonywali przodkowie Elżbiety II, gdy budowali potężne, światowe imperium. Aby zrozumieć to, czym dzisiaj jest Zjednoczone Królestwo, dlaczego monarchia jest tak popularna i dlaczego Brytyjczycy zdecydowali się na Brexit - musimy cofnąć się i zagłębić w historii, która kryje odpowiedzi na nasze pytania.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki