Początek:
Początek:
Witajcie w Korei
??? ?? ?? ?????
Hangoogeh ohshin geuseol hwanyounghapnidah
Do Korei przywiódł mnie zbieg okoliczności.
Dwadzieścia dwa lata temu założyłam w Nowym Jorku agencję literacką.
Zarówno biznes, jak i reputację zbudowałam dzięki umiejętności
odkrywania nowych autorów i autorek. Jednak po dwunastu latach pracy
zorientowałam się, że coraz trudniej jest mi trafić na twórców, których
książki naprawdę by mnie porywały -?a pasja i miłość to wszystko, co
napędza mnie do działania.
Tej wiosny po raz pierwszy spotkałam się z moim koreańskim
współpracownikiem Josephem Lee, który przyleciał zwiedzić Nowy Jork.
Zjedliśmy razem kolację, a Joseph okazał się czarującym, ciepłym
człowiekiem, doskonale rozeznanym w zachodniej literaturze.
Gdy tak siedzieliśmy we włoskiej restauracji, jedząc makaron i popijając
czerwone wino, wypaliłam nagle: -?Nie masz przypadkiem jakichś młodych
autorów, których mogłabym reprezentować?
Na jego twarzy najpierw pojawiło się zdziwienie, a potem odpowiedział z uśmiechem: -?Ależ mam, i to wielu! Okazało się, że nikt nigdy wcześniej
nie zadał mu takiego pytania. Od lat zajmował się sprzedawaniem
zagranicznych książek na rynku koreańskim, ale nigdy nie wysyłał
koreańskich książek w świat.
Od razu opowiedział mi o młodym pisarzu imieniem Young-ha Kim i jego
książce Mogę odejść, gdy zechcę. Tytuł od razu mnie zaintrygował, więc
Joseph natychmiast zadzwonił do autora i zanim się obejrzałam,
rozmawiałam z nim przez telefon. Książka Young-ha Kima była pierwszą
koreańską pozycją, którą sprzedałam -?oraz początkiem wszystkiego, co
nastąpiło potem.
W 2009 roku, gdy na moim biurku wylądowało angielskie tłumaczenie
dwudziestu stron książki Zaopiekuj się moją mamą autorki Kyung-sook
Shin, zobaczyłam w nich ogromny potencjał.
Jej powieść o zaniedbanej matce była dla mnie przełomowa -?inna niż
wszystko, co do tej pory czytałam. Ta niezwykle emocjonalna, ale nie
nazbyt sentymentalna historia matki opowiedziana z perspektywy jej
dzieci i męża dosłownie mnie oczarowała.
Powieść Kyung-sook otworzyła przede mną króliczą norę pełną koreańskiej
literatury -?a ja bardzo chętnie do niej wskoczyłam! Szczególnie
urzekały mnie książki koreańskich autorek, których historie wyrażały
represje, izolację i wyobcowanie kobiet. Dokładnie takie powieści
chciałam mieć w swoim portfolio agentki literackiej... jednak na początku
napotkałam na opór.
-?O co ci chodzi z tymi koreańskimi książkami, o których nikt nigdy nie
słyszał? -?pytali ciągle redaktorzy i wydawcy. Żadna z tych osób nie
miała wcześniej styku z koreańską literaturą i uważali mnie za wariatkę.
Większości ludzi Korea kojarzyła się z Koreą Północną, jej zagrożeniami
atakiem jądrowym i stojącym na jej czele dyktatorem, z lśniącą fryzurą
"na garnek" i dużym brzuchem.
A jednak książka Kyung-sook okazała się głośnym początkiem czegoś
znacznie większego. Zaopiekuj się moją mamą stało się bestsellerem
"New York Timesa", tym samym dając do zrozumienia wydawcom na całym
świecie, że czytelnicy są gotowi i głodni koreańskich pisarek i pisarzy.
(Prawa do książki zostały sprzedane do trzydziestu pięciu krajów, a w 2011 roku zdobyła ona nagrodę Man Asian Prize).
A ja znowu znalazłam powołanie, a nie tylko pracę. Moją obsesją stało
się promowanie twórczości koreańskich autorek i autorów na całym świecie
-?i mogę z dumą powiedzieć, że odniosłam na tym polu sukces.
- - -
Moja klientka Han Kang zdobyła w 2014 roku Booker Translation Prize za
książkę Wegetarianka. Yun Ko-eun była pierwszą Koreanką, która zdobyła
nagrodę CWA Dagger Prize for Translated Fiction w 2020 roku za
Turystkę, a The Hole autorstwa Hye-young Pyun zdobyła nagrodę
Shirley Jackson w 2017 roku.
Z radością odkrywałam również książki koreańskich pisarzy, w tym The
Plotters autora Un-su Kima (nominowanej do Dublin Prize w 2020 roku),
The Investigation i Broken Summer J.M. Lee oraz Oskarżenie.
Opowieści totalitarne Bandiego.
Do dziś koreańskie książki, które odkryłam i przedstawiłam światu,
zostały opublikowane w ponad czterdziestu krajach, a do wielu z nich
sprzedano prawa do adaptacji filmowej i telewizyjnej.
Literatura koreańska pozwoliła mi ponownie znaleźć motywację do pracy w roli agentki literackiej. W 2016 roku spotkał mnie ogromny zaszczyt w postaci nagrody za pracę od koreańskiego Ministerstwa Kultury, a rok
później otrzymałam Nagrodę Agenta Literackiego Londyńskich Targów
Książki (London Book Fair's Literary Agent Award). Jednak największą
nagrodą jest dla mnie każda kolejna przetłumaczona książka moich autorek
i autorów, która przychodzi do mojego biura. Uwielbiam to uczucie
ekscytacji i odkrywania, otwieranie pudełka wysłanego z drugiego końca
świata i stawianie najnowszej zagranicznej edycji na półkach, które
ciągną się przez całą długość mojego biura. Literatura koreańska nie
jest już nieznana ani obca. Pomogłam jej uzyskać globalne autentyczne,
różnorodne i głębokie uznanie, na które zasługuje. Jestem przekonana, że
pewnego dnia literacka Nagroda Nobla trafi właśnie do rąk autorki lub
autora z tego kraju.
Tymczasem po zaledwie roku reprezentowania koreańskich książek poczułam,
że ten kraj mnie wzywa. Wyruszyłam więc w podróż, czując się jak Indiana
Jones -?i znalazłam swoją Zaginioną Arkę! Podróż do Korei otworzyła mi
oczy, serce i umysł na najbardziej fascynujących, pięknych i inspirujących ludzi i najwspanialsze krajobrazy, jakie mogłam sobie
wyobrazić. Poza tym nie było tu innych Amerykanów, Brytyjczyków,
Europejczyków czy w ogóle turystów. Byłam jedyną blondynką w morzu
ciemnowłosych Koreańczyków, a jednak czułam się zupełnie jak w domu.
Nigdy nie zapomnę swojego pierwszego pobytu w buddyjskiej świątyni,
wysoko w górach pod miastem Incheon. Skupił on bowiem jak w soczewce
wszystko, co sprawiło, że zakochałam się w Korei. W owym czasie byłam
szalenie przejęta stanem zdrowia mojego męża, który potrzebował
przeszczepu ratującego życie. Pijąc herbatę z buddyjskim mnichem,
zalałam się łzami. Wtedy mnich spojrzał mi prosto w oczy i powiedział:
"Jesteśmy teraz szczęśliwi". Wypowiedział te słowa tak stanowczo, że w ciągu milisekundy mój płacz zmienił się w śmiech. "Jesteśmy teraz
szczęśliwi" jest zdaniem, które motywowało moją trwającą wiele lat
duchową i psychiczną transformację. Nauczyłam się doceniać naturę i prostotę oraz tego, jak być bezwarunkowo wspierającą. Zrozumiałam, że
głęboki, wieczny ból jest częścią życia, ale można go stłumić i przekształcić w motywację i zadowolenie. A co najważniejsze, odnalazłam
nowe poczucie szczęścia i energii.
"Jesteśmy teraz szczęśliwi" to wybór, którego możemy dokonać, bez
względu na okoliczności, i który stał się moją mantrą.
- - -
Korea jest cudem -?i używam tego słowa z całą świadomością jego
znaczenia. I rzeczywiście Koreę opisuje się czasem jako "Cud nad rzeką
Han" ze względu na niesamowitą transformację z jednego z najbiedniejszych w jeden z najbogatszych krajów na świecie.
Historia Korei ubiegłego wieku zaczyna się od wielu konfliktów i bólu:
od okupacji przez Japonię w 1910 roku, przez rozbiory w 1945 roku, po
wojnę w 1950 roku i wreszcie istniejącą do dziś strefę zdemilitaryzowaną
(DMZ) wyznaczającą podział między Koreą Północną a Południową. W połowie
lat 50. XX wieku kraj ten, z gospodarką opartą głównie na rolnictwie,
był jednym z najbiedniejszych na świecie. A potem, w ciągu 70 lat, Korea
odbudowała się właściwie od podstaw dzięki połączeniu innowacyjnych
reform rządowych, wysokiego poziomu systemu edukacji i oddanej,
pracowitej siły roboczej. Rozkwitająca branża motoryzacyjna,
transportowa, technologiczna, elektroniczna i -?a jakże! -?muzyka pop
przekształciły kraj w jeden z azjatyckich tygrysów i 10. największą
gospodarkę na świecie.
Poza byciem potęgą gospodarczą Korea ma to coś, co w Hollywood nazywa
się "the it factor". Dzięki nagradzanym książkom, filmom, serialom TV
i muzyce dzisiaj koreańska kultura jest popularna właściwie wszędzie.
Niezależnie od tego, czy jesteś w Londynie, Nowym Jorku, Sztokholmie czy
Tokio, znasz zespoły K-popowe BTS i Blackpink, serial Squid Game czy
film Parasite i płyniesz na hallyu, czyli "koreańskiej fali".
Etyka pracy i hart ducha Koreańczyków są dla wielu inspiracją.
Dowiedziałam się jednak, że ten postęp i osiągnięcia wynikają również z czegoś, co wykracza poza ciężką pracę i dumę narodową. To również
zasługa tajemnicy, która sięga wieki wstecz.
Dusza Korei i tajemnica jej sukcesu i szczęścia sprowadza się do oddania
konfucjańskim wartościom rodziny, wspólnoty, harmonii i rytuału, a także
filozofii han, heung i jeong -
wytrwałości, radości i sztuki dawania. Te filozofie, zakorzenione w kulturze i często przywoływane w tradycyjnych koreańskich opowieściach,
wierszach i muzyce, składają się na DNA koreańskiego życia.
Han celebruje charakter, szacunek dla wysiłku i wytrwałości, ale też
nieustające poczucie melancholii wynikające z historii okupacji, wojny
oraz separacji Północy i Południa. Koreańczycy zdają sobie sprawę z tego, że w życiu możemy doświadczyć intensywnych osobistych i narodowych
trudności, i akceptują istnienie głębokiego smutku.
Jedna z moich koreańskich przyjaciółek podsumowała to w ten sposób: -
Han to nie tylko uczucie bólu i cierpienia; to energia, która
popchnęła Koreę do przodu po wojnie i w tym sensie była pozytywna. Ona
nas przekształciła.
Heung to uczucie niesamowitej radości, którego doświadczasz na
spotkaniach rodzinnych, na łonie natury, delektując się filiżanką
herbaty z igieł sosnowych lub czytając świetną książkę. Z kolei jeong
to sztuka dawania bez oczekiwania czegokolwiek w zamian, priorytetowego
traktowania dobrobytu swojej rodziny, przyjaciół, społeczności i kraju,
a także własnego. To lojalność i poczucie wspólnoty. Jeong to
niewidzialna nić, która łączy nas wszystkich.
- - -
Korea wzywała mnie wiele razy i będąc tam, za każdym razem odkrywałam i doświadczałam nowych cudów, nawiązywałam nowe przyjaźnie i pogłębiałam
relacje z krajem i ze sobą. Miałam też niezwykłe szczęście, że autorka i moja przyjaciółka Kyung-sook Shin zabrała mnie w miejsca rzadko
odwiedzane przez turystów, a którymi mogę się teraz z wami podzielić.
Każda podróż, każde spotkanie w Korei pozytywnie zmieniło moje życie i mam nadzieję, że czytanie o nich będzie mieć cudowny wpływ również na
was.
Zapraszam was teraz na wspólną wycieczkę. Na kolejnych stronach będziemy
chłonąć majestat i splendor kraju zbudowanego na nieustępliwości,
radości i silnym poczuciu wspólnoty. Wyruszymy z tętniącego życiem
Seulu, aby spotkać się z buddyjskimi zakonnicami w górach; będziemy
spacerować po tunelach szpiegowskich w DMZ; zwiedzimy tropikalną wyspę
Jeju, będącą domem haenyeo, inspirujących osiemdziesięcioletnich
płetwonurkiń; zjemy też wspólnie duży garnek pysznej zupy z żeń-szenia,
siedząc na słomianych matach na podłodze restauracji otoczonej polami
kwiatów lotosu.
Po doświadczeniu każdego nowego miejsca podzielę się z wami lekcją,
która sprawi, że wasze życie będzie szczęśliwsze i bardziej
satysfakcjonujące, tak jak i moje. A na końcu każdego rozdziału
znajdziecie przekazane mi przez moich koreańskich przyjaciół przepyszne
przepisy na tradycyjne dania, abyśmy wszyscy mogli je gotować i cieszyć
się nimi.
Mam nadzieję, że piękno, które znalazłam w Korei, oczaruje i zainspiruje
do odwiedzin także was.
Miłej podróży!
Powitania i komunikacja
Powitania
i komunikacja
??? ??? ??
Insamal geurigo sotong
Witamy w Seulu, najgorętszym mieście Azji
Seul jest niczym połączenie Nowego Jorku, Hongkongu, Paryża, Londynu,
Szanghaju i Tokio. To miasto paradoksów: z jednej strony jedno z najbardziej tętniących życiem, nowoczesnych miast na świecie, a z drugiej miejscami starożytne i pełne zielonych przestrzeni oferujących
chwile wytchnienia i spokoju. Futurystyczne drapacze chmur stoją obok
wiekowych buddyjskich świątyń, a kaskady neonów, autostrad, przejść
podziemnych i wiaduktów przecinają krajobraz rozległych gór i rzek.
Dzięki ponad 10 milionom mieszkańców ruch uliczny nigdy się nie
zatrzymuje, a energia miasta nigdy nie słabnie. Seul to tętniące życiem
serce Korei, stolica, w której dzieje się wszystko.
To tutaj zjesz najlepsze pierożki na świecie, zaszalejesz na zakupach
jak nigdy dotąd i dowiesz się, jak koreański masaż i maseczka ze śluzu
ślimaka mogą zmienić twoje życie. Nie opuszczając granic miasta,
zobaczysz też przyrodę w całej okazałości, spacerując wśród kwiatów
wiśni wzdłuż rzeki Han.
Podczas pierwszej wizyty w Seulu, biorąc pod uwagę fakt, że o Korei
wiedziałam niewiele poza książkami, postanowiłam, że moją bazą
operacyjną będzie hotel Westin Josun. Otoczony ambasadami, pałacami
królewskimi, świątyniami buddyjskimi i majestatycznymi górami, Josun
jest nie tylko najbardziej historycznym, ale też najbardziej kultowym
hotelem Korei Południowej. Zbudowany w 1914 roku, został zaprojektowany
jako luksusowy budynek w stylu europejskim, z apartamentem królewskim,
kryształowym żyrandolem od Tiffany'ego i bielizną pościelową prosto z Irlandii. Wśród gości hotelowych bywali prezydenci i dygnitarze, a nawet
sama Marilyn Monroe. Hotel był wówczas szczytem wyrafinowania, piękna i spokoju i tak jest do dziś, choć w nieco innej formie, ponieważ
większość oryginalnego czterokondygnacyjnego budynku została rozebrana
pod koniec lat 60. XX wieku. Staroświecki glamour został zastąpiony
nowoczesnym, eleganckim pięciogwiazdkowym hotelem: z marmurowym lobby
wypełnionym kwiatowymi aranżacjami, oknami wychodzącymi z sypialni na
ciche ogrody i buddyjską świątynię oraz -?to moje ulubione udogodnienie!
-?wspaniałym spa, w którym doświadczyłam najbardziej niebiańskiego
masażu w życiu.
W chwili, gdy weszłam do Josun, rytm mojego serca zwolnił i poczułam,
jak się odprężam. Seul to tętniące życiem miasto, a ten hotel zapewnił
mi natychmiastowe wytchnienie, łącząc tradycyjny koreański urok z nowoczesnym luksusem.
W trakcie pobytu moim zadaniem było zorganizowanie rozrywki zarówno dla
prasy, jak i moich autorek i autorów. Josun okazał się na to najlepszym
miejscem. Pomysłowy i niezwykle życzliwy personel pomógł mi zaplanować i zorganizować wszystko: od drinków z autorkami po nocleg w najstarszej
świątyni w kraju i wycieczkę do strefy zdemilitaryzowanej. Bardzo szybko
hotel stał się moim osobistym asystentem, a potem czymś nawet
ważniejszym: moim portalem do Korei...
W odległości krótkiego spaceru od hotelu znajduje się Pałac Deoksugung,
jeden z pięciu wielkich pałaców zbudowanych przez królów koreańskiej
dynastii Joseon, która rządziła krajem w latach 1392-1910. Na kompleks
pałacowy Deoksugung składają się pawilon bankietowy i sala Jeukjodang
(przebudowana po pożarze), w której koronowano królów. Następnie można
przejść przez słynny most Geumcheongyo. Zbudowany w 1411 roku, jest
najstarszym zachowanym mostem w Seulu. Trzy razy dziennie przed Bramą
Daehanmun następuje zmiana warty królewskiej. Jest to pokaz odtwarzający
ceremonię z wczesnej epoki Joseon (często porównywany do zmianą warty w Pałacu Buckingham) i dlatego stanowi obowiązkowy punkt na liście każdego
odwiedzającego Seul. Ubrani w tradycyjne królewskie mundury w wyrazistych kolorach niebieskim, czerwonym i żółtym niosący flagi
strażnicy maszerują przy porywających dźwiękach rogów i bębnów. Po
przeparadowaniu przed bramą dwie zmiany strażników wymieniają hasło w celu weryfikacji, po czym pokaz kończy się głośnym bębnieniem i wydawaniem rozkazów, gdy obie grupy zamieniają się pozycjami. To świetna
okazja do przeżycia prawdziwie historycznej sceny.
Ale pałac ten nie jest tylko miejscem dla turystów. Stał się ulubionym
miejscem Koreanek, które pragnąc nawiązać do swojego dziedzictwa
kulturowego, przebierają się w hanbok, tradycyjny koreański strój, na
który składają się krótka marynarka zawiązywana wstążką i kolorowa,
długa, falująca spódnica nakładana na pięć do siedmiu warstw bielizny.
Dla mnie ten szacunek dla przeszłości poprzez strój uosabia sztukę
heung (radości) i jeong (poczucia wspólnoty). (W rozdziale 9.
dowiesz się, w jaki sposób hanbok jest dziś obecny w modowych
trendach).
Z Pałacu Deoksugung jedynie krótki spacer dzieli nas od jego
kontrapunktu, czyli flagowego domu towarowego Lotte. To coś jakby
pomnożyć londyński Harrods razy tysiąc! To miejsce było moim
wprowadzeniem do koreańskich luksusowych zakupów i bogatego stylu życia,
idealnego ucieleśnienia współczesnego sukcesu gospodarczego tego kraju.
W trakcie pierwszej podróży do Seulu nowe doznania towarzyszyły mi
praktycznie w każdej godzinie każdego dnia. Miasto stymulowało wszystkie
moje zmysły: zapachy unoszące się w kuchniach, aromaty egzotycznych
herbat, odgłosy buddyjskich gongów rozbrzmiewających pośród ruchu i gwaru tłumów. Uświadomiłam sobie też, że zatrzymanie się w pięknym i spokojnym hotelu, do którego wracałam każdej nocy, dało mi energię i pewność siebie, aby śmiało zwiedzać miasto.
The Westin Josun Seoul
Adres: 106, Sogong-ro, Jung-gu, Seul
www.echosunhotel.com
Pałac Deoksugung
Adres: Sejong-daero 99, Jung-gu, Seul
deoksugung.gi.kr
Lekcje etykiety
Aby w pełni doświadczyć Seulu i Korei, ważne jest, aby zrozumieć
zwyczaje tego kraju, sięgające niekiedy nawet 5000 lat wstecz i przesiąknięte konfucjańskimi zasadami szacunku dla starszych i harmonii
we wspólnocie. Chociaż Koreańczycy na ogół akceptują wszelkie kulturowe
faux pas popełniane przez obcokrajowców, znacznie lepiej jest dowiedzieć
się, jak ich uniknąć i zamiast tego zrobić dobre wrażenie. Uwierzcie mi,
bo ja nauczyłam się tego na własnej skórze!
Kiedyś umówiłam się na poranne spotkanie na Zoomie z bardzo ważną
koreańską wydawczynią. Byłam wtedy w Nowym Jorku i rozmowa miała miejsce
o mojej piątej rano. Po wypiciu dużej ilości kawy, założeniu
odpowiedniego stroju i nałożeniu makijażu byłam gotowa. Moja koreańska
współpracowniczka, Sue, pełniła rolę tłumaczki. Spotkanie trwało prawie
godzinę. Wydawało mi się, że poszło dobrze i że udało mi się położyć
fundament pod przyszłą współpracę. Jednak ku mojemu przerażeniu niedługo
potem Sue otrzymała list od wydawczyni mówiący, że byłam nieuprzejma i że nigdy nie będzie robić ze mną interesów. Byłam zdumiona. Myślałam
przecież, że poszło mi świetnie!
Natomiast Sue rozumiała, co się stało. Wyjaśniła mi, że gdy rozmawiam z innymi, jestem bardzo ożywiona i dużo gestykuluję. (Nie jestem Włoszką,
ale mogłabym być!) Powiedziała mi, że w kulturze koreańskiej machanie
rękami podczas rozmowy jest uważane za obraźliwe i robiąc to,
nieświadomie znieważyłam swoją rozmówczynię. Oczywiście przeprosiłam ją
za ten błąd i sytuację udało się załagodzić, ale była to lekcja, której
nie zapomnę.
Czasami nieporozumienia w Korei mogą mieć naprawdę poważne konsekwencje.
Kilka lat temu zgodziłam się wypromować wstrząsającą, a zarazem bardzo
poetycką książkę Oskarżenie. Opowieści totalitarne autorstwa
Koreańczyka z Północy, piszącego pod pseudonimem Bandi. Jest to zbiór
krótkich opowiadań o życiu zwykłych ludzi pod jarzmem dyktatury.
Napisana w tajemnicy w latach 1989-1995 książka została przemycona z kraju w 2013 roku. Dane osób, które za tym stały, nie mogą oczywiście
zostać ujawnione ze względów bezpieczeństwa. Ale miałam zaszczyt spotkać
się z kobietą z Korei Północnej (która uciekła na Południe), a teraz
tłumaczyła tę książkę z północnokoreańskiego dialektu. (Wyjaśniła mi, do
jakiego stopnia północnokoreańska kultura "zastygła w czasie" od czasu
wojny).
Pamiętam, że wspólnie z nią, moim koreańskim agentem i wydawcami
zjedliśmy wspaniałą kolację, podczas której robiłam dużo zdjęć. Byłam
wszystkim tak podekscytowana, że przed pójściem spać wysłałam jedno
zdjęcie mężowi i siostrze. Następnego ranka mąż zadzwonił do mnie z Nowego Jorku. Powiedział mi, że moja siostra obudziła go spanikowana w środku nocy, martwiąc się, że opublikowałam zdjęcia z kolacji w mediach
społecznościowych. (Nie zrobiłam tego).
"Barbara przez to zginie! Koreańczycy z Północy będą ją ścigać. Powiedz
jej, żeby nie publikowała żadnych zdjęć na Facebooku ani w innych
mediach społecznościowych". Roześmiałam się z typowej dla niej
przesadnej reakcji i zapewniłam, że nigdzie nic nie opublikowałam. Ona i tak była już wystarczająco przejęta i uważała, że narażam życie samym
faktem zajmowania się tą książką.
Gdy później powiedziałam mojemu koreańskiemu agentowi, co się stało,
zgodził się, że publikowanie zdjęć byłoby niebezpieczne, ponieważ
rodzina naszej tłumaczki nadal żyła w Korei Północnej i mogłaby stać się
celem tamtejszej władzy. Czasami publikowanie postów w mediach
społecznościowych może mieć konsekwencje w prawdziwym świecie. Biorąc
pod uwagę, że wszyscy żyjemy online, chęć udostępniania i publikowania
postów jest całkiem naturalna. Trzeba jednak zawsze pamiętać, żeby
sprawdzić, czy można to zrobić.
Koreańczycy są bardzo chętni do pomocy, nawet jeśli nie mówisz w ich
języku. Pewnego razu podczas targów książki w Seulu postanowiłyśmy z moją przyjaciółką Gabriellą zwiedzić nieznany nam obszar miasta. W porze
lunchu znalazłyśmy malutką, skromną kawiarnię prowadzoną przez trzy
pokolenia koreańskich kobiet, z babcią stojącą nad ogromnym garnkiem i mieszającą jego zawartość. Miejsce wydawało nam się całkowicie
autentyczne. Był tylko jeden problem: my nie mówiłyśmy po koreańsku, a menu nie miało angielskiego tłumaczenia. Pamiętajmy, że były to czasy
przed Google Translate. Dodatkowo, gdy dostałyśmy menu, Gabriella
przypomniała mi, że jest śmiertelnie uczulona na ryby. Tymczasem wiele
koreańskich potraw przygotowuje się z sosem rybnym, więc sprawa była
poważna. Jak miałyśmy wyjaśnić to naszym gospodarzom? Nadszedł czas, aby
przypomnieć sobie wszystkie moje umiejętności komunikacyjne.
I teraz wyobraźcie sobie taką scenę: udaję rybę, wyciągam ramiona,
jakbym pływała, a oczy i usta mam szeroko otwarte. Przesuwam dłonią po
szyi, jakbym podcinała sobie gardło, po czym dramatycznie upadam na
podłogę. -?Ryby nie! -?mówię. -?Ryby zabijają!
Gabriella dostała napadu śmiechu, kelnerka też, aż babcia-kucharka
przyszła popatrzeć.
Nie był to może występ aktorski godny Oscara, ale jak już wszyscy
przestali się śmiać, kobiety skinęły głową; doskonale zrozumiały, o co
mi chodziło. Doceniły mój wysiłek i nie poczuły się urażone tym, że nie
mówię po koreańsku. Niedługo potem podały nam pyszną miskę wypełnioną
makaronem z dużą ilością zielonych warzyw. Tamtego dnia nie tylko
zyskałyśmy wspaniałych przyjaciół, ale też Gabriella zjadła duży posiłek
i nie wylądowała w szpitalu!
W każdym kraju, który odwiedzasz, umiejętność komunikacji (lub
improwizacji) jest tak samo ważna, jak paszport. Ale w Korei stawka może
być wyższa, ponieważ zwyczaje i etykieta wplecione w codzienne życie są
tam bardziej skomplikowane, niż może się wydawać.
Dlatego niezależnie od tego, czy wybierasz się do Korei jako turysta,
czy w interesach, poznanie lokalnych zwyczajów nie jest tylko oznaką
szacunku; to twój pierwszy klucz do tego kraju.
Naucz się kłaniać po koreańsku
Ja na przykład nauczyłam się tego, uderzając się w głowę i nieomal
doznając wstrząsu mózgu. Za kamienną bramą na terenie hotelu Josun
znajduje się piękny ogród z Hwangudan, zabytkowym kompleksem ołtarzowym
w kształcie ośmiokąta. Trzykondygnacyjna kapliczka stoi na granitowej
podstawie strzeżonej przez kilkanaście kamiennych ogniożernych stworzeń
zwanych haetae. Została zbudowana w 1897 roku przez nowo ogłoszonego
cesarza Gojonga, przywódcę krótkotrwałego imperium Daehan, aby odprawiać
"obrzędy nieba" i zapewnić poddanym obfite żniwa. Obok kapliczki
znajdują się trzy olbrzymie kamienne bębny z misternie wyrzeźbionymi
smokami (nawiązanie do bębnów używanych w obrzędach ceremonialnych).
Pewnego dnia poszłam do ogrodu i, prawdopodobnie z powodu jet lagu,
uderzyłam głową w kamienny łuk bramy wjazdowej. Musiałam aż przystanąć
na chwilę, żeby złapać oddech. W pewnym momencie zauważyłam starszego
mężczyznę. Zobaczył, co się stało, i gdy doszłam do siebie, przedstawił
się, oferując mi pomoc przy podejściu i wejściu do kompleksu
ołtarzowego, czyli świętego miejsca.
Wyjaśnił mi, że aby okazać szacunek, przed wejściem muszę wykonać mały
ukłon. Pokazał mi, co dokładnie mam zrobić, układając ramiona wzdłuż
ciała i zginając tułów w poziomie. -?Twoja głowa nigdy nie powinna być
wyżej niż niebiosa -?dodał.
To była moja pierwsza lekcja o koreańskich zwyczajach i etykiecie.
Tradycja kłaniania się, zwana jeol, istnieje od wieków i jest bardzo
ważna. Jest częścią wszystkich aspektów życia jako znak szacunku i jako
powitanie. To sposób na wejście do pokoju, przywitanie się, pożegnanie i powiedzenie "Do zobaczenia później". A kiedy ktoś kłania się tobie, w odpowiedzi zawsze trzeba się odkłonić.
Różne poziomy ukłonu
Jeśli spotykasz się z przyjacielem, pochyl głowę lekko w dół.
Gdy spotykasz współpracowników lub przełożonych, pochyl głowę trochę
bardziej, aby okazać większy szacunek.
Keunjeol (duży ukłon) jest najbardziej formalnym i najgłębszym
ukłonem, oddawanym zazwyczaj starszym członkom rodziny podczas ceremonii
i różnych świąt. Kiedy spotykasz się z kimś ze świata religii, np. z mnichem, przy ukłonie złóż też ręce jak do modlitwy.
A po ukłonie czas na powitanie!
Powitanie
W Korei etykieta towarzyska jest bardziej formalna niż w większości
krajów zachodnich. Panuje zwyczaj zwracania się do innych po ich tytule
zawodowym, chyba że poproszą o mówienie do nich po imieniu i nazwisku.
(W Korei nazwisko podaje się przed imieniem -?odwrotnie niż na
Zachodzie).
Trzeba też uważać z kontaktem fizycznym podczas powitań. Nie należy
całować w policzek (ani raz, ani dwa razy) podczas spotkania z przyjacielem lub współpracownikiem; nie należy się też przytulać ani
klepać nikogo po plecach. Zamiast tego możesz uścisnąć dłoń, ale
pamiętaj, że sposób uścisku zależy od wieku lub statusu osoby, z którą
się spotykasz. (Ważna uwaga: koreańskie kobiety nie podają sobie dłoni,
tylko lekko kiwają głowami). Jedną rękę (tak jak na Zachodzie) podamy,
witając się tylko z osobą o niższym statusie. Aby okazać szacunek osobie
o wyższym statusie niż ty, użyj lewej ręki, aby podtrzymać prawą, gdy
będziesz się nią witać. Dobrą praktyką jest użycie obu rąk podczas
pierwszego powitania z kimś.
Jeśli spotykasz się z Koreańczykami w miejscu pracy, po ukłonie i powitaniu następuje wymiana wizytówek. Jest to istotne w nawiązywaniu
relacji, ponieważ daje informacje o tytule i stanowisku w firmie nowo
poznanej osoby.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki