Kordian. Lektura z opracowaniem - Juliusz Słowacki

Kup ebooka

4.99 zł

-
Proszę czekać

PRZY­GO­TO­WA­NIE

Roku 1799 dnia 31 grud­nia w nocy

Chata sław­nego nie­gdyś czar­no­księż­nika Twar­dow­skiego w gó­rach Kar­pac­kich - przy cha­cie ob­szerny dzie­dzi­niec - da­lej skały - w dole bez­listne bu­kowe lasy. Ciem­ność prze­rwana bły­ska­wi­cami

Cza­row­nica cze­sze włosy i śpiewa...

CZA­ROW­NICA

Z gwiazd obłą­ka­nych,

Z wło­sów cze­sa­nych

Iskry pa­dają

Jak z pol­skiej sza­bli;

Wi­dzą je dia­bli,

Od­po­wia­dają

Bły­skami chmur.

Lecą - świst piór

Buki ugina.

Sza­tan zla­tuje w po­staci pięk­nego anioła

SZA­TAN

Ha, cza­row­nico! czy biła go­dzina?

CZA­ROW­NICA

Która?

SZA­TAN

Go­dzina, któ­rej ża­den czło­wiek

Dwa razy w ży­ciu nie sły­szy1.

CZA­ROW­NICA

Ude­rzy

Za dzie­sią­tym mgnie­niem po­wiek

Z ba­bi­loń­skiej lu­dów wieży.

A gdy bić bę­dzie, choć głu­cha, usły­szę.

Lecz gdzież są, pa­nie, twoi to­wa­rzy­sze?

Le­niwo śpie­szą z błę­kitu pod­nie­bień;

Żółw, z któ­rego to zgrze­bło uto­czył mi to­karz2

Prę­dzej cho­dził...

SZA­TAN

To zgrze­bło, po­każ mi je - po­każ!...

Łzy mi płyną... po­znaję Twar­dow­skiego grze­bień,

On mię zgrze­błem tym cze­sał, gdy w psa wla­zł­szy skórę

U nóg mu się ła­si­łem. Odejdź, moja pani;

Go­ście spro­szeni zlecą się na Łysą Górę.

Cza­row­nica od­cho­dzi

Sza­tan woła:

Sza­tani!

Bły­ska dzie­sięć razy i dzie­sięć ty­sięcy sza­ta­nów spada

Spadł z nieba deszcz sza­ta­nów, niech zie­mię po­lewa;

Je­śli jesz­cze na ziemi są edeń­skie drzewa3,

Niech ro­sną, to je­sie­nią czło­wiek owoc zbie­rze...

Sia­daj­cie! cóż mię­dzy wami

Nie wi­dać Me­fi­sto­fela?

ASTA­ROTH

Za­szedł na grób przy­ja­ciela.

Na gro­bie Twar­dow­skiego od­ma­wia pa­cie­rze.

SZA­TAN

Taki się te­raz zro­bił czuły i po­bożny

Jak po­eta... Lecz księ­życ za­bły­snął dwu­rożny,

Czas przy­stą­pić do dzieła...

DIA­BLI

Co nam król roz­każe?

SZA­TAN

Obej­rzeć trzeba koła w wie­ko­wym ze­ga­rze,

Krwią dzie­cię­cia na­ma­ścić gwichty4 i sprę­żyny;

Niech nam bije wy­raź­nie lata, dnie, go­dziny.

Przy­nie­ście go, po­staw­cie... Co? czy nie ze­psuty?

ASTA­ROTH

Wszyst­kie koła, wszyst­kie druty

Całe, rdza wie­ków nie trawi;

Go­dzin­nik5 z ho­stii, co dławi6,

Po nim żą­dło Le­wia­tana7

Przez wieki wie­ków się to­czy,

Na dnie wska­zuje ząb smo­czy,

Na go­dziny żą­dło osy;

I do­tąd trwa nie­prze­rwana

Wło­sień siwa z kós8 sza­tana,

Któ­remu zbie­lały włosy

Od stra­chu, gdy grom z ob­łoku...

Pa­mię­ta­cie?.. A sprę­żyna

Z oj­czy­zny Tella, Kal­wina9,

Na ludz­kim wsa­dzona oku,

Cho­dzi jak na dy­ja­men­cie

W ko­łek i sprę­żyn za­mę­cie

Za­mknięta grzesz­nika du­sza,

Ku­rant10 po ku­ran­cie jąka.

Noga kos­sa­cza pa­jąka11

Wszyst­kie sprę­żyny po­ru­sza

Jak wa­ha­dło...

SZA­TAN

Dość opi­sów.

Ge­henno, Asta­ro­cie, naj­strasz­liwsi z bi­sów12,

Jak ase­sory13 sądu, gdy ze­gar bić za­cznie,

Licz­cie wieki, dnie, lata...

Ze­gar bije, sza­tani li­czą

Świe­cie! świe­cie! świe­cie!

Wąż wiecz­no­ści łu­skami w okrąg cie­bie gnie­cie,

Zę­bem za­tru­tym boki ogryza nie­znacz­nie;

I wieki mrą nad tobą, za­sy­pu­jąc py­łem

Umar­łych pa­mią­tek.

Ja wi­dzia­łem twój po­czą­tek.

Ta garść gliny, po­wie­trzem opa­sana zgni­łem,

Ten trup cha­osu, w trum­nie za­mknięty błę­ki­tów,

Stra­wiony zgni­li­zną cza­sów,

Okrył się rdzami krusz­ców i ko­ścią gra­ni­tów,

Po­rósł mchem kwia­tów i la­sów;

Po­tem wy­dał ro­baki, co mu łono to­czą

I my­ślą.

Biada im! je­śli ma­rzeń zie­mią nie okry­ślą14,

Ko­łem wi­dze­nia - biada, je­śli je prze­kro­czą...

GEHENNA

Królu, wiek dzie­więt­na­sty ude­rzył.

SZA­TAN

Asta­roth

Niech li­czy lata; może ten, co za ob­ło­kiem

Gromy ci­ska, chcąc wes­przeć jaki ziem­ski na­ród,

Może wiek który lu­dziom skró­cił jed­nym ro­kiem,

Może ukradł sza­ta­nom dzień je­den, go­dzinę;

Więc się o nią upo­mnę u Boga

Lub bun­towną15 cho­rą­giew roz­winę.

We mnie i w przy­ro­dze­niu16 zgwał­co­nym ma wroga.

ASTA­ROTH

Ty­siąc ośm­set lat wy­biło.

SZA­TAN

Więc się koło tor­tury całe ob­ró­ciło?

Każdy ząb jej roz­dziera, każda szruba17 ci­śnie.

Te­raz, gdy niebo za­bły­śnie,

Bły­ska­wica trwa dłu­żej niż te wszyst­kie lata,

Zbie­głe mę­czar­nią dla świata;

A każdy rok jak śli­mak su­nął się le­niwo

Dla nę­dza­rzy, dla głu­pich ko­chan­ków na­dziei;

A gdy śliną18 osre­brzył ślad zbie­głej ko­lei19,

Śli­zgał się po niej czło­wiek pa­miątką20 pierz­chliwą21.

Obłą­kani w prze­szło­ści że­gla­rze

Brali imię dzie­jo­pi­sów;

Sztuką ich było pi­sać wiel­kie ka­len­da­rze,

Pełne kró­lew­skich imion i dat, i na­pi­sów.

Inni my­ślą ści­gali treść my­śli,

Fi­lo­zofy - głę­boko my­śleli,

Aż nad ciemną prze­pa­ścią za­wi­śli,

Obu­dzili się, w prze­paść spoj­rzeli

I za­wo­łali: "Ciemno! ciemno! ciemno!"

To ho­sanna dla nas sza­ta­nów,

To śpiew na­szych ko­ściel­nych or­ga­nów;

Kto my­ślał przez go­dzinę, jest lub bę­dzie ze mną.

Wiek, co przyj­dzie, ucie­szy sza­tany.

Me­fi­sto­fel wcho­dzi

MEFI­STO­FEL

Nasz sza­tan pro­ro­kuje w cu­do­twor­nym stroju,

Ma płaszcz cały Wol­tera22 dzie­łami ła­tany

I pióro gę­sie Russa23 ster­czy na za­woju.

SZA­TAN

Me­fi­sto­felu, przy­szła do dzia­ła­nia pora,

Wy­bierz jaką igraszkę wśród ziem­skiej cze­redy.

Już nie znaj­dziesz ci­chego wśród Niem­ców dok­tora24,

Po szwaj­car­skich się gó­rach nie snują Man­fredy25

I mni­chy dłu­gim po­stem po ce­lach nie chudną.

Więc obłą­kaj ja­kiego żoł­nie­rza.

MEFI­STO­FEL

Trudno!...

Żoł­nierz to ryba, która krucz­kom nie do­wie­rza

I ma roz­są­dek zdrowy, przy ta­kiej la­tarni

Oba­czy ku­rzą nogę dia­bła ku­si­ciela26.

SZA­TAN

Sa­miż tylko ry­ce­rze ujdą nam bez­karni?

Słu­chaj! wśród na­ro­dów wiela

Jed­nemu się lu­dowi dzień ogromny zbliża27.

Idź tam, jego ry­ce­rze no­szą krzywe sza­ble

Jako księ­życ dwu­rożny, jako rogi dia­ble;

I rę­ko­jeść tych kor­dów nie ma kształtu krzyża.

Po­móż im - oni mają walkę roz­po­czy­nać

Taką, ja­ką­śmy nie­gdyś z pa­nem nie­bios wie­dli.

Oni się będą mo­dlić, za­bi­jać, prze­kli­nać.

Oni na oj­ców mo­gi­łach usie­dli

I my­ślą o ze­msty go­dzi­nie.

Ten na­ród się pod­nie­sie, zwy­cięży i zgi­nie;

Mie­cze na wro­gach po­ła­mie,

A po­tem wroga my­ślą za­bije,

Bo myśl jego ogni­ste ma ra­mię,

Ona jak po­wróz wrogi uwiąże za szyje

I zwią­za­nych po­stawi na ta­kim prę­gie­rzu28,

Że wszyst­kie ludy wzro­kiem do­się­gną i plwa­niem29.

MEFI­STO­FEL

Królu, nie­chaj po­szu­kam w dia­bel­skim psał­te­rzu

Mo­dli­twy na dzień, co się zo­wie zmar­twych­wsta­niem;

Zmó­wię ją za ów na­ród... Dziś pierw­szy dzień wieku,

Dziś mamy prawo stwa­rzać kró­lów i nę­dza­rzy

Na całą rzekę stu­let­niego cieku.

Więc temu na­ro­dowi stwórzmy dy­gni­ta­rzy,

Aby nimi za­py­chał każdą rządu dziurę.

A gdy wzro­śnie ich po­tęga,

Ten na­ród, jak piękna księga,

W starą opra­wiona skórę,

Par­ga­mi­no­wym30 świe­cić bę­dzie czo­łem.

SZA­TAN

Do­bra rada, stań­cie ko­łem,

Stwa­rzajmy lu­dzi do rządu.

Za­wo­łaj­cie cza­row­nicy...

Sza­tan daje roz­kazy, dia­bli pra­cują

Ży­wioły ziemi i lądu,

W at­mos­fe­ro­wej szklen­nicy31

Za­mknięte i w je­den zlane,

Przez che­mi­ków po­ła­mane;

Kwa­so­rody32, gaz wę­glowy

Zle­wam w ko­cioł pla­ty­nowy;

Dmij­cie, du­chy!...

Gromy biją w ko­cioł

W ży­wioł ziemi

Do­rzu­cić szpi­lek Ka­prala33

Z głów­kami laku34, któ­remi

Kre­śli plany, kró­lów zwala,

Szpi­lek czter­dzie­ście ty­sięcy

Rzuć­cie w ko­cioł...

SZA­TAN

I nic wię­céj?35

SZA­TAN

Nic...

DIA­BLI

Coś z ro­zumu Ka­prala?...

1 Go­dzina, któ­rej ża­den czło­wiek / Dwa razy w ży­ciu nie sły­szy - roz­po­czę­cie no­wego stu­le­cia.

2 Żółw, z któ­rego to zgrze­bło uto­czył mi to­karz - z pan­ce­rzy żółwi wy­twa­rzano nie­gdyś przed­mioty użytku co­dzien­nego, m.in. grze­bie­nie; zgrze­bło - ro­dzaj szczotki do cze­sa­nia i czysz­cze­nia zwie­rząt do­mo­wych; to­karz - rze­mieśl­nik zaj­mu­jący się ob­róbką ma­te­ria­łów.

3 edeń­skie drzewa - drzewa ro­snące w Ede­nie (Raju), tu­taj cho­dzi o drzewo po­zna­nia do­bra i zła.

4 gwicht (dawn., niem.) - cię­ża­rek w ze­ga­rze.

5 go­dzin­nik (dawn.) - ze­gar, tu w zna­cze­niu: tar­cza ze­gara.

6 ho­stii, co dławi - w lu­do­wych wie­rze­niach pa­no­wało prze­ko­na­nie, że dia­beł nie może po­łknąć ho­stii, po­dob­nie pa­rzy go woda świę­cona, nie może wejść do ko­ścioła itd.

7 Le­wia­tan - bi­blijny po­twór, smok lub wąż (w Bi­blii nie ma opisu jego żą­dła), uoso­bie­nie sprze­ci­wia­ją­cego się Bogu zła.

8 kosa (dawn.) - war­kocz, tu­taj w for­mie do­peł­nia­cza liczby mno­giej: kós.

9 oj­czy­zna Tella, Kal­wina - Szwaj­ca­ria, sły­nąca m.in. z pro­duk­cji do­sko­na­łych ze­gar­ków; Wil­helm Tell - le­gen­darny, szwaj­car­ski bo­ha­ter na­ro­dowy, który do­pro­wa­dził do po­wsta­nia prze­ciwko wła­dzy ce­sar­skiej; Jan Kal­win - re­for­ma­tor re­li­gijny, teo­log pro­te­stancki, twórca kal­wi­ni­zmu, or­ga­ni­za­tor ży­cia re­li­gij­nego w Szwaj­ca­rii w XVI wieku.

10 ku­rant - me­lo­dia wy­gry­wana przez ze­gar o sta­łych po­rach, np. co go­dzinę.

11 kos­sacz pa­jąk - cho­dzi o ko­sa­rza, pa­ję­czaka (nie pa­jąka w ści­słym sen­sie) o bar­dzo dłu­gich no­gach.

12 bis (dawn.) - bies, dia­beł.

13 ase­sor - po­moc­nik sę­dziego.

14 Po­tem wy­dał ro­baki, co mu łono to­czą / I my­ślą. / Biada im! je­śli ma­rzeń zie­mią nie okry­ślą - ro­baki, które my­ślą, to lu­dzie; biada lu­dziom, je­śli ich ma­rze­nia nie są re­ali­styczne ("okre­ślone zie­mią").

15 bun­towny (dawn.) - bun­tow­ni­czy.

16 przy­ro­dze­nie - tu w zna­cze­niu: przy­roda, na­tura.

17 szruba (dawn.) - śruba.

18 ślina - tu w zna­cze­niu: śluz śli­maka.

19 zbie­gła ko­lej - tu w zna­cze­niu: mi­niony czas, prze­szłe wy­da­rze­nia.

20 pa­miątka - tu w zna­cze­niu: wspo­mnie­nie.

21 pierz­chliwa - ulotna, nie­trwała.

22 Wol­ter - fr. Vol­ta­ire (własc. Fra­nçois-Ma­rie Aro­uet, 1694-1778), fran­cu­ski fi­lo­zof i pi­sarz epoki Oświe­ce­nia, zwo­len­nik li­be­ra­li­zmu, kry­tycz­nie pod­cho­dził do wszel­kich ide­olo­gii, hie­rar­chii i re­li­gii.

23 Russo - fr. Jean-Ja­cques Ro­us­seau (1712-1778), szwaj­car­ski fi­lo­zof i pi­sarz epoki Oświe­ce­nia, twórca sen­ty­men­ta­li­zmu, kry­ty­ko­wał cy­wi­li­za­cję i po­stęp, pro­pa­go­wał "po­wrót do na­tury".

24 (...) ci­chego wśród Niem­ców dok­tora - od­nie­sie­nie do Fau­sta, fik­cyj­nej po­staci, uczo­nego i fi­lo­zofa, który po zgłę­bie­niu do­stęp­nej czło­wie­kowi wie­dzy po­czuł roz­cza­ro­wa­nie i pod­pi­sał pakt z Me­fi­sto­fe­le­sem, od­da­jąc swoją du­szę w za­mian za dia­bel­ską po­moc. Jest bo­ha­te­rem Tra­gicz­nej hi­sto­rii dok­tora Fau­sta Chri­sto­phera Mar­lowe'a z 1588 roku oraz dra­matu Faust Jo­hanna Wol­fganga Go­ethego z 1829 roku, a także licz­nych utwo­rów mu­zycz­nych. Mo­tywy fau­styczne są bar­dzo po­pu­larne w kul­tu­rze eu­ro­pej­skiej, po­ja­wiają się m.in. w le­gen­dzie o Twar­dow­skim, w Pani Twar­dow­skiej Adama Mic­kie­wi­cza czy Mi­strzu i Mał­go­rza­cie Mi­cha­iła Buł­ha­kowa.

25 Man­fred - ty­tu­łowa po­stać z dra­matu Geo­rge'a Gor­dona By­rona, przy­zywa de­mony, które mają mu po­móc upo­rać się z wi­nami z prze­szło­ści, ak­cja dra­matu to­czy się w Al­pach szwaj­car­skich.

26 W baj­kach lu­do­wych żoł­nierz był po­sta­cią zdolną do roz­po­zna­nia dia­bła i wy­pro­wa­dza­nia go w pole, nie jest ła­two go zwieść dia­bel­skimi sztucz­kami.

27 Jed­nemu się lu­dowi dzień ogromny zbliża - alu­zja do po­wsta­nia li­sto­pa­do­wego (1830-1831).

28 prę­gierz - słup ka­tow­ski, do któ­rego przy­pi­nano ska­zań­ców w celu wy­sta­wie­nia na pu­bliczne po­ni­że­nie.

29 plwa­nie - plu­cie, oplu­wa­nie (od plwać).

30 par­ga­mi­nowy - per­ga­mi­nowy, jak karta z księgi, tu me­ta­fo­rycz­nie od­nosi się do gład­kiego czoła starca.

31 szklen­nica (dawn.) - szkla­nica, szklanka.

32 kwa­so­ród (dawn.) - tlen.

33 Ka­pral - tu­taj to alu­zja do Na­po­le­ona Bo­na­parte (1769-1821), któ­remu pułk ma­cie­rzy­sty nadał taki ty­tuł ho­no­rowy; Na­po­leon sły­nął z do­sko­na­łego do­wo­dze­nia i wielu wy­gra­nych wo­jen.

34 Z głów­kami laku - dziś po­praw­nie: z głów­kami z laki; laka - trwała, róż­no­rod­nie bar­wiona sub­stan­cja uży­wana w Chi­nach i Ja­po­nii w zdob­nic­twie; lak - miękka, za­sty­ga­jąca sub­stan­cja z ży­wicy, uży­wana do pie­czę­to­wa­nia li­stów; główki szpi­lek są z laki, nie z laku, ale w XIX wieku do­pusz­czalna była wa­rian­tywna forma słowa "laka" w ro­dzaju mę­skim.

35 wię­céj (dawn.) - wy­mowa "więcy" ze względu na tzw. é po­chy­lone; rym do "ty­sięcy".

Pro­ble­ma­tyka

Kor­dian jest zło­żo­nym, wie­lo­wąt­ko­wym dzie­łem, sil­nie osa­dzo­nym w kon­tek­ście li­te­rac­kim i hi­sto­rycz­nym epoki. Po­ru­sza za­gad­nie­nia pa­trio­tyczne, hi­sto­rio­zo­ficzne, fi­lo­zo­ficzne, eg­zy­sten­cjalne, po­etyc­kie, a także po­li­tyczne, zwią­zane ze współ­cze­sną au­to­rowi sy­tu­acją. Dla współ­cze­snych czy­tel­ni­ków nie wszyst­kie alu­zje i kon­tek­sty do­ty­czące wy­da­rzeń i po­staci istot­nych w pierw­szej po­ło­wie XIX wieku są czy­telne, ale dla od­bior­ców współ­cze­snych au­to­rowi Kor­dian był też ak­tu­al­nym gło­sem w żywo to­czą­cych się po­le­mi­kach, zwłasz­cza w pol­skim śro­do­wi­sku emi­gra­cyj­nym.

Utwór ma kom­po­zy­cję otwartą, Sło­wacki pier­wot­nie pla­no­wał na­pi­sa­nie try­lo­gii, któ­rej Kor­dian miał być pierw­szą czę­ścią. Stąd za­wie­szone za­koń­cze­nie - do­wódca daje znak do wy­ko­na­nia eg­ze­ku­cji, a na miej­sce spie­szy go­niec z uła­ska­wie­niem. Nie wiemy, czy udało mu się do­trzeć na czas i co da­lej sta­nie się z ty­tu­ło­wym bo­ha­te­rem. Zgod­nie z ro­man­tyczną kon­wen­cją ca­łość nie ma także struk­tury przy­czy­nowo­-skut­ko­wej. Ko­lejne akty i sceny są ze sobą luźno po­wią­zane, nie wy­ni­kają z sie­bie bez­po­śred­nio, mają ra­czej cha­rak­ter ciągu epi­zo­dów niż zwar­tej opo­wie­ści. Frag­men­ta­rycz­ność, a także syn­kre­tyzm, czyli łą­cze­nie róż­nych ro­dza­jów i ga­tun­ków li­te­rac­kich sta­no­wią wy­róż­nia­jące ce­chy po­etyki ro­man­tycz­nej, po­dob­nie jak ta­jem­ni­czy na­strój (np. w sce­nie spi­skow­ców w pod­zie­miach, drogi Kor­diana do kom­naty cara czy w szpi­talu dla obłą­ka­nych) czy ele­menty fan­ta­styczne (in­ge­ren­cja dia­błów w losy świata, uza­sad­nia­jąca jawną nie­spra­wie­dli­wość lo­sów Pol­ski po roz­bio­rach). Kor­dian jest za­ra­zem wi­ze­run­kiem epoki, od­bi­ciem naj­więk­szych jej dy­le­ma­tów i pro­ble­mów, uję­tych z wy­ko­rzy­sta­niem do­mi­nu­ją­cych w epoce ten­den­cji i kon­cep­cji es­te­tycz­nych, a także syn­tezą lo­sów po­ko­le­nia po­wstań­czego.

Bar­dzo istot­nym kon­tek­stem dla Kor­diana jest po­wsta­nie li­sto­pa­dowe, które upa­dło 2 lata przed na­pi­sa­niem dra­matu. W pod­ty­tule po­ja­wia się także spi­sek ko­ro­na­cyjny, który był fak­tycz­nym wy­da­rze­niem, tyle że w sfe­rze pla­nów - za­ma­chowcy roz­wa­żali za­mor­do­wa­nie cara Mi­ko­łaja I pod­czas jego ko­ro­na­cji i po­bytu w War­sza­wie, ale do za­ma­chu nie do­szło. Fak­tyczne wy­da­rze­nie zo­stało w dra­ma­cie Sło­wac­kiego prze­kształ­cone w fik­cję li­te­racką oraz zme­ta­fo­ry­zo­wane i choć ak­cja dra­matu roz­grywa się przed wy­bu­chem po­wsta­nia (akt III to­czy się w 1829 roku, po­wsta­nie wy­bu­chło w li­sto­pa­dzie roku 1830), to w Przy­go­to­wa­niu po­ja­wiają się czy­telne alu­zje do osób do­wo­dzą­cych zry­wem nie­pod­le­gło­ścio­wym - gen. Chło­pic­kiego, księ­cia Czar­to­ry­skiego, gen. Skrzy­nec­kiego, Le­le­wela, Niem­ce­wi­cza i gen. Kru­ko­wiec­kiego. Sło­wacki su­rowo oce­nia przy­wód­ców, obar­cza­jąc ich winą za upa­dek po­wsta­nia i po­grze­ba­nie na­dziei na nie­pod­le­głość. Cho­ciaż przy­wódcy po­wsta­nia po­ja­wiają się w fan­ta­stycz­nej opra­wie - wy­nu­rzają się z sza­tań­skiego ko­tła - ich po­stawy w trak­cie po­wsta­nia zo­stały przez Sło­wac­kiego oce­nione bar­dzo su­rowo i z dużą dozą iro­nicz­nej zło­śli­wo­ści, bar­dzo czy­tel­nej dla ów­cze­snego od­biorcy. Przy­wódcy są kry­ty­ko­wani przede wszyst­kim za nad­mierną ostroż­ność, brak wiary w moż­li­wość zwy­cię­stwa, ha­mo­wa­nie za­pału i en­tu­zja­zmu mło­dych po­wstań­ców. Wą­tek ten po­jawi się po­now­nie w ak­cie III, pod­czas spo­tka­nia spi­skow­ców i dys­ku­sji Pre­zesa z Kor­dia­nem. Pre­zes jest zde­cy­do­wa­nym prze­ciw­ni­kiem za­ma­chu na cara. Oba­wia się, że kon­se­kwen­cją spi­sku będą jesz­cze więk­sze re­pre­sje, po­nadto ma opory mo­ralne przed skry­to­bój­stwem, nie­zgod­nym z etyką ry­cer­ską i pol­ską tra­dy­cją. Po­nadto car jest już po ko­ro­na­cji, więc jest kró­lem z woli Boga, za­bi­cie władcy by­łoby więc wy­stą­pie­niem prze­ciwko bo­skiemu po­rząd­kowi. Kor­dian z ko­lei jest pe­łen za­pału i go­towy do po­świę­ceń, uważa, że za­bój­stwo cara otwo­rzy drogę do nie­pod­le­gło­ści, a także wy­zwoli Po­la­ków z uci­sku. Mimo de­ter­mi­na­cji Kor­dian nie re­ali­zuje swo­jego celu, po­ko­nują go jego wła­sne roz­terki mo­ralne, sper­so­ni­fi­ko­wane jako Strach i Ima­gi­na­cja, które po­wstrzy­mują bo­ha­tera przed mor­der­stwem. Kor­dian nie jest zu­peł­nym prze­ci­wień­stwem Pre­zesa i wzo­rem do na­śla­do­wa­nia: tak jak Pre­zes jest zbyt za­cho­waw­czy i ostrożny, tak mo­ty­wa­cją Kor­diana jest zna­le­zie­nie się w roli ofiar­ni­czo-stra­ceń­czej, a do zguby pro­wa­dzi go jego wła­sny in­dy­wi­du­alizm i dzia­ła­nie w po­je­dynkę. W oce­nie Sło­wac­kiego jed­nost­kowe po­świę­ce­nie nie wy­star­czy - po­trzebny jest szer­szy zryw i od­po­wied­nie przy­wódz­two.

Sło­wacki był bar­dziej wy­ro­zu­miały dla spo­łe­czeń­stwa pol­skiego niż dla przy­wód­ców po­wsta­nia. W sce­nach po­prze­dza­ją­cych ko­ro­na­cję oraz na­stę­pu­ją­cych po niej przed­sta­wia spo­łe­czeń­stwo wie­lo­wy­mia­rowo - część oby­wa­teli jest zu­peł­nie bierna, przy­gląda się tylko wy­da­rze­niom i kon­cen­truje na opra­wie ce­re­mo­nii oraz to­wa­rzy­szą­cej im uczcie. Nie­któ­rzy wy­ra­żają nie­za­do­wo­le­nie, ale nie po­dej­mują żad­nych dzia­łań ma­ją­cych na celu zmianę sy­tu­acji. Nikt nie ro­zu­mie sensu pie­śni śpie­wa­nej przez Nie­zna­jo­mego ani jej prze­sła­nia. W kon­cep­cji Sło­wac­kiego winni upad­kowi po­wsta­nia są jego przy­wódcy, nie uczest­nicy. Lud po­trze­buje od­po­wied­nich osób, które nim po­kie­rują i wy­ko­rzy­stają drze­miący w nim po­ten­cjał. Taką rolę przy­pi­suje wy­bit­nym jed­nost­kom, ale także po­ezji, która ma prze­cho­wy­wać tra­dy­cje na­ro­dowe, ale też za ich po­mocą in­spi­ro­wać lu­dzi do dzia­ła­nia, do czynu - taka myśl po­ja­wia się w Pro­logu oraz w mo­no­logu na Mont Blanc. Mło­dzi lu­dzie na po­czątku XIX wieku, po­dob­nie jak Kor­dian, szu­kali swo­jego miej­sca w świe­cie, ale także idei, dla któ­rej go­towi by­liby się po­świę­cić - to, czego za­bra­kło, to od­po­wiedni przy­wódcy, któ­rzy umie­liby po­kie­ro­wać ener­gią mło­dych i za­in­spi­ro­wać po­zo­sta­łych do wspól­nej walki.

Kor­dian - naj­waż­niej­sze in­for­ma­cje!

dra­mat ro­man­tyczny czas i miej­sce ak­cji: zmienne; Przy­go­to­wa­nie - prze­łom lat 1799/1800, grota Twar­dow­skiego; akt I - lata 20. XIX wieku, wiej­ska po­sia­dłość Kor­diana; akt II - 1828 rok, Eu­ropa (Lon­dyn, Do­ver, Wło­chy, Mont Blanc); akt III - 1829 rok, War­szawa główny bo­ha­ter: Kor­dian pro­ble­ma­tyka pa­trio­tyczna, hi­sto­rio­zo­ficzna, eg­zy­sten­cjalna po­le­mika z III czę­ścią Dzia­dów Adama Mic­kie­wi­cza i kon­cep­cją me­sja­ni­zmu kry­tyka przy­wód­ców po­wsta­nia li­sto­pa­do­wego kon­cep­cja czyn­nej walki z za­borcą

Rola po­ezji, sze­roko dys­ku­to­wana po upadku po­wsta­nia li­sto­pa­do­wego, zo­stała przed­sta­wiona w Pro­logu, umiesz­czo­nym poza cza­sem i miej­scem, ma­ją­cym cha­rak­ter ide­owego wstępu do dra­matu. Wy­po­wia­dają się w nim trzy Osoby Pro­logu, pre­zen­tu­jąc różne sta­no­wi­ska. Pierw­sza Osoba Pro­logu jest utoż­sa­miana z Ada­mem Mic­kie­wi­czem, Druga Osoba kry­ty­kuje sta­no­wi­sko Pierw­szej, na­to­miast Trze­cia pre­zen­tuje po­gląd sa­mego Sło­wac­kiego - po­ezja, która prze­cho­wuje tra­dy­cje i mity na­ro­dowe, ma in­spi­ro­wać do dzia­ła­nia. Kor­dian pod­czas lek­tury Króla Le­ara Sha­ke­spe­are'a w Do­ver do­strzega, że li­te­racka kre­acja nie od­po­wiada ota­cza­ją­cej go rze­czy­wi­sto­ści, po­tem jed­nak doj­rzewa do czynu - tak wła­śnie wi­dzi rolę li­te­ra­tury Sło­wacki, chcący po­ry­wać od­bior­ców i in­spi­ro­wać ich.

Za­targ mię­dzy po­etami do­ty­czył kilku kwe­stii - Sło­wacki nie zga­dzał się z pro­fe­tyczną rolą, jaką Mic­kie­wi­czowi przy­pi­sała pol­ska emi­gra­cja. Do­dat­kowo w Dzia­dach czę­ści III Mic­kie­wicz ne­ga­tyw­nie spor­tre­to­wał Au­gu­sta Bécu, dru­giego męża matki Sło­wac­kiego, Sa­lo­mei, oraz kry­tycz­nie wy­po­wia­dał się o po­ezji młod­szego twórcy. W Kor­dia­nie Sło­wacki po­le­mi­zuje nie tylko ze sta­no­wi­skiem Mic­kie­wi­cza w kwe­stii roli po­ezji i po­ety, ale także z pre­zen­to­waną przez niego kon­cep­cją me­sja­ni­zmu. Wy­ra­zem tego sta­no­wi­ska jest mo­no­log Kor­diana na Mont Blanc, nie bez po­wodu po­rów­ny­wany z Wielką Im­pro­wi­za­cją Kon­rada z III czę­ści Dzia­dów. Cier­pie­nie, które Pol­ska, jak Chry­stus, miała przy­jąć na sie­bie, aby zba­wić świat, miała być w uję­ciu Mic­kie­wi­cza próbą nada­nia temu cier­pie­niu szer­szego sensu. W oce­nie Sło­wac­kiego taka kon­cep­cja skła­niała Po­la­ków do bier­nego pod­da­wa­nia się cier­pie­niu. Za­miast me­sja­ni­zmu pro­po­nuje więc win­kel­rie­dyzm - po­stawę, która rów­nież łą­czy się z przy­ję­ciem na sie­bie cier­pie­nia, ale w spo­sób czynny. Ar­nold Win­kel­ried skie­ro­wał na sie­bie ko­pie wro­gów i tym sa­mym umoż­li­wił Szwaj­ca­rom zwy­cię­stwo w bi­twie z Au­stria­kami. Jego po­świę­ce­nie i ofiara z wła­snego ży­cia przy­nio­sły fak­tyczne, wy­mierne efekty w rze­czy­wi­sto­ści, a nie wy­łącz­nie w me­ta­fi­zycz­nym czy teo­lo­gicz­nym wy­mia­rze. Sło­wacki pro­mo­wał ak­tywne dzia­ła­nie, walkę do sa­mego końca za­miast bier­nego pod­da­nia się.