Kordian - Juliusz Słowacki

Kup ebooka

12.50 zł
10.25 zł (8,38 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Przygotowanie

Roku 1799 dnia 31 grudnia w nocy. Chata sławnego niegdyś czarnoksiężnika Twardowskiego w górach karpackich - przy chacie obszerny dziedziniec - daléj skały - w dole bezlistne bukowe lasy. Ciemność przerwana błyskawicami. Czarownica czesze włosy i śpiéwa...

CZAROWNICA

Z gwiazd obłąkanych, Z włosów czesanych, Iskry padają, Jak z polskiéj szabli; Widzą je diabli, Odpowiadają Błyskami chmur. Lecą - świst piór Buki ugina.

Szatan zlatuje w postaci pięknego anioła.

SZATAN

Ha, czarownico! czy biła godzina?

CZAROWNICA

Która?

SZATAN

Godzina, której żaden człowiek Dwa razy w życiu nie słyszy.

CZAROWNICA

Uderzy Za dziesiątém mgnieniem powiek Z Babillońskiéj ludów wieży. A gdy bić będzie, choć głucha, usłyszę. Lecz gdzież są, panie, twoi towarzysze? Leniwo śpieszą z błękitu podniebień: Żółw, z którego to zgrzebło utoczył mi tokarz, Prędzéj chodził...

SZATAN

To źgrzebło, pokaż mi je - pokaż!... Łzy mi płyną... poznaję Twardowskiego grzebień, On mię zgrzebłem tém czesał, gdy w psa wlazłszy skórę U nóg mu się łasiłem. Odejdź, moja pani; Goście sproszeni zlecą się na Łysą Górę.

Czarownica odchodzi Szatan woła:

Szatani!

Błyska dziesięć razy i dziesięć tysięcy szatanów spada.

Spadł z nieba deszcz szatanów, niech ziemię polewa, Jeśli jeszcze na ziemi są Edeńskie drzewa, Niech rosną, to jesienią człowiek owoc zbierze... Siadajcie! cóż między wami Nie widać Mefistofela?

ASTAROTH

Zaszedł na grób przyjaciela, Na grobie Twardowskiego odmawia pacierze.

SZATAN

Taki się teraz zrobił czuły i pobożny Jak poeta... Lecz księżyc zabłysnął dwurożny, Czas przystąpić do dzieła...

DIABLI

Co nam król rozkaże?

SZATAN

Obejrzeć trzeba koła w wiekowym zegarze, Krwią dziecięcia namaścić gwichty i sprężyny; Niech nam bije wyraźnie lata, dnié, godziny. Przynieście go, postawcie... Co? czy nie zepsuty?

ASTAROTH

Wszystkie koła, wszystkie druty Całe, rdza wieków nie trawi; Godzinnik z hostij, co dławi, Po nim żądło Lewiatana Przez wieki wieków się toczy, Na dnie wskazuje ząb smoczy, Na godziny żądło osy; I dotąd trwa nie przerwana Włosień siwa, z kós szatana, Któremu zbielały włosy Od strachu, gdy grom z obłoku... Pamiętacie?... A sprężyna Z ojczyzny Tella, Kalwina, Na ludzkiém wsadzona oku, Chodzi jak na dyjamencie. W kółek i sprężyn zamęcie, Zamknięta grzesznika dusza, Kurant po kurancie jąka. Noga kossacza pająka Wszystkie sprężyny porusza, Jak wahadło...

SZATAN

Dość opisów. Gehenno, Astarocie, najstraszliwsi z bisów, Jak assessory sądu, gdy zegar bić zacznie, Liczcie wieki, dnie, lata...

Zegar bije, szatani liczą.

Świecie!, świecie! świecie! Wąż wieczności łuskami w okrąg ciebie gniecie, Zębem zatrutym boki ogryza nieznacznie; I wieki mrą nad tobą zasypując pyłem Umarłych pamiątek. Ja widziałem twój początek. Ta garść gliny powietrzem opasana zgniłem, Ten trup chaosu w trumnie zamknięty błękitów, Strawiony zgnilizną czasów, Okrył się rdzami kruszców, i kością granitów, Porósł mchem kwiatów i lasów; Potem wydał robaki, co mu łono toczą, I myślą. Biada im! jeśli marzeń ziemią nie okryślą, Kołem widzenia - biada, jeśli je przekroczą...

GEHENNA

Królu, wiek dziewiętnasty uderzył.

SZATAN

Astaroth Niech liczy lata; może ten, co za obłokiem Gromy ciska, chcąc wesprzéć jaki ziemski naród, Może wiek który ludziom skrócił jednym rokiem, Może ukradł szatanom dzień jeden, godzinę; Więc się o nią upomnę u Boga, Lub buntowną chorągiew rozwinę. We mnie, i w przyrodzeniu zgwałconém ma wroga.

ASTAROTH

Tysiąc ośmset lat wybiło.

SZATAN

Więc się koło fortuny całe obróciło? Każdy ząb jej rozdziera, każda szruba ciśnie. Teraz, gdy niebo zabłyśnie, Błyskawica trwa dłużéj niż te wszystkie lata, Zbiegłe męczarnią dla świata; A każdy rok, jak ślimak sunął się leniwo, Dla nędzarzy, dla głupich kochanków nadziei; A gdy śliną ośrebrzył ślad zbiegłéj kolei, Ślizgał się po niéj człowiek pamiątką pierszchliwą. Obłąkani w przeszłości żeglarze Brali imie dziejopisów; Sztuką ich było pisać wielkie kalendarze, Pełne królewskich imion i dat i napisów. Inni myślą ścigali treść myśli, Filozofy - głęboko myśleli, Aż nad ciemną przepaścią zawiśli, Obudzili się, w przepaść spojrzeli, I zawołali: - Ciemno! ciemno! ciemno! To hosanna dla nas szatanów, To spiew naszych kościelnych organów; Kto myślał przez godzinę, jest lub będzie ze mną. Wiek, co przyjdzie, ucieszy szatany.

Mefistofel wchodzi.

MEFISTOFEL

Nasz szatan prorokuje w cudotwornym stroju, Ma płaszcz cały Woltera dziełami łatany, I pióro gęsie Russa sterczy na zawoju.

SZATAN

Mefistofelu, przyszła do działania pora, Wybierz jaką igraszkę wśród ziemskiéj czeredy. Już nie znajdziesz cichego wśród Niemców doktora, Po szwajcarskich się górach nie snują Manfredy, I mnichy długim postem po celach nie chudną. Więc obłąkaj jakiego żołnierza.

MEFISTOFEL

Trudno!... Żołnierz to ryba, która kruczkom nie dowierza, I ma rozsądek zdrowy, przy takiéj latarni Obaczy kurzą nogę diabła kusiciela.

SZATAN

Samiż tylko rycerze ujdą nam bezkarni? Słuchaj! wśród narodów wiela, Jednemu się ludowi dzień ogromny zbliża. Idź tam, jego rycerze noszą krzywe szable, Jako księżyc dwurożny, jako rogi diable; I rękojeść tych kordów nie ma kształtu krzyża. Pomóż im - oni mają walkę rozpoczynać Taką, jakąśmy niegdyś z panem niebios wiedli. Oni się będą modlić, zabijać, przeklinać. Oni na ojców mogiłach usiedli I myślą o zemsty godzinie. Ten naród się podniesie, zwycięży, i zginie; Miecze na wrogach połamie, A potém wroga myślą zabije, Bo myśl jego ogniste ma ramię, Ona jak powróz wrogi uwiąże za szyje I związanych postawi na takim pręgierzu, Że wszystkie ludy wzrokiem dosięgną i plwaniem.

MEFISTOFEL

Królu, niechaj poszukam w diabelskim psałterzu, Modlitwy na dzień, co się zowie zmartwychwstaniem; Zmówię ją za ów naród... Dziś pierwszy dzień wieku, Dziś mamy prawo stwarzać królów i nędzarzy, Na całą rzekę stuletniego cieku. Więc temu narodowi stwórzmy dygnitarzy, Aby niemi zapychał każdą rządu dziurę. A gdy wzrośnie ich potęga, Ten naród, jak piękna księga, W starą oprawiona skórę, Pargaminowém świecić będzie czołem.

SZATAN

Dobra rada, stańcie kołem, Stwarzajmy ludzi do rządu. Zawołajcie czarownicy...

Szatan daje rozkazy, diabli pracują.

Żywioły ziemi i lądu, W atmosferowéj szklennicy Zamknięte i w jeden zlane, Przez chemików połamane; Kwasorody, gaz węglowy, Zlewam w kocioł platynowy; Dmijcie, duchy!...

Gromy biją w kocioł.

W żywioł ziemi, Dorzucić szpilek kaprala Z główkami laku, któremi Kreśli plany, królów zwala, Szpilek czterdzieście tysięcy Rzućcie w kocioł...

DIABLI

I nic więcej?

SZATAN

Nic...

DIABLI

Coś z rozumu Kaprala?...

SZATAN

Nic.

DIABLI

Skończony.

SZATAN

Niechaj leci! gromy biją, duch ulatuje. Stary - jakby ojciec dzieci, Nie do boju, nie do trudu; Dajmy mu na pośmiewisko, Sprzeczne z naturą nazwisko, Nazwijmy od słowa ludu, Kmieciów, czyli nędznych chłopów. Teraz, jak z niebieskich stropów, Rzućcie wodza ludziom biednym.

DIABLI

Panie! czy skończysz na jednym?

SZATAN

Wrzucić do kotła dyjament, Dyjament w ogniu topnieje; Wylać sekretny atrament, Z Talleyranda kałamarza, Co w niewidzialność blednieje, Od okularów rozsądku... I dąć w kocioł... w kotła wrzątku Obaczemy, co się stwarza.

DIABLI

Już gotowy! mimo czary Wyszedł jakiś człowiek godny, Złe w tym kotle były wary, Płyn za rzadki lub za chłodny.

SZATAN

To nic - to nic! takich trzeba, Biednym ludziom rzucać z nieba; Będą przed nim giąć kolana, Jest to stara twarz Rzymiana, Na pieniądzu wpół zatarta. Dajmy mu na pośmiewisko, Sprzeczne z naturą nazwisko; Ochrzcijmy imieniem Czarta. Teraz puśćcie! niechaj leci!

DIABLI

Lepszy będzie człowiek trzeci.

SZATAN

Teraz z konstellacji raka Odłamać oczy i nogi, Dodać kogucie ostrogi, I z trwożliwego ślimaka Oderwane przednie rogi... Cóż tam w kotle?

DIABLI

Ktoś z rycerzy.

SZATAN

Wódz! chodem raka przewini, Jak ślimak rogiem uderzy, Sprobuje - i do skorupy Schowa rogi, i do skrzyni Miejskiéj zniesie planów trupy, Czekając, aż kur zapieje. Rzucić w kocioł Lachów dzieje, Słownik rymowych końcówek; Milijon drukarskich czcionek, Sennego maku trzy główek, Cóż tam?

DIABLI

Starzec, jak skowronek, Zastygły pod wspomnień bryłą, Napół zastygłą, przegniłą. Poeta - rycerz - starzec - nic, Dziewięciu Feba sułtanic Eunuch...

SZATAN

Przyśpieszajmy dzieła, Bo z tamtéj krakowskiéj wieży Słyszę dzwon rannych pacierzy; W powietrzu się rozpłynęła Woń kadzideł katedralnych.

CZAROWNICA

Przeklęte wasze dzieło, wicher diabléj mowy , Rozczesał z mojéj chaty włos słomianéj głowy; Czy mi na nią dachówek dacie z hostii mszalnych? Zawierucha wierzbowe gałązki obrywa, Ludzie nie znajdą rószczek na kwietną niedzielę.

SZATAN

Milcz, padalcze! - Czas upływa, Twórzmy razem wielkich wiele. Co nakażę, rzucić w tygle. Rdzę pozostałą Na Omfalii igle, Od krwią wilgotnych Herkulesa palców; Z rdzy się narodzi niemało, Wymuskanych rycerzy - ospalców -

DIABLI

Tłum, tłum, tłum poleciał na ziemię Jak chmura...

SZATAN

Spieszmy nowe tworzyć brzemię, Nim jutrznia błyśnie ponura; Nim się żywioły ochłodzą, Rzucić język Balaama oślicy; A ci, co się z niego wyrodzą, Narodowéj się chwycą mownicy. Mowców plemię...

DIABLI

Tłum, tłum, tłum poleciał na ziemię, Jak zwichrzone szpaków stado.

SZATAN

Widzicie tę postać bladą, Z mętów kotła już na pół urodną; Twarz uwiędła i wzrok w czarném kole; Paszczę myśli otwiera wciąż głodną, Wiecznie dławi księgarnie i mole; I na krzywych dwóch nogach się chwieje, Jak niepewne rządowe systema. Chce mówić; posłuchajmy, co na świat posieje?...

TWÓR

pokazując z kotła głowę. Czy lepiéj, kiedy jest król? czy kiedy go nie ma?...

SZATAN

Precz z tym sfinksem, co prawi zagadki! Sam jéj diabeł rozwiązać nie umie; Niech w szkolarzów zasiewa ją tłumie, Oplątaną w dziejowe wypadki; Niech z ministerialnéj ławy, Nad rozlewem żyźniącym krwi Nilu, Ze złamanych kolumien podstawy Gada hieroglifem stylu.

ASTAROTH

Panie! Patrz, tam z kotła pary, Znów się jakiś twór wylęga. Twarz ma okropnéj poczwary, Przez pierś jeneralska wstęga.

SZATAN

Witajcie go! oto twór Niszczyciel, jakby horda Nogajca. On w stolicy owłada dział mur, On z krwi na wierszch wypłynie - to zdrajca! A gdy zabrzmi nad miastem dział huk, On rycerzy ginących porzuci; Z arki kraju wyleci jak kruk, Strząśnie skrzydła, do arki nie wróci... Kraj przedany on wyda pod miecz.

GŁOS W POWIETRZU

W imię Boga! precz stąd! precz!... wszystko znika.

CHÓR ANIOŁÓW

Ziemia - to plama Na nieskończoności błękicie; Ciemna gwiazda, w słonecznych gwiazd świcie, Grób odwieczny potomków Adama.

ARCHANIOŁ

Onego czasu, jedna z gwiazd wiecznego gmachu Obłąkała się w drodze, jam ją zgonił lotem, Czułem w dłoni jéj serce bijące z przestrachu, Jak serce ptaka ludzkim dotkniętego grotem; I drzącą położyłem przed tronem Jehowy. A Bóg rzekł do mnie świato-tworzącemi słowy: Krew ludzka skrzydła twoje rumieni. Padłem twarzą na boskie podnoże, Na proch gwiazd, na kobierce z promieni... Boże! Boże! Boże! Skrzydeł pióry otarłem o ziemię, Krwawa była - widziałem! widziałem! Za grzechy ojców w groby kładące się plemię, Lud konał... gwiazda gasła... za gwiazdą leciałem - Lud skonał... Czas, byś go podniósł, Boże, lub gromem dokonał. A jeśli twoja dłoń ich nie ocali, Spraw, by krwi więcej niźli łez wylali... Zmiłuj się nad niemi, Panie! A Bóg rzekł: Wola moja się stanie...

CHÓR ANIOŁÓW

Ziemia - to plama Na nieskończoności błękicie, A Bóg ją zetrze palcem, lub wleje w nią życie Jak w posąg gliniany Adama.

Prolog

Pierwsza osoba prologu

Boże! zeszlij na lud twój wyniszczony bojem, Sen cichy, sen przespany, z pociech jasnym zdrojem; Niechaj widmo rozpaczy we śnie go nie dręczy. Rozwieś nad nim kotarę z rąbka niebios tęczy, Niech się we łzach nie budzi, przed dniem zmartwychwstania: A mnie daj łzy ogromne i męki niespania, Po mękach wręcz mi trąbę sądnego Anioła; A kogo przed tron Boga ta trąba zawoła, Niechaj stanie przed tobą. Daj mi siłę, Boże, A komu palec przekleństw na czoło położę, Niech nosi znak na czole... Pozwól, Panie, tuszyć, Że słowem zdołam cielce złote giąć i kruszyć... Z brązu wzniosę posągi, gdzie pokruszę gipsy. A kto ja jestem? - Jestem duch Apokalipsy- Obróćcie ku mnie oczu zamglonych i twarzy... Oto stoję wśród siedmiu złocistych lichtarzy Podobny do człowieka... szata w długość szczodra Spływa do stóp; pas złoty przewiązał mi biodra, Głowa kryje włos biały, jak śniegi, jak wełna; Z oczu skra leci ogniów dyjamentu pełna, Nogi mam jak miedź świeżém ogniskiem czerwona, Głos huczy jako woda wezbraniem szalona, W ręku siedem gwiazd niosę, a z ust mi wytryska Miecz ostry obosieczny, a twarz moja błyska Jak słońce w całéj mocy wyświecone kołem. A gdy przede mną na twarz upadniecie czołem, Powiem wam... Jestem pierwszy... i ostatnim będę...

Druga osoba prologu

Ja wam zapał poety na nici rozprzędę, Wy śmiéjcie się z zapału mego towarzysza... Kto on? - Do tureckiego podobny derwisza; Owe siedem lichtarzy, jest to siedem grodów, Stoi wśród siedmiu złotem nalanych narodów, Wygnaniec. - A włos czarny w siwość mu zamienia Nie wiek, ale zgryzota... W oczach blask natchnienia, W ręku gwiazdy... to myśli, z których jasność dniowa; Miecz w ustach obosieczny, jest to sztylet słowa, Którym zabija ludzi głupich... albo wrogów.

Trzecia osoba prologu

Zwaśnionych obu spędzam ze scenicznych progów. Dajcie mi proch zamknięty w narodowéj urnie, Z prochu lud wskrzeszę, stawiam na mogił koturnie, I mam aktorów wyższych o całe mogiły. Z przebudzonych rycerzy zerwę całun zgniły, Wszystkich obwieję nieba polskiego błękitem, Wszystkich oświecę duszy promieniem, i świtem Urodzonych nadziei - aż przejdą przed wami, Pozdrowieni uśmiechem, pożegnani łzami.