Ateny
Im bliżej kuchni, tym bardziej czuć gorąco - bije od pieca, od wrzących garnków i rozgrzanych patelni. Wiatraki pod sufitem pracują na pełnych obrotach, trzepoczą jak skrzydła ptaków, ale i tak ledwo udaje im się złagodzić upał. Przy okienku wydawki stoi duży wentylator, niesie aromaty - oliwy, świeżych ziół, smażonego sera - po całym lokalu, wypełniając nimi każdy zakamarek.
Ludzie przy stołach jedzą i rozmawiają, co tworzy przyjemny, leniwy gwar. Dzieci śmieją się i pobrzękują sztućcami o zastawę, starsi wymieniają historie z wakacji, a turyści próbują rozszyfrować menu, zerkając na talerze sąsiadów, zanim sami zdecydują, co zamówić. Czasem ktoś podnosi kieliszek, ktoś inny opowiada anegdotę, a śmiech odbija się od ścian.
- Dwie horiatiki, owoce morza z makaronem i musaka! - krzyczę przez wydawkę i zawieszam na haczyku kartkę z zamówieniem.
- Dla ciebie wszystko. - Starszy mężczyzna, który podrzuca mięso na patelni, uśmiecha się do mnie. Przyprószone siwizną włosy dodają mu uroku, niebieskie oczy mimo wieku błyszczą młodością. Nikos jest szefem kuchni w restauracji, w której pracuję od ponad dwóch miesięcy. Tyle samo mieszkam w Atenach. - Teraz mi się przypomniało... Czy ty nie miałaś mieć dzisiaj wolnego, dziecko?
- Coś ci się pomyliło. - Puszczam mu oczko i zabieram się za przygotowanie napojów.
Rzeczywiście miałam mieć wolne, ale wiem, że trwa sezon letni, a to oznacza spory ruch. Poza tym, w domu będę myśleć, a to ostatnie, czego pragnę. Zajmując się czymś, nie pozwalam wspomnieniom wracać.
- Wiesz, że Leo będzie zły, jak cię tu spotka? - Emma, druga kelnerka, kładzie mi brodę na ramieniu. Może to zrobić swobodnie, bo jesteśmy tego samego wzrostu.
- Chciałam tu być, a z tego, co wiem, wyjechał dzisiaj w sprawach służbowych i wróci dopiero późnym wieczorem. Sam nam o tym mówił - odpowiadam spokojnie i szturcham ją lekko głową, zanim na nią zerkam. Twarz o delikatnym, sercowatym kształcie i oczy w kolorze letniego nieba sprawiają, że trudno oderwać od niej wzrok. Ja również często mam z tym problem.
- No, niby masz rację.
Na pewno mam, bo Leo proponował, abym jechała z nim. Ma umówione spotkania w winnicach za miastem. Szuka nowych dostawców do swojej restauracji.
- Dobra, idę do pracy, bo już mnie wołają. - Kobieta całuje mnie w policzek i wraca za bar.
Gdy tylko staje za ladą, dwóch mężczyzn podchodzi do niej i składa zamówienie. Emma bez większych oporów zaczyna z nimi flirtować. Bawi się kosmykiem włosów, dzisiaj krwistoczerwonych, i trzepocze rzęsami.
Przewracam oczami i idę do gości. Mimo że mamy środek tygodnia, restauracja pęka w szwach.
- Nina, zamówienie na siódemkę! - Głos Nikosa brzmi donośnie. Podchodzę do okienka i zabieram talerze. - To tamten stolik? - Kiwa głową w kierunku kącika, w którym siedzi dwóch ładnie podpitych facetów.
- Tak, wlali w siebie już tyle, że nie wiem, gdzie oni to mieszczą.
- Gdyby robili problemy...
- Wiem, wiem. Dam sobie z nimi radę. - Uśmiecham się tylko i kieruję się w ich stronę. - Proszę bardzo. - Stawiam przed każdym talerz i pytam: - Będzie coś jeszcze?
- A co nam proponujesz? - pyta ten wyższy i oblizuje usta. Ponownie przewracam oczami i zmuszam się do uśmiechu.
- Mocną kawę. - Odwracam się i idę posprzątać stoliki. Nie mam ochoty na takie gadki.
Nawet nie wiem, kiedy mija ósma wieczorem. W lokalu nadal siedzi pełno ludzi. Nogi powoli zaczynają mnie boleć, a do końca zmiany zostały jeszcze jakieś trzy godziny. Zabieram akurat brudne naczynia, kiedy do moich uszu dobiega dźwięk silnika, wybijający się na tle innych odgłosów. Spoglądam przez otwarte na całą szerokość drzwi. Z powodu tłumu klientów niewiele widzę, więc podchodzę bliżej wyjścia. Warkot nagle cichnie. Rozglądam się po ulicy i zauważam pojazd parkujący po drugiej stronie. Parę sekund później kierowca zsiada z czarnego motocykla i staje przy nim. Opiera się, a jego strój zlewa się kolorem z odcieniem pojazdu. Mężczyzna patrzy wprost na wejście do restauracji. Nie ściąga kasku, co mnie dziwi, bo na dworze jest ponad trzydzieści stopni. Przez ciemną szybę nie dostrzegam twarzy. Czuję jednak, że nie patrzy na mnie. Wpatruje się w głąb lokalu, szuka kogoś. Chcę już odejść, ale słyszę jeszcze jeden silnik. Podjeżdża drugi motocykl, cały czerwony. Kierowca ma na sobie taki sam strój jak pierwszy motocyklista. Kiwają sobie głowami. Czerwony pojazd odjeżdża, po kilku sekundach czarny rusza jego śladem.
- Chyba muszę być bardzo przemęczony, skoro widzę ciebie tutaj. - Męski głos za moimi plecami zwiastuje problemy. - Panemorfi1.
- Witaj, szefie. - Odwracam się i podchodzę do niego szybkim krokiem. - Chciałam tylko pomóc. Wiesz, jest szczyt sezonu, pełno turystów i...
- Nina, pracujesz tutaj od dwóch miesięcy. Miałaś łącznie może tydzień wolnego. Babcia mnie zabije. - Chwyta mnie za dłoń i składa na jej wierzchu szybkiego buziaka.
Wpatruje się we mnie niebieskimi oczami. Jasne włosy jak zawsze są w artystycznym nieładzie, biała koszulka polo opina klatkę piersiową. Tatuaże pokrywające ręce dodają pazura chłopięcemu wyglądowi.
- Babcia cię kocha i nigdy w życiu nie zrobiłaby ci krzywdy. - Zabieram dłoń z jego uścisku i chowam ją szybko za plecami.
- Niby tak, ale suszenie mi głowy to inny temat. Dzwoniła już do mnie i nie chcesz wiedzieć, czego musiałem się nasłuchać.
Zamierzam odpowiedzieć, ale widzę, jak klienci z obsługiwanego przeze mnie stolika kiwają, żebym podeszła.
- Muszę iść. Pogadamy po zamknięciu. I nie musisz mi płacić za dzisiaj.
- Panemorfi, skończ, dostaniesz pieniądze. To nie obóz pracy. - Puszcza mi oczko.
***
- Koniec na dzisiaj. - Leo zamyka drzwi i podchodzi do baru. - Emma, polejesz?
- Jasne, szefie. - Kobieta wyciąga z lodówki butelkę białego wina i dwa kieliszki. Później stawia na stole burbon i szklanki. - Chłopaki, polewam!
Z kuchni wychodzą Nikos i Maks, jego pomocnik. We trójkę patrzymy po sobie i czekamy na standardowy tekst szefa kuchni.
- Robię się na to za stary! - Mężczyzna siada obok Leo i wychyla szklankę na raz. Wybuchamy śmiechem, bo dobrze wiemy, że Nikos kocha tę robotę, tak samo jak kocha ją każde z nas.
- Za dzisiaj! - Leo unosi szkło.
Lubię tę pracę, jest zupełnie inna niż to, co robiłam wcześniej. Kiedy wracam myślami do czasów sprzed dwóch miesięcy, mój puls przyspiesza. Pracuję dużo, żeby tego nie roztrząsać. Kiedy nie jestem w restauracji, pomagam starszemu małżeństwu, u którego wynajmuję pokój. To dziadkowie Leo, są cudowni i naprawdę się cieszę, że do nich trafiłam. Nie chcę rozpamiętywać przeszłości. Oddzieliłam tamto życie grubą kreską i nie odpowiada mi wracanie do niego. Przymykam na chwilę oczy, a pod powiekami widzę jego... Zielone oczy, miękkie włosy i...
- Nina, jesteś z nami?
Gwałtownie unoszę powieki i widzę, że wszyscy się we mnie wpatrują.
- Zamyśliłam się. - Chwytam kieliszek i upijam łyk alkoholu.
To taka nasza tradycja, po ciężkim dniu siadamy razem i pijemy po drinku, a później wspólnie sprzątamy.
- A jak wycieczka po winnicach? - dopytuję.
- Dobrze, pod koniec przyszłego tygodnia powinny być nowe wina. Mam nadzieję, że je przetestujecie?
- Takich pytań, szefie, się nie zadaje. - Emma stuka w mój kieliszek. - Przetestujemy każde i zdamy szczegółowy raport.
Leo uśmiecha się i zabiera się za sprzątanie. Po godzinie wszyscy wychodzimy przed restaurację. Zaciągam się ciepłym powietrzem, pozwalam, aby wypełniło mi płuca. Tu klimat jest zupełnie inny niż na Gibraltarze.
- Chodź, odwiozę cię do domu. - Leo pochyla się do mojego ucha i wskazuje dłonią samochód.
- Dziękuję, ale noc jest tak ciepła, że się przejdę. - Już mam zrobić krok, kiedy mężczyzna podaje mi ramię.
- Jak babcia zobaczy, że chodzisz sama po nocy, znowu będzie mi prawić kazania.
- Ty naprawdę się jej boisz. - Kładę rękę w zgięciu jego łokcia i razem kierujemy się do domu.
- Znasz ją, wiesz, jaka jest. I to nie jest strach, a respekt i szacunek. - Posyła mi łobuzerski uśmiech.
- Jest kochana i niezastąpiona. To cudowna kobieta.
- Zgadzam się, ale to mi się obrywa. I to z twojej winy. Ciągle słyszę: Nina to, Nina tamto...
- No co mam ci powiedzieć? - Parskam śmiechem. - Lubi mnie.
- Ja też cię lubię, panemorfi.
Wchodzimy w wąską uliczkę, tutaj jest ciemniej niż na głównej ulicy.
Po tym, co stało się na Gibraltarze, moje zdolności odczytywania ludzi mocno się zmieniły. Jakby to, co się wydarzyło, mnie odblokowało. Wiem, co robi Leo, ale specjalnie to ignoruję. Nie szukam relacji, chcę być sama. Nikogo już do siebie nie dopuszczę. Nie umiem kochać. A może inaczej: nie umiem pokochać nikogo innego. Kosma mnie skrzywdził, ale mimo tego nadal go kocham. I Bóg mi świadkiem, starałam się odkochać, próbowałam go znienawidzić, ale nie umiem tego zrobić. Jakby wsiąkł w każdą moją komórkę, zainfekował mnie. I nie mogę się go pozbyć.
- Znowu odpływasz myślami, Nino. O czym tak myślisz?
- O niczym szczególnym - odpowiadam zdecydowanie za szybko.
- Okej, nie będę naciskać. Śpij dobrze i do jutra. Przyjechać po ciebie?
Dopiero teraz dociera do mnie, że stoimy przed domem jego babci.
- Bez przesady, to kawałek, przejdę się. Ale dziękuję. - Ściskam jego dłoń i całuję w policzek. - Śpij dobrze, Leo, do jutra.