Wstęp. Epoka i źródła
W sierpniu 378 roku cesarstwo rzymskie poniosło straszliwą klęskę z rąk
Gotów pod Adrianopolem. Zginęło bardzo wielu legionistów, a wraz z nimi
cesarz Wschodu, Walens. Dwa lata wcześniej Walens musiał stawić czoło
innemu trudnemu przeciwnikowi -?Arabom pod wodzą królowej
Tanuchidów1, Mawii. Mawia zaatakowała: rzymską Syrię,
Palestynę i Egipt, gdzie pobiła cesarskie armie, i zawarła rozejm na
korzystnych dla siebie warunkach. W jego wyniku przystała na pojednanie
i przymierze z Rzymem. Kiedy resztki rzymskiej armii uciekały przed
Gotami spod Adrianopola, Mawia przysłała do zagrożonego Konstantynopola
kontyngent arabskich wojowników. Ci zrobić mieli wielkie wrażenie tak na
sojusznikach, jak i wrogu. Nie tylko dzielnie walczyli pod
konstantynopolitańskimi murami przeciwko Germanom, ale dali też spektakl
zwierzęcego wręcz barbarzyństwa, gdy demonstracyjnie jeden z Arabów jął
wysysać krew z szyi zabitego przez siebie Gota2.
Arabski oddział, wspólnie z pospolitym ruszeniem mieszkańców, skutecznie
zniechęcił wroga do dalszych prób zawładnięcia miastem. Miną jeszcze
trzy wieki i arabscy wojownicy wrócą w to samo miejsce, ale z innymi już
intencjami.
Cesarstwo wschodniorzymskie, określane w późniejszej tradycji jako
Bizancjum, istniało przez przeszło tysiąc lat. Nie jest to osiągnięcie
unikatowe w historii państw świata, niezwykły jest jednak fakt, iż
cesarstwo zmuszone było przez swoich zmieniających się sąsiadów do
tkwienia w stanie nieustannego zagrożenia i permanentnej wojny. Przez
więcej niż połowę okresu swego istnienia cesarstwo stanowiło jedną z czołowych potęg militarnych świata, a niekiedy było potęgą największą.
Nie było jednak dane jego mieszkańcom zaznać takiego spokoju i dostatku,
jakiego w starym cesarstwie doświadczyli obywatele w czasach Pax
Romana, kiedy granice imperium z rzadka tylko ważyli się naruszać jacyś
barbarzyńcy. Wojowniczy Goci, dzicy Słowianie, wiarołomni Awarowie,
zawzięci Persowie, chytrzy Pieczyngowie, niepokorni Bułgarzy, podstępni
Normanowie, zachłanni krzyżowcy, zawistne włoskie republiki, a do tego
najemne bandy i zmilitaryzowane sekty -?to tylko niektórzy z długiej
listy wrogów mających apetyt na bogactwa Konstantynopola. Bizantyńscy
cesarze walczyli na przemian i jednocześnie na wschodzie i na zachodzie
-?wysyłając, kiedy to możliwe, emisariuszy z darami, a kiedy to
konieczne -?armie. Przeszło 800-letni wycinek tych zmagań to boje z napierającym na cesarstwo islamem -?wpierw Arabami (od 634 roku do ok.
1055 roku), a później Turkami.
Choć nieprawdopodobnie długi okres tych zmagań sugeruje głęboką
nienawiść między cywilizacją bizantyńską a muzułmańską, to nie
odzwierciedlają tego relacje z epoki. Gdy przyjrzymy się bliżej śladom
obu kultur, to dostrzeżemy, że konflikt miewał cechy rycerskiej
rywalizacji, a obyczaje się silnie przenikały. Jeńcy pochodzący z wyższych sfer traktowani byli z szacunkiem, często mieli też wpływ
kulturowy na dwór, który ich więził. Cesarze otaczali się muzułmańskimi
doradcami, a kalifowie doradcami wyznającymi otwarcie
chrześcijaństwo3.
Rzemieślnicy, handlarze, uczeni i artyści krzewili nowe atrakcyjne
wzorce w ośrodkach rywala. Kalif kordobańskich Umajjadów Al-Hakam II w X
wieku znany był z obsesyjnego niemal uwielbienia, jakie okazywał wobec
twórczości filozofów antycznych. Al-Mamun, kalif Abbasydów (813-833),
choć nieprzejednany wróg cesarstwa, wysyłał posłów do Konstantynopola,
aby sprowadzali mu kopie dzieł: Platona, Arystotelesa, Hipokratesa,
Galena, Klaudiusza Ptolemeusza i innych klasyków. Prześladowania
religijne -?nie licząc walk z herezjami -?były w tamtych wiekach
nieczęste, a rasizm niezrozumiały. Konstantynopol i Damaszek (a później
Bagdad) prześcigały się w tworzeniu dzieł sztuki, architektury i nauki.
Z drugiej strony, niekończące się arabskie najazdy na Anatolię przybrały
wręcz rytualny charakter i religijnej powinności. Zanim w końcu zostały
powstrzymane, przyczyniły się do wielu ludzkich tragedii i głębokiego
wyniszczenia krainy będącej głównym zapleczem Cesarstwa
Wschodniorzymskiego.
Cesarstwo po wielkich arabskich podbojach przestało być absolutnym
hegemonem wschodniego Morza Śródziemnego4, jak za czasów
Justyniana I Wielkiego (cesarz w latach 527-565). Wciąż jednak
pozostawało krajem w porównaniu z resztą Europy bogatym, ludnym, spójnym
oraz odpornym militarnie i politycznie. Wielki kalifat arabski rozpadł
się z czasem na trzy osobne kalifaty -?skonfliktowane ze sobą i coraz
słabsze. Zarówno Arabowie, jak i Rzymianie zaczęli ustępować na scenie
innym, bardziej energicznym kulturom. Obie cywilizacje zaczęły też
zmagać się z innymi problemami -?wewnętrznymi i zewnętrznymi. Rzymskie
elity nie uważały wyzwolenia Ziemi Świętej, za największy cel, choć
przecież było to w pewnym momencie w zasięgu Nikefora Fokasa -
ważniejszy był odpór dany kłopotliwym bułgarskim sąsiadom. Arabowie zaś,
osłabieni i zniechęceni niepowodzeniami, porzucili ekspansję w kierunku
Anatolii, nie mówiąc już o podboju całego chrześcijańskiego świata,
który zdążył okrzepnąć.
Okolice VIII wieku to okres w średniowieczu mało poznany w porównaniu z późniejszymi stuleciami. Poza kilkoma wyjątkami powstałymi na fali
euforii z powodu triumfów Herakliusza nad Persami, wydarzenia z VII oraz
VIII wieku znane są nam głównie z dzieł późniejszych -?z przełomu VIII i IX wieku. Zresztą rzymscy kronikarze bardzo niechętnie pisali na temat
klęsk i utraty kolejnych krain przez cesarstwo. Przyjęło się ten okres
nazywać bizantyńskimi "ciemnymi wiekami", choć upadek tradycyjnego
kronikarstwa miał złożone podłoże. W dobie kryzysu politycznego i kulturowego Rzymianie zwrócili się raczej w stronę teologii, mistycyzmu
i duchowej strony życia, a inne sprawy zeszły prawdopodobnie nieco w cień. W trudnych czasach obywatele bardziej interesowali się meandrami
wiary niż sztuką świecką czy edukacją pozateologiczną.
Zachodnia i północna Europa dopiero szukała swojej tożsamości, a narody
powoli się kształtowały. Była to Europa jeszcze przed epoką najazdów
Normanów i Madziarów. Na kontynencie i w jego okolicach dopiero
zaczynały krzepnąć żywioły postbarbarzyńskie, mniej lub bardziej
odwołujące się do dziedzictwa dawnego Rzymu. Najsilniejszym z barbarzyńskich ludów okazali się Frankowie. Szybko zdominowali oni dużą
część zachodniej Europy, przeciągnęli pod swoje wpływy papieża5
i przejęli rolę głównego misjonarza Europy. Na Półwysep Iberyjski i dalej w głąb dzisiejszej Francji wdarli się Arabowie i Berberowie,
których wyparcie za Pireneje zajęło Frankom dziesięciolecia.
Największym zagrożeniem dla istnienia tych niedojrzałych tworów
protonarodowych był wtedy pochód islamu, który napierał zarówno z południowego zachodu, jak i południowego wschodu. Na obu kierunkach
ekspansja ta została niemal jednocześnie, bo na przestrzeni kilkunastu
lat, zatrzymana. Zapewniło to względną równowagę sił aż do czasów
groźnego i agresywnego imperium osmańskiego wiele wieków później.
Kulminacyjny moment wojny między chrześcijaństwem a islamem przypadł na
lata 717-718 -?czas oblężenia Konstantynopola przez Kalifat Umajjadzki.
Konfrontacja między cesarstwem a kalifatem, trwająca dziesięciolecia,
nie przyniosła jednej decydującej bitwy, ale była serią wojen i kampanii, na której wynik złożyło się wiele starć na lądzie i morzu,
mozolnych oblężeń, drugoplanowych teatrów wojennych, a wszystko to w cieniu zagmatwanej polityki i geopolityki; wszak były to wojny
rozległych terytorialnie państw. Arabowie atakowali Konstantynopol od
strony lądu i morza przez sześć i pół dekady, przeprowadzając przez ten
czas jedno, dwa, a może więcej jego oblężeń -?szczegóły, jakich byśmy
pożądali, rozmywają się gdzieś w mrokach ówczesnej epoki. Wiele jest w tej historii przypuszczeń, dedukcji i pytań, które już raczej nie
doczekają się odpowiedzi.
Nie jesteśmy, jak wspomniano, pewni wszystkich faktów i detali z dziejów
tych zmagań, gdyż rozgrywały się one w najmroczniejszych czasach całej
epoki średniowiecza. Przez to określenie nie rozumiemy jakiegoś
szczególnego upadku cywilizacji i jej zanurzenia się w niewiedzy i obskurantyzmie, ale raczej nadzwyczajnie ubogi dostęp do źródeł pisanych
z tego okresu. Sztuka dziejopisarstwa przechodziła wówczas kryzys, a nastroje mieszkańców Starego Świata były minorowe -?wypatrywano końca
czasów, a więc życie ziemskie zdawało się w takich okolicznościach coraz
mniej istotne. Wielu wolało zamknąć się w klasztorach czy pustelniach i kontemplować nad marnością świata materialnego aniżeli szukać szczęścia
w doczesnym życiu, i tak narażonym na jego nagłe skrócenie. Mieszkańcy
terenów dawnego imperium rzymskiego widzieli stare antyczne monumenty
popadające w ruinę, zawalone akwedukty i mosty, zarośnięte drogi.
Wiedzieli, że lata chwały i splendoru to czas miniony -?nawet jeśli
takie myślenie było przesadą. Również muzułmanie zaprzątali sobie
wówczas głowy apokaliptycznymi wizjami. Umajjadzi (dynastia rządząca
kalifatem muzułmańskim w latach 661-750) ozdobili Damaszek (swoją
stolicę), Jerozolimę i Palestynę przepięknymi świątyniami, jakich Lewant
nigdy nie widział. A Rzymianie wschodni choć w wieloaspektowym kryzysie,
wciąż olśniewali splendorem państwa ościenne, będąc dla nich wzorem
najwyższego poziomu administracji państwowej, organizacji wojskowej,
polityki monetarnej, architektury itd.
Nieliczni kronikarze, tacy jak przywoływany w tej pracy często Teofanes
Wyznawca, wzmiankują co rusz o strasznych zarazach, niekończących się
najazdach wroga, upadkach miast czy wreszcie ludzkiej zawiści,
niegodziwości i pazerności. Teofanes nie był naocznym świadkiem
opisywanych zmagań o Konstantynopol, spisał tę historię niemal sto lat
później. Kronikarz konsekwentnie rozczarowuje nas lakonicznymi opisami
bitew mających fundamentalne znaczenie dla losów świata, ale musimy się
na nim opierać jako na najlepszym dla tych zdarzeń dostępnym źródle. Co
zaś do kronikarstwa arabskiego6, to w omawianym okresie
jeszcze ono jako takie nie istniało. Poezja arabska, starsza niż islam,
była przez długi czas jedyną formą tamtejszej literatury, i to w niej
próbujemy dziś szukać wzmianek historycznych. Ponadto płynna jest
granica między arabską literaturą świecką a religijną. Pierwsze
wartościowe dla tej historii, zachowane do dziś7 pozycje
literatury historycznej Arabów, pojawiają się przede wszystkim wraz z al-Tabarim, kolejny wiek po tym, kiedy tworzył Teofanes. Warto w tym
miejscu wspomnieć jeszcze o Persie Ahmadzie al-Baladurim8,
tworzącym w IX wieku w gatunku zwanym futuh -?opowieściach o muzułmańskich podbojach. Obaj -?al-Baladuri i al-Tabari, byli
kompilatorami, którzy zbierali i starali się porządkować rozproszone
opisy i relacje. Mimo historiograficznej wadliwości ich dzieł widać w nich próby krytyki własnych źródeł. Ważnym źródłem arabskim pozostaje
też nie w pełni zachowana anonimowa kronika Kitab al-uyun z XI wieku.
Byli i inni kronikarze -?również oni przywoływani zostaną tu do głosu.
Ich zapiski były jednak jeszcze bardziej chaotyczne, mniej wiarygodne
albo zwyczajnie wtórne. Im później spisywano dzieje VIII wieku, tym
bardziej przypominały one legendy, a nie faktografię. Znając szeroki
kontekst wydarzeń i porównując różne źródła, jesteśmy jednak w stanie
naszkicować wiarygodny i dość spójny przebieg wydarzeń. Autor pozwolił
też sobie na szerokie korzystanie z gotowych już interpretacji w wielu
opracowaniach historyków, jakie do tej pory powstały.
Źródła obu stron konfliktu nie pozostawiają złudzeń, iż skala omawianej
kampanii w latach 715-718 była ogromna, a oponenci zgromadzili do walki
środki ludzkie i materiałowe godne prawdziwych imperiów, niewyobrażalne
na przykład w ówczesnej północnej Europie. Nie było to pierwsze wielkie
oblężenie Konstantynopola. Dziewięćdziesiąt lat wcześniej o fortyfikacje
miasta rozbiła się potężna koalicja persko-awarsko-słowiańska. Perska
flota nie była wówczas w stanie osiągnąć przewagi na morzu, a hordy
Awarów i Słowian okazały się siłą niewystarczającą do sforsowania
potężnych murów lądowych miasta. Wskutek tamtych wydarzeń zachwiały się
potęgi Awarów i Persów -?głównych wówczas przeciwników Bizancjum. W 717
roku państwo Awarów było już zaledwie cieniem swojej dawnej potęgi, a stare imperium Persów zostało całkowicie wchłonięte przez najeźdźców z Arabii.
Nie jesteśmy pewni co do skali ani nawet liczby realnych oblężeń
arabskich przed 717 rokiem. Wiemy, że przez kilka dekad na przełomie VII
i VIII wieku Konstantynopol był ważnym celem strategicznym dla Arabów i bardzo atrakcyjną potencjalną zdobyczą dla każdego ambitnego wodza
dysponującego dużymi siłami. Arabowie byli zdeterminowani go zdobyć w tym okresie, wykorzystując słabość cesarstwa. Słynny badacz dziejów
Bizancjum, Georg (Gieorgij, Georgije) Ostrogorski, za najbardziej
doniosłe w skutkach uważa oblężenie z lat 674-678 (jest to jedno z kilku
proponowanych przez historyków datowań), najczęściej określane pierwszym
arabskim oblężeniem Konstantynopola. W rzeczywistości był to raczej
ostatni etap długiej wojny bizantyńsko-arabskiej, podczas której
dochodziło do wielu muzułmańskich wypraw na stolicę cesarstwa. Batalia
ta utrwaliła się na stałe w tradycji islamu. Polec pod murami miał
wówczas przesławny Abu Ajjub al-Ansari, bliski kompan Mahometa i jego
chorąży9.
W końcu w okolicach 715 roku Arabowie poczuli się wystarczająco mocni,
aby uderzyć ponownie w samo serce cesarstwa. Cesarz Leon III, który
zasiadł na tronie nieomal w przeddzień oblężenia, stanął przed wielkim
zadaniem przygotowania obrony stolicy.
Niefortunnie dla zainteresowanych szczegółami tych wydarzeń, działy się
one w czasach kronikarzy, których dzieła pozostawiają niedosyt opisu
tego, co dziś uważamy za ważne. Jesteśmy zmuszeni często do poruszania
się w sferze hipotez i obserwowania biegu historii w szerokiej
perspektywie. To czas ludzi odważnych i tych, którzy stracili ducha.
Genialnych dowódców i głupich władców. Choć wczesne średniowiecze nie
kojarzy się zwykle z walkami okrętów, to w bizantyńsko-arabskim zmaganiu
właśnie na morzu rozstrzygano o powodzeniu takiej czy innej kampanii.
Ten teatr wojenny należy postrzegać jako szczególnie wówczas ważny.
Zacięta rywalizacja o dominację nad Bosforem i Morzem Marmara nie
przyniosła zmiany w kontroli nad miastem, ale pogrążyła oba imperia w licznych kryzysach na ich peryferiach. Cesarze bez ustanku musieli
stawiać czoło niezliczonym buntom, rebeliom i uzurpacjom. Kiedy zajęci
byli walką z wrogiem zewnętrznym lub tłumieniem buntu w jakieś
prowincji, inna porywała się na własną rebelię. Konflikt zachwiał też
Kalifatem Umajjadów. Kiedy miecz islamu skierował się ku Bosforowi, ku
północnym granicom państwa udała się wielka wyprawa tureckich Chazarów,
tradycyjnego wroga kalifatu, a sprzymierzeńca Bizancjum. W 717 roku
zaszedł istotny epizod na wschodnich granicach islamu. Oto konflikt o wpływy i kontrolę nad konglomeratem bogatych lokalnych klienckich
państewek poskutkował zdecydowaną interwencją militarną cesarza Chin,
Huan Zonga z dynastii Tang. Chińczycy wyszli z tej próby pokonani.
W 732 roku pod Poitiers doszło do bardziej obecnej w pamięci dzisiejszej
Europy, lecz przez historyków raczej zgodnie ocenianej jako mniej
istotna, bitwy na zachodnich rubieżach islamu. Karol Młot w serii kilku
batalii i jednej walnej bitwie rozgromił armie arabsko-berberyjskie.
Pierwsze, czysto niemal arabskie (w sensie politycznym) imperium
muzułmańskie z centrum w Syrii zaczęło się zapadać pod własnym ciężarem.
Uznania zaczął domagać się żywioł niearabski, mieszkańcami imperium
wszak było wiele starożytnych i silnych kulturowo ludów, takich jak
czujący się dyskryminowanymi Persowie. Centrum polityczne islamu
przeniosło się z Damaszku na wschód, ku Kufie, Irakowi i nowemu miastu -
Bagdadowi. Chorasańczycy przejęli rolę gwardii przybocznej kalifa,
Persowie posiedli cały niemal korpus urzędniczy, a stara arabska
arystokracja zeszła w cień nowej, wielonarodowej i wywodzącej się z warstwy oficerskiej. Kalifat stał się bardziej irański, mniej arabski.
Kalif pozostawał jeszcze Arabem, ale jego doradcy byli chrześcijanami
czy zaratustranami. Islam dojrzał do statusu prawdziwego imperium
uniwersalistycznego.
Kalifat przez drugą połowę VII wieku i większość wieku kolejnego zdawał
się dominować nad osaczonym Cesarstwem Wschodniorzymskim. W IX wieku
Rzymianie potrafili już na tyle skutecznie radzić sobie z najazdami, że
zapanowała względna równowaga sił. W X wieku Bizancjum przeszło do
rekonkwisty, a jego armie stanęły niemal pod Jerozolimą i Bagdadem.
Rozróżnić należy trzy okresy ekspansji Arabów przeciw Bizancjum, a każdy
z nich przedzielony był wojną domową wśród muzułmanów, a więc pierwszą i drugą fitną.
Pierwszy okres arabskiego podboju w latach trzydziestych, czterdziestych
i pięćdziesiątych VII wieku był dla cesarstwa szczególnie dotkliwy. Jego
siły lądowe zostały rozgromione nad rzeką Jarmuk, a flota w Bitwie
Masztów. Katastrofa roku 636 nad Jarmukiem w Syrii zmusiła cesarza do
rezygnacji z ogromnych, ludnych i bogatych terenów Egiptu, Syrii i Mezopotamii. Linia obrony została ustanowiona na górach Taurus i Antytaurus oraz twierdzach w głębi surowych anatolijskich wyżyn.
W latach 656-661 kalifat zachwiał się i pogrążył w wojnie domowej.
Trzech z czterech pierwszych kalifów znanych jako "Prawowierni" zostało
zamordowanych. W latach 683-?-692 na cesarstwo spadła jednak druga fala
najazdów muzułmańskich pod sztandarami sufjanidzkiego odłamu Umajjadów.
Kiedy Konstantynopol dał jej odpór, kalifat pogrążył się w drugiej, dwa
razy dłuższej wojnie domowej. Jako siła rządząca islamem wyłonili się z niej Marwanidzi10, ostatnia gałąź dynastii Umajjadów.
Marwanidom także nie udało się pokonać Rzymian, co, jako jeden z czynników, doprowadziło do kolejnego wewnętrznego kryzysu w kalifacie i ostatecznie upadku dynastii w połowie VIII wieku. Nowa dynastia
Abbasydów była dla Bizancjum mniejszym zagrożeniem i mimo że krwawe
wojny wciąż trwały między oboma państwami, to stolica cesarstwa ani jego
polityczna egzystencja nie stanęły już w obliczu śmiertelnego zagrożenia
ze strony Arabów.
W poniższym dziele pochylimy się nad zmaganiami
bizantyńsko-umajjadzkimi, których punktem kulminacyjnym było właśnie
oblężenie Konstantynopola w latach 717-718. Osobny rozdział autor
pozwala sobie także poświęcić późniejszym wojnom cesarstwa z kalifatem
Abbasydów. Syntetyczny skrót z tych zmagań pozwala uzupełnić obraz
stosunków politycznych między oboma mocarstwami, zauważyć, że mimo
zmiany w państwie muzułmanów (która była znacznie głębsza niż tylko
zmiana dynastii), toczy się właściwie wciąż ta sama, stara wojna.
Dopiero na przełomie IX i X wieku zachodzą na interesującym nas obszarze
istotne przeobrażenia geopolityczne, a konflikt albo traci na znaczeniu,
albo niknie gdzieś w spirali wydarzeń o charakterze już zgoła odmiennym.
Oblężenia lat 717-718 nie sposób traktować w oderwaniu od tych niezwykle
rozciągniętych w czasie wydarzeń. Wydarzeń, które de facto
ukształtowały dwie największe religie świata i społeczności za nimi
stojące.
Ciemne wieki to -?jak już wspomnieliśmy -?epoka mroczna na kilku
płaszczyznach. Przede wszystkim w sercach ówczesnych społeczeństw -
chrześcijańskich i muzułmańskich -?panowały nastroje eschatologiczne. W wielkim mieście nad Bosforem, w pustynnych obozowiskach, w górskich
klasztorach i w cieniu popadających w ruinę monumentów starożytności
wyczekiwano ostatnich dni, apokalipsy. Znany ludziom świat doczesny być
może upadał, a być może się tylko zmieniał, ale człowiek czuł się w tych
warunkach bezwładny i maluczki. Przyszłość była niepewna -?zarazy
częste, a różni najeźdźcy docierali niemal wszędzie. Na nieszczęście
czasów nam współczesnych zarzucono większość nieprzydatnej -?jak by się
w takich okolicznościach mogło wydawać -?żmudnej pracy dziejopisarskiej.
Władcy rządzili zresztą krótko, a na głowie mieli większe problemy niż
zlecanie kronikarskiej dokumentacji własnych rządów. Uwielbiający
debatować Grecy dali się pochłonąć sporom na tle dogmatyczno-religijnym.
Innych dróg do zbawienia szukali monofizyci, ormianie i ortodoksi, ale i świat islamu nie był nigdy jednogłośny. Religia zajęła centralne miejsce
w porządku Starego Świata widzianym przez ówczesnych. Była jednocześnie
zaledwie tłem dla omawianych wydarzeń, bo te dyktowała polityka.
Terminologia -?objaśnienia
Autor na wstępie winien jest Czytelnikowi wytłumaczenie się z niekonsekwencji stosowania pewnych pojęć.
????????? ????? (anerrifto kybos) -?powiedział Juliusz Cezar,
przekraczając Rubikon11. W istocie -?słowa te miały paść nie po
łacinie, ale właśnie po grecku. Najsławniejszy z Rzymian użył języka
Hellenów, gdyż był to cytat z ateńskiej komedii Arrephorus. Od
obywatela aspirującego do miana intelektualisty oczekiwano zręcznego
posługiwania się tekstami kultury greckiej. Greka była językiem nie
tylko kultury, ale i nauki. Za sprawą podbojów Aleksandra Wielkiego
język grecki rozprzestrzenił się daleko poza pierwotne siedziby Greków
nad Morzem Egejskim. Rzadko w tych dalekich krajach dominował, ale dało
się go słyszeć wśród kapłanów egipskich, mnichów buddyjskich, wśród elit
w Mezopotamii czy w Indiach. Kiedy Republika, a później Cesarstwo
Rzymskie musiało się z tym greckim żywiołem skonfrontować, ochoczo
włączyło go w swój krąg kulturowy -?choć można założyć, że Rzymianie
konfrontowali się z nim po części od początku istnienia miasta nad
Tybrem. W rezultacie tego spotkania cywilizacji Grecy zostali
Rzymianami12. Czuło się też nimi wiele innych ludów
zamieszkujących cesarstwo Wschodniorzymskie (a właściwie: ???????? ???
???????, Basileía t?n Rh?maí?n, Cesarstwo Rzymian), które nie miały z greckim etnosem wiele wspólnego. "Romania" -?to pojęcie, które
funkcjonowało wśród greckojęzycznych mieszkańców imperium jako
określenie ziem należących do cesarstwa. Pojawiło się prawdopodobnie
dopiero w końcu IV wieku, kiedy cesarstwo na zachodzie chyliło się ku
upadkowi. Po raz pierwszy spotykamy się z nim u Jordanesa w kontekście
państwa Justyniana Wielkiego. Romania była powszechną, żeby nie
powiedzieć, oficjalną nazwą państwa i oznaczała po prostu kraj Romejów,
Rzymian. Nie był to termin używany wyłącznie wewnętrznie. Kiedy
krzyżowcy zdobyli Konstantynopol w 1204 roku, nowy władca tzw. Cesarstwa
Łacińskiego mianował się cesarzem Romanii właśnie, kraju, który
opanowali jego ziomkowie. Kiedy na te ziemie przyszli Turcy, kwestia
nazewnictwa była dla nich równie jasna -?był to Rum, Rumelia. Dzisiejszy
region we Włoszech, Emilia-Romania, wziął się z tej odległej przeszłości
i gdy leżący tam bizantyński Egzarchat Rawenny nazywany był przez
sąsiadów Romanią. Emilia to nazwa nawiązująca do starego traktu Via
Aemilia.
Laonikos Chalkokondyles (ok. 1423-1490), ostatni -?jak się o nim powiada
-?historyk tradycji wschodniorzymskiej (choć pisał już po upadku
cesarstwa), zwykł używać charakterystycznej maniery literackiej. Otóż
zamiast aktualnych nazw własnych używał -?czasem dość dowolnie
wybranych-?odpowiedników antycznych. Zamiast o Bagdadzie pisał o Babilonie, w miejscu Kairu wciąż wyobrażał sobie starożytne Memfis, a papieżowi przyznał tytuł "arcykapłana". Nie oszczędził również
Konstantynopola, który opisywał jako Bizancjum, zwracając mu nazwę
antycznej kolonii Megary. Nazwę tę niedługo później podchwycili
historycy niemieccy (jako pierwszy z nich Hieronymus Wolf), którym z jednej strony nie wypadało nazywać wschodnich Rzymian "Rzymianami" i tym
samym obrazić swojego władcę, uważającego się za prawowitego cesarza
Rzymian. Z drugiej strony chcieli też uniknąć tradycyjnej uszczypliwości
wobec poddanych władcy Konstantynopola i nazywania ich "Grekami". Nazwa
"Bizancjum" nie przyjęła się wszędzie i nie od razu, ale jej pozycja w XIX wieku była już utrwalona w zachodniej Europie. Kiedy Konstantynopol
upadł w 1453 roku, dawni mieszkańcy cesarstwa nie widzieli powodu, aby
przestać się nazywać Rzymianami. Nie rozumieli też, dlaczego mają się
zwać Grekami, bo etnicznie mieli różne korzenie. Bizantyńczykami nie
nazywał ich wówczas nikt. Dopiero w okolicach XIX wieku Europa,
zakochana w starożytnych Atenach i Sparcie, obeznana z antyczną greką i klasyczną filozofią, a niewiele lub nic niewiedząca o średniowiecznej
historii tych okolic (wręcz odrzucająca "dziwne" greckie średniowiecze),
zachęcała Greków do powstania i odbudowy kraju wedle utrwalonych
europejskich wyobrażeń. Zapomnieć mieli o wieloetnicznym prawosławnym
Cesarstwie Rzymskim, wciąż żywym w sercach i umysłach od Sycylii po
Kaukaz, a zaproponowano im stolicę w zakurzonej, etnicznie albańskiej
mieścinie (jaką były wówczas Ateny), niemieckiego króla, zapomniane
dawno igrzyska olimpijskie itd. Burzono lub zaniedbywano liczne
średniowieczne kościoły, a poddawano renowacji nieliczne antyczne ruiny.
Archeologowie szukali w podnieceniu ruin Troi i Myken, ignorując zwykle
to, co zostało po "niemodnym" Bizancjum. Tymi "bizantyńskimi" Rzymianami
dziś wciąż nazywają siebie nieliczni przedstawiciele "etnograficznych
ciekawostek" w południowych Włoszech i w tureckim interiorze (choć ci
już nie są zwykle chrześcijanami). Choć ci Rzymianie korzystają dziś ze
smartfonów, wyznają różne religie i zmieniają z czasem swoje obyczaje,
to czy zabieranie im prawa do nazywania siebie tak jak ich dalecy
przodkowie, ma jakieś uzasadnienie? Zatem choć "Bizancjum" i "Bizantyńczycy" to pojęcia co do zasady sztuczne i dziejowo krzywdzące,
to wryły się w nasze opisywanie świata (w języku potocznym, ale i w nauce) na dobre. Autor niniejszego dzieła z góry dziękuje za zrozumienie
swoich Czytelników, gdy będzie używał tego terminu (choć zamiennie z innymi) -?z zastrzeżeniem, że ma świadomość, iż nie jest to
najwłaściwsze.
Greckojęzyczni poddani cesarza konstantynopolitańskiego uważali się za
tych samych synów Wilczycy Kapitolińskiej, którzy władali niegdyś
światem antycznym, ale których wspólnotę udoskonaliło (w ich mniemaniu)
chrześcijaństwo. Czy zresztą odróżniamy w generalnym pojęciu
poszczególne formy państwowości antycznego Rzymu? Z akceptacją
traktujemy przecież określanie "imperium rzymskim" takich okresów tego
państwa jak: republika, pryncypat, dominat, mimo iż sami Rzymianie nie
używali ani nie rozróżniali takich pojęć w ten sam sposób, jak my
dzisiaj. Pretensjonalne jest też określanie jako "imperium" cesarstwa po
roku 212 n.e., kiedy cesarz Karakalla wydał Constitutio Antoniniana,
które to każdego wolnego człowieka w kraju "awansowało" do statusu
obywatela, co można uznać za transformację w państwo narodowe.
Konkludując -?bycie Rzymianinem to kwestia swoistej ciągłości
kulturowej, poczucia przynależności do bardzo trwałego społeczeństwa,
jakie kiedyś powstało w Basenie Morza Śródziemnego, a odłączyło się z czasem ideowo od miasta nad Tybrem i ewoluowało jeszcze przez stulecia.
Zamiast "Bizancjum" i "Bizantyńczycy" autor będzie często używał
synonimów:
-?Rzym/Rzymianie,
-?wschodni Rzym/wschodni Rzymianie,
-?Romania/Romejowie,
-?Grecy.
A ponadto zastosowane będą takie synonimy jak:
-?cesarz/ bazyleus/basileus13/autokrator
(imperator),
-?Morze Marmara/Propontyda,
-?ogień grecki/ogień morski.
Arabom Cesarstwo Wschodniorzymskie znane było pod pojęciem bilad
ar-R?m albo R?m, czyli po prostu "Rzym". Tak nazywali ten kraj
przedislamscy Persowie, jak i lokalni mieszkańcy Anatolii czy Bliskiego
Wschodu. Arabowie mówili, że Bizancjum rządził "władca Rzymian" -?Sahib
al-Rum. Arabowie niekiedy nazywali go też królem lub -?obraźliwie -
tyranem.
Bizantyńczycy często tłumaczyli sobie świat tekstami Starego Testamentu.
Czasami zatem nazywali Arabów "Izmaelitami" od starotestamentowego
Izmaela, którego pierworodny syn Nebajot14 miał dać początek
ludowi Nabatejczyków w dzisiejszej Jordanii. Częściej jednak używano
terminu "Saraceni" (gr.: Sarakenoi). Nie wiadomo, jaka jest
rzeczywista etymologia tego słowa ani z jakiego języka się wzięło.
Pojawiło się około II wieku w jednym z dzieł Ptolemeusza, ale z pewnością nie był pierwszym, który go użył. Saracenami nazywano tak
wtedy jeden z trzech ludów, jakie Rzymianie wówczas rozróżniali w tym
regionie. Dwa pozostałe to Taeni (Tayy) oraz właśnie Arabowie. Saraceni
mieli zamieszkiwać północny skraj Pustyni Arabskiej, ale gdzieś na
przełomie IV i V wieku pojęcia się wymieszały i świat grecko-rzymski
nazywał tak już wszystkich ludzi, których dziś określamy jako Arabów.
Dziś słowo "Saracen" -?głównie za sprawą wypraw krzyżowych -?może być
postrzegane jako nieco pejoratywne, używane więc będzie głównie wtedy,
gdy przyglądamy się zdarzeniom z perspektywy Bizantyńczyków, dla których
takie określenie było neutralne i naturalne. Tak jak neutralny i obiektywny do ostatniej strony będzie autor, a przynajmniej będzie się o to starał...
Rozdział I. Koniec świata antycznego i apokalipsa "wieków ciemnych"
Persja to tylko kwestia jednego lub dwóch uderzeń, po nich żadnej Persji
już nigdy nie będzie. Ale Rzymianie to ludzie morza i skał, gdy odchodzi
pokolenie, zastępuje je inne. Niestety, oni będą towarzyszyć ci [jako
rywal] aż do końca czasów...15.
Według tradycji muzułmańskiej w roku 629 dziewięciu władców otrzymało
listy, które -?jeśli rzeczywiście zostały napisane -?musiały się im
wydać zuchwałością zakrawającą na kpinę z ich majestatu16.
Autorem listów miał być Mahomet, a adresatami władcy świata, jakim
rządzili oni, a jaki był mu znany. Listy dostarczone przez specjalnych
wysłanników mieli otrzymać władcy Bahrajnu i Omanu, władca Ghassanidów w bizantyńskiej Syrii, bizantyńscy namiestnicy Egiptu i palestyńskiej
Jamamy, negus etiopskiego Aksum i wreszcie dwaj najpotężniejsi -?szach
Persji i cesarz wschodniorzymski. Nie ma zgody historyków, czy taka
korespondencja w istocie zaistniała, a jeśli tak, to czy jej treść miała
tak ultymatywny ton, pod jakim jest znana. Wątpliwe też, aby królowie
królów zwrócili uwagę na zaskakujące żądania nieznanego im
Kurajszyty17. Epizod ten postrzegać należy raczej jako
legendę, apokryf. Nie ma większego znaczenia w kontekście omawianego
tematu, czy Mahomet w owym czasie miał ambicje albo chociaż marzenia co
do stworzenia uniwersalnego państwa muzułmańskiego. Możemy dziś jednak z dużym przekonaniem przypuszczać, iż dwa wielkie imperia, dzielące między
siebie większość znanego cywilizowanego świata, nie patrzyły w stronę
Pustyni Arabskiej z wystarczającym respektem. Kolejne dziesięciolecia
będą teatrem spektakularnych wydarzeń trwale zmieniających układ sił na
wielkim obszarze będącym kolebką cywilizacji Starego Świata. W teatrze
tym widzowie i aktorzy będą zamieniać się rolami, a Konstantynopol
stanie się sceną najbardziej dramatycznych aktów.
Zanim przejdziemy do historii zderzenia między Bizancjum a Arabami,
przyjrzyjmy się temu pierwszemu i jego sytuacji wówczas. Cesarstwo
Wschodniorzymskie, w swoim długim i burzliwym istnieniu, wielokrotnie
musiało stawiać czoło różnym bardzo gwałtownym wyzwaniom wewnętrznym i zewnętrznym. Miewały one charakter niespodziewany, na przykład były to
inwazje nieznanych wcześniej ludów. Toczące nieustające wojny Bizancjum
radzić sobie musiało z tymi zagrożeniami, będąc nierzadko w stanie
kryzysu politycznego. Cesarze Justynian i Herakliusz stworzyli wspaniałe
cywilizacyjne dziedzictwo: bijąc swoich wrogów, wznosząc wspaniałe
budowle18 i tworząc wiekopomne prawo. Jednym słowem -?budując
nową cywilizację. Cywilizację łączącą klasyczne łacińskie idee, antyczną
grecką mądrość, eklektyzm diadochów, ale i blichtr Wschodu, zapożyczony
stamtąd jeszcze gdzieś w czasach dominatu, począwszy od końca III wieku
n.e.
W przeddzień arabskiej inwazji Bizancjum zajmowało rozległe tereny wokół
całego niemal Basenu Morza Śródziemnego. Na zachodzie sięgało Afryki
Prokonsularnej w dzisiejszej Algierii i kilku enklaw jak Tanger i Baleary. Półwysep Iberyjski był już prawie całkowicie poza kontrolą
cesarstwa -?panowali nad nim Wizygoci. Obok administracji cesarskiej, w północnej Afryce wiele było władztw plemiennych lokalnych Maurów,
Tuaregów i Berberów. Dalej na wschód rozciągały się Cyrenajka i bogaty,
ludny Egipt ze stolicą we wspaniałej Aleksandrii. Na południe od Egiptu
leżała Nobatia i zamieszkiwały tam agresywne nomadyczne plemiona
nubijskie jak Blemiowie. Palestyny i Syrii strzegły od wschodu pustynie
i klienckie marchie chrześcijańskich arabskich plemion Ghassanidów. Na
wschodzie rozciągało się wielkie imperium Persji pod władzą dynastii
sasanidzkiej -?groźny rywal pokonany w niedawnej wojnie. Armenia nie
była pod bezpośrednią władzą cesarza, ale stanowiła wartościowy materiał
na sojusznika, a jej los polityczny często splatał się, tak wcześniej,
jak i później, z losami Greków. Podobnie zabiegano o przychylność
władców chrześcijańskich państewek na terenie dzisiejszej Gruzji -
Lazyki czy Iberii. Za Kaukazem mieszkali koczownicy: irańscy Alanowie
oraz turkijscy Onogurowie i Kutigurowie, przodkowie Bułgarów. Dalej za
nimi czekali w stepie na swój czas w historii Europy koczowniczy
Chazarowie i Madziarzy. Najdalej wysunięte na północ ziemie cesarstwa to
Chersonez, czyli południowe obrzeża Półwyspu Krymskiego. Było to miejsce
zesłania politycznego, ale też ważny punkt dla handlu i gospodarki
państwa.
Azja Mniejsza była rdzeniem państwa, jego najważniejszą prowincją. Nie
ze względu na bogactwa, ale przez to, że zamieszkiwała ją ludność silnie
zhellenizowana i utożsamiająca się z etnosem rzymskim. To tu rekrutowano
najlepsze jednostki wojskowe, to tu znajdowały się majątki ziemskie
możnych, to Anatolijczycy19 wreszcie przywykli do
stawiania najeźdźcom wytrwałego oporu. Kiedy Bizancjum w przyszłości
utraci Anatolię, jego potęga zgaśnie. Kontrola nad Italią była
częściowa, a przewagę zyskiwali tam stopniowo Longobardowie. Głównym
ośrodkiem politycznym cesarstwa pozostawała tam Rawenna, stolica
egzarchatu. Italia wymagała poświęcania jej dużej politycznej uwagi, na
którą zwykle nie stać było cesarstwa uwikłanego w poważniejsze problemy
na innych peryferiach. Rzym i inne miasta zaczęły stopniowo szukać
własnej drogi politycznej i duchowej, konsekwentnie oddalając się od
prawowitego, jak się wydawało, cesarza zasiadającego na tronie w Nowym
Rzymie. Bałkany stanowiły, poza Półwyspem Apenińskim, kolejny dla
cesarstwa teren trudny do utrzymania ze względu na silny nacisk licznych
plemion słowiańskich, nad którymi polityczną pieczę sprawowali do
pewnego czasu koczowniczy Awarowie, przybysze z dalekiej Mandżurii.
Słowianie, choć nie stworzyli jeszcze żadnego okrzepłego organizmu
politycznego, to wdzierali się daleko w głąb półwyspu, aż na Peloponez i dalej na wyspy egejskie. Wkrótce nad ujściem Dunaju będą oni
współtworzyć z nowo przybyłymi tam koczownikami silną bułgarską
monarchię spędzającą przez całe wieki sen z bizantyńskich powiek.
Bizancjum władało niemal wszystkimi wyspami na Morzu Śródziemnym, z czego najważniejsze były: Sycylia, Kreta i Cypr.
W wiek VII cesarstwo wkroczyło jako starożytny de facto byt polityczny
rozłożony wokół Morza Śródziemnego, ulegający jednak stopniowej erozji
terytorialnej na rzecz Franków, Longobardów, Wizygotów czy Słowian.
Herakliusz -?pogromca Persji
Wiek VII zaczyna się rządami cesarza Maurycjusza i jego próbami odparcia
słowiańskich i awarskich hord20 usiłujących przedrzeć się przez
Dunaj w głąb Bałkanów. Do tego pozbawiona wsparcia bizantyńska Italia
nie była w stanie przeciwstawić się naporowi Longobardów, a na wschodzie
ciągnęła się wyczerpująca kampania przeciw Persji. Skarbiec świecił
pustkami, to też rubieże takie jak Afryka i Italia musiały bronić się
własnymi skromnymi środkami. Rozpaczliwe próby zaoszczędzenia
podejmowane przez Maurycjusza spotykały się zawsze z tą samą ostrą
reakcją -?buntem armii. Mimo chłodnej relacji na linii rząd-armia
rzymscy żołnierze sprawowali się bardzo dobrze, najpierw pokonując
Persów, a następnie wypierając za Dunaj Awarów i Słowian dackich. Na
inwazję w Italii nie starczyło już pieniędzy. Maurycjusz, chcąc trwale
zabezpieczyć granicę na Dunaju, wydał armiom polowym rozkaz pozostania w Dacji, po północnej stronie rzeki, na leżach zimowych. Decyzja ta
wywołała największy z dotychczasowych buntów armii. Żołnierze opuścili
naddunajskie bazy i pomaszerowali na Konstantynopol pod wodzą mało komu
wcześniej znanego, niskiej rangi oficera, niejakiego Fokasa. Fokas przy
pomocy mieszkańców miasta obalił mającego wielu wrogów cesarza, kazał
zabić na cesarskich oczach pięciu synów i brata, a następnie i samego
Maurycjusza. Żonę i córki nieszczęsnego władcy zamknął w klasztorze, a następnie też zabił. Tym sposobem Maurycjusz, zdolny dowódca i całkiem
zręczny polityk, autor słynnego traktatu wojennego Strategikon, został
obalony przez człowieka małego formatu, nieprzygotowanego zupełnie do
poradzenia sobie z wielkim państwem w czasie kryzysu. Szach Persji,
Chosroes II, formalny przyjaciel Maurycjusza, wykorzystał uzurpację
Fokasa jako casus belli i wypowiedział Rzymowi nową wojnę, która
wywarła brzemienny wpływ na oba państwa. Persja Sasanidów to kraj od
niemal czterystu lat (i z różnym rezultatem) brutalnie rywalizujący z Rzymianami -?była to już ósma wojna rzymsko-sasanidzka! Jak się miało
okazać, ostatnia i najzacieklejsza. Ani Sasanidzi, dążący do odbudowy
imperium z czasów Achemenidów21, ani Rzymianie marzący o podbojach Aleksandra Macedońskiego, nie osiągnęli w tych ośmiu wojnach
nic trwalszego ponad wzajemne wyniszczenie i góry ludzkich kości.
Persowie raz stawali pod Konstantynopolem, a Rzymianie innym razem pod
Ktezyfontem22. "Wieczyste" traktaty pokojowe trwały po
zaledwie kilka lat, do czasu, aż jeden z przeciwników okazał słabość.
Uzurpator Fokas nie był w stanie podźwignąć ciężaru władzy cesarskiej.
Niewielki autorytet, jakim się cieszył, wraz z niewielkimi talentami
doprowadził państwo na skraj rozpadu. W roku 610 Fokas w końcu został
zdetronizowany i stracony, a jego miejsce, decyzją senatu
Konstantynopola, zająć miał Herakliusz, syn egzarchy Kartaginy o tym
samym imieniu23. Nowy cesarz (lata panowania 610-641) objawił
się jako zręczny dyplomata, sprawny zarządca, błyskotliwy strateg i założyciel nowej dynastii. Objąwszy rządy w wieku ok. 36 lat, musiał
zakończyć wojnę domową i odeprzeć Persów. Herakliusz był władcą
niepoślednim, bez wątpienia jednym z tych, którzy w długiej historii
Bizancjum zapisali się najdonioślej, a jego imię znali dobrze także
Arabowie z czasów sprzed ich podbojów. Cesarz Herakliusz w tradycji
arabskiej był archetypem władcy doskonałego -?sprawiedliwego i pobożnego. Notabene pierwsi muzułmanie, na czele z samym Mahometem,
otwarcie sympatyzowali w konflikcie Bizantyńczyków i Persów z tymi
pierwszymi, bliższym im duchowo ludem Księgi24.
Herakliusz, choć błyskotliwy, objął tron w sytuacji nie do
pozazdroszczenia. Armia była w opłakanym stanie i potrzebowała
wytchnienia po ciężkim okresie wojny domowej. Zamiast wytchnienia jednak
czekały ją kolejne wyzwania. Awarowie i Słowianie wdarli się w głąb
Bałkanów z niespotykaną wcześniej siłą, zajmując niemal wszystkie ziemie
Rzymian. Armia Illirii została otoczona i zniszczona przez Awarów.
Na wschodzie sytuacja była oczywiście najgorsza. Ostatnia z wojen
rzymsko-sasanidzkich miała potoczyć się jednak po myśli Bizancjum.
Chosrow (Chosroes) II Parwiz, co znaczy -?o ironio! -?"Zwycięski",
atakując cesarstwo popełnił fatalny błąd, a jego butny przydomek
historia wkrótce podważy. Wykorzystując czas nieudolnych rządów Fokasa,
przez kolejnych dwadzieścia lat udało mu się osiągnąć imponujące
sukcesy. Zajął aż trzy spośród pięciu patriarchatów chrześcijaństwa -
Antiochię, Jerozolimę i Aleksandrię. Kiedy w 617 roku padła Aleksandria,
załamał się na zawsze wielowiekowy rzymski system znany jako annona -
polegał on na transporcie egipskiego zboża do Konstantynopola (a do IV
wieku do Rzymu) w celu rozdawnictwa pośród ludności. Przed najazdem
perskim co roku kursowało w letnim sezonie na tej trasie nawet do
półtora tysiąca galer25. Bywały wśród nich ogromne statki
spełniające funkcję podobną nie tylko do frachtowców, ale też do
późniejszych pasażerskich transatlantyków.
Jeszcze w 615 roku zdesperowany senat Konstantynopola wysłał do
szachinszacha poselstwo złożone z wysokich rzymskich dostojników.
Poselstwo dało pokaz jednego z najbardziej poniżających gestów w całej
historii cesarstwa. Błagając o pokój, wielbili wielkość sasanidzkiego
władcy (nazywając go "najwyższym cesarzem") i nazywali Herakliusza jego
synem oraz sługą. Gdyby chciał, Chosroes II mógł uczynić Imperium
Rzymskie swoim lennikiem, zabrać jego liczne ziemie, zagarnąć większość
bogactw i wyznaczyć nowego cesarza wedle własnej woli. Ale Chosroes
kazał stracić posłów. Zdecydował się na totalną wojnę i wkrótce miał
tego gorzko żałować.
Na drugim końcu imperium Wizygoci zabrali sobie, korzystając z okazji,
niemal wszystkie rzymskie posiadłości na terenie Hiszpanii.
Herakliusz jednak potrafił zachować zimną krew w obliczu tak
wielowymiarowego kryzysu. Zebrał z resztek ziem tyle pieniędzy i ludzi,
ile się dało, dopuszczając się nawet takich kroków jak przetopienie
większości kościelnych naczyń liturgicznych czy redukcja żołdów w jednej
armii, aby opłacić inną26. Ogół obywateli zdawał sobie sprawę, że
istnienie państwa jest realnie zagrożone, obniżki płac w sektorach
cywilnym i wojskowym nie spotkały się więc z protestami. Cesarz często
oddawał wrogowi jakiś teren, starając się jednocześnie oszczędnie
dysponować zasobami ludzkimi. Chwilowy rozejm z barbarzyńskimi Awarami
pozwolił Herakliuszowi skupić się na Persach. Ogłosił świętą wojnę,
krucjatę na długo przed krucjatami, które znamy. Przez lato 622 roku
szkolił zmotywowanych religijnie partyzantów, szukał sojuszników wśród
innych chrześcijan w krajach ościennych. Wspólnie z oficerami studiował
podręczniki wojskowe. Ciężka praca organiczna przyniosła skutki.
Jesienią 622 roku Herakliusz wkroczył do Kapadocji i, udając odwrót,
rozbił tam perskie siły przygotowane do zasadzki. Wkrótce musiał jednak
wrócić na Bałkany, aby stawić czoło Awarom, którzy zażądali nagle
zwiększenia kontrybucji. Kiedy -?nie bez trudu -?się z nimi
uporał27, ruszył znów na wschód. Był rok 624 i Herakliusz
przedstawił Chosroesowi kolejną propozycję pokojową -?jeśli ten drugi
miałby ją odrzucić, to cesarstwo całą siłą zaatakuje Iran. Szach znów
wykazał się butą i odtrącił wyciągniętą ku niemu dłoń. Herakliusz
zapewnił swoich żołnierzy o niechybnej nagrodzie zbawienia w razie
śmierci za wiarę. Jego armia ruszyła na protokrucjatę, świętą wojnę za
Chrystusa i przetrwanie świata, jaki znała. Błyskotliwa kampania w Anatolii i Armenii spowodowała wyparcie Persów z ziem rzymskich, a w 625
roku rozbito ich kontrofensywę. Nie powiodły się próby zablokowania
zimującej na Zakaukaziu armii Herakliusza w tamtejszych przełęczach.
Cesarz pobił wszystkie próbujące tego dokonać trzy perskie armie.
Rok później cesarz Herakliusz agresywnym, dywersyjnym manewrem
postępował w głąb imperium Sasanidów. W zemście za zniszczenie
Jerozolimy kazał zgasić ich święte ognie i zdewastować zaratustriańskie
świątynie, m.in. wielką świątynię Adur Gushnasp.
Doszło jednak w tym czasie do wielkiego oblężenia Konstantynopola przez
Persów, Awarów i Słowian. Chosroes II, zmęczony niekończącymi się
kampaniami, zamiast szukać rozwiązania w polu, zdecydował się zadać
śmiertelny cios prosto w serce cesarstwa. Był też cel minimum -?zwabić
ze wschodu Herakliusza. Miasto miało zostać zgniecione między dwiema
wielkimi armiami atakującymi ze strony Europy i Azji, lądu i morza.
Awarowie i Słowianie, także inne wspierające ich ludy, jak Gepidowie,
szukali zemsty za klęski z rąk Maurycjusza, a przede wszystkim
bajecznych łupów. Awarowie liczyli na szybkie zwycięstwo i powrót w chwale na własne ziemie, pogrążone zresztą w kryzysie wskutek rebelii
Samona na Morawach. Persowie natomiast nie mogli pozwolić sobie na
kontynuowanie w nieskończoność coraz bardziej niewygodnej dla nich wojny
-?zwłaszcza że na ich tyłach grasował Herakliusz ze swoją armią. Upadek
Konstantynopola z pewnością przesądziłby o wyniku wojny.
Cesarz nie dał się zwieść. Wysłał do miasta wsparcie w postaci dwunastu
tysięcy jeźdźców, ale główne siły pozostawił pod swoim dowództwem na
terytorium Persji. Dodatkowo sprzymierzył się z wojowniczymi Turkutami,
którzy zaatakowali państwo szacha w Baktrii. Wydarzenia potoczyły się po
myśli Rzymian. Wielka i dobrze uzbrojona armia złożona z Awarów i ich
niezliczonych słowiańskich plemion klienckich oblegała miasto przez
półtora miesiąca. Dwanaście zmasowanych szturmów Awarów i Słowian na
najsłabsze odcinki murów miasta, wspierane przez dwanaście wielkich wież
oblężniczych, załamywało się jedno po drugim. Słowiańskie dłubanki, choć
niezliczone, nie miały żadnych szans w starciu z cesarską flotą.
Zwodowane w zatoce Złotego Rogu, nie zdołały dosięgnąć murów miejskich -
zatrzymały się na kordonie cesarskich galer.
Do lądowania Persów po europejskiej stronie cieśniny nawet nie doszło -
perski desant został przechwycony przez Rzymian i szybko posłany na dno
Bosforu. Słowianie, Awarowie i Persowie nie potrafili skoordynować
działań i ich armie musiały się wycofać. Pod murami Konstantynopola
latem 626 roku przesądził się los obu najeźdźczych imperiów. Imperium
Awarów, nie nakarmiwszy łupami i sukcesami zniewolonych przez siebie
ludów, pogrążyło się szybko w katastrofalnych dla siebie rebeliach,
które spowodowały jego upadek. Persowie natomiast zostali zmuszeni do
negocjacji, po tym jak brat cesarza, Teodor, rozbił doborowy perski
kontyngent wysłany z zadaniem zdobycia Konstantynopola, a Herakliusz
wciąż posuwał się w głąb Persji.
Rok po oblężeniu, w grudniu 627 roku, odbyła się decydująca bitwa pod
Niniwą, w samym sercu sasanidzkiego państwa. Bitwa określana jest
czasami ostatnią bitwą starożytności28. Dowodzący Persami
spahbod ("mistrz armii", odpowiednik marszałka) Rhahzadh29
wyzwał cesarza na pojedynek30. W jego wyniku oddał życie, a armia perska poszła w rozsypkę. Choć nie została całkowicie zgładzona,
nie było już w państwie Sasanidów żadnej zorganizowanej siły zdolnej do
powstrzymania Rzymian. Armia Herakliusza szła szybko w stronę stolicy
Persów, Ktezyfontu. Bizantyńczycy splądrowali pałac Chosrowa w Dastagird. Dwór sasanidzki wiedział, że to koniec. Chosroes, król
królów, który rozpętał totalną wojnę i ją przegrał, stracił też
poważanie swojego otoczenia. Wtrącony na pięć dni do lochu, został
następnie uśmiercony strzałami z łuków w taki sposób, aby jak najdłużej
cierpiał. Pobita Persja musiała prosić o pokój.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki