Konsolacje - Jacek Waniewski

Kup ebooka

12.00 zł
9.96 zł (10,20 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Mit założycielski

Jestem. Jest to bardzo pozytywny fakt. Jeden tylko mam z tym szkopuł, że moje istnienie jest nie najlepszego gatunku. Wyraźnie domaga się uszlachetnienia. Czegoś mu brakuje, więc trzeba mu coś dodać. Czy nie przydałby mi się na przykład mit założycielski? Tak, mit założycielski. On może pokazać, jak i dlaczego powstałem. Kto jest moim twórcą. Co jest moją misją. A więc, kto jest moim twórcą? Teraz odpowiedź jest prosta: Mit. Można od razu uzupełnić: Mit Założycielski. A jak powstałem? No, po prostu założył mnie Mit. Na przykład:

Dawno, dawno temu, przed wieloma dniami, wąskim skrawkiem piasku między morzem a wznoszącymi się stromo górami wędrował Mit. W pewnym miejscu urwiste skały dochodziły do samej wody i nie można było ich obejść. Były zbyt strome, żeby wspiąć się na nie. Jednym słowem: pułapka. Pozostawało tylko jedno wyjście: wycofać się. Zawrócić i pójść z powrotem. Tak postąpiłby każdy, ale nie Mit Założycielski. Na pewno nie on! Rozejrzał się z przyjemnością dookoła i powiedział: "Jakie wspaniałe miejsce! W sam raz, żeby tu coś założyć". I założył. Założył po prostu, że skał zagradzających mu drogę nie ma. Spodobało mu się to założenie. "Co za wspaniałe założenie! - pomyślał. Teraz trzeba z niego wyciągnąć wnioski". I zaczął wyciągać. Najpierw wyciągnął ze swojej podróżnej sakwy zwój podpłomyków i niewielki słoik oliwy z oliwek. Potem wyciągnął z niej wielki termos z aromatyzowaną herbatą. "A więc moim pierwszym wnioskiem będzie następujący lemat - stwierdził już bez żadnej dalszej zwłoki. Z założenia, że skał zagradzających drogę nie ma, wynika, że można się posilić. Dowód: Jeżeli droga przede mną jest wolna od przeszkód, to nie ma potrzeby się spieszyć. A ponieważ nie ma potrzeby się spieszyć, więc można się posilić. Co było do okazania". I zabrał się za spożywanie podpłomyków maczanych w oliwie z oliwek. Kiedy już zjadł cały ich zwój, otworzył termos z herbatą i nalał ją do kubka-zakrętki. Rozszedł się wspaniały aromat. "Ach, co za wspaniały aromat - pomyślał Mit - trzeba nim się trochę porozkoszować!" Rozsiadł się wygodnie na suchym piasku i, popijając herbatę drobnymi łykami, patrzył na fale bijące równomiernie o brzeg. "Hm - rozmyślał dalej - mam duży termos bardzo aromatycznej herbaty i mogę się nią z kimś podzielić. Założę więc, że ten ktoś jest tu ze mną". Moment później siedziałem obok niego na piasku. "Mam wspaniałą aromatyczną herbatę - powiedział - poczęstuj się". I podał mi kubek-zakrętkę wypełniony czarną cieczą, pachnącą truskawkami. Wzdrygnąłem się z obrzydzenia. "Nie lubię aromatyzowanych herbat" - odpowiedziałem, zbyt późno zdając sobie sprawę, że było to trochę niegrzeczne. Spojrzał na mnie nieco zaskoczony. Po chwili mruknął: "Nie wyszło mi to założenie. Ale cóż, pora już kontynuować mój marsz". Spakował podróżną sakwę i ruszył powoli po swoich śladach.

Siedziałem na piasku głodny i spragniony. Patrzyłem na fale bijące równomiernie o brzeg. Z mojej lewej strony piętrzyły się wysokie skały, dochodzące do samej wody, z prawej można było jeszcze dostrzec małą sylwetkę oddalającego się Mitu Założycielskiego. "To naprawdę wspaniały Mit, szkoda, że pija taką paskudną herbatę - pomyślałem. I jaki prawdziwy, pomimo pewnych niekonsekwencji". Ale przecież nikt nie powinien wymagać od mitów żelaznej logiki.