Wstęp
Zostałem konserwatystą pod wpływem Psalmu 11. Miałem wtedy 23 lata. Od czasów nastoletnich, pod wpływem katolickiego wychowania, lektury powieści Sienkiewicza i Kraszewskiego oraz miłości do historii, byłem, by tak to ująć za filozofem Bogusławem Wolniewiczem - "prawoskrętny". Natomiast konserwatystą świadomym, który rozumie co znaczy konserwatyzm i uznaje tę identyfikację za część własnego "ja", zostałem właśnie wtedy. Zapewne było to zwieńczenie dłuższego procesu wyrabiania własnego spojrzenia na świat. Pewnie wpływ na to miały studia socjologiczne i poruszanie się w gąszczu teorii i badań empirycznych. Chciałem zrozumieć istotę porządku społecznego. I znalazłem go pod wpływem tego fragmentu:
2 Bo oto grzesznicy łuk napinają,
kładą strzałę na cięciwę,
by w mroku razić prawych sercem.
3 Gdy walą się fundamenty,
cóż może zdziałać sprawiedliwy?1.
Szczególnie werset 3 - "Gdy walą się fundamenty, cóż może zdziałać sprawiedliwy?", zrobił na mnie ogromne wrażenie.
Uświadomiłem sobie wówczas, że gdy stracimy to, co należy określić dwoma słowami: ład moralny, nasze życie stanie się bardzo trudne. Co zdoła osiągnąć uczciwy i sprawiedliwy człowiek w społeczeństwie pogrążonym w moralnym chaosie? Jak mają funkcjonować rodziny i jak wychowywać dzieci? Czy ogóle można w takim społeczeństwie prowadzić udane życie będące czymś więcej niż biologiczną egzystencją? Czy znajdziemy w nim sens? Czy myślący człowiek nie będzie w takiej rzeczywistości skazany na ostracyzm bądź ukrytą wewnętrzną emigrację?
Nakierowałem więc swoje myślenie na wspomniane słowa (ład moralny), a są one kwintesencją konserwatyzmu. Ikona i renowator myśli konserwatywnej w XX wieku, autor wielu znakomitych książek, Russel Kirk, zwany niekiedy "Edmundem Burke'm XX wieku", twierdził, że esencją społecznego konserwatyzmu jest zachowanie tradycji moralnej zbudowanej na fundamencie myśli klasycznej i chrześcijaństwa. Kirk używał znamiennego słowa "porządek" (order) uświadamiając innym ludziom, że każde społeczeństwo musi oprzeć się na etyce. Jej brak oznacza chaos. Ład społeczny zaś jest odzwierciedleniem ładu w duszy człowieka: "Jeśli członkowie społeczeństwa pozbawieni są duchowego porządku, porządek zewnętrzny wspólnoty nie będzie mógł trwać"2. Dlatego w jednym z rozdziałów udowadniamy, że "społeczeństwo to człowiek pisany wielkimi literami".
Jest to spojrzenie jasne i w gruncie rzeczy... oczywiste, więc na motto książki wybrałem cytat kolumbijskiego kontrrewolucyjnego myśliciela (by nie powiedzieć - mistyka kontrrewolucji) Nicolása Gómeza Dávili, o tym, że konserwatyzm to droga rozsądku, postawa łączenia dwóch niezbędnych wektorów rozwoju społeczeństwa, wbrew lewicy możliwych do pogodzenia, czyli stałości i zmiany, szacunku do przeszłości z immanentną ludzką innowacyjnością. Zatem obalić trzeba dwa mity - otóż, konserwatysta nie jest wrogiem zmian i nie konserwuje wszystkiego. A co konserwuje? W myśl słów dominikanina ojca Jacka Woronieckiego "dąży do zachowania tego, co w życiu społecznym uważa za najważniejsze i najcenniejsze"3.
To, że konserwatyzm stał się "partią" (choć lepsze określenie to - "opcja polityczna") wynika z konkretnych wydarzeń historycznych, które omówimy w książce. To, co zostało nazwane konserwatyzmem, przed rewolucją francuską, było normalną tradycją społeczeństw, zanegowaną przez rewoltę 1789 roku. Ktoś tę niszczoną "normalność" musiał zdefiniować i usystematyzować i tak narodziła się oraz przyjęła konkretna nazwa. "Historycznie rzecz ujmując, konserwatyzm polityczny narodził się z protestu wobec zwodniczości i braku umiaru nowożytnego ruchu rewolucyjnego"4.
Drugie motto to z kolei wezwanie do działania, pióra wspomnianego już Russella Kirka. Amerykański historyk i myśliciel pisał te słowa w latach 80. XX wieku. Dziś, w trudnej I połowie XXI wieku, powinny być stawiane z wykrzyknikami. Kirkowi pewnego razu, w wywiadzie telewizyjnym, dziennikarka zadała prowokacyjne pytanie: "Co konserwuje konserwatysta w XX wieku?". Odpowiedział bez wahania: "Tradycję moralną". To główne zadanie konserwatystów. Chcemy uchronić siebie i przyszłe pokolenia przed życiem w moralnym chaosie, a także spełnić obowiązek historycznej lojalności wobec przodków. Znajdujemy się bowiem w sztafecie pokoleń - minionych, obecnych i przyszłych. Konserwatysta uznaje to, co Gilbert Keith Chesterton, wielki przyjaciel Polski, nazywał "demokracją umarłych". Oznacza ona, że w naszych teraźniejszych pracach, jak i kreowaniu przeszłości, głos mają umarli - dawni mistrzowie, pokolenia żyjące kiedyś, historia z której czerpiemy życiową mądrość.
Nie chcemy skończyć w stanie, który w swoim innym genialnym aforyzmie przedstawił Dávila: "Ludzkość, której nadejście przygotowuje nowoczesny świat, będzie się dzielić na przestępców i głupców". Dopowiedzmy: ci pierwsi będą rządzili, ci drudzy będą rządzeni. Konserwatysta w XXI wieku ostrzega więc przed widmem nowego totalitaryzmu, łagodniejszego od poprzednich, ale bardzo podstępnego.
Tej tematyce jest poświęcona niniejsza książka. Jej struktura, czyli kolejno następujące rozdziały, są zbiorem refleksji, które (jak mam nadzieję) pozwolą lepiej orientować się we współczesnym świecie. Wskażę w nich także zadania, które stoją przed konserwatystami w czasach współczesnych. Już przytoczone na początku cytaty, czyli słowa dwóch niezwykle ważnych myślicieli, są tego zapowiedzą: obrona odwiecznej tradycji moralnej i walka z widmem nowej odmiany totalitaryzmu.
Pierwsze trzy rozdziały stanowią część, której przyświeca idea zrozumienia przez współczesnego konserwatystę rzeczywistości, w której przyszło mu żyć. A że teraźniejszość wynika z przeszłości, poświęcamy tu sporo uwagi historii, a mówić ściślej - stosunkowi konserwatysty do historii. Bez tego nie ma mowy o poważnej konserwatywnej postawie. Gdy konserwatysta słyszy jedenastą tezę ze słynnych Tez o Feuerbachu Karola Marksa: "Filozofowie rozmaicie tylko interpretowali świat; idzie jednak o to, aby go zmienić", od razu włącza światła alarmowe. A co jeśli źle zinterpretujemy świat? Czy bazując na błędnym opisie zmienimy go na lepsze? Cóż... Historia komunizmu pokazuje, jak taka błędna interpretacja się skończyła (rewolucje i ich ofiary). Rozdziały IV i V mają z kolei pomóc w prowadzeniu mądrych działań, więc stanowią zbiór konserwatywnych wskazówek dotyczących spraw publicznych i naszej indywidualnej kondycji duchowej, bowiem jedno i drugie jest ściśle ze sobą powiązane.
Struktura odpowiada więc temu, co autor chce przekazać i uważa za ważne:
Po pierwsze, że nie ma konserwatyzmu bez zakorzenienia w historii (rozdział I Konserwatysta i historia).
Po drugie, że musimy wiedzieć jaka jest struktura rzeczywistości - jaka jest hierarchia sfer: kultury, polityki i ekonomii (rozdział II Struktura rzeczywistości, czyli co jest ważne i ważniejsze5).
Po trzecie - z racji źródłowej i cywilizacjo-twórczej roli religii, z której wywodzimy źródła etycznego porządku, zagadnieniem ogromnej wagi jest zmierzenie się z problem sekularyzacji (rozdział III Wobec sekularyzacji, czyli konieczność obrony sacrum).
Po czwarte - konserwatysta musi działać mądrze, i żeby tak było, powinien znać wytyczne mądrej praktyki konserwatywnej w sferze kultury, polityki i ekonomii. Nie jest to wyczerpujące omówienie wszystkich złożonych zagadnień, ale raczej wskazanie podstaw, fundamentów, konserwatywnego minimum. O tym w rozdziale IV O wytycznych konserwatywnej praktyki.
I po piąte, musi pamiętać, że warunkiem konserwatywnego odrodzenia świata jest nasze odrodzenie wewnętrzne (rozdział V Prowadź życie rozumne).
Książka, którą Czytelnik trzyma w dłoniach, to zaangażowany esej, napisany z pozycji katolickiego konserwatysty, w którym kroczymy śladami przewodników po przeszłości, teraźniejszości i przyszłości: filozofów, historyków, socjologów, teologów, pisarzy, duchownych i ekonomistów.
To, że ta książka powstała wynika z przeświadczenia, że konserwatyzm jest ciągle aktualny. Jest opcją polityczną, ale też jest postawą życiową, czy, jak celnie stwierdził Roger Scruton, "aparatem poznawczym". Zawiera w sobie ładunek egzystencjalny, jest postawą wobec rzeczywistości - niezwykle pragmatyczną i, co ważne, a-ideologiczną, to znaczy wolną od pokusy zmieniania świata według abstrakcyjnych sztanc myślowych:
Konserwatyzm nie jest ideologią. Nie rodzi fanatyków. Nie jest świecką religią, więc nie próbuje wzbudzać charakterystycznego dlań entuzjazmu. (...) w poszukiwaniu ludzi, którzy rozsądnie i roztropnie starają się dotrzeć do sposobów pogodzenia tego, co najlepsze w mądrości naszych przodków ze zmianami, które są niezbędne do zapewnienia społeczno-obywatelskiej aktywności, najlepiej jest zwrócić się w stronę konserwatyzmu6.
1 Biblia Tysiąclecia, Poznań 2003.
2 R. Kirk, Źródła amerykańskiego porządku, tłum. R. Czekalska, A. Kuczkiewicz-Fraś, Kraków 2022, s. 11.
3 J. Woroniecki, Rola konserwatyzmu w świecie powojennym, w: Tegoż, Co to jest filozofia i inne pisma, Kraków 2024, s. 81.
4 R. Kirk, Przyszłość konserwatyzmu, Warszawa 2012, tłum. B. Walczyna, s. 50.
5 Rozdział ten jest rozszerzoną i zmodyfikowaną wersją artykułu, który ukazał się pod tytułem Hierarchia sfer: gospodarczej, politycznej i etycznej w myśli konserwatywnej w półroczniku naukowym "Pro Fide Rege et Lege" nr 87, AD 2023/2024.
6 R. Kirk, Przyszłość..., dz. cyt., s. 27.