Wstęp
Drogi Czytelniku,
Trzymasz w rękach książkę, której - przyznaję to z pełną świadomością - nie powinienem był napisać. Przez trzydzieści lat mojej kariery akademickiej, przez dziesiątki publikacji naukowych, monografii i podręczników z zakresu teorii sportu, kultury fizycznej i socjologii aktywności ruchowej, starałem się zachowywać postawę obiektywnego badacza. Obserwowałem, analizowałem, wyciągałem wnioski. Nigdy nie angażowałem się emocjonalnie. Nigdy nie pozwalałem, by zdumienie wzięło górę nad akademickim dystansem.
Ta książka jest dowodem mojej porażki - i jednocześnie, ośmielam się twierdzić, największym sukcesem mojej kariery pisarskiej.
Wszystko zaczęło się trzy lata temu, podczas konferencji naukowej w Zurychu poświęconej przyszłości sportów ekstremalnych. Jeden z prelegentów - młody badacz z Uniwersytetu w Auckland - pokazał krótki filmik przedstawiający ludzi jadących na rowerach po dnie Morza Bałtyckiego. Sala zareagowała śmiechem, uznając to za żart, za prowokację artystyczną, za cokolwiek poza prawdą. Ale młody badacz nie żartował. I ja - siedząc w trzecim rzędzie, z notatnikiem na kolanach - poczułem, jak ziemia usuwa mi się spod stóp. Zdałem sobie sprawę, że gdzieś na świecie ludzie robią rzeczy, o których nie śniło się naszym teoriom, naszym podręcznikom, naszym definicjom tego, czym jest sport i czym może być.
Od tego momentu moje życie zawodowe uległo fundamentalnej zmianie. Porzuciłem bezpieczne tematy akademickie - porównawcze analizy systemów szkolenia olimpijskiego, ekonomiczne aspekty profesjonalizacji sportu, psychologiczne uwarunkowania motywacji sportowców - i ruszyłem w świat, by dokumentować to, co nazwałem "marginesem marginesu" sportu. Te dyscypliny, które nie mają szans na olimpijskie uznanie, które nie znajdą się w programach studiów wychowania fizycznego, które nie pojawią się w popołudniowych transmisjach telewizyjnych. Te dyscypliny, których samo istnienie podważa wszystko, co wiemy o granicach ludzkiej aktywności.
Przez trzy lata podróżowałem po czterech kontynentach. Rozmawiałem z setkami ludzi - zawodnikami, organizatorami, lekarzami, psychologami, prawnikami, a czasem po prostu ze świadkami, którzy widzieli rzeczy, w które trudno uwierzyć. Byłem w miejscach, o których istnieniu nie wiedziałem - w gigantycznych ulach wypełnionych milionami pszczół, w stalowych rurach, przez które prześlizgują się naoliwieni zawodnicy, przy kominach elektrociepłowni, z których wyłaniali się ludzie pokryci sadzą i recytujący Psalmy od tyłu. Widziałem rzeczy, które - gdybym nie sfotografował ich własnym aparatem - sam bym uznał za zmyślone.
Ta książka jest owocem tych podróży. Ale jest też czymś więcej - jest próbą odpowiedzi na pytanie, które zadawałem sobie każdego dnia: dlaczego? Dlaczego ludzie to robią? Dlaczego ktoś decyduje się spędzić tydzień zamknięty w ulu z pszczołami, by na końcu wynieść kilkanaście kilogramów miodu? Dlaczego ktoś pozwala, by odcięto mu skalp i ukryto go gdzieś w województwie, zmuszając go do poszukiwań własnego owłosienia? Dlaczego ktoś wspina się przez sto pięćdziesiąt metrów kłębiącego dymu, by na szczycie recytować starożytne teksty w odwrotnej kolejności?
Odpowiedzi, które znalazłem, są różne - tak różne, jak sami zawodnicy. Są tacy, którzy szukają adrenaliny, ekstremalnych wrażeń, poczucia życia na krawędzi. Są tacy, którzy uciekają od czegoś - od nudy, od rutyny, od poczucia, że normalność ich dusi. Są tacy, którzy szukają wspólnoty - grupy ludzi, którzy rozumieją to, czego nie rozumie nikt inny. Są tacy, którzy szukają transcendencji - doświadczeń granicznych, które przekształcają, które zmieniają perspektywę, które pozwalają zobaczyć świat w nowy sposób.
Ale jest też odpowiedź głębsza, którą dostrzegałem u niemal wszystkich, z którymi rozmawiałem: pragnienie autentyczności. W świecie coraz bardziej zorganizowanym, zinstytucjonalizowanym, zmediatyzowanym - w świecie, gdzie każdy aspekt życia podlega regulacjom, normom, oczekiwaniom - te szokujące konkurencje oferują coś niezwykle cennego: przestrzeń poza systemem. Miejsce, gdzie liczy się tylko to, co robisz, nie to, kim jesteś. Gdzie twoje ciało i twoja wola są jedynymi miernikami sukcesu. Gdzie - paradoksalnie - w najbardziej ekstremalnych warunkach ludzie odnajdują coś, co można nazwać wolnością.
Muszę w tym miejscu poczynić istotne zastrzeżenie. Ta książka nie jest zachętą do uczestnictwa w opisanych dyscyplinach. Wiele z nich jest niebezpiecznych - niektóre śmiertelnie. W trakcie mojej pracy dokumentacyjnej spotkałem się ze śmiercią: jeden z bohaterów rozdziału o skokach w głąb - Paweł Grzelak - przeżył coś, co medycyna uznawała za niemożliwe, ale inni nie mieli tyle szczęścia. Jedna z zawodniczek gimnastyki na linie z obciążeniem cementowym spadła z wysokości czterdziestu metrów. Jeden z uczestników wyścigu rowerowego po dnie Bałtyku utracił dostęp do powietrza i już nie wypłynął. Te śmierci są częścią historii, którą opowiadam, i nie zamierzam ich ukrywać ani romantyzować.
Jednocześnie - i tu muszę być szczery - ta książka nie jest również oskarżeniem. Przez lata mojej kariery akademickiej przyzwyczaiłem się do postawy normatywnej: to jest dobre, tamto jest złe, sport powinien być taki, a nie inny. Praca nad tą książką nauczyła mnie pokory. Nauczyła mnie, że ludzie mają prawo do podejmowania decyzji, które inni uważają za szalone, pod warunkiem że są świadomi konsekwencji. Nauczyła mnie, że granica między odwagą a głupotą jest często kwestią perspektywy. Nauczyła mnie, że moja rola jako badacza nie polega na osądzaniu, lecz na dokumentowaniu i rozumieniu.
Struktura książki odzwierciedla różnorodność świata, który dokumentuję. Każdy rozdział jest samodzielną całością - portretem jednej dyscypliny, jednej społeczności, jednego rodzaju szaleństwa. Możesz czytać rozdziały po kolei, budując sobie obraz coraz dziwniejszego uniwersum. Możesz też otwierać książkę losowo, zanurzając się w pojedyncze historie. Niektóre rozdziały są zabawne - przynajmniej na powierzchni. Inne są mroczne, niepokojące, trudne do strawienia. Jest jeden rozdział, którego - po długim namyśle - nie napisałem, zastępując go wyjaśnieniem mojej odmowy, bo istnieją granice, których nie jestem gotów przekroczyć nawet jako dokumentalista.
Słowo o stylu. Czytelnik przyzwyczajony do moich akademickich publikacji może być zaskoczony tonem tej książki - swobodniejszym, bardziej osobistym, momentami wręcz zabawnym, choć humorem, który można nazwać wisielczym. To był świadomy wybór. Historie, które opowiadam, są zbyt dziwne, zbyt surrealistyczne, by opisywać je suchym językiem naukowego raportu. Wymagają narracji, która odzwierciedla ich absurdalność, ich dramatyzm, ich - tak, użyję tego słowa - piękno. Bo w tym szaleństwie jest piękno. W determinacji ludzi, którzy czołgają się przez Afrykę, bo są za wysocy, by biegać. W spokoju kobiety, która strzela do własnego brzucha, bo szuka czegoś poza słowami. W brzęczeniu milionów pszczół, wśród których ktoś postanowił zamieszkać przez tydzień. To piękno chciałem uchwycić.
Kończąc tę przedmowę, chcę wyrazić wdzięczność. Przede wszystkim - bohaterom tej książki, którzy zgodzili się opowiedzieć swoje historie, często narażając się na niezrozumienie i krytykę. Ich otwartość, szczerość i gotowość do dzielenia się doświadczeniami były fundamentem tej pracy. Dziękuję również mojemu wydawcy, który - mimo początkowych wątpliwości - uwierzył, że ta książka znajdzie czytelników. Dziękuję mojej żonie Hannie, która przez trzy lata znosiła moje nieobecności, moje obsesje i moje opowieści przy kolacji o rzeczach, które - jak sama mówiła - "psują apetyt, ale rozbudzają ciekawość". Dziękuję wreszcie Tobie, Czytelniku, że sięgnąłeś po tę książkę. Że zdecydowałeś się zajrzeć za kurtynę tego, co oficjalna kultura sportowa woli ignorować.
Mam nadzieję, że ta podróż przez świat szokujących konkurencji sportowych będzie dla Ciebie równie transformująca, jak była dla mnie. Nie oczekuję, że po lekturze zapragniesz wskoczyć do szybu kopalnianego, wejść do ula z pszczołami czy pojechać rowerem po dnie Bałtyku. Ale mam nadzieję, że spojrzysz inaczej na ludzi, którzy to robią. Że zobaczysz w nich nie wariatów, lecz poszukiwaczy - poszukiwaczy czegoś, co jest fundamentalnie ludzkie, choć wyraża się w formach, które większość z nas uznaje za nieludzkie.
Na koniec zostawiam Cię z pytaniem, które sam sobie zadawałem każdego dnia tej trzyletniej podróży: co Ty byś zrobił, gdyby nie było granic? Gdyby nie było przepisów, norm, oczekiwań, strachu? Gdzie leży Twoja granica - ta prawdziwa, nie ta narzucona przez społeczeństwo?